niedziela, 9 września 2012

Czy zawsze dobrze jest mieć kontrolę?


Photo by Dominic Morel
Często powtarzam, że nie mamy wpływu na wszystko, ale wiele zależy od nas...

Daje to możliwość odcięcia się od destrukcyjnego poczucia sprawstwa całkowicie negatywnych wydarzeń losowych (chorób, katastrof, wypadków) po to, aby móc w granicach rozsądku profilaktycznie im przeciwdziałać (rzucamy palenie, odstawiamy alkohol, jeździmy bezpiecznie). Nie chodzi o to, żeby popadać w panikę po fakcie, że czegoś tam nie zrobiliśmy a mogliśmy, lecz żeby działać zanim coś się stanie, pozytywnie patrząc w przyszłość, z nadzieją, że można ją kształtować.

Oglądając poniższą prezentację, którą dziś Wam proponuję, można stwierdzić jednak, że częściowa kontrola ("wiele zależy od nas") polegać może wyłącznie na wydaniu decyzji o oddaniu jej osobom bardziej kompetentnym. Wówczas łatwiej będzie nam zmierzyć się z problemami. Szczególnie - kiedy chodzi o sprawę życia lub śmierci.

Obejrzyjcie prezentację, której autorem jest Baba Shiv, naukowiec ze Stanford's Graduate School of Business. Zapraszam serdecznie!!!

2 komentarze:

Muzykoterapia pisze...

Zgadza się. Ani jedno podejście (nadmierna zależność) ani drugie (nadmierne kontrolowanie wszystkiego i wszystkich) nie jest dla nas dobre; nie świadczy też o pełnym zdrowiu psychicznym.

Nie wyobrażam sobie nadmiernie kontrolować lekarza, czy przebiegu leczenia, rezygnując całkowicie z jego pomocy, a decydując się na leczenie niekonwencjonalne.

Zasada całkowitego zdania się na lekarza, postawa bierna (ograniczenie się wyłącznie do leczenia farmakologicznego) wskazana jest np. w początkowych fazach leczenia ciężkich depresji.Zachęca się, żeby pacjenci odpoczywali i zdali się na pomoc lekarzy; ale gdy leki zaczynają działać, zachęca się ich aby brali ster we własne ręce (sugestia udziału w psychoterapii, czy innych formach terapii).

Dlaczego podobnie nie miałoby być także w przypadku innych schorzeń? Zwłaszcza psychosomatycznych, takich jak choroby onkologiczne?

Osoby ze zdrowszego poziomu rozwojowego (neurotycznego) nie boją się pozytywnie rozumianej zależności, natomiast pacjenci głębiej zaburzeni (głęboko zależni, ale fasadowo okazujący brak zależności)obawiają się jej do tego stopnia, że rezygnują z oddania "kierownicy" profesjonalnemu lekarzowi. Wolą sami wybrać drogę leczenia.Stawiam więc tezę, że ta druga grupa pacjentów, gorzej rokuje w leczeniu.

Bardzo wyraźnie to widać na dwóch przykładach: losów tych którzy współpracowali z lekarzami w początkowej fazie leczenia (np. żony prelegenta) oraz tych, którzy zrezygnowali ze współpracy (np. Magdaleny Prokopowicz, która w pierwszej fazie leczenia wybrała medycynę niekonwencjonalną). Jak często okazuje się, pacjenci z drugiej grupy przedwcześnie umierają...

Anonimowy pisze...

Kompetencja, czy też poczucie kompetencji, rzeczywiście wydają się mieć zasadnicze znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli nie czuję się kompetentnym, to odciążające jest przekazanie decyzji osobie bardziej kompetentnej, tym bardziej gdy rzecz dotyczy spraw życia i śmierci. Z drugiej strony ktoś, kto czuje się kompetentny (co nie zawsze oznacza, że jest) źle się będzie czuł, gdy możliwość decyzji mu się odbierze.

I tak, osoba o rysach osobowości zależnej nie czując się kompetentną zapewne z ulgą przyjmie, gdy ktoś za nią zadecyduje, natomiast władczy paranoik, nerwowo zareaguje na próby podejmowania decyzji za niego. Może więc przy podejmowaniu decyzji najistotniejsza jest pewność, że da się radę ową decyzję podjąć . . .

Pio

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...