sobota, 10 listopada 2012

Ja powinnościowe, czyli ciąg dalszy rozważań na temat samooceny

Autorką niniejszego tekstu jest absolwentka psychologii Joanna Głowacka. Jest to drugi jej tekst na temat samooceny (jeśli najpierw chcecie przeczytać pierwszy kliknijcie tutaj). Zapraszam do lektury i komentowania. Marcin.

Samoocena to inaczej postawa względem samego siebie. To także poczucie własnej wartości związane m.in. z realizowaniem wytyczonych celów, dążeniem do doskonałości. Może wynikać z samopoczucia jednostki, jak również z jej obecnego stanu zdrowia. Każdego dnia zdobywamy i weryfikujemy informacje na własny temat, również poprzez porównywanie się z innymi ludźmi. Informacje te służą budowaniu realistycznego obrazu siebie, który w efekcie końcowym jest i tak subiektywną oceną. Funkcjonując między ludźmi, dokonujemy również tzw. „samonaprawy”, a zatem dążymy do ciągłego doskonalenia własnych cech i umiejętności, poprawy zdrowia – wszystko to w celu osiągnięcia szeroko pojętego dobrostanu. Nasuwa się pytanie co jest tym dobrostanem i skąd zrodziła się w nas potrzeba rozwoju? Czy wynika ona z naszych wewnętrznych przekonań/potrzeb? Czy może zostaliśmy w taki sposób uwarunkowani?


Już od najmłodszych lat uczymy się jak powinniśmy się zachowywać, co robić, żeby wpisywać się w ramy zasad ustalonych prawnie i honorowanych społecznie. W momencie przyjścia na świat i przez następnych kilka lat życia osoby znaczące (rodzice, opiekunowie) przygotowują nas do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie, pokazując zarazem jak korzystać z własnych zasobów, pomocy najbliższych, a niekiedy nawet obcych nam osób. Zazwyczaj jesteśmy im za to wdzięczni, gdyż idąc do szkoły znamy reguły, które obowiązują i staramy się ich przestrzegać, mniej lub bardziej świadomie. Fakt, że nauczyciel zaczyna ich od nas wymagać zwykle nie stanowi dla nas problemu. W kolejnych etapach życia często sami przekonujemy się co wolno a czego nie, doświadczając i testując rzeczywistość na różne sposoby. Wychowawcy mówią co trzeba zrobić, żeby ukończyć szkołę i wspiąć się na kolejny etap rozwoju. Jak powinniśmy się zachowywać, żeby nas doceniono. Wykładowcy na studiach, mimo iż dają pozornie więcej luzu, też prezentują niemałe wymagania, licząc bardziej na naszą odpowiedzialność, rozsądek i dojrzałość. Pracodawcy ogłaszając rekrutacje na dane stanowisko, wypisują szereg niezbędnych kwalifikacji, które trzeba posiadać, aby podjąć starania o daną posadę. Można się pokusić o wniosek, że niezależnie od tego ile mamy lat i na jakim etapie życia jesteśmy powinniśmy spełniać wymagania innych, żeby wpisać się w normy społeczne i kulturowe.

Podejmując dalsze rozważania w tym kierunku, nasuwają się kolejne pytania: Czy jest taki moment w życiu, w którym człowiek może zacząć decydować faktycznie sam o sobie i żyć, tak jak on sam by chciał? Czy wolność rzeczywiście istnieje czy może jest wpisana w ramy ustalone odgórnie i wpojone nam przez osoby znaczące?

Przytoczone w tytule pojęcie „Ja powinnościowe” to próba odpowiedzi na pytanie „Jaki powinienem być? /Jaka powinnam być?”. Za ten obszar, zgodnie z założeniami teorii strukturalnej Freuda, odpowiada instancja nakazująco-kontrolująca zwana superego, która mówi nam co możemy robić, a czego nie. W jego skład wchodzi także część pochodząca bezpośrednio od rodziców, zwana ideałem ja. Według Freuda superego kształtuje się po rozwiązaniu kompleksu Edypa, czyli po około piątym roku życia. Jego działanie można opisać za pomocą następującego przykładu. Wracając do domu późnym wieczorem, gdy zaczniemy odczuwać głód i natkniemy się na zamknięty sklep, raczej nie włamiemy się do niego, mimo, być może, wielkiej pokusy zaspokojenia dominującej w danym momencie potrzeby. Superego nie pozwoli nam na to. Zweryfikuje możliwe konsekwencje tego czynu jako niezgodne z zasadami moralnymi. Instancja ta pomaga nam żyć godnie, zapewniając tym samym akceptację ze strony otoczenia.

