poniedziałek, 21 kwietnia 2008

SAMOOKALECZANIE: o przyjemności płynącej z bólu


Bardzo długo niezrozumiałe samookaleczanie było poza zainteresowaniem badaczy. Stało się jasne, że jest to problem, w obliczu coraz to większego nasilania się tego zjawiska. Dzisiaj chyba nikt już nie ma wątpliwości, że akty samouszkodzeń dotyczą nie tylko więźniów,lecz także wydawało by się „zwykłych” ludzi. Bardzo często-ludzi młodych. Dane empiryczne podają, że samookaleczenie się nie jest wcale zjawiskiem rzadkim. Problem ten dotyczy około 5% populacji studenckiej i w znacznie większym stopniu młodzieży szkolnej.


Samouszkodzenia umiarkowane, o których będzie mowa, zalicza się do zachowań autodestruktywnych. Pojęcie autodestruktywności jest jednak niezwykle obszerne, gdyż zachowania noszące miano autodestruktywnych obejmują zarówno działania o najbardziej samoniszczącym charakterze, np. samobójstwo, ale także działania bardziej zakamuflowane, takie jak np. nałogi, zaniedbania, szkodliwe nawyki żywieniowe. Czym więc są owe samouszkodzenia umiarkowane? Według Armando Favazzy są to takie akty bezpośredniej autodestruktywności , w których jednostka zmierza do wyrządzenia sobie natychmiastowej krzywdy i gdzie przedmiotem agresji staje się jej własne ciało. Dodać należy także, że zachowanie autodestruktywne nie ma charakteru samobójczego. Istnieją trzy rodzaje tak rozumianych samouszkodzeń:

a) wielkie(jak np. obcięcie kończyny)-występują najrzadziej, mają jednak najpoważniejsze konsekwencje zdrowotne; towarzyszą zazwyczaj psychozom lub stanom ostrego upojenia alkoholowego

b) stereotypowe (np. rytmiczne uderzania głową)- występują najczęściej w upośledzeniu umysłowym

c) umiarkowane – występują najczęściej; często towarzyszą zaburzeniom odżywiania i zaburzeniom osobowości typu borderline

Zachowania autodestruktywne wielu z nas zapewne dziwią, a nie rzadko wręcz- szokują. Dlaczego właściwie ktoś miał by kaleczyć swoje ciało? Otóż tak jak oczywistym jest założenie o awersyjności samouszkodzeń, tak mniej oczywistym jest założenie o ich subiektywnej wartości pozytywnej. Odpowiadając więc na postawione wcześniej pytanie stwierdzić można, że osoby samookaleczające się czerpią w ten dramatyczny sposób określone korzyści psychologiczne. Akty autoagresji pełnią więc pewne funkcje. Babiker i Arnold wyróżniają 15 funkcji samookaleczeń, zgrupowanych w pięć większych kategorii:

- funkcji związane z radzeniem sobie i przetrwaniem – W tym przypadku zachowania autodestruktywne służą regulacji napięcia emocjonalnego

„Mam problem z wyrażaniem uczuć, szczególnie tych negatywnych, nie lubię mówić o swoich problemach. Siłą rzeczy emocje nieuwalniane na zewnątrz kumulowały się, problemów robiło się coraz więcej. Okazało się, że żyletka i samookaleczenia to doskonały sposób na pozbywanie się negatywnych uczuć”

- funkcje związane z Ja- Tutaj akty samookleczania mogą prowadzić do uzyskania poczucia kontroli i autonomii, czy tworzenia warunków do zatroszczenia się o siebie


"Dopiero gdy poczuję ból oraz zobaczę krew na mojej ręce, to wtedy wiem, że naprawdę żyję!”


- funkcje odnoszące się do wcześniejszych doświadczeń traumatycznych- jak np. ekspresja cierpienia wynikającego z urazu, lub ponowne jego przeżycie

- funkcje związane z samokaraniem i pozostawaniem w roli ofiary- obok uwolnienia się od poczucia winy poprzez karanie siebie również karanie zinternalizowanego obrazu prześladowcy

„Na początku chodziło o ulżenie sobie, uspokojenie. Potem trochę zaczęło się to zmieniać. Kiedy zaczęłam mieć problemy z odżywianiem, autoagresja stała się raczej karą. Nie udało mi się trzymać diety – cięłam się. Żeby mieć nauczkę na przyszłość. Żeby sobie pokazać, jak bardzo się nienawidzę”

- funkcje dotyczące relacji z innymi ludźmi- np. komunikowanie, wywieranie wpływu, karanie innych

Nasuwa się pytanie: gdzie należy szukać wyjaśnień zjawiska autodestruktywności?
Wielu badaczy uważa, że przyczyn należy upatrywać zarówno w pewnych czynnikach ryzyka jak i indywidualnych czynnikach intrapsychicznych. Do czynników ryzyka wystąpienia samouszkodzeń zaliczyć można doświadczenia traumatyczne, szczególnie przemoc fizyczną i seksualną. Ogromne znaczenie ma także relacja przywiązania. Jak pokazują liczne badania, wczesnodziecięce zaniedbanie i ukształtowanie się wzorca pozabezpiecznego przywiązania w sposób znaczący wpływają na wystąpienie zachowań autodestruktywnych. Do czynników intrapsychicznych zwiększających ryzyko autodestrukcji zaliczyć można z kolei: stosunek do własnego ciała, obejmujący m.in stopień jego akceptacji. Właśnie brak akceptacji swojego ciała u osób chorych na anorexię czy bulimię może być jednym z czynników wpływających na zwiększoną w tych grupach liczbę samookaleczeń. Oprócz stosunku do własnego ciała i wspomnianej wcześniej relacji przywiązania ważną rolę w kształtowaniu się tendencji autodestruktywnych pełni proces zwany dysocjacją. Dysocjacja w ujęciu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oznacza, że : ”co najmniej dwa procesy lub dwie treści psychiczne nie zostają zintegrowane, podczas gdy z reguły, w normalnych warunkach współwystępują one w świadomości, pamięci, tożsamości”. Oznacza to, że określone ciężkie do zniesienia doznania(np. bólowe), emocje zostają wyłączone z pola świadomości, co redukuje napięcie i utrwala tendencje autodestruktywne. Mówiąc inaczej dysocjacja ułatwia atak na siebie, wyłączając określone aspekty Ja( np. ciało).

