Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

wtorek, 8 maja 2012

SYLLOGOMANIA - czyli emocjonalne zbieractwo

Autorką niniejszego artykułu jest - znana już Wam z PSYCHIKA.net - Izabela Borejko, studentka psychologii.

Poniższy artykuł poświęcony jest zjawisku jakie, wydaje mi się, jest znane każdemu, gdyż dotyczy gromadzenia rzeczy.

"Nie wyrzucę, bo to mi się przyda" - zapewne nie raz słyszeliśmy takie słowa od naszych bliskich. Niby nic takiego, przecież każdy z nas kiedyś zatrzymał jakąś rzecz, opakowanie, starego misia z dzieciństwa z myślą, że kiedyś się przyda. Ale tak naprawdę sprawa jest bardziej poważna niż by się zdawało. Oczywiście trzeba odróżnić zwykłe kolekcjonowanie na przykład znaczków od kompulsywnego gromadzenia rzeczy. Zespół zbieractwa, bo tak nazywa się sytuacje kiedy człowiek obsesyjnie gromadzi rzeczy, powoduje dezorganizację życia społecznego, zawodowego. Zespół zbieractwa nazywany jest inaczej syllogomanią lub patologią zbieractwa. Syllogomania jest nabywaniem lub też trudnością z pozbywaniem się rzeczy, które są bezużyteczne i nie mają dla nas żadnej wartości. Osoby są emocjonalnie przywiązane do swoje kolekcji zgromadzonych rzeczy.

Osoba dotknięta tą chorobą, bo tak należy nazywać zaistniały problem, nie jest w stanie korzystać z pomieszczeń mieszkania, co w konsekwencji jest również utrudnieniem dla całej rodziny.

Syllogomanię stanowi cały zespół objawów. Niepokojące objawy pojawienia się zespołu zbieractwa związane są z trudnościami w podejmowaniu decyzji, perfekcjonizmem a także występują zachowania unikające czyli izolacja społeczna. Co motywuje osoby cierpiąca na tą chorobę do takich a nie innych zachowań? Otóż na ogół wymienia się takie motywy jak:

- obawa przed wyrzuceniem czegoś co może się jeszcze przydać ( mimo, że jest popsute),
- stosunek emocjonalny do zgromadzonych rzeczy,
- obawa przed wyrzuceniem czegoś użytecznego,
- poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadania różnych przedmiotów.

Dorobek dotychczas przeprowadzonych badań nad zespołem zbieractwa nie jest zbyt duży. Jak dotąd zostały przeprowadzone badania epidemiologiczne w USA, które wykazały, że na 1000 mieszkańców Massachusetts przypada 26 osób chorujących na zespół zbieractwa.

Przyczyny choroby

A jakie są przyczyny chorobliwego gromadzenia rzeczy? A więc zbieractwo upatruje się w czynnikach genetycznych mających charakter neurobiologiczny oraz psychospołeczny. Najczęściej syllogomanią występuje z takimi zaburzeniami jak zaburzenia obsesyjno – kompulsywne, zaburzenia osobowości, zaburzenia procesów poznawczych ( otępienie , upośledzenie umysłowe), zaburzenia psychotyczne, zaburzenia hipochondryczne a także zaburzenia odżywania. Badania prowadzone przez Davida Mataix – Cols z Colleg’ u Londyńskiego na bliźniętach wykazały, że geny mają duży wpływ na pojawienie się zespołu zbieractwa. Patologiczne zbieractwo wystąpiło u 2% na 5 tys. Badanych bliźniąt. Ponadto badania brytyjskich badaczy wykazały, że jeśli bliźnięta jednojajowe płci żeńskiej, w tym u jednej z kobiet występuje kompulsywne gromadzenie rzeczy, to prawdopodobieństwo wystąpienia u drugiej siostry wynosiło 52%. Natomiast prawdopodobieństwo pojawienia się u bliźniąt dwujajowych wynosiło 27%. Patologiczne zbieractwo najczęściej występuje u osób w wieku podeszłym. Jednakże trudno jest określić jaki jest procent osób w tej grupie wiekowej dlatego, że takie osoby nie zgłaszają się po pomoc do specjalisty odrzucając myśli ze jest to choroba.

