wtorek, 25 maja 2010

Wszystko dla miłości

Ostatnio moja skrzynka mailowa coraz bardziej pęka w szwach.
Otrzymuję od Was mnóstwo maili, często są to bardzo długie listy, w których szczegółowo opisujecie swoje życiowe sytuacje i oczekujecie mojego słowa. Często listy dotyczą problemów w związkach. Dziękuję za zaufanie.

Wszystkie Wasze maile czytam, jednak nie jestem w stanie na wszystkie odpisywać, choćbym bardzo chciał, wybaczcie.
Będę starał się jednak systematycznie nawiązywać do poruszanych przez Was zagadnień poprzez pisanie jeszcze większej ilości refleksyjnych tekstów.
Dziś o miłości do drugiego człowieka.

Ludzie, którzy za wszelką cenę poszukują szczęścia w całkowitym oddaniu się drugiemu człowiekowi, mogą łatwo się na tym przejechać i obrazić na miłość do końca życia.

Miłość jest wszystkim, jednak nie należy robić wszystkiego dla miłości.


Miłość to wolność. Tak, dobrze usłyszeliście.

Miłość jest wolnością do realizowania samego siebie, rozwijania swoich potencjałów intelektualnych, emocjonalnych i duchowych.

To, co dla Ciebie jest ważne, nie musi być równie ważne dla Twojego partnera - i jest to jak najbardziej ok. I na odwrót - to, co ważne dla partnera, nie musi być świętością dla Ciebie.


Każdy wyznaje różne wartości, każdy z nas jest bogaty w różne życiowe doświadczenia, ma różne priorytety.

Miłość nie jest niewolą, w której należy całkowicie podporządkowywać się wyobrażeniu świata partnera, co to za szczęście, kiedy jest się skutym w kajdany.

Nie oznacza to jednak, że w miłości powinna rządzić samowolka - w stylu "robimy co chcemy i oczekujemy akceptacji partnera, bo jak kocha to nam wybaczy". Nie tędy droga.

W miłości wszystko jest dozwolone pod warunkiem, że nie szkodzimy sobie nawzajem, ustalając jakieś wspólne sensowne porozumienie, kompromis. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa to jedyna droga, by to osiągnąć.

Nie należy całkowicie rezygnować z siebie dla drugiego człowieka, ale świadomie można troszeczkę się poświęcić. Gorzej jeśli rozmiar poświęcenia dotyka granic absurdu.

Zastanówmy się jak bardzo wizja świata partnera ograniczała do tej pory realizację naszych osobistych pragnień.


Czy czujesz, że czegoś Ci w związku brakuje ?

Co to może być ?

Co od dawna chciałaś / -eś zrobić, ale nie robiłaś / -eś tego ze względu na partnera ?

Jak możesz realizować Twoje pragnienia, by cieszyć się życiem i związkiem jeszcze bardziej ?

Jak wynagrodzisz to partnerowi ?

Jak może wyglądać teraz Wasze wspólne życie ?



Warto przemyśleć te zagadnienia, by pójść dalej i WSPÓLNIE wprowadzać w życie zmiany.

Wiadomo, nic na siłę.
Szczególnie początki bywają trudne, jednak małymi kroczkami naprawdę można zmieniać nasz świat.

Miłość jest w środku nas.
Zamiast szukać jej hen hen poszukajmy jej właśnie tutaj. W naszych sercach ...







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

10 komentarzy:

lavinka pisze...

Już się kładłam spać a tu nowa notka w czytniku...

"jak bardzo wizja świata partnera ograniczała do tej pory realizację naszych osobistych pragnień."

- no u mnie jest odwrotnie, bo dzięki Tomiemu mój świat mocno się wzbogacił. Doba za krótka.
Ale nadal czasem lubię po staremu wybrać się gdzieś w pojedynkę. Kiedy jest się we dwoje - kompromis jest nieunikniony. Czasem trzeba uciec, zrobić coś samemu, dla siebie i ze sobą - by czuć tę wolność. Inaczej człowiek czuje się ograniczony co na dłuższą metę powoduje frustrację. Staram się o tym pamiętać, by zostawić sobie i jemu trochę powietrza(choć to nie jest takie proste jak w teorii) :)

"Czy czujesz, że czegoś Ci w związku brakuje?"

W samym związku niczego, raczej jego zintensyfikowania. Przez to że oboje mamy dużo pracy, spędzamy mniej czasu razem.

