czwartek, 6 maja 2010

Czy zazdrość oślepia?

Zazdrość zniekształca relacje interpersonalne, czasem wręcz niszczy związki.
"A czasami oślepia" - mogliby dodać naukowcy z University of Delaware.

Badanie ukazało się w kwietniowym wydaniu czasopisma Emotions wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association).


Badanie poprowadzili profesorowie Steven Most i Jean-Philippe Laurenceau a wzięły w nim udział pary z heteroseksualnych związków.

Każdy z partnerów danego związku usiadł jeden obok drugiego w niedalekiej od siebie odległości przed różnymi komputerami.

Następnie poproszono kobiety, aby spośród ciągu szybko zmieniających się obrazków, wybierały tylko te, które przedstawiały krajobrazy, przy czym starały się ignorować "przeszkadzajki" - nieprzyjemne emocjonalnie obrazki (przedstawiające coś strasznego).

Mężczyźni natomiast poproszeni zostali o to, aby oceniali atrakcyjność krajobrazów, które pojawiały się na ich ekranach. Od czasu do czasu eksperymentator prosił też panów, aby ocenili oni atrakcyjność kobiet na prezentowanych im zdjęciach.

Na końcu zapytano panie, jak bardzo niezręcznie czuły się, kiedy ich faceci mieli oceniać atrakcyjność innych kobiet.

Co się okazało ?

Im bardziej kobiety były zazdrosne o swojego partnera, tym bardziej rozkojarzały je obrazki pełniące funkcje "przeszkadzajek" - do tego stopnia, że nie widziały one krajobrazów.

Kobiety nie reagowały na docelowe obrazki tylko w tym czasie, kiedy ich faceci oceniali na fotkach inne panie - tak jakby zazdrość chwilowo je oślepiała.

Niestety badacze nie podjęli się próby odwrócenia ról, by zobaczyć, czy istnieje podobny związek reakcji wśród mężczyzn.


Oczywiście zazdrość nie oślepiała dosłownie.
Autorom chodziło raczej o silne rozproszenie uwagi kobiet, obniżenie ich koncentracji do tego stopnia, że nie mogły one wykonać postawionego przed nimi zadania, polegającego na wzrokowym odszukaniu pewnego elementu. Wydawać by się więc mogło, że na chwilę kobiety ślepną, jednak z pewnością nie potwierdziłby tego żaden okulista ;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat oślepiającej siły zazdrości ?







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

25 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Fakt, zazdrość niszczy związki.

Anonimowy pisze...

Obciążenia poznawcze muszą się kończyć tzw. "rozproszeniem"
I dobrze, że tak panie reagowały. Ważniejsze są przecie relacje w związku niż tam jakieś krajobrazy :)

Pio

Anonimowy pisze...

Zazdrość wynika z lęku przed odrzuceniem, z niskiego poczucia własnej wartości. A jednocześnie utrwala ten stan. W tym sensie rzeczywiście zaślepia.

Elwira pisze...

zgadzam się z tą wypowiedzią:) na szczęście ja bym nie oślepła w tym badaniu:P od mężczyzn też zależy czy to poczucie własnej wartości u kobiet jest wysokie czy niskie.

Anonimowy pisze...

Elwira
a dlaczego od mężczyzn ma zależeć wysokość mojego poczucia wartości. Albo je mam albo nie.

Di pisze...

Zazdrość jest ludzkim uczuciem, nie jest jednolita, jednobarwna, bo wzbudza wiele emocji, a wszystkie wynikają z lęku, że stracimy coś, co do nas należy;
zazdrość może oślepiać tak samo jak inne nacechowane lękiem emocje, kiedy oddajemy im pierwszeństwo w zarządzaniu naszym życiem;
zazdrość w moim poczuciu mówi mi jak bardzo mi zależy na tym, o co jestem zazdrosna, jaki ładunek emocjonalny tam umieściłam, i w jakim stopniu uzależniłam się od kogoś, albo od czegoś;
zazdrość może być dobrym uczuciem, jeżeli przyjmujemy ją jako element swojego życia i mamy do niej dystans, możee być uczuciem destrukcynjnym jeśli nie zobaczymy jasno i wyraźnie, co ją napędza, jaką ma moc i co ona z nami robi;

