środa, 22 września 2010

Jak rozwija się alkoholizm?


Alkoholizm to choroba.

Choć to zdanie dziś wydaje się nam być oczywiste, nauka wie o tym od stosunkowo niedawna.

Jak rozwija się choroba alkoholowa ?

O tym – w dzisiejszym wpisie. Zapraszam.


Podczas gdy rządy wielu państw walczą z narkotykami miękkimi ( marihuana, haszysz ), swoje żniwa silnego uzależnienia zbiera całkowicie legalny, powszechnie dostępny niemalże w każdym sklepie spożywczym, stosunkowo niedrogi – bardzo niebezpieczny narkotyk, jakim jest alkohol.

Picie alkoholu może, ale nie musi prowadzić do rozwoju ciężkiej choroby. Tematem tym jako pierwszy zainteresował się Elvin Jellinek, czeskiego pochodzenia naukowiec z Uniwersytetu Yale.

Jellinek odegrał znaczącą rolę, jeśli chodzi o pracę psychologiczną z ludźmi uzależnionymi od alkoholu - jego szczytowe lata kariery naukowej przypadają na 2. połowę XX wieku.

Warto zaznaczyć, że to między innymi dzięki pracy tego badacza alkoholizm został uznany za chorobę, formalnie zostało dokonane to dopiero w 1956 roku przez Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne. Wcześniej alkoholizm uznawany był tylko za - uwaga, uwaga - zaburzenie moralne.

Ze sposobem myślenia Jellinka na temat alkoholizmu często spotykamy się w literaturze przedmiotu. Autor ten jest twórcą klasycznej teorii rozwoju uzależnienia od alkoholu do dziś wykładanej na uniwersytetach i stosowanej w praktyce klinicznej.

A oto kolejne etapy rozwoju choroby alkoholowej.

Pierwszą faza rozwoju alkoholizmu, zwana też prealkoholiczną fazą objawową, zaczyna się od zwykłego picia.

"Przygoda" z uzależnieniem od alkoholu może zacząć się od niewinnego piwa ze znajomymi, czy lampką szampana w sylwestrową noc. Według autora koncepcji, osoba ze skłonnością do alkoholizmu szybciej niż inni ludzie odkrywa, że alkohol jest nie tylko środkiem towarzyszącym zabawie, radości, spotkaniu w grupie, lecz wydaje jej się być lekiem na wszystkie przykre stany emocjonalne.
Często w parze z używaniem alkoholu jako antidotum na gorsze samopoczucie idzie również brak umiejętności radzenia sobie człowieka z sytuacjami problemowymi, z napięciami życia codziennego.

Alkohol staje się łatwym i szybkim lekarstwem, kiedy życie boli. Wystarczy się napić.

Korzystanie z piwa, wódki, czy wina na początku ma miejsce sporadycznie: od czasu do czasu, na przykład tylko na imprezach. Tolerancja na alkohol po pewnym czasie jednak nieubłaganie wzrasta, co sprawia, że alkoholik musi pić więcej, żeby upić się tak samo.

Nie wystarcza już jedno, czy dwa piwa, drink albo dwie lampki wina. Ból istnienia, z jakim zmaga się przyszły uzależniony, nie potrafiący radzić sobie z problemami, z czasem może ugasić już tylko coraz większa dawka alkoholu. Jeśli w tym momencie człowiek nie opamięta się, wchodzi w druga fazę rozwoju alkoholizmu.

Druga faza nazywana jest również fazą zwiastunową.

Autor koncepcji mówi, że faza ta zaczyna się wraz z pojawieniem się nagłych i niewyjaśnionych doświadczeń "urwanego filmu". Człowiek mimo że nie traci przytomności za nic w świecie nie potrafi przypomnieć sobie, co robił, gdzie i z kim był zeszłej nocy, kiedy to oczywiście był używany alkohol.

Zaniki pamięci zwane też profesjonalnie "palimpsestami" pojawiają się często i to przy coraz mniejszych dawkach alkoholu. Już nie trzeba pić na umór, żeby się upić i zapomnieć o bożym świecie, wystarczy odrobina, aby zrobić sobie lukę w pamięci.

