FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty

„Facet w spódniczce? Pewnie Szkot!” – NIEKONIECZNIE!

sobota, sierpień 30, 2008 4 komentarze

Niedługo - bo już za miesiąc - rozpocznie się Nowy Rok Akademicki a wraz z nim nowe przedmioty, które będę miał na studiach.

Między innymi zapisałem się na fakultet „Wstęp do seksuologii i seksiatrii”.

Myślę, że będzie ciekawie.

Z pewnością zaserwuję Wam niejedną notkę o seksualności człowieka.


Dzisiaj notka o zboczeniu seksualnym jakim jest transwestytyzm.


Transwestytyzm należy do zboczeń typu „transseksualnego” – czyli związanych z poczuciem własnej płci.

Zboczenie to polega na tym, że człowiek przebiera się za płeć przeciwną – ponieważ to go bardzo podnieca. Facet na przykład zakłada spódniczkę, czy sukienkę, jakieś obcisłe bluzeczki - a do tego kozaczki. Kobieta natomiast szerokie spodnie, gruby męski sweter i tak dalej.

Generalnie jest tak, że jeśli facet przebiera się za kobietę – to odczuwa pociąg seksualny do facetów, a kobieta przebrana za faceta – do kobiet. Nie zawsze jednak tak jest. Czasami facet przebrany za kobietę nadal czuje pociąg seksualny do kobiet.

Co należy podkreślić to to, że transwestyci nie potrafią inaczej obudzić swoich zmysłów.

To przebieranie się za płeć przeciwną - wyzwala u transwestytów silne podniecenie.

Wiadomo, że w każdym facecie – jest jakaś cząstka kobiety i na odwrót, jest to zdecydowanie powszechne. Szerzej – o seksualności w kontekście kultury pisała już na Psychice moja koleżanka Marlena Majchrzak w notce pod tytułem „Zniewieściali Faceci versus Męskie Kobiety”. U osób „nie-zboczonych” to przenikanie się cech innej płci nie nabiera jednak takich rozmiarów – jak u transwestytów.

Antotni Kępiński mówi o trzech wariantach transseksualizmu (czyli grupy zboczeń, do których należy transwestytyzm):

1) Kiedy kobieta lub mężczyzna nie zgadza się z płcią swojego ciała – i zachowuje się i ubiera jak płeć przeciwna (transwestytyzm).

2) W różnego typu psychozach również dochodzi do złudzenia, że rzeczywista płeć przekształca się w płeć przeciwną.

3) Kiedy kobieta lub facet – nie czuje się dostatecznie kobieca / męski i szuka potwierdzenia u swojego partnera /partnerki. Nie wpływa to dobrze na rozwój życia seksualnego takiej pary.


O seksualności pewnie jeszcze niejedna notka pojawi się na Psychice. O zboczeniach także. Czytajcie i komentujcie:)

Ps. Jutro - "Przepis na szczęście".

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

"JESTEM GEJEM - i chcę iść do psychologa z matką"

środa, lipiec 23, 2008 4 komentarze

Kilka dni temu dostałem takiego maila od Czytelnika, który zgodził się na jego publikację na PSYCHICE.net. Zachowałem oryginalną treść i pisownię maila.



Cześć Integralny!

Nie będę owijał w bawełnę, chodzi o moją matkę. Ona po prostu nie może zaakceptować tego, że jestem gejem. Ja sam już dawno się z tym pogodziłem, chociaż nie mogę znaleźć sobie partnera na dłużej. Matka chce, żebym miał normalną rodzinę, żonę i dzieci. A ja już nie mogę tego słuchać. Przez matkę zawaliłem rok studiów, bo mi wszystkiego ciągle zakazywała i popadłem w depresję. Ona załatwia teraz dla mnie znajomego psychologa, ale ja boję się tam iść. Trochę tak głupio iść do psychologa, który zna moją matkę, ja mu będę opowiadał o sobie a ten wszystko wypapla matce. Nie chcę tak. Myślę, że powinienem iść do psychologa razem z matką, bo to w sumie o nas oboje chodzi a nie tylko o mnie. Ona sama ma problemy z własnym życiem, nie może znaleźć sobie faceta, trafia na samych fagasów a ciągle wpieprza się w moje sprawy.

