piątek, 2 listopada 2012

I nie opuszczę Cię, aż do... ZDRADY

Autorką niniejszego artykułu jest zapewne dobrze znana już Wam z PSYCHIKA.net kontrowersyjna socjolożka Monika Czaplicka. Zapraszam do lektury. Marcin.

Ludzie dzielą się na tych, którzy zdrady wybaczają i na tych, którzy tego nigdy nie zaakceptują.
Mówi się, że mężczyźni muszą zdradzać, bo są tak zbudowani genetycznie. 
Powszechny jest też pogląd głoszący, że ludzie zdradzają, bo nie da się wytrwać w stałym związku więcej niż kilkanaście lat...

Mogłabym przytoczyć różne statystyki na udowodnienie lub obalenie tych tez. I bardzo często tak robimy. Rozmawiamy o zazdrości jak o najbardziej oczywistym ludzkim odczuciu. Cieszymy się, smucimy i zazdrościmy. Tak po prostu.

Jeszcze do niedawna traktowałam zazdrość równie oczywiście. Ale potem w moje ręce wpadła książka dotycząca poliamorii, czyli tego, że można utrzymywać więcej niż jeden związek naraz i być szczęśliwym/szczęśliwą. Oczywiście wszyscy partnerzy i partnerki wiedzą o sobie i pozostałych relacjach. Nie będę się rozpisywać o samej idei poli, bo nie jest to przedmiotem tego tekstu. Na pewno wiele was z ciekawością zapyta jak jest z zazdrością w takich relacjach. Przecież to najbardziej podstawowe uczucie. Czy tak jest na pewno? Zazdrość to pewien zespół uczuć, które tak określamy. Tak jak wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi czujemy radość, spokój, spełnienie itp., tak samo zazdrość składa się, tak naprawdę, z innych uczuć. Rozbijmy ją na czynniki pierwsze.

Strach przed stratą. Kiedy jesteśmy w związku boimy się, że stracimy naszą drugą połówkę. Że znajdzie kogoś lepszego, kto będzie do niej lepiej pasował. Że nas zostawi. Że już nie będziemy razem. Zgadzacie się? Idąc dalej tym tokiem myślenia, pytamy dlaczego się tego boimy. Że nas zostawi, bo nie jest jej/mu z nami tak dobrze, jakby mogło być. Że ktoś będzie lepszy. Nie wydaje się wam, że to pewien wydźwięk problemów z samooceną? Jesteśmy w związku i boimy się tego, że jest ktoś lepszy od nas, dla kogo nasz/a partner/ka nas zostawi. Uważamy, że jemu/jej może być lepiej bez nas. Może czasem, że nie zasługujemy na tą relację. A dlaczego tak mało osób uważa, że rozstanie będzie stratą dla drugiej strony? Dlaczego mało osób uważa, że są dla siebie tak dobrzy, że nie ma się czego bać? To, co chcę przez to powiedzieć, a będzie to dla niektórych rewolucyjne, to fakt, że można nie być zazdrosnym. I to nie od urodzenia, ale po prostu można się tego nauczyć. Nad emocjami można pracować i osiągać efekty i tak samo jest w przypadku zazdrości.

Krótko mówiąc, jeśli uda nam się uwierzyć w siebie przestajemy się bać, że zostaniemy sami. Praca nad tym, żeby się czuć dobrze będąc tylko ze sobą, a nie w związku, również wzmacnia efekt. Nie mówiąc o tym, że nie powinno się budować swojej samooceny na bazie tego czy kogoś się ma. Często słyszę, że ktoś z moich znajomych jest w swoich oczach mniej wartościowy, bo nikt go/jej nie chce, nie jest w związku. Serio?

Innym uczuciem, które składa się na zazdrość może być poczucie niższości. Ktoś ma coś lepszego niż my – czujemy się gorsi. To częściej dotyczy przedmiotów, ale możemy komuś zazdrościć, że ma fajniejszego/ą partnera/kę. Tu znowu tak naprawdę pokutuje problem z samooceną. Nie mam czego/kogoś, więc jestem gorszy/a.

