Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

środa, 1 września 2010

Ból, który przynosi ulgę...

Samookaleczenia czyli zadawanie sobie samemu bólu to duży problem w naszym społeczeństwie.
Jeśli uważnie czytaliście artykuł mojej koleżanki psycholożki Aleksandry Jóźwik "SAMOOKALECZENIA: o przyjemności płynącej z bólu", przekonaliście się, że nie jest to problem jedynie środowisk spod ciemnej gwiazdy, lecz dotyczy w dużej mierze również zwykłych ludzi. I to wielu ludzi młodych.

Dziś na PSYCHIKA.net jedno z nowszych badań na ten temat.


Naukowiec Niedtfeld ( wraz z zespołem ) - jak donosi portal ScienceDaily - postanowił zbadać jak łączy się odbieranie bodźców emocjonalnych o różnym zabarwieniu z odczuwaniem bólu u ludzi z osobowością borderline i nie-borderline.

W badaniu użył obrazków wywołujących pozytywne, negatywne lub neutralne emocje oraz zestawu do dostarczania bodźców termalnych - bolącego gorąca lub zwykłego ciepła.

U pacjentów z osobowością na pograniczu psychozy i nerwicy ( borderline ), podczas prezentacji obrazków o treści pozytywnej i negatywnej, zauważono wzrost aktywności układu limbicznego ( struktury mózgu biorącej udział w regulacji emocji ).
Szczególnie widoczna praca jądra migdałowatego ( czyli części układu limbicznego ) widoczna jest właśnie w przypadku osób z deficytami w regulacji emocji.

Naukowcy manipulując dodatkowo bodźcami termalnymi, zauważyli, że te zadające ból hamowały działanie jądra migdałowatego ( części układu limbicznego ) u osób borderline, ale również u osób zdrowych, przypuszczalnie po to, aby stłumić zbyt silną emocjonalną reaktywność.

Profesor John Krystal, redaktor Biological Psychiatry, komentuje te wyniki następująco:

"Te wyniki są spójne z hipotezą, że ból fizyczny prowadzi do ulgi od stresu emocjonalnego u pacjentów borderline, ponieważ paradoksalnie zatrzymuje działanie obszarów mózgu odpowiedzialnych za emocje.

Samookaleczanie się może zatem pomagać im w regulacji mechanizmów emocjonalnych".

Tego typu badania nie rozwiązują w jednej chwili żadnych problemów osób, które samookaleczają się, jednak mogą okazać się niezwykle pomocne psychologom i psychoterapeutom w pracy z takimi pacjentami, bliskimi takich osób, jak również samym dotkniętym nałogiem zadawania sobie bólu.

Jak widzimy, w przypadku osób borderline, które samookaleczają się, niezwykle istotna jest nauka regulacji własnych emocji i na tym właśnie może koncentrować się proces psychoterapeutyczny ...


Więcej na temat samookaleczeń w wyżej wspomnianej notce ( można kliknąć też tutaj ).






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

14 komentarzy:

Zyje_sobie pisze...

Brakuje mi informacji o drugiej grupie.

1. To borderline.
2. To?

Bo wiadomo ze osoby ktore okaleczaja sie/okaleczaly... krew itd. wzbudza inne emocje, niz u osob, ktore tego nie robily... dlatego interesuje mnie kto sluzyl jako grupa kontrolna.

Integralny pisze...

@ Zyje_sobie -

ScienceDaily mówi, że były to osoby bez zaburzeń osobowości na pograniczu psychozy i nerwicy.

W innym miejscu mówi, że były to osoby zdrowe (czyli bez borderline ani innych zaburzeń).

Nie mniej jednak, to badanie pokazuje tylko fragment problemu - ukazuje zależność pomiędzy neurologią a działaniami dostarczającymi ból. W przypadku osób bordeline - mającymi trudności w regulowaniu emocji - taka zależność wydaje się być najbardziej uzasadniona.