"Co od dawna chciałaś / -eś zrobić, ale nie robiłaś / -eś tego ze względu na partnera ?"

To nie tak. Nie mam czasu, więc każdą wolną chwilę spędzam z nim. To nie są zmarnowane chwile, choć nie ukrywam że sporo rzeczy mi umyka. Ale też niespecjalnie tego żałuję.Co się odwlecze, to nie uciecze.


"Jak możesz realizować Twoje pragnienia, by cieszyć się życiem i związkiem jeszcze bardziej ?"

Zbyt ogólne pytanie, co to znaczy cieszyć się życiem i związkiem? No właśnie - temat rzeka. Na pewno odczuwam to inaczej niż mój partner.

"Jak wynagrodzisz to partnerowi ? "

Co wynagradzam?

"Jak może wyglądać teraz Wasze wspólne życie ?"

Nie rozumiem pytania. Chyba że chodziło Ci o to, jak mogłoby wyglądać gdyby. Ale i tak nie wiem, musisz rozwinąć temat.

Anonimowy pisze...

interesujący tekst życzę wszystkim takiej właśnie miłości

Integralny pisze...

@ Lavinka -

Wpis dotyczy problemu zbytniego poświęcania się dla partnera.

Kiedy uświadamiamy sobie nasze najgłębsze potrzeby i chcemy je w życiu realizować, czasem potrzebna jest spora reorganizacja naszego sposobu życia, postrzegania niektórych spraw itd.

Zmiana naszego życia w mniejszym lub większym stopniu wpływa na psychikę naszego partnera, dlatego warto z nim o tym porozmawiać.

Zapytać, jak on to widzi, jak się z tym czuje, co sam proponuje itd.

Wspólny konsensus może odbiegać od Twojej idealnej wizji, ale ma jedną ważną cechę - jest WSPÓLNY.

mirabelka pisze...

Bardzo fajny wpis. Moim zdaniem trzeba przede wszystkim tak wybierać partnera, by nie było konieczności rezygnowania z siebie przez którąś ze stron. Jaki sens wybierać osobę, z którą różni nas temperament, zainteresowania, sposób spędzania wolnego czasu i styl życia?Im lepiej się dogadujemy, tym mniej poświęceń w związku. I jeszcze jedna rzecz, może banalna dla psychologa;) Trzeba najpierw pokochać siebie, żeby móc stworzyć dojrzałą relację z drugim człowiekiem. Ładunek niechęci do siebie, agresji w stosunku do własnej osoby skutecznie uniemożliwia bycie w związku. A poza tym kochać i być kochanym to nasjlepsze co może być:)

Anonimowy pisze...

Kiedy pojawia się partner pojawia się nowa jakość pod tytułem MY, wydaje mi się że ludzie o tym zapominają, próbując dopasować jedno do drugiego.

- anonimus

Di pisze...

Marcinie, napisałeś:
miłość jest w nas, a zatem to miłość określa wszytko, co z nas i z niej wypływa.

Piszesz o poświęceniu w kontekście miłości; to ciekawe zestawienie, bowiem w moim przekonaniu w miłości nie ma poświęcenia w sensie rezygnacji z siebie; jest dawanie, dzielenie się z sobą;
poświęcenie wyklucza miłość
a miłość ze swej natury wyklucza poświęcenie.

Kompromis jest wypracowanym wspólnym stanowiskiem, a słuchanie drugiej osoby, wsłuchiwanie się w jej inność, w jej potrzeby jest wyrazem miłości właśnie, zaś empatia jest naturalna, jeśli będąc razem myślimy w kategoriach MY.

Jeśli w związku dwojga ludzi pierwsze skrzypce gra miłość to nie trzeba żadnej teorii szukać, by było dobrze;
po prostu jest dobrze z tym co przychodzi w codzienności, wspólne falowanie.

Podkreślasz wagę Rozmowy. Życie pokazuje, że to najważniejsza sprawa, bo żadna teoria nie zastąpi pełnej słuchania, szacunku i uznania inności rozmowy. Brak rozmowy to początek rozpadu każdego związku.

Każdy związek jest związkiem indywidualnością, oparta o coś pierwotnego, co sprawiło, że się spotkali, że zaiskrzyło, i jeśli oboje wiedzą czego chcą i są uczciwi i otwarci wobec siebie, wrażliwi, odważni, to może im się tylko udać to pierwotne iskrzenie utrzymać.
Nie było i nie ma innej uniwersalnej recepty.

