Giełda nie potrzebuje trupów!
Giełda Papierów Wartościowych to w dzisiejszych czasach bardzo duże ryzyko. Tak przynajmniej wydaje się większości ludziom, którzy nie interesując się rynkami kapitałowymi w ogóle, od czasu do czasu skacząc po programach natykają się na hasła w stylu:
„Idzie Krach!” , „Bessy ciąg dalszy”
Nie do końca jestem przekonany do tego, aby w obecnej sytuacji być zupełnie poza rynkiem. Owszem, banki oferują teraz na wyścigi coraz to lepsze lokaty bankowe. Prześcigają się w promocjach, na przykład oferują lokatę wysokooprocentowaną w skali rocznej – ale tylko na kilka miesięcy. Moim zdaniem to mega lipa. Oczywiście można kombinować i przerzucać gotówkę z jednej instytucji finansowej do drugiej, jednak tak naprawdę należałoby się zastanowić, czy to ma sens.
Czy nie lepiej zamiast tego zainteresować się akcjami?
Domy maklerskie są teraz bardzo przychylnie nastawione do każdego drobnego akcjonariusza i zaniżają prowizję od transakcji, aby tylko zachęcić do jak najczęstszego kupowania i sprzedawania. Nie zachęcam Was jednak do tego. Czasami większa aktywność na rynku prowadzi jedynie do tego, że jesteśmy zbyt spontaniczni i dajemy się ponieść emocjom. Spółka leci, dzwoni telefon z pracy od szefa, który informuje Cię o braku podwyżki, z powodu bla bla bla...., denerwujesz się z powodu lecącej spółki i niemiłego telefonu – i dokonujesz sprzedaży. Mimo, że początkowo założyłeś inaczej. Emocje się nawarstwiły.
Po prostu musisz sobie uświadomić, że różne stresujące sytuacje mogą Cię równocześnie spotykać, kiedy grasz na giełdzie. Ty myślisz o spółce – a tu „bach!” informacja o czymś złym i „wyładowanie” złą decyzją na giełdzie. Nie pozwól na to i oddziel emocje z życia prywatnego od emocji z parkietu.
Na Giełdzie niech myślą nasze Głowy a nie Ręce, które pstrykają tylko nieprzemyślane zlecenia.
Ilu inwestorów, tylu pomysłów na to, jaki papier wartościowy teraz właśnie kupić. Mało tego, czy kupować tylko papiery, czy może lepiej dywersyfikować kupując na przykład certyfikaty na złoto, jakieś inne surowce, czy też zainteresować się instrumentami na spadki.
Gracz giełdowy oczywiście weźmie pod uwagę wszystkie możliwości, bo dla gracza najważniejszy jest zysk. Inwestor natomiast dokonuje transakcji na giełdzie w sposób bardziej wyrafinowany, ze smakiem i z klasą.
Jeśli jednak jesteś graczem, wytłumaczę ci na czym polega dywersyfikacja portfela. Otóż, aby zmniejszyć ryzyko straty, gracze często dzielą portfel na różne sektory inwestycyjne. Na przykład masz dziesięć tysięcy złotych. Analizując obecną sytuację na giełdzie i w miarę znając swoje emocje i mając na uwadzę stratę jaką możesz ponieść decydujesz się, że:
„Kupię za dwa tysiące akcje, trzy wsadzę w lokatę a pięć w złoto”
Możesz również dokonać innego podziału, to wszystko zależy tylko od Ciebie. Nie zdziw się jednak, kiedy inni ze swoich dziesięciu tysięcy zrobią w krótkim czasie dwadzieścia a może nawet trzydzieści podczas gdy Ty będziesz cieszył się zyskiem na poziomie dwustu złotych.
Po prostu moim zdaniem zbytnie rozdrabnianie się jest czymś, co zabiera zbyt dużo energii. Lepiej zainteresować się jednym sposobem inwestowania i tej drogi się trzymać. Po co tracić energię na wiele różnych sposobów zarabiania, interesować się rynkami itd. skoro można poświęcić się tylko na akcje?
Słuchajcie, jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Nigdy ale to nigdy nie kupujcie akcji pod lewar na spadki. Co to jest lewar? To kupowanie akcji „na kredyt” – w bardzo specyficzny sposób. Masz na przykład dziesięć tysięcy i obstawiasz, że dana spółka będzie spadać. Kupujesz więc za całą sumę akcję tej spółki od maklera i mówisz, że oddasz w danym czasie. Tutaj oczywiście dochodzi jeszcze element krótkiej sprzedaży, który trzeba by pokrótce wyjaśnić.