Problem samookaleczeń jest duży, bardzo często jednak- niedostrzegalny. Osoby okaleczające się przeważnie starannie ukrywają rany, długa bluza, opaski na ręce. Mimo, że większość z nich stara się ukryć fakt samookaleczenia się, robi to tak, aby jednak „coś” było widać. To „coś” to nie tylko rana, ale także (a może przede wszystkim) głęboki smutek, zagubienie i wiele innych odczuć, które trudno nam sobie wyobrazić. Musimy mieć świadomość, że okaleczanie się to nie cecha „świrów”, ale normalnych, bardzo wrażliwych ludzi, którzy potrzebują naszego wsparcia. A oto kilka wskazówek jakie postawy mogą okazać się pomocne:

- przede wszystkim akceptacja i szacunek

- wyrażanie szacunku podczas słuchania

- traktuj osobę z godnością

- nie stawiaj ultimatum

- nie podważaj bólu i rozpaczy

Literatura:

Suchańska, A., Wycisk, J. (2006) Samouszkodzenia. Istota, uwarunkowania, terapia. Poznań: Bogucki Wydawnictwo Naukowe
Babiker, G., Arnold, L. (2002) Autoagresja. Mowa zranionego ciała. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Cytaty pochodzą z forum internetowego.


Autorka artykułu: Aleksandra Jóźwik

72 komentarze:

Tomasz pisze...

bardzo ciekawy artykuł. Widać, że autorka ma spory potencjał intelektualny.
Pozdrawiam
Wielbiciel dobrego smaku

Anonimowy pisze...

Jesli chodzi o wskazowki, to nie zgadzam sie, przede wszystkim nalezy postarac sie zrozumiec taka osobe, ona cierpi i nie liczy na czyja litosc... czasami wystarczy wysluchac taka osobe. no ale to tylko moje zdanie. Marta

Ilona pisze...

Przeczytałam i będe odwiedzać psychikę częściej:)a na pewno bliższe staną mi się tematy związane z naturą ludzką.

Pozdrowienia dla autorki,
Ylo

Anonimowy pisze...

ciekawy temat, chce jeszcze o tym poczytac

Anonimowy pisze...

A ja juz nie moge dac rady ze sobą;(

Anonimowy pisze...

czy ktos mi pomoże??:(

Anonimowy pisze...

to szukanie ukojenia w cierpienu duszy, paradoksalnie raniąc się dajemy upust emocjom (głownie swojej bezsilności), nie chcem krzywdzić ludzi do okoła lecz tylko wyładować sę tak po cichu z tego co mnie psychicznie męczy by nikt nie widział a sam bul działa uspokajająco, oddech staje się wolniejszy, płynniejszy, zamykam oczy by w ciemności być niedostrzeganym, delektuje sie każdą sekundą tego co odczuwam...nikt kto tego nie doświadczył nie jest w stanie zrozumieć!!!!

pisanie o tym przez kogoś kto tego nigdy nie odczuł to tylko szczera paplnina

Anonimowy pisze...

Ze wskazówkami to też różnie... Pierwszy raz zrobiłam sobie coś takiego 9 lat temu. Nawet ciężko mi to nazwać po imieniu. Nigdy nie komentowałam takich artykułów.
Ja chciałabym litości. Chociaż raz :) Ultimatum zostało mi postawione przez osobę, którą kocham najmocniej na świecie. To okropnie boli i czuję, że kiedyś to wszystko wróci z podwojoną siłą. Ale póki co już prawie rok daję sobie jakoś radę. Tylko ostatnio co raz częściej zdarza się coś, co co raz mocniej ściska mi gardło. Beznadziejne uczucie. I beznadziejne jest to, że ja nie chcę pomocy, tylko chcę do tego wrócić.
Ostatni raz.

Anonimowy pisze...

Witam, mam 16 lat i od 2 lat jestem osobą autoagresywną. Zawsze ukrywałam swoje blizny, nie chciałam, zeby ktoś je zobaczył, ale mam już tego dość nie chce już tego robić, ale to jest takie trudne, tak trudno to rzucić. Jak patrze na wszytskie blizny i te na rękach, nogach i brzuchu( najwięcej robie tam, żebym miała pewnośc, ze nikt nie zobaczy) to chce mi się płakać. Tak bardzo chce z tym skończyć...

Anonimowy pisze...

A ja miałam Bulimię, w sumie ciągle, coś z niej we mnie zostało..... a samookaleczenie się to kara dla mnie za to , że wyglądam jak wyglądam. Gdy nie mogę na siebie patrzeć w lustrze wtedy muszę się ukarać....

Anonimowy pisze...

mam nadzieje ze juz wiecej...nie zrobie czegos takiego zrobiłam to juz 3 razy...nieradze sobie ze soba czuje straszny ból...który z dnia na dzień coraz bardziej sie nasila...

Anonimowy pisze...

a jak wytłumaczyć zjawisko gdzie osoba zwierza sie ze swoich problemow osobom zantersowanym a te maja sobie to za nic. niepotrafie juz rozmawiac z bliskimi. chcialabym isc do psychologa ale niestc mnie na to a w mojej miejscowosci niema dobrego psychologa(jedn pni ju doprowadzila do paru zgonow, drugi zas to psycholog szkolny ktory sam sobie niemoze poradzic ze swoimi problemami co dopiero kogos)prosze jkas porade na maila badyland@o2.pl

Anonimowy pisze...

To jest okropne dla niektórych to jest rozkosz którzy się tną bardzo im współczuję tego co oni dokonują i jakie rzeczy na własnym cile. Np. ja nie mogę się powstrzymac od tego mimo że czuję się jak w niebie i czuję ulgę kiedy się tnę.

Anonimowy pisze...

Jakby ktoś czasem mnie wysłuchał byłoby dobrze,
a potem się wszyscy dziwią co mam na ręku

Anonimowy pisze...