Jeśli znajdziesz czas, napisz co o tym myślisz, możesz też zamieścić mój list na blogu, i tak jestem anonimowy a może ktoś z Czytelników też ma to samo co ja. Pozdrawiam i życzę dalszej owocnej pracy ze stronką.

Sebastian


Drogi Sebastianie,

czytając Twojego maila odniosłem wrażenie, że jesteś bardzo przywiązany do Matki a ściślej mówiąc do jej sposobu widzenia Twojej osoby. Mam wrażenie, że troszeczkę zbyt bardzo przeglądasz się w tym lustrze – jakim jest Twoja Matka. Kiedy Ty zaglądasz w nie i szukasz akceptacji swojej osoby, swojej tożsamości – Lustro mówi ci „ja nie chcę Cię takiego”. Zastanów się proszę, czy warto żyć w ten sposób.

Widzenie samego siebie przez pryzmat jakiejkolwiek osoby – w stopniu zbyt nadmiernym – może prowadzić do niebezpiecznego uzależnienia się od tej osoby.
Jesteś Sebastianie, indywidualną jednostką, i żyjesz swoim życiem – nie Matki. Dlatego broń swojego poglądu, że to Ty jesteś Panem swojego życia. Owszem, respektujesz co mówi Twoja Matka, rozumiesz jej zawód, że nie spełnisz jej oczekiwań związanych z założeniem przez Ciebie rodziny, jednak - tak samo masz prawo oczekiwać od niej, że ona zrozumie Twoją sytuację, że zaakceptuje Ciebie takiego – jakim jesteś.

Jeśli nie zrozumie – może nie warto się tak bardzo przejmować Jej uwagami?

Ty i Matka – tworzycie bez wątpienia pewien system, jednak nie zalecałbym w tym momencie wspólnej terapii. Jesteś dorosłym człowiekiem Sebastianie i sam decydujesz o swoim życiu. Podobnie jak Twoja Mama.

Myślę, że każde z Was – Ty i Matka powinniście podjąć terapię indywidualną, oczywiście nie na siłę. Nie uważam też, aby dobrym pomysłem było udanie się do psychologa, który byłby znajomym Twojej Mamy. W mniejszym lub większym stopniu mógłby on bowiem nieświadomie wpływać na proces terapii – choć generalnie nie powinien.

Jest tylu innych psychologów. Powiedz swojej Mamie, że nie potrzebujesz jej pomocy, że jeśli będziesz chciał sam udasz się – do wybranego przez Ciebie samego psychologa. Będzie to również komunikat dla niej, że jesteś w pełni samodzielny i nie musisz przeglądać się w Jej Lustrze, w jej opiniach i sugestiach. Że nie jesteś od niej zależny.

Jeśli Twoja Matka nie potrafi zaakceptować Ciebie - jako geja - to jej problem. Jeśli natomiast - Ty nie potrafisz oderwać się od aprobaty Matki - wtedy problem jest Twój. Myślę, że w Twoim przypadku może tak właśnie być, że tkwisz uwięziony w świecie marzeń i aspiracji Twojej Matki. Mogę oczywiście się mylić, ponieważ nie znam dobrze sytuacji.

Jeśli zaakceptowałeś swoją orientację seksualną, konsekwentnie broń swojej tożsamości – także w znaczeniu odrębności i komplementarności w świecie. To znaczy jesteś sobą, Sebastianem, masz swoją orientację, swoje życie, kochasz Matkę, ale nie zawsze się z nią zgadzasz. I to jest OK.



Weź los w swoje ręce i odkrywaj siebie – będąc wolnym od wszelkich sugestii. Masz prawo czuć się szczęśliwy – czując pociąg seksualny do osoby tej samej płci i wiążąc się z nią. Akceptując istnienie różnych poglądów w świecie, masz prawo – otrzymywać od świata również akceptację swojej osoby.

