FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:

Przeciwieństwa - czy różne stany tej samej istoty?

czwartek, październik 16, 2008 0 komentarze

Wielokrotnie podkreślałem na blogu, że przeciwieństwa nie istnieją.

Czytelniczka Psychiki.net poprosiła mnie w mailu o wyjaśnienie, jak to jest możliwe, że sprzeczności nie istnieją w naszym życiu, bo nie potrafi tego pojąć.

Sprawa jest banalnie prosta.


Rzeczywistość jaką postrzegamy – jest wynikiem doboru kontekstu jaki tworzy nasze myślenie. Również mój sposób pisania tworzy Wam ramy, w których poruszacie się poszukując treści mojej notki, mojego przekazu.

Treść nie zawsze jest podana na tacy, jak dobry obiad w dobrej restauracji w doborowym towarzystwie. Czasami trzeba poszukać, nastarać się, bo zrozumienie nie przychodzi łatwo.

Nie łatwo jest jednak oderwać się od znaczeń, jakie niosą ze sobą tworzone czy to przez prozaika, czy to przez poetę, czy to przez człowieka w życiu codziennym – słowa.

Tak, słowa.

Mówi się, że na początku było słowo, a ja uważam, że to nieprawda.

Na początku bowiem było doświadczenie pełni, a później próba ubrania tego w słowa i podzielenia na mniejsze kawałki.

Na początku było doświadczenie a dopiero później było rozrywanie rzeczywistości, bo każdy chciał mieć coś dla siebie.

Zaczął ktoś mówić:

„Jestem dobry i wszystko, co dobre jest moje.”

A ktoś inny powiedział:

„W takim razie ja jestem zły i biorę zło.”

Tych sprzeczności jednak nie ma w rzeczywistości jaka istnieje naprawdę, ta najgłębiej w nas. Dla osiągnięcia pełni człowieczeństwa istotnym jest nie zrozumienie, nie nazwanie a doświadczenie pełni – bez braku podziału na to co czarne i białe.

Błękit, zieleń, czerwień – to wszystko stany tej samej istoty - światła.

Nie myślcie o tym za dużo, bo im więcej o tym będziecie myśleć tym mniej tego doświadczycie.

Dlatego ja też już kończę :)

Pełni psychicznej nie osiąga się poprzez poznanie – lecz poprzez doświadczenie.


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Nauczyciel - zawód z klasą

wtorek, październik 14, 2008 6 komentarze

Dzisiaj nauczyciele obchodzą swoje święto – Dzień Nauczyciela.

Wzięło mnie tak troszkę na refleksje na temat zawodu nauczyciela, i uświadomiłem sobie jak wielki wpływ na rozwój moich zainteresowań oraz ogólnie podejścia do nauki miało kilku nauczycieli – z podstawówki i z liceum.

Wiele osób mnie uczyło, jednak niewielu charakteryzowała pasja, z jaką przekazywali swoją wiedzę.


Pamiętam pana od fizyki z podstawówki, który nie koncentrował się tylko na tym, abyśmy wkuwali wzory i regułki – a uczył nas, jak jest zbudowany wszechświat, opowiadał anegdoty o czasie i zakrzywieniach czasoprzestrzeni.

To był facet!

Czułem, że wie, o czym gada, że nie jest tutaj z przypadku, że jest nauczycielem z powołania.

Taki powinien być prawdziwy nauczyciel!

Nauczyciel jednak to nie tylko człowiek, który pasjonuje się jakimś tematem. To taka osoba, która w ciekawej formie potrafi swoją wiedzę przekazać - uczniom.

Dobry nauczyciel potrafi zarazić uczniów PASJĄ ODKRYWANIA NAUKI!

Dobry nauczyciel nie powinien nieustannie karać za brak wiedzy, czy to przez złe stopnie, czy to przez obelgi (bo zdarza się i tak niestety) – a podchodzić do każdego ucznia indywidualnie. Powinien intuicyjnie „wyważać” – co jest w danym momencie lepsze dla danego ucznia, na przykład kara, brak kary, nagroda lub brak nagrody. To wcale nie takie proste.

Dlatego tak trudny i ważny jest zawód nauczyciela!

W Polsce niestety nauczyciele zarabiają słabo, dlatego tylko ci, których charakteryzuje pasja – są w stanie przetrwać najtrudniejsze chwile, wtedy kiedy program zakłada realizację wielu tematów – a czasu już tak mało, a uczniowie nie chwytają podstawowych tematów. Nauczycielowi z pasją – jest łatwiej, kiedy krnąbrni uczniowie za nic w świecie nie chcą się im podporządkować i przeszkadzają w prowadzeniu lekcji.

Dobry nauczyciel – to przede wszystkim partner, z którym można pogadać na luzie o rzeczach, na których się zna.

Fajnie, że mam w swojej pamięci kilku takich ludzi, których charakteryzowała pasja odkrywania nauki. Mimo, że było to dawno – wciąż żyją w moich wspomnieniach.

A Wy jakich mieliście lub macie nauczycieli ?


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Warto kupować i dobrze sprzedawać akcje

poniedziałek, październik 13, 2008 5 komentarze

Nie sztuką jest kupić akcje, sztuką jest je dobrze sprzedać.

Człowiek wchodzi na giełdę z różnych powodów.

Chce się pobawić pieniędzmi. Chce zarobić pieniądze. Chce udowodnić sobie albo światu, jaką to ma ogromną wiedzę i przeczucie, że nie mylił się co do tej (!) spółki.

Że zna się na gospodarce jak nikt inny.


Wchodzi więc na parkiet, najczęściej korzystając z internetowej platformy domu maklerskiego i... kupuje akcje!

Nie jest jest jednak sztuką kupić akcje. Sztuką jest je dobrze sprzedać. Niekoniecznie z zyskiem. Czasami dobrze jest umieć zminimalizować stratę. Wiadomo, że lepiej stracić 20 000 zł zamiast 200 000 zł.

Decyzję o cięciu strat czasami jednak jest bardzo trudno podjąć.

Jeśli wchodzisz na giełdę i wiesz już jaką spółkę chcesz kupić, zalecam Tobie, żebyś z góry ustalił sobie maksymalną stratę jaką możesz ponieść na tej spółce. Kiedy cena akcji spadnie do tego momentu, tnij stratę – zgodnie z Twoim wcześniejszym planem.

Cięcie strat boli – bo w momencie sprzedaży – realizujesz stratę, jest ona odnotowywana w domu maklerskim i przy rozliczeniu z fiskuksem itd. Jednak czasami trzeba zdecydować się i na ten krok.

Jedna rzecz warta podkreślenia.

Jeśli masz dwadzieścia – trzydzieści lat i w Twoim portfelu rok temu, tydzień temu lub dzisiaj zagościły akcje DOBREJ spółki, warto – akcje te trzymać nawet kilkanaście lat.

Dlaczego?

W tej chwili ceny prawie wszystkich akcji na giełdzie są mega tanie. Wiem co mówię. Przed bessą kursy niektórych spółek były kilka – kilkanaście razy to, co teraz. Kto sprzedał przed tuż przed załamaniem rynku, spowodowanego kryzysem na rynku nieruchomości w Stanach, ten jest gość. Dużo ludzi zostało niestety ubranych na górce. Nie należy jednak panikować.

Jakie są zalety kupowania i trzymania akcji?

Wyobraźcie sobie taką hipotetyczną sytuację. Spółka dzieli się na 100 akcji. I kupuje ją powiedzmy 15 ludzi. Jeden, większy inwestor i pozostali drobniejsi, którzy mają po kilka akcji. W momencie, kiedy większość z posiadaczy akcji ZAGRYZIE ZĘBY i będzie trzymać akcje nie sprzedając ich nawet w czasie bessy – kurs się nie zmieni. W końcu znajdą się chętni na kupno akcji, ale żeby je nabyć będą musieli zaproponować wyższą cenę niż obecnie.

Niestety nigdy nie wszyscy inwestorzy są tak zgrani. Giełda w Polsce można powiedzieć jeszcze raczkuje i większość inwestorów – patrzy na to, co dzieje się w Stanach i pod wpływem emocji dokonuje transakcji.

Często inwestorzy sami nie wiedzą, co mają w portfelu.

Kiedy przyjdzie hossa przebije ona kursy, który były na szczycie hossy, która minęła, bo tak jest za każdym razem po bessie.

Dlatego jeśli masz akcje DOBREJ spółki, zalecam, aby je trzymać, a jeśli ich nie masz...