W tej fazie rozwoju choroby jaką jest alkoholizm picie staje się jednym z głównych elementów życia uzależnionego – centralnym punktem jego aktywności. Chory pije po kryjomu, stwarza okazje do wypicia ze znajomymi, organizując takie akcje, zupełnie "przypadkowo" w nich uczestnicząc i tak dalej. Jeśli w tej fazie człowiek nie zacznie się leczyć, może przejść do fazy trzeciej rozwoju alkoholizmu.

Faza trzecia zwana też krytyczną to etap, kiedy nie ma mowy, aby pijący powiedział sobie dość, kiedy zaczyna pić i pije do końca.

Alkohol na dobre wpisuje się w gospodarkę metabolizmu człowieka i dosłownie czuje się on głodny, gdy mu go brakuje.

Już nie pije, bo chce się zabawić, bo ma problemy lub się czegoś lęka. Pije, bo musi, bo tak "każe" mu jego organizm. Tak jak głodny człowiek źle się czuje, kiedy czegoś nie zje, tak alkoholik musi się napić, aby się nasycić.

Autor koncepcji uważa, że zdarzają się jeszcze momenty, kiedy pijący potrafi nie sięgnąć po pierwszy kieliszek, jednak jeśli to zrobi, nie potrafi się zatrzymać.

W tym momencie mamy już do czynienia z wieloma objawami silnego uzależnienia:

  • samooszukiwanie się, że można przestać pić, kiedy się chce
  • wymyślanie powodów, dla których się pije ( "jak tu nie wypić, kiedy taka okazja" )
  • zaniedbywanie pracy i kontaktów z bliskimi osobami
  • postawa, że jest się "kimś lepszym", izolowanie się od innych
  • przygotowywanie zapasów alkoholu na przyszłość
  • ciągłe dostarczanie odpowiedniej dawki alkoholu do organizmu

Kiedy trzecie faza rozwoju alkoholizmu osiąga swoje apogeum, pijący człowiek wchodzi w czwartą fazę uzależnienia.

Czwarta, ostatnia faza rozwoju alkoholizmu wg Jellinka, nazywa jest też fazą chroniczną.

W fazie tej kiedy człowiek zaczyna pić, nie ma mowy o końcu przez dni czy nawet tygodnie. Tak zwane "ciągi picia" pijącego prowadzą do rozpadu wszelkich zasad moralnych, do braku zdolności prawidłowej oceny rzeczywistości, czy poważnego uszkodzenia procesów myślenia.

W tej fazie mogą występować tak zwane psychozy alkoholowe ( pojawianie się wizji, słyszenie głosów nie mających źródła w rzeczywistości ). Autor koncepcji mówi, że psychozy takie zdarzają się u 10 % alkoholików.

Uzależnienie od alkoholu osiąga taką siłę, że człowiek, który musi się napić, nie troszczy się już o to, jaki alkohol pije. Wlewa do siebie to, co akurat posiada i co zawiera procenty ( np. denaturat ). Pojawia się silne drżenie ciała, obniżenie sprawności ruchowej. Jest to najcięższe stadium alkoholizmu, nie muszę chyba mówić, co może być kolejnym.


Każda z wyżej opisanych faz rozwoju alkoholizmu zdaniem Jellinka może w indywidualnych przypadkach przebiegać nieco odmiennie – są to jedynie ogólne rysy rozwoju tej choroby.

--
Alkoholizm jest chorobą, ale nie można się z niej wyleczyć tak jak z grypy, czy ospy wietrznej. Alkoholikiem jest się do końca życia a to znaczy, że nawet po zaprzestaniu picia ryzyko powrotu do nałogu jest bardzo duże.

Alkoholik może jednak przestać pić w każdej chwili, w każdej z wyżej wymienionych faz – pod warunkiem, że on sam będzie mocno tego pragnął.

Nie pomoże nawet najlepszy psycholog, nie pomoże rodzina, nie pomoże pracodawca, czy instytucja kontroli społecznej – uzależniony musi odkryć w sobie wewnętrzną motywację, aby rzucić picie.

Warto jednak to zrobić, bo życie jest tylko jedno.







