FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zanurzeni w kulturze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zanurzeni w kulturze. Pokaż wszystkie posty

UWAGA !!! Schizofrenizacja społeczeństwa!

niedziela, lipiec 27, 2008 1 komentarze

Postęp techniczny ułatwia nam życie. Skraca myślenie. Wszystko jest prostsze i szybsze. Nie ma już znaczenia czy mieszkasz na wsi czy w mieście. Czy daleko do miejsca pracy. Możesz pracować w domu korzystając z komputera, a raporty i analizy przesyłać z domu – przez internet. Zawsze masz pod ręką też samochód, tramwaj lub autobus – efekt myśli technicznej człowieka.


Nie wiesz jak zbudować domek z kart? Szukasz instrukcji w sieci. Domek się burzy, więc badasz przyczyny a później Ty piszesz poradnik „Jak uniknąć zburzenia się domku – na podstawie mojego doświadczenia”. Ty dajesz info komuś, ktoś daje info Tobie. Łatwa wymiana.

Zarabiasz pieniądze, wydajesz je. Prosto, szybko, łatwo. Pod nogi czasami ktoś rzuca Ci kłody. Nie możesz wyjść poza linię. Nie możesz jej przekroczyć, choć bardzo chcesz. Ale za to żyjesz wygodnie. Wkręcasz się w to.

Masz wszystko, czego potrzebujesz do życia. Tlen. Wakacje. Pożywienie. Kontakty międzyludzkie.

Technika informacyjna i jej wymysły staje się przedłużeniem Twojej osobowości.

Zatracasz swoje prawdziwe „ja”. Jesteś rolami. Tak, tak – jesteś tym, kim inni Cię widzą. Społecznie zorganizowany, nawykowo wyuczony. Zunifikowany. Bo tak łatwiej.

Nagle coś się w Tobie łamie.

Nie chcesz być już więcej sama / sam. Nie chcesz czuć się wyalienowana / wyalienowany – przebywając w tłumie. Tańcząc na imprezie techno, chcesz poczuć bliskość innych ludzi – płynącą z głębi duszy – a nie z amfetaminy, która napędza ich mózgi. I Twój.



Buntujesz się przeciwko stereotypom myślowym i kulturowym ! Nie chcesz brać już pigułek zmieniających Twoją osobowość !

Wszystko ok. z tymi pigułkami? Niby tak, tylko to coś obcego. Ta siła, która miała powodować uczenie się umiejętności „zbliżania” się do innych sprawia, że jesteś od nich jeszcze dalej niż byłaś / byłeś.

Nie ma już zjaw, są ludzie i maszyny. Ci pierwsi nieludzcy, tak jak Ty sama / sam, ci drudzy starający się być ludzcy. Czujesz pustkę. Samotna / samotny w świecie technologii.

Informacja goni informację, a miłość sprzedała się w formie zakochania. Papieros stał się symbolem oralnej fiksacji, a Edyp zabił ojca, by uprawiać seks z własną matką. Jesteś sam pośrodku świata, w którym dzieje się chaos.

W którym chaos walczy z ostatkami Twojego człowieczeństwa.

Zwątpienie zawładnęło Tobą całą / całym.

Jak się okazuje – psychiatrzy pracujący z ludami tak zwanymi pierwotnymi – są zgodni co do tego, że odsetek zachorowalności na schizofrenię – jest u nich znacznie mniejszy niż w przypadku społeczeństw cywilizowanych.

Czynniki cywilizacyjne i ekonomiczne w istocie mają wpływ na tworzenie się postaw autystycznych. Już Maurycy Bornsztajn przed ponad dwudziestu laty mówił o schizofrenizacji współczesnego społeczeństwa.

Schizofrenizacja nie jest jednak schizofrenią. Schizofrenizacja jako pojęcie ukierunkowuje nas na pewne tendencje kulturowe, które przypominają w istocie objawy schizofrenii. Wiążą się one z brakiem umiejętności bliskich kontaktów międzyludzkich, deficytem emocjonalnym – czy brakiem zrozumienia.

O samej chorobie - schizofrenii - napiszę jednak w innej notce.

Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

"Inwazja Nieświadomości" - czyli inaczej PSYCHOZA u Junga

środa, lipiec 09, 2008 8 komentarze

Każdy, kto może o sobie powiedzieć „ja jestem” i kto w to wierzy ma swoją tożsamość. To znaczy dostrzega swoje indywidualne cechy, które są względnie trwałe i odróżnia siebie samego od innych ludzi. Człowiek o dobrze ukształtowanej tożsamości nie będzie jednak zamknięty na to, że tak samo w świecie, jak i w nim dzieją się zmiany.