Dzisiaj jak zobaczyłam swoje ciało w lustrze to chciało mi się wymiotować od kostek po szyję blizny...ciągle pojawia się coś nowego do kolekcji, goję się. Wciągneło mnie to. Nie ogarniam się z alkoholem, fobią społeczną, depresją. Szukałam pomocy ale jakoś straciłam już sens w to wszystko. Ranię tym bliskich, których i tak już niewielu zostało. Ciężko jest znależć dobrego psychologa (psychiatra proponuje tabletki) wiem z autopsji ale może ktoś by chciał porozmawiać to pogam namiar meila sojuszniczka@interia.pl

Anonimowy pisze...

NIE ROZUMIEM SKĄD TO SIĘ BIERZE ...TO WARIACTWO...JEŚLI BÓL PRZYNOSI PRZYJEMNOŚĆ TO Z PSYCHIKA JEST COŚ NIE TAK ....CZY JESZCZE NIKT NIE OKRESLIŁ TEGO JAKO CHOROBĘ PSYCH? DLACZEGO LUDZIE SIĘ PODDAJĄ ? NIE WALCZĄ? NIEKIEDY MAJĄ WSZYSKO OCZYM MOGĄ MARZYĆ A MIMO WSZYSTKO BRAK IM BÓLU?.. CZY NAPRAWDĘ NIE MA INNEGO SPOSOBU BY WYŁADOWAĆ NAGROMADZONE EMOCJE? GDZIE SZUKAĆ POMOCY DLA TAKIEJ OSOBY JAK POSTĘPOWAĆ? DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE? SERCE MI PĘKA JAK NA TO PATRZE ? CIERPIENIE ALE DLACZEGO ? JAKI POWÓD?NIE POTRAFI MI ODPOWIEDZIEĆ ? NIE WIEM CO ROBIĆ MAM PROBLEM Z CÓRKĄ MA 15 LAT. BOJE SIĘ... cas75@wp.pl

eminesia pisze...

Mam przyjaciela, który wiele razy przyznawał mi się do samookaleczania, lecz nigdy nie potrafiłam zrozumieć, co mu to daje. Próbowałam pomóc mu rozwiązać problemy w inny sposób, ale i tak zawsze wracał do żyletki. Teraz wiem nieco więcej, dziękuję.

Anonimowy pisze...

W zeszłym roku zmarła moja mama, teraz powoli przestaję sobie radzić. Jest we mnie tyle gniewu i złości, że czasem zadanie sobie bólu to dla mnie takie "mniejsze zło". Wiem, że nie powinnam, ale gdy czuję się gorzej już nie myślę logicznie. Nie wiem co zrobić
ematuszewska@gazeta.pl

Anonimowy pisze...

znam to z własnego doświadczenia, bo też się tnę... Jest we mnie gniew, złość i nienawiść do samej siebie. Zawiodłam bliskie mi osoby, obiecałam komuś kogo kocham i kto mnie kocha, że więcej tego nie zrobię i zawaliłam to dwa razy, co dało mi kolejny powód żeby to zrobić... Nie radzę sobie z tym, ale doszłam do wniosku, że z psychologiem o tym nie porozmawiam bo to nie ma sensu...

Anonimowy pisze...

no właśnie ja najdłużej wytrzymuje pół roku bez cięcia a potem to wraca. zawsze mam żyletkę przy sobie. latem jest wstyd bo widać rany i blizny... wtedy kupuje maści... i tak w kółko najbardziej boje się jak kiedyś moje dzieci zapytają co to jest...:(

Anonimowy pisze...

Wiem z doświadczenia co znaczy cięcie się.
Mam 14 lat niedawno w szkole się kroiłem jak nauczyciele mnie zdenerwowali. W gabinecie pani pedagog krzyczała na mnie, a ja wyjołem nóż z plecaka i zaczełem się ciąć. Całą lewą rękę sobie pociełem. Pani pedagog wezwała karetke i policję. Opatrzyli mi rękę i policja odwiozła mnie do domu. Musiałem zapłacić za karetkę. I się już nie tne.

Anonimowy pisze...

Ja zaczęłam to robić kiedy miałam problemy z odżywianiem. Czułam się grubo (chociaż z perspektywy czasu wiem, że wcale tak nie było), ciągle się odchudzałam, a jeśli zjadłam za dużo, okaleczałam się. Potem wpadłam w bulimię i tym razem karałam się za to, że nie potrafię jeść normalnie. Teraz mam 19 lat, akceptuję swoje ciało, ale nadal zdarza mi się okaleczać kiedy mam jakiś problem, kiedy czuję się nieszczęśliwa. po prostu czuję, że muszę to zrobić i nie potrafię się powstrzymać. A potem patrzę na tą ranę i czuj się jeszcze gorzej.

Anonimowy pisze...

Mój chłopak miał na ręku stare blizny ale myślałam że to przeszłośc ostatnio jednak zauważyłam świeże pojawiły sięone po naszych kłotniach zupełnie ie rozumiem dlaczeko mądry dojrzały facet z dobrą pracą kochającą rodzina i po 3 kierunkach studiów robi takie rzeczy

Anonimowy pisze...

ja sie kalecze u mnie to jest forma karanie siebie i nienawidzenie tez siebie. zapraszam na moj blog http://autoagresja--moj-sposob-na-problemy.blog.onet.pl nie warto zaczynac uzaleznia od pierwszego razu.

Anonimowy pisze...

Mam 17 lat i jestem w stanie zrozumieć osoby które się okaleczają , bo samo to robię. Wprawdzie próbowałam z tym skończyć , ale niestety znów do tego wróciłam po kilku dniach .

Anonimowy pisze...

Witam. Mam problem 25 lat i od dłuższego czasu okaleczam się. Staram się nad tym panować ze względu na mojego chłopaka, ale czasami nie da się wytrzymać. Najgorsze jest to, że przez chwilę jest przyjemnie, jednak później pojawia się ogromne poczucie winy, że kolejny raz zawiodłam kogoś bardzo ważnego. W efekcie, zamiast być lepiej, jest jeszcze gorzej :/ Nie mam pojęcia co z tym zrobić...

