piątek, 25 stycznia 2013

Sztuka zaangażowania i odpowiedzialności

Fot. Ivan Vicencio
Autorką artykułu jest studentka filozofii i historii Aleksandra Kondrat.

„Odpowiedzialność jest tym, co wyłącznie spada na mnie i czego jako człowiek nie mogę odrzucić. To brzemię jest najwyższą godnością tego, co jedyne. Niezastąpionym „ja" jestem tylko o tyle, o ile jestem odpowiedzialny. Mogę zastąpić wszystkich, ale nikt nie może zastąpić mnie. Taka jest moja niezbywalna tożsamość podmiotu”.

Levinas

Temat mojego namysłu nad powyższą 'sztuką zaangażowania' wydaje się być na pierwszy rzut oka enigmatyczny i tajemniczy. Zaangażowanie w różnorodne relacje interpersonalne może nielicznym wydać się tematem jałowym, jednak ja postaram się udowodnić, iż taka relfeksja jest podłożem wszelakich rozmów i odniesień międzyludzkich. Oczywiście – jako autorka tego szkicu – nie mam zamiaru wartościować i oceniać współcześnie panujących postaw, a jedynie opisać ukazujące wzrastające tendencje 'braku zaangażowania'. Wielu ludzi opanowało złożone algorytmy technologiczne, ale nie jest zdolnych przeprowadzić najprostszej rozmowy z drugą osobą. Po odejściu od katedry, biurka czy warsztatu pracy nie umieją nawiązać zwykłego dialogu.

Niektórzy myśliciele, głównie z kręgu psychologii egzystencjalnej, humanistycznej (Yalom, Frankl, Rogers, Maslow czy nawet Fromm) ukazują nam, iż obecnie mamy do czynienia z kryzysem duchowym. Uważają oni, że zanikła w nas umiejętność spontanicznego brania życia takim, jakie ono jest. Czy nie jest to życie poza godnością, które cechuje człowieka pragmatycznego? Nic nie jest ważne dla takiego czowieka, poza dążeniem do życia ciekawego, dobrze urządzonego i wygodnego. Chcąc osiągnąć swe wysublimowane cele jest on przygotowany do tego, by zrezygnować z własnej tożsamości, gotowy by robić gombrowiczowską „pokraczną gębę”, gotów jest poddać się manipulacji i zewnętrznej kontroli. Naturalnie, tego typu krytyka jest pod pewnym względami przesadzona, jednakże ma ona na za zadanie zasiać w nas ziarna dialogu, by mogły one rozprzestrzeniać między ludźmi.

Człowiek jako istota przepojona różnorodnymi wartościami, emocjami i sposobami ich uzewnętrzniania, czasem nie zdaje sobie sprawy, iż narkotyki, seks, stosunki międzyludzkie bez trwałych więzi, życie bez powinności, czyny bez odpowiedzialności to oznaki postmodernistycznego świata wychowania. Czy należy godzić się z tym, aby mass media uparcie i natrętnie tworzyły modele zdeklarowanych samotników? Wyalienowana jednostka, jeśli już wchodzi w kontakty społeczne, to wyłącznie ze względów rywalizacyjnych, albowiem ukazuje się aktualnie syndrom destrukcyjnej rywalizacji, a nie współpracy, co jest jedną z najbardziej niszczycielskich dyspozycji nowoczesnej kultury. Utworzono mnóstwo bibliotek z poradnikami autokreacji i skutecznego dominowania nad drugim człowiekiem, co rodzi brak respektu dla aspektów aksjologicznych. Jak mawiał Carl Rogers:

„Odkryłem, że z mojej perspektywy stosunki międzyludzkie najlepiej funkcjonują w pewnym rytmie: otwartość i ekspresja, potem asymilacja, przepływ i zmiana, potem okres spokoju, ryzyko i lęk, potem czasowe bezpieczeństwo. Otwartość ma dla mnie znacznie większą wartość niż postawy obronne. Trudno ją osiągnąć nawet częściowo, lecz niezwykle wzbogaca ona relacje międzyludzkie. Muszę mocno stać na ziemi i trzymać się prawdziwych doświadczeń. Nie mogę żyć abstrakcją. Autentyczne relacje z innymi ludźmi, ręce ubrudzone ziemią, obserwowanie rozchylającego się pąka kwiatu czy oglądanie zachodu słońca są w moim życiu niezbędne. Kroczę ścieżką Martina Bubera i starożytnych mędrców Wschodu: Ten, kto się narzuca, ma małą jawną moc. Ten zaś, kto się nie narzuca, ma wielką ukrytą moc”.