Każdy z nas bowiem ma prawo być szczęśliwy.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

EROTYCZNE DOZNANIA NIEMOWLAKÓW

środa, lipiec 02, 2008 4 komentarze

Człowiek jest istotą, która gromadzi w swojej psychice osobiste doświadczenia od najwcześniejszych lat swojego życia.


Jak się okazuje popęd seksualny – służący zasadniczo do tego, aby utrzymać gatunek – nie ogranicza się tylko do samego stosunku seksualnego – a również obejmuje zachowania związane z macierzyństwem.

Pierwszych doznań erotycznych niemowlę doświadcza wraz z pieszczotami, tak przynajmniej uważa Antoni Kępiński (jeden z najwybitniejszych polskich psychiatrów).

Wielu badaczy ludzkiej natury utrzymuje poza tym, że jednoznacznymi przejawami seksualnych zachowań dzieci w tym wieku – jest niemowlęca masturbacja i erekcja.

Kiedy matka dotyka, przytula dziecko, dostarcza mu w pewnym sensie doznań erotycznych.



Dzieci pozbawione pieszczot gorzej się rozwijają, są bardziej nieufne, ich życie uczuciowe jest zagmatwane, nieuporządkowane.
Może dojść u nich do zahamowań lub zaburzeń rozwoju fizycznego i umysłowego. W skrajnych przypadkach również - do śmierci.

Przede wszystkim jednak – pieszczoty, które otrzymujemy bądź nie - w okresie niemowlęcym wpływają na nasze późniejsze życie erotyczne. Kępiński uważa, że dla każdego człowieka istnieje odpowiednia konstelacja bodźców seksualnych, wzorców, których nauczył się już jako dziecko – a które to najłatwiej wyzwalają w nim doznania podniecenia płciowego.



Często powtarzamy te wzorce w dorosłym życiu i nawet „zaczynając” nowy związek, chcąc wszystko odmienić i mając nadzieję, że teraz już będzie inaczej – powtarzamy schematy związane z naszym erotycznym życiem. Ciężko jest je zmienić – w tym pomagają nam seksuolodzy.

Pieszczoty są dziecku potrzebne zatem tak samo jak woda, pożywienie, powietrze. A może nawet jeszcze bardziej! Mógłby to obrazować eksperyment Harlowa.

Stworzył on w nim dwie sztuczne Matki-Małpy: jedna mięciutka, miła w dotyku, druga druciana – ale za to z butelką mleka. Jak się okazywało – żywe małpki szukając matki – nie odstępowały tej „miłej” w dotyku na krok, jedynie na krótki czas karmienia. Większość czasu jednak wołały spędzać u boku Matki, do której mogły się przytulić.

Jak ważne są doznania erotyczne niemowlaków już chyba wiecie.
Mam nadzieję, że – jeśli jesteście rodzicami lub macie zamiar mieć dzieci – spojrzycie teraz na kwestię pieszczot nieco inaczej, jako na naturalną potrzebę dziecka – potrzebną do zdrowego rozwoju psychicznego i fizycznego.

Jakość naszego życia erotycznego jest bowiem częściowo uwarunkowana rodzajem pieszczot, jakie otrzymaliśmy – będąc małymi dziećmi.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

ZNIEWIEŚCIALI FACECI vs. MĘSKIE KOBIETY

poniedziałek, czerwiec 23, 2008 3 komentarze

Już samo określenie "zniewieściali mężczyźni" czy "męskie kobiety" jest dosyć przewrotne i nasuwa wiele pytań dotyczących tego, co to znaczy być "męskim" czy "kobiecym".

Czy to jest tylko wytwór kultury czy prawa natury? Zatem współcześni mężczyźni, którzy są coraz bardziej sfeminizowani (lub kto woli zniewieściali) postępują wbrew swojej płci i czy kobiety przejmujące role tradycyjnie zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn są szczęśliwe i czują się spełnione? Co to znaczy obecnie "być prawdziwym mężczyzną" czy "być prawdziwą kobietą"?