Anonimowy pisze...

Mam taki sam problem jak poprzednicy... Tylko ja mam 13 lat,tne się nałogowo już pół roku. Najdłużej potrafię wytrzymać 4 dni...Nie umiem z tym przestać,najbardziej obawiam się lata i reakcji rodziców jak to zobaczą.

Anonimowy pisze...

miałam niegdyś problem z samookaleczaniem się, ale jakoś z tego się wyleczyłam, choć sama nie wiem jak. Potem próba samobójcza oczywiście z użyciem żyletki - nie udało się. Potem tabletki - chyba wszystko co było w domu - nie udało się. Śmierć najbliższej osoby, nadużywanie alkoholu... Psychiatra, psycholog itp. jestem na lekach od ponad roku, Jakoś sobie radzę, przestałam się ciąć, mowie o swoich problemach, ale nie czuję się szczęśliwa. chce sobie pomóc ale nie wiem jak. Co można zrobić poza psychologiem i psychoterapią? straciłam nadzieję że kiedyś będę szczęśliwa. Fakt przestałam się ciąć, ale tylko dlatego że nie mogę już patrzeć na łzy moich bliskich. Nadal jednak patrzę na swoje zły...

Anonimowy pisze...

przede wszystkim trzeba zaakceptować siebie takim jakim się jest...znaaleśc alternatywe wyraznia własnych emocji chociażby przez blog,poezje,pamietniki,obraxy ,grafiti cookolwiek co sprawi Wam przyjeność i pisze to osoba ktora w wieku 12lat pocieła sobie przedramie opakowaniem po tabletkach,zrobiłam tojeszcze dwa razy ...teraz nawet nie mam takiego pomysłu by chwycić żyletke.teraz pisze wiersze,które są odbierane bardzo pozytywnie oraz mam przyjaciela ktory zawsze mnie wysucha,choc pisząc to uświadomiła sobie ze nie wie o mych cieciach,ale powiemm mu bo za bardzo go kocham...wierze ze Wam tez sie uda!

Anonimowy pisze...

Dziś po raz pierwszy się pocięłam, lecz nie dało mi to ulgi psychicznej. Mam ochotę rzucać się i krzyczeć. Wszystko mnie przerosło, mam dość, nie wiem co myśleć, gubię się w sobie, to boli, pomóżcie.

Anonimowy pisze...

Witam, Bardzo sie ciesze ze jest takie miejsce gdzie ludzie pisza swobodnie o swoich doswiadczeniach. To o wiele wiecej niz ksiazkowe teorie, piszecie o swoim doswiadczeniu a to pozwala bardziej wspolodczuwac. Ta droga chce zrozumiec...ale sklamalabym mowiac ze rozumiem do konca bo jak ktos zauwazyl to trzeba doswiadczyc zeby zrozumiec. Wiem co to autoagresia, wiem co to gniew na siebie, nienawisc, zal...czasem obrzydzenie, poczucie winy...wiem o tym ze alkohol moze to stlumic, narkotyki....sen...ale nigdy nie probowalam myslec o zadawaniu sobie bolu...bo sadzialam ze BOL - BOLI...a uciekamy do stanu zamroczenia, zapomnienia czy nawet do chwilowej przyjemnosci (masturbacja). Tymczasem, dowiaduje sie ze BOL moze dac PRZYJENOSC...chyna nie potrafie nienawiadzic siebie az tak bardzo albo moja wrazliwosc nie siega az tak gleboko.
Co z wiara w BOGA/UNIVERSE/SILY ZEWNETRZNE czy ANIOLY? Nie jestesmy na tym swiecie sami, nawet jesli tak nam sie wydaje to tak nie jest. Robienie sobie krzywdy cieszy ZLE MOCE ale doploki mamy szanse ZYC mumy szanse przejsc/obrocic sie w strone DOBRA czy to w stosunku do SIEBIE/innych. Nie jestem psychologiem, ale wierze w dobro i chce tym zarazic....

Anonimowy pisze...

ja też chciałam się zacząć ciąć. te "pragnienia" chodzą za mną od dwóch lat.. z jednej strony tego chce, czuje , że to mi przyniesie ulge.. ból fizyczny zagłusza ból psychiczny.. ale z drugiej strony boje sie, ale nie tego, że będzie bolało, raczej tego, że ktoś sie dowie i będę miała przez to problemy w domu .. i w szkole. moje koleżanki mówią, że jak zaczne sie kaleczyć, "krzywdzić się", to one ze mną przestaną rozmawiać, ale wcale mnie to nie interesuje.. na początku się powstrzymywałam .. dla nich, żeby nie miały wrażenia, że to przez nie, że nie potrafiły mnie powstrzymać.. ale to uczucie słabnie ii.. wiem, że któregoś dnia, już niedługo przestane kłóć się igłami i cyrklem, żeby sprawić sobie ból, tylko siegne po żyletki...

Zielonka pisze...

Problemowi autoagresji i zachowań autodestrukcyjnych poświęciłam swoją strone, znajdziecie w niej napewno wiel interesujacych infomacji :) zapraszam www.autoagresja.aq.pl

Anonimowy pisze...

Wszystko ładnie pięknie psychologiczne wywody książkowa teoria poparta wbrew pozorom niby jakimiś doświadczeniami też w sumie chyba zaczerpniętymi z "postępowych" podręczników psychologii a ja wam powiem wszystkim co wy k.... wiecie o bólu?

Anonimowy pisze...

ja wiem aż za dużo...
Choć masz rację co do tych bełkotów psychologicznych - pic na wodę, fotomontaż. Czasem czytając teksty takie jak powyżej ma się ochotę krzyczeć i jeszcze bardziej zadawać sobie ból. No bo tak w ty wszystkim można odnaleźć choć odrobinę szczęścia...

Anonimowy pisze...