Powoli zaczynaj kupować.

Reasumując: brać akcje i trzymać – a kolejna hossa mile Was zaskoczy.

Czy kupować już dziś, czy jutro, czy za tydzień, czy za miesiąc czy za pół roku, czy jeszcze później – decyzja należy do Ciebie.

Bo to Twoje pieniądze. Te, która masz w portfelu i te które możesz zyskać – wygrywając na giełdzie.


Marcin, integralny@gmail.com

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715) .

Podejmujesz decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.

Czytaj dalej >>

Zrób coś na opak

niedziela, październik 12, 2008 4 komentarze


"Jeśli twój wewnętrzny głos mówi ci, że nie umiesz malować, chwyć czym prędzej pędzel w dłoń i maluj - w ten sposób uciszysz ten głos." - Vincent Van Gogh

Sprzeczności nie istnieją w rzeczywistości. Jeśli bardzo wydaje Ci się, że sprzeczności istnieją, zachowaj się któregoś dnia inaczej, może nawet dziś:)?


Czasami, kiedy pytam kogoś, co ten ktoś sądzi o Jungu albo jakiejś formacji muzycznej, ten odpowiada mi, że ich nie lubi. Pytam wtedy, czy w ogólne zna tego czy owego. Okazuje się, że nie. Haha! Nie można mówić, że się kogoś nie lubi – nie znając go.

Skostniali ludzie twardo trzymają się swoich przyzwyczajeń, nie potrafiąc się wyluzować i zachować się inaczej. Kiedy na przykład ich emocje już się bardzo napiętrzają, nie mogą wtedy ich opanować i wybuchają.

Z pewnością znasz osoby, które na pierwszy rzut oka wydają się być bardzo spokojne, jednak znając je dłużej masz świadomość, że czasami potrafią wrzasnąć lub zaczynają płakać – co wygląda komicznie.

Może Tobie też czasem się to przydarza.

Nawarstwianie się różnych emocji może właśnie do tego prowadzić, dlatego warto się im przysłuchać, każdej emocji z osobna, zastanawiać się nad jej źródłem.

Czasami chcemy być perfekcyjni. Doskonale doskonali a nie doskonale niedoskonali, o czym pisałem kiedyś na Psychice.net. Niestety nie zawsze nam się to udaje. Każdy drobny błąd jaki popełniliśmy – będzie drążył w nas myśl, że nie jesteśmy perfekcyjni.

Nikt nie jest.

Czasami szalejemy dzień w dzień albo weekend w weekend. W sumie nie wiemy, po co chodzimy na te imprezy, po co alkohol, po co te narkotyki, po co ten szum. Myślimy jednak „co ludzie powiedzą, jak nie pójdziemy, że starzejemy się”.

Głupie jest takie myślenie.

Zróbmy coś w końcu innego. Na opak.

Jeśli siedzisz z książką całe dnie – wyjdź na zewnątrz i podziwiaj świat.

Ja się wybieram właśnie na spacer. Może porobię zdjęcia komórką to wkrótce tutaj umieszczę.

Adios! :)

Marcin / integralny@gmail.com



Czytaj dalej >>

Minęło pół roku, CO TERAZ?

piątek, październik 10, 2008 6 komentarze

Psychika.net istnieje od pół roku. Pierwsza notka została napisana dziesiątego kwietnia, jednak pomysł zrodził się już wcześniej.

Jaka Psychika była i jest – to doskonale wiecie, a - jaka będzie?


Początkowo nie sądziłem, że tak się wkręcę w pisanie Psychiki. Planowałem, że będzie to blog, na którym będę przedstawiał ciekawe różne sprawy ze świata psychologii - w sposób "bezosobowy". Myślałem też, że szybko uda mi się nawiązać różne kontakty i zachęcić wiele osób, aby pisali na Psychikę artykuły.

Na chwilę obecną Psychika nie ma stałych współredaktorów – a jedynie takich, którzy piszą coś od czasu do czas. Stosunkowo rzadko.

Dziękuję Wam jednak za nieustanne częste komentowanie!

Zmieniła mi się więc koncepcja Psychiki. Stał się to bardziej osobisty blog, na którym przedstawiam swoje opinie, a różnego rodzaju teorie psychologiczne – poddaję własnej ocenie i przedstawiam może nie zawsze tak jak jest w książkach!

Robię to po swojemu!

Mam głęboko, co sądzą o mnie konwencjonalnie myślący ludzie! Niech mówią, że jestem jak nienormalny! Niech mówią, że myślę dziwnie! Niech się nacieszą swoją iluzoryczną wyższością – w SWOIM SZTYWNYM MYŚLENIU!

Nadszedł czas, kiedy do głosu dochodzą potrzeby długo gdzieś wypierane !!!

CZAS POWIEDZIEĆ KILKA SPRAW GŁOŚNO !!!

TAKA BĘDZIE PSYCHIKA!

MOJA I TWOJA PSYCHIKA w SIECI – CZYLI PSYCHIKA kropka NET !!!


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Poruszajmy się trochę:)

czwartek, październik 09, 2008 8 komentarze

Bardzo się cieszę, że mam zaszczyt zaprezentować Wam kolejny tekst Justynides (pierwszy był o arteterapii), tym razem traktujący o dobroczynnym wpływie ruchu na nasze zdrowie.

A więc – poruszajmy się trochę :)




"Sport to zdrowie" powiadają. I nawet ja, asportowe dziewczę, muszę stwierdzić, że mają rację (kimkolwiek ci "Oni" są;)).

Nie od dzisiaj wiadomo, że aby do późnej starości cieszyć się dobrym zdrowiem wypadałoby zainwestować nie tylko w zbilansowaną dietę, ale też zadbać o swoją kondycję fizyczną. Cóż, wybierać mamy w czym, potrzeba tylko odrobinę chęci i czasu.

Ruch poprawia nasze krążenie, szybciej płynąca krew dostarcza do naszego mózgu (centrum dowodzenia całego organizmu, jakby nie było) zbawienny tlen, szkodliwe substancje zostają wydalone, serce zmuszone do wytężonej pracy staje się mocne jak dzwon, ciało jędrne, znikają fałdki tłuszczu, mięśnie szkieletowe odwzajemniają się większą wytrzymałością a układ odpornościowy ochroną przed choróbskami. Prawdziwa odnowa biologiczna!:) Wymieniając dalej nie sposób nie wspomnieć o tym, że aktywność ruchowa jest wspaniałą formą relaksu, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Pozbywamy się napięcia, swoje myśli koncentrujemy na jednej czynności daleko w tyle zostawiając smutki i zmartwienia, jednym słowem możemy się "wyżyć" nie uszkadzając nikogo i niczego;).

Lubisz rywalizację i współzawodnictwo? Satysfakcję z "pokonania" innych i motywację, żeby dogonić tych, co przed Tobą? Pewnie spodoba Ci się tenis, kolarstwo, kajakarstwo... a może gry zespołowe?

Indywidualne osiąganie celów? Co powiesz na wspinaczkę?

A może wolisz dużą dawkę adrenaliny? Napewno wiesz coś o sportach wyczynowych:)

Dla miłośników dobrej energii i wygibasów - joga.

Dla niezadowolonych z wyglądu brzuszka, cierpliwych i zawziętych-aerobiczna "6 Weidera".

Dla zabieganych i nie mających nigdy na nic czasu chociaż piętnastominutowa seria skłonów, przysiadów i rowerków.

Lub chociaż szybki marsz kilka przystanków zamiast wożenia się miejską komunikacją.

A jak Wy dbacie o swoje zdrowie fizyczne? I czy dbacie?;) Może macie jakieś ciekawe propozycje miło i pożytecznie spędzonego czasu w trosce o siebie?

A teraz uwaga!

Dość przesiadywania przed komputerem i czytania Psychiki, proszę się trochę poruszać!

P.S.

Ale wiecie, tak tylko trochę, bo nie wolno się przemęczać;)

Autorka tekstu:
Justynides :)



Czytaj dalej >>

Przepraszam za to, że jestem sobą!

wtorek, październik 07, 2008 16 komentarze

Przepraszam za to, że jestem sobą i mam swoje zdanie!

Tworząc Psychikę nie zawsze spotkam się z mentalnym wsparciem innych ludzi – lub chociaż obojętnością, która aż tak nie boli.

Wiele osób próbuje mi jednak wręcz dopiec, tak jakbym pisząc Psychikę - robił coś nieodpowiedniego i złego. Wiele osób dogryza mi i próbuje skłonić do tego, abym przestał robić, to co robię!