Może zacznę od tego, jak to wyglądało kiedyś.
Kiedyś bowiem różnice dotyczące płci były jasno określone, panowały bowiem nienaruszalne, jasne zasady: mężczyzna (w wielu kulturach i przez wiele tysięcy lat) był uważany za dokładne przeciwieństwo kobiety. Mężczyzna zatem był światłem, dniem, kulturą, duchem (rozumem), wcieleniem zasady czynnej i dobrem. Kobieta natomiast, przeciwnie - była ciemnością, nocą, naturą, ciałem, wcieleniem zasady biernej i...złem. Tak samo miejsce obu płci było jasno wyznaczone: mężczyzna zdobywał świat, robił karierę, był żywicielem i opiekunem rodziny, to on był głową domu. Miejscem kobiety natomiast był dom. Gdy kobiety zaczęły przekraczać tą niepisaną granicę, wyłamywać się (ruchy emancypacyjne lub feministyczne) zaczęły wychodzić naukowe (a raczej pseudonaukowe) książki mówiące, że miejscem kobiety jest dom, że jej specyficzna fizjonomia i fizjologia powoduje, iż pracując zawodowo kobieta staje się chora. Wybitne (męskie oczywiście!) mózgi tamtych czasów tłumaczyły to następująco:

Mózg człowieka, który się uczy pobiera wiele energii, u mężczyzny jest wtedy wszystko ok, ale jeśli kobieta się za dużo uczy to jest wtedy pobierana energia z jej innych, kobiecych narządów, co grozi jej trwałą bezpłodnością (!).
Zatem edukacja kobiet była dla nich wielce szkodliwa:).
W ogóle jakakolwiek twórczość (oprócz szydełkowania) była wyłącznie zdolnością mężczyzn. Kobieta sięgając po pióro czy pędzel mogłaby sobie jedynie zrobić krzywdę.

Mimo to takie argumenty nie wszystkich przekonywały.


Kobiety stawały się coraz bardziej niezależne (także finansowo), udowadniały, że nie są bardziej ułomne na ciele i duszy. Co więcej, udowodniono (pod koniec XIX wieku), że układ rodzinny i społeczny, w którym mężczyzna jest panem i władcą, nie jest jedynym istniejącym - odkryto istnienie matriarchatu. Istotną rolę w wyzwoleniu kobiety i jej swobodzie (także seksualnej) odegrała tabletka antykoncepcyjna. Kobieta dzięki temu decydowała o swojej prokreacji, usunęła większość lęków związanych z niechcianą ciążą.

Mężczyzna mógł być zatem postrzegany jedynie jako kochanek, nie musiał być brany pod uwagę jako ewentualny przyszły ojciec i partner na całe życie. Pigułka antykoncepcyjna plus niezależność finansowa kobiet spowodowała także następującą zmianę dotyczącą pozycji kobiety w seksie. To ona zaczęła wymagać, dbać o swoje potrzeby, oceniać, porównywać (pigułka antykoncepcyjna przekreśliła wymóg czekania na tego jedynego z dziewictwem do ślubu). Co więcej, kobiety zaczęły oceniać swoich partnerów seksualnych nie tylko pod względem ich umiejętności technicznych ale także atrakcyjności wizualnej.

Mężczyzna kiedyś był tym, co osiągnął, o jego męskości świadczyła głównie jego pozycja społeczna, stanowisko (jak już wcześniej wspomniałam mężczyzna był rozumem, duchem).

Kobieta była ciałem, wyglądem, o jej wartości świadczyła atrakcyjność fizyczna, była jakby "ozdobą" mężczyzny.


Feminizm i wyzwolenie kobiety sprawiły, że kobiety zaczęły wymagać różnych rzeczy, np. tego, żeby mężczyzna dbał o wygląd. Mężczyzna stał się obiektem seksualnym! Nawet reklamy wmawiają mężczyźnie, że prawdziwy mężczyzna używa drogich perfum i fajnie się ubiera. Próżność (cecha kiedyś wyłącznie kobieca) stanowi dzisiaj niemalże o istocie męskości. Czy zadbany, wyperfumowany, po solarium, przechadzający się po sklepach z ciuchami mężczyzna jest męski?