skutki zazdrosci są wprost proporcjonalne do poczucia własnej wartosci,
jeśli wysoką samoocenę uzależniamy od innych to bedziemy zawsze przerazeni mozliwoscią ich utraty, bo to jest tak jakbyśmy mieli stracić siebie, wówczas walczymy i na siłę chcemy zatrzyma coś, co chce odejść; wysoka samoocena wynikająca z wewnętrznej spójności zawsze bedzie górą w konfrontacji z naturalną ludzką zazdrością; i nie bedziemy ani trochę bać sie że coś stracimy, bo owo coś mamy zawsze w sobie, a tym samym mamy w sobie zgodę na zmiany, na przemijanie, na odchodzenie;
drugi człowiek moze wzmacniac swoja obecnoscią nasze samopoczucie, ale nie jest podstawowym wyznacznikiem naszego istnienia;

ja lubię swoją zazdrość, mimo, że czasem wymyka mi się, kiedy myślę o niej, że jest zła, ale kiedy przyjmuję jej obecność, jako część mojej ludzkiej natury i sytuacji, w jakiej się pojawia, to czuję i widzę, jakie nosze w sobie lęki i jak potrzebuję czasem w chwilach trudniejszych wzmocnić swoją pewność trzymając z ufnością dłoń w dłoni;
wszak jestem człowiekiem, kobietą...
zazdrość pokazuje mi jak silnym i jak słabym człowiekiem jestem :)))

w związku z mężczyzną przypomina mi, jak ważne jest dbać o drugą osobę, kochać i ufać, kiedy o nią zabiegać, a kiedy odpuścić szanując jej wolność wyboru, przestrzeń wewnętrznej wolności;

pozdrawiam majowo

Rzaba pisze...

di - nic dodać nic ująć:)

Rzaba pisze...

no i zerknęłam w Twój profil:) Nie ma się co dziwic ze tak bardzo się z Toba zgadzam, nawet rocznik mamy ten sam :)

Anonimowy pisze...

di
ładnie napisałaś

Anonimowy pisze...

"Zazdrość" może naprawdę pogarszać naszą percepcję wzrokową.Zazdrosne o partnerów kobiety nie dostrzegaja na ekranie komputera obrazów, które miały za zadanie wyłapać.

Kobieta w tym samym czasie obserwujac swojego partnera o ocenę krajobrazów, które pojawiały się na ekranie jego komputera... W pewnym momencie doświadcza,że mężczyzna będzie teraz oceniał atrakcyjność innych kobiet na zdjęciach.

Wiec odczula jak jej partner przygladal sie innym kobietom.


Im większą zazdrość odczuwała partnerka, tym bardziej rozpraszały ją nieprzyjemne widoki i nie była w stanie dostrzec krajobrazów na ekranie komputera.

Takie "zaślepienie" zazdrością pojawiało się dopiero wówczas, gdy partner oceniał atrakcyjność innych kobiet.

Co ważne, związek między zazdrością a ślepotą wywołaną emocjami pojawiał się tylko wtedy, gdy partner oceniał inne przedstawicielki płci pięknej. W ten sposób udało się wyeliminować wyjściowe różnice poziomu wykonania...

A wiec,uwazam "Zazdrość" oślepia i to dosłownie..; kobiety, u których sztucznie wywołano uczucie
zazdrości, były tak rozproszone przez nieprzyjemne zdjęcia i
grafiki, że nie potrafiły dostrzec poszukiwanych obiektów.

Moniahappy

Anonimowy pisze...

