Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

wtorek, 14 stycznia 2014

Jak leczyć uzależnienia?

Jeśli interesujesz się uzależnieniami, warto, żebyś to obejrzał. Mocno prawdziwe.

Gabor Maté jest kanadyjskim lekarzem węgierskiego pochodzenia, który specjalizuje się w badaniu i leczeniu uzależnień, a także jest powszechnie uznawany za jego unikalne spojrzenie na Attention Deficit Disorder i jego mocno zakorzenioną wiarę w związek pomiędzy umysłem a zdrowym ciałem. Popularny mówca i lider seminariów w powyższej tematyce, jest stałym felietonistą Vancouver Sun i The Globe and Mail. Wikipedia.

16 komentarzy:

Joanna Bura pisze...

Nie ma leczenia. Istnieje tylko silna wola. Niektórzy uzależnieni podają rożne przyczyny swojej choroby, bo to choroba. Jednak w nielicznych przypadkach przyczyny znikają, a uzależnienie nie. Żadne tłumaczenie w szpitalu podczas leczenia, szkolenie na temat destrukcyjnego działania środków uzależniających nie daje efektu. Istnieje tylko silna wola.

kris pisze...

Oglądałem ten film i nie ma tam słowa o roli silnej woli, jest natomiast dużo o braku wsparcia społecznego, którego osoba uzależniona nie otrzymuje i dlatego trwa w nałogu.

Jerzy pisze...

Silna wola.. silna wola alkoholika? Cheche.. cóż.. wiele można przypisać alkoholikowi ale nie silna wolę w stosunku do nie picia alkoholu. Ale potrafimy mieć silna wolę w dążeniu do jego zdobycia, potrafimy łamać przeogromne bariery , normy, zasady niszczyć by mieć możliwość jego konsumpcji i poczuć jego działanie. Dokładnie tak jak narkoman w stosunku do narkotyków. Tam też pewnie problemem jest silna wola. :):)
Osobiście - patrząc z perspektywy swojego życia, (18 lat chlania a potem z 6 trzeźwienia ) a także z doświadczeń dziesiątek innych alkoholików którzy podjęli działanie - problem tkwi dużo głębiej. Podczas pracy nad sobą doszedłem do wniosku że alkohol nie był przyczyną moich problemów. Był skutkiem. A problem leżał dużo głębiej - w podejściu do życia, w wartościach i doświadczeniach które wyniosłem z dzieciństwa, w lekkomyślności w dokonywaniu wyborów, w moich wadach z którymi nie walczyłem, itd itd...
Problem tkwił we mnie samym. A następstwem mojego postępowania było uzależnienie od alkoholu. I do podobnych przekonań dochodzi wielu wielu innych przyjaciół. Dlatego same odstawienie alkoholu ( życie na tzw. dupościsku) jest tak mało skuteczne. Co z tego że przyjmuję alkoholu - jak wciąż postępuję tak jak kiedyś z jedną różnicą : że kiedyś byłem często pianym, samolubnym, zadufanym w sobie, odrzucającym większość wartości egoistą - a dziś był bym trzeźwym samolubnym, zadufanym w sobie, odrzucającym większość wartości egoistą .
DO tego dochodzi wyuczony sposób postępowania, nie radzenie sobie z problemami, kompletne zawirowania w swerze emocjonalnej itd. Więc pojawiają się frustracje oraz złość której nie umiemy rozładować, Dlatego także ( choć nie tylko) - tyle małżeństw rozpada się ( lub przeżywa trudne chwile ) w rok czy dwa lata po zaprzestaniu picia. Wcześniej wytłumaczeniem niewłaściwego zachowania był alkohol. A teraz go nie ma - i nie ma na co zwalić winy...
Zachowałem żonę która jest dzisiaj także moją najlepszą przyjaciółką ( a kiedyś była zmierzłą, wciąż niezadowoloną czepiającą się babą...), mam wspaniałe dzieci które kocham i z którymi lubię spędzać czas - a które kiedyś mi wyłącznie przeszkadzały potrafiły dostać w tyłek tylko dlatego że przecięły linię łączącą mnie z telewizorem, mam duże grono przyjaciół i znajomych , fajną pasjonującą pracę , fajne hobby, itd itd itd.. I jestem szczęśliwym alkoholikiem.
Ale to wszystko dlatego - że kiedyś podjąłem działanie by się zmienić - i zacząłem podejmować codzienne działanie by zmienić siebie ( nie innych ludzi ) a wierzcie mi , że w tym wszystkim zaprzestanie picia to była jedna z łatwiejszych rzeczy do zrobienia.
Wszyscy mamy wiele do zrobienia, wszyscy mamy wiele do przepracowania. Ale niestety tylko część z nas jest jeszcze na to gotowych. Nie znam alkoholika który poprzestał na zaprzestaniu picia i umacnianiu swojej "silnej woli" który byłby zadowolony ze swego życia - a wraz z nim szczęśliwi byli by jego bliscy i znajomi. Choć znam ich wielu. I nawet gdy oni sami twierdzą że tak jest - po bliższym poznaniu, z jego bliskich spływa maska "szczęścia" i dowiadujemy się prawdy.