Człowiek o dobrze ukształtowanym własnym ego będzie zdawał sobie sprawę – że rządzi nim to co świadome i to, co nieświadome.

Wyobraźmy sobie jednak taką sytuację.

Osoba przyjmuje narkotyk np. taki najbardziej powszechny jakim jest alkohol. Przyjmując narkotyk – otwiera jednocześnie furtkę części świadomej – na to co nieświadome. Fajnie, jeśli przed zażyciem narkotyku, zdaje sobie sprawę, że mogą ją spotkać dziwne rzeczy (a właściwie pojawić się w jej psychice).

Gorzej, jeśli archetypy – czyli przejawy nieświadomości zbiorowej lub obrazy indywidualnej nieświadomości – przenikną ego człowieka na trwałe.

Stan ten nazywamy psychozą.

Nie bez znaczenia jest fakt, że najczęściej ofiarami psychoz są ludzie dojrzewający, wkraczający w dorosłe życie lub ludzie, którzy spotykają się z ogromnym stresem.

Nowe, nieznane przeżycia emocjonalne powodują, że ego nie zawsze znajduje odpowiednie mechanizmy obronne – które mogłyby ego obronić przed falą nieświadomości.



W psychozie człowiek nie jest już sobą, nie ma swojego ego, nie ma tożsamości. Archetypy opanowują jego ego, dlatego np. ludzie chorzy na schizofrenię czują się „Bogami” (utożsamianie z archetypem Jaźni), bądź są „Szatanami” (utożsamienie z Cieniem).

Ego, które jest ośrodkiem świadomości nie jest w stanie wchłonąć znaczenia archetypów, ponieważ wcześniej nie nawiązywało z nimi dobrej relacji. Dlatego tak często ludzie, którzy „twardo” stąpają po ziemi, zatwardziali ateiści czy ci, którzy nie potrafią pozwolić sobie na odrobinę fantazji, ponieważ jest to w ich mniemaniu „nierealne” – zapadają na choroby psychiczne.

Psychoza rozpoczyna się momencie inwazji nieświadomości, czy tego co ukryte – na nieprzygotowany grunt ego.

Wpuszczajmy „po trochu” to, co „serwuje” nam nieświadomość zbiorowa a także to, co tkwi w nas – gdzieś tam głęboko ukryte. Nawiązujmy ten kontakt systematycznie. Wtedy zmniejszymy prawdopodobieństwo, że nas albo naszych bliskich spotka inwazja nieświadomości. Jako rodzice - nie strofujmy wciąż dzieci, bo zbyt często fantazjują – jest to im potrzebne do życia tak samo jak mówienie o konkretach. Jeśli rozwijają się prawidłowo fizycznie i intelektualnie – nie musimy przyspieszać ani zabraniać ich „kontaktu” z nieświadomością. Może nie ma nic złego w „szalonym” sposobie bycia naszego przyjaciela, który odnajduje się w społecznym życiu, realizuje się, jest z siebie zadowolony? Może poprzez swoje systematyczne „szaleństwo” nawiązuje zdrowy kontakt z nieświadomością?

Mówię o „nieświadomości”, ponieważ takiego słowa używa Jung. Tak naprawdę nieświadomość można nazwać głębszą warstwą świadomości. Nie ma jednak znaczenia, jak nazwiemy to, co jest głęboko w nas. Ważne jest, aby nie dać się zaskoczyć temu znienacka.

Warto nawiązywać systematycznie kontakt z nieświadomością. Staniemy się wówczas bardziej elastyczni, a skutki stresu nie będą tak pustoszące dla naszej psychiki.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Im bardziej przed nim uciekasz, tym bardziej on Cię goni - czyli o tym, w jaki sposób próbujemy uwolnić się od lęku

niedziela, lipiec 06, 2008 1 komentarze

Dzisiaj opowiem Wam, w jaki sposób w naszej kulturze unikamy lęku, jak się go pozbywamy i zrzucamy z siebie („zrzucamy” w przenośni, lecz nie pozbywamy się go na trwałe korzystając z poniższych sposobów). Jedynie dobry wgląd, który może być skutkiem dobrej psychoterapii lub skutkiem własnych, rzetelnych refleksji – może na stałe uwolnić nas od lęku. Dzisiejsza notka opiera się na koncepcji Karen Horney, słynnej niemieckiej psychoanalityk.


