FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karen Horney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karen Horney. Pokaż wszystkie posty

Im bardziej przed nim uciekasz, tym bardziej on Cię goni - czyli o tym, w jaki sposób próbujemy uwolnić się od lęku

niedziela, lipiec 06, 2008 1 komentarze

Dzisiaj opowiem Wam, w jaki sposób w naszej kulturze unikamy lęku, jak się go pozbywamy i zrzucamy z siebie („zrzucamy” w przenośni, lecz nie pozbywamy się go na trwałe korzystając z poniższych sposobów). Jedynie dobry wgląd, który może być skutkiem dobrej psychoterapii lub skutkiem własnych, rzetelnych refleksji – może na stałe uwolnić nas od lęku. Dzisiejsza notka opiera się na koncepcji Karen Horney, słynnej niemieckiej psychoanalityk.


W naszej kulturze ludzie często, aby obronić się przed lękiem stosują:

1) RACJONALIZACJĘ

- Czyli najzwyklejszy w świecie irracjonalny lęk – człowiek będzie zamieniał w strach. Będzie szukał powodów, argumentów, aby potwierdzić, że jego obawy są uzasadnione, że nie odczuwa lęku – tylko się boi. Ma ku temu podstawy, i tylko człowiek zupełnie „bezmyślny” nie bałby się w takiej sytuacji. Co powoduje racjonalizacja? Człowiek racjonalizujący cały czas trzyma się sztywno swoich przekonań a jakiekolwiek próby zdjęcia z jego sposobu widzenia świata „racjonalności” - kończą się niepowodzeniami i jeszcze większym przymusem racjonalizowania. Przecież na tym polega ta obrona przed wszechpotężnym lękiem – a im bardziej człowiek racjonalizuje, tym bardziej ten lęk jest silniejszy.

Jeśli zauważysz u jakiegoś człowieka takie zachowanie, że robi coś, co jest Twoim zdaniem „głupie”, co mimo, że zbudowane na logicznych fundamentach, oparte na statystyce czy wyliczeniach matematycznych, „nijak” ma się do realności – wyraź swoje zdanie na ten temat, i zastanów się – co ten człowiek poprzez to zasłania, czego się lęka. W ten sposób Twój stosunek do niego będzie cieplejszy a i on to z pewnością dostrzeże i odwzajemni Ci się.





2) ZAPRZECZANIE


- To z kolei wymazywanie ze świadomości lęku. Człowiek taki nie będzie świadomy, że czegoś się lęka, będą go jednak dręczyły takie dolegliwości fizyczne jak dreszcze, pocenie się przyspieszone bicie serca, potrzeba częstego oddawania moczu.

Człowiek taki „na pozór” nie będzie się niczego bał. Jest przecież osobą dojrzałą. Nie pozwoli, aby jego życie zdeterminowane zostało obawami o coś. Niestety mimo, że świadomie nie lęka się niczego, jego ciało daje temu wyraz w postaci obajwów cielesnych. Nie oszukamy swojego ciała. Podobnie w obszarze psychiki – będzie odczuwał ciągły pośpiech bądź sparaliżowanie, ponieważ zaprzeczenie istnienia lęku nie może tego lęku wyeliminować. Będzie on cały czas się ukazywał w „zamaskowany” sposób.

Nie warto zaprzeczać, lęk i tak do nas wróci. Aby się od niego uwolnić, zaakceptuj najpierw to, że w Tobie jest.



Trzecim sposobem na uwolnienie się od lęku jest:

3) ODURZANIE

Polega to na przykład na przyjmowaniu substancji psychoaktywnych. Picie alkoholu, narkotyki, czy oglądanie TV. Ostatnio na moim blogu PSYCHIKA.net pewna Czytelniczka napisała w komentarzach – pod notką „Lęk podstawowy”, że nie zna osób niewykształconych, „prostych”, siedzących przed TV i pijących piwo - którzy mieliby ze sobą problemy i cierpieliby na nerwicę. Nerwica nie jest jednak domeną tylko ludzi o szerokich horyzontach myślowych.
Odurzanie się jest w tym przypadku sposobem na obronę przed lękiem osoby „nic nierobiącej”, „pijącej piwo” i „siedzącej przed TV”. Warto pamiętać, że im bardziej taka osoba się odurza, tym bardziej wypiera w sobie lęk. Odurza się i piwem i programami telewizyjnymi. Oba czynniki uzależniają. Jeśli nie poznała innych sposobów na poradzenie sobie z tym lękiem, będzie stosowała tą samą strategię przed długi czas.

