sobota, 5 stycznia 2013

Problem relacyjności - okiem filozoficznego adepta

Fot. Belovodchenko Anton
Autorką artykułu jest studentka filozofii i historii Aleksandra Kondrat.

„Ach, jakżeż ja jestem wolny. I jaką doskonałą pustkę mam w duszy”

(Orestes w dramacie Muchy Sartre’a)

Powyższy temat mojej refleksji nad ogólną sytuacją relacji interpersonalnych oraz dyskusją jest wielopłaszczyznowy. Roztacza się nad szeroko pojętym makrokosmosem Spotkań Międzyludzkich oraz sieci (widzialnych lub niewidzialnych) zależności utkanych pajęczą siecią. Zmusza człowieka (mam nadzieję, że bardziej zachęca) do własnych indywidualnych, jednostkowych analiz, jak także przemyśleń dotyczących własnego mikroświata interakcji z otoczeniem.

Czytając powieści, teksty, eseje myślicieli egzystencjalnych głównie Camusa i Sartre’a natrafiłam na opór, na nie dający się przebić głową mur mechanizmów obronnych cechujących ( współcześnie, obecnie? ) człowieka. Nie jest moim celem ukazywanie diagnoz moralnych postmoderny, ale raczej wywołanie w czytelniku tego tekstu odrobiny zadumy i namysłu nad jego osobistą postawą względem Drugiego człowieka. Już Rollo May w swej fenomenalnej książce Miłość i Wola zarysował pewien myślowy konstrukt odnoszący się do praktyki życia codziennego. Zauważył, opisując ponowoczesne relacje międzyosobowe, iż mamy obecnie do czynienia z tak zwanym „Nowym Purytanizmem”. Pytane brzmi, do jakiej sfery ludzkiego funkcjonowania odnosi się ów skonsumerowany Purytanizm. Otóż, May w subtelny sposób daje czytelnikowi do zrozumienia, że częstokroć więzi łączące ludzi, scalające ich odmienność i różnorodność mają charakter niedomknięty, pęknięty. Rysa na szkle, brud niedopowiedzeń może spowodować, iż będziemy patrzeć na świat jak przez zamazane okno nieporozumień i nieustannych konfrontacji. Nowy Purytanizm to przeciwieństwo istoty człowieczeństwa, to bezgraniczna apatia ( etymologia słowa: patos (gr.) wzruszenie, uczucie, namiętność; a – patos: beznamiętność, bezuczuciowość), to stan zanegowania pierwiastków duchowych uzewnętrzniających emocje. Kolejne pytanie, dlaczegóż to uczuciowość spychana jest na margines społecznych uwarunkowań i odniesień? Dlatego, że przeczy unaukowionemu ratio (rozumowi)?

Sarte’owski człowiek jest skazany na wolność. Owa wolność niczym wszędobylski piasek znad morza wylewa się z ust, z rękawa, butów, włosów turysty, nie dając mu wytchnienia swą natarczywością, napastliwością. Człowiek ucieka, chowa się, wskakuje do wody, by zlać się z Innymi, by poczuć, iż jego odpowiedzialność za własne życie jest rozproszona, że nie jest odpowiedzialny za własną kreację wolności. Człowiek ten pluje wolnością, ma mdłości, dusi się, miota w chaosie stworzonych przez siebie wartości. Następnym problemem jest kwestia wartości. Czy jednostka wrzucona w świat sama te wartości wytwarza, czy też te wartości istnieją samoistnie i są przez człowieka odkrywane w trakcie egzystencjalnej wędrówki? Jeśli człowiek sam wytwarza wartości, przez co rodzi się jego osobowość, to w takim razie każda istota ma inny, odmienny system wartości oraz wartościowania spraw? Jeśli tak to, czy może istnieć nić porozumienia między ludźmi o różnych szatach aksjologicznych? Na te pytania każdy sam w duchu musi sobie bezspornie odpowiedzieć. Sartre jest myślicielem ateistycznym, który zauważa, że piekło to Inni, że stale uprzedmiotawiamy się nawzajem, iż dystansujemy się od Innych, albowiem świadomie bądź mniej świadomie traktujemy Innych jako zagrożenie własnej, unikalnej podmiotowości. Oczywiście, to tylko krótki zarys światopoglądu Sartre’a na naturę relacji międzyludzkich. Wytrwałym (laikom filozoficznym i nie tylko) polecam osobistą, wnikliwą analizę jego najbardziej przystępnego dzieła Egzystencjalizm jest humanizmem.

Przechodząc do myśli Alberta Camusa, mimowolnie nasuwa mi się główny bohater jego powieści Obcy - czyli Meursault. Można by mi zadać pytanie, dlaczego właśnie ta, a nie inna osoba wzbudziła moją fascynację. A ja odpowiedziałabym natychmiast, iż stało się to za sprawą trwożącego, upiornego jęku wydobywającego się z jądra życia tego człowieka, które udało mi się kiedyś usłyszeć. To właśnie jego życie, sposób na przebrnięcie przez nie, wzbudziło we mnie tak wiele pytań i refleksji. Meursault odrzucił, zakwestionował swym postępowaniem wszystko to, co stanowi esencję bytowania człowieka w tym „przyspieszonym” świecie. Stał się beznamiętny, otępiały, bezrefleksyjny, jego oziębłość przeraża, stale emanuje z niego ten „swąd” obojętności. Uważał, iż do wszystkiego się można przyzwyczaić. Można zadać pytanie, czy jego pseudorelacje nie miały charakteru użytecznego i zarazem przystosowawczego? Obojętna mu była przyjaźń Rajmunda oraz oddanie Marii. Lekceważąco przyjął śmierć swojej matki, mówiąc: “ w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło”. Na jej pogrzeb pojechał w ramach spełnienia kantowskiego obowiązku. Pytanie, które się nasuwa, to dlaczego przyjął „płaszcz” znieczulicy emocjonalnej, po to, by nigdy nie cierpieć, nie czuć nigdy rozczarowania Innymi? Główny bohater tej powieści sądził, iż otacza go „tkliwa nieczułość świata”, jednak, ja uważam, że brak w nim było umiejętności kochania. Niewątpliwie, należy on do kręgu osobistości egotycznych i narcystycznych. Przecież formalizm, logika myśli wyraźnie się załamuje przed logiką uczuć. Emocje nie dają się do końca poskromić. Czy jego zachowanie nie jest ostatecznie zakamuflowanym wołaniem o miłość?