Kobiety zaczęły być szefami w sferze zawodowej, często poświęcając się karierze odkładały lub całkowicie rezygnowały z macierzyństwa (które było zawsze istotą kobiecości, głównym celem kobiety). Czy zatem współczesna kobieta robiąca karierę i rezygnująca z macierzyństwa może być nadal uważana za kobiecą? Niepodważalnym jest fakt, że takie silne, niezależne kobiety budzą strach wśród mężczyzn. Jeżeli kobieta zarabia na siebie, jest zaradna i samodzielna, to gdzie miejsce na mężczyznę - żywiciela i pana domu?

Jeśli kobiety stały się trochę męskie i już nie wiadomo co to znaczy być kobietą, to trzeba sobie zdać sprawę z tego, że mężczyźni są już kompletnie skołowani. Tak naprawdę nie wiedzą, co to znaczy być męskim, nie mogą bowiem niczym kobiecie zaimponować, bo przejęła jego role. Najgorsze jest jednak to, że mężczyzn obwinia się często za ich stereotypowe męskie cech, za to, że np. są agresywni, dominujący, niewrażliwi. Jeśli jednak któryś próbuje okazać swoją kobiecą stronę osobowości (np. płacze, wzrusza się, jest nadmiernie emocjonalny) to wtedy mówi się, że jest żałosny, że jest nie-mężczyzną. O ile kobieca feminizacja jest jakby "awansem" (kobiecość zawsze była uważana za coś mniej doskonałego, ułomniejszego, słabego), to okazanie kobiecych cech przez mężczyzn jest równoczesne z okazywaniem słabości, jakiejś ułomności. Czy wrażliwy, płaczący mężczyzna mający chwile słabości jest jeszcze męski? Czy uważacie, że z nim jest jeszcze wszystko ok?

Jak już wcześniej wspomniałam mężczyźni panikują w naszych czasach. Zauważyłam u nich dziwną reakcję obronną - kobiety, które ich przerażają, sprowadzają do "łatwych obiektów seksualnych".

Podam parę przykładów. Kobieta kiedyś była krucha, eteryczna. Jednym ze skutków ruchu feministycznego jest zmiana ciała kobiety. Już nie jest omdlałym aniołem wspartym na boku silnego mężczyzny. Teraz w modzie jest silne, umięśnione ciało kobiety (mięśnie były zawsze symbolem męskości). Kobiety zaczęły trenować sztuki walki, zaczęły być silne jak mężczyźni. Na początku zapaśniczki przerażały mężczyzn, były kobietami - bestiami. Teraz można je spotkać np. walczące w kisielu - jako rozrywka dla mężczyzn. W ogóle, takich silnych, walczących kobiet jest pełno w pop-kulturze(Kill Bill, Sin City). Są one obiektami seksualnymi, nie wywołują (chyba) przerażenia u mężczyzn, raczej są bohaterkami ich fantazji seksualnych. To samo z lesbijkami. Lesbijki, czyli kobiety, dla których mężczyzna jest odpychający seksualnie, stały się obiektami seksualnymi dla mężczyzn? Dlaczego? Przecież lesbijka nie pożąda mężczyzny, czyli mężczyzna powinien się czuć przy takiej lesbijce mało atrakcyjny, niemęski...Być może jest to kolejny dowód na to, że to, co przeraża, może być "oswojone" poprzez sprowadzenie do obiektu seksualnego.

Co zatem sądzicie o męskości i kobiecości? Czy są jakieś ich stałe, niezmienne cechy dotyczące płci? Czy są to tylko różnice umowne? Czy o cechach płci decyduje kultura(wg niektórych tak, dlatego stworzono pojęcie takie jak "gender", czyli płeć kulturowa, nie mająca związku z płcią biologiczną) czy natura? Czy podoba wam się we współczesnym świecie takie trochę pomieszanie ról, zamazane różnice między kobietami a mężczyznami?