Leczenie

Jak leczyć zespół zbieractwa? Na początek należy uświadomić sobie lub osobę, która cierpi na tą chorobę, że jest to poważny problem. Nie należy traktować tego jako formę dewiacji. Osoba cierpiąca na patologiczne zbieractwo powinna udać się do specjalisty psychologa czy też psychiatry w celu przeprowadzenia odpowiednich badań. Popularna formą jest terapia zarówno psychoterapia jaki i farmakoterapia. Duże znaczenia ma także grupa wsparcia gdzie osoba spotyka się z innymi ludźmi cierpiącymi na tą samą przypadłość.

Autorka: Izabela Borejko, studentka V roku psychologii



Izabela Borejko

Jestem studentką V roku psychologii (a już niedługo absolwentką) na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Moje zainteresowania krążą wokół psychologii społecznej, psychologii pracy ale również interesują mnie niektóre zagadnienia psychologii klinicznej. W chwilach odetchnienia lubię oglądać filmy, czytać książki oraz gotować.

30 komentarzy:

Introwertyk pisze...

Ja czasem zastanawiam się czy mógłbym porzucić wszystkie rzeczy jakie mam i myślę, że spokojnie ;)

Swoją drogą jestem ciekaw ile osób ma problem ze zbieraniem "informacji/danych" na komputerze czy serwerach typu chomikuj i problem z usuwaniem czegoś bo może się przydać...

Anonimowy pisze...

Lubię pozostawiać niepotrzebne rzeczy, ale teraz muszę zastanowić się nad pozostałymi - towarzyszącymi temu - zaburzeniami osobowości. :)
Jak się wczytać we artykuły to okazuje się, że każdy z nas ma jakieś psychiczne odchyłki.
Pozdrawiam
BP

calineczka pisze...

w polskich realiach bardzo trudno znaleźć jest odpowiednią pomoc kiedy problem dotyka bliskiej osoby....
szukam fachowej literatury, może mógłby mnie w tej kwestii ktoś wspomóc?

Anonimowy pisze...

zero pomocy!!od instytucji,jest to temat malo znany,a ja-corka zbieraczki,moglabym napisac ksiazke.i na tym sie konczy!nic nie moge zrobic!!!O BOZE !!moja psychika nie daje rady tego pojac,bo ja jestem(JESZCZE)normalna a Mama ?chora.

Anonimowy pisze...

Wg. mnie ciężko jest wyczuć kiedy zbieractwo przeradza się z zamiłowania do ładnych rzeczy w chorobę - jak wtedy więc uzmysłowić sobie, że już ma się problem? Jest na to jakiś test w internecie? Zapytać wszystkie kancelarie notarialne Wrocław czy tak jest?? Chyba czegoś w tym artykule nie rozumiem...

Anonimowy pisze...

A ja widzę zaczątki u siebie. Przeraża mnie to. Próbuję z tym walczyć, ale jakoś słabo. Mam 34 lata, dzieci, męża. Wszystkich bajzel i przeładowanie domu denerwuje, ale jakoś nikt nie robi nic, żeby to powstrzymać. No chyba, że cierpimy na to już wszyscy... O.o

Anonimowy pisze...