Wydaje mi się, że wiele osób bałoby się, że możliwość posiadania więcej niż jednego/jednej partnera/ki spowoduje, że nasza druga połówka od nas odejdzie. A dlaczego ma odejść? Bo ktoś jest lepszy/fajniejszy/bardziej odpowiedni niż my? I czy nie jest to oczywiste, że skoro z nami jest, to znaczy, że chce? Nie mówiąc o tym, że jeśli uważamy, że nasza połówka nie jest z nami szczęśliwa, to oznacza, że albo z nią jest coś nie tak, skoro z nami jest, albo nie wiem dlaczego jesteście razem. Jakoś wierzę, że ludzie się parują ponieważ taka relacja daje obu stronom jakieś korzyści. Ta sama zasada dotyczy relacji z większą liczbą partnerów i partnerek.

Rozmawiałam ostatnio z osobą, która tłumaczyła, że źle by się czuła, wiedząc, że ktoś inny dotyka jej połówki. Po pierwsze, ileś osób już dotykało Twojej połówki. Mało kto jest w związku z kimś, kto nie miał partnerów i partnerek seksualnych. Po drugie, fakt bycia w związku to nie podpisanie aktu własności. Możecie się umówić na monogamię – jak najbardziej. Ale nie traktujcie swoich partnerów/ek jak przedmiotów, bo nie lubicie jak ktoś dotyka moich rzeczy. Z resztą fakt, że ktoś będzie dotykał waszej drugiej połówki... w jaki sposób was krzywdzi? Nie mówię teraz o monogamii – załóżmy, że nie ma między wami takiej umowy. Wasz/a partner/ka idzie do łóżka z kimś innym. I co? Zostawi was, kto ktoś jest lepszy w łóżku? Raczej nie. Jeśli tak jest, no to cóż. Trudno wierzyć, że zbudujecie świetny związek opierając się na tym, że on/a nie wie, że jest ktoś lepszy od was. Czy czegoś wam ubywa z tego powodu? Będziecie rzadziej uprawiać seks? Przypuszczalnie nie, bo im więcej stosunków, tym wyższe libido. Wasi partnerzy i partnerki nie są waszą własnością, więc ciężko się burzyć, że ktoś dotyka. Więc czym wam to szkodzi?


Chyba pora na przedstawienie aspektów ekonomicznych. I nie mam na myśli finansów, a dobro w postaci emocji. Większość z nas wychowana była w ekonomii o sumie zerowej. Komuś trzeba zabrać, żeby dać. Opiszę to na przykładzie. Wyobraźmy sobie, że suma wszystkich uczuć osoby to 100%. Kocha ona rodziców 20% z tej sumy, 10% to pies, 15% przyjaciele. 55% partner/ka. Jeśli pojawi się nowy partner/ka, to musi komuś zabrać, żeby dostać. Czyli dotychczasowy/a partner/ka będzie mieć 30, żeby nowy/a dostał/a 25%.

Rewolucyjnie ogłoszę, że emocje można mnożyć, a nie trzeba ich dzielić. Można kochać każdego na 100% i mieć kolejne 150% dla następnych osób i zwierząt. Nie trzeba nikomu zabierać, żeby dać komuś innemu. I że można kochać na różne sposoby wiele osób. Każdy. Poetycko określając – trzeba otworzyć się na miłość.

To co jest ograniczone, to czas. Oczywiście. Ale można nauczyć się nim zarządzać. Zamiast siedzieć przy komputerze spędzić czas z ukochanym/ukochaną na rozmowie. Dzielenie czasu z osobami, które kochamy jest zawsze cudowne. I dlatego warto to robić.

„Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny” - zagrzmią niektórzy. Według obowiązującej w Polsce Konstytucji i według obecnych wytycznych religijnych Kościoła Katolickiego – oczywiście, że tak. I co z tego? Historycznie przez wiele lat model rodziny, który znamy nie był wcale obowiązujący. Nie mówię tylko o ludach pierwotnych, które żyły w komunach, ale nawet o Biblii, która mówi o mężczyźnie i wielu żonach i niewolnicach. Polecam poczytać trochę na ten temat.

