środa, 11 kwietnia 2012

HIKIKOMORI - czy dosięgnie również Europę?

Autorką niniejszego artykułu, napisanego na moją prośbę, specjalnie dla PSYCHIKA.net jest Monika Kornaś, studentka psychologii.

Japońskie ogrody, ikebana, sushi, jedzenie pałeczkami, manga, filmy animowane: to wszystko kojarzy się z japońską kulturą i sztuką. Ostatnio jednak coraz częściej słyszy się inne, również kojarzące się z tym krajem słowo: HIKIKOMORI, ale nie każdy wie, do czego się odnosi. Obco brzmiący wyraz oznacza coś mniej przyjemnego niż japońskie nazwy potraw czy słowa związane z filmem czy sztuką. Hikikomori jest choroba cywilizacyjną, rodzajem depresji i objawia się skrajnym wycofaniem społecznym. Schorzenie o podłożu emocjonalnym jest szczególnie częste wśród młodych Japończyków.

Po raz pierwszy zaobserwowano przypadki hikikomori już w latach 90-tych XX wieku wśród młodych mieszkańców Japonii. Później to zjawisko zaczęło ujawniać się również poza Japonią: w Chinach, na Tajwanie, w Singapurze. Są to kraje, w których przyjmuje się wzory japońskiej edukacji. Na tą japońską depresję zapada głównie młodzież płci męskiej. Stanowią oni ponad 70% populacji chorych.

Objawy
Jakie są pierwsze objawy hikikomori? Na początku obserwuje się wspomniane już skrajne wycofanie społeczne i izolację, która może trwać nawet kilka lat! Takie osoby zamykają się w domach, nie przejawiają chęci kontaktów z innymi, unikają spotkań z rówieśnikami. Młody Japończyk po powrocie do domu chowa się w swoim pokoju, nie wychodzi z niego, nie rozmawia z rodzicami, nie spotyka się ze znajomymi. To miejsce traktuje jako swoją twierdzę. Czasami hikikomori przybiera dość skrajną postać i jeśli już dana osoba musi wyjść, na przykład do toalety, to bardzo uważa, żeby na swojej drodze nikogo nie spotkać. Często dochodzi do tego, że z rodzicami kontaktuje się przez drzwi, tam też oni zostawiają mu posiłki, później odbierają puste talerze... Brzmi przerażająco? To są jednak fakty i przypadków hikikomori obserwuje się niestety coraz więcej. Obecnie jednak rozwój techniki sprawił, że do kontaktu z innymi ludźmi chory może również używać Internetu, ponieważ tylko taka forma porozumiewania się jest do przyjęcia przez osoby cierpiące na hikikomori.

Przyczyny
Przyczyn występowania tego rodzaju schorzenia jest wiele. Zapadają na nie osoby żyjące w społeczeństwach nastawionych na kolektywizm i grupowe działanie. W tym wypadku ponad dobrem jednostki stawia się dobro grupowe. Doskonale jest to widoczne właśnie w społeczeństwie japońskim. Młody człowiek w szkole jest nastawiony na rywalizację i ciągłe konkurowanie z innymi. Wysokie oczekiwania nie ustają jednak wraz ze skończeniem szkoły. Można zaryzykować stwierdzenie, że później jest jeszcze gorzej. Od młodych Japończyków wymaga się skończenia dobrych studiów ze świetnymi wynikami, znalezienia dobrej pacy, poznania wspaniałej kobiety bądź odpowiedzialnego mężczyzny, założenia rodziny, posiadania dzieci i robienia kariery. Te rosnące oczekiwania przytłaczają Japończyków, niespełnienie ich staje się przyczyną frustracji, która prowadzi właśnie do wycofania się. Schowanie się w swojej samotni jest rodzajem eskapizmu, czyli ucieczki od rzeczywistości i związanych z nią problemów w inny świat: pełen marzeń, iluzji i wyobrażeń. Taki świat osoby cierpiące na hikikomori mogą stworzyć w wybranym przez siebie miejscu, które jest odosobnione i zapewnia im samotność. Taka izolacja może przybierać różne formy. Osoby cierpiące na hikikomori najczęściej nie są agresywne. Ich stan przypomina raczej pewnego rodzaju letarg, odrętwienie, dlatego porównuje się go do depresji.


