sobota, 21 maja 2011

Miłosne dylematy: "Jestem katoliczką a mój chłopak nie ..."




W dzisiejszym wpisie odpowiadam na mail Czytelniczki ( mail opublikowany za jej zgodą, zmienione dane ).


Hej, jestem Gosia - 24 lata. Przypadkowo natrafiłam na Twój Blog - świetna sprawa:) Czytałam też komentarze i widzę, że ludzie piszą o swoich problemach. Ja także mam różne zmartwienia i pogmatwaną sytuację:) Chciałabym żebyś się wypowiedział, może coś doradził.


Od ponad trzech lat jestem w związku z chłopakiem, którego pokochałam. Mieszkamy razem i studiujemy. Dzieli nas jednak wiara. Ja jestem katoliczką on nie, jego rodzina - większość jej to świadkowie Jehowy. Moi rodzice jak się o tym dowiedzieli to postawili sprawę jasno - w związku z tym że mój chłopak nie wyznaje oficjalnie jakiejś konkretnej religii, stwierdzili ze powinien się ochrzcić i zostać katolikiem. Ja czuje się z nimi zbyt mocno związana i nie potrafię się sprzeciwić, on powiedział że przyjmie te sakramenty ale wiem ze robi to z przymusu, sam z własnej woli by tego nie zrobił. Jeśli przyjmie te sakramenty nie powie o tym nikomu ze swej rodziny bo oni do katolików mają ... "określony" stosunek.

Nie wiem co ja powinnam zrobić, boję się że kiedyś to się odbije bardzo negatywnie na naszym związku. Było by mi miło jeśli byś się jakoś do tego ustosunkował:)

Dziękuje i pozdrawiam:)


---
Wiele zależy od Ciebie, od Was, od tego, jaki jest Wasz stosunek do religii, jak ważne jest dla Was uznanie Waszych rodzin i ile jesteście w stanie poświęcić dla miłości.

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że łatwiej jest żyć płynąc z prądem. Boleśnie dowiadują się o tym artyści ( pisarze, muzycy, malarze, projektanci mody ) próbujący sprzedać towar nie na czasie. Dowiadują się o tym młodzi, którzy bardzo chcieliby być a nie mają za co. Przekonują się o tym inwestorzy giełdowi, którzy grają przeciwko trendowi.

Z drugiej jednak strony czasami wcale nie popłaca pójście na łatwiznę. Bo co z tego, że żyjemy jak wszyscy, skoro nie kroczymy ścieżką procesu samorealizacji. Bo co z tego, że żyjemy dostatnio, skoro nie istniejemy dla świata jako wyjątkowe osoby. Bo co z tego, że jesteśmy powszechnie szanowani, podczas gdy patrząc w lustro mamy ochotę splunąć sobie w twarz.

Odpowiedz, odpowiedzcie sobie sami, czym jest dla Was religia, jak ważna jest w Waszym życiu, czy możecie pójść na kompromis, czy może jednak każdy z Was zostanie przy swojej wersji.

Jako psycholog nie dam Ci odpowiedzi na Twoje dylematy, bo nie taka jest rola psychologa.

Warto jednak starać się spojrzeć na sprawę całościowo i znaleźć najkorzystniejsze rozwiązanie.

A teraz napiszę bardziej osobiście.

Zastanów się, porozmawiajcie o tym, co będzie, kiedy Twój chłopak - odpukać - ulegnie wypadkowi i będzie potrzebował krwi.

Kto wtedy będzie miał decydujące zdanie:

Czy Ty, jako jego kobieta, żona - czy jego rodzina pochodzenia zakazująca transfuzji krwi ?


A jeśli jego rodzina ( nieświadoma tego, że formalnie będzie on już katolikiem ) to czy będziesz potrafiła to zaakceptować i nauczyć się żyć z myślą, że w razie gdyby, to trzeba będzie medycynie powiedzieć STOP.

Bądź, bądźcie silni i podejmujcie mądre decyzje ...

15 komentarzy:

Rozwodnik pisze...

Jak rozumiem, to oni tylko platonicznie ze sobą mieszkają, skoro dziewczyna jest tak związana ze swoją religią? A może jednak nie i tak naprawdę to cała ta szopka jest tylko na pokaz?

Anonimowy pisze...

kiedy Twój chłopak - odpukać - ulegnie wypadkowi i będzie potrzebował krwi.
Kto wtedy będzie miał decydujące zdanie:
Czy Ty, jako jego kobieta, żona - czy jego rodzina pochodzenia zakazująca transfuzji krwi ?


a dlaczego nie ma zadecydować sam chłopak?
decyzje w takiej sprawie może nawet już dziś
podjąć.

Poza tym należy pamiętać że biorąc ślub zakładacie nowa rodzinę. NOWĄ RODZINĘ.
Tak samo jak twoi rodzice wiele lat temu...
Macie podejmować suwerenne decyzje i nieważne czy będą dobre czy złe... to wy macie się wspierać.

Integralny pisze...

@ Rozwodnik -
Myślę, że to nie tyle kwestia religii, co wpływu rodziny pochodzenia.

@ Anonimowy -
Nie zawsze podjęcie świadomej decyzji w takich sytuacjach jest możliwe a wtedy... decydują najbliżsi.

Anonimowy pisze...

...dlatego napisałem że już dziś może taka decyzje podjąć...
tak samo jak oświadczenie o narządach czy zaprzestaniu uporczywej terapii..

psyche pisze...

