środa, 1 lutego 2012

Narysuj mi coś, a powiem ci kim jesteś...? - Blaski i cienie stosowania rysunku w praktyce psychoterapeutycznej

Autorką tekstu jest psycholożka Katarzyna Grześczyk.

Rysunek w psychoterapii ma historię sięgającą drugiej połowy XIX wieku. Mimo że wzbudza razem z innymi metodami projekcyjnymi metodologiczne kontrowersje, to dziś stosowany jest przez większość psychologów. Nic dziwnego ponieważ jest to metoda posiadająca wiele zalet. Dzięki niej pacjent może komunikować się sam z sobą, z terapeutą, wzrasta jego poczucie kontroli. Samemu terapeucie łatwiej dotrzeć do pacjenta przez rysunek- czasem jest to jedyna możliwość nawiązania kontaktu. Rysunek sprawia radość, redukuje napięcie, daje możliwość wyrażania własnych przeżyć, o których werbalnie pacjenci nie chcą lub nie mogą komunikować. Zawiera treści świadome i nieświadome. Ma bardzo szerokie zastosowanie - w pracy indywidualnej, w pracy z grupą, z dziećmi, z dorosłymi, zarówno w procesie diagnostycznym, jak i terapii.
Najczęściej wybierana przez psychologów forma to dom - drzewo - postać, ale można rysować cokolwiek np. własne emocje, postać w deszczu, siebie przed, w trakcie i po terapii, rodzinę, najwcześniejsze wspomnienie, to jak widzi mnie świat itd. itd.


Nadinterpretacja, nadużycie?

Stosowanie rysunku w terapii i diagnozie jest generalnie proste, jednak tym, co dostarcza trudności jest interpretacja wytworu pacjenta. Zbyt często psychologowie wpadają w pułapkę dając rysunkowi zbytnią wiarę, traktując go jako główny (lub niestety jedyny) element np. diagnozy. Powszechne są nadinterpretacje, które częstokroć powodują daleko idące w skutkach konsekwencje. Tak, jak było to w przypadku nagłośnionej przez TVN sprawy 5 letniej Sary, która spędziła 3 tygodnie w domu dziecka, ponieważ psycholog szkolny na podstawie jedynie rysunku (postać mężczyzny nazwanego „dziadem” z intymną częścią ciała) stwierdził, że dziewczynka jest molestowana przez swojego dziadka. Biegli sądowi po dalszym badaniu orzekli, że dziewczynka nie nosi znamion molestowania. Sara wróciła do domu, jej rodzina została objęta nadzorem kuratorskim, jednak szkody, jakie wyrządzono dziecku zdają się być ogromne. Dlatego też należy podchodzić do każdego rysunku z ostrożnością i nie traktować go jako odosobnionej metody, na której tylko i wyłącznie opiera się swoje hipotezy i wysnuwa wnioski. Lepiej też, żeby tych rysunków było kilka, a na temat każdego z nich powinien być przeprowadzony wywiad.

Na co zwracać uwagę?

Liczy się oczywiście efekt końcowy: to co jest na rysunku, to jaka jest jego wielkość, jaka jest wielkość i pochylenie postaci, części ciała, kolor, kreska (pogrubiona, przerywana), jakie jest rozmieszczenie rysunku, co się wyróżnia - można powiedzieć ważne jest „wszystko” to, co widzimy na kartce (książka Rysunek w psychoterapii autorstwa Ostera i Goulda jest źródłem wiedzy o pojawiających się na rysunkach wskaźnikach i symbolach przydatnych do interpretacji, co do których zgadzają się teoretycy). Niezbędna jest również obserwacja samego procesu twórczego - co w jakiej kolejności było rysowane, z rysowaniem czego był problem. Zadajmy sobie teraz pytania: co jeśli ktoś jest po studiach artystycznych, gdzie uczy się określonych technik albo ma po prostu talent? Albo przed chwila obejrzał kreskówkę, na której się wzorował? Osławiona dziupla - czy faktycznie ktoś kto ją rysuje był molestowany? A może to przedszkolanka, która nauczyła kiedyś to dziecko rysować drzewo z dziuplą miała problem? Wszystko to bierze się również pod uwagę. Krótko i zwięźle podsumowując. Rysunek jest metodą bardzo pociągająca i przyjemną, którą łatwo się zachłysnąć. Jednak odpowiednio stosowany może być nieocenionym źródłem wiedzy o pacjencie.

