czwartek, 28 marca 2013

Meandry miłości własnej

Autorką artykułu jest studentka filozofii i historii Aleksandra Kondrat.

„Katastrofa jest pewna, szczęście wątpliwe. Opieram czoło na drżących kolanach, wydaje mi się, że na moich oczach gaśnie dzienne światło, rozpościera się nade mną żałobny namiot, bolesna ciemność wiecznego sieroctwa”.

Ela Miller, pierwszoplanowa postać powieści Po rozstaniu

Będąc po lekturze poniekąd przygnębiającej, pełnej napięcia oraz przytłaczającej powieści psychologicznej Zeruyi Shalev Po Rozstaniu mam wrażenie, że cała ta metafora odniesień interakcyjnych staje się ostatecznie nie do odszyfrowania. Daje człowiekowi kolejne znaki oraz sygnały, że obszary naszych życiowych zależności są siecią niekończących się napięć, pożegnań, powrotów, dziecięcej tęsknoty za bezgraniczną akceptacją. Główna bohaterka, kluczowa postać Ela, została psychicznie zniewolona przez oschłego, przeintelektualizowanego, zamkniętego szczelnie ojca, który skutecznie gasił słabą i nie mającą na nic wpływu matkę. Opis nie daje cienia wątpliwości, co do autorytarnego usposobienia ojca: „Elu, muszę powiedzieć ci kilka rzeczy, informował mnie oficjalnie, zawsze „powiedzieć”, nigdy „porozmawiać z tobą” ani „wysłuchać”, zapraszał mnie do swego gabinetu, który wydawał mi się duszny i pozbawiony nadziei niczym podziemna cela przesłuchań. Nie jestem w stanie wnieść do rozmowy nic więcej niż trzy sztuczne zdania, zresztą to nie rozmowa, nigdy nie rozmawialiśmy”. W następnych refleksyjnych rozważaniach postaram się ukazać, że jej osobowość jest płynna i pozbawiona fundamentalnego rdzenia, którym jest ‘miłość własna’.

W dorosłym okresie Ela została ‘wrzucona’ w świat związku z niebywale chełpliwym ojcem jej dziecka – Amnonem, który (w mniemaniu Eli) podważał każdorazowo jej niezbywalną osobistą wartość. Główna bohaterka niejednokrotnie podkreślała, że uczucia potrafią oszukiwać, że nasz system emocjonalny przypomina bal przebierańców, iż dopiero z perspektywy czasu można zobaczyć i zrozumieć, kto krył się pod maskami. Jednak to właśnie Amnon dosadnie zarzucił jej brak umiejętności kochania, że gdy bywa kimś zgorszona i rozczarowana, jej miłość diametralnie wygasa, iż od jej nieustającej krytyki wieje zlodowaciałym mrozem. Odchodząc od niego usłyszała, że nie dała im żadnej szansy, że nigdy się nie angażuje, nie ma odwagi, by zamoczyć stopy w wodzie, nie je, nie mówi, nie daje z siebie nic prawdziwego, autentycznego, iż wydaje jej się, że w ten sposób zwycięży w grze, jednak to nieprawda, w ogóle nie gra.

W moim odczuciu ‘problem’ Eli oscyluje wokół labilności emocjonalnej oraz w nieustannej chęci potwierdzania swojej wartości w oczach innych. Gdy otrzymała upragnioną wolność, dzięki której miała nasycić swego Ducha, odczuła niepohamowaną boleść i drżenie, zanurzając się w gęstwinie rozpościerającej się melancholii. W związku z tym, niczym dziecko rzucające się na słodycze, raptownie znalazła pozorne ‘ukojenie’ u boku następnego mężczyzny. Mam wrażenie, że tego typu skrajne zachowanie ukazuje nam chroniczną potrzebę bycia nieustannie uznawanym i potrzebnym. Innymi słowy drugi człowiek ‘powinien’ konstytuować moje bycie i mój sposób odbioru samej siebie. Jest to oczywisty dramat ludzkiej egzystencji, albowiem tak zwana ‘zewnątrzsterowność’ częstokroć doprowadza do roztrzaskania jaźni i późniejszej trudności jej scalenia. ‘Zewnątrzsterowność’ głównej bohaterki polega na tym, iż uzależniła się od opinii innych ludzi na temat własnej osoby, poszukiwała nieprzerwanie akceptacji, co doprowadziło ją do utraty pewności siebie oraz (co jest najistotniejsze) straciła łączność ze swoimi ukrytymi pragnieniami i swoim ja. Poczucie własnej Jaźni zostało w sposób brutalny zmasakrowane przez ciągłe (nieświadome) kształtowanie jej osobowości przez innych. Ważne podkreślenia jest to, że jej poczucie własnej wartości jest wtedy na dosyć wysokim poziomie, gdy doprowadza do skupienia całej uwagi innych na sobie.