Odurzanie się to nie tylko bezmyślne picie piwa. To również oddawanie się zabawom, spotkaniom towarzyskim. Granie na giełdzie. Granie w karty. Kompulsywna potrzeba podróżowania. Czytania. Czyli robienie tego wszystkiego, co normalny człowiek robi z innych powodów – niż uciekanie przed samym sobą, uciekanie przed faktem, że lęk tkwi w nas.

”Lubię oglądać tv i podróżować, robię to z potrzeb poznawczych, chcę poznawać to, czego nie znam. Kiedy jestem zmęczony, nie mam ochoty nic poznawać dlatego gaszę tv, dlatego nie wybieram się na wycieczki” – tak powiedziałby człowiek zdrowy, bez lęku.



Czwartym sposobem na ucieczkę przed lękiem w naszej kulturze jest:

4) UNIKANIE MYŚLI, DĄŻEŃ I SYTUACJI

Człowiek może być świadomy, że boi się nurkowania. Wówczas świadomie będzie unikał takich sytuacji, aby nie musieć nurkować.
Nie musi sobie jednak uświadamiać źródła lęku. Będzie odkładał na później „zadzwonienie do kogoś”, napisanie maila czy naukę do egzaminu. Może „udawać" przed samym sobą, że tak naprawdę to, że boi się zwrócić komuś uwagę – jest nieistotne. Osoba bojąca się odrzucenia ze strony społeczeństwa, może „wmówić” sobie, że nie lubi chodzić na imprezy. Znasz kogoś takiego? Może spojrzysz teraz na niego inaczej?

Jeśli unikanie doszło już do takiego etapu, że dzieje się automatycznie, mamy do czynienia z zahamowaniem. W sferze seksualnej zahamowanie może przyjąć formę oziębłości seksualnej bądź impotencji (choć ich przyczyna jest często dużo bardziej złożona). W sferze psychicznej – nieumiejętność kształtowania własnej opinii, unikanie kontaktów z innymi ludźmi itd.

Zgodnie z myślą Karen Horney, nasza kultura jest źródłem wielu lęków – dla nas wszystkich, którzy znajdujemy się w obszarze jej oddziaływań. Z tego też powodu każdy z nas nauczył się korzystać przynajmniej z jednej z wymienionych wyżej czterech metod na obronę przed lękiem.

Tylko osoby, które wyszły „poza kulturę” nie lękają się niczego, ani norm, ani reakcji innych ludzi. Jak jednak wyjść poza kulturę – żyjąc w niej? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

Być może odnajdziecie na to sposób podczas lub w medytacji. Być może „przebłysk” pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Najważniejsze to być sobą – i zdawać sobie sprawę, jak wiele rzeczy na nas może wpływać. Badać – „jak ja zachowuję się, kiedy te rzeczy na mnie wpływają”. Nie mówię, aby stać się zupełnie przeciwnym normom kulturowym, aby „zniszczyć” kulturę. Badajmy jak kultura wpływa na nas, rozumiejmy, jak środowisko, w którym dorastaliśmy i które na nas wpływa obecnie - mogło nas ukształtować i wciąż nas kształtuje.

Kiedy uświadomimy sobie i zrozumiemy wszystkie czynniki nas kształtujące – odnajdziemy nasze prawdziwe ”ja”.