Przepraszam więc za to, że jestem sobą i wyrażam swoją opinię na tej internetowej stronie zwanej blogiem.

Przepraszam, że nie mówię, że psychoterapia przez internet jest czymś co zrewolucjonizuję psychoterapię i uleczy każdego, bez względu na to, jak daleko się znajduje od psychologa (lub zwykłego ściemnicza).

Przepraszam, że nazywam rzeczy po imieniu i uważam, że w psychiatryku schizofrenik nie wyzdrowieje, że musi on (poza przyjmowanymi medykamentami) wyjść do ludzi, bo tylko wśród ludzi nauczy się, że jest czegoś wart, i ma szansę zaakceptować swój byt – jako część społeczeństwa.

Przepraszam, że nie sprzedaję na swojej stronie szajsowatych e-booków, które mają chwytliwy tytuł typu „jak zmienić swoje życie” – a są de facto nic nie wartymi publikacjami pisanymi przez amatorów o wątpliwej wartości – nawet literackiej.

Przepraszam, że ciągle się rozwijam, czytam wiele książek, nie zadowalam się pojedyńczą teorią. Przepraszam, że staram się dostrzec człowieka całościowo, że nie traktuję człowieka jako „czegoś” o danym zbiorze danych cech – a dostrzegam w każdym indywidualną istotę.

Przepraszam, że nie myślę schematycznie, że jestem elastyczny i odnoszę się z szacunkiem do każdej nowo pojawiającej się myśli. Przepraszam, że wprowadzam tym „niepotrzebny” dodatkowy zamęt. Przepraszam, że najwyższą wartością zawsze jest dla mnie człowiek!

Przepraszam, że piszę o wszystkim co mnie interesuje, co powoduje, że moja uwaga choć na chwilę zatrzymuje się na danym temacie, że przedstawiam, jak ja widzę dany aspekt naszego życia na planecie Ziemia. Wybaczcie, że opisuję, co mnie denerwuje we wszystkim tym, co mnie otacza i że nie robię tego zawsze w taki sposób, jaki może byście chcieli.

Przepraszam, że uważam, że każdy człowiek ma prawo być szczęśliwy! Przepraszam, że wierzę w życie!

Przepraszam za to, że jestem sobą!

Niestety – sobą pozostanę.


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Dlaczego mężczyźni wolą kobiety z dużym biustem?

niedziela, październik 05, 2008 21 komentarze

Wydawać by się mogło, że kobieta, która ma większe piersi, ma większe zdolności do tego, aby karmić piersią – dzieci. Jest to jednak nieprawdą. Nie ma związku pomiędzy wielkością piersi – a zdolnościami laktacyjnymi. Tak samo kobieta o małych piersiach jak i ta o dużych ma takie same zdolności do produkowania mleka dla swojego potomstwa.

Dlaczego więc faceci wolą kobiety o dużych piersiach?

Z odpowiedzią na to pytanie spieszy nam teoria Franka Marlowe’a.

Przeczytajcie:)



Oczywiście ta preferencja facetów co do pań z większym biustem – ma podłoże ewolucyjne.

Antropolog Frank Marlow w późnych latach dziewięćdziesiątych - dokonał prostej obserwacji, że na podstawie wyglądu piersi, można oszacować wiek kobiety. Dodaje jednak, że tylko w przypadku kobiet o dużym biuście – wiek ten można było łatwo określić, ponieważ zmieniają one swój kształt dużo wyraźniej wraz z upływem lat – niż małe piersi.

Wyobraźcie sobie taką sytuację.

Żyjemy w czasach naszych baaardzo dawnych przodków.

Facet szuka sobie kobiety. Wiadomo, szuka jej po to, aby urodziła mu dziecko a może nawet dwójkę. Najlepiej więc, aby była młoda, bo miałaby większe zdolności rozrodcze.

(Sorry za tak zwierzęce zobrazowanie, ale na tym polega właśnie psychologia ewolucyjna.)

Facet ma do wyboru: „zakręcić się” koło jednej z dwóch kobiet w okolicy. Jedna z małym biustem, druga z dużym.

Jak ma nasz biedny facet – określić, która jest młodsza? Zapytać – na którym jest roku studiów? Nie było czegoś takiego jak studia! Dowiedzieć się, ile lat ma już prawko, aby mniej więcej oszacować – ile lat temu je zrobiła i doliczyć wiek uprawniający do jego otrzymania? Lipa! Niby prawko na co? Na tratwę?

A może zapyta kobiety wprost, ile ma lat? A ona jak mu odpowie? Nie było kalendarzy i nie zapisywało się dat urodzeń!

Dlatego facet, wybierając najrozsądniejsze rozwiązanie, wybierał kobietę – o dużych piersiach, ponieważ – wiedział na czym stoi. Jeśli miała duże, jędrne piersi – prawdopodobnie była młoda. Więc nie zawracał sobie głowy już tą z małymi piersiami, która nie wiadomo, czy była młoda ... czy już nie.

Marlow uważa, że właśnie dlatego dla facetów kobiety o większych piersiach są bardziej atrakcyjne.

Kształt dużej piersi – łatwiej odzwierciedla wiek kobiety.

I co Wy na to, drogie Panie i Panowie?

Aha:) Pamiętajcie, że to teoria jedna z wielu:)

Jeśli chodzi o mnie to nie zgadzam się z tą teorią, ponieważ wydaje mi się być bardzo uproszczona. I nie jest prawdą, że faceci wybierają swoje kobiety - biorąc pod uwagę rozmiar ich stanika :)

Marcin / integralny@gmail.com



Na podstawie tekstu ze strony PsychologyToday.com http://blogs.psychologytoday.com/blog/the-scientific-fundamentalist/200809/barbie-manufactured-mattel-designed-evolution-v

Czytaj dalej >>

Psychika się wspina - czyli co to jest Page Rank?

sobota, październik 04, 2008 12 komentarze

Zauważyłem wczoraj, że Google zaktualizowało Page Rank mojej stronki.

Bardzo miło mnie to zaskoczyło, bo mój Page Rank wzrósł z 3 do 4.


Co to jest Page Rank?

Wikipedia podaje taką definicję Page Ranku:

"PageRank – metoda nadawania indeksowanym stronom internetowym określonej wartości liczbowej, oznaczającej jej jakość.
Algorytm PageRank jest wykorzystywany przez popularną wyszukiwarkę internetową Google. Został opracowany przez założycieli firmy Google Larry'ego Page'a i Sergeya Brina podczas ich studiów na Uniwersytecie Stanforda w 1998 roku. Nazwa algorytmu pochodzi nie od angielskiego wyrazu określającego stronę (ang. page), lecz od nazwiska twórcy, czyli Larry'ego Page'a. Wynik PageRank pokazywany jest jako jedna z opcji dostępnych wpasku narzędziowym Google, sprawdzać można go również w wielu serwisach niezależnych."



Generalnie rzecz biorąc Page Rank działa na takiej zasadzie, że jeśli dana strona linkuje (czyli odsysła poprzez zamieszczenie na niej hiperłącza) inną stronę – to daje jej jakby część swojej mocy.

Na przykład moja strona Psychika ma w tej chwili Page Rank 4. Założmy, że zakładasz swoją stronę dzisiaj. Twoja strona ma w tej chwili Page Rank 0. Jeśli chcesz aby Twój PR wzrósł – po pierwsze – musisz starać się o to, aby jak najwięcej stron o wysokich PR Cię linkowało.

Oczywiście nie wszystkie strony o wysokich Page Rankach – chcą linkować inne. Albo inaczej: nie chcą linkować ich za darmo.

W końcu to też jakaś forma „dealu”.

Kiedy ktoś mnie prosi o zamieszczenie linku tekstowego do swojej strony, sprawdzam, czy stronka nie zawiera na przykład treści pornograficznych – i dopiero decyduję się na ten krok.

Nie pobieram opłat za linkowanie innych stron w sekcji „Zaprzyjaźnionych z Psychiką”, jednak oczekuję rewanżu.

Page Rank ma skalę od 0 do 10. Jednak moim zdaniem PR 5 to już świetna pozycja. Tymczasem ja mam 4. Może oczywiście zdarzyć się tak, że po następnej aktualizacji PR (około co kwartał) Page Rank się nie zmieni – albo wręcz spadnie. Miejmy nadzieję, że jednak tak się nie stanie.


Czy Page Rank to tylko moc pochodząca z linków na innych stronach?

