wtorek, 8 stycznia 2013

Czy pytanie o Sens Życia jest pytaniem sensownym?

Autorką artykułu jest studentka filozofii i historii Aleksandra Kondrat.

Fot. Belovodchenko Anton
„Przez to nasze nieustanne poszukiwanie trwałego systemu sensów raz po raz popadamy w kryzysy sensu”

Irvin Yalom Dar terapii

„Pytanie o sens życia nie jest budujące. Trzeba się zanurzyć w rzece życia i pozwolić pytaniu odpłynąć z prądem”

Budda

Zajmując się egzystencjalnym podejściem do człowieka w psychologii, rozważania o tak zwanym Sensie Życia zamieszczam w pierwszym rzędzie, degradując freudowską popędliwość (Freud uważał, że zachowanie człowieka jest zdeterminowane przez sferę biologiczną – popędową). My, ludzie, jednostki poszukujące Sensu Życia po omacku, egzystujemy niczym mrówki, układając puzzle, by stworzyły one spójną całość, co dawałoby poczucie psychicznej stabilizacji.

Myśliciel nurtu egzystencjalnego Irvin Yalom z wyszukaną sobie precyzją zaznacza, że nieszczęściem człowieka współczesnego jest fakt, iż znalazł się on w świecie, który nie ma wewnętrznego sensu. Terapeuci (jak uważają Yalom oraz Viktor Emil Frankl) są nieświadomi, że pacjenci (klienci) zgłaszają się na terapię z poczucia Braku Sensu, chcąc swoją życiową wędrówkę usensownić. Już Carl Jung niejednokrotnie podkreślał, iż jedna trzecia osób pojawiających się w jego gabinecie, zjawiła się tam z powodu wyjałowienia i skostnienia duszy. Bunty cechujące te jednostki przybrały różnorakie formy: „Moje życie jest niespójne”, „Nic mnie nie pociąga”, „Po co żyję? Czym to się skończy?”, „Życie na pewno musi mieć jakieś głębsze znaczenie”, „Czuję się taka pusta – przez to oglądanie telewizji co wieczór wszystko traci sens, czuję się taka bezużyteczna”, „Nawet teraz, a mam już 50 lat, ciągle nie wiem, co chcę robić, kiedy dorosnę”.

Irvin Yalom w swej książce Mama i sens życia opisuje swój osobisty sen – czekał na śmierć na szpitalnym łóżku. Nagle podkreśla, że znalazł się w zamku strachów w anonimowym wesołym miasteczku. Momentalnie spostrzega, iż wagon wjeżdża w czarną otchłań śmierci i w tłumie gapiów zauważa swoją zmarła matkę i krzyczy do niej: „Mamo, mamo, jak mi poszło?”. To zawołanie prześladowało Yaloma, było jego cieniem, nie ze względu na wizję, grozę śmierci, tylko ze względu na mroczne konkluzje, jakie z niego wynikały dla Sensu Życia. Przez całe życie analizował i zastanawiał się, czy najistotniejsza była dla niego aprobata matki. Miał świadomość tego, że gdy ona żyła ich relacje były dosyć zawiłe i skomplikowane, nie cenił zbytnio jej pochwał.

Ciekawych informacji dostarczają nam tak zwane Treningi Rozwoju Osobowości. W trakcie takiego treningu korzysta się ze specjalnych instrumentów, by wzbudzić w uczestnikach chęć dyskusji nad Sensem Życia. Proponuje się im, by wyobrazili sobie własne nagrobkowe epitafium. Wiele tego typu dociekań prowadzi do rozważań na temat wartości takich, jak: egoizm, altruizm, spełnienie, materializm, twórczość. Wielu ludzi uważa, że życiu nadaje sens wychodzenie poza własny horyzont, gdy cel znajduje się poza nami, jak na przykład, miłość dla sprawy, twórcze zaangażowanie, wolontariat.