Małżeństwo może być związkiem dwóch dorosłych osób – płeć tu nie ma znaczenia. Najlepszym dowodem są kraje, gdzie takie związki mogą zawierać osoby tej samej płci. I świat się nie kończy. Cywilizacja też nie. Od początku lat '90 w Danii pary jednopłciowe formalizują swoje związki i od dwóch dekad Dania nadal istnieje i jakoś nie chyli się ku upadkowi.

No i trzeci aspekt, czyli współczesne rodziny. Model rodziny 2+2 przeszedł do historii. Prawie połowa małżeństw kończy się rozwodami. Jedna czwarta związków w ogóle nie jest formalizowanych i nie wiadomo ile z nich się rozpada. Ludzie schodzą się i rozchodzą tworząc tak zwane patchwork family, czyli rodziny poskładane z różnych puzzli. Mężczyzna z dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa, kobieta z dzieckiem z pierwszego małżeństwa (w drugim nie miała), a teraz w trzecim ma jedno dziecko. Nie mówiąc o tym, że mieszkają z ciocią, która jest współlokatorką i ma już drugą dziewczynę. I to jest rodzina, bo tak się czują i takie funkcje spełniają (któż się lepiej zajmie gromadką dzieci niż ukochana ciocia? :).

Mogłoby się wydawać, że odeszłam daleko od tematu zazdrości, ale już się bronię. Zazdrość, w kwestii relacji, nie jest czymś, co jest genetyczne i oczywiste. I widać to chociażby obserwując przemiany w obrębie rodziny.

Nie namawiam, żeby wszyscy teraz otworzyli się na poliamorię i znaleźli sobie kolejnych partnerów i partnerki – jestem od tego daleka, bo po pierwsze to coś dużo więcej niż przepracowanie zazdrości, a po drugie uważam, że to nie jest dla wszystkich. Tak samo jak małżeństwo czy rodzicielstwo. Zachęcam natomiast do przemyślenia. Do wsłuchania się w siebie – dlaczego jestem zazdrosny/zazdrosna. Czego się boję, co sprawia, że źle się czuję? Warto to zrobić chociażby dlatego, żeby lepiej rozumieć siebie i swoje uczucia. I żeby się lepiej komunikować z partnerem/partnerką.

Na koniec dodam, że zazdrość, to również ważna wskazówka. Bo zazdrośni jesteśmy wtedy, kiedy na kimś/czymś nam zależy. I dlatego mówi się, że odrobina zazdrości związkowi może pomóc, a nie zaszkodzić.

Na zdjęciu Monika Czaplicka
notka o Autorce:
Monika admin Czaplicka - magistra socjologii Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, fanka SM, czyli social mediów. Znajomi mówią o niej, że wyrabia gejowsko-lesbijski plan pięcioletni w niecały tydzień; prywatnie odpręża się ze znajomymi, często wraca do Szekspira i rozkoszowania się muzyką Anny Marii Jopek

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

miało być o zdradzie nie zezdrości:) wszystko jedno w sumie zgadzam się z pewnymi zawartymi stwierdzeniami z tekstu, nie pasuje mi jedno brak określenia zasad poligamii bo najczęściej jednak sprawy mają się tak, że jeden osobnik w związki jest mono a drugi poli.... wtedy rodzi się zazdrość.

sceptic pisze...

Pierwszy raz trafiłam na ten portal i... nie wrócę. Powyższy zbiór zdań nie przypomina ani porządnego artykułu, ani naukowej rozprawki. Luźny ciąg skojarzeń autorki, która niby coś wie, ale nie powie, co nie przeszkadza jej wygłaszać swoich sądów jakby stanowiły naukową prawdę. Przez większość tekstu prowadzony jest wywód o tym jak bardzo zazdrość jest fe, niepotrzebna i powodowana jedynie przez niskie poczucie wartości, by na koniec dodać nam "ważną wskazówkę" jakoby odczuwanie zazdrości było wiarygodnym wyznacznikiem zaangażowania w związek. Nasuwa mi się tylko jedna myśl: WTF?!

sceptic pisze...