Reszta to czysta spekulacja, bo nikt nie wie, czy istnieje aż tak ogólna prawda.

Każdy dobry psycholog posługuje się wynikami badań jako narzędziem, którego może użyć lub nie. Wszystko bowiem zależy od indywidualnego problemu pacjenta.

Pozdrówki:)

katamaranka pisze...

Rzeczywiście, zgadzam się z przedmówcą, trochę brak tu "głębi".
Jednak odnośnie bólu - można go sobie zadawać w różny sposób. Kiedyś uderzałam pięściami w ścianę, wbijałam sobie paznokcie w skórę, tak, żeby nie zostawić śladów, ale żeby bolało. ED mam do dziś, choć z bulimii w sumie się wyciągnęłam - to też była forma bólu i ucieczki. Teraz coraz częściej uciekam w ból mięśni po ćwiczeniach fizycznych. W sumie to i lepiej dla mnie, łączę pożyteczne (ćwiczenia) z, cóż, nazwijmy to "przyjemnym", bólem.

zyje_sobie pisze...

Osoby których problem nie dotyka - nie maja powiązań... i przy zalewie krwi/okaleczeń z filmów - nie reagują na takie obrazki.

Inaczej ma się z ludźmi których bliscy okaleczali się, lub u osób którzy się okaleczają.

Więc sam wynik może być wyłącznie "wspomnieniem" wydarzeń... a nie związanych z regulacją emocji itd.

No ale to takie gadanie ;)

Anonimowy pisze...

by the way: co to jest ED?

MAGA pisze...

Znam kobiete,ktora w ten wlasnie sposob odreagowuje stres.Zdaniem psychologow,przyczyna takiego stanu jest trauma jaka przezyla w okresie swojego dziecinstwa.
Jest caly czas w kontakcie z psychiatra i psychologiem.
Kazdy z nas ma tzw.granice wytrzymalosci,jesli zostanie ona przekroczona budza sie demony.

Hesi بيوتر غلوواكي pisze...

Dramat borderline. Znam jeden krytyczny przypadek z najbliższego otoczenia. Smutna rzecz.

Anonimowy pisze...

ed to zaburzenia odżywiania (z ang. eating disorder).

katamaranka pisze...

No, właśnie miałam odpisać odnośnie ED - eating disorder - mieści się w tym i dobra, stara koleżanka Ana (anoreksja), i Pani B. (bulimia), a także wszystkie stany pośrednie, uzależnienie od jedzenia, uzależnienie od diet, fobie żywieniowe itd - wszystko, co się człowiekowi może "popieprzyć" w związku z talerzem i jego zawartością.
Ciężko jest żyć osobie z każdą ED. Tak, jak pisałam, nie mam już objawów bulimii (choć do końca życia się jej z życiorysu nie pozbędę), ale namiętnie czytuję wszystkie naklejki na jedzeniu - ile białka, ile cukrów, ile chemii, każdy przepis, który wpadnie mi w ręce przerabiam na "mniej tuczący", ledwo skończę jakąś dietę, zaczynam myśleć nad powtórką (albo wyborem nowej), staram się odchudzić - a jednocześnie uwielbiam gotować i bardzo lubię jeść.
Jedno jest pewne - bulimia nie pomogła mi schudnąć, ostatnia dieta tak - straciłam bardzo dużo kilo, a chcę jeszcze - ale skoro skończyłam dietę, zaczęłam sobie "pozwalać" - bardzo szybko muszę ogarnąć się i wrócić na tą skuteczną albo wybrać kolejną, bo znowu się ze mnie zrobi wieloryb. Mam jeszcze sporo pola do popisu - nie mam zamiaru ważyć 40 kg, aż tak trzepnięta nie jestem - ale fajnie by było zejść poniżej 60...