Często milionerzy, czyli ludzie, którzy dorobili się finansowej fortuny, przeżywają upadki moralne i kryzysy wartości, albowiem wielu z takich ludzi rozpoczyna swoją karierowiczowską ścieżkę z wyraźnym, z góry ustalonym celem: zrobić to a tamto (z prędkością światła), zarobić mnóstwo pieniędzy, żyć bezrefleksyjnie, komfortowo, wzbudzać szacunek wśród znajomych z firmy. Co interesujące niebagatelna liczba młodych ludzi osiągnęła wyżyny i sukces między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia. Jednak następnie pojawiło się druzgocące pytanie : „co teraz będzie? „Co z resztą mojego życia – co z jego drugą połową?" Yalom przyuważył wśród znanych sobie milionerów, iż większość z nich działa tak samo, zakładając nowe spółki, próbując wskrzesić dawną pomyślność. Dlaczego w ten sposób praktykują? Dlatego, iż chcą sobie i innym udowodnić, że dotychczasowe finansowe powodzenie nie było sprawą przypadkową, lecz, że to dzięki ich sile woli i zaangażowaniu osiągnęli szczyt góry. Nieustannie wymagają od siebie więcej, podnosząc sobie poprzeczkę. Nie potrzebują już kilku milionów w banku, by czuć, że są materialnie zabezpieczeni. Zdają sobie sprawę z absurdalności i bezcelowości tego typu zachowania, jednak ich neurotyczne, nałogowe pragnienia wygrywają ze świadomością. Doskonale wiedzą, iż marnują czas nie tylko sobie, ale przede wszystkim swoim najbliższym, nie potrafią wycofać się z gry. Oni nie chcą robić interesów, oni muszą je robić, jest to forma wewnętrznego przymusu i rozkazu. Pewien ceniony przedsiębiorca powiedział kiedyś Yalomowi, iż gdyby przestał, zatrzymał się, to by zniknął. Boją się nudy, gdyż nie mają pojęcia, jak ją zmienić w konstruktywną, pozytywną twórczość. Artur Schopenhauer zaznacza, że stale jesteśmy niezaspokojeni, albowiem pragnienia jako takiego nie da się nigdy zaspokoić. Gdy pojawia się w naszym umyśle jakaś „fanaberia” od razu chce być ona spełniona. Następnie pojawiają się kolejne i jeszcze inne… Naturalnie pojawiają się momenty wytchnienia, przelotne chwile sytości, jednakowoż mimowolnie zamieniają się w gnuśną nudę. „Życie każdego człowieka – mawia Schopenhauer – to miotanie się między bólem a nudą”.

Każda jednostka z osobna musi uświadomić sobie, że życie nie jest nieustannie wznoszącą się spiralą. Tylko neurotyk kasuje, detronizuje teraźniejszość, próbując znaleźć przeszłość w przyszłości. Tyle, że przecież istnienia nie da się odłożyć na później. Już Sartre zaznaczał stanowczo, iż być odpowiedzialnym, to być niekwestionowanym sprawcą jakiegoś wydarzenia lub przedmiotu. Gdy uświadomimy sobie, że w świecie nie ma znaczenia poza „znaczeniem dla mnie”, nie ma znaczenia niezależnego, to egzystencja każdego z osobna nabierze artyzmu, dzięki czemu zmniejszy się irracjonalny lęk cechujący częstokroć ludzi. Twórca psychologii postaci – Fritz Pearls próbował pomóc swoim pacjentom w dopełnieniu ich niedokończonych spraw, w odblokowaniu świadomości, braniu na siebie odpowiedzialności.

Psychoterapeuci egzystencjalni radykalnie zaznaczają, iż nic wartościowego w życiu nie przychodzi bez wysiłku. „Człowiek jakiego odkrył Freud – napisał Rollo May – był człowiekiem kierowanym, nie – kierującym”. Sądził, że teoria freudowska wyniosła nieświadomość do funkcji anulującej odpowiedzialność. Jak powiedział kiedyś jeden z najwybitniejszych uczniów Viktora Emila Frankla Eugenio Fizzotti w swej książce Aby być wolnym. Logoterapia na co dzień:

„Skoro Amerykanie wybudowali na wschodnim wybrzeżu Statuę Wolności to są teraz zobligowaniu do tego, by na zachodnim wybudować Statuę Odpowiedzialności”.