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z problemem zbieractwa aż do teraz kiedy zmarł mój tata. Zostawił nas gdy się urodziłam i nigdy nie utrzymywaliśmy kontaktów. Gdy zmarł poszłam do jego mieszkania, to co zobaczyłam przerosło mnie, czułam przerażenie, żal i się rozpłakałam gdy zastanowiłam się jak żył. Mieszkanie było zagracone aż po sufit, pomiędzy pomieszczeniami były wąskie ścieżki w których trudno się było obrócić, niektóre pomieszczenia nie były użytkowane wcale jak np. łazienka. Okna nie były otwierane wiele lat gdyż nie było do nich dojścia. Minęło kilka tygodni a ja jestem nadal na etapie sprzątania, sprzątanie wymaga wiele wysiłku, zarówno fizycznego jak i psychicznego, po spędzeniu w tym mieszkaniu kilku godzin mam dość, cały ten czas się zastanawiam , czy można było coś zrobić, czy mogłam temu zaradzić, i na ile uporządkowany dom mógł wpłynąć na jego stan zdrowia i długość życia. Jedyne o czym teraz marzę to posprzątać bałagan i zamknąć ten etap mojego życia.

Anonimowy pisze...

To ciezkie schorzenie. Na youtube jest seria dokumentalego programu BBC o ludziach cierpiacych na syllogomanie (The Hoarder Next Door) bez tlumaczenia, niestety. Polecam jednak bo pokazuje jak przebiega takie 'zagracanie domu', co jest przyczyna i jak z tego wyjsc. Ciekawy artykul tutaj: http://www.psychologytoday.com/blog/talking-about-trauma/201306/hoarding-reaction-trauma

Anonimowy pisze...

Moja matka jest zbieraczką. "Nie wchodź na moje terytorium!" "Jakbym miała więcej czasu, to bym sama posprzątała!" "A co Ty byś zrobiła, jakbym zaczęła wyrzucać Twoje rzeczy?" Wartość domu spada z roku na rok...

Słyszałam, że może można taką osobę skierować wbrew jej woli do szpitala?

Anonimowy pisze...

Po latach ucieczki od rodzinnego domu w którym "prym" wiedzie matka - wróciłam się z tym "prymem" zmierzyć. Codziennie walczę o każdy centymetr 70-cio metrowego mieszkania. Walka trwa dziewiąty dzień. Sukcesy (?) Mam gdzie postawić kubek na kawę w kuchni, choć talerza na kanapki - jeszcze nie. Nie zaprzęgnę w to ani psychologów ani opieki społecznej. Mieszkam w małym miasteczku i doszłam do wniosku, że narobię tym dymu i powodów do plot a i tak nikt za mnie tego wszystkiego nie zmieni. Nie wiem ile wytrzymam. Syn nabawił się poważnej alergii przez ten syf jaki nas otacza. Ale powiedziałam sobie - teraz albo nigdy. I nie wiem kiedy... Życie z syllogomanem to MASAKRA!

Anonimowy pisze...

Ja mam to samo , chciala bym miec normalne zycie ale nie moge bo dla mojej matki liczy sie tylko kupa smieci.I nikt mi nie moze pomoc!

Anonimowy pisze...

Tak mozna ja tak zrobilam.Co z tego jak po powrocie osoba leczona nie chce brac tabletek.I wszystko wraca jak bylo wczesniej.

Anonimowy pisze...

Ja walcze juz tyle lat, mam tego dosyc nikt nam nie moze pomoc.Niech ktos cos zacznie robic bo tak nie da sie zyc.Takie osoby psychicznie wykanczaja inne czy to jest normalne?

Anonimowy pisze...

Mnie już chyba nikt nie pomoże ! żyję (a raczej usiłuję żyć) z patologicznym zbieraczem, który ma dodatkowo "misję" wynalazków i uzdrowienia świata oraz
cierpi na hipochondrię. Cały dom tonie w starych gazetach, papierach, plastikach itp, a każda wolna powierzchnia płaska jest nimi pokryta i pokrywana nadal
następnymi warstwami.Piwnice, strych, garaż i podwórze zarzucone są "skarbami"
(które będą potrzebne),a na razie są zwożone z wysypisk, wystawek i smietników w całym powiecie.Każda próba nawet porozumienia się kończy się karczemną awanturą i oskarżeniem mnie o próbę zabicia przez doprowadzenie do wylewu lub
zawału.Nikt nas nie odwiedza, ponieważ wstydzę się nawet najbliższej rodziny, nie
mówiąc o znajomych.Mąż nie zgodzi się nigdy na wizytę u psychiatry, ponieważ twierdzi, że jest "normalny", a to my powinniśmy się leczyć.Kto tego nie przeżył, ten
nigdy mi nie uwierzy, ale wszyscy, którzy się spotkali ze zbieractwem wiedzą o co chodzi. Ja też Was rozumiem i współczuję z całego serca.