I dodam, Miłość to dużo więcej niż związek, miłość to stan ducha, który sięga głębiej, trwale i subtelniej niż zakochanie, zachwyt czy codzienna fascynacja, i fajnie jest kiedy związek, wspólnota czasu,emocji, działań, marzeń, dzieje się właśnie poprzez miłość.

Miłości przez duże M życzę.

wildrose pisze...

Sprobuj powiedziec mlodej zakochanej po uszy pierwsza miloscia dziewczynie, ze milosc to wolnosc... ze oprocz Niego sa na swiecie inne wazne sprawy i ze Ona to musi zrozumiec, ze On ma kolezanki, swoje zycie... he he juz widze jak ktoras to zrozumie.
Bo i ja sama nie rozumialam wielu spraw w momencie kiedy bylam zafascynowana kims tak bardzo, ze myslalam, ze to wlasnie Milosc!

Piszesz: "Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa to jedyna droga, by to osiągnąć" - znaczy stan porozumienia...

A ja mysle, ze w slowach mozna zatracic wszystko, ze mowiac prawde, czesto krzywdzimy drugiego czlowieka! Slowa jak rzeka jak nurt porwac moga milosc i porywaja, od jednej do drugiej rozmowy i po wszystkim.... nie zawsze sa potrzebne slowa!
Czasami zamiast rozmawiac, lepiej wykonac drobny czuly gest...
Dlaczego?
Bo przekonalam sie, ze wszyscy lubimy mowic! Mowimy wiec za duzo, pleciemy co nam slina na jezyk przyniesie, nie liczac sie z druga osoba i jego uczuciami i tym, ze w pewnym momencie ta osoba nas moze nie zrozumiec.
Bo ktoz umie mowic aby dobrze oddac sens i logike tego co chcemy powiedziec? Ktoz z nas umie sluchac i znajduje sedno problemu w potoku slow partnera?
Mysle wiec, ze z ta rozmowa to nie jest do konca tak jak piszesz. Nie zawsze rozmowa rozwiaze nasze problemy!

Z tym poswieceniem, z czym nie zgadza sie moj poprzednik DI - uwazam, ze masz swieta racje.
Nie tylko dawanie, ale i poswiecanie siebie, swoich spraw, swojego czasu, to wlasnie wskaznik moich glebokich uczuc do partnera.
Jesli nie bede kochala to niczego nie poswiece, bo poswiecenie wynika z mojej woli, z glebi mojej duszy...

A w ogole to widac, ze z ta Miloscia to jest tak, jak widac nawet tutaj, kazdy ja inaczej rozumie.

Anonimowy pisze...

Faktycznie - młodej dziewczynie czy młodemu chłopakowi trudno zaakceptować odrębność partnera, jego prawo do własnych przeżyć. Ale to nie znaczy, że tak być powinno. Tylko skąd mają to wiedzieć skoro o umiejętności życia we dwoje najczęściej rozmawiają ludzie dojrzali, którzy już mają za sobą i sukcesy i porażki. Młodych się nie uczy tej sztuki (w tym życzliwej konstruktywnej rozmowy) ani w szkole, ani w rodzinie - ich się też nie słucha ale i nie wymaga aby oni słuchali. Potem mamy wypowiedzi świadczące o braku rozumienia pojęcia rozmowy - bo przecież nie o "rozkoszne paplanie" tu chodzi, ale o faktyczną chęć porozumienia się.

lavinka pisze...

"Kiedy uświadamiamy sobie nasze najgłębsze potrzeby i chcemy je w życiu realizować, czasem potrzebna jest spora reorganizacja naszego sposobu życia, postrzegania niektórych spraw itd."

Nie wierzę w taki związek, gzie jedna strona dostosowuje się do drugiej. Poczucie krzywdy nie pozwoli być im szczęśliwym. Tak się nie da na dłuższą metę. Związek to gra zespołowa a nie wóz z kobyłą, gdzie jedno ma bat a drugie się słucha. Albo się akceptuje drugą stronę z całym dobroziejtwem inwentarza, albo sorry - wypad. Kompromis nie polega na ustępowaniu, zawsze to powtarzam.

Anonimowy pisze...

Naprawdę świetny tekst.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...