Nie. Jak jest dokładnie jednak nikt tego nie wie. Tylko pracownicy Google. To jest tajemnica Google.

Tajemnica tak jak przepis na Coca Cole.

Nie wiadomo, w jakich proporcjach na Page Rank wpływa:

- Linkowanie

- Odwiedzalność

- Częstotliwość aktualizacji

- Treść – czyli jakość prezentowanego materiału

- coś jeszcze (???)


Pewnie wszystko wpływa po trochu. Gdybyśmy znali szczegóły to moglibyśmy manipulować naszymi Page Rankami. A tak nie można.

Czytałem gdzieś też opinię, że Page Rank ustawiają ręcznie ludzie, jeśli stronka się im podoba. Tak jednak nie jest. Za wszystko odpowiedzialny jest sekretny algorytm.


Co daje Page Rank?


Wysoką pozycję w wyszukiwarce Google. Po prostu i aż tyle. Wysoka pozycja wzmaga odwiedzalność a odwiedzalność w jakimś stopniu wpływa na Page Rank. Strona o wysokim PR sama się napędza.



Cieszę się, że Psychika jest doceniana przez Google.

To również dzięki Wam, Czytelnicy! Dziękuję!


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com



Czytaj dalej >>

Lepiej nie mówić, ale WSTYD!!!

piątek, październik 03, 2008 11 komentarze

Czy kiedykolwiek wstydziłaś/wstydziłeś się czegoś?

Wstyd to jedna z emocji, o której część z nas pewnie wstydzi się mówić.

Ja się tego nie wstydzę.



Również staram się dostrzegać tę emocję w swoim życiu, bo normalne jest – że się czasami czegoś wstydzimy.

Z pewnością nie raz ktoś Ciebie kiedyś zawstydził.

Na przykład nieobyczajnym dowcipem, czy zgryźliwą uwagą.

Może wytknął Ci wtedy ten ktoś jakąś słabość, której wyjścia na światło dzienne tak bardzo nie chciałaś/nie chciałeś.

Może wstydzisz się słabych stopni w szkole lub na studiach.

Może wstydzisz się, że Twój chłopak pali marihuanę albo wciąga amfetaminę.

Wstydzisz się, że masz rozklekotany samochód.

Wstydzisz się, że jesteś za gruba.

Może wstydzisz się braku kręconych włosów albo piegów na całym ciele.

Może zawstydził Cię ktoś, kiedy głośno powiedział swoją opinię, a Ty tak bardzo bałaś się/bałeś ją wyrazić, że w tym momencie zrobiło Ci się głupio.


Zawstydziła Cię teściowa, kiedy powiedziała, że jej córkę stać na kogoś lepszego?

Może zawstydziło Cię, kiedy zostałaś/zostałeś wywołany do odpowiedzi – a ty przez nerwy nie potrafiłaś/potrafiłeś udzielić dobrej odpowiedzi, choć była banalnie prosta?

Może zawstydziłaś/zawstydziłeś się, kiedy ktoś w grupie znajomych powiedział głośno, że mieszkasz w najbardziej przestępczej dzielnicy miasta?

Zawstydziłaś/zawstydziłeś się kiedyś, kiedy ktoś przypomniał Ci, jakie głupie rzeczy robiłaś/robiłeś na imprezie – pod wpływem alkoholu?

Że tańczyłaś/tańczyłeś na stole albo mówiłaś/mówiłeś głupie teksty?


Czy wiesz, jak zachowujesz się, kiedy się wstydzisz?

Czy Twoje ciało jakoś na to reaguje?

Pocą Ci się dłonie?

Albo stopy?

A może cała/cały się czerwienisz?

Nawet – uszy ?

I fakt, że tak się czerwienisz, jeszcze bardziej Cię zawstydza?

Albo wstyd paraliżuje Cię tak bardzo, że nie jesteś w stanie wykrztusić z siebie słowa?

Warto zastanowić się, jak się zachowujemy, wstydząc się. Przyjmijcie za dobrą monetę fakt, że jesteście w stanie to dostrzec. To już bardzo dużo.

Wstydzić się – to nie grzech. Każdy się czegoś wstydzi.

Wstydem jest nie umieć się do tego przyznać.

Jeśli jednak doczytałaś/doczytałeś tę notkę do końca jestem pewien, że pojęcie wstydu nie jest Ci obce i jesteś w stanie odnaleźć i nazwać w swoim wachlarzu emocji – również i wstyd.

Gratuluję Tobie i tak trzymaj :)


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Giełda nie potrzebuje trupów!

czwartek, październik 02, 2008 9 komentarze

Giełda nie potrzebuje trupów!

Giełda Papierów Wartościowych to w dzisiejszych czasach bardzo duże ryzyko. Tak przynajmniej wydaje się większości ludziom, którzy nie interesując się rynkami kapitałowymi w ogóle, od czasu do czasu skacząc po programach natykają się na hasła w stylu:

„Idzie Krach!” , „Bessy ciąg dalszy”



Nie do końca jestem przekonany do tego, aby w obecnej sytuacji być zupełnie poza rynkiem. Owszem, banki oferują teraz na wyścigi coraz to lepsze lokaty bankowe. Prześcigają się w promocjach, na przykład oferują lokatę wysokooprocentowaną w skali rocznej – ale tylko na kilka miesięcy. Moim zdaniem to mega lipa. Oczywiście można kombinować i przerzucać gotówkę z jednej instytucji finansowej do drugiej, jednak tak naprawdę należałoby się zastanowić, czy to ma sens.

Czy nie lepiej zamiast tego zainteresować się akcjami?


Domy maklerskie są teraz bardzo przychylnie nastawione do każdego drobnego akcjonariusza i zaniżają prowizję od transakcji, aby tylko zachęcić do jak najczęstszego kupowania i sprzedawania. Nie zachęcam Was jednak do tego. Czasami większa aktywność na rynku prowadzi jedynie do tego, że jesteśmy zbyt spontaniczni i dajemy się ponieść emocjom. Spółka leci, dzwoni telefon z pracy od szefa, który informuje Cię o braku podwyżki, z powodu bla bla bla...., denerwujesz się z powodu lecącej spółki i niemiłego telefonu – i dokonujesz sprzedaży. Mimo, że początkowo założyłeś inaczej. Emocje się nawarstwiły.

Po prostu musisz sobie uświadomić, że różne stresujące sytuacje mogą Cię równocześnie spotykać, kiedy grasz na giełdzie. Ty myślisz o spółce – a tu „bach!” informacja o czymś złym i „wyładowanie” złą decyzją na giełdzie. Nie pozwól na to i oddziel emocje z życia prywatnego od emocji z parkietu.

Na Giełdzie niech myślą nasze Głowy a nie Ręce, które pstrykają tylko nieprzemyślane zlecenia.

Ilu inwestorów, tylu pomysłów na to, jaki papier wartościowy teraz właśnie kupić. Mało tego, czy kupować tylko papiery, czy może lepiej dywersyfikować kupując na przykład certyfikaty na złoto, jakieś inne surowce, czy też zainteresować się instrumentami na spadki.

Gracz giełdowy oczywiście weźmie pod uwagę wszystkie możliwości, bo dla gracza najważniejszy jest zysk. Inwestor natomiast dokonuje transakcji na giełdzie w sposób bardziej wyrafinowany, ze smakiem i z klasą.

Jeśli jednak jesteś graczem, wytłumaczę ci na czym polega dywersyfikacja portfela. Otóż, aby zmniejszyć ryzyko straty, gracze często dzielą portfel na różne sektory inwestycyjne. Na przykład masz dziesięć tysięcy złotych. Analizując obecną sytuację na giełdzie i w miarę znając swoje emocje i mając na uwadzę stratę jaką możesz ponieść decydujesz się, że:

„Kupię za dwa tysiące akcje, trzy wsadzę w lokatę a pięć w złoto”

Możesz również dokonać innego podziału, to wszystko zależy tylko od Ciebie. Nie zdziw się jednak, kiedy inni ze swoich dziesięciu tysięcy zrobią w krótkim czasie dwadzieścia a może nawet trzydzieści podczas gdy Ty będziesz cieszył się zyskiem na poziomie dwustu złotych.
Po prostu moim zdaniem zbytnie rozdrabnianie się jest czymś, co zabiera zbyt dużo energii. Lepiej zainteresować się jednym sposobem inwestowania i tej drogi się trzymać. Po co tracić energię na wiele różnych sposobów zarabiania, interesować się rynkami itd. skoro można poświęcić się tylko na akcje?