Ja byłam w podobnej sytuacji. Miałam chłopaka,byliśmy razem 3 lata. Kochałam go bardzo, i w sumie dalej kocham. U mnie to było trochę bardziej skomplikowane. Jestem katoliczką, a on ateistą. Na początku układało się dobrze. Zbiegiem czasu nagle wszystko zaczęło się psuć. Myślę, że to przez jego mamę, która mnie nienawidziła, wyzywała od najgorszych itd. Nastawiała go przeciwko mnie. Zaczęły się rozmowy na temat ślubu, jestem wierząca, więc dla mnie bardzo ważne było wziąć ślub kościelny. On tego nie chciał, jego rodzice również. Nagle co raz bardziej przeszkadzały mu moje wartości. Był ateistą, nie musiał przyjmować żadnych sakramentów, wystarczyło tylko powiedzieć tak, i byłaby dyspensa od biskupa. On byłby zadowolony i ja. Ale widocznie nie kochał, albo był zmanipulowany. Zerwałam z nim. Dla mnie Bóg jest na pierwszym miejscu. Ciągle powtarzał, że to on powinien być na miejscu Boga, że on jest ważniejszy itd. Chyba nie kochał tak bardzo.

Tak więc co do listu, skoro chłopak wyraził zgodę, powinnaś się cieszyć, tzn. że bardzo Ciebie kocha.

Co do transfuzji, myślę że w zagrożeniu życia decyzje podejmuje zawsze najbliższa osoba, a w tym wypadku będzie już żona. Po drugie w liście jest napisane, że chłopak nie przywiązuje do wiary dużej uwagi. Trzy: nie musi przyjmować żadnych sakramentów, wystarczy starać się o dyspensę od biskupa diecezji.

lavinka pisze...

To nie jest problem religii tylko odpępowienia. Zwyczajnego braku niezależności emocjonalnej dzisiejszych młodych ludzi od rodziców. Jaki rodzic jest w stanie powiedzieć dziecku, że jego partner ma się ochrzcić? Albo, że musi ochrzcić ich wnuki, bo jak nie to co? Nie odważy się, jeśli dziecko jest samodzielne, bo wie, że dziecko się po czymś takim nie pojawi na świętach i nie zadzwoni przez następne 20lat. Takie numery można wykręcać tylko niepracującycym dzieciom na studiach albo właśnie pozornie niezależnym niuniusiom. Nikt nie produkuje tylu ateistów, co katolicy tym cholernym przymusem "bo co ludzie powiedzo we wsi", tego jestem pewna.
Na szczęście moja rodzina jest normalna :)

Rozwodnik pisze...

psyche - nie wystarczyłoby, żeby powiedział "tak". Musiałby jeszcze zgodzić się na wychowywanie swoich dzieci w obcej dla niego wierze. Ja, ateista, na to bym się nie zgodził.

maciej pisze...

Rozwodnik...
Wiara powinna być indywidualną i wewnętrzna sprawa człowieka, a co za tym idzie niezależna od matki ani ojca...tak samo jak szacunek dla wiary drugiej osoby w związku. Ja również jestem ateistą co nie upoważnia mnie do narzucania swoich poglądów.

skoro to już 3 moja wypowiedz w tym temacie to się podpiszę

Bartłomiej Zieliński pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Bartłomiej Zieliński pisze...

Gosia jest katoliczką, dlatego warto pogadać o tej sytuacji także z księdzem katolickim.

Pozdrawiam

psyche pisze...

Rozwodnik: ale w liście wyraźnie jest napisane, że chłopak "nie wyznaje oficjalnie jakiejś konkretnej religii" i dla niego nie ma kłopotu, aby przyjąć sakramenty. Więc dalej nie widzę problemu. Skoro tak stawia sprawę, to i nie będzie problemu z dziećmi...

justynides pisze...

"Boję się, że kiedyś odbije się to na naszym związku..."
Jesteście ze sobą szczęśliwi? Róbcie po swojemu i nie martwcie się o przyszłość. Ona nieługo stanie się teraźniejszością.

Anonimowy pisze...

Witam
Ja miałabym kilka pytań:
1) Na ile religia katolicka jest ważna dla Ciebie, Gosiu? Bo jeśli mieszkasz ze swoim chłopakiem (a zakładam, że wiąże sie to ze współżyciem, bo jakoś nie wyobrażam sobie platonicznego związku we wspólnym mieszkaniu) to chyba nie za bardzo? Skoro odrzucas naukę moralną kościoła katolickiego, to chyba to kwestia jakiegoś raczej senstymentu niż autentycznej wiary?
2) Jeżeli nie jest ważna - to chyba lepiej się jakoś konkretniej zdeklarować? Wszelkie istotne informacje znajdziesz na stronie apostazja.pl
3) Poza tym podpisuję się pod tym, co napisał Integralny - czy zastanawiałaś się co będzie w momencie problemu transfuzji krwi gdyby trsfyzji potrzebowały Wasze dzieci?
4) Nie jestem ekspertem, ale "chrzest" pod przymusem i tak nie jest ważny, więc jeśli jednak to rozważacie, lepiej pogadaj o tym z księdzem.

Maria.

Anonimowy pisze...

Religia nas dzieli, śmierć łączy...

Pawel P pisze...

Ja tez myslalem co bedzie gdy znajde prawdziwa milosc, a moja kobieta bedzie np. zagorzala katoliczka, najbardziej balem sie reakcji jej rodzicow, gdy dowiedza sie, ze nie chodze do zadnego kosciola. Teraz wiem, ze gdy ktos cie naprawde kocha, to nie przeszkadza jemu twoja wiara czy niewiara...:)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...