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

32 komentarze:

Anonimowy pisze...

Smutne to i jakże powszechne.Najgorsze jest to, ze po alkohol sięga młodzież. Ale czy nie jest tak dlatego, że w domach mają przyzwolenie?

Anonimowy pisze...

Najsmutniejsze jest to, że na alkoholizmie wszyscy zarabiają - od pracowników zakładów monopolowych, sklepów, transportu, poprzez media do państwa.
Przegrywają tylko poszczególni ludzie i ich rodziny.
To jest swoista hipokryzja - uruchamiać ogromne środki na zwalczanie alkoholizmu i jednocześnie propagować alkohol jako atrakcyjny model spędzania czasu. Naprawdę smutne.
B.

lavinka pisze...

Moim zdaniem alko uzależnia bardziej niż myśli się powszechnie. Z drugiej grupy "przypadkowych" imprezowiczów znam bardzo dużo ludzi. Chyba połowa facetów których poznałam miała lub ma ten problem. Dziewczyny rzadziej. Ale może lepiej to ukrywają.

Anonimowy pisze...

Jak pomóc alkoholikowi? Zwłaszcza takiemu, który twierdzi, że nim nie jest? Takiemu który pije, kiedy ma najmniejszy problem i obarcza nim cały swiat jednoczesnie obiwiając. Jak pomóc takiemu, który fizycznie cierpi - po wypadku - nie mogac znieść bólu - upija sie codziennie i atakuje innych członków rodziny ostrymi słowami. JAK?

wildrose pisze...

To straszna choroba, zawsze wspolczulam znajomym, ktorzy w tym nalogu tkwili i tkwia, a znam troche takich ludzi, dziwiac sie, ze nie moga? nie chca? wyjsc!
A to kolega z pracy, a to maz kolezanki, ale od kiedy wiem, ze zapadla na nia moja corka i nie mozemy nic poradzic, wiem, ze to nie jest takie proste! Ona sie nie przyznaje, a my wiemy a psycholog, z ktorym rozmawialam wielkrotnie mi mowil, ze trzeba pozwolic jej spac na dno najpierw, zeby sie miala od czego odbic, a ja nie moge na to pozwolic! No nie moge. A ratunku szczerze mowiac, znikad!
I to jest koszmar!

Anonimowy pisze...

Wpis wartościowy, mimo że wygląda jak wycięty rozdział z podręcznika.

Anonimowy pisze...

młodzież pewnie o tym nie wie, że takie coś istnieje...
choć uważają że ich to nie dotyczy, to jednak w młodym wieku sięgają po alkohol a najczęściej jest to właśnie ta pierwsza faza alkoholizmu :(

Anonimowy pisze...

A ja poproszę o post o 'nalotach'.
Jestem osobą generalnie nie pijącą alkoholu. Tu lampka szampana na Nowy Rok, tam pół piwa do grilla... Czasem jednak mnie 'nachodzi'.
Jedni mają smaka np na ogórka i jedzą go codziennie po kilka razy pod różnymi postaciami przez trzy tygodnie, aż się przejedzą i na ogórka potem nie spojrzą przez pół roku.
Ja mam smaka na piwo. Codziennie musi być piwo. Jeśli stan utrzymuje się powyżej 7dni zaczynam brać wg zaleceń lekarza ogromne ilości witamin z grupy B - po tygodniu 'smak' przechodzi. Podobno mam w dalszej rodzinie pijaków, alkoholików i niepijących alkoholików - na tyle jest to dalsza rodzina, że informację taką posiadam, ludzi nie znam i nie zanosi się na to by ich poznać.
Lekarz mówi, że ten 'smak' to raczej objaw organizmu, że czegoś mu brakuje, że czegoś się domaga... ale nie jest to sprawa genów, tylko taka indywidualna...
Bardzo mnie interesuje czy psychologia posiada jakiś dział traktujący o takich osobach jak ja. 'Naloty' mam średnio raz na 2-3lata. Raz się zdarzyło 2x w ciągu pół roku. Najczęściej jest to piwo. Może być nawet takie z marki własnej po 1,5zł/puszkę - mnie starczy, że się ululać i spać całą noc kamiennym snem.
Nie musi Pan publikować tego komentarza.
Dziękuję.