id
Co racja to racja i trudno z tym dyskutować. Ale. Emocje wynikające z lęku uruchomionego przez zazdrość to nie tylko chęć „utrzymania tego co do nas należy”. To często przerażające spojrzenie na siebie, to lęk czy jeszcze jesteśmy wartościowi, ponętni, czy zasługujemy, czy się liczymy. Najczęściej nie zamienia się nas na wartościowszy model ale liczą się jedynie parametry wiekowo – gabarytowe. Więc będzie chodziło nie tylko o zatrzymanie (często nawet niechcianego już) partnera ale o potwierdzenie naszej wartości. I tu też ślepniemy – bo sprowadzamy siebie do poziomu towaru, którego się nie poprawia lecz wymienia.
Emocje towarzyszące zazdrości przywołują także wyobrażenia co może się stać, gdy okaże się, że nasza zazdrość była uzasadniona. Przyczyniają się do powstania paraliżującego lęku przed zmianami – tym bardziej, jeśli jest już liczna rodzina. Czy podołamy, czy potrafimy pokonać wszystkie problemy często o podstawowym znaczeniu. Jak sobie poradzimy z odsunięciem się znajomych, z fałszywym współczuciem. I znowu ślepniemy – każdy drobiazg urasta do ogromnych rozmiarów i zasłania wszystko – szanse, możliwości.
W 100 procentach ma rację id gdy pisze: „wysoka samoocena wynikająca z wewnętrznej spójności zawsze będzie górą w konfrontacji z naturalną ludzką zazdrością; i nie będziemy ani trochę bać się, że coś stracimy, bo owo coś mamy zawsze w sobie, a tym samym mamy w sobie zgodę na zmiany, na przemijanie, na odchodzenie; ”

Di pisze...

:)
cokolwiek napędza naszą zazdrość, to sprowadza się do naszego poczucia własnej wartości, do wysokiej bądź niskiej samooceny, i nasze reakcje sa doń adekwatne;
reakcje nie wartościują człowieka w żaden sposób, lecz określają jego możliwości wyboru, co zrobi w sytuacji, kiedy objawia się zazdrość i lęki będące jej podłożem; jakość lęków, ich zakorzenienie, ich moc, a z drugiej strony samoświadomość i stopień oswojenia ze swoimi lękami, decydują na ile zamroczeni/zaślepieni pozostaniemy w sytuacji, która domaga się od nas decyzji;
zwykle w pierwszym momencie konfrontacji z rzeczywistością zmiany, odchodzenia kogoś, kogo kochamy, a najczęściej kogoś, do kogo jesteśmy przyzwyczajeni, pojawia się przerażenie, i znów wywołuje do tablicy świadomość... bo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, i poczucie bezpieczeństwa jest podstawa istnienia, ale przerażenie, gwałtowne kurczowe trzymanie się starego, znajomego, to nie wszytko, co człowiek może zrobić ze swoim życiem,
na swoje życzenie może traktować siebie jak towar, na swoje życzenie i mocą własnej woli może traktować siebie jak człowieka;
zazdrość zawsze jest uzasadniona, bo każdy ma swoja rację, ważne jest to, co robimy ze swoją zazdrością, kiedy się pojawia;
i powiem tak
kiedy przychodzą zmiany, odchodzenie, rozwód, to wiele się zmienia wokół, jedni odchodzą, inni zostają; takie zmiany weryfikują mnóstwo relacji, przyjaźni,
to samo w sobie jest wartościowe, choć czasem boli, jednak od zmiany nie uciekniemy, ona zawsze nas dogoni, a wówczas bywa różnie... kwadratowo i podłużnie:)
szczerość, odwaga, otwartość przyciągają ludzi takich, którzy potrafią wspierać dokładnie tak, jak tego potrzebujemy;

dziękuję za ciekawą dyskusję,
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Jedną z licznych koncepcji starających się wyjaśnić mechanizmy zazdrości jest teoria zasadzająca się na określeniu "bezpieczeństwo przywiązania". I tak:
- wrażliwe matki/opiekunki wychowują dzieci cechujące się bezpieczniejszym przywiązaniem
- dzieci poddawane przemocy przejawiają większą gotowość do uznania z ważny bodźca negatywnego niż pozytywnego

Nasilenie zazdrości mogło by więc wynikać, oprócz niskiej samooceny, z patologi zaszczepionej bądź nie w procesie socjalizacji/wychowania. Tzn... tak sobie myślę, że jest do wyobrażenia narcyz który zazdrości ;)

Pio

lavinka pisze...