Słuchajcie, jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Nigdy ale to nigdy nie kupujcie akcji pod lewar na spadki. Co to jest lewar? To kupowanie akcji „na kredyt” – w bardzo specyficzny sposób. Masz na przykład dziesięć tysięcy i obstawiasz, że dana spółka będzie spadać. Kupujesz więc za całą sumę akcję tej spółki od maklera i mówisz, że oddasz w danym czasie. Tutaj oczywiście dochodzi jeszcze element krótkiej sprzedaży, który trzeba by pokrótce wyjaśnić.

Co to jest krótka sprzedaż?

Kiedy akcje na wszystkich giełdach spadają, Ty możesz sobie pomyśleć:

„Kurza twarz! Trzeba by na spadkach zarobić!”




Krótka sprzedaż polega na tym, że pożyczasz akcje od domu maklerskiego i deklarujesz, że oddasz dokładnie tę samą ilość akcji w danym czasie. Oczywiście oprócz tego płacisz też prowizję za pożyczenie. Ale w czym sęk? Ano w tym, że jeśli spółka, której papiery pożyczyłeś zacznie spadać Ty zarabiasz. Sprzedajesz papiery pożyczone od domu a następnie gapisz się w monitor. Widzisz, że akcje lecą, spadły już o dziesięć procent. Odkupujesz je. W ten sposób masz tę samą ilość akcji i dodatkowo ostała ci się gotówka.

Akcje, które pożyczyłeś oddajesz do domu maklerskiego a sam cieszysz się zyskiem.

Niektórzy jednak nie zadowalają się tymi hipotetycznymi dziesięcioma procentami, które zarabiają jednorazowo. Chcieliby więcej, najlepiej dwa razy tyle, trzy a może nawet pięć razy tyle. Aby tyle zarobić w tym konkretnym przypadku, musieliby oczywiście mieć więcej gotówki. Odpowiednio dwa, trzy czy pięć razy tyle. Giełda wymyśliła jednak na to sposób, który nazywa się lewarem. Chodzi generalnie o to, że umożliwia Ci, zapomnienie o tym, że masz tylko dziesięć kafelków, a na przykład pięćdziesiąt. Grasz wtedy analogicznie tak jakbyś miał pięćdziesiąt – za co płacisz oczywiście prowizje od kredytu. I co jeszcze najgorsze, kiedy Twoja spółka spada – oczywiście cieszysz się, bo grasz na spadki – ale kiedy nieznacznie rośnie – Ty przegrywasz w krótkim czasie nawet te dziesięć tysięcy. Dlatego nie polecam krótkiej sprzedaży na lewarach. Masakra i po co to komu. Giełda nie potrzebuje trupów.


Inna kwestia to granie na opcjach. Również mam zdanie co do tego bardzo anty. I nie dlatego, że jestem jakimś tchórzem. Po prostu znam statystyki. A mówią one, że aż dziewięćdziesiąt procent graczy odchodzi z torbami – lub z mega wielkimi niespłaconymi kredytami. Po co to komu, się pytam? Powtarzam jeszcze raz: aż dziewięćdziesiąt procent grających na opcjach przegrywa wszystko! Czasami później przez całe swoje życie nie mogą spłacić kredytu kilkunastu milionowego i dług przechodzi na następne pokolenia. Tacy ludzie już nie wracają na rynek. Można powiedzieć, że jako gracze czy inwestorzy są martwi.

Giełda moim zdaniem nie potrzebuje trupów, bo na giełdzie inwestują tylko żywi. Podkreślam: inwestują. Jeśli zaś chodzi o dywersyfikację, to wciąż uważam, że ryzyko na różnych papierach – jest różne. W ten sposób można dywersyfikować ryzyko, mając w portfelu same akcje.

Pamiętajcie, że granie na giełdzie, nie jest zadaniem łatwym, że to najtrudniejszy sposób zarabiania łatwych pieniędzy – a przede wszystkim pamiętajcie o tym, że jest to gra z Waszymi emocjami i prawdziwy sprawdzian dla Waszej cierpliwości. W wielu kwestiach poruszonych w tej notce mogę się mylić. Moje wykształcenie jest oczywiście humanistyczne a zainteresowania rynkami kapitałowymi traktuję raczej jako tylko hobby. W wielu kwestiach sam mam wątpliwości, staram się nie postępować na przekór sobie.

Jednego jestem jednak pewien:

Giełda nie potrzebuje trupów! Na giełdzie bowiem należy inwestować żywą gotówkę!



Marcin, kontakt: integralny@gmail.com


Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715) .

Podejmujesz decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.


Czytaj dalej >>

Dlaczego faceci wolą kobiety z dużym biustem? /dowiesz się wkrótce/

środa, październik 01, 2008 3 komentarze

Na tak postawione pytanie, psychologia ewolucyjna ma swoją odpowiedź.



Teorię tę przedstawię Wam - już w weekend:)

Czytajcie Psychikę :) !!!


Marcin, integralny(at)gmail.com

Czytaj dalej >>

Nie prowadzę bloga dla pieniędzy

wtorek, wrzesień 30, 2008 16 komentarze


Miło kiedy pasja, czy hobby łączy się z gratyfikacją pieniężną.

Jednak to nie zarabianie pieniędzy motywuje mnie do tego, abym prowadził Psychikę.

Dowiedzcie się dlaczego piszę bloga – czytając dzisiejszą notkę.



Dlaczego akurat forma bloga?

Blogowaniem interesowałem się od dłuższego czasu. W moim życiu przetestowałem kilka serwisów blogowych. Pamiętam jak dziś jak bawiłem się na blogu udostępnianym w serwsie e-blog. Istnieje on do dzisiaj. Co mi się jednak nie spodobało to to, że mimo wszystko był to wówczas serwis dla „nastolatek” i po mojej trzymiesiecznej blogowej abstynencji moje dzieło zostało „zdilejtowane” – czyli usunięte;)! Cóż to była za rozpacz, ale co tam:)

Później zainteresowałem się serwisem blogowym popularnej marki telefonów komórkowych, który promował wysyłanie MMS-ów (nie ma to jak stworzenie potrzeby, jeśli klient nie za bardzo początkowo ją przejawia) – i tak stworzył mobloga. Wysyłałem tam nałogowo fotki zrobione komórką (to był bajer, robisz fote, wysyłasz a ona już wisi w sieci). Dziś mobloga już nie prowadzę, nie mam takiej potrzeby.

Moje kolejne blogi były raczej tylko ledwo porozpoczynane, po kilka notek, a później... moje zniechęcenie.

W sieci jednak siedzę od dłuższego czasu i wiem co i jak.

Teraz korzystam z platformy Blogger. Super sprawa, transfer bez ograniczeń, praktycznie brak możliwości zhakowania strony no i dobre pozycjonowanie w najpopularniejszej wyszukiwarce jaką jest Google.

Doskonały wybór.

Blogowanie w Polsce jest coraz popularniejsze. Bloggerzy, czyli ludzie piszący bloga, cieszą się coraz większym szacunkiem w środowisku medialnym. Niejeden dziennikarz uczy się od bloggerów – sztuki przekazywania informacji. Bo co z tego, że masz wielki zasób informacji – jak nie umiesz jej odpowiedni przekazać. Tak żeby zainteresować odbiorcę – jednocześnie nie robiąc na przykład z tytułu jakiegoś przegięcia.

Lavinka, bloggerka, która często wypowiada się na Psychice w komentarzach była również cytowana w papierowej wersji Wprostu. Szacunek! Pisze ona o tym na swoim blogu lav-net w tej notce.

Generalnie rzecz biorąc blogowanie cieszy się coraz większym prestiżem.

Sama forma bloga pozwala natomiast na łatwe dodawanie kolejnych wpisów. Również zmiany szablonów odbywają się raczej bezboleśnie. Oczywiście trzeba trochę posiedzieć nad optymalizacją designu, zmienić formaty itd. To nie jest jednak aż takie trudne i nie przyćmiewa istoty blogowania – czyli koncentracji nad treścią zamiast nad formą.

Blog pozwala również na obserwowanie nowych notek przez Czytelników – poprzez Czytnik RSS-owy – standardowy lub notki na maila. Udostępniłem nawet tę opcję – łatwego zapisania się na mailowe powiadamianie o nowych notkach na Psychice. Jest to jedynie powiadamianie, ponieważ nie zamieszczam całych wpisów w RSS-ach a jedynie początki. Jest to o tyle przydatne, gdyż informuje Cię, że jest nowa notka na blogu – a wchodząc po linku – otrzymujesz podaną ją w formie taką jaką ja chcę, na blogu – wraz z komentarzami.