Zdarzają się w życiu sytuacje, w których jesteśmy zmuszeni wybierać czy chcemy dokonać czegoś co będzie zgodne z naszą filozofią życia, naszymi zasadami czy może wolelibyśmy się komuś przypodobać, rezygnując tym samym z siebie. Stając przed takim dylematem, możemy wpaść w pułapkę. Jeśli ulegniemy naciskom innych, które nie do końca są nam bliskie, wówczas konsekwencje tego wyboru będą stosunkowo łatwe do przewidzenia, ale zarazem niezwykle trudne do przepracowania w sobie. Nawet jeśli początkowo uda nam się skutecznie stłumić głos wydobywający się z naszego wnętrza, prędzej czy później da on o sobie znać. Pytanie jak długo będzie musiał się przebijać. Jeśli każemy mu czekać latami, może spowodować spore spustoszenie w naszej samoocenie, skutecznie ją obniżając. Czy warto? Decyzja i tak ostatecznie należy do nas..


Literatura:
Fila-Jankowska, A. (2009). Samoocena autentyczna. Co ukrywamy sami przed sobą? Warszawa: Wydawnictwo Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej „Academica” Sęk, H. (2008). Psychologia kliniczna.Tom1. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN


Autorka:
Joanna Głowacka

"Ukończyłam studia psychologiczne na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (specjalność: psychologia kliniczna człowieka dorosłego). W tym roku rozpoczęłam czteroletnią szkołę psychoterapii w nurcie poznawczo-behawioralnym oraz szkolenie z e-pomocy. Psychologia zdrowia i kliniczna to obszary, które najbardziej mnie pasjonują, oprócz tego interesuję się również, pozapsychologicznie, zdrowym odżywianiem oraz wpływem wysiłku fizycznego na stan zdrowia człowieka. W ramach hobby zajmuję się fitnessem, trenuję sztuki walki i bieganie. W chwilach wolnych lubię dobrą książkę oraz film."

3 komentarze:

Muzykoterapia pisze...

Bardzo ciekawy i dobrze napisany artykuł. Niektórzy mają nadmiernie surowe, prymitywne i sadystyczne superego; inni zaś - słabo ukształtowane, zdominowane przez "id", bądź/i zależne od oceny otoczenia (zewnętrznego superego, nie zawsze prawidłowo uformowanego).

Najważniejsze, by uniezależnić swoją samoocenę od innych; lubić siebie bez względu na to co nam się przydarzy w życiu, czy jakie popełnimy błędy.

Zdrowe superego to jak wystarczająco dobry rodzic. Nawet jeśli słusznie nas karci, to nie przestaje nas lubić i akceptować.

Zdrowa psychicznie jednostka to jednostka kontenerująca - pomieszczająca różne części "ja"; zarówno te dobre, jak i te mniej doskonałe, ładne, czy grzeczne... Postrzega siebie jako obiekt całościowy, a nie fragmentaryczny (albo wyłącznie zły i niedoskonały, albo wyłącznie dobry i nieskazitelny)...

Życzę wszystkim dobrego i pomieszczającego rodzica wewnętrznego!

Alkoholik.org pisze...

Cóż.. wybory życiowe w niezgodzie z własną filozofią, uleganie naciskom - może spowodować spustoszenie w naszym systemie wartości. Rozumiem. A co w sytuacji gdy wchodzimy w życie z filozofią która ogranicza się do jednego słowa "JA", z bardzo wadliwym systemem wartości? Przez 20 lat dorosłego życia większość decyzji podejmowałem w zgodzie z sobą. Z tym co uważałem za słuszne i miłe dla mnie. Rzadko ulegałem wpływom innych. I w wieku 35 lat obudziłem się z rozpadającą rodziną, setkami tyś. długów, brakiem przyjaciół i świadomością że nie radzę sobie już z niczym. Lęk, strach, złość, frustracja, brak sensu życia. Nie potrafię z perspektywy swoich 40 lat ocenić co było by dla mnie zdrowsze - żyć w zgodzie ze sobą czy próbując "przypodobać" się innym.
Niestety bez właściwej motywacji, jasnego kierunku i otwartości na doświadczenia - podejmowanie właściwych decyzji jest bardzo trudne.
Co więcej - wiele lat życia w "inny" sposób pozostawiło we mnie głęboką rysę. WIem jaki powinienem być, wiem jak powinienem postępować, wiem kim jest drugi człowiek, poukładałem sobie system wartości od nowa i uczę się go. Ale.. nie działam w zgodzie z nim z automatu. Nadal zdarza się że najpierw muszę coś zrobić lub coś powiedzieć, i dopiero czując swoje sumienie - cofnąć się i zadośćuczynić.
Sumienie - zastanawiam się czym jest w obliczu mojego ja.
Na pocieszenie - jest coraz lepiej. Widzę coraz więcej, zwracam uwagę na coraz mniejsze drobiazgi.
Więc czy moje superego się zmienia, kształtuje czy po prostu je zagłuszam je formującym się zdrowym rozsądkiem :)?
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Myślę, że człowiek, który bez wzgledu na wszystko będzie chcial zaspokoić swoje potrzeby bez względu na innych nigdy nie będzie miał poczucia wewnętrznego komfortu, bowiem przyjdzie moment, kiedy odezwie sie sumienie...

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...