U mnie zazdrość się pojawia i to bardzo. Nie lubię jej,ale to uczucie towarzyszy mi przez całe życie. Kiedyś zazdrościłam innym dzieciom normalnych rodziców, zabawek, pełnej lodówki... teraz bywam zazdrosna o partnera, uwagę innych ludzi. Lubię czuć się ważna dla innych. Jeśli ktoś mi daje odczuć,że jestem dla niego ważna - zazdrość to tylko chwile niepewności. Jeśli jednak mnie olewa... świruję okropnie. Zazdrość to wątpliwości, które towarzyszą mi przez całe życie. Nie lubię tego uczucia, bo jest destrukcyjne, ale też w jakiś sposób pokazuje mi, co czuję do danego człowieka. Silna zazdrość to zazwyczaj potrzeba bycia kochanym i oznaka kochania. Jeśli człowiek czuje się niekochany, wtedy zazdrość robi się coraz większa i większa. Myślę,że odczuwamy zazdrość, gdy boimy się,że nasz partner nie kocha nas w 100%. To nie zawsze wynika z niskiego poczucia wartości, to także wynika ze strachu przed porzuceniem. Jeśli ktoś bywał kilka razy porzucony, to będzie w związku nieufny i zazdrosny, to zrozumiałe.

Di pisze...

Bezpieczeństwo przywiązania... hmmm... nie znam idei koncepcji, bazy i celu oraz granic znaczeniowych,
natomiast nasuwa się skojarzenie wprost z naturalnym, przyjaznym okresem dzieciństwa, gdzie przywiązanie do matki, przysłowiowa pępowina,jest gwarancję harmonijnego rozwoju dziecka; to naturalna więź ewolująca na przestrzeni lat;
bezpieczeństwo przywiązania dziecka przedszkolnego przekształca się w bezpieczeństwa zaufania dziecka szkolnego i nastolatka;
w spektrum rodzicielstwa jest miejsce na różne błędy wynikające z niedoskonałości ludzkiej natury, pojawia sie tzw. przewrażliwienie, co tak naprawdę jest manifestacją niepewności i lęku, braku zaufania do siebie i do życia, co nie pozwala dziecku odchodzić i popełniać własne błędy i uczyć się odpowiedzialności za siebie oraz samodzielności,
pojawia się też różnego rodzaju przemoc, objaw niedojrzałości i pogłębionego lęku, wręcz histerycznej fobii, która burzy granice 'nietykalności', tych zalegających pokładów złości, które potrzebują rozładowywać się na słabszym i nieskarżącym się, bezwarunkowo kochającym dziecku;
w obydwu przypadkach niska samoocena kształtuje postawy napędzane lękiem, i to lęk, brak zaufania jest pierwotną materią, którą mimowolnie, bardziej na poziomie więzi krwi niż naśladownictwa, przejmują dzieci; są nią przesiąknięte, bo przecież z niej się urodziły i na niej kształtują swoje nawyki i przekonania;
w terminologii fachowej zwie się proces wzrastania i wrastania socjalizacją.

jak to się ma do zazdrości?
mogę się domyśleć, że próbujesz sięgać do jej korzeni nawiązując do czasu dzieciństwa; i że to jakość zakorzenienia, ukształtowany obraz świata, system wartości, a nade wszytko stopień samoświadomości, decyduje o tym, jak sobie dorosły człowiek radzi z nieodłącznym uczuciem zazdrości;
jestem pewna że im większe zaburzenie w tzw.procesie wychowywania, tym mniejsza wewnętrzna dojrzałość i samoświadomość, tym samym większa niemoc w radzeniu sobie w emocjami,



Narcyz, który zazdrości?
tak, może być zazdrosny o samego siebie :)))

polecam lekturę 'w trosce o duszę' Thomasa Moora, rozdział 3, bardzo ciekawe, mądre, nowatorskie spojrzenie na zjawisko narcyzmu :)

Di pisze...

lavinko,
wiem, że będę okrutna mówiąc tobie jedną rzecz, do której czas, życie, zakręty, wiraże, pozwala dotrzeć i zrozumieć:

pewność, całkowitą pewność miłości, która do ciebie puka, przychodzi, zyskujesz tylko wtedy kiedy potrafisz znaleźć miłość w sobie, najpierw dla siebie samej, a z niej wypływajacą miłość do drugiego człowieka;

moc związku ze sobą samą daje Tobie całkowitą pewność tego, co do ciebie przychodzi i co otrzymujesz od drugiego człowieka, daje ci moc przyjmowania z ufnością tego, co ci zostaje dane;
miłość to miłość, ona nie jest na x%, ona jest miłością, nie ma pół-miłości, ani ćwierć-miłości,to po prostu miłość i już.