Tak czy siak, aby dodawać swoje komentarze – musisz wejść na bloga.

Blog to super forma do komunikacji z Czytelnikami, bo wpisy dodajesz regularnie, jest to uporządkowane pod tak zwanymi etykietami, dzięki czemu łatwo jest przeglądać kontent.


Po co piszę bloga?

Po pierwsze moje zainteresowania internetem. Uważam, że jest to super forma medialnej komunikacji.

Szybko, sprawnie i do dużej grupy odbiorców.

Pamiętam, kiedy byłem w podstawówce – dostałem swój pierwszy w życiu komputer PC i od razu zainteresowałem się tym, co znaczy internet.

Gierki mnie aż tak nie rajcowały, jak to co niesie ze sobą sieć.

Byłem nieśmiały (i nadal trochę mi to pozostało) i kontakty poprzez neta wydawały mi się łatwiejsze, prostsze. Nie obawiałem się reakcji innych ludzi, bo przecież można to przeboleć po drugiej stronie komputera.

Później wymyślili komórki. Czego to nie sprawiły esemesy. He he, na pewno wielu nieśmiałym osobom – pomagają do dziś w nawiązaniu kontaktu, wysłanie smsa do miłej dziewczyny przynajmniej na początku znajomości jest dużo łatwiejsze, zamiast „zagadanie” na żywo, czy zadzwonienie.

Internetem zacząłem interesować się nie tylko z pobudek łatwego nawiązywania kontaktu.

Również dostrzegłem w tym medium nieograniczony potencjał informacji, wiedzy. Wymieniałem się swoimi pierwszymi „dokonaniami artystycznymi”. Czytałem opowiadania, również pisałem i wysyłałem swoje – na pierwsze polskie serwisy literackie.

Czytałem o astronomii.

Próbowałem przegryźć fizykę i zgłębić zagadnienie czarnych dziur.

W swoich poszukiwaniach istoty człowieczeństwa ocierałem się o tematykę gnostycką, jednak wkrótce przekonałem się, że szczęście nie tkwi w samym poznaniu.

To wszystko dzięki internetowi.

Dlatego postanowiłem, że będę dalej działał za pośrednictwem tego medium, zdając sobie sprawę z jego wielkiej siły.


Co mnie motywuje, żeby pisać bloga Psychika.net?

Najważniejszy powód to moje zainteresowania psychologią.

Dzięki temu, że prowadzę psychologicznego bloga, przyznaję szczerze, moja pasja poszerza się.

Nauczyłem się większej systematyczności.

Także dogłębnego poznawania tematu.

Często było tak, że wystarczało mi liźnięcie tematyki, teraz jednak kiedy prowadzę psychologcznego bloga, wiem, że Czytelnicy potrzebują więcej, chcą poznawać – więc staram się przed napisaniem notki – rozważyć wszelkie możliwe pojawiające się w związku z zagadnieniem pytania.

Nie jestem nieomylny. Również błądzę i nie rozumiem wszystkich zagadnień psychologicznych. Nie jestem wszystkowiedzący.

Prowadzenie bloga powoduje, że więcej się zastanawiam nad życiem, wydaje mi się, że potrafię doświadczać większego wglądu. Chociaż na pewno to nie prowadzenie bloga przyczyniło się do tego – a moje wcześniejsze predyspozycje.

Kocham eksplorować ludzką duszę i wierzę w triumf życia nad śmiercią, dlatego staram się, aby mój blog był ciekawy – przez co rozwijam również swoje wnętrze i jestem kreatywny.

Smutno byłoby mi projektować na przykład nagrobki, bo angażuję się w to, co robię całym sobą.

Krótko mówiąc blogowanie dodaje mi powera, do tego, aby jeszcze intensywniej niż zwykle poznawać nie tylko teoretycznie psychologię.

Wbrew pozorom werbalizowanie tego co się przeczytało, czy zaobserwowało w swojej psychice jest nie lada wysiłkiem. Wymaga odpowiednich umiejętności, które codziennie ćwiczę.



Dlaczego na blogu mam reklamy?

Na swojej stronie mam kilka reklam firmy Google, jednak staram się, aby nie przesłaniały one treści notek, które tworzę. Nie chcę też aby były zbyt nachalne. Wprowadziłem je po to, aby mój wysiłek prowadzenia bloga był choć w małym stopniu spieniężony.

Moje zarobki nie są jednak duże, ze spokojem domena utrzymuje się sama, jednak na przykład nie zarabiam na tyle dużo, żebym mógł kupić czas grafika komputerowego do opracowanie nowego designu strony czy wprowadzenia dodatkowych funkcji.

Moje notki często są dość kontrowersyjne, dlatego z pewnością zrażam do siebie wielu potencjalnych sponsorów. Nie chcę jednak zrobić z psychologicznego bloga – chałtury i pisania pod publiczkę.

Psychika nigdy nie będzie komercyjna.

Jestem sobą i nie ściemniam na swoim blogu.

Nie będę nigdy brał pieniędzy za wyrażanie nie swojego zdania.

Nie będę również pobierał od Was żadnych przymusowych opłat abonamentowych ani nic w tym stylu. Psychika zawsze będzie dla Was za darmo.

Wybaczcie jednak te kilka reklamówek na blogu.

Nikt mi nie powie, że piszę bloga dla pieniędzy, bo naprawdę są to niewielkie kwoty. Jeśli natomiast w grę weszłyby wyższe kwoty to na pewno zainwestowałbym pieniądze w rozbudowę techniczną serwisu. Informatycy się cenią – ja nie mam aż takich zdolności, aby zrobić wszystko samemu.

Fajnie jest jak od czasu do czasu wpadnie dodatkowe kilkaset złotych na nową książkę psychologiczną, czy dobrą kawę i ciastko.

Jest to miłe.

Jestem jednak pewien, że prowadziłbym Psychikę – nawet bez absolutnie żadnych gratyfikacji pieniężnych.

Czerpię przyjemność z samego pisania, tworzenia i zgłębiania zakamarków ludzkiej duszy.

Cieszę się również z tego, że swoim pisaniem sprawiam Wam wiele radości:)


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

W zdrowym ciele zdrowy duch - już od dziecka

poniedziałek, wrzesień 29, 2008 4 komentarze

Media nie zawsze przedstawiają prawdę. To jasne.

Promują ludzi bardzo szczupłych, czasem wręcz wyglądających jak „wieszaki”.

Najbardziej narażone na tę manipulację są oczywiście dzieci. Starają się za wszelką cenę dorównać modelom z kolorowych czasopism czy telewizji. Chcą ich naśladować kosztem własnego zdrowia.

W jaki sposób Ty - jako rodzic możesz uświadamiać dziecko, że nie wygląd jest najważniejszy, a to, aby czuło się ono zdrowo we własnym ciele?


Nicole Rosenleaf Ritter w opublikowanym w “The Great Falls Tribune” kilka tygodni temu artykule pisze:

„Już nawet dziewczynki w wieku 6 lat chcą być szczuplejsze, a nawet 1 na 4 chlopców w szkole podstawowej jest nieustatysfakcjonowanych ze swojego ciała. To powoduje, że więcej niż 1/4 wszystkich dzieci poniżej 14 roku życia stosuje dietę, by stracić na wadze.”

Jako rodzic powinieneś pamiętać o tym, aby kultywować w dziecko zdrowy model życia dziecka - w zdrowym ciele. Oto kilka rad, jak to robić:

1) Nie koncentruj się na wyglądzie fizycznym. Uświadamiaj dziecko, jak ważne jest bycie po prostu zdrowym. Niekoniecznie chudym! Upewnij się, czy Twoje dziecko, zdaje sobie sprawę z tego, że o wiele ważniejsze są aspekty jego osobowości, talenty, zdolności – a nie wygląd fizyczny.

2) Naucz dziecko poddawania krytyce promowanego w mediach wyglądu. Okazuje się, że nawet programy, które powinny być „przyjazne dzieciom” – mogą przekazywać złe treści odnośnie wyglądu. Najlepiej ograniczaj ilość czasu dziecka spędzanego przed telewizorem i staraj się oglądać TV wraz z nim.

3)Podkreślaj, że sylwetki są różne i nie ma czegoś takiego, jak „sylwetka idealna”.