Mnie osobiście podobają się lekko zniewieściali mężczyźni, nie lubię macho i twardzieli:) Mimo to bezpiecznie się czuję, gdy ten mężczyzna jest jednak trochę bardziej męski ode mnie. Tu, gdzie mieszkam parę ostatnich lat (w Norwegii) feminizm posunął się według mnie o wiele za daleko. Tutaj kobiety zazwyczaj utrzymują rodziny, tylko mężczyzn widzę na spacerku z wózkami z dziećmi. Mężczyźni są tu strasznie zastraszeni, nieśmiali, chodzą w tych swoich jasnoróżowych sweterkach....(W Polsce by taka moda nie przeszła). Kobiety są tu silne, niezależne, to one częściej (75%) są przyczyną rozwodów, ich jest więcej w rządzie, często wykonują niebezpieczne zawody np. strażniczki więzienne dla mężczyzn to prawie same młode dziewczyny. Bardzo często czytam artykuły o tym, jak kolejna Norweżka zgwałciła jakiegoś faceta!:) I takie działania traktuje się tam jako poważne przestępstwo, wcale nie wywołują uśmieszków na twarzach. Kobiety na budowach to nie rzadkość. Jedna znajoma Polka powiedziała mi, że w biurze pracy w Oslo zaproponowali jej kurs na...murarza lub hydraulika.

Czy uważacie, że taka sytuacja jaka jest w Norwegii jest jeszcze ok czy to już lekkie przegięcie? Jestem ciekawa, co o tym wszystkim sądzicie, czy np. kobieta-szef może być kobieca dla mężczyzny czy raczej odpycha, bo mężczyzna przy niej się czuje mało męsko? Czy mężczyzna np. w różowym sweterku robiący sobie maseczki przeciwzmarszczkowe jest męski czy śmieszny? Czy to może taki bujający się macho - paker jest męski (lub śmieszny)?


Autorka:

Marlena Majchrzak

- specjalnie dla PSYCHIKI.net

Czytaj dalej >>

Yes, yes, yes !!!

czwartek, maj 08, 2008 3 komentarze


Jak zostało obiecane - na scenę wchodzi teraz orgazm, zwłaszcza kobiecy. Jest to temat stary jak świat. “Stary jak świat” oznacza po prostu, że zajmowali się nim już starożytni filozofowie. I choć takie persony jak Arystoteles czy Hipokrates określili go jako nieodłączny składnik udanego poczęcia nowego życia, teraz ta definicja, jak to mówią, trąci myszką.

Późniejszy myśliciele również próbowali ugryźć ten temat z różnych stron. W 1967 roku, niejaki Desmond Morris przedstawił teorię, jakoby orgazm był sposobem na zmęczenie kobiety, by ta ułożyła się na plecach - pozycji zwiększającej szanse zapłodnienia. Była to teza dość… ciekawa. Bardziej biologicznie próbowali wyjaśnić orgazm Robin Baker i Mark Bellis w roku 1993. Według nich, orgazm powoduje skurcze macicy, które z kolei pomagają plemnikom wędrówkę. Ten pogląd, mimo dość sporych niedociągnięć statystycznych (np. ponad 70% danych potwierdzających hipotezę autorów było ściągnięte tylko z jednego przypadku kobiety), trzymał się twardo przez 12 lat. Do czasów Prof. Elisabeth A. Lloyd.