Ale zanim jej nie odkryjesz w sobie, to będziesz będziesz jej nadawać cechy emocjonalnych przepływów, dzielić na czworo. Miłość jest stanem istnienia, wzbudza różne emocje, ale nie jest emocją.

Dopóki nie odkryjesz w sobie jej siły, jej korzeni, miłości do siebie samej ukrytej w akceptacji, szacunku, to gwarantuję ci, że choćby wszystkie anioły i najprzystojniejsi, najcudowniejsi mężczyźni darowali ci cały świat, to nadal nie będziesz miała pewności czy to jest to, czego chcesz, i będziesz wyliczać, czy to jest 75%, a może tylko 90, ciągle będziesz się rozglądać wokół siebie,
Znajdź w sobie podstawę do dawania i przyjmowania, spójrz w lustro i zapytaj się siebie, skąd czerpiesz motywację do życia i siłę do codziennego działania, a jeśli koło napędowe znajdziesz w sobie, to wówczas zazdrość nie będzie ci w niczym przeszkadzać, ani określać temperatury samopoczucia w towarzystwie ukochanej osoby, a raczej wskazywać jak w Tobie jest dużo ludzkiej kobiety.

To stare porównanie, ale znakomicie oddaje charakter zazdrości, która, tak jak i inne ogniste emocje, jest jak narowiste, dzikie konie w Twoim powozie, czyli w życiu. Ty jako woźnica decydujesz sama, czy pozwalasz koniom robić co się im podoba, czy też siłą swej woli, decyzji, będziesz kierować je tam, dokąd zmierzasz.

I jeszcze,
częstość odchodzenia, czy, jak to nazywasz, porzucania, jest drogą, procesem dojrzewania do coraz głębszych związków, i jeśli każdy z nas potrafi się pochylić nad tym, co było przyczyną rozstania, mijania się, wyciągnąć wnioski na SWÓJ temat, to jestem pewna, że każdy kolejny związek będzie uważniejszy, pełniejszy i trwalszy.

Świadomie dawać i świadomie przyjmować to nade wszystko otwierać się ze swoją miłością, akceptacją, zaufaniem, albowiem możemy przyciągać to, co już mamy w sobie.

Anonimowy pisze...

@ di

Obszernie się ustosunkowałaś... Dziękuję, lubię czytać ;)

Podkreślasz dość mocno rolę lęku w etiologii zazdrości. Czy zgodziłabyś się, że warto wziąć pod uwagę również złość?
Gdy ktoś narusza naszą wyłączność w jakiejś dziedzinie pojawiają się równocześnie strach i złość skierowana na intruza.

To na co nakładamy wyłączność jest jak najbardziej sprawą uznaniową. Zresztą pisałaś już o tym. :)

Pio

Di pisze...

:)
lęk i złość w jednym stali domu,
lęk - przyczyna, złość - skutek,
prawda?
pozdrawiam

lavinka pisze...

"nie ma pół-miłości, ani ćwierć-miłości,to po prostu miłość i już."

Owszem jest. Pamiętam,że potrafiłam być zakochana w kilku facetach naraz, każdego kochałam tylko trochę. Albo kochałam kogo na maksa, ale to uczucie szybko się kończyło(dostawałam kosza i po sprawie). Mojego brata kocham w 100%, mojego obecnego partnera tak na 90%. Jestem przekonana,że mogę pokochać kogoś bardziej,ale też zdaję sobie sprawę że nie powinnam się za bardzo angażować. WIEM,że nie jestem kochana tak jak na to zasługuję. Ale nie mając lepszego wyboru zadowalam się tym, co mi życie oferuje. Jestem zadowolona z obecnego związku, bo jest lepszy niż sobie wyobrażałam. Ale też wiem,że nie jest taki jaki być powinien. Jeśli będzie źle, to związek zakończę. Ale nie mogę go kończyć tylko dlatego,że mógłby być lepszy. To przecież bez sensu. Nigdy nie ma tak,żeby nie mogło być lepiej.

