sobota, 4 grudnia 2010

Rózga Świętego Mikołaja

Autorkami poniższego tekstu są psycholożki dziecięce Agnieszka Stein i Aneta Babiuk-Massalska. Zapraszam do lektury i refleksji. Marcin.


A.B.M.: Święty Mikołaj był biskupem, a nie krasnogłupem! Takie hasło poznałam w ubiegłym roku. Nie, nie było na murze. W kościele było. Na ulotkach.

Była żywa stajenka w chatynce, żywi ludzie także. Maryja - młode dziewczę w stroju z epoki, Józef (ksiądz z gitarą), bobas w żłóbku. Żadnych rózg.

Święty z rózgą. Zielone światło dla przemocy.


A.S.: Dla mnie też. Najbardziej szokujące było odkrycie, że w okolicach Radomia można kupić takie małe rózgi, które daje się dzieciom na Mikołajki. Taka tradycja. To wypacza cały sens Świąt, obdarowywania się prezentami, dzielenia się.

A.B.M.: Obdarzanie karą.... Ciekawe. Choć mówi się, że miłość bywa surowa. Tak jak chirurg, który musi zrobić operację, żeby dziecko wyzdrowiało. Jak lekarstwo, które jest gorzkie, ale leczy.

A.S.: Wiesz, że ja w ogóle nie przepadam za karami. I za rodzicami chirurgami. Moje doświadczenie pokazuje, że dzieci, które są karane i nagradzane gubią gdzieś bezinteresowność i radość z rozwoju i czynienia dobra. Masz rację, że rózga to zielone światło dla przemocy. I straszenie rózgą też. Podobnie jak straszenie dziecka, że Mikołaj nic mu nie przyniesie, bo nie zasłużyło.
Ciekawa jestem co na to Święty. Chyba się w grobie przewraca.

A.B.M.: Tylko zauważ, że to naprawdę jest tradycja! Na obrazach przedstawiana. Widziałam przepiękny obraz ze strasznymi dziećmi. Dziewczyna, która dostała najwięcej dóbr, odwrócona plecami do innych i ucieszona. Jeden chłopak płacze. Druga dziewczyna pokazuje jego but, a w nim rózgę. Chichocze. No i chłopiec, który wskazuje na płaczącego i po prostu słania się niemal ze śmiechu. A to ci dobre. Psychiczna przemoc. A moja niemoc. Wiesz, utrwalona przez wiarę chrześcijańską, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Za przyzwoleniem!

A.S.: No to ja jestem zdecydowanie przeciw takiej tradycji. Wprowadźmy Anetko nową, własną tradycję. Taką, że Święta są przestrzenią na dobre uczucia. Na bliskość i miłość. Na wiarę w to, że każde dziecko jest dzieckiem Boga, które my dostaliśmy pod opiekę. Że trzeba się z nim obchodzić delikatnie i z troską. Nie straszyć, nie poniżać i nie zawstydzać.
Nie wiem, gdzie w ludzkości pojawiła się myśl, że dzieci robią się lepsze kiedy robi się im przykrość. A zwłaszcza kiedy robi się to publicznie i w tak ważnej chwili.
I z pewnością nie jest to chrześcijańskie. Chrześcijańskie jest wybaczenie, siedemdziesiąt siedem razy...

A.B.M.: Trzymam się nadziei, iż to, co dzieje się w naszej kulturze, to jakieś nieporozumienie. Wiesz, zła interpretacja Bliblii po prostu. Tylko że tak silne zakorzenione przyzwyczajenie do rózgi trzeba wyrwać jak chwast, który niestety szybko odrasta. Trzeba więc trąbić o tym., ile się da.

Mikołaj nie jest krasnogłupem! Święty by nie podarował przemocy w prezencie. Tru-tu-tu-tu!

Agnieszka Stein
www.dzikiedzieci.pl

Aneta Babiuk-Massalska
www.psotto.pl

13 komentarzy:

Krzysztof Długosz pisze...

Spróbujcie napisać coś na temat psychologi w grze w szachy dzieci. To zagadnienie "studiuję" od wielu lat - jestem trenerem.

margeta pisze...

Jestem zdecydowania przeciwna karze, uważam że prawdziwa pochwała więcej zdziała niż słowa krytyki i niezadowolenia , w sporcie również .
Uważam , że z dziećmi trzeba dużo rozmawiać , dawać dobre wzorce i dać im poczucie bezpieczeństwa i miłości.
A w dzieciństwie dostawałam rózgę, ale każdy traktował ją humorystycznie.