Odnosząc powyższy cytat do słów Allena Whoelisa, iż ludzie dziś znający się na rzeczy składają swoje plecy na kozetkach, a to może im przeszkodzić w położeniu dłoni na sterach, należy stwierdzić, że poczucie Bezsensu uniemożliwia życie pełnią, przeto Bezsens jest chorobą naszych czasów. Ta choroba wywołuje nerwicę egzystencjalną. Nicholas Hobbes zgadza się z tym, mówiąc, że kultura współczesna produkuje często rodzaj nerwicy odmiennej od tej opisanej przez Freuda. Współczesne nerwice cechuje nie tyle stłumienie, lecz brak poczucia celu i Sensu Życia. Powinno być pewną normą, iż człowiek zaczyna od siebie, by o sobie zapomnieć i zanurzyć się w świecie, dąży do zrozumienia siebie, aby przestać się sobą zajmować. Bo czyż nie jest tak, że im bardziej człowiek poszukuje szczęścia, tym bardziej się ono oddala? Jak mawiał Alan Watts: „Szczęście wynika, nie wolno do niego dążyć”. Można sobie zadać pytanie, czy człowieka, który pyta o Sens Życia nie cechuje frustracja egzystencjalna? Wydaje mi się, że do Sensu, jak też do przyjemności, człowiek powinien dążyć pośrednio, ponieważ poczucie sensu jest produktem ubocznym zaangażowania. Sens trzeba znaleźć i powinniśmy się w nim rozpłynąć, abstrahując od siebie. Ale co to znaczy, iż powinniśmy abstrahować od siebie? Czy znaczy to tyle, że powinniśmy zapomnieć o sobie i ignorować siebie? Owszem, im bardziej jesteśmy zanurzeni i pochłonięci czymś lub kimś innym niż my sami, tym bardziej rzeczywiście stajemy się sobą. Viktor Emil Frankl w sposób obrazowy stara się nam to ukazać:

„Pomyślmy o dziecku pochłoniętym grą, które zapomina o sobie – oto chwila sposobna do zrobienia zdjęcia. Jeśli natomiast czekamy, aż zauważy, że robimy zdjęcie, jego twarz zamiera i drętwieje, ukazując raczej nienaturalną świadomość siebie niż naturalny wdzięk. Dlaczego większość ludzi ma stereotypowy wygląd twarzy, gdy są fotografowani? Ów wyraz bierze się stąd, że skupiają się na wrażeniu, jakie mają pozostawić na obserwatorze. To sztuczny uśmiech tak ich szpeci. Gdyby zapomnieli o sobie i o fotografie, i o przyszłym obserwatorze, byliby piękni”.


Aleksandra Kondrat

Studiuję filozofię i historię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasjonuje się psychologią egzystencjalną i komunikacji oraz filozofią praktyczną, głównie etyką oraz antropologią filozoficzną. W wolnych chwilach uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi. Staram się wypełniać myśl Frankla, który mówił: " I dopiero w oddaniu się jakiejś sprawie kształtujemy własną osobę. Nie przez kontemplowanie siebie ani przez samouwielbienie, nie przez krążenie myślami wokół naszego lęku uwalniamy się od tego lęku – lecz przez poświęcenie, ofiarę z siebie i oddanie się sprawie godnej takiego oddania".

14 komentarzy:

Langeria pisze...

suchar

Anonimowy pisze...