Anonimowy pisze...

myslalem, ze moi rodzice ni sa alkoholikami, bo myslalem, ze jak pija raz na miesiac, cz dwa.
Jednak traca prace, pieniadze i moje zaufane

Alkohol to najwieksze zagrozenie dzisiejszego swiata, ja, mam juz 15 lat nigdy nie pilem nawetpiwa. jedynie troszke szampana na sylwestra, chodz tego tez chce zaprzesta


przepraaszam za bez interpukcyjna wypowiedz, pisze na kl ekranowej

Anonimowy pisze...

a jeśli ktoś pije codziennie wieczorem 3piwa- która to możr być faza?

American English in EU pisze...

„Alkoholik może jednak przestać pić w każdej chwili, ... pod warunkiem, że on sam będzie mocno tego pragnął”

Zakladajac, ze alkoholizm to choroba, to przez analogie czlowiek chory na raka powinien przestac byc chory na raka jezeli tego „bardzo, bardzo chce”, tak „sam z siebie” „bez niczyjej pomocy. Podobnie dzieci, ktore „bardzo, bardzo chca”, ze ich rodzice sie nie rozwodzili, tez tego dokonuja, „pod warunkiem, ze mocno tego pragna” ... Co za absurd!

Nie dosyc, ze takie rozumowanie jest bledne, to jeszcze wpedza w poczucie winy alkoholikow, ktorzy nie potrafia sami wyzwolic sie z nalogu, czyli poglebia tendencje samo-destrukcyjne, ktore sa podlozem uzaleznienia i w konsekwencji poglebia alkoholizm.

Alkolik potrzebuje pomocy! Tak jak kazdy inny chory. Gdyby alkoholik „mogl przestal pic w kazdej chwili”, nie bylby alkoholikiem! Alkoholik nie moze przestac pic w kazdej chwili, nawet jezeli tego „mocno pragnie”. Bez wzgledu na to, czy alkoholizm ma uwarunkowania socjologiczne, czy genetyczne alkoholik nie moze przestac pic w kazdej chwili, gdyby mogl nie bylby alkoholikiem.

Jak nie pic, kiedy jest sie alkoholikiem?

Jak stac sie i pozostac trzezwym alkoholikiem?

Sa rozne metody i podejscia i sposoby leczenia tak jak jest medycyna tradycyjna i alternatywna. Swoja droga paradoksem jest nazywanie medycyny, ktora istniala przez tysiaclecia terminem „alternatywna”, a zjawiska, ktore istnieje ulamek tego okresu jako „tradycyjne”.

Istota alkoholizmu jest dazenie do samo-unicestwienia. Dlaczego nie chcesz/ nie mozesz/ nie masz sily zyc? Odpowiedz sobie/ przed soba na to pytanie. Badz jedynym obiektywnym sluchaczem. Tylko Ty wiesz co naprawde Ciebie boli. Ty zapytaj Siebie. Ty odpowiedz Sobie. Ty zacznij znowu Zyc dla Siebie. Bedziesz Zyc dla Siebie – bedziesz Zyc dla Innych! Bedziesz Zyc!!!

Anonimowy pisze...

sama teoria... zero praktyki... alkoholizm opisany tutaj to jest typowy który można zobaczyć na ulicy np u żuli, jednakże widzę że autor nie miał styczności z prawdziwymi alkoholikami... dorastałem na wsi gdzie spotykałem ludzi typowo uzależnionych i bez granic pochłoniętych wódce ale także ludzi normalnych gdzie nic by nie wskazywało na takie coś... jednakże jak się poznało niektóre sekrety i historie to można na prawdę się zdziwić że ludzie którzy wydają się nam niemal idealni mają takie problemy. Dodam jeszcze że alkoholizm ukryty jest o wiele bardziej destrukcyjny dla rodziny i nie tylko. Głównie przez psychikę. Pozdrawiam

Łukasz Więcek - myDIY.pl pisze...