Anonimowy pisze...

Kochani, w tradycji Adwent to czas poprawy i oczekiwania. Pewnie rózga jest tym symbolem. Dla mnie zbyt łatwe skojarzenia św. Mikołaja i przemocy. W historii ludzkości, nie tylko chrześcijaństwa jest wiele niepoprawnych psychologicznie mitów, ale są częścią naszej kultury.Rezygnacja z nich to odrzucanie spuścizny przodków. Przemoc nie chodzi z rózgą ulicami, ukrywa się i to jest problem.

Anonimowy pisze...

Gdy byłam dzieckiem, czasami obok prezentu oczekiwanego była i rózga, która dawała do myślenia, iż może coś trzeba zmienić w swoim zachowaniu, jakoś je naprawić:) Poza tym odbierałam ten "dar" na wesoło...B.H.

Anonimowy pisze...

Czy Panie autorki artykułu mają dzieci? Jeśli tak, czy znają dobre słowo, które odpędzi dziecko od komputera, gdy to nie reaguje na kilkakrotne prośby o sprzątnięcie pokoju?

Uważam, że presja psychiczna, która stosują psychologowie, jest znacznie bardziej brutalna niż klaps.

Anonimowy pisze...

No bez przesady... Rózga na mikołajki - zielone światło dla przemocy?! Czy sądzicie, że dzieci też patrzą tak pesymistycznie i poważnie na wszystko, jak autorki postu? Święty Mikołaj - biskup. Przecież to strasznie nudne! Więcej luzu i beztroski ;) Podarowanie komuś rózgi na Mikołaja, wcale nie równa się straszeniu czy poniżeniu, nie widzę w tym absolutnie nic negatywnego i tak należy na to patrzeć, a nie przez kalkę doszukiwania się wszędzie destrukcyjnych zachowań. Trzema mieć ten zdrowy dystans.

Anonimowy pisze...

Drogie Panie
Czy to aby nie przesada? W powyzszym artykule malowana jest wizja Mikolaja Okrutnika z rozga splywajaca krwia niewiniatek.Warsztatowa rzetelnosc wymagalaby dokonania uczciwej analizy naszej pieknej polskiej tradycji rozg.Proces wychowania, dobrego wychowania, nie moze byc ogolocony z poczucia odpowiedzialnosci za czyny. W innym razie jest to ekspiacja samowoli ktora jest katem Wolnosci. Wolnosci wyboru pomiedzy dobrem i zlem. Takim wlasnie symbolem jest rozga w naszej sferze kulturowej, jest to dla Polaka proste jak dwa razy dwa. Ilez to bylo uciechy podczas ceremonii wreczania prezentow przez Sw. Mikolaja i jakos nikt rozg temu towarzyszacych nie odbieral jako metody zastraszania czy zachety do przemocy. Takie wnioski to semantyczny nonsens.Apropos wspomnianego wyzej "krasnoglupa", mysle ze te ulotki byly apelem ( z pewnoscia niezbyt wysublimowanym) o przywrocenie naleznej powagi osobie Sw. Mikolaja, ktory tak bardzo sie zinfantylizowal ostatnimi laty i istotnie przypomina przerosnietego gnoma z ogrodkow dzialkowych.
Wbrew temu co Panie sugeruja sensem Bozego Narodzenia nie jest obdarowywanie sie prezentami. Jest to marginalny aspekt tego jakze waznego dla rodziny i narodu okresu w roku, a zatem przedramatyzowany i niemalze freudowski wizerunek rozgi jest nie na miejscu. Nie mozna krytykowac czegos czego sie nie rozumie a inicjatywa tworzenia tradycji na zawolanie kojarzy mi sie przykro z PRLowskim Dziadkiem Mrozem i innymi socjotechnicznymi eksperymentami na duszach naszych dzieci. Dziekuje za mozliwosc wypowiedzi i pozdrawiam w tym szczegolnym dniu. Dzis 6 Grudnia, ja przebywam poza Polska i rozge dla mojego syna bede chyba musial wykonac wlasnorecznie, tutaj przestrzen publiczna jest juz zupelnie wypelniona beztroskim blogostanem nastawionym na wzrost sprzedazy detalicznej. No coz, ekonomia wymaga stymulacji finansowej i nawet rozga nie jest tego w stanie zmienic.

Karol Zbroinski

Agnieszka pisze...