Przeszlam przez to. I przez bulimie i przez alkohol... Zaczelam sie samooklaleczac w szkole sredniej, robilam sobie rany olowkiem. Jak sobie to przypominam to robi mi sie slabo. W jakims momencie po po prostu przestalam to robic ale wpadlam w wieloletnia bulimie- nieskonczone obzarstwa zakonczone wymiotami, pozniej alkohol. Nie potrafilam sie przelamac i przez te wszytskie lata szlam przez to wszystko sama (mam 32 lata) Na zewnatrz jest ok, wewnatrz jak widzicie ruina. Teraz z tego wychodze sama krok po kroczku dzien po dniu, czasem godzina po godzinie i moze jestem naiwna ale wierze ze dam rade. Jesli ktos potrzebuje wsparcia to nieyanka@gmail.com

Anonimowy pisze...

mam 22 lata i od około 3 jest ze mną źle, nie jestem szczęśliwa, chyba przez to że nie dostałam się na wymarzony kierunek studiów, ciągle to sobie wypominam, początkowo odmawiałam sobie przyjemności, nawet tych najdrobniejszych, ciągle czułam pustkę i to że nie ma sensu niczego zaczynać bo pewnie tak źle się to skończy, wegetowałam jednym słowem ale ostatnio tzn w styczniu tuż po pewnym niewdzięcznym zaliczeniu przedmiotu wzięłam nóż i wyciełam sobie trzy długie linie na ręce, przyznam że przyniosło mi to ogromną ulgę, jakby wszystkie złe emocje wyleciały tymi ranami, niestety użyłam do tego noża z ząbkami i teraz mam brzydkie ślady które nie chcą się goić i muszę je chować dlatego obiecałam sobie że już tego nie zrobie...ale zrobiłam, bez przyczyny pokłóciłam się z chłopakiem stwierdziłam że nikt mnie nie rozumie i w sumie o mnie nie dba i zamknęłam się w pokoju na 3 dni, wychodziłam tylko w nocy do toalety i po jedzenie, nikt się jakoś bardziej nie przejął co jeszcze bardziej mnie zabolało i wtedy właśnie jako że nie miałam żyletek wykorzystałam ostrza od maszynki do golenia, pocięłam sobie całą lewą rękę, znów ogromna ulga, ręka była w moich oczach piękna, krew taka czerwona ale zaraz zaczęłam się bać o blizny, pojawiło się poczucie winy, beznadzieja, mam nadzieję że kiedyś to minie choć dzisiaj znowu miałam ochotę bo dostałam wyniki z zaliczenia przedmiotu... skończyło sie na małej kresce zrobionej kluczem - nie miałam żadnych żyletek a współlokatorka w każdej chwili mogła wrócić, nie chciałam ryzykować, wszystko byłoby dobrze gdyby nie te blizny...i to że czasem mam ochotę przeciąć więcej nić tylko skórę żeby wszystko się już raz na zawsze skończyło. na koniec dodam że chłopak domyśla się skąd mam te ślady i nawet zagroził że powie o tym moim rodzicom ale chyba sam nie ma na to odwagi choć przyznam że gdzieś tam podświadomie chciałabym żeby ktoś mi pomógł bo sama sobie z tym nie poradzę a będzie tylko gorzej i pewnego dnia...

Anonimowy pisze...

Witam. Mam 23 lata i tnę się od 8 lat,a od 5 lat nałogowo. Świetnie rozumiem ten problem. Sama nie mam wsparcia,nikt z mojej rodziny i znajomych tego nie rozumie. Kiedy sie pierwszy raz pocielam nawet mi przez mysl nie przeszlo ze bede to robic kolejny raz,nastepny itd. To w moim przypadku jest jak nałóg,chcesz przestac,ale nie potrafisz... :( troche wytrzymasz bez ciecia,jakis dół i wpadasz w to z powrotem. Bardzo dobrze rozumiem ludzi ktorzy sie okaleczaja,poniewaz sama do nich naleze...

Anonimowy pisze...

Witam , mam tylko pyt. Czy ten blog jest darmowy za nic sienie placi? Ja tez mam pare problemow mam 12 lat . Dzis poklucilam sie z mama moj tato mieszka ze swoja dziewczyna i wogule sie ze mna nie widuje czasami raz na pare lat go zobacze ale tylko na godzine i juz. Moja mama chce pojechac mad morze sama a ja mam siedziec u babci i mamazaczyna gadac ze ja nie moge jesc slodyczy i ze mam zaczac sie normalnie odzywiac( jestem vegetarianka i z reguly malo jem czasami nic nie jem). i powiedzialam jej ze ona mnie nie interesuje i ze mam jej dosyc i mam dosyc tych kej ciaglych uwag tego nie tamtego nie itp.no i wlasciwieto juz mowilam sobie nigdy wiecej to byl ostatni raz ale po tej awanturzeznowu wzielam do reki nozyk tak plakalam ze wbilam go gleboko nic nie poczulam procz wiekszej kontroli . Nie chce by rodzina dowiedziala sie o moich problemach szukam darmowej pomocy mileycyrus2@op.pl nie ma tez juz na swiecie osoby ktora by mnie zrozumiala wlasciwie to dla mnie nie ma juz ratunku za pare lat mnie pochowaja i nikt nie zawroci soboe mna glowy. Czesto mysle o samobujstwie o Zazyciu jakichs starych trujacych lekow albo pociac sie o puls mocniej i przeciac zyle u lewej reki

Anonimowy pisze...

w moim przypadku jest to dziwne... Bo sama nie toleruje przemocy ale jeżeli mam problem to często sięgam po żyletke a w kieszeni zawsze mam szkło. I nie chodzi mi o zadawanie sobie rany tylko kieruje się w stronę żył. W ten sposób uciekam od problemów. Znajomi się martwa bo mnie kochają. Ale to nie zmienia nic. Boję się tylko że kiedyś za głęboko się przetne ale z drugiej strony o to mi chodzi...

Anonimowy pisze...

Witam!

Sprawa nie jest prosta i zależy od jednostki, kwestia jest nie tylko bólu ale także aby sobie z nim dobrze radzić ja wybrałem swoje metody podejrzewam że każdy kto działa auto destruktywnie ma swoje, ja lubię piłę do drewna i rozgrzany metal, sprawia mi to ukojenie, kwestią jest że specjalista raczej nie pomaga osobą starszym gdyż mają własne zdanie na temat i niemożliwym jest prawie otworzenie się na 2 osobę szczególnie obcą , a akty okaleczeń są przypisane do osoby głównie chcemy żeby ktoś nas zrozumiał ale niekoniecznie dociekał dlaczego tak jest.