A pod tekstem brakuje mi okienka "zbędne" obok "zabawne" i "fajne" (swoją drogą słowo przekazujące nic, koszmar polonisty)...

Anonimowy pisze...

Chętnie podsunęłabym artykuł swemu synowi, który właśnie przerabia swój drugi w życiu związek i zazdrość go niszczy. Niestety, nie czyta po polsku. Dla mnie - spory materiał do zastanowienia. Dzięki, Moniko. Titi Wilk

Anonimowy pisze...

Dla mnie bycie w kilku związkach na raz jest nie do przyjęcia i ze wzgl religijnych i moich,po prostu nie akceptuje takiego stanu rzeczy...

ringhsilven pisze...

Świetny tekst :)
Zgadzam się z całością.
Ostatnio miałam nawet przemyślenie nt. zazdrości i małżeństw. Tyle się mówi (często o kobietach)że bardzo chcą małżeństwa i często "robią aluzje" partnerowi. Zastanawiałam się skąd się bierze całe to dążenie do formalizacji? Oczywiście są kwestie religijne, lub presja rodziny, ale wydaje mi się, że brak poczucia własnej wartości, strach przed rozstaniem i zazdrość są częścią tej machiny. Zauważyłam wśród znajomych tendencje, że im bardziej jedno z partnerów czuje się w związku niepewnie tym bardziej dąży do ślubu. Jakby fakt zawarcia małżeństwa był jakaś magiczną gwarancją, że już zawsze będą razem.
Jest to błędny, aczkolwiek dość łatwo wytłumaczalny sposób myślenia. Jestem przekonana, że jest to jednym z czynników, które sprawiają, że tak duży procent małżeństw się rozpada.

Oops, troszkę się rozpisałam :)

Ja, czyli: pisze...

Zgadzam sie z ringh.

Sebastian pisze...

Tekst uderzający w absurd. "Wasz/a partner/ka idzie do łóżka z kimś innym. I co?" nie no absolutnie nic się nie dzieje, szlach trafia zaufanie, wierność, relację i cały urok związku, czyli świadomej i dobrowolnej decyzji, żeby komuś przekazać coś wyjątkowego, wyłącznego. Jaki sens byłby być z kimkolwiek w związku, jeśli mogło by się to nie różnić od wszystkich pozostałych relacji - z każdym moglibyśmy przesiadywać nago, przy lampce wina, upojeni cielesnością i seksem...

Autorka niestety trochę popłyneła ze swoimi przemyśleniami, i zdecydowanie nie mają one nic wspólnego z psychologią.

Dorota Kowalczyk pisze...

Autorka popłynęła, ale sama do końca nie podpisuje się pod poli... Można budować kilka światów na raz, tylko po co? Każdy związek to powolne budowanie relacji, bliskości, intymności. Być może są osoby, które z różnych związków czerpią coś innego. Myślę, że jednak więcej na tym tracą niż zyskują. Czy rzeczywiście relacje w kontaktach z kilkoma partnerami są głębokie, czy raczej powierzchowne? No chyba, że chodzi tylko o instynkty...

Anonimowy pisze...

Podoba mi się "małe rozpracowanie" zazdrości - tak jest, że nie czujemy się ze sobą dobrze, że "wartość" nasza rośnie dzięki drugiej osobie, że nie umiemy czuć się szczęśliwymi i wierzymy, że szczęście przyjdzie wraz z jej pojawieniem się.
Ale może też nie rozumiemy istoty miłości i związku, nie widzimy różnicy między uczuciem a swoistym "kontraktem" jakim jest małżeństwo czy nawet tylko konkubinat. W XXI wieku to przecież trochę inaczej niż 200 lat temu - teraz prawie każdy zawiera związek z miłości. A jak zakontraktować miłość?
Pozdrawiam
BP.

Anonimowy pisze...