Joanna Bura pisze...

Jeśli chodzi o silną wolę potrzebną człowiekowi do zaprzestania przyjmowania środków uzależniających(w tym alkoholu) to jest to moje zdanie, ponieważ pracowałam z ludźmi pijącymi i nadal pracuję z jedną z nich. Swój sukces w pokonaniu uzależnienia ta osoba zawdzięcza swojej silnej woli(tak bynajmniej mówi i napisała w swojej pracy). Do filmu się nie odniosłam, bo jest dla mnie mało przekonywujący. Jednak popieram w walce z uzależnieniem szeroko rozumianą rolę wsparcia społecznego. W większości przypadków np. w warunkach szpitala niewiele osób z problemem uzależnienia chce tego wsparcia i kombinuje jak zdobyć swój ,,eliksir,,. Możliwe, że rodzina mogłaby pomóc perswazją. Jednak jestem przekonana, że w zaprzestaniu np. picia alkoholu potrzebna jest silna wola i relacja z samym sobą. Jest to trudne ponieważ wiadomo, że jest uzależnienie psychiczne i fizyczne. To psychiczne pojawia się najszybciej i kiedy alkohol, lub narkotyk na zagości w organizmie to tak wygląda jak tygrys wchodzący do lasu. Czyli człowiek czuje się dobrze, co wyraża się w wesołości, odwadze, tzw. ,,odlocie,, w świat bez trosk. Jeśli dziś było dobrze to i jutro chcemy, żeby było tak dobrze. Potem jest pojutrze i w sumie nie możemy już mieć dość i chcemy to powtarzać, aż nie wiedzieć kiedy wpadamy w nałóg. Potem dochodzą inne dolegliwości (fizyczne), kiedy nie ma w nas tych środków, a są nimi min: niepokój, drżenia rąk, mogą być objawy bólowe różnych części ciała i skóra twarzy przybiera kolor czerwony, potem może mieć mocniejszy, z czasem zmienia się głos. To nie wszystkie objawy, ale jeśli człowiek uzmysłowi sobie zagrożenie w porę, zobaczy jak się zmienia, jak ubywa mu też kasy to może da radę...., ale potrzeba relacji z samym sobą. Bo jakiego wsparcia można oczekiwać? Dostępność do alkoholu jest duża. W szpitalach, w szkołach mówi się dużo o szkodliwości. Cos tez słychać w mediach, ale młodzi chcą szpanować, podobać się.....Starsi lubią popić choćby okazyjnie, co nie jest złe. Picie jest dla ludzi. Nie wiem może naukowcom się uda odkryć alternatywne wyjście i nowe formy wsparcia dla takich osób. Jestem jak najbardziej za tym. Życzę powodzenia ! Joanna

Anonimowy pisze...

Relacji wlasciwej i zdrowej z samym soba uczy tylko psychoterapia.

Anonimowy pisze...