W naszej kulturze ludzie często, aby obronić się przed lękiem stosują:

1) RACJONALIZACJĘ

- Czyli najzwyklejszy w świecie irracjonalny lęk – człowiek będzie zamieniał w strach. Będzie szukał powodów, argumentów, aby potwierdzić, że jego obawy są uzasadnione, że nie odczuwa lęku – tylko się boi. Ma ku temu podstawy, i tylko człowiek zupełnie „bezmyślny” nie bałby się w takiej sytuacji. Co powoduje racjonalizacja? Człowiek racjonalizujący cały czas trzyma się sztywno swoich przekonań a jakiekolwiek próby zdjęcia z jego sposobu widzenia świata „racjonalności” - kończą się niepowodzeniami i jeszcze większym przymusem racjonalizowania. Przecież na tym polega ta obrona przed wszechpotężnym lękiem – a im bardziej człowiek racjonalizuje, tym bardziej ten lęk jest silniejszy.

Jeśli zauważysz u jakiegoś człowieka takie zachowanie, że robi coś, co jest Twoim zdaniem „głupie”, co mimo, że zbudowane na logicznych fundamentach, oparte na statystyce czy wyliczeniach matematycznych, „nijak” ma się do realności – wyraź swoje zdanie na ten temat, i zastanów się – co ten człowiek poprzez to zasłania, czego się lęka. W ten sposób Twój stosunek do niego będzie cieplejszy a i on to z pewnością dostrzeże i odwzajemni Ci się.





2) ZAPRZECZANIE


- To z kolei wymazywanie ze świadomości lęku. Człowiek taki nie będzie świadomy, że czegoś się lęka, będą go jednak dręczyły takie dolegliwości fizyczne jak dreszcze, pocenie się przyspieszone bicie serca, potrzeba częstego oddawania moczu.

Człowiek taki „na pozór” nie będzie się niczego bał. Jest przecież osobą dojrzałą. Nie pozwoli, aby jego życie zdeterminowane zostało obawami o coś. Niestety mimo, że świadomie nie lęka się niczego, jego ciało daje temu wyraz w postaci obajwów cielesnych. Nie oszukamy swojego ciała. Podobnie w obszarze psychiki – będzie odczuwał ciągły pośpiech bądź sparaliżowanie, ponieważ zaprzeczenie istnienia lęku nie może tego lęku wyeliminować. Będzie on cały czas się ukazywał w „zamaskowany” sposób.

Nie warto zaprzeczać, lęk i tak do nas wróci. Aby się od niego uwolnić, zaakceptuj najpierw to, że w Tobie jest.



Trzecim sposobem na uwolnienie się od lęku jest:

3) ODURZANIE

Polega to na przykład na przyjmowaniu substancji psychoaktywnych. Picie alkoholu, narkotyki, czy oglądanie TV. Ostatnio na moim blogu PSYCHIKA.net pewna Czytelniczka napisała w komentarzach – pod notką „Lęk podstawowy”, że nie zna osób niewykształconych, „prostych”, siedzących przed TV i pijących piwo - którzy mieliby ze sobą problemy i cierpieliby na nerwicę. Nerwica nie jest jednak domeną tylko ludzi o szerokich horyzontach myślowych.
Odurzanie się jest w tym przypadku sposobem na obronę przed lękiem osoby „nic nierobiącej”, „pijącej piwo” i „siedzącej przed TV”. Warto pamiętać, że im bardziej taka osoba się odurza, tym bardziej wypiera w sobie lęk. Odurza się i piwem i programami telewizyjnymi. Oba czynniki uzależniają. Jeśli nie poznała innych sposobów na poradzenie sobie z tym lękiem, będzie stosowała tą samą strategię przed długi czas.

Odurzanie się to nie tylko bezmyślne picie piwa. To również oddawanie się zabawom, spotkaniom towarzyskim. Granie na giełdzie. Granie w karty. Kompulsywna potrzeba podróżowania. Czytania. Czyli robienie tego wszystkiego, co normalny człowiek robi z innych powodów – niż uciekanie przed samym sobą, uciekanie przed faktem, że lęk tkwi w nas.

”Lubię oglądać tv i podróżować, robię to z potrzeb poznawczych, chcę poznawać to, czego nie znam. Kiedy jestem zmęczony, nie mam ochoty nic poznawać dlatego gaszę tv, dlatego nie wybieram się na wycieczki” – tak powiedziałby człowiek zdrowy, bez lęku.