Szału nie ma. Każdy ma swoje zdanie ale mi ten artykuł nie podobał się, a szczególnie te związki z dwoma parterami bo kto w dzisiejszych czasach tak żyje i chiałby tak żyć na dłuższą metę? Trochę przesadziła autorka.

Anonimowy pisze...

- dziewczyna jest najbardziej atrakcyjna/pozadana przez mezczyzn w wieku 20-25 lat, potem atrakcyjnosc leci na poludnie. 80% dziewczyn w tym wieku jest atrakcyjna i nie ma problemow ze znalezieniem sexu.
- facet zaczyna byc atrakcyjny dopiero w wieku 35-40 lat jak juz zbierze majatek, wyrobi sobie pozycje itp. nie mowie tutaj motocyklistach, bad-boyach i innych miesniakach.
- jesli dziewczyna chce sie puszczac w wieku 20-25 lat, niech sie nie zdziwi, ze pozniej facet bedzie chcial sie puszczac w wieku 35-40 lat z innymi 20-25 latkami

W zwiazku monogamicznym, facet sie w pewien sposob uzaleznia od kobiety (patrz: oxytocin-a i vasopressin-a) i pozniej ja widzi przez rozowe okulary.
Jesli proponujesz multi-zwiazek to nie dajesz mi szans na uzaleznienie sie od ciebie. I nie bede mial pozniej zadnych oporow, zeby cie wymienic na mlodszy model.

Anonimowy pisze...

zgadzam sie z Tobą , tak zwane zwiazki 2+2 są teraz coraz częsciej spotykane , im kobiety stają się mądrzejsze , bardziej oczytane tym mniej takich przypadków się zdarza .nierozumiem skoro zeby związek oparty miałby być na załazeniu wierności całkowitej , kobieta miała by uzywać coraz to nowych trików to czy to sie jej opłaca ?

Anonimowy pisze...

Można się dzielić wszystkim z życzliwymi, nawet sobą jeśli jest taka potrzeba. Trzeba jednak pamiętać, aby się nie ranić. To jest całe sedno i jak się okazuje wielka sztuka.
Pozdrawiam Elżbieta

Gary pisze...

Slaby artykul. Zadnych podstaw psychologicznych. Niefrasobliwy jezyk.
Szkoda czasu. Reszta autorow na tym traci.

Monika Czaplicka pisze...

Gary - zapraszam do jakiejś polemiki :)
Owszem, nie ma podstaw psychologicznych, bo nie o to w tekście chodziło. Język mam... specyficzny. Nie wiem czy reszta autorów na tym traci, ale na pewno zapraszamy do podzielenia się swoimi tekstami :)

L.Ch. pisze...

Po przeczytaniu powyższego tekstu jestem rozczarowana. Jak zauważył ktoś z moich przedmówców, odniosłam wrażenie, że autorka coś wie, ale nie powie. Niby dużo o wszystkim, ale w sumie o niczym.

Anonimowy pisze...

"Zachęcam natomiast do przemyślenia."
A ja zapraszam do poczytania. Ale raczej nie do "Ethical Slut", jak mogłaby zasugerować autorka. Zamiast tego polecam klasyczny tekst "Parental investment and sexual selection" (1972) prof. Roberta Triversa.

http://roberttrivers.com/Robert_Trivers/Publications.html

Anonimowy pisze...

Tekst płytki. Jestem zniesmaczona. Związek to zaangażowanie, chęć bycia z drugim człowiekiem, tworzenia czegoś. To wspólnota - tylko dwojga. Proponuję najpierw przeżyć naprawdę coś głębokiego, potem (bynajmniej nie życzę, ale do zdobycia życiowego doświadczenia się przydaje) być zdradzoną przez ukochanego człowieka (jednak nie w sytuacji, kiedy jest się beztroskim prawie singlem żyjącym w wolnym związku, lecz kiedy tworzy się z kimś rodzinę, ma się dzieci) i dopiero po takich wydarzeniach zacząć pisać o poliamorii. Nie sądzę, żeby wówczas można było tak beztrosko pisać " (...) i co z tego".
Autorce życzę... prawdziwej miłości.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...