Niewątpliwie, w wypadku głównej bohaterki powieści poczucie ‘miłości własnej’ zostało zakwestionowane przez destrukcyjną chęć bycia dostrzeżoną i dowartościowaną przez Innych. Oczywiście, każdy człowiek pragnie być kochany i doceniany przez bliskich, jednakowoż toksyczne uzależnienie od innych, degradujące poczucie wewnętrznej kontroli, w ostatecznym rachunku może doprowadzić do stanów neurotycznych i depresyjnych. Pytanie brzmi, co zrobić, by ustrzec się tego uzależnienia, by ‘miłość własna’ dopełniona ‘miłością własną’ innego człowieka, doprowadziła do obopólnej akceptacji i koegzystencji? Dr Alfred Lange, austriacki psychoterapeuta, zaznacza, iż „możemy czuć się wolni, będąc z drugim człowiekiem. Jestem wolny, gdy czuję, że chcę być właśnie z tą osobą. Człowiek wolny robi, co chce”. Może powiedzieć: „nie muszę z tobą żyć, ale dobrze jest z tobą żyć”. Co istotne, „zaczynamy kochać wówczas, gdy dostrzeżemy istotę drugiego człowieka, która rezonuje z naszą istotą. Dalej podkreśla, iż miłość jest rezonansem naszych esencji. Gdy przydarza mi się taka miłość, wtedy nie spoglądam na ukochaną osobę funkcjonalnie, jak na środek do osiągnięcia celu. Jeśli widzę twoją esencję, a ty widzisz moją, wtedy twoje życie jest tak samo ważne jak moje, twoje potrzeby są tak samo ważne jak moje. Nasz związek oparty jest na równowadze i wymianie. To jest miłość pełna”. Jednak zastanawia mnie, jakie warunki indywidualne muszą być spełnione, by doszło do akceptacji Innego, jego odmienności, otwarcia się na jego obecność.

Zgadzam się ze słowami Blaise’a Pascala, który zauważył, iż kto tylko siebie kocha – nie zna miłości, lecz kto siebie nie kocha – nie pokocha też innych. Niejeden człowiek pomyśli: Zastane, puste frazesy, nijak się mają z rzeczywistością. Jednak nie mając szacunku do samego siebie, nie podchodząc do własnych intelektualno – emocjonalnych braków z kilkumetrowym dystansem, nie mamy szansy na pokochanie kogokolwiek. Skoro w pełni nie potrafię tolerować swoich niedoskonałości, to czy jestem zdolny na tolerowanie wad/ ułomności innego człowieka? Wątpię. Mam wrażenie, że skoro sami często krytykujemy siebie, możemy też przestać to robić. Naturalnie, nie twierdzę, że jest to prosty proces, lecz osadza się w ludzkiej zdolności do autokreacji i przemian. Już Erich Fromm w swej książce O sztuce miłości pisze: „Muszę obiektywnie poznać drugiego człowieka i siebie po to, aby móc wiedzieć, jaki jest naprawdę, albo raczej aby przezwyciężyć złudzenia, irracjonalnie zniekształcony obraz, jaki sobie o nim wyrobiłem. Jedynie wtedy jeśli znam obiektywnie jakiegoś człowieka, mogę poznać w akcie miłości jego najgłębszą istotę”. Miłość do własnej unikatowej jaźni jest warunkiem nie tyle wystarczającym, co koniecznym, aby wyjść ze skafandra uprzedzeń i lęku. Postawa egotyczna wyklucza prawdziwą, autentyczną wolę otwarcia się na innego, ukazuje brak poszanowania dla jego integralnego bycia. Wydaje mi się prawdą, iż jednostki o nastawieniu egoistycznym, mimo iż nie potrafią kochać innych ludzi, nie są zdolni pokochać także samych siebie.