Czwartym sposobem na ucieczkę przed lękiem w naszej kulturze jest:

4) UNIKANIE MYŚLI, DĄŻEŃ I SYTUACJI

Człowiek może być świadomy, że boi się nurkowania. Wówczas świadomie będzie unikał takich sytuacji, aby nie musieć nurkować.
Nie musi sobie jednak uświadamiać źródła lęku. Będzie odkładał na później „zadzwonienie do kogoś”, napisanie maila czy naukę do egzaminu. Może „udawać" przed samym sobą, że tak naprawdę to, że boi się zwrócić komuś uwagę – jest nieistotne. Osoba bojąca się odrzucenia ze strony społeczeństwa, może „wmówić” sobie, że nie lubi chodzić na imprezy. Znasz kogoś takiego? Może spojrzysz teraz na niego inaczej?

Jeśli unikanie doszło już do takiego etapu, że dzieje się automatycznie, mamy do czynienia z zahamowaniem. W sferze seksualnej zahamowanie może przyjąć formę oziębłości seksualnej bądź impotencji (choć ich przyczyna jest często dużo bardziej złożona). W sferze psychicznej – nieumiejętność kształtowania własnej opinii, unikanie kontaktów z innymi ludźmi itd.

Zgodnie z myślą Karen Horney, nasza kultura jest źródłem wielu lęków – dla nas wszystkich, którzy znajdujemy się w obszarze jej oddziaływań. Z tego też powodu każdy z nas nauczył się korzystać przynajmniej z jednej z wymienionych wyżej czterech metod na obronę przed lękiem.

Tylko osoby, które wyszły „poza kulturę” nie lękają się niczego, ani norm, ani reakcji innych ludzi. Jak jednak wyjść poza kulturę – żyjąc w niej? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

Być może odnajdziecie na to sposób podczas lub w medytacji. Być może „przebłysk” pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Najważniejsze to być sobą – i zdawać sobie sprawę, jak wiele rzeczy na nas może wpływać. Badać – „jak ja zachowuję się, kiedy te rzeczy na mnie wpływają”. Nie mówię, aby stać się zupełnie przeciwnym normom kulturowym, aby „zniszczyć” kulturę. Badajmy jak kultura wpływa na nas, rozumiejmy, jak środowisko, w którym dorastaliśmy i które na nas wpływa obecnie - mogło nas ukształtować i wciąż nas kształtuje.

Kiedy uświadomimy sobie i zrozumiemy wszystkie czynniki nas kształtujące – odnajdziemy nasze prawdziwe ”ja”.

Kiedy przestaniemy bronić się przed lękiem - wtedy pozwolimy mu się pojawić i „zaprzyjaźnimy” się z nim. Może okaże się, że wcale nie musimy przed nim uciekać:)

Dobrego wglądu i sobie i Wam życzę:) Pozdrawiam:)

Marcin / integralny@gmail.com


Książka, na której się opierałem pisząc tę notkę:
Karen Horney, "Neurotyczna osobowość naszych czasów"


Czytaj dalej >>

Zdobywaj szczyty! - czyli o tym, co jest normalne a co nie

czwartek, lipiec 03, 2008 4 komentarze

Zanurzeni w kulturze – czasami nie potrafimy wychylić nosa spoza tego, co nas otacza.
Albo nie posiedliśmy takich umiejętności – albo czasami po prostu z lenistwa – nie chce nam się spojrzeć na życie inaczej, na nowo. Moim zdaniem, warto się wysilić.


O tym, jak oddziaływuje na nas kultura Zachodu i Wschodu pisałem już kilka dni temu w notce Właśnie jesteś. Nakreśliłem wówczas zarys tego, jak bardzo medytacja może pomóc nam w doskonaleniu umiejętności wglądu – doświadczania i rozumienia siebie samego takim, jakim się jest.

Dzisiaj zastanowimy się nad tym, czym jest normalność.
Karen Horney, psychoanalityk niemiecka, o której teoriach pisałem już na PSYCHICE.net kilkakrotnie, również zastanawia się nad podobnym zagadnieniem w swojej książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów”– a ściślej mówiąc sugeruje, że o tym, czy ktoś jest neurotykiem, czy nie – nie decydują jakieś obiektywne, niezmienne cechy – lecz jedynie odstępstwa od norm kulturowych. A te – jak wiadomo – w każdej kulturze są inne.