Mnie do alkoholu nigdy nie ciągnęło. Najzwyczajniej w świecie mi nie smakuje i jedynie od czasu do czasu (raz na miesiąc, czy nawet raz na kilka miesięcy) kupię sobie jednego drinka IZZY w Biedronce ;) Żadne piwa, wódki, whisky, i inne alkohole w ogóle mi nie smakują i nie potrafię czerpać przyjemności z ich spożywania (a już tym bardziej ze stanu po spożyciu).

Niestety znam coraz więcej osób, które nie wyobrażają sobie dnia bez czteropaka...

Anonimowy pisze...

Tylko grupy AA pomagaja i nic wiecej

Anonimowy pisze...

ja jakby tkwię w fazie drugiej i trzeciej naraz lecz jakby dostałem przebudzenia po pewnym wypadku właśnie pod wpływem alkoholu, a niestety pić zacząłem gdy miałem 14 lat teraz mam 19 i żałuję że piję.

Anonimowy pisze...

Warto aby osoby uzaleznione od alkoholu zazywaly regularnie tabletki roslinne z kudzu ,ktore czesciowo zaspokajaja glod alkoholowy.Mozna o tym poczytac w internecie a w wielu sklepach zielarskich to kupic.

Anonimowy pisze...

Cze wszystkim mam problem moj tato ciagle pije sa to 3 lub 4 piwa dziennie czasem zdaza sie ze przychodzi do domu bardzo pijany i nie moze sie utrzymac o wlasnych silach na nogach nie zawsze sa to tylko piwa jest to tez wodka lub jakas tania nalewka nie mam pojecia co zrobic probowalam wszystkiego 4 lata temu mama odeszla od niego razrem z nami ale po dwoch latach ja wrocilam do ojca poniewaz bylo mi go zal i cojest oczywiste nadal mi go jest zal bylo dobrze przez pare dni nie pil
mozna bylo zyc normalnie ale pozniej znowu bylo to samo mam 23 lata mam tez swoje zycie kiedy sie mieszka w jednym domu z ojcem ktory pije nie da sie zyc tak jak by sie chcialo nie potrafie juz sobie z tym poradzic prosze o pomoc o jakas rade. . . :(((( z gory dziekuje

J.J. Dybowsky pisze...

Bardzo zawodowo, krótko i wyczerpująco. I właśnie to najważniejsze, że trzeba samemu chcieć przestać. Z moich przyjaciół, kilka procent potrafiło. Reszta słabo. Połowa z tej reszty już nie żyje.

Anonimowy pisze...

Bardzo interesujące spostrzeżenia.Alkoholik wyniszcza siebie i swoich bliskich.To jest bardzo poważna choroba.Ja nie miałabym siły stawić jej ponownie czoła.Odeszłam od alkoholika po kilku latach koszmaru i była to najbardziej dojrzała decyzja w moim zyciu.Nie żałuje.Jest wiele technik,ktore mozna zastosować aby wyprostowac drogę swojego zycia,poniewaz prawda jest taka,ze żyjac z alkoholikiem popadamy równiez w choroby.Zyczę wszystkim konsekwencji w podejmowaniu decyzji,siły,wiary i wytrwałości!:) Pozdrawiam serdecznie... Kati

Anonimowy pisze...

ja od dawna jestem alkoholikiem mam 24 lata a pije juz pierwszy moj alkohol lat jak mialem 13-14. nie umiem z tym skonczyc i wiem ze wszystko mi sie wali przez alkohol... ale niestety nie umiem go rzucic

Anonimowy pisze...

piłem i piję od dłuższego czasu, zaobserwowałem u siebie psychozy/omamy - miałem coś takiego jak sen na jawie - stałem na balkonie fizycznie i słyszałem głosy ludzi z miejsca mało oświetlonego - czyli ich nie widziałem - chcieli mi wpierniczyć. machałem do nich by tego nie robili, klaskałem na własnym balkonie, ukłaniałem się do nich tylko po to by tego nie robili. nawet zadzwoniłem na policje bojąc się, że przyjdą, wywalą drzwi i mnie stłuką. doświadczenie jak po zarzyciu narkotyku. gdy siadłem słyszałem jedno w głowie (na każdy dźwięk czegokolwiek w okolicy) "schzofrenia, tak wygląda schizofrenia" - przeraziłem się niezmiernie. uwierzie mi, że ubrałem buty, spakowałem rzeczy i chciałem po balkonach uciekać przed tymi ludźmi!!!! jak ktoś miał podobny przypadek prosze niech napisze suxx@wp.pl - chyba się staczam, mało jem a ciężko pracuję. piwo jednak pozwala mi się "podnieść" na chwilę

Anonimowy pisze...