Instrumentalizacja, uprzedmiotowienie człowieka w stechnicyzowanym świecie burzy niejeden z podstawowych systemów wartości. Sprzyja ona narastaniu głebokiego poczucia pogardy da tych, którzy znają technikę słabo lub wręcz wcale, którzy niczego nie wymyślili, po dzień dzisiejszy, obsługując się raczej łukiem niż rakietami. Ale czy w tym baumanowskim świecie jest miejsce na zrozumienie, współczucie, bliskość, czy raczej panuje w nim zawiść, podejrzenia, i rodzi się poczucie krzywdy? Moraliści stwierdzają, iż technika odczłowiecza nasz świat. Pytanie, które się nasuwa, brzmi, czy w takim świecie frustracji, głębokich resentymentów, braku wzajemnego porozumienia mogą się wytworzyć trwałe kontakty interpersonalne? Jak pisał Scheler, resentyment jest duchowym samozatruciem, tym silniejszym, gdy w społeczności „ranę odbiera się jako wyrok losu”, wyrok niesprawiedliwy, a jednocześnie ma się poczucie bezsilności, paraliżujący odruch zemsty.

Czy nie jest tak, iż człowiek stał się „ośmiogodzinowcem”, będąc wycinkiem siły roboczej lub zbiurokratyzowanej kadry urzędniczej? Fromm powiedziałby, iż człowiek ma minimum inicjatywy. Nawet sfera uczuciowa jest z góry ustalona: wyrozumiałość, pogoda ducha, solidność, ambicja i zdolność gładkiego współżycia z otoczeniem. Rozrywka została strywializowana. Książki wybierane są przez kluby książek, widowiska przez właścicieli kin i teatrów, którzy płacą za slogany reklamowe; cała reszta jest również zuniformizowana: niedzielna wycieczka autem bądź rowerem, zebrania przy telewizorze, partia kart, przyjęcia towarzyskie. Od poniedziałku do piątku, od rana do wieczora - wszystkie czynności są nawykowe. I jak człowiek schwytany w sieć tego przyzwyczajenia może nie zapomnieć, że jest istotą ludzką, niepowtarzalną indywidualnością, kimś, kto otrzymał tylko jedną szansę życia ze wszystkimi nadziejami i rozczarowaniami, ze smutkiem i lękiem, z tęsknotą za miłością i strachem przed nicością i samotnością? „W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami. Każda zachowuje integralność”, jak fundamentalnie zarysowuje Erich Fromm.

Teraźniejsi ludzie dobrze odżywieni, dobrze ubrani, zaspokojeni seksualnie, a jednak nie posiadający zintegrowanej jaźni, często bez żadnych lub pobieżnych i przygodnych znajomości. Bo czyż szczęście nie polega dzisiaj na zabawianiu się? Przecież zabawić się oznacza zaspokoić użyciem i spożywaniem konsumenckich dóbr. „Pochłania się wszystko: widowiska, jedzenie, napoje, papierosy, ludzi, odczyty, książki, filmy. Świat jest jednym wielkim przedmiotem naszego łaknienia, wielkim jabłkiem, pełną butelką, wielką piersią; my jesteśmy tymi, którzy ssą, wiecznie na coś czekają, mają na coś nadzieję — i wiecznie są z czegoś niezadowoleni. Nasza natura została nastawiona na wymienianie i otrzymywanie, na handel i konsumowanie; wszystko, i to w równej mierze dobra duchowe jak i materialne, staje się przedmiotem wymiany i konsumpcji”, jak pisał Fromm w swej Sztuce miłości. A co z problem rozrastającej negatywnej samotności?

Wolność jest związana ze sprawą odpowiedzialności. Ta odpowiedzialność za Innego człowieka jest moralną odpowiedzią kierowaną w jego stronę. Emmanuel Levinas jest filozofem francuskim, lecz dosyć ciężkim w rozumieniu. Jak i też jego rozumienie odpowiedzialności budzi ogromne sprzeciwy. Levinas – jak również ja uważam – zaznacza, iż człowiek nie istnieje bez odpowiedzialności. Tak jak nikt Inny nie może za mnie umrzeć, tak też nikt nie może zdjąć ze mnie odpowiedzialności za swój los i innego człowieka. Bycie odpowiedzialnym za drugiego człowieka dopiero ustanawia moje Ja. Rzadko nawiązujemy relacje z kimś radykalnie Innym, jednak to otwarcie na drugą jednostkę powoduje, iż nie jestem już „dla siebie”, a jestem „dla drugiego”. Wchodzę z drugim człowiekiem w pewna relację etyczną, która jest naznaczona bezinteresowną odpowiedzialnością za Innego. Otwieram się na Innego. Pragnienie wejścia z nim w bezpośredni kontakt powoduje wyjście z mojego odseparowanego egoizmu. Inny do mnie przemawia, on mnie wzywa. Niejednokrotnie Levinas podkreśla, że relacja Ja-Inny nie może mieć charakteru poznawczego, albowiem poznawanie jest zawłaszczeniem, przemocą. Co istotowe, odpowiedzialność za Innego została mi nadana, narzucona. Całkowicie oddaje się, wystawiam się Innemu. To obłąkanie odpowiedzialnością każe mi wyjść poza obręb swojego zaściankowego świata na rzecz Innego, drugi człowiek przemienia się w moją obsesję. Moja pełna ofiara z siebie staje się działaniem moralnie słusznym i właściwym. Mówiąc słowami Levinasa:

„Jestem zobowiązany, choć zobowiązanie nie pochodzi ode mnie - jak gdyby rozkaz zakradł się do mojej świadomości niczym złodziej, wślizgnął się po kryjomu".