Kiedy przestaniemy bronić się przed lękiem - wtedy pozwolimy mu się pojawić i „zaprzyjaźnimy” się z nim. Może okaże się, że wcale nie musimy przed nim uciekać:)

Dobrego wglądu i sobie i Wam życzę:) Pozdrawiam:)

Marcin / integralny@gmail.com


Książka, na której się opierałem pisząc tę notkę:
Karen Horney, "Neurotyczna osobowość naszych czasów"


Czytaj dalej >>

Zdobywaj szczyty! - czyli o tym, co jest normalne a co nie

czwartek, lipiec 03, 2008 4 komentarze

Zanurzeni w kulturze – czasami nie potrafimy wychylić nosa spoza tego, co nas otacza.
Albo nie posiedliśmy takich umiejętności – albo czasami po prostu z lenistwa – nie chce nam się spojrzeć na życie inaczej, na nowo. Moim zdaniem, warto się wysilić.


O tym, jak oddziaływuje na nas kultura Zachodu i Wschodu pisałem już kilka dni temu w notce Właśnie jesteś. Nakreśliłem wówczas zarys tego, jak bardzo medytacja może pomóc nam w doskonaleniu umiejętności wglądu – doświadczania i rozumienia siebie samego takim, jakim się jest.

Dzisiaj zastanowimy się nad tym, czym jest normalność.
Karen Horney, psychoanalityk niemiecka, o której teoriach pisałem już na PSYCHICE.net kilkakrotnie, również zastanawia się nad podobnym zagadnieniem w swojej książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów”– a ściślej mówiąc sugeruje, że o tym, czy ktoś jest neurotykiem, czy nie – nie decydują jakieś obiektywne, niezmienne cechy – lecz jedynie odstępstwa od norm kulturowych. A te – jak wiadomo – w każdej kulturze są inne.

I tak: w naszej kulturze, kulturze Zachodu, dominuje przekonanie, że normalne i pożądane jest to, aby zdobywać jak najwięcej, jak najwięcej zarabiać, rozwijać się, jak najwięcej konsumować, ogólnie rzecz biorąc – aby zdobywać szczyty. Na Wschodzie jest inaczej, tam najważniejsze jest wspólne dobro, indywidualizm jest odstępstwem od normy a zdobywanie szczytów jest takim samym wartościowym doświadczeniem jak sama wspinaczka.

Aby nadmiernie nie generalizować i nie dzielić Świata wyłącznie na Wschód i Zachód przytoczę kilka przykładów z wyżej już wspomnianej książki Karen Horney opisujących bardziej szczegółowo jak relatywne jest nazwanie zachowania „normalnym”.

W naszym świecie, taki przykład wprowadza Karen Horney próbując opisać nierozłączność zachowań nerwicowych z kontekstem kulturowym, dziewczyna, która rezygnuje z możliwego awansu w pracy – tylko dlatego, że „ma zasady” i nie chce utożsamiać się ze zwierzchnikami, których polityki prowadzenia firmy po prostu nie może zaakceptować – będzie traktowana jako osoba neurotyczna. Coś jest z nią przecież nie tak! Taka sama dziewczyna – nieujawniająca potrzeb rywalizacyjnych żyjąca wśród Indian Pueblo traktowana byłaby jako – zupełnie normalna.

Artysta plastyk, któremu „nie chce się” pracować więcej niż musi, a starcza mu pieniędzy na podstawowe potrzeby, woli spędzać czas bawiąc się, pijąc wino i spotykać się z ludźmi zamiast pracować na „lepsze życie” – również będzie traktowany jako osoba „nienormalna”. Neurotyczna? Podczas gdy taki sam facet żyjący na wsi w południowych Włoszech czy Meksyku będzie traktowany jako zupełnie normalny. Karen Horney dodaje, że w starożytnej Grecji praca służąca zarabianiu więcej pieniędzy „ponad to” co jest najpotrzebniejsze – traktowana była jako coś wręcz nieprzyzwoitego.