Pozdro, samobójcą STOP nie bądź lamus cierp przez życie ...

Anonimowy pisze...

Witam.Ja również jak część z was mam zbliżone doswiadczenia z autodestrukcją.Unikajcie takiego sposobu rozładowania emocji, po waszym cieprpieniu zostają blizny do końca życia, dodatkowo tak jak w moim przypadku skazujecie siebie na nastepny ból powodowany reakcją ludzi którzy bywają często podli i bezduszyni.Pozdrawiam i trzymajcie się,warto to przetrwać!!!

Anonimowy pisze...

.. wołanie o pomoc ..

Anonimowy pisze...

bije sie po glowie twarzy wale glowa w sciane jest mi wstyd boje sie o siebie rodzine jest mi z tym bardzo zle ale to mnie wygasza nie czuje po tym nic ani zlosci ani radosci pustka ktora daje chwile wytchnienia do nastepngo razu

Anonimowy pisze...

Mam to samo . Może ktoś dać gg ,żeby popisać. Bo chyba lepiej się porozumieć z kimś kto ma ten sam problem, ludzie którzy tego nie robili nie rozumieją.Czuję się sama.

Anonimowy pisze...

a ja właśnie się pocięłam..... jest mi teraz dobrze,ale żałuję śladów na rękach:(

Anonimowy pisze...

mi też to daje wielką ulgę, ja już muszę to robić, po co ja żyje ??? nie mam celu, sensu, nie ma kogoś dla kogo była bym ważna ... ale istnieję ,jestem tylko że tak zajebiście boje się że rodzice zobaczą , rozczaruje ich\ jestem jedną wielką pustką , coś mi umknęło , przeleciało między palcami i wcale nie chce wracać. chce pomocy , ale nie ma kogoś kto by mnie zrozumiał , ot tak przytulił i powiedział że przecież będzie lepiej , nie wiem czego mi brakuje bliskości, miłóści??? chcę żyć , ale żyć nie istnieć

Anonimowy pisze...

Ja też sie tne zaczełam w gimnazjum od głupiej zabawy cyrklem na ręku. Po paru miesiącach zaczełam to robić żyletka. nie robiłam tego na pokaz kilka pierwszych cięć było na nadgarstkach ale to było zbyt widoczne więc zaczełam na kostkach tam jest łatwiej zakryć. Zaczełam przez problemy w domu, nie radziłam sobie z tym, nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc. i tak minoł ponad rok i przestałam bo czułam że zbliżam się do granicy coraz częściej miałam ochotę podciąć sobie żyły, przestałam poznałam osobę która mi w tym pomogła. od jakiegoś czasu znowu zaczeły narastać problemy i wczoraj znów nie wytrzymałam po przerwie która trwała ponad półtora roku znowu się pociełam. I mam świadomość że znowu to zrobię. to daje taki straszny spokój pozwala złapać głęboki oddech w momencie gdy smutek jest już nie do zniesienia.

Anonimowy pisze...

To ciężki temat. Mam 18 lat, próbowałam kilka razy. Przynosi ulgę lecz tylko na trochę. Ostatnio nie potrafię już mówić o swoich problemach, życie mnie przerasta.
Ale tak naprawdę, jeżeli ktoś chce z tym skończyć to musi wyciągnąć dłoń i poprosić o pomoc, a nie czekać z założonymi rękami, że otrzyma od kogoś trochę litości. Ja na nowo chcę odnaleźć szczęście, idę do psychologa. Podobno jest najlepsza w mojej okolicy (jedna już mnie zawiodła, więc długo zastanawiałam się nad pójściem do innej). Spróbujmy razem odnaleźć szczęście w życiu.

Anonimowy pisze...

jasne że odnajdziemy , musimy !

Anonimowy pisze...

tak z własnego doświadczenia dodam ponieważ również mam koleżanki, które gdy byłyśmy młode w ten sposób uwalniały swoje emocje nie ma nic gorszego niż Panna młoda (bo kiedyś Wy chociaż Wam się to wydaje nie możliwe, im również się wydawało nie możliwe, wyjdziecie za mąż,będziecie miały dzieci) więc wracając do tematu nie ma nic gorszego niż panna młoda w sukience na ramiączka ze sznytami na rękach i nic gorszego od pytania Twojego własnego dziecka mamusiu co masz na ręce?! Do wszystkich dziewczyn, które w ten sopsób postępują naprawdę też byłam w Waszym wieku, też nie miałam faceta, też miałam dziwne dzieciństwo i atmosferę w domu...to wszystko przeminie, jeżeli tylko nauczycie się myśleć pozytywnie.

Anonimowy pisze...

szukam psychiatry przez internet mam wiele problemów pomóżcie.. 41238908

Anonimowy pisze...

ja tne sie co jakis czas wiem ze robie bardzo zle ale nie radze sobie z tym coraz czesciej mysle o psychologu moje rece sa cale w sznytach najgorsze jest to ze ludzie widzac kogos pocietego mysla ze sa wariatami albo kraminalistami mam 22 lata a zaczelam sie ciac majac 13 lat nie cielam sie pare lat a od ok 2lat tne sie co pare miesiecy wstydze sie tego bardzo i niewiem jak mam sobie sama pomoc

Anonimowy pisze...

ja juz to robiłam. i wracam coraz częściej. tylko zwierzęta można ufać a zwłaszcza psa. Życie musi trwać dalej.

Adusia pisze...

Zaczęłam się bawić w cięcie w wieku 12lat robię to przez 3lata i nie umiem przestać za dużo złych myśli,problemow których nie mogę rozwiązać osoby które były dla mnie wszystkim odeszły tak poprostu przez to nie mogę się podnieść zostawiły mnie tak poprostu bez wyjaśnienia

Adusia pisze...

