czwartek, 2 września 2010

Szkoły zabijają kreatywność?

Fot. Guillermo Ossa
Właśnie rozpoczynający się rok szkolny to świetna okazja do refleksji na temat funkcjonalności systemu szkolnictwa.

Myślę, że filmik, który prezentuję w dzisiejszym wpisie przyda się chociażby profilaktycznie ;) wszystkim tym, którzy w swojej pracy zawodowej mają do czynienia z edukacją dzieci (nauczycielom, pedagogom, ale również rodzicom i wychowawcom).

O czym jest filmik ?

Doktor Ken Robinson, uznawany na świecie za lidera rozwoju zasobów ludzkich, wiele lat pracujący w oświacie (pełny życiorys tutaj), przedstawia przekonywujące argumenty, które obrazują jak bardzo sztywne kategorie myślenia wspierane przez system edukacji - mogą tworzyć więzienie dla ekspresji kreatywności uczniów.

Nie pozwólmy, by szkoły zabijały kreatywność !!!


Ta zabawna, ale poruszająca ważne tematy prezentacja trwa około 20 minut i jest podzielona na dwie części. Film ma wgrane duże polskie napisy.





Jeśli chodzi o moje zdanie, myślę, że system edukacji to jedno a indywidualne podejście każdego nauczyciela to zupełnie inna sprawa. Cieszę się, że ja trafiałem przeważnie na fajnych nauczycieli :)

A jak to było u Was w szkole ?
Jak odbieracie przekaz autora prezentacji ?






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

10 komentarzy:

Martyna pisze...

U nas nie szkoły zabijają kreatywność tylko skostniały system edukacyjny (głównie ten na uczelniach wyższych).

W niższych klasach w ogóle nie uczy się samodzielnego myślenia (wręcz przeciwnie - im bardziej spokojne i stadne zachowanie tym lepsze oceny "z zachowania").

A na studiach nie ma żadnej kreatywności tylko ZZZ (zakuj, zalicz, zapomnij). Mamy milion absolwentów "Zarządzania" a pracodawcy mają największe problemy z pozyskaniem pracowników na stanowisko managera - bo "absolwenci niczego nie umieją".

Anonimowy pisze...

zgadzam się z Martyną!
zawsze żałowałam, że nie mogę wybrać czego chcę się uczyć...

Anonimowy pisze...

Niestety, ale system zero kreatywnosci obowiazuje i to na uczelniach szczegolnie. tylko w szkolesredniej rozwijano u nas kreatywnosc, nikt nie bal sie pomylki na polskim. A na studiach kazdy siedzial cicho zero dyskusji-zachowania stadne=konformizm max

Anonimowy pisze...

Stara dyskusja, a szkoły jakie były takie pozostają. Pewno, że najwięcej zależy od nauczycieli - trafiałam często na wyjątkowych, także na studiach, a oni i pozwalali i wręcz zmuszali do innego spojrzenia. Ale problem jest chyba głębszy - czy komuś we władzach (istniejących i potencjalnych ) i to na każdym szczeblu zależy na kreatywnych, samodzielnych ludziach? Przecież to oni właśnie są przyczyną większości kłopotów. :D
I jeszcze mogliby przestać się bać.
B.

Di pisze...

Witam,

Szkołę tworzą ludzie: nauczyciele, rodzice i dzieci

Funkcjonowanie szkoły to system, który tworzą także ludzie i na który zgadzają się ci sami ludzie, praktykując go dzień po dniu, i wdrażając, z oporem albo bez oporu, i ustawodawcy, i decydenci, i nauczyciele, i rodzice.

Każdy z nas ponosi w pewnym stopniu odpowiedzialność za kształt wychowywania dzieci i kształtowania kolejnych pokoleń rodziców, nauczycieli, decydentów.

Każdy z nas jest kreatywny, w mniej lub bardziej otwarty sposób.

Pytanie brzmi: co robimy z naszą kreatywnością? co robimy z kreatywnością naszych dzieci, naszych bliskich, naszych przyjaciół, naszych pracowników, tych, na których mamy wpływ???

A może by tak wykorzystywać własna twórczość codzienną na kształtowanie takich wzorców, których pragniemy i dla siebie i dla naszych dzieci. Bo tak naprawdę tylko w taki sposób możemy zmieniać otaczający nas świat - zmieniając to, co należy do naszej strefy wpływu.

Piszę z perspektywy własnych doświadczeń szkolnych, często niełatwych, i wiem, w jaki sposób może wpływać świadomy rodzic na kształt edukacji swojego dziecka. Najczęściej jest tak, że nawet w funkcjonującym systemie oświaty mądry i świadomy nauczyciel wraz z zaangażowanymi rodzicami może stworzyć znakomite warunki rozwoju dziecka. Wystarczy tylko chcieć, i wiedzieć czego się chce.