Anonimowy pisze...

katamaranka - doskonale Cię rozumiem. sama chorowałam (chyba jednak wciąż choruję...) na anoreksję bulimiczną. swojego czasu miałam znaczną niedowagę, potem udało mi się przytyć, odzyskałam miesiączkę, włosy i paznokcie oraz skóra wyglądały lepiej. ludzie mówili mi, jak dobrze wyglądam, a ja akceptowałam siebie. gorzej z tym, że na każdy stres reaguję odchudzaniem albo napadami żarłoczności. staram się jeść normalnie, zdrowo, nie unikać tłuszczu, cukru, a mimo to chudnę. nieznacznie i w zdrowym tempie (0.5-1kg na tydzień), ale boję się, że to znowu się zaczyna. ed to straszne bagno.

Anonimowy pisze...

mysle, ze btez nalezy wspomniec oprocz ED o wyciskaniu pryszczy, czyli o neurptycznym tradziku, gdzie palce wciaz kraza wokol twarzy czy cos na niej jest czy nie, ale zawsze sie cos znajduje. To tez sposon na regulacje emocji, niestety patologiczna i nalogowa :) pzdr tych co sie nie daja:)

lavinka pisze...

Taki może surrealny offtop, ale kiedyś czytałam,że ludzie(wsio ryba kobiety czy faceci), którzy przekłuwają sobie ciało (omijam tradycyjne przekłucia-chodzi mi o to,że ma się więcej niż jeden kolczyk w uchu, zresztą to samo ma się w gestii tatuaży) byli w jakiś sposób dręczeni w dzieciństwie. Czy to przez opiekunów, rodziców, nauczycieli, rodzeństwo rówieśników - ale przez kogoś na pewno. Tylko mały pikuś - oni to nie bardzo pamiętają. Ta chęć do bolesnego nakłuwania (robienie tatuażu w końcu też jest bolesne) to jakaś forma powtórzenia. Podświadomość jest dziurawa, czasem coś przepłynie przez blokadę i takie efekty.

I jeszcze inna plotka(to już niemal na pewno plotka, bo z netu),że kobiety lubujące się w ostrych obcasach(długie szpilki) i trójkątnych czubach butów - miały surowe, chłodne matki. Ile w tym prawdy, nie mam pojęcia - ale na tle tego wpisu brzmi logicznie.

Anonimowy pisze...

Ja mogę napisać z autopsji że robienie sobie krzywdy i obserwowanie jak krew płynie. Zawijanie reki w bandaż i obserwowanie jak przesiąka krwią dawał mi spokój. Gdy stan moich emocji osiągał zenit pojawiały się myśli samobójcze, a sprawianie sobie krzywdy dawało mi ulgę :( Zaprzestałem tych praktyk nie dawno chociaż z emocjami dalej mam problemy :(

psyche pisze...

hmmmm, ja borderline nie jestem, ale mam problem z okaleczaniem się... Jak dobrze pamiętam pierwsze cięcie było w okresie gimnazjum, było to tylko raz, ponieważ przeraziła mnie blizna, jaka została... Wszystkie przykre zdarzenia od małego tłumiłam w sobie, nigdy ich nie wyrzucałam na wierzch. Trwało to latami, aż do momentu kiedy przekroczyłam 20 i wszystko nagle zaczęło wychodzić na zewnątrz. Cóż ten natłok wszystkiego był tak silny, że nie wytrzymywałam psychicznie... Przypomniał mi się numer z gimnazjum - żyletka... Pozostała już w moim życiu, mam 23 l. i robię to, nie wiem czemu, ale cholernie mi to pomaga... Próbowałam innych sposobów, walenie głową lub pięściami o ścianę, przypalanie papierosem, ale nic nie dawało takiego efektu, jak widok krwi, to jest straszne, przerażające, istny nałóg... Lepiej nigdy nie zaczynać.

Zgadzam się z MAGA, mi ostatnio terapeuta również powiedział, że to ma związek z dzieciństwem.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...