Zazdroszczę tylko innym pewności,że związali się z właściwym człowiekiem. Ja tej pewności mieć nigdy nie będę. To nie jest kwestia dojrzałości, ale życiowych uwarunkowań, o których nie chcę się rozpisywać. Chodzi mi tylko o to,że nie zawsze mamy całkowity wpływ na nasze życie, że decydują o nim czasami rzeczy, na które nie mamy żadnego wpływu, np. kalectwo czy choroba.

W końcu impotent może być zazdrosny o swoją partnerkę właśnie z powodu swojej impotencji,prawda? I jest to zrozumiałe. Tak samo kobieta nieatrakcyjna, szpetna, starzejąca się itd. ma prawo bać się opuszczenia przez partnera. Zwłaszcza,że w dzisiejszych czasach zdarza się to bardzo często.

Dzieciństwo impotenta jak i brzydkiej kobiety nie mają na to bezpośreniego wpływu.

Nadal jetem przekonana,że zazdrość to normalne uczucie,które pojawia się w wyniku określonych wydarzeń w życiu człowieka. Czasem są to wydarzenia z przeszłości, czasem z obawy o przyszłość albo problemów w konkretnej relacji uczuciowej między jednym człowiekiem a drugim. Zazdrość z czegoś wynika. Nigdy nie bierze się z choinki i nie można jej powstrzymać siłą woli. Jest niezależna od wieku, bo czują są wszyscy ludzie w różnym natężeniu.

Ludzie chorobliwie zazdrośni to zazwyczaj ludzie bardzo skrzywdzeni przez innych ludzi. Nie_zawsze przez rodziców, choć nie ukrywam że często.

Moja zazdrość wynika z wielu powodów. I z narcyzmu i z trudnego dzieciństwa i z biedy, w jakiej żyłam latami zazdroszcząc innym,że mieli kanapki z wędliną podczas gdy ja kiełbasę widywałam wa razy do roku na święta. Zazdrość wewnątrz związku wynika ze strachu przed odrzuceniem, typowe u DDRów(choć u mnie są jeszcze inne, ważniejsze powody). Nie musisz analizować mojego życia, sama zrobiłam to doskonale wiele razy. Ale żadna analiza nie cofnie czasu niestety.

Di pisze...

Zazdrość, złość, radość, smutek, ... wszystkie emocje, jakich doświadczamy, są dobre, bo mówią nam, co w nas siedzi. To, co w nas siedzi, bierze się z tego, co nas spotkało, czego doświadczyliśmy, co zostało z Przeszłości. Dlaczego się pojawiają? Bo coś, sytuacja, zdarzenie, spotkanie, słowo, gest, w chwili teraźniejszej je uaktywniło, bo chcą być doświadczone jeszcze raz, przeżyte do końca. Emocje są ludzkie, i te, które dodają nam skrzydeł i te, które nas 'dołują'. Kiedy jesteśmy dziećmi potrafimy w pełni przeżywać pozytywne emocje, negatywne są dla dziecka za ciężkie, i wobec nieumiejętności komunikacji, jak jest im z nimi niewygodnie (płacz, złość są oceniane negatywnie) i braku zrozumienia ze strony rodziców, ba, negacji ze strony rodziców, dezaprobaty, dziecko skrywa je w sobie, i posypuje poczuciem winy, jakie rodzice w perfekcyjny sposób wzbudzają w dziecku.

Każdy dorosły ma swoją historię, a niektórzy z nas mają swoją historie złożone z wielu warstw:
nie tylko braku zrozumienia, poczucia odrzucenia, dezaprobaty, ale i bezradności, bezsilności, poczucia winy wobec sytuacji przemocy fizycznej, przemocy psychicznej, seksualnego wykorzystania, czy skutków alkoholizmu jednego lub obojga rodziców.

I ja się pytam - no i co z tego?
Ja jako dorosła kobieta pytam dorosłą kobietę - no i co z tego?