I tak: w naszej kulturze, kulturze Zachodu, dominuje przekonanie, że normalne i pożądane jest to, aby zdobywać jak najwięcej, jak najwięcej zarabiać, rozwijać się, jak najwięcej konsumować, ogólnie rzecz biorąc – aby zdobywać szczyty. Na Wschodzie jest inaczej, tam najważniejsze jest wspólne dobro, indywidualizm jest odstępstwem od normy a zdobywanie szczytów jest takim samym wartościowym doświadczeniem jak sama wspinaczka.

Aby nadmiernie nie generalizować i nie dzielić Świata wyłącznie na Wschód i Zachód przytoczę kilka przykładów z wyżej już wspomnianej książki Karen Horney opisujących bardziej szczegółowo jak relatywne jest nazwanie zachowania „normalnym”.

W naszym świecie, taki przykład wprowadza Karen Horney próbując opisać nierozłączność zachowań nerwicowych z kontekstem kulturowym, dziewczyna, która rezygnuje z możliwego awansu w pracy – tylko dlatego, że „ma zasady” i nie chce utożsamiać się ze zwierzchnikami, których polityki prowadzenia firmy po prostu nie może zaakceptować – będzie traktowana jako osoba neurotyczna. Coś jest z nią przecież nie tak! Taka sama dziewczyna – nieujawniająca potrzeb rywalizacyjnych żyjąca wśród Indian Pueblo traktowana byłaby jako – zupełnie normalna.

Artysta plastyk, któremu „nie chce się” pracować więcej niż musi, a starcza mu pieniędzy na podstawowe potrzeby, woli spędzać czas bawiąc się, pijąc wino i spotykać się z ludźmi zamiast pracować na „lepsze życie” – również będzie traktowany jako osoba „nienormalna”. Neurotyczna? Podczas gdy taki sam facet żyjący na wsi w południowych Włoszech czy Meksyku będzie traktowany jako zupełnie normalny. Karen Horney dodaje, że w starożytnej Grecji praca służąca zarabianiu więcej pieniędzy „ponad to” co jest najpotrzebniejsze – traktowana była jako coś wręcz nieprzyzwoitego.



Różne kultury mają różne poglądy na temat „normalności” - ale również ta sama kultura odmiennie postrzega te same aspekty na przestrzeni czasu. Kiedyś na przykład kobieta, która miała wcześniejsze kontakty seksualne z mężczyznami traktowana była jako „kobieta lekkich obyczajów”, „niegodna przyzwoitego mężczyzny”. Była to kulturowa norma. Dzisiaj - myślącej tak o sobie kobiecie przypisano by nerwicę.

Nie ma definicji normalności?
Jest – ale w obrębie danej kultury w danym czasie.

Zanim zacząłem studiować psychologię w Poznaniu, miałem okazję mieszkać i uczyć się w Goettingen, niemieckim miasteczku studenckim - gdzie miałem styczność z wieloma kulturami. Spora część studiującej tam młodzieży (i nie tylko młodzieży) to obcokrajowcy - różne kultury przesycały się wzajemnie a przez to każdy uczył się czegoś nowego, odmiennego spojrzenia na świat, bogacił się w doświadczenia. Czasami zastanawiałem się jak ona może tak to robić, przecież to nie tak. Jak on może w taki sposób myśleć i czuć się z tym OK. My – ludzie tworzymy kulturę a kultura tworzy nas. Obserwowałem jak różne podejścia do życia mają ludzie wywodzący się z różnych krajów. Pytałem co jest dla nich ważne. Badałem.

Wciąż mnie to fascynuje.

Trzeba pamiętać o tym, że po pierwsze każdy z nas jest indywidualnością samą w sobie, a dwa: nasza osobowość jest częściowo kształtowana przez kulturę.

Czasami to, na co mamy ochotę zostaje nam zakazane przez normy kulturowe. Od nas zależy czy im się poddamy, czy nie. Normy kulturowe są dla ludzi a nie na odwrót. To od nas zależy czy uznamy je jako faktycznie dobre lub złe dla nas, czy zrobimy tak jak czujemy.

Życzę Wam i sobie świadomości zanurzenia w kulturze i wpływu jej na nasze niektóre zachowania. Czasami naprawdę warto spojrzeć nieco inaczej, a to, że ktoś mówi „To nie jest normalne” – to jego sprawa. Póki robimy to, czego pragniemy, nie wyrządzamy nikomu szkody – i czujemy się ok - czasami nawet nie warto spierać się i tracić energii na rozstrzyganie „kto ma rację, co jest normalne”.