Różne kultury mają różne poglądy na temat „normalności” - ale również ta sama kultura odmiennie postrzega te same aspekty na przestrzeni czasu. Kiedyś na przykład kobieta, która miała wcześniejsze kontakty seksualne z mężczyznami traktowana była jako „kobieta lekkich obyczajów”, „niegodna przyzwoitego mężczyzny”. Była to kulturowa norma. Dzisiaj - myślącej tak o sobie kobiecie przypisano by nerwicę.

Nie ma definicji normalności?
Jest – ale w obrębie danej kultury w danym czasie.

Zanim zacząłem studiować psychologię w Poznaniu, miałem okazję mieszkać i uczyć się w Goettingen, niemieckim miasteczku studenckim - gdzie miałem styczność z wieloma kulturami. Spora część studiującej tam młodzieży (i nie tylko młodzieży) to obcokrajowcy - różne kultury przesycały się wzajemnie a przez to każdy uczył się czegoś nowego, odmiennego spojrzenia na świat, bogacił się w doświadczenia. Czasami zastanawiałem się jak ona może tak to robić, przecież to nie tak. Jak on może w taki sposób myśleć i czuć się z tym OK. My – ludzie tworzymy kulturę a kultura tworzy nas. Obserwowałem jak różne podejścia do życia mają ludzie wywodzący się z różnych krajów. Pytałem co jest dla nich ważne. Badałem.

Wciąż mnie to fascynuje.

Trzeba pamiętać o tym, że po pierwsze każdy z nas jest indywidualnością samą w sobie, a dwa: nasza osobowość jest częściowo kształtowana przez kulturę.

Czasami to, na co mamy ochotę zostaje nam zakazane przez normy kulturowe. Od nas zależy czy im się poddamy, czy nie. Normy kulturowe są dla ludzi a nie na odwrót. To od nas zależy czy uznamy je jako faktycznie dobre lub złe dla nas, czy zrobimy tak jak czujemy.

Życzę Wam i sobie świadomości zanurzenia w kulturze i wpływu jej na nasze niektóre zachowania. Czasami naprawdę warto spojrzeć nieco inaczej, a to, że ktoś mówi „To nie jest normalne” – to jego sprawa. Póki robimy to, czego pragniemy, nie wyrządzamy nikomu szkody – i czujemy się ok - czasami nawet nie warto spierać się i tracić energii na rozstrzyganie „kto ma rację, co jest normalne”.

Pamiętajmy o tym, że normy kulturowe są dla nas – ludzi a nie na odwrót. One mają nam służyć. A jeśli przeszkadzają nam w czymś istotnym – może warto dokonać redefinicji?

PS. Podczas pobytu w Niemczech bardzo polubiłem i zaprzyjaźniłem się z Hiszpanami, dlatego kibicowałem temu krajowi całym sercem na Mistrzostwach:)

Pozdrawiam serdecznie Czytelników Psychiki.net
Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Lęk podstawowy i "ZWALCZANIE" BEZRADNOŚCI

środa, czerwiec 25, 2008 6 komentarze

Słynna niemiecka psychoanalityk Karen Horney wprowadziła do psychologii pojęcie lęku podstawowego. Uważała, że człowiek – w dzieciństwie doświadcza bezradności, która później towarzyszy mu przez całe życie. Tym silniejszy jest ten lęk – im bardziej tłumiony był w dzieciństwie. Wpływa on później na wszystkie nasze stosunki interpersonalne (czyli kontakty z innymi ludźmi). Bardzo szanuję tę teorię jak i wiele innych autorstwa tej psychoanalityk.