Katarzyna Grześczyk

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

B. fajny temat, a tak brutalnie okrojony. Ola.

Marcin Hanke pisze...

@ Ola -
Myślę, że osoby zainteresowane tematem sięgną po dodatkową lekturę :)

dorotabl pisze...

Ciekawy temat , ale i bardzo kontrowersyjny..przynajmniej jeśli chodzi o przekazy symboliczne, bo te mogą być dosłownie interpretowane, albo zdecydowanie przenośnie. W pracy z symbolami, najlepszym interpretatorem jest sam malujący, osoby postronne mogą bardzo, ale to bardzo szybko się mylić. Typowe symbole archetypowe nie zawsze oddają sens tego co chce przekazać malujący. Kontrowersyjny , fascynujący temat :)

Muzykoterapia pisze...

"Zadajmy sobie teraz pytania: co jeśli ktoś jest po studiach artystycznych, gdzie uczy się określonych technik albo ma po prostu talent?"

I co z tego, że po studiach artystycznych? Przed okiem dobrego arteterapeuty (psychorysunkiem powinien zajmować się wyszkolony arteterapeuta z dobrym wykształceniem plastycznym, a nie psycholog bez wykształcenia w zakresie sztuk plastycznych i w dodatku bez własnej terapii) nic nie umknie; a w przypadku muzykoterapii na pewno nie ma kompletnego znaczenia czy w muzycznym zadaniu projekcyjnym uczestniczy wykształcony muzyk, czy nie. Po prostu: ciało nigdy nie kłamie, choćby niewiadomo jak popisywałoby się na instrumencie!

"Albo przed chwila obejrzał kreskówkę, na której się wzorował?"

To też coś znaczy; z jakiegoś powodu zidentyfikował się z tym obiektem, a następnie go zintrojektował. Jak powiadał Z.Freud: "NIc nie dzieje się przypadkiem".

"Osławiona dziupla - czy faktycznie ktoś kto ją rysuje był molestowany?"

Być może jest jeszcze jakieś inne znaczenie; w każdym razie można przypuszczać, że u autora rysunku zostały mocno naruszone granice fizyczne (w muzykoterapii odpowiednikiem molestowania jest bębenek z pękniętą membraną; i ma co najmniej dwa znaczenia; stąd zanim wycignie się jakieś wnioski, niezbędne jest uwzględnienie innnych komunikatów niewerbalnych towarzyszących ekspresji). Czasami to b. szybko wychodzi, czasami b. trudno; stąd z całą pewnością należy zachować dużą ostrożność w stawianiu diagnozy.

"A może to przedszkolanka, która nauczyła kiedyś to dziecko rysować drzewo z dziuplą miała problem?"

Też tak mogło być. Twierdzi się, że wśród nauczycielek nauczania wczesnoszkolnego i przedszkolnego(powtarzam to za psychologami; to nie jest moje zdanie)jest sporo histeryczek; a wśród tzw. osobowości o strukturze histerycznej jest właśnie wiele kobiet, które były molestowane w dzieciństwie.

Muzykoterapia pisze...

"Krótko i zwięźle podsumowując. Rysunek jest metodą bardzo pociągająca i przyjemną, którą łatwo się zachłysnąć."

Ciekawa metafora użyta przez autorkę: "zachłysnąć":)

"Jednak odpowiednio stosowany może być nieocenionym źródłem wiedzy o pacjencie."

Moim zdaniem to właśnie techniki projekcyjne są najbardziej skuteczne w stawianiu diagnozy klinicznej; tylko trzeba dysponować odpowiednią wiedzą kliniczną, z zakresu technik projekcyjnych, przejść własną terapię (aby uniknąć tzw. projekcji nieempatycznej, albo inaczej: identyfikacji projekcyjnej), mieć dużą intuicję i umysł analityczny.