Myślę, że im więcej czasu poświęcaniu na poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, tym więcej nam umyka. Trzeba cieszyć się życiem, brać z niego jak najwięcej, a odpowiedź pojawi się sama, w odpowiednim momencie, w odpowiednim czasie. Co do osób w depresji to one muszą zacząć od podstawy czyli od samego siebie. Muszą pomóc samym sobie (zwrócić się o pomoc do kogoś lub skorzystać z pomocy innych), a dopiero potem szukać odpowiedzi na to pytanie, które dla mnie jest pytaniem na wyższym poziomie. Bardzo dobrze podsumowuje to cytat z powyższego linka: „Pytanie o sens życia nie jest budujące. Trzeba się zanurzyć w rzece życia i pozwolić pytaniu odpłynąć z prądem” :) P.S. Myślę, że osobom wierzącym i praktykującym, takie pytanie nie jest potrzebne. Albo inaczej - dla nich odpowiedź nie jest trudna :)

Anonimowy pisze...

bardzo ciekawy artykuł :)

Anonimowy pisze...

Świetny artykuł, pozdrawiamy autorkę :)

bliźniaczki

Aleksandra pisze...

Dziękuje Anonimowy..;-)
"Sens życia" jest niewątpliwie pewnym myślowym konstruktem...Zdaję sobie sprawę z tego, iż nie należy o tym za bardzo myśleć, lecz należy poddać się strumieniowi życia i zdarzeń. Tak samo jest z pojęciem szczęścia, ono wynika z naszego egzystencjalnego zaangażowania a nie poczucia nasycenia naszego umysłu daną wiedzą, erudycją itd. Co do wiary...Czytałam ostatnio badania, iż ludzie "wierzący" mają życie bardziej usensowione, albowiem ich punktem odniesienia jest jakiś transcendens....Jednak Viktor Emil Frankl uważał, że każdego z nas przepełnia idea " Nieuświadomionego Boga" i mam nadzieje, że jeszcze o tym napisze ;-)
Pozdrawiam serdecznie;-)

J.J. Dybowsky pisze...

)

Ja, czyli: pisze...

Zycie pelne znaczenie brzmi lepiej wg mnie niz sens zycia. Czyli mozna zapytac rowniez "czy twoje zycie jest pelne znaczenia" = "czy twoje zycie ma sens"

Aleksandra pisze...

Naturalnie, w tym momencie jest możliwa pewna "zabawa" językowa czy terminologiczna ;) Życie sensowne jest przesiąknięte znaczeniem, tym pozytywnym. W tekście odnoszę się do Viktora Emila Frankla, który jest twórcą logoterapii, co oznacza "leczenie sensem". Logos w języku starogreckim oznaczał często po prostu "sens", stąd też moje pytanie ;-)
Pozdrawiam serdecznie;-)

Marcin Hanke pisze...

Cieszę się, że tak wiele osób zainteresowało się tekstem Aleksandry na temat sensu życia i bardzo dziękuję za wszystkie komentarze :))

alkoholik72 pisze...

Ciekawe.. ciekawe.. Jakoś nigdy nie zastanawiałem się nad sensem życia. Myślę że podświadomie każdy z nas go ma. Może nieokreślony - a dokładniej nie nazwany, może niematerialny, ale istnieje. I chyba dobrze że czasami nie potrafimy go nazwać :):) myślę że wielu ludziom popsuło by nie tylko nastrój ale i zburzyło misternie poukładane klocki życia. Ja swoje zburzyłem. I układam je od kilku lat na nowo. Z nowymi wartościami, ideałami, z nową świadomością. I do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu do czego zdolny jest umysł człowieka :):):)

fAzI pisze...

życie ludzi biednych jest bez sensu?

tutaj pisze...

Po przeczytaniu artykułu Aleksandry zostałem zainspirowany do wielu przemyśleń dotyczących sensu egzystencji.

Anonimowy pisze...

fajny artykuł, daje dużo do myślenia ;)

Małgorzata Paluch pisze...

Witam serdecznie,
śpieszę donieść, że w Krakowie odbędzie się konferencja na której honorowym gościem będzie Irving Yalom :)
Pozdrawiam

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...