piątek, 19 września 2014

Wieczna świadomość...

Autorką niniejszego artykułu jest psycholożka Magdalena Słupek. Zapraszam Was do interesującej lektury. Marcin.


Ostatnio trafiłam na ciekawą pozycję książkową o tytule „Wieczna świadomość. Naukowa wizja „życia po życiu”. Napisał ją pewien lekarz, który na co dzień spotyka się z ludźmi doświadczającymi śmierci klinicznej. Spostrzeżenia i wątpliwości skłoniły go do przyjrzenia się bliżej temu zjawisku. Zaprojektował badanie, które objęło bardzo dużą grupę badanych. Dotyczy to zarówno ludzi starszych jak i dzieci. Ich wrażenia mają wspólne cechy. Okazało się też, że są bardzo powszechne. Jedna na cztery osoby, będąc na granicy śmierci (np. w sytuacji zawału), opisuje takie doznania, co 20 osoba w Stanach (wg Gallupa) i 50% świadomych pacjentów terminalnych. Autor poszukuje wyjaśnień m.in fizjologicznych, działania substancji psychoaktywnych, wydzielania wewnętrznych hormonów mogących wpływać na takie doznania, przekonań i wiary. Niezwykle trudno byłoby przedstawić wszystko za pomocą tego artykułu. Odsyłam więc do przeczytania całej książki.

Zajmę się jednak aspektem psychologicznym tego zjawiska. Zainspirowana tą publikacją zaczęłam szukać w Internecie dodatkowych artykułów, polskich badań dotyczących śmierci klinicznej i jej wpływu na późniejsze funkcjonowanie ludzi. Niestety, nie udało mi się niczego (wg mnie) wartościowego odnaleźć. Jedyne co wzbudziło moją ciekawość to zjawisko podobne do przeżycia DŚK (doświadczenia śmierci klinicznej) lub NDE (ang. near death experiences) nazwane SDE (ang. shared death experiences) czyli odczucie współdzielonej śmierci. Dochodzi do tego, kiedy człowiek towarzyszy umierającej, bliskiej osobie w odchodzeniu i sam czuje coś, czego nie potrafi wyjaśnić. Mogą to być wrażenia „przepływu energii”, doświadczenia pozacielesne OBE (ang. out-of-body experiences) oraz sceny z życia związane z umierającym. Moody, autor wielu publikacji na ten temat, wyróżnia siedem elementów zjawiska (szerzej w linku zamieszczonym w bibliografii). Żadne z nich nie może być wytłumaczone złym stanem fizycznym lub psychicznym osób doświadczających współdzielenia śmierci. Analiza 50 przypadków wskazuje, że możliwe jest zbiorowe reagowanie na sytuację obcowania z osobą umierającą, ale w większości przypadków jest to tylko jedna osoba z wielu. Najczęściej to bardzo bliska umierającemu kobieta (60%), choć zdarzało się, że były to osoby słabo spokrewnione lub w relacji pacjent-lekarz (40%). W badanej grupie ludzie doświadczający tych zjawisk najczęściej byli zmęczeni długotrwałą opieką, a doznania pojawiały się w nocy. Widoczne były różnice w jasności i intensywności „wizji”, kiedy bliscy umierali nagle niż wtedy, kiedy oczekiwanie na ich śmierć było długotrwałe. Czasami zdarzają się spotkania z tzw. zjawami kryzysowymi, czyli widzenie sylwetki zmarłej osoby w sytuacji nagłej śmierci. Często obserwowany jest także rodzaj SDE, kiedy występują anomalne przeczucia, że ktoś umiera lub już nie żyje. Świadkowie czuwający przy umierających często są narażeni na zmęczenie, niedobór snu wywołujące zmiany w percepcji oraz silne emocje, które mogą wpływać na ich doznania. Często jednak są one na tyle subiektywnie ważne, że zmieniają długotrwale postawy dotyczące życia i śmierci. Wywołanie tych zmian, przewartościowanie związane z wyżej opisywanymi przeżyciami nie powinny być ignorowane przez środowisko naukowe, w tym psychologów.

Powrócę do pierwszego zjawiska, czyli doświadczenia śmierci klinicznej. Tak samo jak w przypadku SNE trzeba się zastanowić nad tym, czemu akurat ta, a nie inna jednostka, będzie mogła doświadczyć takiego rodzaju stanu. Czy istnieją jakieś predyspozycje do przeżywania śmierci klinicznej? Niektórzy lekarze, sceptycy, naukowcy sami przekonali się, co to oznacza i teraz zupełnie inaczej postrzegają pracę autora ww. książki. Nie dotyczy to tylko jakiejś bliżej określonej grupy. Okazuje się, że takie doświadczenie może spotkać każdego z nas. Różnica polega na tym, że nie każdy mówi o tym, co przeszedł. Nie można dokładnie zbadać tego zjawiska ze względu na to, że społeczne postrzeganie takich doświadczeń nie jest do końca akceptowane i zrozumiałe. Najczęściej uważa się to za coś wymyślonego i nienamacalnego. Nasza wyobraźnia nie sięga aż tak daleko poza to, co możemy odczuwać „tu i teraz”. Okazuje się jednak, że prawdą może być stwierdzenie, że możemy istnieć poza własnym ciałem. Mówi się, że jest ono świątynią duszy. Czy ta dusza nie może go opuścić i wrócić? Wszystko pewnie zależy też po części od naszych przekonań czy wiary. Nie chodzi jednak o to, żeby dyskutować na ten temat. Przedstawię obserwacje i badania, które opisał Dr Pim van Lommel. Mogą one skłonić do refleksji i zaburzyć nieco sposób myślenia o doświadczeniach z pogranicza śmierci.