Dlatego uważam (z całym szacunkiem dla psychologów), w terapii i diagnozie, psychorysunek, czy muzyczne techniki projekcyjne, może stosować wyłącznie artterapeuta, bądź muzykoterapeuta; to absolwent psychologii może popełnić tu b. dużo błędów, bo na samych studiach b. niewiele godzin miał przeznaczonych na studiowanie tzw. technik projekcyjnych. Natomiast arterapeuci, czy muzykoterapeuci, uczą się tych technik conajmniej przez 3 lata! Mało tego: trenują na sobie, pogłębiając przy tym wiedzę na swój temat.

Pytanie: dlaczego psychologowie nie chcą udostępniać testów psychorysunku arteterapeutom?:)

PS.
Tylko proszę mi nie przypisywać poczucia omnipotencji (czyli nie stosować diagnozy na odległość:))za to co napisałam nt. technik projekcyjnych. W czasie stażu klinicznego wielokrotnie widziałam jak diagnozowano pacjentów różnymi testami i prawie w każdym wypadku okazywało się,iż to właśnie techniki projekcyjne były niezawodnymi; a nie techniki werbalne. Ciało nigdy nie kłamie, a słowem można wiele "tajemnic" maskować...

I wiecie, kto najwięcej zasiewa lęku przed tymi technikami? Właśnie Państwo psychologowie; moim zdaniem z trzech powodów:

1. aby zarezerwować dla siebie wyłączność stosowania tego rodzaju testów
2. z dużego poczucia niepewności co do własnych kompetencji; a zdaje się, że wykładowcy studiów psychologicznych "lubią" indukować w Waszych (psychologów) umysłach tego rodzaju lęki; współczuję, bo tak nie powinno być; to jak nadużycie dokonane na Waszych "duszach"
3. zbyt mała liczba godzin na studiach, przeznaczonych na poznawanie tego rodzaju testów, co również może wpływać na poczucie niskich kompetencji w tym zakresie.

Pozdrawiam

Krzysztof K. pisze...

Jako dziecko rysowałem groby, rozczłonkowane ciała, krew i flaki... i co wy na to? :)

Muzykoterapia pisze...

"W pracy z symbolami, najlepszym interpretatorem jest sam malujący, osoby postronne mogą bardzo, ale to bardzo szybko się mylić."

Tak, psycholog tak, ale muzykoterapeuta, czy arteterapeuta niekoniecznie:)

Mam na myśli konkretny przykład z własnego życia. Jednym słowem, jak już wejdzie się głębiej w temat, to zaprawdę może stać się on ogromną pasją.

Natomiast psycholog (bez wykształcenia artystycznego), który przypisuje terapeucie omnipotencję tylko z samego faktu,że ten drugi odbiera sztukę jako coś b-j jednoznacznego, a nie wyłącznie abstrakcyjnego, dokonuje wielkiego nadużycia i powinien "wyspowiadać" się z takich "diagnoz" przed jakimś superwizorem:)

Przepraszam za ten swoisty ton, ale to takie podsumowanie moich dotychczasowych doświadczeń z niektórymi psychologami, wypowiadającymi się autorytatywnie nt. sztuki i znaczenia w niej zawartego.

lavinka pisze...