Niskie poczucie własnej wartości może być przyczyną występowania masowej triady neurotycznej, składającej się z depresji, nałogów i agresji. Dochodzi wówczas do rozchwiania emocjonalnego i próżni egzystencjalnej, w której kwitnie nie tylko seksualne libido, lecz także agresywne destrudo. Częstokroć osoby z niską samooceną wydają się być bardziej zagrożone różnorakimi stanami patologicznymi. Takie osobistości z obawy przed alienacją i odrzuceniem przez innych, działają wbrew sobie, albowiem wsparcie i wciąż potwierdzana akceptacja doprowadza do podwyższenia samooceny. Mogą także często spożywać napoje alkoholowe, gdyż to powoduje, iż czują się wartościowe, atrakcyjne i zyskują wiarę w swoje możliwości. Anna Dodziuk i Leszek Kapler w swej publikacji Nałogowy człowiek piszą: „Ofiara uzależnienia to ktoś pozbawiony zaufania do swoich możliwości niezależnego zmagania się z życiem. Nie wierząc we własną wartość, cofając się przed wyzwaniami z radością godzi się na kontrolę z zewnątrz. Jest przekonany, że nie da sobie rady sam i musi mieć oparcie, aby przetrwać”.

Główna bohaterka powieści Po Rozstaniu reprezentuje zachowanie niepewne, ambiwalentne, przepełnione wewnętrznymi sprzecznościami, co utrudnia jej docenienie walorów swojego jestestwa. „Zanurzyła palce w bulgoczącej magmie sprzecznych emocji, nie ma nawet rękawiczek, żeby osłonić gołe ręce”, co naraża ją na niepowodzenia w sferze relacji interpersonalnych. Pytanie tylko, co może doprowadzić do wyjścia z antagonistycznych emocji, wejrzenie w głąb siebie i dokładne przyjrzenie swoim potrzebom czy też rzucenie zamazanego obrazu siebie na pożarcie osobom trzecim, by odmalowały mój osobisty portret według własnego uznania.


Aleksandra Kondrat

Studiuję filozofię i historię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasjonuje się psychologią egzystencjalną i komunikacji oraz filozofią praktyczną, głównie etyką oraz antropologią filozoficzną. W wolnych chwilach uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi. Staram się wypełniać myśl Frankla, który mówił: " I dopiero w oddaniu się jakiejś sprawie kształtujemy własną osobę. Nie przez kontemplowanie siebie ani przez samouwielbienie, nie przez krążenie myślami wokół naszego lęku uwalniamy się od tego lęku – lecz przez poświęcenie, ofiarę z siebie i oddanie się sprawie godnej takiego oddania".

4 komentarze:

Beata Kyan pisze...

W salonie gdzie kobiet wiele rozmowa o Michale Aniele, w salonie gdzie kobiety krążą dookoła rozmowa wokół Michała Anioła ...można, ale po co? Można przez ileś tam lat analizować przyczyny naszego ,,rozdygotania'' w pewnych momentach- jakich ? gdy stawiamy czoła trudnościom. Tylko może nie róbmy tego latami, bo na analizie upłynie nam życie i zabraknie czasu na działanie.

Anonimowy pisze...

Tak - taka analiza może "dobić". Wszak każdy z nas jest zlepkiem "najprzeróżniejszych osobowości, które z różną siłą ujawniają się w różnych okolicznościach".
Wolę praktyczne wskazówki jak zintegrować te nasze części. Chyba nie ma nic lepszego niż medytacja.
Pozdrawiam świątecznie
BP

Anonimowy pisze...

Jak ogromnie trudno "zdobyć" miłość własną, po życiu w ciągłym wręcz chronicznym braku akceptacji, a nawet choćby tolerancji - wciąż w obfitej pogardzie, oschłości i niezrozumieniu.
Tak bardzo mocno dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli.

Elżbieta

Aleksandra pisze...

Oczywiście, zgadzam się z tym, iż ciężko jest zbudować "miłość własną', czasem mam wrażenie,że budowanie scalonej osobowości jest procesem żmudnym, jak też dążenie do wewnętrznego spokoju i harmonii może być trudne do osiągnięcia.
W końcu się skuszę na medytację ;-)

Pozdrawiam serdecznie,
Aleksandra ;-)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...