Anonimowy pisze...

Witam,ja mam ojca który zbiera szpeje które ktoś gdzieś porzuci.Cała działka zawalona,a teraz też zaczyna się zawalanie piwnic.Nie będę pisał co zbiera boszkoda nerwów i czasu[a wiadomo co taka osoba zbiera] lecz zapytam wprost.Gdzie postawić pierwsze swoje kroki-do jakich instytucji się przejść aby coś z tym zrobić?Dodam ,że z ojcem "nie ma w ogóle o tym co mu mówić,tłumaczyc,prosić"

Anonimowy pisze...

Witam,ja mam ciężki przypadek ,bo jak zażądałem od zbieracza[osoba bliska]posprzątania dwóch[słownie-tylko dwóch] rzeczy które zagradzają przejście do piwnicy to pod groźbą że jak "to" nie zniknie to zbieracz tego więcej nie zobaczy[czyli dając wybór].Uzyskałem odpowiedź od zbieracza ,że wtedy - jak to "samo "zniknie to "pójdzie na noże i siekiery".Pomóżcie mi bo ja już nie wiem co zrobić,słyszę groźby karalne pod swoim adresem,czyli to jest już głęboki etap choroby przez który można komuś grozić śmiercią z powodu dwóch szpejów.Pomóżcie co mam zrobić

Anonimowy pisze...

Czytam Wasze komentarze i mam to samo. Mój ojciec zbiera od kilkunastu lat wszystko. Ma do tego misję- twierdzi, że to "segregacja" śmieci. Zawalone jest pomieszczenie gospodarcze w domu rodziców. Do tego do garażu ledwno można wjechać samochodem. Pokój,w którym "urzęduje: jest kompletnie zawalony papierami, opakowaniami itp. Dochodzi inna sprawa, ponieważ dzięki mamie nie narzekają na braki finansowe ojciec kupuje coraz więcej pierdół, Jaoieś kolekcje książek, monet, ostatnio tablet- nigdy z tego nie korzysta.Kupił łączeni 3! odkurzacze każdy o wartości 7-8 tys. zł Stoją i są nieużwane. Zrobił sobie składzik w ypialni rodziców, gdzie skłąduje coraz więcej nowych zakupincyh rzeczy. Spora część jest nawet nieodpakowana, ot tak sobie lezy, Nikomu nie woelno tego ruszać. Wiem, że większość osób z tym zaburzeniem jest perfekcjonistami - tutaj tego nie ma, Jest hmmm brudaesem. Mają kasę, a nosi ciuchy sprzed 30 lat.Podziurawione skarpetki, biliznę itp. Do tego mama niestety bardzo uległa wobec niego. Jeździ z nim na zagraniczne wycieczki np. Australia, Madagaskar , Japoinia itp. Kilka lat temu jeździł sam, oczywiście za pieniądze mamy. Ojciec nie szanije nikogo. Ma wszystkich w d.......Zatrudniona osoba do sprzątania w ichg domu to "idiotka, nie umie sprzątać" i ojciec bez przerwy szuka co zrobiła źle. Ta Pani naprawdę świetnie wykonuje swoją robotę. Poszedł z mamą do psychologa,a le po kilku wizytach stwierdził , że już nie będzie chodził " bo go to denerwuje" i to wszyscy dookoła są nienormalni. Ale Uwaga! Posatnowliśmy z bratem POSPRZĄTAĆ! Rodzice wyjechali,( nie mieszkamy z nimi od dawna) przez 2 tygodnie oporządzaliśmy dom. WYRZUCLIŚMY wszystkie śmieciWracają za dwa dni, nie wiem jaka będzie reakcja- na pewno dam tutaj znać

Unknown pisze...