Mój ojciec był alkoholikiem,zmarł w wieku 53 lat wykończony piciem..., brat i mąż również są uzależnieni ... Jak im pomóc?? ... nie chcę aby skończyli jak mój ojciec...jestem bezsilna... Brat ma ciągi dwutygodniowe 3,4 x w roku ale tak pije ,że traci wszystko pracę ,rzeczy materialne, itp mąż od 10 lat pije codziennie , pracuje, ale po pracy i w dni wolne jest ciągle upojony alkoholem ... Mamy 3 cudownych dzieci.. chce mu pomoc tylko nie wiem jak ???

Anonimowy pisze...

Jestem alkoholiczką ! Mam wspaniałe dzieci,piękny dom i dobrego męża jednak ''ja'' nie spełniłam siebie w życiu stoję w miejscu i nic się nie dzieje żadnej kariery zawodowej kocham malarstwo ale to za mało mój mąż codziennie przynosi alkohol nie mamy zapasów bo by nawet nie wystały,śmieszne i przykre za razem. Właśnie to jest to ludzie pija ''co nie którzy'' bo pogrążają się w smutku ja nie przestane pić. sprawia mi to przyjemność i jestem w tedy radośniejsza dla otoczenia ,bliskich i w tedy nie potrzebuje nic więcej... Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Mi najbardziej szkoda dzieci ktore rodza sie w takim srodowisku :( Nic dobrego ich tam nie czeka, tylko cierpienie :(

Anonimowy pisze...

moj ojciec pil i pije. ma 60lat. ja dzieki temu wyroslam na dda i jestem w trakcie terapii bo gdyby nie to, to pewnie bym go unicestwila raz na zawsze. to prawda,ze alkoholizm niszczy zycie wszystkim ktorzy zyja z alkoholikiem i sa z nim emocjonalnie zwiazani. moj ojciec po alkoholu jest agresywny i jest psychopata, ktory msci sie za wszystkie swoje niepowodzenia. ja wiem,ze mu nie pomoge bo w koncu zrozumialam, ze nie na tym polega rzecz. Jestem wobec jego alkoholizmu bezsilna ale nie jestem bezradna wzgledem siebie. i to ja sama powinnam dla wlasnego dobra zadbac o swoje zycie. wziasc odpowiedzialnosc.

Anonimowy pisze...

Ja byłam w związku małżeńskim z alkoholikiem, przez 18 lat pił, później dwukrotnie leczony przestał pić, myślałam, że osiągnął sukces i jest trzeźwy. Moje córki mam je trzy, przez nałóg ojca nie ułożyły sobie życia tak jak powinny. Niestety choroba dotyka całą rodzinę , teraz to wiem. Obecnie jestem sama, bo mój były mąż znalazł sobie kobietę, zawsze był takim, tylko ja byłam krótkowzroczna. Wiem, że straciłam lata życia przy alkoholiku, dam wszystkim radę, ratujcie siebie i dzieci, a nie osobę uzależnioną, oni mają już zmiany w mózgu i tego żadna terapia nie wyleczy. Pozdrawiam Halina

Marian Kowalski pisze...

Mój znajomy psychiatra powiedział mi kiedyś, że 90% alkoholików umiera... na starość; w łóżku, w domu czy szpitalu. Te wszystkie babcie, co kieliszeczek koniaczku na sen, te wszystkie drinki, z palemkami lub bez, te niezliczone piwa ... Tylko ok. 10% kończy w przytułkach, rowach, piwnicach, jako te menele na ciągach!!! Alkohol jest wszechobecny; można się pokusić o stwierdzenie, że jest wszędzie! I dla mnie to był zwrotny moment w pijaństwie jakie dzień w dzień uprawiałem. A zaczęło się ... od jednego piwka po pracy, do którego przecież mam prawo! Dziś jak widzę młodego człowieka, kupującego jedno piwo to mam wątpliwości co do jego dalszych lat życia.
Co do etapów choroby to faktycznie w/w opisy są schematyczne i u wielu osób mogą przebiegać nieco inaczej. Co tym bardziej podkreśla złowrogi charakter tego trunku.
Pozdrawiam

jurgen pisze...