Karen Horney w swojej książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów” mówi:

„Lęk podstawowy w określony sposób wpływa na postawę jednostek wobec innych. Jest on równoznaczny z izolacją emocjonalną, tym trudniejszą do zniesienia, że łączy się ona z uczuciem własnej wewnętrznej słabości, z brakiem wiary w siebie”

Co się dzieje, kiedy ogarnęłoby nas działanie lęku podstawowego? Przede wszystkim stracilibyśmy poczucie bezpieczeństwa, które tak bardzo potrzebne jest nam do stworzenia zdrowych i budujących relacji. Pojawia się jednak konflikt: chcemy być w związku, ale boimy się bliskości, bo możemy zostać opuszczeni – i pozostaniemy sami we wrogim świecie (doświadczymy dokładnie takiego samego poczucia bezradności, które w mniejszym lub większym stopniu przeżywamy w dzieciństwie). Nieufność, wrogość wobec innych ludzi - skutek nieprzepracowanego i niezintegrowanego lęku podstawowego – powoduje, że w człowieku lęk wzrasta („przecież nie można się bać i być blisko, coś tu jest nie tak, nie wiem, o co chodzi, ratujcie, znowu się boję”) – a to sprawia, że człowiek musi się bronić.


Najczęściej, najprostszymi sposobami - w naszej kulturze, nie do końca świadomie stosowanymi są: miłość, uległość, władza i wycofanie się.

Po pierwsze człowiek może zatem szukać miłości – jako sposobu na obronę przed lękiem podstawowym. „Jeżeli mnie kochasz, nie skrzywdzisz mnie” – ta zasada przyświeca każdemu związkowi osoby niepotrafiącej poradzić sobie z wrogością budzącą lęk. Zapewnienie sobie kogoś, kto kocha – daje takiej osobie złudne poczucie bezpieczeństwa w świecie.

Drugim sposobem na powstrzymywanie lęku jest stosowanie się do wszelkich nakazów, reguł, zasad. Uleganie im. Można tutaj mówić zarówno o stosowaniu się do zasad instytucji, urzędów, Kościoła, praktyk religijnych – ale i do bycia uległym wobec „niepisanych” zasad, wszechobecnych w danej kulturze. Należy być dobrym, szczerym, uprzejmym, ponieważ inne zachowanie mogłoby wzbudzić w innych ludziach wstręt, odrazę, niechęć. Motto tego sposobu obrony przed lękiem brzmi zatem „Jeśli będę uległy, poddam się – nikt mnie nie skrzywdzi”.

Kolejną, trzecią metodą na poradzenie sobie z lękiem, wyzbycie się poczucia niższości i bezradności – jest zdobycie rzeczywistej władzy, stanu posiadania, sukcesu czy podziwu innych osób. Przyświeca temu motywowi taka idea „Jeśli zdobędę władzę, nikt mnie nie skrzywdzi”.

Czwartą
metodą na obronę przed lękiem jest wycofywanie się. Nie chodzi tutaj o uciekanie od świata – w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie chodzi o ucieczkę na pustynię, miejsca, gdzie nikogo nie ma. Chodzi tutaj o uniezależnienie się od innych osób w takim zakresie – w jakim człowiek mógłby innych potrzebować. Dobrym środkiem do tego będzie zatem gromadzenie dóbr materialnych, przy czym nie przyświeca temu cel sprawowania dzięki dobrom materialnym władzy – a jedynie uśmierzanie dzięki nim poczucia zależności, zdobycie uniezależnienia.
Gromadzenie dóbr nie będzie zatem sprawiało przyjemności albo zaspokajało rządzę posiadania, będzie jedynie koniecznym warunkiem do uśmierzania lęku.

Innym sposobem na uzyskanie niezależności zewnętrznej – będzie ograniczenie swoich potrzeb do minimum. Człowiek może stać się tak obojętny na uczucia innych ludzi, że nic nie zdoła sprawić mu bólu, czy przykrości. Staje się „znieczulony” na potrzeby innych – a także swoje. Wypiera swoje marzenia, dążenia, traktuje siebie i innych obojętnie. "Jeżeli się wycofam, nic nie może sprawić mi przykrości."