Moja mama zajmuje przestrzeń tak rzeczami ze na 5 pokojowy wielki dom nie ma możliwości żeby usiąść lub przy stole wypić kawę lub zjeść,żeby spotkać się na Święta z rodzeństwem u mamy okupione jest to sprzątaniem wcześniej tygodniowym i kłótniami.Mieszkanie wygląda jak by przeszło tornado.Wszedzie są jej rzeczy dokumenty gazety z których wycina i robi swoje gazety ciuchy pościel itp.Rzeczy wyparły nas jako rodzine.Ostatnia wizytę odbyłam na stojąco.

floreta pisze...

Zastanawiam się, czy wszyscy, którzy mają w domu syllogomana obawiają się, tak jak ja, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Bo to przecież nie jest normalne. Zresztą od lat do mieszkania nie jest wpuszczany nikt postronny. Mieszkanie jest jak twierdza. Jeśli koniecznie obca osoba musi wejść do mieszkania, to te góry przedmiotów przykrywane są prześcieradłami.
Moja siostra jest młodą osobą, po 30-tce, dobrze zarabiającą, choć jej zawód jest emocjonalnie trudny. Od ok. 10 lat gromadzi - kupuje - przedmioty. Bo ładne, bo się przyda, bo potrzebuje. 7 lat temu, g miała już 100 par butów, kilka kapeluszy, po kilkadziesiąt sztuk każdego rodzaju odzieży we wszystkich możliwych kolorach, odcieniach, całe mnóstwo kosmetyków, ale także farby do malowania, kilka skrzynek narzędziowych, urządzenia typy wyrzynarki, wiertarki, itd, zbiera zakrętki od butelek, pojemniki po najróżniejszych rzeczach i sama nie wiem, co jeszcze. Wszystko metodycznie poskładane pod sufit i o dziwo wie doskonale, gdzie co schowała i ile sztuk tam było, więc wyrzucenie czegokolwiek po kryjomu się nie uda. A nawet jeśli się uda, to wybucha awantura. Z 50 m mieszkania połowa jest wypełniona tymi przedmiotami, między którymi można poruszać się tylko wąską ścieżką na szerokość stopy. Szczęśliwie nie ma jeszcze syndromu Diogenesa, bo dba o czystość ubrania. Z czystością mieszkania jest coraz gorzej. Matka, z którą mieszka, nie widzi w tym nic groźnego czy chorobliwego. Ja na szczęście już tam nie mieszkam, karaluchy jeszcze nie biegają, ale co będzie za parę lat?

Anonimowy pisze...