„Doświadczenie śmierci klinicznej jest fascynującą konfrontacją z nieograniczonym wymiarem naszej świadomości. Dopóki człowiek sam tego nie przeżyje, nie może mieć pojęcia, jak poważne następstwa wywołuje takie przeżycie. Porządek świata staje na głowie.”
Następstwem przeżycia DŚK jest więc zmiana podejścia do życia, do siebie i wywrócenie systemu wartości do góry nogami. Na pewno wpływa na to fakt, że zazwyczaj doświadczenie to jest przyjemne, przepełnione odczuwaniem miłości i bezwarunkowej akceptacji. Ludzie wierzą, że jest to miejsce, do którego warto wrócić, więc znika ich strach przed śmiercią. Z systematycznych badań (Kenneth Ring i in.) wynika, że procesy są podobne do siebie u ludzi niezależnie od wieku, religii i kultury ani przyczyn DŚK .Trzeba podkreślić, że duże znaczenie ma zależnoość między upływem czasu a doświadczeniem opisywanym przez ludzi. Im więcej czasu minęło tym więcej pozytywnych zmian w sobie zauważają.

Procesy zmian (transformacja) przebiegają u różnych osób całkiem inaczej w zależności od tempa akceptacji przeżyć oraz pogodzenia z nimi. Wpływu nie mają czynniki demograficzne, ale osobowościowe, takie jak nastawienie do życia optymistyczne-pesymistyczne oraz temperament. Osoby bardzo religijne przeżywają zmiany inaczej. Widoczne są również różnice kulturowe wynikające m.in. z przekazów religijnych oraz norm. Na przykład ludzie wychowani na wartościach materialistycznych mogą mieć problem z akceptacją tego, że bardziej liczy się co innego w drodze do szczęścia niż pieniądz i władza.

Ważna rolę w akceptacji ma wsparcie bliskich. Często DŚK wystawia na próbę relację, ponieważ ludzie muszą zmierzyć się z niedowierzaniem i negacją takiego stanu rzeczy. Ważne jest, aby móc porozmawiać o tym co się wydarzyło. Kontakt z ludźmi, którzy przeżyli podobną sytuację oraz nazwanie tego, co się z człowiekiem stało, bardzo pomaga w transformacji. Komentarze rzucane przez przyjaciół, krewnych czy personel mogą przyczynić się do przemilczania i zaprzeczenia swoim doświadczeniom. Człowiek czuje zmiany, jakie nastąpiły, ale pozostaje w tym sam. Nikt nie rozumie jego uczuć, nie ma z kim dzielić się przemyśleniami na temat swojego istnienia. Jeżeli jednak ludzie potrafią zacząć rozmawiać o tym, akceptować swoje myśli, to następuje proces integracji czyli włączenia do innych przeżyć własnych. „Sutherland wyróżnia cztery fazy integracji: zaprzeczenia, zastoju, częściowego progresu i przyśpieszonej integracji”. Według badań proces takiej integracji może trwać około siedmiu lat. Niektóre osoby zaczynają opowiadać o tym przeżyciu dopiero po pięciu latach, ponieważ obawiały się odrzucenia otoczenia. Wynika z tego, że doświadczenie to mimo swoich pozytywnych aspektów może być przeżyciem traumatycznym.

Proces transformacji można podzielić na okres początkowy związany z trudnościami. Może pojawić się smutek, tęsknota za odczuwanymi pozytywnym emocjami i poczucie samotności. Pozytywne skutki pojawiają się dopiero później, po przeżyciu „faz” i włączeniu DŚK do swoich własnych przeżyć. Wtedy ludzie dzielą się bez obaw swoimi nadzwyczajnymi przeżyciami. Dzieje się tak, jeżeli otoczenie odpowiednio zareaguje na tego typu zwierzenia. Kiedy reakcja jest negatywna i odrzucająca, utrudnia to proces integracji. Natomiast w sytuacji, gdy wystąpi pozytywna lub neutralna reakcja na relacje – jest łatwiej. Im więcej osób przychylnie reaguje na opis doświadczenia osoby, tym lepiej.