Co to jest krótka sprzedaż?
Kiedy akcje na wszystkich giełdach spadają, Ty możesz sobie pomyśleć:
„Kurza twarz! Trzeba by na spadkach zarobić!”

Krótka sprzedaż polega na tym, że pożyczasz akcje od domu maklerskiego i deklarujesz, że oddasz dokładnie tę samą ilość akcji w danym czasie. Oczywiście oprócz tego płacisz też prowizję za pożyczenie. Ale w czym sęk? Ano w tym, że jeśli spółka, której papiery pożyczyłeś zacznie spadać Ty zarabiasz. Sprzedajesz papiery pożyczone od domu a następnie gapisz się w monitor. Widzisz, że akcje lecą, spadły już o dziesięć procent. Odkupujesz je. W ten sposób masz tę samą ilość akcji i dodatkowo ostała ci się gotówka.
Akcje, które pożyczyłeś oddajesz do domu maklerskiego a sam cieszysz się zyskiem.
Niektórzy jednak nie zadowalają się tymi hipotetycznymi dziesięcioma procentami, które zarabiają jednorazowo. Chcieliby więcej, najlepiej dwa razy tyle, trzy a może nawet pięć razy tyle. Aby tyle zarobić w tym konkretnym przypadku, musieliby oczywiście mieć więcej gotówki. Odpowiednio dwa, trzy czy pięć razy tyle. Giełda wymyśliła jednak na to sposób, który nazywa się lewarem. Chodzi generalnie o to, że umożliwia Ci, zapomnienie o tym, że masz tylko dziesięć kafelków, a na przykład pięćdziesiąt. Grasz wtedy analogicznie tak jakbyś miał pięćdziesiąt – za co płacisz oczywiście prowizje od kredytu. I co jeszcze najgorsze, kiedy Twoja spółka spada – oczywiście cieszysz się, bo grasz na spadki – ale kiedy nieznacznie rośnie – Ty przegrywasz w krótkim czasie nawet te dziesięć tysięcy. Dlatego nie polecam krótkiej sprzedaży na lewarach. Masakra i po co to komu. Giełda nie potrzebuje trupów.
Inna kwestia to granie na opcjach. Również mam zdanie co do tego bardzo anty. I nie dlatego, że jestem jakimś tchórzem. Po prostu znam statystyki. A mówią one, że aż dziewięćdziesiąt procent graczy odchodzi z torbami – lub z mega wielkimi niespłaconymi kredytami. Po co to komu, się pytam? Powtarzam jeszcze raz: aż dziewięćdziesiąt procent grających na opcjach przegrywa wszystko! Czasami później przez całe swoje życie nie mogą spłacić kredytu kilkunastu milionowego i dług przechodzi na następne pokolenia. Tacy ludzie już nie wracają na rynek. Można powiedzieć, że jako gracze czy inwestorzy są martwi.
Giełda moim zdaniem nie potrzebuje trupów, bo na giełdzie inwestują tylko żywi. Podkreślam: inwestują. Jeśli zaś chodzi o dywersyfikację, to wciąż uważam, że ryzyko na różnych papierach – jest różne. W ten sposób można dywersyfikować ryzyko, mając w portfelu same akcje.
Pamiętajcie, że granie na giełdzie, nie jest zadaniem łatwym, że to najtrudniejszy sposób zarabiania łatwych pieniędzy – a przede wszystkim pamiętajcie o tym, że jest to gra z Waszymi emocjami i prawdziwy sprawdzian dla Waszej cierpliwości. W wielu kwestiach poruszonych w tej notce mogę się mylić. Moje wykształcenie jest oczywiście humanistyczne a zainteresowania rynkami kapitałowymi traktuję raczej jako tylko hobby. W wielu kwestiach sam mam wątpliwości, staram się nie postępować na przekór sobie.
Jednego jestem jednak pewien:
Giełda nie potrzebuje trupów! Na giełdzie bowiem należy inwestować żywą gotówkę!
Marcin, kontakt: integralny@gmail.com
Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715) .
Podejmujesz decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.
Czytaj dalej >>