Chcialabym zapytac czy istnieje jakas legalna i w miare lagodna forma poradzenia sobie z tego typu problemem. Moj rodzinny dom jest literalnie zawalony po brzegi starymi, brudnymi i niepotrzebnymi przedmiotami. Nie maja zadnej wartosci, moja mama jednak nie przestaje ich kupowac w szmateksach. W domu mozna znalezc sterty ubran, butow, ksiazek (wiele z nich zaplesnialych ze wzgledu na stan domu),gazet, ulotek,talerzy, wszelkiego rodzaju gadzetow kuchennych, przeterminowanych produktow spozywczych, nawet lekarstw z data przydatnosci sprzed 5 lat. Proba pozbycia sie czegokolwiek przeksztalca sie w tragedie rodzinna...Sytuacja jest tym bardziej delikatna ze wzgledu na fakt, ze chodzi tu o osobe chora fizycznie. Z mama mieszka moj brat i niestety nie jest w stanie niczego zrobic, bo musialoby dojsc do rekoczynow, a nikt z nas tego nie chce. Do tego dochodzi ogolne zaniedbanie jesli chodzi o higiene-pomimo 3 szaf pekajacych (a raczej peknietych)w szwach, ciagle chodzi w tych samych ubraniach i zapach jest naprawde nie do zniesienia. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Chcialabym jakos temu zaradzic, ale utrudnia fakt, ze mieszkam za granica i dzialanie na odleglosc jest jeszcze trudniejsze. Nie ma zadnych legalnych sposobow na zmuszenie do uporzadkowania domu motywujac to zagrozeniem pozarowym lub zagrozeniem dla zdrowia? Pamietam, ze kiedys przed laty karano wlascicieli domu, ktorych obejscia byly zagracone, zaniedbane...Nie ma zadnej opcji dla tego rodzaju sytuacji, ktore spedzaja sen z powiek czlonkom rodziny osob dotknietych tym schorzeniem psychicznym, ktore oczywiscie nie chca sie do tego przyznac. Zli sa ci, ktorzy probuja im pomoc i czuja sie bezsilni, bo nie znajduja remedium, zwlaszcza ze zazwyczaj osoby chore sa dominujace i apodyktyczne i nie ma sposobu na negocjacje. Jesli ktos jest w stanie doradzic nam wszystkim, ktorzy cierpimy z powodu szalenstwa naszych bliskich, bylabym bardzo, bardzo wdzieczna. Jedyne, co widze, to opisy przypadkow podobnych do mojej mamy i niestety zadnej konkretnej rady.

Anonimowy pisze...

Znajoma zbieraczka z poznania zawalila caly dom lumpami moj chrzesniak z rodzina i 3 malych dzieci jest bezradny byla u mniew hollandi na wakacjach pare razy i z mojej szafy zniknely lumpy to musi byc chora jak jej pomoc.?

Jadwiga N. pisze...

Czy trzeba odmówić przyjęcia do swojej piwnicy kartonu z różnościani od sąsiadki zbieraczki?ze łzami w oczach prosi....co robić?nie chcę zaśmicić swojej piwnicy i chętnie pozbywam się różności niepotrzebnych...a tu lament.

Anonimowy pisze...

Problem ? Dla mnie problem, tym trudniejszy że dotyczy młodego , przystojnego już mężczyzny, mojego syna. W mieszkaniu już nie da się funkcjonować i nie zanosi się na poprawę, wszystkiego przybywa... dlaczego , o co w tym chodzi, jaki to ma sens, dlaczego ludzie z tym syndromem muszą być, są w to uwikłani i tak naprawdę cierpią. Z synem dużo o tym rozmawiamy, jest świadomy problemu, ale to i tak niczego nie rozwiązuje... nie widzę wyjścia... moje wsparcie to za mało ... jemu potrzeny byłby rozumiejący go Ojciec, a na to nie ma co liczyć, albo inny człowiek, ale gdzie takiego znaleźć ... kogoś kto rozumie, chciałby i mógłby pomóc... ci ludzie są okrutnie osamotnieni, skazani na niezrozumienie i brak akceptacji... dlaczego ... to jest zapewne pytanie do Boga.. czemu to służy i jaki jest tego sens.

Anonimowy pisze...

Moja synowa (34 lata) gromadzi w kuchni opakowania szklane: słoiki, butelki po sokach. To wszystko ustawia na parapecie w kuchni. W tej chwili już "drugie piętro" tych słoików pojawia się w oknie! Obawiam się o bezpieczeństwo mojego dwuletniego wnuka! Strach pomyśleć, co może się stać, jeśli te słoiki zsuną się na podłogę! Ponadto, zbiera plastikowe worki po zakupach i trzyma je tuż przy koszu na śmieci pod zlewem! Kupuje ogromną ilość plastikowych talerzy, kubków. Nie wyciera kurzu z mebli, podłogi, a szafa jest zawalona rzeczami kupionymi w promocji! Nic nie prasuje!

Anonimowy pisze...