Powyższe komentarze przekonują mnie o tym, jak mocno zakorzeniona jest w naszej kulturze tradycja wychowywania przez straszenie i zawstydzanie. Jak wiele jest w tej sprawie jeszcze do zrobienia.
Jak trudno jest uwierzyć, że małe dzieci (bo to właśnie im opowiada się historie o Mikołaju i rózdze) naprawdę przeżywają to, że ktoś jako prezent chce im podarować narzędzie służące do bicia.
Czy między biciem dziecka rózgą a straszeniem go nią naprawdę jest taka przepaść?
Tak, ja sama mam dziecko. I byłoby mi wstyd, gdybym w celu dogadania się z nim w jakiejś sprawie musiała straszyć je i to w dodatku Mikołajem. Jest tyle innych sposobów, naprawdę warto je poznać.
A refleksja nad swoim postępowaniem jest bardzo cennym narzędziem rozwoju. Zwłaszcza u dorosłych. W czasie Adwentu warto, żeby się jak najwięcej zastanawiali nad tym, jaki obraz świata i ludzkich relacji przekazują dziecku.
Czy taki, w którym ten kto ma silniejszą pięść albo rózgę ma zawsze rację?

Z Mikołajkowymi Pozdrowieniami
Agnieszka Stein

lavinka pisze...

Poczytałam sobie komentarze i faktycznie, trochę dziwnie. U mnie nie było w rodzinie żadnych rózg pod choinką, no może jako żartobliwy straszak, że jak się w końcu nie uspokoimy to wystraszymy Mikołaja, albo nam te rózgi właśnie da zamiast prezentów. Ale kar cielesnych i jako takich innych raczej nie było. Może we wczesnym moim dzieciństwie madre puściły nerwy, ale obydwie strony doszły do wniosku,że lepiej jest porozmawiać niż się napier... piąchami (oddawałam, a jakże, z nawiązką albo śpiewałam piosenki) ;)
To, że rozmowa kończyła się przedwigilijną awanturą to już insza inność ;)

kamilio84 pisze...

Agnieszko, mam wrażenie, że chciałabyś żyć w wyidealizowanym świecie, w którym nie ma w ogóle przemocy ale pora się obudzić i spojrzeć w oczy rzeczywistości, która nas otacza.
Po pierwsze uważam, że dziecko, które nie znałoby pojęcia kary, nie zdawałoby sobie z konsekwencji swoich działań i do czego mogą one doprowadzić. Co prawda robiąc coś złego zdawałoby sobie sprawę, że jest to złe ale z konsekwencji jakie to za sobą pociąga to już nie koniecznie.
Po drugie, był już taki jeden, który był wychowywany w imię dobra i nie znał pojęcia zła. Nazywał się Jezus i wszyscy wiemy jak skończył:/ Dziecko wychowywane tylko w imię dobra przeżyje szok gdy pójdzie do szkoły i zderzy się z brutalną rzeczywistością bo inne dzieci szybko wykorzystają tą nadmierną "dobroć". Bardzo prawdopodobne, że takie dziecko będzie okradane, bite i poniżane przez rówieśników ponieważ nie będzie potrafiło się w ogóle obronić bo było wychowane, że powinno się dobrym dla innych.
Fajnie by było jak by każdy tak myślał jak Ty i wszystkie dzieci byłyby od razu wychowywane "dobrze" ale tak jeszcze nie jest. Tutaj musi nastąpić przemiana pokoleniowa. Zauważ, że kiedyś dzieci były bite, niekiedy bardzo brutalnie i było to zupełnie naturalne. Teraz takie przypadki są już raczej rzadkie. Być może kiedyś będzie tak jak Ty byś chciała ale jeszcze nie teraz.
Ja wolę wychować moje dzieci w rzeczywistości, w jakiej żyjemy obecnie, a nie tej wyidealizowanej. Wolę aby moje dziecko jak dostanie od kogoś w twarz to oddało niż nastawiało drugi policzek. Być może myślimy inaczej ale cóż... wolna wola :]

Kira pisze...

Nie wiem czy panie psycholożki zauważyły, ale ta rózga od wielu już lat jest symboliczna. W przełożeniu na nasze znaczy to tyle, że daje tylko coś do zrozumienia - i nikt dzieci tym po gołych tyłkach nie nasuwa.

No, chyba że każda forma wyciągnięcia konsekwencji z zachowania dziecka jest znęcaniem się i przemocą - ale jeżeli tak, to strasznie chciałabym zobaczyć miny dzieci pań psycholożek, kiedy pójdą w końcu do szkoły i okaże się, że konsekwencje jednak istnieją ;-)

Kira pisze...