Statystyki i odbiór społeczeństwa
Według statystyk, hikikomori jest dość popularne w społeczeństwie japońskim. Szacuje się, że ponad połowa Japończyków w wieku od 18 do 24 lat przynamniej raz doświadczyła tego rodzaju depresji. Obecnie jednak odbiór tego zjawiska jest inny niż przedtem. Kiedyś osoby cierpiące na hikikomori traktowano jako margines społeczny. Dziś wiele osób stara się im pomóc. Zauważono, że to nie kaprys młodych ludzi, ale poważna choroba. Pojawia się coraz więcej ludzi, który specjalizują się w leczeniu hikikomori. Są to lekarze i psychologowie. Poza tym istnieją również grupy wsparcia dla rodzin osób dotkniętych tym schorzeniem.

Hikikomori w kulturze
Coraz częściej pojawiająca się depresja hikikomori sprawiła, że w kulturze zaczęła być popularnym tematem. Sposoby ukazywania osób cierpiących na hikikomori różnią się w zależności do gatunku. Ten motyw często ukazywany jest w filmach animowanych czy japońskich komiksach. Bardzo realistycznie przestawia tą chorobę japoński pisarz Tatsuhiko Takimoto w swojej powieści NHK ni yōkoso!. Jej bohater pozostaje w stanie depresji przez cztery lata. W tym czasie opuszcza dom tylko raz w tygodniu i to tylko po to, aby kupić jedzenie. Czytając tę książkę jesteśmy świadkami degeneracji, z jaką spotyka się człowiek cierpiący na hikikomori. U bohatera pojawiają się myśli paranoiczne, a w końcu sięga po używki, pewien, że narkotyki pomogą mu uporać się z lękiem i przygnębieniem. Otrzymuje on oczywiście pomoc z zewnątrz, ale całkowite wyleczenie nie następuje. Ta dramatyczna historia jest bardzo bliska samemu autorowi, który sam cierpiał na hikikomori i opisane w powieści zdarzenia są przez to niezwykle autentyczne i prawdziwe.

Podsumowanie
Hikikomori jest chorobą cywilizacyjną, coraz częściej obserwowaną wśród młodych ludzi i to nie tylko w Japonii, ale również w krajach sąsiednich. Słowo określające to schorzenie w wolnym tłumaczeniu odznacza oddzielenie się. Młodzi ludzie wycofują się z kontaktów społecznych, zamykają się w swoich domach, traktując je jak bezpieczne twierdze, osłaniając się przed światem. W ten sposób uciekają od wciąż rosnących wymagań i nacisków społeczeństwa. Gdzie upatrywać się jeszcze źródeł tej depresji? Czy winny jest system szkolnictwa, wysokie wymagania, stawianie młodym Japończykom? Czy zmiana tych systemów i oczekiwań przyniesie oczekiwany rezultat? Czy młodzi ludzie opuszcza swoje twierdze i wyjdą do rówieśników? Czy odzyskają poczucie bezpieczeństwa, a na ich twarze powróci uśmiech? A może jest już za późno? Może hikikomori będzie się rozprzestrzeniać dalej, dotrze do innych krajów, na inne kontynenty?Jak można temu zapobiec?

Hikikomori to choroba, rodzaj depresji, ale jak widać: objawy są dość skrajne. Co sądzicie o tym schorzeniu, jakie macie pomysły na zapobieganie mu, a jakie na pomoc osobom, które doświadczyły czegoś takiego w swoim życiu? Czy według Was rzeczywiście winny jest system szkolnictwa w Japonii, tamtejsza kultura? Wydaje mi się, że przyjrzenie się bliżej temu zjawisku, jakim jest zwiększanie się liczby osób z hikikomori, jest interesującym tematem do żywej dyskusji.

Zapraszam.
Monika.

Monika Kornaś

Autorka o sobie:

"Studiuję psychologię na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. W wolnych chwilach piszę, fotografuję. Interesuję się filmem, podróżami, psychologią społeczną i rozwojową, kocham muzykę ( najlepiej na żywo ). Pracuję jako copywriter freelancer, piszę teksty na strony internetowe i artykuły tematyczne. I jeszcze złota myśl, która szczególnie mnie inspiruje: "Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu". Mark Twain

14 komentarzy:

Anonimowy pisze...

myślę, że tylko ludzie, którzy w tym są mogą sobie pomóc, to ma wyjść od nich czego oczekują

A

Anonimowy pisze...

bzdura, chory nie może sobie pomóc (przynajmniej nie w fazie wstępnej)

Anonimowy pisze...