A ja jestem takim zbieraczem i wiem że zawsze byłam pedantką przywiązaną do poszanowania wszystkiego co posiadam. Nie przypominam sobie żebym wyrzucała na śmietnik żeczy nadające się jeszcze do uźytku. Nigdy nie byłam skąpcem ale zawsze starałam się żyć bez rozrzutności. Jest mi niezmiernie trudno pozbyć się czegokolwiek co ma wartość choćby sentymentalną. Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do mody, urody, posiadania, jednak żal mi wyrzucić... Ponieważ jestem teraz bardziej uświadomiona w zakresie odczuć bliskich i znajomych na ten trudny dla nas temat, postaram się przełamać opory i usunąć w najmniej dla mnie drastyczny sposób "moje zdobycze" gromadzone ok. 40lat. Dzięki za artykuł pomocny w zrozumieniu waszych odczuć.

Anonimowy pisze...

A ja jestem takim zbieraczem i wiem że zawsze byłam pedantką przywiązaną do poszanowania wszystkiego co posiadam. Nie przypominam sobie żebym wyrzucała na śmietnik żeczy nadające się jeszcze do uźytku. Nigdy nie byłam skąpcem ale zawsze starałam się żyć bez rozrzutności. Jest mi niezmiernie trudno pozbyć się czegokolwiek co ma wartość choćby sentymentalną. Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do mody, urody, posiadania, jednak żal mi wyrzucić... Ponieważ jestem teraz bardziej uświadomiona w zakresie odczuć bliskich i znajomych na ten trudny dla nas temat, postaram się przełamać opory i usunąć w najmniej dla mnie drastyczny sposób "moje zdobycze" gromadzone ok. 40lat. Dzięki za artykuł pomocny w zrozumieniu waszych odczuć.

Anonimowy pisze...

A ja jestem takim zbieraczem i wiem że zawsze byłam pedantką przywiązaną do poszanowania wszystkiego co posiadam. Nie przypominam sobie żebym wyrzucała na śmietnik rzeczy nadające się jeszcze do uźytku. Nigdy nie byłam skąpcem ale zawsze starałam się żyć bez rozrzutności. Jest mi niezmiernie trudno pozbyć się czegokolwiek co ma wartość choćby sentymentalną. Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do mody, urody, posiadania, jednak żal mi wyrzucić... Ponieważ jestem teraz bardziej uświadomiona w zakresie odczuć bliskich i znajomych na ten trudny dla nas temat, postaram się przełamać opory i usunąć w najmniej dla mnie drastyczny sposób "moje zdobycze" gromadzone ok. 40lat. Dzięki za artykuł pomocny w zrozumieniu waszych odczuć.

Anonimowy pisze...

Co was to obchodzi, jeśli mieszkanie dom jest własnością zbieracza , to się wyprowadźcie idźcie na swoje , a on niech sobie zbiera do woli jak lubi.

jan pisze...

Lubię pozostawiać niepotrzebne rzeczy, ale teraz muszę zastanowić się nad pozostałymi - towarzyszącymi temu - zaburzeniami osobowości. :)
Jak się wczytać we artykuły to okazuje się, że każdy spośród nas ma jakieś psychiczne odchyłki.

Małgorzata Janiszewska pisze...

Witam.Zgadzam się z wypowiedzą jednej osoby,która pisze, iż nie ma tu żadnej informacji jak temu zaradzić. Mogła bym tez opisać jak wygląda mieszkanie i życie mojej mamy ale po co kolejny taki sam wpis. Czy brak wpisów innych na temat pomocy i zmiany oznacza, ze jest to niemożliwe??? Jest to bardzo przykre.
Czy może należy przyznać jak w AA, że jesteśmy bezsilni...
Nie jesteśmy w stanie zmienić postępowania drugiej osoby jeśli i ona nie przyzna swojej bezsilności...
Było by super przeczytać cos bardziej motywującego.
Pozdrawiam.Greta

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...