Zaczęłam się w to cięcie bawić jak miałam 12lat ciągnie się to już przez 3 lata nie umiem przestać a zaczęło się to od niewinnych zabaw kto ma więcej odwagi miałam tylko ja ale przez to nie mogę przestać jeszcze doszły problemu których nie umiem rozwiązać osoby które były dla mnie najważniejsze odeszły tak poprostu bez wyjaśnienia dobijają mnie wspomnienia które są każdego dnia...

Adusia pisze...

Ja też sie tne zaczełam w gimnazjum od głupiej zabawy cyrklem na ręku. Po paru miesiącach zaczełam to robić żyletka. nie robiłam tego na pokaz kilka pierwszych cięć było na nadgarstkach ale to było zbyt widoczne więc zaczełam na kostkach tam jest łatwiej zakryć. Zaczełam przez problemy w domu, nie radziłam sobie z tym, nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc. i tak minoł ponad rok i przestałam bo czułam że zbliżam się do granicy coraz częściej miałam ochotę podciąć sobie żyły, przestałam poznałam osobę która mi w tym pomogła. od jakiegoś czasu znowu zaczeły narastać problemy i wczoraj znów nie wytrzymałam po przerwie która trwała ponad półtora roku znowu się pociełam. I mam świadomość że znowu to zrobię. to daje taki straszny spokój pozwala złapać głęboki oddech w momencie gdy smutek jest już nie do zniesienia.

Anonimowy pisze...

Cześć to ja - kilka razy już tu zabierałam głos . No więc ogłaszam wszem i wobec iż 'powróciłam' do życia. Odnalazłam swoją siłę. Och nie nie dzięki chłopakowi, a muzyce. NIGDY nie wrócę do zamartwiania się o swój straszny ryj ,opinie innych czy o to że on mnie nie chce . Och miejmy to gdzieś , pokażcie że was to nie obchodzi , że macie ich wszystkich gdzieś. Naróbcie trochę hałasu. Biegnijmy dalej.

Anonimowy pisze...

Zaczęłam ciąc się ponad 1,5 roku temu, miałam mnóstwo problemów, począwszy od domu, zostawiła mnie też osoba na której mi bardzo zależało, miałam trudności z nawiązywaniem kontaków z ludzmi, bolała mnie hipokryzja tego świata, najbardziej przytałaczały mnie studia, nie mogłam znaleźć pracy, czułam się beznadziejnie bo wszyscy narzekali na moją bierność w działaniu, nie wiedzieli co działo się w mojej głowie, jeden wielki mętlik. Zaczęłam się ciąć, było mi z tym dobrze bo w końcu mogłam się wyładować nie raniąc osób wokół, tylko siebie... po jakimś czasie i to przestało gasić uczucie pustki. Poszłąm więc do psychologa, nie potrafiłąm się dostatecznie otworzyć, nie leży to w mojej naturze. Psycholog polecił mi dobrego psychiatrę, bo ona nie potrafi mi pomóc.. (dobry psycholog..) jednak ja się tym bardzo obruszyłam, bo przecież nie jestem psycholem... W późniejszym czasie targnęłam się na swoje życie, rozmyślałam o tym dość długo jeszcze za nim zaczęłam się samookaleczać, przyszykowałam szur na belce i czekałam na następny atak. Nadszedł w sylwestra. Gdy teraz myślę o tym, że mogłoby mnie już nie być na tym świecie, zbiera mi się na wymioty, uratowała mnie wtedy jedna myśl, przebłysk... ojciec matka, brat, mój malutki chrześniak który przeze mnie mógł nie poznać własnej ciotki... Wyobraziłam sobie ich cierpienie, ich tęsknotę za mną, nie chciałam tego zapewne tak samo jak oni. Dzięki temu się podniosłam, odbiłam od dna, było blisko. Nie miałam przyjaciół którym mogłam to powiedzieć, dopiero po roku, po odzyskaniu chęci do życia, tak wielkich jak nigdy, mogłam się otworzyć, nikt o tym nie wiedział, byłam z tym sama, z własnego wyboru. Rodzina w dalszym ciągu nic nie wie, tylko garstka znajomych, plusem tego brzemienia jest to cięłam się dostatecznie płytko bo mam mało blizn które nie rzucają się w oczy. Teraz nareszcie cieszę się życiem, mniej przejmuję się niepowodzeniami, chociaż jeszcze czuje strach, ale jestem tylko człowiekiem, ze skóry i kości, mogę popełniać błędy, mogę się mylić, taka nasza natura. Nie wolno się poddawać, życie jest jedno trzeba je chwytać garściami, a dzięki mojemu uporowi mogę teraz upajać się widokiem rosnącego chrześniaka, jestem z niego dumna i bardzo go kocham.

Anonimowy pisze...

Szczerze powiedziawszy nie do końca zgadzam się z tą notką. Wiem czym są działania autodestrukcyjne z własnego doświadczenia, więc mam własne zdanie na ten temat i nie muszę czerpać wiedzy z literatury. Ludzie, którzy się okaleczają, najczęściej robią to z powodu poczucia winy, chęci kontroli siebie, oraz z głębokiego załamania. Zdarza się również, że osoba traci kontrolę nad swoim zachowaniem. Jednak wydaje mi się, że ludzie którzy się okaleczają nie czerpią z tego korzyści, nie sprawia im to przyjemności, chyba że mowa o skrajnych przypadkach masochistycznych. Samookaleczenia są najczęściej wywołane przez skrajnie patologiczne przypadki i przez nieumiejętność radzenia sobie z problemami. Często później niszczenie siebie jest kompulsywne i ciężko temu zaradzić.
Pozdrawiam, N.

Anonimowy pisze...

Dziś zostało mi sześć ran w miejscu którego nigdy nie pokazuję, robiłam to jako nastolatka, teraz jestem dorosła, doskonale rozumiem czego mi wtedy brakowało i pamiętam jak przynosiło ulgę gdy widziałam krew...
Jeśli ktoś chce pogadać bo ma dość paskudnych ran na swoim ciele lub się martwi o kogoś chętnie pomogę bo wiem jak przestać.kkp@opoczta.pl

Anonimowy pisze...