Po powrocie z pracy za granicą zacząłem sie wycofywać z życia. Jedynym moim kontaktem z obcymi osobami była szkoła do której uczęszczam zaocznie. Życia towarzyskiego nie miałem -nigdy-.
Boje sie iść do klubu chociaż jest w odległości 1 km od mojego domu. Ten stan trwa nieprzerwanie od roku 2009 do teraz. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje wewnątrz siebie że powoli zaczynam sie przełamywać, rozmawiać z ludźmi... To zjawisko w Polsce istnieje wystarczy posiedzieć na forach internetowych, stronach; jak wielu ludzi maja z tym problem.
Anonimowy :)

Paweł "Ghoran" Leśkiewicz pisze...

To już występuje w Europie. Oczywiście jest rzadkie, są to pojedyncze przypadki, ale występuje. Jeden z takich przypadków opisywałem nawet w ramach pracy z psychologii klinicznej dziecka na studiach.

Anonimowy pisze...

A propo złych uczuć, to ja miałem wielkie nadzieje z tym portalem. Myślałem, że będzie na nim dyskutowana prawdziwa psychologia. Bardzo się zawiodłem. Uważam, że każdy psycholog musi mieć ogromną empatię i tolerancję, wielokrotnie wyższą od przeciętnego obywatela. Bolą mnie bardzo komentarze skrajnie heteroseksiatowskie i narkoentuzjastyczne. Według mnie nie można być psychologiem i np: sprzeciwiać się równym prawom osób homoseksualnych, lub promować przywileje dla ćpunów. Jestem bardzo wrażliwym młodym człowiekiem, który z długich doświadczeń ukształtował swój światopogląd i zna mniej więcej etykę zawodową każdego zawodu. Jestem też biseksualny i nie mam komu o tym powiedzieć. Czuję się w swoim kraju nieakceptowany i poszkodowany przez różnych nienawistników. Ponieważ jest to portal psychologiczny może ktoś mi coś doradzić? Zbyt bardzo mnie załamuje polska beznadziejność!

Anonimowy pisze...

Byście się zdziwili ile przypadków Hikikomori można znaleść w Polsce, ja także jestem takim przypadkiem. Jestem w 1 klasie liceum i zaczynam się przełamywać, ludzie jacyś tacy przyjaźniejsi. Zmiana towarzystwa dużo daje, gimnazjum to zbiorowisko głupiego bydła. Najtrudniej jest przełamać tą codzienną rutynę.

incorrect pisze...

Niedługo będzie musiała powstać kampania społeczna nt. hikikomori. A jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do przeglądnięcia innych kampanii społecznych, które systematycznie dodaję na mojego obrazkowego bloga: http://incorrect.yeeti.com :-)

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie że hikikomori już sięgnęło Europy. Może skala zjawiska nie jest jeszcze wystarczająco wielka by problem stał się masowy, ale obawiam się, że to tylko kwestia czasu. Internet jest coraz bardziej powszechny i coraz więcej ludzi spędza coraz więcej czasu rzeczywistości okienek, tylko tam czując się swobodnie i bezpiecznie, "realowi" poświęcając
jedynie czas niezbędnie konieczny.

Tak sobie krążę po tej stronie i nagle zaczynam rozumieć dlaczego tak wielu ludzi ceni sobie swoją niewiedzę. Jestem w stanie w niemal każdym poruszonym tutaj problemie znaleźć jakieś objawy które są u mnie obecne i możliwość że choruję jednocześnie na bardzo wiele z nich, jakoś nie wydaje mi się pocieszająca. Wow, wcale nie jestem jakiś dziwny, to tylko zespół zespołów...

Rafał pisze...

"Zapadają na nie osoby żyjące w społeczeństwach nastawionych na kolektywizm i grupowe działanie. W tym wypadku ponad dobrem jednostki stawia się dobro grupowe." - to chyba kluczowy fragment tego artykułu i mam przeświadczenie o tym, że ta orientalnie brzmiąca dolegliwość dotyka głównie osoby o osobowości introwertycznej i indywidualistów.

Dokładając do tego: "Szacuje się, że ponad połowa Japończyków w wieku od 18 do 24 lat przynajmniej raz doświadczyła tego rodzaju depresji." wnioskuję że to specyficzny rodzaj przejścia w dorosłość, gdzie oczekiwania wobec jednostki są spotęgowane. Kultura Japonii do tego jest wybitnie specyficzną hybrydą silnie osadzonej konserwatywnej tradycji i świata technologii, oraz mas mediów.