Nie zamierzam umniejszać wagi takich doświadczeń, ani dyskredytować przeświadczenia, że takiego rodzaju doświadczenia wywierają decydujący wpływ na rozwój młodego człowieka, na jego stan psychofizyczny w wieku nastolatka, na charakter jego relacji z innymi ludźmi także w wieku dorosłym. Jednak skoro jesteśmy tu i teraz i jesteśmy swiadomi tego, że to, co się wydarzyło kiedyś, nalezy do już do przeszłosci, oraz tego, co mamy do dyspozycji Teraz, co jest sprawą życia w teraźniejszosci, to jesteśmy też świadomi, że mamy wybór:
dojrzały człowiek świadomy swojego życia i tego, na co ma wpływ i czego chce, wybiera pomiędzy tym, co już było i minęło na zawsze, a tylko przykleiło się do pamięci, a tym, co ma w tej chwili i czego może pragnąć dla siebie w przyszłości.

Dawno, dawno temu usłyszałam:
powiedz Dorotko, jak myślisz, co się dzieje, kiedy zrobisz kupę, odwrócisz się i zaczniesz w niej grzebać?
Zwykle zamykamy klapę i spłukujemy, a Ty trzymasz się starych rzeczy kurczowo... czas je pożegnać, bo szkoda Twojego czasu. Pamiętaj, życie to dar, wyzwanie, i wszytko jest po coś...

Przyszedł dzień i zrozumiałam, zapytałam dziewczynę z lustra:
czy wyzwolisz swoją indywidualność, czy nadal będziesz grać główną rolę w mrocznej opowiesci z dzieciństwa? Czy kazirodztwo, emocjonalny ból odrzucenia, bezradności, pamięć bólu fizycznego nadal będziesz wplatać w teraźniejszość i grać rolę ofiary? Czy naprawdę godzisz się na dozgonne upośledzenie? Jak długo będziesz zrzucać odpowiedzialność za jakość swojego życia na przeszłość, asekurować się wymówkami, że to ICH wina?
A może coś z tym zechcesz zrobić, żeby zmienić swoje życie, żeby uwolnić się od przeszłości, od tego ogona, który nie pozwala być Tobie wolną, szczęśliwą, piękną kobietą w bezwarunkowo zbudowanym związku opierającym się na zaufaniu i miłości? Masz jedno życie, wolną wolę, miłość rodziny, przyjaciół, moc decydowania, więc uznaj swoja przeszłość, że miała miejsce, zdarzyła się, i tego nie zmienisz, przeżyj swój ból, wypłacz go do końca, i weź się w garść i weź swoje życie dorosłej, niezależnej kobiety w swoje ręce, bo masz wpływ na to, co robisz dziś dla swojej Przyszłości.
To się nazywa dojrzałość, odpowiedzialność za siebie, za swój związek, za swoją rodzinę, oraz za swoje emocje.

Nasze doświadczenie to nie jest to, co się wydarzyło w naszym życiu, ale to, co z tym, co się wydarzyło, zrobiliśmy. Pan Huxley to był bardzo mądry i spostrzegawczy człowiek, co niniejszym potwierdzam.

Pozdrawiam

lavinka pisze...

Obawiam się,że nasz przeszłość dość dobrze siedzi w podświaomości i spychanie jej głębiej nie rozwiąże problemu, przeciwnie może odbić się na naszym zdrowiu.

Oczywiście można obie wmawiać,że przeszłość nie ma wpływu na teraźniejszość,jeśli się o niej zapomni. Ale ma i mieć będzie. Inaczej nie byłoby zespołu DDR czy DDA.

Di pisze...

... dlatego przeszłość trzeba zaakceptować taką jaka była, przeżyć emocjonalnie do końca, wówczas sama odpada od nas;
tylko przeżyty do głębi i do końca ból zwraca nam wolność do bycia sobą.

Przeszłość ZAWSZE będzie miała wpływ na teraźniejszość (jest elementem zakorzenionym w podświadomości w postaci nawyków, przekonań, sposobów na przetrwanie, sposobów na walkę, sposobów na ochronę siebie, sposobów na ucieczkę), zaś my mamy wpływ na to, w jaki sposób, w jakim stopniu, będzie Ona Przeszłość kształtować naszą Teraźniejszość.