Ludzie są bardziej zdolni do agresji, obojętności i zabijania wówczas, gdy ogrania ich poczucie bezsensowności i beztreściowości życia. Perls starał się uświadomić ten fakt swoim pacjentom:

„Boimy się ryzyka i musimy się upewnić, że nic się nie stanie, co zakłóci bezpieczną rutynę między dziewiątą a czwartą. Ubezpieczenie, czeki, świadoma samotność. Uczyliśmy się bezpiecznych ról na studiach i w szkołach. Właściwe zachowanie by osiągnąć sukces. W ten sposób pchamy drabinę ku górze, odgrywamy największy hałas na ziemi, używając siły w celach sadystycznych, mnożąc pieniądze, których nam nie trzeba. Wrzód żołądka wzmaga apetyt, szyderstwo rodzi się ze śmiechu. Koneksje lepsze niż przyjaźń. Wysiłek w grze, na próżno odzyskując naszą duszę w kościele w niedzielę i noworoczne postanowienia”.

Ale pytanie, czy Czekanie na Godota kończy się zawsze rozczarowaniem? Nie sądzę. Rilke znacząco podkreślił, że miłość to przecież czuwanie nad czyjąś samotnością, a Tischner fundamentalnie zarysował obraz Drugiego człowieka, którego należy przyjąć, gdy zjawia się na horyzoncie naszego doświadczenia. Problem wewnątrz relacji dotyka każdego z nas, jednakowoż, jak uważa jeden z przedstawicieli filozofii dialogu Martin Buber, prawdziwe, autentyczne Spotkania zdarzają się bardzo rzadko, gdyby zaś nie było ich w ogóle, nie żylibyśmy jako istoty ludzkie. Kończąc swe rozważania jeszcze raz nawiąże do Rollo Maya, który intuicyjnie uchwytuje i podkreśla, że w świecie, w którym liczba jest środkiem identyfikacji, w świecie, w którym normalność określa się jako umiejętność nieprzejmowania się, w którym o seks jest tak łatwo, że jedynym sposobem zachowania swego ja jest zdobycie umiejętności odbywania stosunków bez własnego zaangażowania — trudno się dziwić, że w takim świecie miłość i wola stają się czymś coraz bardziej wątpliwym, a nawet, jak sądzą niektórzy, niemożliwym do osiągnięcia. Mam nadzieje, że 'czas na zmiany' nadszedł, ale 'mieć nadzieje' to jeszcze nie jest szczęście, to oczekiwanie i ma w sobie elementy tajemnicy, to doświadczenie otwartości, pokory, niewinności, bo przecież nadzieja jest taka dynamiczna a nie statyczna. Jest Dobrem, które uwalnia i unosi z mroków ku światłu, jest sprzeciwem wobec pokusy rozpaczy, która jest tak bierna i pasywna, autodestrukcyjna, bezwładna, martwa...


Aleksandra Kondrat

Studiuję filozofię i historię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasjonuje się psychologią egzystencjalną i komunikacji oraz filozofią praktyczną, głównie etyką oraz antropologią filozoficzną. W wolnych chwilach uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi. Staram się wypełniać myśl Frankla, który mówił: " I dopiero w oddaniu się jakiejś sprawie kształtujemy własną osobę. Nie przez kontemplowanie siebie ani przez samouwielbienie, nie przez krążenie myślami wokół naszego lęku uwalniamy się od tego lęku – lecz przez poświęcenie, ofiarę z siebie i oddanie się sprawie godnej takiego oddania".

9 komentarzy:

pracownia-psychoterapii pisze...

Pozdrawiamy autorkę.:)

Aleksandra pisze...

Także pozdrawiam ;-)

Świętokrzyskie Centrum Psychoterapii i Terapii przez Sztukę pisze...

Ciekawy artykuł, pozdrawiamy:-)

Marcin Hanke pisze...

Również przyłączam się do pozdrowień ;)))

Anonimowy pisze...

Nareszcie właściwe definiowanie, nazywanie rzeczy po imieniu.
Elżbieta

Marcin Hanke pisze...

@ Elżbieta -
Cieszę się, że podoba Ci się artykuł Aleksandry.
Pozdrawiam serdecznie :)

Aleksandra pisze...

Z góry dziękuje za komentarze ;-)

Anonimowy pisze...

Pojawiająca się apatia może być czasami sumą naszych przykrych doświadczeń, a nie kwestią wyrachowania.

Anonimowy pisze...

POZDRAWIAM i chce wiecej tego typu artykułów....ale nie az tak bardzo filozoficznych :P , myslałam ale sie pomyliłam, mysle wiec jestem nieee nie chce tego,,, chce cos głebszego o rodzinie o przyjaciołach itp.... prostym jezykiem napisała pani to fakt trzeba to pani przyznac ale co z tego jak moze nie wszyscy rozumiemy pojecia jakie pani uzyła lub nie znamy cytatów :P
buzka

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...