Pamiętajmy o tym, że normy kulturowe są dla nas – ludzi a nie na odwrót. One mają nam służyć. A jeśli przeszkadzają nam w czymś istotnym – może warto dokonać redefinicji?

PS. Podczas pobytu w Niemczech bardzo polubiłem i zaprzyjaźniłem się z Hiszpanami, dlatego kibicowałem temu krajowi całym sercem na Mistrzostwach:)

Pozdrawiam serdecznie Czytelników Psychiki.net
Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Doskonale niedoskonali

sobota, czerwiec 14, 2008 1 komentarze


Doskonale powszechnie przyjętą opinią jest, że nic nie jest doskonałe. Są pewne ideały w wielu obszarach, które jednak są trudne do osiągnięcia lub chociażby zbliżenia się do nich na dłuższy okres. Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, iż pojęcie „doskonały” jest takim samym pojęciem jak „biały”, „ciepły” lub „słońce” – jeśli chodzi o znaczenie w kontekście - jaki chcę tutaj wprowadzić. Powiecie, że są to normalne pojęcia, wyrazy używane na co dzień i logicznie przedstawiają to, co jest. Słowa jednak są tylko słowami i nie opisują dokładnie tego, co jakim jest. Moim zdaniem słowa wprowadzają sztuczne granice, przez co człowiek często gubi się w swoim życiu czasem będąc nadmiernie przywiązanym do słów. Słońce nie jest słońcem tylko (tutaj znowu użyję słów haha) czymś co jest, po prostu jest. Każdy opis czegokolwiek co istnieje jest jakby „zamykaniem tego czegoś w naszym umyśle” a przez to nie jest tym czym jest obiektywnie. Nie bez powodu nawet w Księdze Rodzaju Bóg – ofiarując ludziom – Adamowi i Ewie świat pod ich opiekę i dając im świat w posiadanie prosi Adama, aby ten ponazywał zwierzęta. Poprzez nazwanie – one stały się jego własnością. Czy jednak człowiek może być panem i władcą świata? Wątpię. Świat jest zbyt rozległy, aby w pełni mógł zostać poznany przez człowieka, co najwyżej „uchwycony”. I to nie permanentnie.

Neurotycy zapominają o tym, że świat nie jest ich własnością, a jedynie ich psychika. Neurotyk będzie starał się zapomnieć o swojej negatywnej stronie, o negatywnym ujmowaniu przez niego docierających do niego wydarzeń. Neurotyk będzie próbował oddzielić to, co złe od tego co dobre – w samym sobie, próbując żyć tylko tym co w nim idealne.

Tak rodzi się tyrania powinności. Pojęcie wprowadzone przez Karen Horney, które jest „uchwyceniem w słowa” tego, że neurotyk chce być idealny, lepszy niż inni. Narzuca sobie więcej obowiązków, ponieważ uważa, że powinien poradzić sobie z nimi. Nie dopuszcza do świadomości aspektu, że dobre i złe cechy to tylko wartościowanie (ujmowanie w słowa) tego, co jest. Granic w naturze tak naprawdę nie ma. Granice jakie stwarzają słowa nie istnieją.

Tyrania powinności zmusza niejako neurotyka, aby ten – zniewolony przez tę siłę – był miły (nawet kiedy nie ma ochoty) dla innych ludzi, był najsprawiedliwszym ze sprawiedliwych, był najlepszym mężem, żoną, pracownikiem czy dzieckiem. Aby spełniał oczekiwania swoje – mocno wygórowane. Aby pobijał rekordy nawet tam gdzie trudno je pobić. Neurotyk uważa jednak, że jest lepszy a każda racjonalna próba przekonania go, że daje za dużo z siebie zostaje stłamszona jego infantylną wiarą w jakieś ponadnormalne zdolności neurotyka, które „na pewno pomogą mu” pokonać sytuację trudną. Osiągając więcej i lepiej neurotyk tymczasowo, chwilowo tłamsi, wypiera w sobie lęk.

Kiedy ten sam lęk pojawia się jednak kolejny raz, neurotyk ponownie sięga po narzędzie, które wcześniej pomogło. Kompulsywnie narzuca sobie więcej i więcej. Nie jest spontanicznie radosny – jak człowiek, który dąży do rozwoju, tylko automatycznie, przymusowo realizuje plan – nie czerpiąc z niego przyjemności z rozwoju.

Po prostu musi.

Czy warto tak żyć? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.
Ja już sobie odpowiedziałem.

Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>