Się mi przypomina badanie psychologiczne w klasie maturalnej (badałam się na własne życzenie, by ewentualnie wykryć zaburzenia, w mojej rodzinie choroby psychiczne są częste). Uczyłam się wtedy rysować(egzaminy na Arch) i wydziergałam na badaniu najpiękniejsze drzewo jakie umiałam, z bogatym systemem korzennym i tak dalej. Co do mojej osobowości miało się nijak, bo wszyscy byliśmy tak uczeni rysować drzewa, ponieważ takie najefektowniej wychodzą na egzaminie. Strach się bać, co pani psycholog z mojego drzewa wyczytała. Zwłaszcza, że narysowanie dziupli należało do kanonu - właściwie najlepiej dwóch albo trzech dziupli, bo to dodawało wyrazu artystycznego. I im bardziej poskręcane konary, tym lepiej. Nawet stopniowania kreski nas uczono (gdzie grubiej, gdzie odpuścić, gdzie ledwo musnąć ołówkiem) ;)
Studenci lub przyszli studenci uczelni artystycznych powinni być zwolnieni z takich badań, maniera wywiera ogromny wpływ. Już sama nauka kompozycji zmienia podejście do drzewa na rysunku, bo człowiek odruchowo wciska je w złoty podział. Jak się ma złoty podział do osobowości, nie mam pojęcia :D

Mam wrażenie, że sporo psychologów za bardzo ufa statystycznym badaniom, zamiast kierować się intuicją. Czasem wystarczy wysłuchać człowieka. To daje większą wiedzę niż rysowanie drzew, domów i węży.

Katarzyna G. pisze...

Po pierwsze chciałam podziękować za wszystkie komentarze, które pojawiły się pod moim artykułem. Cieszę się, że temat sprowokował dyskusję:)Zachęcam do dalszej!

@Muzykoterapio!Mam poczucie po przeczytaniu Twoich komentarzy, że bije z niech dużo sceptycyzmu(niechęci?)w stosunku do psychologów i do stosowania przez nich technik projekcyjnych. Dużo też generalizacji. Nie każdy psycholog ma nikłą wiedzę i doświadczenie w tym zakresie, nie każdy psycholog popełnia dużą ilość błędów. Błędy przecież może popełnić zarówno psycholog, jak i arteterapeuta. Oczywiście zdarzają się psycholodzy, którzy nie posiadają dostatecznej wiedzy i stosują metody projekcyjne bez odpowiedniego przygotowania . Ale są też tacy, którzy zafascynowali się tymi metodami na studiach, uczyli się o nich na zajęciach (też trenując na sobie), praktykowali na stażach klinicznych a później pogłębiali swoją wiedzę po zakończeniu studiów dokształcając się w tym kierunku. Jako psycholog należący właśnie do tej drugiej grupy (ale nie będący arteterapeutą) stanowczo sprzeciwiam się Twojemu „postulatowi” aby stosowanie technik rysunkowych w diagnozie i terapii zarezerwować tylko dla arteterapeutów:)

„I wiecie, kto najwięcej zasiewa lęku przed tymi technikami? Właśnie Państwo psychologowie”. Myślę, że tu nie chodzi o zasiewanie lęku tylko o ostrożność, która w wypadku stosowania technik projekcyjnych jest niezbędna. W artykule podałam przykład do czego może prowadzić nieodpowiedzialne używanie i interpretacja rysunku.

Chciałam się także odnieść do Twojego zdania: „I co z tego, że po studiach artystycznych?”
ale w zasadzie wyręczyła mnie w tym @lavinka.

Techniki projekcyjne dostarczają bardzo wielu informacji i są bardzo pomocne aczkolwiek nie nazwałabym ich „niezawodnymi” i po raz kolejny podkreślę, że nie powinny stanowić jedynego źródła wiedzy o człowieku. Rozmowa, obserwacja oraz inne techniki testowe powinny być brane pod uwagę.

Pozdrawiam

P.S.
Olu postaram się, żebyś następnym razem w końcu była usatysfakcjonowana:)

Anonimowy pisze...

Jako osoba która czytywała opinie, w wyniku której zapadały decyzje dotyczące znajomych, mam dużo wątpliwości co do ich jakości. Nie były to "testy projekcyjne", ale jednak.

Generalnie w ogóle zastanawiam się nad sensem sporządzania tychże w niektórych przypadkach np. sądowych.

Dowód z takiej opinii psychologa może dostarczyć dowodów niekorzystnych dla osoby objętej postępowaniem. W jaki sposób może się ona skutecznie bronić sama nie posiadając wystarczającej wiedzy w tym zakresie?

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...