piątek, 29 listopada 2013

Jacek Wiatr: "Modlitwa o recykling" cz. 2

Druga część powieści mojego kolegi Jacka Wiatra. Zapraszam.
Link do części 1.
Photo credit: hern42 / Foter.com / CC BY-SA
Byłem śmieciem, to wiedziałem na pewno. Lecz nie takim nowoczesnym śmieciem, który wierzy w śmieciową reinkarnację, co się nazywa od jakiegoś czasu recykling. Tacy jak ja, nawet po wielokrotnym przemieleniu, przegotowaniu i rozłożeniu na czynniki pierwsze zostają w dalszym ciągu nic nie wartą śmieciową masą, z której można zrobić tylko więcej śmieci, nieco mniejszych, rzecz jasna i przez to jeszcze tylko bardziej żałosnych. Tak więc leżał śmieć na zielonej leśnej polanie - udało mu się, a może przywlekł go tu wiatr?

Na tę soczystą zieleń traw, w cichutkim szmerze pracowały miliony niewidocznych odnóży. Mogłem dzięki nim zwyczajnie leżeć i raz jeszcze poczuć ciepło, którym dobre słońce zawsze stara się obdarować nas po równo. Znów, po tylu latach byłem na prawdziwych wagarach. Oj, te wspomnienia cholerne, co bolą już we wstępie, bo niedoścignione i nieobecne jak para. Jednak nawet obolałe od pasa pośladki nie mogły zakłócić szczęścia tamtego wieczoru, kiedy dowiedziałem się, że autentycznie mogę być wolnym człowiekiem i droga do szkoły nie zawsze kończy się w szkole, droga do pracy, w pracy… Życie postawiło mnie kiedyś na właściwym torze, lecz ślepym uporem i nierzadko prostym tchórzostwem konsekwentnie zrywałem się z trasy i oddalałem bez powrotu zatracając świadomość słusznego kierunku.

Chwila zachwytu trwała dłużej, niż jedną przeciętną chwilę i niepostrzeżenie rozmyła się już granica między niebem, a cieniem. Teraz głód przeniósł moje ciało w głąb lasu. Skoro ludzie w przeszłości potrafili całe życie spędzać w towarzystwie drzew i dzikiej zwierzyny, żywiąc się wyłącznie darami natury, to ja musiałem chociaż w ten jeden dzień spróbować wykorzystać swoje uśpione, lecz gdzieś tam za pewne istniejące jeszcze pokłady zwierzęcego instynktu przetrwania, napychając pusty brzuch jagodami. Zresztą, na dachu najwyższego ze szpitalnych budynków znajdowało się lądowisko dla śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Gdybym jakimś trafem pomylił ścieżki, zawsze mogłem zwrócić się w stronę pulsujących lamp. Czułem się jednak pewnie, zawsze miałem świetną orientację. Przypomniały mi się szczenięce lata w PTTK, kiedy to większość górskich szlaków przemierzałem niemalże w biegu, zawsze z dumą wyczekując reszty grupy wdrapującej się na szczyt.

Niestety. Kiedy po raz trzeci przeszedłem obok tej samej kapliczki, jednak za każdym razem z innej strony ostatecznie dotarło do mnie, że mój zmysł nawigowania w terenie zupełnie się stępił. Dochodząc do kolejnego skrzyżowania umownych dzikich szlaków pojąłem, że nie ma ratunku i oto zgubiłem się jak dziecko w supermarkecie. Moje oczy rejestrowały teraz jedynie ciemne plamy nocy, każdy krok groził potknięciem się o wystający korzeń.

Zapadł zmrok, ciężka mgła opadała z wolna obejmując kolejne pokłady leśnego krajobrazu. Postanowiłem zaryzykować, idąc po omacku przed siebie - w wyobraźni obrać jakiś azymut i zwyczajnie założyć, że ten szlak w końcu przetnie jakąś sensowną drogę, zdeptaną dla odmiany od czasu do czasu ludzką stopą, a nie kopytem. Po mniej więcej godzinie kaleczenia ciała ostrymi gałęziami krzewów dzikiej róży, przemoczony i przemęczony padłem pyskiem w kałużę gęstego błota. Sił starczyło jedynie, aby przekręcić się na lewy bok, unikając aspiracji mułu do płuc - jeżeli miałem jeszcze jakiś wybór, wolałem paść z wycieńczenia, niż utopić się w chlewie.

C.D.N. na PSYCHIKA.net






Jacek Wiatr – człowiek z zewnątrz, bez znajomości w branży, nazwiska i rozpoznawanej twarzy. Autor niezależny, ryzykownie niedostosowany do obowiązujących trendów. Napisał „Powietrze po deszczu” (recenzja na PSYCHIKA.net tutaj), książkę skupioną na ratownictwie medycznym, pracy ratowników medycznych oraz sytuacji społecznej pokolenia dorastającego tuż przed świtem obecnych czasów.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przystojny autor:*

himmelin pisze...

Powiesc zapowiada sie ciekawie:)poczatek pobudza wyobraznie,a 3 czesc pobudza wspomnienia wlasnych przezyc z dziecinstwa,z niecierpliwoscia czekam na dalsze czesci powiesci!Pozdrawiam serdecznie:)Elzbieta W.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...