środa, 13 listopada 2013

Jacek Wiatr: "Modlitwa o recykling" cz. 1

Miało być opowiadanie, a będzie powieść:))

Zapraszam Was do lektury pierwszej części NOWEJ powieści Jacka Wiatra, mojego dobrego kolegi, pt. "Modlitwa o recykling". Komentarze mile widziane;)

Photo credit: ModernDope (old account) / Foter.com / CC BY-NC-SA
Naznaczony aromatem ciepłych malin, delikatny wiaterek zachęcająco rozchylił drzwi szpitalnej sali. Moje łóżko znajdowało się wprawdzie przy oknie, lecz prawie zawsze woń świeżego powietrza skutecznie niweczył smród dobiegający z kuchni. Niemalże każdy nieśmiały powiew wiosny, już w samym progu bezlitośnie tłumiła nieśmiertelna mieszanka bigosu i zupy kalafiorowej. Ten raz był jednak inny, ten zapach był wyjątkowy.

Moje zmysły uległy już swego rodzaju zamgleniu, ale zdecydowanie nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek doświadczył woni tak intensywnej i tak pobudzającej jak ta, która zdawała się zdzierać mnie z łóżka ściskając mocno za wychudzone ramiona. Czułem jak pod zmarszczkami pomarańczowej skóry nieprzerwalnie musował świeży rzut wysyconej tlenem krwi. Miałem jeszcze dość sił, by znów wstać i iść!

Prócz mnie, w celi dogorywało jeszcze dwóch facetów. Ten bliżej mnie dochodził do siebie (nad wyraz ciężko) po resekcji wyrostka robaczkowego. Drugi, znacznie młodszy, szczupły rudzielec zupełnie omyłkowo zamiast szklanki soku z brzoskwiń wlał sobie do gardła odrobinę pestycydów. Niedokończone krzyżówki, soki na stolikach, regularne odwiedziny tuż po pracy i lekcjach… Dzięki Bogu nie chcieli się zaprzyjaźnić.

Przyjąłem zaproszenie podmuchu nadziei. Musiałem jak najprędzej opuścić miejsce, w którym przepacałem prześcieradło od długich tygodni. Nogi były już prawie zupełnie sprawne. Potrzebowałem jedynie kawałka tego, co większość podobnych mi idiotów zwykło nazywać szczęściem. Serce kołatało w pijanej arytmii, obłędnie pragnąłem oglądać te szpitalne mury z perspektywy chłodnego lasu – arkadii, godzinami wypatrywanej przez zatłuszczone okno.

Wyszedłem, jak zawsze: kibel, dyżurka, winda, ławeczka i już, pet za petem, jak gość. Oj tak, te szpitalne mordy dostatecznie mi zbrzydły. Morda w kitlu, morda na obcasach, z cewnikiem, z kromką chleba. Pasowałem do nich idealnie i nie wzbudzałem żadnych podejrzeń, po prostu szedłem tam gdzie zawsze. Piguły wolały, jak nie smrodziłem im po brudownikach, mieliśmy taką niepisaną umowę.

Szpitalna brama znajdowała się pod naprzemienną obserwacją dwóch ochroniarzy przypominających wąsatych bliźniaków, ufali mi. Zresztą nie tylko oni, bo paradoksalnie miałem coś w tej gębie, z dobrego człowieka. Prawdopodobnie największym zagrożeniem byli ludzie obcy, pieprzone dobre duszki włóczące się bez celu po dziedzińcu i wszystkich możliwych zakamarkach, nieustannie wypatrując i węsząc . Przeciwko mnie dodatkowo nastawionych było jeszcze: kilka kamer, budka portiera i miliony okien, pełniących funkcję bocianich gniazd. Byłem jeszcze wciąż zbyt słaby, by uciekać z udziałem zaskoczenia i prędkości. Musiałem zaryzykować, wyczuć odpowiedni moment i w jakiś sposób wypełznąć, rozmazać się na tle nerwowego poranka.

Kiedy zdusiłem swoim wątpliwym ciężarem niedopałek trzeciego papierosa, lekko zgarbiony, z czystej ciekawości uniosłem głowę ku nadjeżdżającej karetce. Dopiero w tym momencie dostrzegłem jedyną okazję - szeroką kępę zaniedbanego żywopłotu. Nadawała się idealnie!

Zdobycie celu trwało wieczność, a przecież dzielił mnie od niego dystans góra piętnastu metrów. Koszmarne uczucie, gdy w każdej sekundzie można dostać gorącą kulkę w plecy. Pomijając przemoczone filcowe pantofle i swędzące bąble poparzonych podudzi, nie mogło jednak pójść mi lepiej. Wyznaczyłem azymut i coraz pewniejszym krokiem zwróciłem się w stronę upragnionej leśnej polany.

C.D.N. na PSYCHIKA.net






Jacek Wiatr – człowiek z zewnątrz, bez znajomości w branży, nazwiska i rozpoznawanej twarzy. Autor niezależny, ryzykownie niedostosowany do obowiązujących trendów. Napisał „Powietrze po deszczu” (recenzja na PSYCHIKA.net tutaj), książkę skupioną na ratownictwie medycznym, pracy ratowników medycznych oraz sytuacji społecznej pokolenia dorastającego tuż przed świtem obecnych czasów.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nieźle napisane! Ciekawe co będzie dalej..

Vuko Drakkainen pisze...

Cóż...Napiszę, że ma ciekawość została rozbudzona. Czekam na więcej. W głowie rodzą się pytania, na razie krótkie. Kto? Dlaczego?

Anonimowy pisze...

Fajne, kiedy ciąg dalszy?

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...