Moje zdanie na temat teorii lęku podstawowego i sposobów na obronę przed nim jest aprobujące. Potrafię ją sobie wyobrazić jako logicznie komponującą się teorię – z innymi teoriami na temat powstawania zaburzeń osobowości i relacji interpersonalnych. Myślę, że wielu z nas doświadczało w swoim dzieciństwie mniej lub bardziej dotkliwie poczucia bezradności. Nie każdy z nas był stanie już je przepracować, zrozumieć i zniwelować jego działanie. Może być to spowodowane w dużej mierze nieadekwatnymi sposobami wychowania, które mają swoje źródło w konfliktach intrapsychicznych naszych rodziców. I nie chodzi mi tutaj o typowo patologiczne rodziny, co do których nikt nie ma najmniejszej wątpliwości, że są patologiczne – bo myślę, tutaj sytuacja jest klarowna, że poczucie bezradności dziecka dorastającego w takiej rodzinie jest wyjątkowo silne. Chodzi mi o to, że często nasi rodzice wdają się w tak zwane koluzje - toczą nieuświadamiane sobie gry między sobą – jako skutek ich wewnętrznych konfliktów i braku umiejętności miłości, szczerości, otwartości. Oczywiście nie jestem zwolennikiem teorii deterministycznych, wg których to doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały nas i nasze życie i nic nie da się już z nim zrobić, że ciąży na nas piętno czy klątwa. W swoim umyśle integruję teorie psychoanalityczne – z innymi teoriami wywodzącymi się z innych paradygmatów. Wierzę, że przyszlość jest w naszych rękach i nie warto zajmować się jedynie tym, co było. Jestem zwolennikiem podejścia integratywnego. I wierzę w życie:)

Na zakończenie tego wpisu chcę dodać, że od jakiegoś czasu dość regularnie napływają do mnie maile od Was z opisami Waszych problemów i prośbą o ich rozwiązanie. Zaczynacie je bardzo podobnie „Integralny, pomóż”, „Ratuj, Marcinie”, „Nie wiem, co mam zrobić, może mi pomożesz”. Bardzo mnie cieszy fakt, że jesteście aktywni, że nie poddajecie się i staracie się podchodzić do życia – jako do formy, którą da się kształtować. Pamiętajcie jednak o tym, co również często podkreślam w odpowiedziach na Wasze maile, że nie dam Wam gotowej recepty na rozwiązanie Waszych problemów, nie oczekujcie, że stworzę dla Was klucz na pokonanie trudności.

Powód jest prosty: po pierwsze nie jestem w stanie poprzez maila – dojrzeć Was całościowo, myślę, kontakt z osoba wspomagajacą „na żywo” jest jednak niezastąpiony, a po drugie i dużo dużo ważniejsze: recepta na Wasze szczęśliwe życie tkwi w Was samych i nikt inny nie przygotuje dla Was gotowego schematu. Dlatego polecam Wam w ciężkich dla Was chwilach skorzystanie z usług psychologa – na żywo – niezapominając jednocześnie, że psycholog pomoże Wam, wesprze Was – w planie działania, w planie zmiany ułożonego przez Was samych:)

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu Czytelników PSYCHIKI.net to ludzie młodzi, których sytuacja finansowa może nie być jeszcze do końca ustabilizowana – a usługi psychologiczne są stosunkowo drogie. Nie każdego na nie stać. Proponuje więc w takich sytuacjach korzystać z usług świadczonych za darmo – na pewno w Twojej okolicy jest wiele takich ośrodków, czy organizowanych grup samopomocy - wystarczy skorzystać z wyszukiwarki:) Świadomość potrzeby zdrowia psychicznego jest coraz większa w naszym kraju, co mnie bardzo cieszy.

Polecam korzystanie z usług psychologów „na żywo”– aczkolwiek odpowiadać będę na Wasze maile, lecz wybaczcie, jeśli nie od razu. Nie zawsze znajduję czas na pracę, naukę, własne sprawy, na pisanie notek na PSYCHICE i na odpowiadanie na maile. Możecie być pewni, że nie pozostawiam żadnego maila bez odpowiedzi, uzbrójcie się jednak w cierpliwość – przynajmniej kilkudniową:)


Życzę Wam wszystkim rozwijania umiejętności wglądu – poznawania źródeł swoich sfer konfliktowych i budowania pozytywnego życia. Każdy z nas ma prawo do szczęścia:) Indywidualnego i niepowtarzalnego:) Pozdrawiam Was wszystkich gorąco:)