4)Bądź dla dziecka dobrym przykładem. Dziecko jest wrażliwe na wszelkiego rodzaju sugestie dotyczące odżywiania się i aktywności. Dzieci często biorą przykład z najbliższych dorosłych, czyli rodziców bądź opiekunów. Swoim własnym przykładem, ucz dzieci, jak zdrowo żyć.

5) Słuchaj, co Twoje dziecko mówi o swoim ciele. Jeśli je krytykuje, porozmawiaj z nim o tym i zapytaj, dlaczego tak sądzi. Nie ignoruj informacji, kiedy dziecko mówi źle o swoim wyglądzie.

6) Ucz dziecka aktywności fizycznej. Nie określaj, że jest to – dla „zrzucenia kalorii”. Jako rodzic, znajdź dla dziecka dziedzinę, w której będzie aktywne fizycznie - czerpiąc z niej jednocześnie wiele radości i zabawy.

7) Zachęcaj dziecko do zdrowego odżywiania, unikając przy tym radykalnych diet i liczenia kalorii. Nie etykietuj na przykład ciasteczek, że „są złe”, bo to tylko będzie kusiło dziecko, do tego, aby je jeść! Zamiast tego, przygotowuj zróżnicowane posiłki.


Jeśli macie jeszcze jakieś ciekawe pomysły, jak budować w dzieciach obraz zdrowej sylwetki, dopisujcie proszę w komentarzach.

Na podstawie artykułu ze strony Psychcentral.com, "Cultivating a healthy body image in kids".

Marcin, integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Kim będę, kiedy zdobędę dyplom?

niedziela, wrzesień 28, 2008 1 komentarze

Mam na imię Marcin - a mój internetowy pseudonim brzmi Integralny. Studiuję psychologię o specjalności psychologia kliniczna na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Interesuję się psychoterapią, psychologią osobowości, a także psychologią zdrowia.


Bliski moim doświadczeniom jest nurt myślowy Carla Gustawa Junga, w swoich eksploracjach ludzkiej duszy integruję jednak wiele paradygmatów, postrzegając człowieka wielowymiarowo i holistycznie.

Moje refleksje prowadzą nieustanny dialog, dotykając tego, co niesie myśl Zachodu jak i myśl Wschodu. Nie ograniczam się do jednej koncepcji, bo jestem świadomy, że każdy człowiek żyje na wielu płaszczyznach jednocześnie.

Często moje przemyślenia są abstrakcyjne, pomagają one bardziej zobrazować, czym jest istota ludzkiej psychiki - lecz mimo to, stąpam twardo po ziemi, bo jestem przecież tak samo jak Wy człowiekiem z krwi i kości, znającym swoje mocniejsze i słabsze strony.

Kim będę, kiedy zdobędę dyplom?

Myślę, że będę psychologiem dla ludzi :) Po prostu :)



Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Doświadczaj siebie, świadomie

6 komentarze

Czujesz, że już nie możesz tak wytrzymać, kiedy wzbiera w Tobie złość.

Czujesz, że mógłabyś / mógłbyś czuć się świetnie, bo tyle fajnych zdarzeń Cię spotyka.

Twój gniew opanowuje Twoje poczucie samej / samego siebie.

Wewnętrzna radość zaraz z Ciebie dosłownie wykipi.

Jednocześnie kontrolujesz się tracąc na tym całą energię – aby być takim człowiekiem, jakim chcą Cię widzieć inni.

Kto? On? Ona? Oni?



Żyjesz przede wszystkim – dla siebie. Pamiętaj o tym.
Jeśli będziesz realizowała / realizował swoje wewnętrzne potencjały tak, jak Ty tego pragniesz – również i inni będą mieli z tego „joya”. Również inni będą ustatysfakcjonowani, że mogą mieć kontakt z osobą samorealizującą się.

Co jest moim zdaniem najważniejsze?

Umiejętność wyrażania swoich potrzeb i konsekwentne bycie w porządku – wobec samej / samego siebie.

Ten kto tłumi w sobie złość, prędzej czy później spotka się z nią.
Nie w tej samej czaosprzestrzeni.
Nie teraz - w tej sytuacji.

Złość wraca w chwili, kiedy w sumie nie powinno jej być.
Pojawia się jak złodziej, a Ty nie wiesz, skąd ona do cholery się wzięła?

Ludzie z bardzo dobrym wglądem w swój wewnętrzny – a co za tym idzie – najbardziej realny świat, jaki istnieje – nie mają tego problemu.

Kiedy pojawia się radość, żyj radośnie, bez poczucia winy, że Ty się cieszysz podczas gdy inni płaczą.

Masz powody do radości.

Tak samo, jak masz powody do złości, kiedy jesteś zezłoszczona / zezłoszczony.

Im dłużej tłumisz emocje, tym bardziej nienormalnie wpływają one na Twoje związki z innymi ludźmi.

Zapytasz mnie: „Czasami mam ochotę pobić szefa, czy nie tłumiąc w sobie tej potrzeby – mam to zrobić?”

Albo:

„Tak dobrze mi z moim facetem, że najchętniej postawiłabym mu pomnik i narysowała laurkę”.

Czy masz tak się zachowywać?

Nie tłumienie w sobie uczuć nie znaczy wcale, że wyrażasz je w ten sposób i realizujesz w życiu.

Wbrew pozorom popadnięcie w stan, kiedy rozwalasz wszystko dookoła albo unosisz się pod niebo w błogim stanie – nie musi prowadzić do czegoś super ekstra hiper prozdrowotnego.

Wręcz przeciwnie, może być początkiem bezadaptacyjnego sposobu życia.

Wyrażaj emocje – przed samym sobą. Poznawaj je i nazywaj.

Spróbuj odkrywać ich źródło.




Nie ograniczaj się do jednej teorii, nie więź swojego potencjału odkrywcy samego siebie – tylko w obrębie tej lub podobnych tego typu sytuacji.

Źródło może być bardzo daleko, przestrzennie i czasowo.

Studiuję psychologię i bardzo dużo czytam. Myślę, że jest mi łatwiej niż przeciętnemu człowiekowi – zrozumieć niektóre motywy moich zachować, myśli.

Jest mi łatwiej dojść do sedna mentalnej materii.

Co nie oznacza wcale, że nie jest potrzebna mi konsultacja z innym psychologiem, czy psychoterapia.

Jestem pod tym względem bardzo pokorny, ponieważ wiem, że nie wszystkie moje zachowania jestem w stanie zrozumieć, będąc ograniczony przez wiedzę i doświadczenia jakie posiadam.

Jeśli masz problemy z odkrywaniem samego siebie, skorzystaj z pomocy psychologa. Zapisz się na terapię, aby wraz z profesjonalnie przygotowanym człowiekiem (z krwi i kości) odkrywać samą siebie / samego siebie.

Jeśli Cię na to nie stać, skorzystaj z tego, co niesie Ci Twoje własne wnętrze i rozmowa z przyjacielem. Nie spodziewaj się jednak efektu natychmiastowego. To nie jest tak, że osiągasz zrozumienie, pełny wgląd w jednej chwili – na Twoje zawołanie.

Czasem potrzeba lat, czasem wystarczy sekunda.


Kiedykolwiek jednak nadejdzie ta chwila – będzie to efekt Twojej świadomej pracy nad Istotą, którą jesteś.

Którą chcesz wyrażać – na naszej planecie Ziemia.

Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Nie zmuszę Was do myślenia

piątek, wrzesień 26, 2008 4 komentarze

Myślenie nie boli, taka panuje opinia.

Moim zdaniem, łatwo jest myśleć o ciepłych krajach, super modelkach i drogich samochodach.
Łatwo jest myśleć o tym, w której sukience lepiej wyjść na dzisiejszy wieczór.
Łatwo jest myśleć o dobraniu kolorystyki ścian w mieszkaniu.
Łatwo jest myśleć, jaki dzwonek ściągnąć sobie na komórkę.

Dużo trudniej – jest myśleć samodzielnie o rzeczach naprawdę istotnych.



Prowadzenie bloga to dla mnie nie lada zadanie. Mało tego, prowadzę go na temat naprawdę subtelny, jakim jest psychika ludzka. Jedno uchybienie, jedno niepoprawne sformułowanie i mój przekaz może zostać opatrznie zrozumiany. Cieszę się, że wypowiadacie się w komentarzach, dzięki temu, wiem, gdzie tkwi jeszcze Wasza niewiedza i który temat powinienem zgłębić – jeśli nie w konkretnym jednym wpisie, to w przyszłych kilku kolejnych.