Jeśli chcesz rozgrywać swój czas w TERAZ programami z przeszłości - twój wybór; każdy zespół chorobowy przemienić w to, co chcesz zrobić ze swoim życiem. Twoja wolna wola czy Preszłosć zarządza Tobą, czy Ty zarządzasz Preszłoscią.

Zauważ, każdy zespół chorobowy funkcjonuje jak etykieta: uniform, z którego w pewnym momencie trzeba wyskoczyć, albowiem utożsamienie się z nim jest jak dobrowolne zakucie się w dyby. Nie ma co szukać wymówek, trzymać się kurczowo starego, tylko wziąć się w garść i zacząć głęboko oddychać, czuć, żyć.

Tommy Helsten napisał niezwykłą książkę "Odwaga poddania się'. Polecam.

lavinka pisze...

Teraz to już przesadzasz. DDRem nie przestaje się być tylko dlatego,że się postanowi. Łatkę ma się przez całe życie, bo po prostu przez cale życie nie_ma się rodziny. Podobnie mają ludzie wychowani w domach dziecka. To nie uniformizacja, tylko wytłumaczenie pewnych zespołów zachowań.

Oczywiście,że część osób będzie tłumaczyć swoje złe postępowanie przeszłością. Ale czy tak na pewno nie mają racji? Ktoś kto nie wie, jak powinna wyglądać kochająca, ciepła rodzina, nie nauczy się tego z telewizji, nie nauczy się tego z książek, nie nauczy się też podczas terapii. Może próbować, ale będzie mu dużo trudniej niż komuś kto to wie.

Bo życie to nie teoria, to rozwiazywanie codziennych małych i większych problemów, to określone właściwe reakcje na określone sytuacje. Ktoś kto pochodzi z rodziny "papierowej", nie będzie tak łatwo wybaczać, nie będzie też łatwo rozumiał, co czuje druga strona. Tego się można nauczyć, ale właśnie, nie wszystkiego można się nauczyć będąc starym prykiem. Dziecko dużo rzeczy "łapie" odruchowo, z wiekiem jest coraz trudniej.

Anonimowy pisze...

a ja uwazam ze di ma racje.ludzie egoisci maja najwiecej zazdrosci w sobie.im bardziej jestesmy skupieni na sobie tym wiecej problemow emocjonalnych sobie sami robimy.jesli akceptujesz siebie to nie obchodza cie glupty-bo zazdrosc to glupota.ja uwazam ze jesli kocham to po prostu kocham a im bardziej kochamy tym bardziej powinnismy dac wolnosc swojemu partnerowi co czyni nas wolnymi od zazdrosci.co sie ma stac sie stanie jesli mam stracic partnera to predzej czy pozniej stanie sie to a kontrolowanie i zazdrosc nie pomoze zapobiec temu.zyjmy myslami dobrymi.emocje sa i znikaja.fakty sa wazne a emocje trzeba nauczyc sie przezywac-musza byc adekwatne do sytuacji im bardziej kontrolujemy emocje tym bardziej jestesmy dojrzali emocjonalnie a bez tej dojrzalosci nie da sie nic trwalegon zbudowac.pozdrawiam marta27

lavinka pisze...

To może uściślijmy. Zazdrość to moje wewnętrzne uczucie, mój partner może o tym nie wiedzieć bo i skąd, jeśli mu o tym nie powiem? A jeśli powiem to co zmieni w jego życiu? Nic. Nie zabronię mu przecież niczego. I tak zrobi co zechce niezależnie ode mnie. Jestem dość otwartą osobą, co w sercu to na języku, więc zazwyczaj jakoś tę zazdrość okazuję, ale na Boga, przecież nie robię scen... czasem dostanie w łeb i tyle ;)

Poza tym znam niejedną parę, co pan miał kochanki na kochankach, a żona mu ślepo ufała myśląc,że on naprawdę w te delegacje jeździ(2 razy w tygodniu, taaa....). To się nie nazywa miłość tylko naiwność. Odrobina zazdrości w związku nie zaszkodzi, nie mylmy zazdrości z zaborczością, bo to wie różne rzeczy.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...