Ta pani biolog, zajmująca się zagadnieniami ewolucji, wychodzi z całkiem innym założeniem kobiecego orgazmu, jako biologicznie całkowicie niepotrzebnego prezentu od dobrej matki natury. Bo jeśli orgazm pomagałby w zapłodnieniu, jego jakość i ilość musiałaby korelować z okresami płodności kobiety. Już słynny raport Kinsey’a pokazał, że jest zupełnie inaczej. Wiek najbardziej u kobiet płodny, jest równocześnie wiekiem z największym odsetkiem przypadków anorgazmii, niemożności przeżycia tego emocjonalnego wzburzenia. Dodatkowo orgazm u kobiet zachodzi szybciej w wyniku autostymulacji - jak ma się to niby odnosić do jego ewolucyjnej funkcji? Jak widać nikt nie chce przyjąć prostego wyjaśnienia, że orgazm ma po prostu również kobietę zachęcać do współżycia. W końcu im więcej seksu tym więcej małych i rozrabiających homo sapiens.


Trzeba tutaj też przedstawić bardzo prawdopodobne wytłumaczenie kobiecego orgazmu autorstwa Donalda Symonsa (autorstwa wytłumaczenia, nie orgazmu :>). Mężczyźni mają sutki, bo są one pozostałością po naszym życiu płodowym - w końcu każdy z nas na początku był kobietą. Im są one potrzebne do karmienia niemowlaków, nam zostały niejako dostarczone jako nieprzydatny bonus. Tak samo z łechtaczką - zbudowana z tej samej tkanki czuciowej co penis, jest po prostu gratisem dla kobiet. I co jak co - one chyba na tym lepiej wyszły…

Badania z 2005 roku głaszczą jednak za uchem tak skołowaną tym wszystkim ewolucję. Cecha podatności na przeżywanie orgazmu okazała się w dużym stopniu zależna genetycznie. Musi więc istnieć dla tego kobiecego przeżycia jakieś naturalno-selekcyjne wytłumaczenie. Prawdopodobne wydaje się tutaj określenie orgazmu jako sposobu odsiewu nieumiejętnych kochanków, na rzecz jurnych, umiejących zaspokoić kobietę (a później całą rodzinę (Ale już nie seksualnie :>)).


Ale jak to jest neurochemicznie z tym orgazmem? O dziwo, u kobiet za to miłosne uniesienie odpowiada testosteron. Kobiety, które eksperymentalnie przyjmowały ten hormon, miały większe libido, częściej fantazjowały, częściej się kochały i częściej masturbowały. O większe dziwo, kobiety przyjmujące w tym samym czasie placebo, nie różniły się zbytnio od grupy z testosteronem… Również dopamina zdaje się tutaj grać dużą rolę - ta sama która odpowiada w dużej mierze za kokainowy rausz i uczucie zakochania, omawiane poprzednio. Zależnie od płci jednak, jest ów neuroprzekaźnik uwalniany w innych miejscach - u kobiet jest to półleżące jądro przodomózgowia, u mężczyzn - ciekawie brzmiące okolice brzusznego pola nakrywki, które to pole zwane jest także układem nagrody.

Stuart Meloy, chirurg z Piedmont Anesthesia and pain Consultans w Winston-Salem w Karolinie Północnej kobiecy orgazm ujął z bardziej praktycznej strony. Stworzył on implant, który po wszczepieniu w rdzeń kręgowy na wysokości pasa danej przedstawicielki płci pięknej, stymuluje u niej miłosne podniety. Podobny do kontrolera gier wideo pilot umożliwia kontrolowanie nasilenia i częstości impulsów. Te indukowane sztucznie przeżycia są mocno realne - przynajmniej ochotniczki eksperymentu nie narzekają :> To jest dopiero wibrator XXI wieku :>


Twórcą tego tekstu jest Jędrzej Kamiński i został on pobrany za zgodą autora ze strony neurotyk.net

Czytaj dalej >>

ORGAZM KOBIECY - już jutro!!!

środa, maj 07, 2008 0 komentarze


Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną, ten artykuł po prostu musisz przeczytać.

Czym jest kobiecy ORGAZM?
Jak próbowali zdefiniować ORGAZM wybitni naukowcy?
Co mówią wyniki badań na temat podatności na ORGAZM?

A co na to wszystko neuronauka?

Już jutro – czytaj na PSYCHICE.net.



Marcin
integralny(at)gmail.com

Czytaj dalej >>