A, i jeszcze jedno... :-)

"Jak trudno jest uwierzyć, że małe dzieci (bo to właśnie im opowiada się historie o Mikołaju i rózdze) naprawdę przeżywają to, że ktoś jako prezent chce im podarować narzędzie służące do bicia."

Szczerze mówiąc, rózga już mi, te ćwierć wieku temu, nijak nie kojarzyła się z biciem. Jasne, niby wiedziałam że można nią bić i że kieeedyś się to robiło - ale jakoś w praktyce nigdy nie widziałam, więc związek był mglisty.

Mylisz, że teraz kilkuletnie dzieciaki w ogóle kojarzą rózgę z bólem tyłka? W jaki sposób, skoro od kilkudziesięciu lat zasadniczo się nią po tyłku nie leje?... Dzieciakom kojarzy się ona z brakiem prezentu i karą. I zasadniczo takie jest właśnie założenie.

W świecie dorosłych mamy niedotrzymanie terminu i obcięcie premii. Też nikt chyba traumy nie doznaje, nie? A te dzieci do naszego świata też trafią, niezależnie od rózg.

"Czy między biciem dziecka rózgą a straszeniem go nią naprawdę jest taka przepaść?"

Zasadniczo to tak. Jak chcesz, to możemy sprawdzić... ;-) Wracając do świata dorosłych (tego, do którego mamy dzieci przygotować - tak gwoli przypomnienia): informowanie "jak nie dotrzymasz terminu to po premii" też nie jest nawet w połowie tak dotkliwe, jak faktyczne obcięcie jej. W drugim przypadku może np. nie starczyć na wakacje z rodziną czy zapłacenie rachunku - a w pierwszym najwyżej się człowiek nieco zestresuje i zmobilizuje do pracy.

Dziecko widzące rózgę jako dodatek do prezentu odbierze ją jako ostrzeżenie (zachowuj się lepiej, Mikołaj widział). Zdzielenie rózgą zakończyłoby w sumie temat - byłem niegrzeczny, oberwałem, wina wyzerowana, można się dalej nie przejmować.

Nie wiem, co mówi o tym psychologia - ale wiem, jak się do kar podchodziło mając parę lat ;>

Anonimowy pisze...

Nie znam się na psychologii, nie znam skutecznych recept na wychowywanie dzieci. Wiem tylko, że nie istnieją recepty dla wszystkich. Każdy z nas jest inny, i nie da się nas ukształtować jednakowo, przy użyciu tego samego przepisu.
Nie byłam bita w dzieciństwie, chociaż dostałam kilka klapsów, więc wiem, co to znaczy. Ale zdarzyło się to dosłownie kilka razy, i nie później niż kiedy skończyłam ok. 6 lat.
Będąc dzieckiem wiedziałam, że największą karą są te smutne oczy mamy... I czasem dużo bym dała za to, żeby dostać wtedy klapsa...
Ale czy to dobrze, czy źle? Czy nie znając mnie, mojej mamy, naszego życia, jesteście w stanie to ocenić? Czy moja mam znalazła odepowiedź na to, jak wychowywać dzieci, żeby znały granice? A może to była innego rodzaju przemoc?
Czy była uniwersalna? Czy działała tylko na mnie?
Dlaczego moja siostra jest zupełnie inna? Czy wychowywała nas inna matka?
Bardzo łatwo jest nam twierdzić, oceniać, głosić prawdy niepodważalne. Ale czy naprawdę jest to takie proste?
Mam ponad 30 lat, 5 letnią córkę, męża - moje relacje z mamą są idealne: możemy sobie powiedzieć wszystko, jedocześnie zostawiając w spokoju naszą wolność.
Moja siostra, studentka, mieszka jeszcze z rodzicami - relacje z mamą skromne, na tyle na ile są konieczne. Zupełny brak poczuwania się do czegokolwiek. Znak czasu? Nowego pokolenia?
Inne wychowanie?
Czy inne geny?
Czy to tak łatwo stwierdzić? Nawet, jeśli jest się psychologiem?
Czy psycholog jest w jakiś sposób uprawniony do głoszenia prawd uniwersalnych? Czy z całą pewnością może stwierdzić co jest dobre a co złe dla danej osoby funkcjonującej w takiej rodzinie, mającej takie a nie inne doświadczenia, skłonności..
Jako rodzice, możemy tylko jedno: zachować zdrowy rozsądek.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...