Niestety alkoholizm to obok kardiomiopatii,stwardnienia rozsianego, wrzodów i wielu innych także choroba. Ale alkoholik zazwyczaj (nie chcę tu generalizować,jedynie przedstawić to z ujecia wiekszości) zachowuje się w sposób niestosowny, nie ładnie pachnie, nie ładnie wygląda. Ponadto dużo ludzi uważa, że jest to choroba jakby to ująć "na własne życzenie" dlatego nie jest akceptowana społecznie. Ale podejmując wcześnie leczenie, współpracując z psychoterapeuta można z tą choroba żyć pamiętając jak przy chorobie np. serca ,że jest się chorym do końca życia.

Anonimowy pisze...

Czy bedac na pograniczu fazy 2 i 3 mozna sie jeszcze uratowac?w sensie(powrocic do pierwotnego stanu psychiki przed wejsciem w te fazy)?moze jest jakas granica po przekroczeniu ktorej juz nie ma powrotu?Pije regularnie od 2 lat w kazdy weekend

Anonimowy pisze...

Alkoholizm to symptom a nie choroba. Chorobą jest ogólne zaślepienie ludzi, pogoń za bogactwem. Z zaniedbanych emocjonalne dzieci, straumatyzowanych przez narcystyczne matki i niezrównoważonych psychicznie ojców (uzależnionych od używek, zdrad, TV, pracy, itd) powstaja właśnie alkoholicy. Dlaczego akurat alko? Bo są podatni na ten składnik chemiczny, który najbardziej im pasuje. Jak nie etanol dla wytrwałych to dragi, sex, hazard, zakupy, jedzenie dla innych. Alkoholicy, nawet jeśli przestają pić, nadal zostają 'nieuleczeni'. Głównie popadają w inne uzależnienie, czyli AA. Większość z nich to specyficzna mieszanina narcyzmu (ego ich ulubione słowo, z którym walczą całe swoje trzeżwe życie) i zupełny brak poczucia własnej wartości. Trudno z tego wyjść tak po prostu z dnia na dzień. Zwykle dochodzi do tego pod wpływem stoczenia się na samo dno, martwicy wątroby i straty wszystkiego i wszystkich.

Tamara pisze...

To straszne, że znalazłam się w takim momencie, gdy sama upodliłam się do tego stopnia, by zgłosić się po pomoc. Zgłosiłam się na terapię do Wiosennej, gdzie musiała zawieźć mnie bratowa bo ja nie byłam w stanie prowadzić. Dobrowolnie spędziłam tam kilka tygodni i przyznam, że ten czas w pewnym stopniu mnie umocnił. Wiadomo, że następne lata będą bardzo trudne, ale mam już dobry start za sobą. Dziś mija rok, odkąd jestem trzeźwa.

Alex85 pisze...

Oczywiście, że to choroba. I zdecydowanie trzeba ją leczyć pod okiem specjalistów, bo mało komu uda sie to w pojedynkę. Mój brak próbował rzucić kilkanaście razy i zawsze kończyło się tak samo, depresją i zapijaniem sie do nieprzytomności. Mimo tego, że go wspieraliśmy, nei mógł sobie poradzic. W końcu doszlismy do wniosku, że trzeba się zrzucic na terapię, bo to już nie są żarty. Zawiozłem brata do Koszalina do Wsparcia. Spędził tam kilka tygodni, które na pewno były jednymi z ważniejszych w jego życiu. Wyszedł trzeźwy z pozytywnym nastawieniem do życia. I tak już jest 8 miesiąc. Zmienił sie nie do poznania. Znalazł sobie nowe hobby, spotyka się z dziewczyną. I dba o siebie, robi plany na przyszłość. Terapia była najlepszym, co mogliśmy dla niego zrobić.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...