Marcin / integralny@gmail.com



Literatura:
Karen Horney “Neurotyczna osbowość naszych czasów”, Poznań 1999, Dom wydawniczy Rebis


Czytaj dalej >>

Doskonale niedoskonali

sobota, czerwiec 14, 2008 1 komentarze


Doskonale powszechnie przyjętą opinią jest, że nic nie jest doskonałe. Są pewne ideały w wielu obszarach, które jednak są trudne do osiągnięcia lub chociażby zbliżenia się do nich na dłuższy okres. Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, iż pojęcie „doskonały” jest takim samym pojęciem jak „biały”, „ciepły” lub „słońce” – jeśli chodzi o znaczenie w kontekście - jaki chcę tutaj wprowadzić. Powiecie, że są to normalne pojęcia, wyrazy używane na co dzień i logicznie przedstawiają to, co jest. Słowa jednak są tylko słowami i nie opisują dokładnie tego, co jakim jest. Moim zdaniem słowa wprowadzają sztuczne granice, przez co człowiek często gubi się w swoim życiu czasem będąc nadmiernie przywiązanym do słów. Słońce nie jest słońcem tylko (tutaj znowu użyję słów haha) czymś co jest, po prostu jest. Każdy opis czegokolwiek co istnieje jest jakby „zamykaniem tego czegoś w naszym umyśle” a przez to nie jest tym czym jest obiektywnie. Nie bez powodu nawet w Księdze Rodzaju Bóg – ofiarując ludziom – Adamowi i Ewie świat pod ich opiekę i dając im świat w posiadanie prosi Adama, aby ten ponazywał zwierzęta. Poprzez nazwanie – one stały się jego własnością. Czy jednak człowiek może być panem i władcą świata? Wątpię. Świat jest zbyt rozległy, aby w pełni mógł zostać poznany przez człowieka, co najwyżej „uchwycony”. I to nie permanentnie.

Neurotycy zapominają o tym, że świat nie jest ich własnością, a jedynie ich psychika. Neurotyk będzie starał się zapomnieć o swojej negatywnej stronie, o negatywnym ujmowaniu przez niego docierających do niego wydarzeń. Neurotyk będzie próbował oddzielić to, co złe od tego co dobre – w samym sobie, próbując żyć tylko tym co w nim idealne.

Tak rodzi się tyrania powinności. Pojęcie wprowadzone przez Karen Horney, które jest „uchwyceniem w słowa” tego, że neurotyk chce być idealny, lepszy niż inni. Narzuca sobie więcej obowiązków, ponieważ uważa, że powinien poradzić sobie z nimi. Nie dopuszcza do świadomości aspektu, że dobre i złe cechy to tylko wartościowanie (ujmowanie w słowa) tego, co jest. Granic w naturze tak naprawdę nie ma. Granice jakie stwarzają słowa nie istnieją.

Tyrania powinności zmusza niejako neurotyka, aby ten – zniewolony przez tę siłę – był miły (nawet kiedy nie ma ochoty) dla innych ludzi, był najsprawiedliwszym ze sprawiedliwych, był najlepszym mężem, żoną, pracownikiem czy dzieckiem. Aby spełniał oczekiwania swoje – mocno wygórowane. Aby pobijał rekordy nawet tam gdzie trudno je pobić. Neurotyk uważa jednak, że jest lepszy a każda racjonalna próba przekonania go, że daje za dużo z siebie zostaje stłamszona jego infantylną wiarą w jakieś ponadnormalne zdolności neurotyka, które „na pewno pomogą mu” pokonać sytuację trudną. Osiągając więcej i lepiej neurotyk tymczasowo, chwilowo tłamsi, wypiera w sobie lęk.

Kiedy ten sam lęk pojawia się jednak kolejny raz, neurotyk ponownie sięga po narzędzie, które wcześniej pomogło. Kompulsywnie narzuca sobie więcej i więcej. Nie jest spontanicznie radosny – jak człowiek, który dąży do rozwoju, tylko automatycznie, przymusowo realizuje plan – nie czerpiąc z niego przyjemności z rozwoju.