HEJ,JESTEM W STANIE ZROZMIEĆ ZROZUMIEĆ OSOBY , KTÓRE SIĘ OKALECZAJĄ GDYŻ SAMA KIEDYŚ TO ROBIŁAM I NIE JESTEM Z TEGO ZADOWOLONA. JA Z TEGO WYSZŁAM I SIĘ CIESZĘ . WIEM ZE JEŚLI KTOŚ BARDZO CHCE TO Z TEGO WYJDZIE . JA DAŁAM RADE - W CIEBIE WIERZE

Anonimowy pisze...

Zaczelam sie ciac jak bylam w gimnazjum robilam to ok roku. Przestalam bo rodzice zaczeli wozic mnie do psychologow. Mam slady na rekach i nogach, nigdy do konca o tym nie zapomnialam. Jestem teraz w szkole zawodowej i wrocilo to do mnie nie wiem co robic. Mysle o polknieciu tabletek i sie nie obudzic, nie raz juz tak robila ale nic nie dalo albo pociac sie tak zeby sie wykrwawic. Wiem o tym, ze i tak kiedys to zrobie.

Anonimowy pisze...

Od 3 lat leczę się na anoreksję i to był mój początkowy sposób samookaleczenia z powodu anoreksji trafiłam do psychiatry i rozpoczęłam leczenie ale niestety to był dopiero początek.Po roku starań doprowadzenia mnie do normalnego funkcjonowania przestałam mówić co spowodowało,że mimo leczenia u psychiatry trafiłam na terapię indywidualną do psychologa i od tego czasu próbowałam różnych sposobów tj.jedzenie nie zdrowych produktów co miało spowodować jakąś chorobę( uważałam,że choroba to jest to czego mi trzeba),wychodziłam mokra na balkon itd.parę miesięcy temu przestało mi to wystarczać...leczę się dalej na anoreksję ale przede wszystkim na depresję(biorę psychotropy). Parę miesięcy temu zaczęłam się ciąć początkowo nie zawsze do krwi a gdy ból był za słaby posypywałam ranę solą ale teraz od kilku tygodni tnę się bardzo głęboko by krew mocno leciała bo lubię na nią patrzeć...Boję się ale przede wszystkim Siebie...boję się,że kiedyś targnę się na swoje życie...Od 3 lat czuję tylko ból i nie uśmiecham się...ale teraz jest znacznie gorzej!.Chce już tylko spokoju i nienawidzę życia...Przegrałam swoją grę w życie zanim ja rozpoczęłam.

Anonimowy pisze...

The się juz od dawna gdy wstaje marze tylko o tym proszę o pomoc moje gg 31008001

Anonimowy pisze...

Poniżej znajduje się link do ankiety studentek Uniwersytetu Opolskiego, skierowanej do osób okaleczających się. Dotyczy ona otrzymywanego wsparcia społecznego oraz znaczenia Internetu w Twoim życiu, a także sposobów radzenia sobie ze stresem. Ankieta jest w pełni anonimowa i zostanie wykorzystana jedynie do celów badawczych. Zachęcamy do wypełnienia poniższej ankiety – Twoja pomoc jest dla nas bardzo ważna!

http://moje-ankiety.pl/respond-41255.html

Dzoana pisze...

Ja mam 20 i od prawie 7 siedzę w tym bagnie.
Ludzie korzystajcie z pomocy póki jest czas,nie odkładajcie tego na "potem",bo będzie za późno na jakąkolwiek pomoc.
Im dłużej to trwa to tym trudniej się z tego wychodzi.
Ja już jestem przyzwyczajona do takiego życia,bo tylko takie je pamiętam.
Dla was nie wszystko jest jeszcze stracone.
Ratujcie się...

Anonimowy pisze...

To bardzo ciekawe co tu piszecie, ale nadal nie odpowiada to mojemu zapytaniu.
Mianowicie : Jak nazywa się osoba, czerpiąca przyjemność
z bólu, zniewagi i poniżania.
Jest mi to potrzebne do walki z niektórymi osobami.
Często zdarza się, że kobieta czy mężczyzna padają ofiarą
wymuszenia czegoś wbrew jego samemu,
albo skuteczne dręczenie fizyczne.
I tutaj właśnie jest cała filozofia pytania.
To chore że niektórzy ludzie świadomie szukają osoby,
która będzie miała nad nimi władzę i sprawiała im tym samym ból psychiczny.

Anonimowy pisze...

Temat założony dość dawno a dalej odwiedzany :)
Mam problem z samookaleczaniem. Cięłam się żyletką, od miesiąca tego nie robię ponieważ najważniejsza dla mnie osoba o to prosiła. Nie chcę Go zawieść. Jednak jeśli nie tnę skóry to strzelam gumkami recepturkami po nadgarstkach, obgryzam skórki w okół paznokci, paznokcie, wargi. Aż do krwi. Nie wiem jak mam sobie poradzić ze stresem, problemami, bólem psychicznym, a to mi pomaga. Nie chcę iść do psychologa. Nie mam przyjaciół, może kilku znajomych. Jedyną osobą, która jest w stanie mnie zrozumieć jest właśnie On, niestety jest 300 km ode mnie. Nie widujemy się często. Jak mam sobie z tym poradzić? Zaczynam mieć myśli samobójcze, pomocy!

Anonimowy pisze...

Jestem mamą 13-larki która samookalecza się szukam pomocy.

Anonimowy pisze...

To mój mejl mala15028@wp.pl

Anonimowy pisze...

Niestety nie jest to problem tylko osób młodych . Mam 33 lata, jestem szczęśliwą żoną i dumną mamą dwójki szkrabów. Małe akty autoagresji zaczęły sie w szkole podstawowej. od kilku lat sie tnę. Mam opiekę psychiatry, mąż jest ogromnym wsparciem oraz najbliżsi przyjaciele, przy których nie muszę udawać że to kot mnie podrapał . Ale depresja która jest jednym z powodów mojego samookalecznie jest paskudną chorobą .Nie myślcie wiec kochani że to problem tylko nastolatków . może to dotyczyc każdego

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...