Dobrego dnia - pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Genialne są te filmy z konferencji. niesamowite umysły.Oglądam wszystkie filmy, które polecasz i zawsze się uśmieję a jednocześnie jestem pełna podziwu dla jasności i nieskrępowanego niczym myslenia mówców.Co do edukacji to mam ten sam pogląd i jako była uczennica i aktualnie pedagog. Szkoła kształci przeciętniaków,nie ma znaczenia ustrój społeczny,nadal jesteśmy niewolnikami.

Boken pisze...

Tak. Szkoły niszczą kreatywność.
Jestem w liceum, chciałbym bardziej się podszkolić w grafice komupterowej czy programowaniu. A niestety nie mogę. Po pierwsze przez zajęcia w szkole nie mam czasu (wracam do domu 15:00 - 16:00) + zajęcia dodatkowe (języki) potrzem trzeba się nauczyć, odrobić co trzeba i jeszcze wyspać. Nie da się tego pogodzić.

Nie mogę rozwiązywać problemów czy zadań na swój sposób, bo muszę myśleć i rozwiązywac szablonowo. Tak jak chce moja polonistka i fizyczka.

Nie nauczę się tego czego chcę, tylko tego czego muszę. Niestety...

katamaranka pisze...

Odnośnie ankiety - są czasy, które wspominam bardzo miło, są i takie, które bardzo źle - a że moja "edukacja" trwa już lekko licząc 20 lat, takich wahnięć jest sporo :)

Łukasz Sikora pisze...

Faktycznie dużo zależy od osoby nauczyciela. Jednak zawsze miałem dużo niechęci w stosunku do tego jaka wiedza jest przekazywana szczególnie w szkołach podstawowych i liceach. Wszystko było zbyt ogólne, zbyt średnie.

Przynajmniej w trakcie mojej edukacji nie spotkałem się z jakimiś większymi możliwościami uczenia się bardziej tego co było dla mnie interesujące. Zamiast tego uważam że marnowałem czas na lekcjach, które teraz zupełnie nie przydają mi się do niczego.

Idealnie byłoby aby program nauczania dostosowywać indywidualnie do zainteresowań i potrzeb każdej osoby.

katamaranka pisze...

W podstawówce miałam typową "chorobę szkolną" - gorączka i biegunka co rano, a do tego paznokcie zeżarte prawie do łokci - nie pasowałam do swojego "towarzystwa". Wychowywałam się wśród dorosłych, czytałam lektury średnio dwa lata wcześniej, niż rówieśnicy, nie mówiąc już o książkach, jakich oni nawet na oczy nie widzieli. Nie mówiłam "cholercia" ani "dupa" (tak, kiedy byłam piękna i młoda, takich przekleństw używały dzieci), nie interesowałam się chłopakami i w ogóle nie wiedziałam, co dziewczyny widzą w BackStreet Boys (no ok, może i A.J. był przystojny, ale żeby piszczeć i płakać?).
W liceum było lepiej - wysoki poziom, pole do popisu, a do tego nauczyciele, którzy potrafili w uczniach znaleźć pasje i pomagać je rozwijać (mój ukochany Pan Profesor od biologii, którego będę wysławiać pod niebiosa do końca życia, a także Barbara, polonistka, której autorytet załamał mi się dopiero pod koniec klasy maturalnej, kiedy okazało się, że jest książka, którą znam, a ona nie...). Wiem, że teraz w moim liceum dzieje się dużo gorzej, część starej kadry odeszła, zmieniły się też dzieci.
Dużo zależy i od nauczycieli, i od klasy, w której się jest, bo co przyjdzie "genialnemu" dziecku z nauki "łeb w łeb" z, delikatnie mówiąc, misiami o bardzo małych rozumkach? I jak uczeń, który ma bardzo pojemną głowę, szybko przyswajającą wiadomości, który na lekcjach rzadko używa zeszytów, bo nie potrzebuje, ma się dobrze czuć ze swoimi czwórkami i piątkami, kiedy słyszy, że na pewno ściągał, bo nikt go nie widział przy nauce? No i nie pożycza notatek nikomu (bo ich nie ma, pacanie!).
Na studiach jest już łatwiej, zwłaszcza zaocznych - tam rzadko kto gapi się drugiej osobie przez ramię, czy ta notuje, czy nie. No i doroślejsi ludzie są mniej okrutni, niż dzieci, więc i atmosfera inna (choć taki student ponad poziomem i tak się załamuje psychicznie słysząc, że kołchoz to wóz do przewożenia więźniów, a kryptolog bada krypty...).

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...