Zmiany, jakie następują po DŚK są dość szeroko opisane. Od zmian postrzegania siebie po współczucie, szacunek dla życia oraz mniejszy strach przed śmiercią lub jego brak. Zmienia się również podejście do religii. Notuje się zwiększenie zdolności intuicyjnych, rozwój duchowy, ale również cielesny. Nadwrażliwość na światło, ale właściwie dotyczy ona wszystkich zmysłów. Czasami, gdy wrażenia zmysłowe się łączą, zgłaszana jest synestezja. Występuje wtedy np. widzenie lub czucie kolorów. Zdarza się, że występuje nadwrażliwość na alkohol i leki oraz zjawiska elektryczne (wyładowania zakłócające pracę urządzeń).

Trzeba wspomnieć o problemach psychicznych po DŚK, które są dość częste. Głównie dzieje się tak ze względu na niewiarę bliskich w opowieści o tym doświadczeniu i negatywne reakcje. Mówi się wtedy o konflikcie interpersonalnym pociągającym za sobą m.in. uczucie osamotnienia, strach przed ośmieszeniem, trudności z werbalizacją swoich odczuć oraz utrzymaniu swojej roli w rodzinie. Czasami jest to „śmierć społeczna dawnej osobowości” skutkująca problemami z członkami rodziny. Osoba po DŚK może też nie akceptować ograniczeń w stosunkach międzyludzkich i porównywać poczucie bezwarunkowej miłości, które wtedy jej towarzyszyło, do tego jak to wygląda w rzeczywistości. Zaobserwowano również, że po ujawnieniu takich przeżyć rosły oczekiwania względem pacjentów po przeżyciu śmierci klinicznej. Konfliktem intrapersonalnym nazywamy problemy ze zmianami osobowości po DŚK. Pojawia się dużo emocji, najczęściej złość i smutek. Niekiedy także uczucie niechęci powrotu do świata (nazywany konfliktem powrotu) i wejścia w codzienność.

Badania przeprowadzone w 2004 r. przez Igora Corbeau dotyczyły wpływu czasu na postrzeganie DŚK. Ankietowani średnio 24 lata wcześniej przeżyli śmierć kliniczna. Pytano o problemy w pierwszym roku od DŚK, w następnych latach i czasie teraźniejszym. Okazało się, że większość problemów (inter- i intrapersonalnych) została rozwiązana i zaakceptowana po tych 24 latach. Największym problemem pozostającym ciągle żywym był brak bezwarunkowej miłości, którą poczuli podczas DŚK (50% badanych). Im więcej reakcji pozytywnych bliskich osób, tym lżej przebiegał proces integracji tego doświadczenia i łatwiej było o tym mówić.

Inne badania o zmianach u pacjentów po 8 latach od tego doświadczenia oraz grupie kontrolnej wskazują na wzrost w grupie DŚK m.in okazywania uczuć, spadku znaczenia oceny wystawianej im przez innych ludzi, akceptacji innych, współczucia, przywiązania do rodziny, spadku znaczenia pieniędzy i wzroście znaczenia środowiska naturalnego...

Warto zastanowić się nad swoim stanowiskiem względem doświadczenia śmierci klinicznej. Jak widać, jest to bardzo częste i może dotyczyć każdego. Warto zwrócić uwagę na to, co mówi taki człowiek, czego potrzebuje, aby łatwiej przejść przez proces integrowania tego doświadczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest wysłuchanie, zrozumienie i pozytywna reakcja na opowieść. Wszystko zależy od naszej otwartości na złożoność tego świata.


Bibliografia:

Książka Pim van Lommel „Wieczna świadomość. Naukowa wizja „Życia po życiu”

http://www.psychiatria.pl/artykul/doswiadczenia-z-pogranicza-smierci-nde/3362/2.html

http://www.infra.org.pl/ycie-po-yciu/nde--reinkarnacja/1328-sde-odczucie-wspodzielone-mierci

Autorka:
Magdalena Słupek
"Mówią na mnie Dzik – na pewno coś z niego mam.. Zazwyczaj lubię mieć towarzystwo, jadam roślinki a czasem jak mnie coś wkurzy.. .niech kto na drzewo zmyka.. ;P A tak już bardziej poważnie to studiowałam psychologię na SWPS, a teraz zajmuje się poszukiwaniem mojej dalszej drogi życiowej ;)"

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jeżeli mogę w tym miejscu, polecam książkę "Dowód" Ebena Alexandra. Autor książki jest neurochirurgiem, jak sam opowiada o sobie, kiedyś był sceptycznie nastawiony do teorii o życiu po śmierci ale teraz jest całkowicie pewien, że istnieje szersza rzeczywistość. Książkę przeczytałem "duszkiem", ponieważ jej autor w bardzo interesujący sposób opisuje zarówno walkę z prawie nieuleczalną chorobą a także obrazy i wrażenia jakich doznał przebywając po za ciałem.

Anonimowy pisze...

a ja z kolei mogę polecić książkę Po schodach do nieba. Historia, którą opisuje B. J. Eadie mocno mnie wzruszyła, ale też zaciekawiła.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...