W przypadku alkoholizmu rozwiązanie może być o wiele prostsze:
http://vetulani.wordpress.com/2013/09/12/alkoholizm-i-jego-leczenie-farmakologiczne/

Jerzy pisze...

Prostsze rozwiązania? Wiem, wiem.. każdy z nas próbował. Anticol, esperal... Czy pomaga? Owszem, na pewno rewelacyjnie działa na wszystkich którzy te leki sprzedają czy wszywają. I oni widzą widoczną poprawę :):) przynajmniej swoich finansów.
Jak lek może zmienić mój sposób reagowania, myślenia, jak ma nauczyć nas radzenia sobie ze stresem, frustracjami, złością, agresją? Jak nauczy nas asertywności , jak pomoże walczyć z naszymi wadami, jak wpoi nam zapomniane - odrzucane człowieczeństwo? Jak pomoże walczyć z manipulacjami i samookłamywaniem? Jak zaleczy mechanizmy pozwalające dowolnie manipulować naszą wizją przeszłości, naszym spojrzeniem na siebie samego? Jak nauczy nas podejmowania właściwych decyzji, odpowiedzialności, systematyczności? Wreszcie w jaki sposób poprawi tak naprawdę poczucie własnej wartości itd itd...? I jeszcze wiele, wiele innych "jak?.." Farmakologia pomóc może czasami zaprzestać picie - utrzymać przez jakiś czas abstynencję. Ale to tak naprawdę działa jak lek przeciwbólowy - przez jakiś czas nie będziemy czuli bólu - ale nic nie robimy z jego przyczynami. Alkoholizm jest chorobą śmiertelną. I nigdy samoistnie się nie cofa. Jest też chorobą postępującą. Z doświadczenia wiem że takie leki często jeszcze pogarszają sprawę z 2 powodów :
1) Opóźniają osiągnięcie "dna" które zmusza do podjęcia profesjonalnego leczenia, terapii, programu AA itd i tak naprawdę stałej zmiany życia .
2) Udowadniają alkoholikowi który na trzeźwo słabo radzi sobie z wszystkim co go otacza, który musi zmierzyć się z konsekwencjami picia na trzeźwo, który nie radzi sobie często z samym sobą, którego emocje chcą rozsadzić, w którym nie radząc sobie z codziennością pojawiają się frustracje itd.. - udowadniają mu że i życie z alkoholem - jak i życie bez alkoholu jest okropne, bez sensu i straszne. I stąd są już tylko 2 drogi - ucieczka w alkohol lub ucieczka kompleksowo rozwiązująca problemy..
Oczywiście może zdarzają się osoby którym to naprawdę pomaga. Ja takich nie znam. Ale znam siebie - i znam dziesiątki doświadczeń innych ludzi którym to nie tylko nie pomogło - ale wręcz zaszkodziło. Ta choroba to walka o życie - i osobiście nie chcę eksperymentować.
Mając np. raka - szukamy najskuteczniejszej terapii, szpitala, lekarza, i całe życie obracamy w kierunku walki z chorobą. Będąc alkoholikami - bez względu na skuteczność - szukamy na początku łatwiejszych dróg - i chcielibyśmy najlepiej nic nie robić, łyknąć proszek , wszyć sobie coś i .. po kłopocie. A w takiej sytuacji zawsze znajdą się osoby które na tym będą chciały zarobić.
Ja po prostu nie mam ochoty więcej eksperymentować - bo stawką jest moje życie.
Stare przysłowie mówi " Trzymaj ze zwycięzcami" Z terapią zdrowieje skutecznie wielu ludzi ( nie znam dokładnej liczby) ... z programem wspólnoty AA w świecie ponad 4 miliony..
Znam setki ludzi którym terapia pomogła, znam kolejne setki którym pomogła wspólnota AA, wielu ludzi ( jak i ja) połączyła i terapię i AA. I to działa. Ale nie znam nikogo szczęśliwego który trwale poradził by sobie z problemem farmacją...

Anonimowy pisze...

Słowa filmu przesuwają się za szybko... Poza tym, powyżej ciekawe komentarze:)

Anonimowy pisze...