Po prostu musi.

Czy warto tak żyć? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.
Ja już sobie odpowiedziałem.

Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Lęk czy strach?

niedziela, maj 04, 2008 2 komentarze


Czasami zdarza się, że mówisz „opanował mnie silny lęk” albo też „czuję strach, niesamowity strach”. Czy jednak zastanawiałeś się kiedyś co pojęcia lęk i strach naprawdę oznaczają?
Czy jesteś świadomy, że istnieje różnica pomiędzy nimi?

Słynna niemiecka psychoanalityk Karen Horney przyznaje, że lęk i strach są zjawiskami bardzo podobnymi, ponieważ są reakcjami emocjonalnymi na niebezpieczeństwo, towarzyszą im podobne doznania somatyczne (cielesne) jak pocenie się, drżenie rąk czy przyspieszone bicie serca. Mówi ona jednak również o tym co odróżnia oba pojęcia.

Załóżmy, że matka ma wysłać dziecko do przedszkola. Nie robi tego jednak lub strasznie odwleka tę decyzję argumentując, że w przedszkolu jej dziecko może nabawić się przeróżnych chorób. Mało tego, matka jest świadoma jak szybko i jak niebezpiecznie rozprzestrzenia się wirus choroby typu A i jakie konsekwencje może mieć ta choroba na dalszy rozwój dziecka. Dlatego wysłanie do przedszkola jest odwlekane. Jak myślisz Czytelniku, czy mamy tutaj do czynienia z lękiem czy strachem? Oczywiście z lękiem.

Teraz nieco inaczej: osoba, która jest świadoma, że jej orientacja w terenie jest kiepska, wie, że jej kompas szwankuje a telefon komórkowy gubi zasięg – znajduje się w sytuacji wędrówki po nieznanych górach – kiedy to z ładnej słonecznej pogody robi się wichura i zbiera się na ulewny deszcz. Jak na złość osoba ta zboczyła na dodatek ze szlaku a mapa przemokła i nic z niej nie można wyczytać. Czy ta osoba będzie odczuwała lęk czy strach?
Jasne, że strach.


Jaka jest więc różnica?


Wydaje się, że strach jest reakcją proporcjonalną na niebezpieczeństwo, podczas gdy lęk jest reakcją na niebezpieczeńswo małe albo wręcz pozorne.
Taką definicję przyjmuje wstępnie Karen Horney w książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów” ale mówi jeszcze o czymś bardzo ważnym. Spróbujmy wyobrazić sobie jak zachowa się matka opisywana wyżej kiedy powiemy jej, że jej obawy o chorobę dziecka są pozorne. Myślę, że zacznie szukać racjonalnych argumentów, aby udowodnić swoją rację, będzie szukała w pamięci przykładów potwierdzających, że jej dziecko ma osłabiony system immunologiczny w porównaniu z innymi dziećmi, że jej sąsiadka zaniedbała kiedyś swoje dziecko przez co ma ono problemy zdrowotne aż do dzisiaj. I co Ty na to Czytelniku? Matka ma powody do strachu? Czy nadal czuje "tylko" lęk?
Z odpowiedzią na to pytanie znowu przychodzi nam Karen Horney, która zmienia pierwotnie przyjętą definicję i mówi że zarówno lęk, jak i strach są proporcjonalnymi reakcjami na niebezpieczeństwa z tą różnicą, że w przypadku strachu niebezpieczeństwo jest obiektywne, widoczne, natomiast w przypadku lęku ukryte i subiektywne.
Mysz, pożar, pająk, wypadek samolotu. Warto uświadomić sobie, wobec czego odczuwamy lęk, aby bardziej zrozumieć siebie.


Polecam literaturę:
Karen Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”, rozdział 3 "Lęk"


Autor: Marcin, integralny(at)gmail.com

Czytaj dalej >>