Moim zdaniem hikikomori rzeczywiście może być permanentnym problemem tamtego świata, a to że występuje także sporadycznie w naszej kulturze nie jest absolutnie powodem do tego, aby już w tym momencie starać się to nagłaśniać. Ja sam jako introwertyk większość czasu wolnego i czasu pracy spędzam w odosobnieniu, nie mniej jednak jestem świadomy własnych predyspozycji, oraz tego że praca grupowa nie działa na mnie korzystnie. Nie boję się tym samym wyjść do ludzi, na imprezę, zaczepić kogoś na ulicy, ale spotykam czasem osoby o podobnym typie osobowości przeświadczonych o tym, że mają problem, który ich paraliżuje. Są tak przewrażliwieni na swoim punkcie, że wystarczy im powiedzieć "prawdopodobnie jesteś introwertykiem" i już myślą, że są nieuleczalnie chorzy.

Zamiast wykorzystywać kolejną chorobę jako produkt marketingowy, zacznijcie propagować uświadamianie ludzi o tym jacy są. Wiele osób słysząc o hikikomori uzna że na to cierpi, choć w rzeczywistości problem leży zupełnie gdzie indziej - w braku podstawowej edukacji.

Największe choroby na jakie cierpią ludzie XXI wieku, to "zanik świadomości i wdzięczności" i "przewlekłe nie zrozumienie samego siebie".

PS jeżeli uważasz że cierpisz na hikikomori, to najpierw sprawdź ten materiał (możesz włączyć polskie napisy): http://www.ted.com/talks/susan_cain_the_power_of_introverts.html

Anonimowy pisze...

Kapitalistyczny wyścig szczurów zabija człowieczeństwo. To problem globalny. Zakończy się to wszysko wielkim wybuchem i nikt nie wie kiedy i nie wierzę, aby pacjent-ludzkość poradziła sobie z tym problemem. Pomimo tego, że na planecie jest miejsce dla wszystkich, jest nas zbyt wielu. Obawiam się też, że tym razem nie będzie milionów ofiar, tylko miliardy. Przykro. Mimo wszystko pozdrowienia! "Ludzie kochajcie się!" K Vg. jr.

Marcin Wiewiora pisze...

Dokładnie tak jak pisze Rafał. Wszystkie te "choroby" to tylko nazewnictwo czegoś co do tej pory nie zostało prze nikogo nazwane. Moim zdaniem problem leży w tym, że ludzie cały czas chcą wnosić coś nowego żeby zaistnieć na tym świecie lub komuś "pomóc" a tak na prawdę nie jest to nikomu do niczego potrzebne. Oczywiście nie jest tak ze wszystkim bo rozwój medycyny jest pożyteczny (albo i nie?) ale psychologia to czasami lekko się rozpycha.

Liana Kaczmarek pisze...

Dla takich osób najlepsza forma terapii - dystancyjna - skype, telefon, majle.
Polecam skontaktować się ze specjalistą przeszkolonym z dannego sposobu komunikacji z klijentem - sertyfikat uczelni na stronie
Kontakt skype: newronewro

Anonimowy pisze...

Ja także jestem taką osobą i wydaje mi sie że w Polsce jest dużo takich przypadków. Gimnazjum dla mnie było zwyklym gownem zbiorowiskiem idiotow kazdy poniżal każdego z nikim nie mozna normalnie porozmawiac zawsze konczylo sie na wysmiewaniu kogoś. Ten kraj jeat chory poniewaz dzieci nie moga dorastac poprawnie juz w podstawowce robia wyscig szczurow i nie masz wyboru ktos jakby z gory wybieral ze akurat ty bedziesz tym "gorszym" czlowiekiem. Na mnie patrzono krzywo poniewz mieszkalem w brzydko wygladajacym bloku i oczy0wicie to bylo pryczyna wyzywania od smiecia brudasa glupka biedaka itp. Niema co polegac na ludzich....

Anonimowy pisze...

Feminizacja społeczeństw przy jednoczesnym zdjęciu odpowiedzialności z kobiet kończy się właśnie taką tragedią Japonia do 50lat przestanie istnieć. U nas zapowiada się to samo - feminizacja szkól i miejsc pracy gdzie nagradza się mniej istotne umiejętności "miekkie" następuje zadziwiająco szybko.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...