Panie Jerzy. Mam pewnego znajomego, który zaprzestał picia, poszedł na terapię, AA, odzyskał rodzinę, ma pracę, wiele lat nie pije, jest pełen wartości. Wszystko super, wszystko dobrze. Tyle tylko, że stał się FANATYKIEM religijnym. Pisze Pan "Z terapią zdrowieje skutecznie wielu ludzi ( nie znam dokładnej liczby) ... z programem wspólnoty AA w świecie ponad 4 miliony.. " Ciekawe z tych skutecznie wyleczonych milionów ile osób ma podobne/inne symptomy "wyleczenia"?
Pan jest również "wyleczony". Robi Pan z siebie eksperta od szczęścia, a ze swoich znajomych jego gwarantów, co nie świadczy akurat o podmiotowym podejściu do drugiego człowieka.
Mechanizm powstawania uzależnień nie jest do końca poznany, takie jest stanowisko naukowe i proszę ludzi nie wprowadzać w błąd i pozwolić im samym decydować, co im może pomóc a co nie może.
Pozdrawiam,

Terapia Eden pisze...

Kieruję swoją wiadomość do wszystkich osób walczących o powrót do normalności. Być może nie macie już siły i motywacji, być może próbujecie się wydostać z dołka, ale nikt nie podaje wam ręki. To trudne zgłosić się o pomoc w tak delikatnej sprawie. Wiemy o tym, zachowujemy pełną dyskrecję. Damy Ci wsparcie i doświadczenie w wyprowadzaniu ludzi na prostą, nie bój się i zawalcz o siebie raz jeszcze z naszą pomocą!

Anonimowy pisze...

Wiem, że jedni uznają uzależnienie za chorobę- inni nie ale ja sama dopiero wyszłam z nałogu. Pomogli mi w ośrodku Wsparcie w Koszalinie. Na prawdę jestem zadowolona

Anonimowy pisze...

Witam,
ja też piłam na umór czasem i wiem - mamy silną wolę, ona robi z nami co zechce.... Więc myślę, że terapia jest odpowiednim rozwiązaniem. Ja pojechałam do prywatnego ośrodka Wsparcie w Koszalinie bo słyszałam o nich dobre opinie i sama mam pozytywne odczucia po terapii poza tym teraz jestem w stałym kontakcie z terapeutką z ośrodka ona dzwoni i pyta jak mi idzie :) Polecam :)

Wielek pisze...

Uzależnienia są jak choroba... choć przyznam, że jedno nierówne drugiemu. Kiedy byłem w ośrodku na terapii uzależnień (sam leczyłem się z hazardu) to widziałem i alkoholików, narkomanów czy hazardzistów jak ja. Zniszczone organizmy, psychiki... Naprawdę terapeuci z Wiosennej gdzie byłem musieli się nieźle natrudzić nad nami wszystkimi, ale przyznam, że opiekę mieli naprawdę dobrą i profesjonalną.

Anonimowy pisze...

powtarza tezy Stantona Peele'a z lat 80-tych...

Anonimowy pisze...

W moim przypadku skończyło się w Ośrodku Tratwa w Wiśle. Nie umiałem samodzielnie się z tym wszystkim uporać. Nałóg zaczął mnie przerastać. Zrozumiałem, że tylko profesjonalna pomoc może stać się moim wybawieniem.

Anonimowy pisze...

Dla właścicieli ośrodków terapii proponujemy całkowicie bezpłatne dodanie Państwa ośrodka do naszej bazy. Nie wymaga to od Państwa żadnych czynności, ponieważ to nasz wykwalifikowany zespół pracowników zajmie się wszystkim od stworzenia unikatowego opisu Państwa ośrodka, poprzez zamieszczenie zdjęć prezentujących obiekt a kończąc na dodaniu pełnych danych teleadresowych. Dodamy raz jeszcze, dodanie ośrodka do naszego rankingu jest całkowicie bezpłatne i nie wiąże się z ponoszeniem żadnych kosztów.
https://osrodkiterapii.pl/

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...