Pragnienie oddania się Innemu (mam przynajmniej taką nadzieję) jest silniejsze i nie pozwala ono człowiekowi na byciu odseparowanym od Innych. Głód Innego człowieka nigdy nie zostanie w pełni zaspokojony, dlatego też musimy być świadomi, iż należy opuścić dom i wyjść drugiemu naprzeciw. W związku z tym, iż pragnienie obecności drugiego nigdy nie jest zaspokojone, należy stale go wypatrywać, pielęgnować zawarte znajomości. Powinniśmy mieć na uwadze, że bliskość rodzi się wówczas, gdy przestajemy drugiego człowieka szufladkować, kategoryzować, schematyzować, diagnozować, klasyfikować. Wydaje plony wówczas, gdy przyjmuje się i akceptuje Innego z pełnym wachlarzem jego jakościowej odmienności, gdyż:

"Gdy widzi się nos, oczy, czoło, brodę drugiego i gdy można je opisać, oznacza to, ze zwracamy się do niego jak do przedmiotu. Najlepszy sposób poznania drugiego to taki, w którym nie zauważymy nawet koloru jego oczu! Gdy obserwujemy kolor jego oczu, nie jesteśmy w relacji społecznej z drugim".


Aleksandra Kondrat

Studiuję filozofię i historię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasjonuje się psychologią egzystencjalną i komunikacji oraz filozofią praktyczną, głównie etyką oraz antropologią filozoficzną. W wolnych chwilach uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi. Staram się wypełniać myśl Frankla, który mówił: " I dopiero w oddaniu się jakiejś sprawie kształtujemy własną osobę. Nie przez kontemplowanie siebie ani przez samouwielbienie, nie przez krążenie myślami wokół naszego lęku uwalniamy się od tego lęku – lecz przez poświęcenie, ofiarę z siebie i oddanie się sprawie godnej takiego oddania".

8 komentarzy:

Langeria pisze...

Ostatni cytat kompletnie nie trafiony, nie wiem czy polega to na wycieciu z kontekstu badz złym tłumaczeniu na polski, ale zasadniczo psuje obraz całego artykułu. Wynikałoby z niego , że tak naprawdę ślepcy , niedowidzący i poznający się w internetowej przestrzeni ludzi znają swoje dusze najlepiej.Jak dla mnie jest to nieprawda- pomiędzy samym patrzeniem a słuchaniem jest mnóstwo gestów, drobniejszych lub bardziej znaczących- tembr głosu czy sposób odnoszenia się do innych ludzi, które pozwalają bardziej poznać drugą osobę. Ponadto jeśli odrózniam kształt brody czy kolor oczu osoby z którą rozmawiam, dla mnie to informacja , że mój mózg działa i nie jestem daltonistą, nie musi to oznaczać że traktuje ją jak przedmiot.

Mogłabym napisać słit , super brawo Ola.
Ale ja wiem ze stać Cię na więcej

Suchar na 4-

Aleksandra pisze...

Oczywiśćie twórczość Levinasa jest skomplikowana i zawiła, dlatego też ciężko jest go interpretować literalnie. Sam Levinas był w obozie koncentracyjnym i wydaje mi się, że jego podejście do relacyjności jest bardzo zradykaizowane, stąd też jego pomysł na 'asymetroczność relacji, jestem odpowiedzialny za Innego, a wymiar fizyczny w jego ujęciu nie gra większej roli;)

Marcin Hanke pisze...

@ Langeria -
Kolejny raz hejtujesz tekst Oli. To taka gra?

Langeria pisze...

Ale czy tytuł artykułu mówi o rozprawie na temat Levinasa i jego bardziej lub mniej trafionych poglądach , czy o relacji ludzi , ich zaangażowaniu we wspólną znajomość.
Uważam że, poleganie na interpretacjach filozofa, którego nie popieramy i rozumiemy w 100 % jest właściwe, I w tym miejscu mogłabym tu wrzucić smiało jaką mysl Satr'a lub Camus'a , a pózniej napisać ze tak naprawdę to oni nie są "łatwymi" myslicielami i nikt sie z nimi nie musi zgadzać, zabrakło mi w tym artykule uzasadnienia tej odpowiedzialnosci w relacji z drugim człowiekiem.Zapewne pięknie byś wytłumaczyła etymologię słowa- odpowiedzialność

Langeria pisze...

Marcin uwazaj na dobór słów- hejtować? Czy jest to artykuł udostepniony do komentowania, a za czym idzie i krytykowania? Czy tylko do chwalenia i podziwiania twórczości znajomych?

Langeria pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kasia Midri pisze...

Wg mnie Langeria ma rację. Dodatkowo ten wstęp będący wiązanką takich zwykłych blokowych frazesów, które powtarza każdy, był zupełnie niepotrzebny. Ale tekst sam w sobie dał mi dużo do myślenia. Dziękuję Ci! Idę się otworzyć na Innego :D

Karol pisze...

Jak to dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie którzy myślą podobnie jak ja. Serdeczne pozdrowienia dla Autorki!

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...