Na co położyć nacisk.


W momencie pojawienia się na blogu artykułów dotyczących zaburzeń psychicznych, wiele osób zaczęło się do mnie zgłaszać jako do tego, który jest Waszą ostatnią deską ratunku. Dostrzegam w wielu Waszych pytaniach, które codziennie odbieram na mojej skrzynce pocztowej, że czujecie się zagubieni i nie wiecie, którą drogą pójść.

Jaką ścieżkę życiową obrać.


Medialny szum potrafi przysłonić niejedną istotną sprawę, zrobić z igły widły a to, co ważne posłać w trzy diabły, bo na tak trudne tematy – nie warto rozmawiać. Uważasz, że jesteś na przegranej pozycji, bo nie jesteś w stanie kontrolować swojego życia, a znikąd nie przychodzi odpowiedź, na którą czekasz niecierpliwie. Czujesz, że Twoje życie blednie z dnia na dzień a każda kolejna próba zrozumienia świata kończy się fiaskiem. Czujesz wszechogarniającą Cię niemoc i chwytasz się brzytwy tonąc w zagmatwanym gąszczu życiowych problemów. Czujesz, że tak być dalej nie może. Tylko co zrobić, myślisz.

To, co najważniejsze w życiu – musi być wykrzyczane!

Wiesz, że nie możesz tkwić w bezruchu. Bo niemoc potęguje w Tobie niemoc. Paraliżuje Twoje ciało i Twoją psychikę. Trudniej jest Ci się zorganizować, żeby zrobić cokolwiek konstruktywnego. Uwięziony, zniewolony przez toksyczne myśli, toksycznych rodziców i toksycznego partnera. Wszystko naokoło Ciebie – jest przyczyną Twojej beznadziejności w życiu. Jednocześnie z oczami utkwionymi w niebo, oczekujesz aż coś się stanie.

Aż zacznie spadać manna z nieba.

Przecierasz oczy, nic się nie dzieje. Cud nie nadchodzi – więc załamujesz się jeszcze bardziej.
Szukasz doradców naokoło siebie. Chcesz wiedzieć, co o Twojej sytuacji myśli ona, on czy oni. Z jednej klatki opinii o Tobie wpadasz do następnej.

Wiesz już, że jesteś „znakomitą publicznością”, „wiernym słuchaczem”, „dobrym uczniem” czy „dobrą synową”. Nie wiesz jednak kim jesteś sam dla siebie, bo nie wpadłeś na pomysł, żeby zdystansować się od wszelkich opinii na temat Twojej tożsamości i zacząć myśleć samodzielnie.

Rozpocząć życie człowieka, który myśli używając swoich własnych zdolności.


Mój blog jest miejscem, gdzie staram się za każdym razem, kiedy poruszam jakiś kontrowersyjny temat, podkreślać, jakie jest moje zdanie. Czy jestem za czy przeciw, czy nawet „za a nawet przeciw” – czyli nadzwyczajniej w świecie nie mam jeszcze na tym etapie wiedzy wyrobionej opinii. Mówię jak myślę, co nie znaczy, że powinniście myśleć tak samo. Nie namawiam nikogo do podążania za tym, co mogę zasugerować.

Jestem człowiekiem takim samym jak Wy, ze słabościami i mocnymi stronami.

Zgadzajcie się ze mną bądź nie – jednak za każdym razem poddawajcie temat swoim własnym rozważaniom. Nie jest prawdą, że racja jest tylko jedna. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko Wy jesteście w stanie określić, ile jest w Was siły, czy daną sprawę rozwiązać teraz – intensywnie czy subtelnie, jutro – przygotowując strategię już dziś czy zdecydować się na przyszłe spontaniczne działanie, czy też zaniechać zmiany danej sprawy – wiedząc, że i tak nie jesteście w stanie nic zmienić w tym obszarze.

Bo jest on niezależny od Was, jest ponad Wami.

Tylko Wy jesteście w stanie opracować swój własny system postrzegania rzeczywistości, poznając na przykład moje zdanie na temat partnerstwa czy rozwodów jako możliwość jedną z wielu, którą zasymilujecie, uznacie jako również swoją opinię bądź też nie.

Nie zmuszę Was do samodzielnego myślenia, mogę jedynie zachęcić. I cieszę się z każdej nowej myśli, jaką jestem w stanie w Was wywołać. Pod warunkiem, że będzie ona kreatywną myślą powodującą zmianę Waszego życia na lepsze – którą Wy sami zainicjujecie.


Marcin, kontakt: integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Psychoterapia przez internet – jedna wielka bzdura!

środa, wrzesień 24, 2008 9 komentarze

Psychoterapia to nie prostytucja przyjaźni !

Pamiętajcie o tym!

Nie dajcie się nabrać żadnym naciągaczom, którzy oferują Wam psychoterapię przez neta.

Poświęcą Wam oni czas, jednak nie dadzą tego, co obiecują.


Coraz więcej powstaje serwisów w internecie, które oferują psychoterapię przez neta. Zdziwiłem się nawet sam widząc reklamę psychoterapii przez komunikator teksotwy na jednej z bardziej zaufanych mi stron. Nie lubię czegoś takiego.

Wszedłem na stronkę o psychoterapii przez neta i co widzę. Zachęta do skorzystania z usługi, że korki, że czas, że kozetka twarda – a tu masz łatwo i wygodnie – komunikacja z psychoterapeutą przez gadu-gadu.

Buahaha! Ale to wcale nie jest do śmiechu.

Sprawdzam cennik.

60 zł godzina rozmowy przez komunikator tekstowy. Ludzie! Powariowaliście? Kto Wam dał prawo, udzielać psychoterapii przez neta?

Niewiele więcej kosztuje godzina psychoterapii na żywo!

Jestem bardzo ale to bardzo negatywnie nastawiony do tego typu rzeczy. Spoko, rozumiem, jeśli ktoś udziela informacji o problemie itd. korzystając z internetu. Jednak nie ma tu mowy o żadnej psychoterapii !!!

Psychoterapia to szczególny rodzaj kontaktu między pacjentem a psychoterapeutą.

Czy można leczyć przez gadu-gadu?

Nie można!!!

Serwis, o którym wyżej wspomniałem szczyci się tym, że ponoć usługi świadczą super specjaliści, psychologowie z wielkim doświadczeniem, o dziwo jednak! swoich super wykwalifikowanych nazwisk nie podają.

Boją się? Czego? Kogo?

Może boją się spojrzeć sobie w twarz.

Może boją się zastanowić i przyznać do tego, że udzielanie psychoterapii przez neta jest – na dzień dzisiejszy – niemoralne i nieetyczne.

Jest to legalne. Jednak niemoralne.

Inna tego typu oferta jaka rzuciła mi się w oczy to oferta pani psycholog, która udziela psychoterapii przez Skype.

Spoko, obraz, dźwięk. Jednak dalej wciąż – bez-na-dzie-ja!

Ludzie, naprawdę kontakt na żywo jest niezastąpiony!

I pomyśleć, że wiele osób, które tego typu akcje wszczynają są psychologami.

Ruszcie się z domu – od komputera i spójrzcie pacjentowi w oczy na żywo a nie przez ekran komputera!

Doskonale zdaję sprawę, że pisząc tę notkę – robię antyreklamę czyli też kryptoreklamę tego typu przedsięwzięciom, jednak mam nadzieję, że czytając ją – wyrobicie sobie opinię.

Jestem świadomy też tego, że póki będą z tego pieniądze, póki tego typu działalność będzie miała wzięcie – to takich serwisów będzie jak grzybów po deszczu.

Jedyne co mogę zrobić, to pracować nad uświadamianiem, że psychoterapia nie jest możliwa przez internet.

Spoko, można pogadać – nawet za pieniądze - na komunikatorze.

Możecie udzielać swego rodzaju wsparcia psychologicznego.

Jednak – proszę nie nazywać tego psychoterapią.

Może jestem „staroświecki” pod tym względem.

Ale taki już jestem.


Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Samourzeczywistnienie moje a kultura

wtorek, wrzesień 23, 2008 5 komentarze

Naturalnie istotą ludzkiej egzystencji jest wzrastanie i dążenie ku samourzeczywistnieniu się.

Nikt i nic nie może wpłynąć na treść Twojego Dzieła, które masz szansę stworzyć – swoim życiem.


Psychologowie humanistycznie bardzo ale to bardzo podkreś