Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

czwartek, 4 lutego 2010

Raz, dwa, trzy… dziś oprawcą będziesz ty - czyli o dobrych ludziach, którzy czynią zło

Autorką tekstu jest Aleksandra Jóźwik.
Nie tak dawno świat obiegły wiadomości o tym, że żołnierze amerykańcy, na rozkaz oficerów, brutalnie traktowali i upokarzali osadzonych w więzieniu Irakijczyków. Znęcając się nad nimi, robili zdjęcia, dopuszczali się najróżniejszych form fizycznej i psychicznej przemocy (mimo, że większość osadzonych przetrzymywana była jedynie na podstawie podejrzeń, bez konkretnych zarzutów).

Fakt ten dziwić może szczególnie dlatego, że strażnicy więzienni, byli zwykłymi, normalnymi ludźmi, mieli domy, rodziny, byli zdrowi psychicznie i wbrew pozorom - wcale nie byli psychopatami. Również wydarzenia II wojny światowej, w szczególności holocaust i masowe morderstwa, których sprawcami byli w większości przeciętni ludzie, wzorowi ojcowie i mężowie, nadały nowy wymiar myśleniu o złu i o człowieku, jako jego sprawcy...



A gdyby Tobie zadano pytanie „jaki jest człowiek”? Gdybyś choć w kilku słowach miał opisać jego naturę? Jakich przymiotników byś użył? Jesteśmy raczej dobrzy, czy źli? W swoich działaniach podążamy za tym co sami myślimy, czy za tym co mówią inni? I dlaczego to właśnie ludzie ludziom potrafią czasami zgotować okrutny los?

Dzisiaj chciałabym przedstawić kilka eksperymentów, które są próbą odpowiedzi na te właśnie pytania. Badania prowadzone przez Philipa Zimbardo i Stanleya Milgrama szokują, ponieważ podważają głęboko zakorzenione w nas przekonania o tym jacy jesteśmy. Dziś prawdopodobnie, żaden z badaczy nie zdecydował by się na przeprowadzenie eksperymentu podobnego do tego, który wydarzył się w piwnicach Uniwersytetu Stanforda. O etycznych aspektach eksperymentów, które zamierzam przywołać napisano wiele…wiele złego. Niezaprzeczalnym jest jednak to, że wniosły one do świata nauki (nie tylko psychologii), jeśli nie jednoznaczne odpowiedzi na postawione przeze mnie na początku pytania, to pewną refleksję nad nami samymi. Czy smutną? Oceńcie sami.
-----

Badania Zimbardo, dotyczące psychologicznych efektów przebywania w warunkach więziennych, przeprowadzone zostały w piwnicach Uniwersytetu Stanforda ponad 30 lat temu. Celem stworzenia warunków jak najbardziej zbliżonych do tych panujących w więzieniu, pomieszczenia specjalnie przystosowano: wymieniono w tym celu drzwi trzech sal zastępując je stalowymi kratami. Końce 9 metrowego korytarza, stanowiącego „główny dziedziniec” zabito deskami. Urządzono również trzy inne pomieszczenia: przebieralnię dla strażników, pokój wartownika oraz biuro dyrektora więzienia. Przełożonym obiektu został sam Zimbardo, lecz jak sam później stwierdził było to „poważnym błędem w założeniach” i zaangażowało go zbyt emocjonalnie w eksperyment. Uczestnikami eksperymentu byli studenci, którzy za opłatą zgodzili się dobrowolnie wziąć w nim udział. Zostali oni jednak uprzednio przebadani pod kątem ich kryminalnej przeszłości i ewentualnych problemów psychicznych.

Z 70 chętnych wybrano ostatecznie 24 osoby, które następnie losowo przydzielono do dwóch grup: „strażników”, lub „więźniów”. Strażnicy otrzymali odpowiednie umundurowanie, pałki policyjne i czarne okulary uniemożliwiające kontakt wzrokowy z więźniami. Przed badaniem zostali poinstruowani jak powinni się zachowywać. Powiedziano im, że mają stać na straży prawa i porządku a pałki policyjne traktować jedynie jako symboliczną broń. Niedopuszczalne było jedynie użycie siły fizycznej, reszta pozostawała w ich gestii.

Więźniowie z kolei zostali aresztowani przez policję we własnych domach. Przedstawiono im zarzuty (napad z bronią w ręku i włamanie), odczytano prawa i skutych kajdankami odwieziono do pobliskiego komisariatu (policja zgodziła się współpracować z badaczami). Na miejscu ich spisano, zdjęto odciski palców i zamknięto w celi, przewiązując uprzednio oczy.

„Więźniowie” zostali odeskortowani do „uniwersyteckiego więzienia”, gdzie po przywitaniu przez naczelnika i powtórzeniu ciążących na nich zarzutów, zostali dokładnie przeszukani i rozebrani do naga. Następnie poddano ich procesowi odwszenia za pomocą aerozolu i oznaczono specjalnymi numerami.

W miarę trwania eksperymentu, w „więzieniu” zaczęły się dziać coraz okrutniejsze rzeczy. W krótkim czasie grupa normalnych studentów, którzy dobrowolnie wzięli udział w eksperymencie, przeistoczyła się w strażników więziennych, czerpiących przyjemność ze znieważania i prześladowania "więźniów". Więźniowie z kolei stali się bezwolni i dali się poniżać. Czterech z „osadzonych” zareagowało załamaniem emocjonalnym, a u jednego stres spowodował wysypkę psychosomatyczną. Eksperyment, który pierwotnie trwać miał 14 dni przerwano już 6 dnia z dwóch powodów. Strażnicy zaczęli dopuszczać się coraz bardziej gorszących praktyk, m.in. zmuszając więźniów do odgrywania aktów homoseksualnych. Ponadto, Christiana Maslach, doktor ze Stanfordu (później została żoną Zimbardo), stanowczo sprzeciwiła się eksperymentowi, po tym jak przeanalizowała jego zgubny wpływ na psychikę więźniów. Była to pierwsza osoba, która podważyła etyczną stronę eksperymentu.

„Miałem to nieszczęście, że zostałem wciągnięty do udziału w tych zbrodniach wojennych. Przestępstwa te doszły do skutku nie z mojej woli. Nie chciałem uśmiercać ludzi”. Tak skomentował swoją zbrodniczą działalność wysokiej rangi nazistowski urzędnik - Adolf Eichmann. Stwierdzenie to może dziwić, jednak w obliczu badań Milgrama nad posłuszeństwem wobec autorytetu, nabiera nieco innego znaczenia.


Czy aby stać się bezlitośnie okrutnym dla innych trzeba posiadać jakąś szczególną osobowość? Czy też wystarczą jedyne pewne specyficzne okoliczności?


Milgram w swoim eksperymencie uznał za taką okoliczność posłuszeństwo wobec autorytetu. W badaniu udział wzięły 3 osoby. Pierwszą był eksperymentator, mający uosabiać kompetencje, władze i autorytet. Następnie na drodze pozorowanego losowania przypisano pozostałym dwóm uczestnikom rolę „ucznia” i „nauczyciela”. Prawdziwy cel badania nie został ujawniony, badanemu powiedziano, że sprawdzany jest „wpływ kary na proces uczenia się”. W rzeczywistości „uczeń” był współpracownikiem eksperymentatora, o czym „nauczyciel”, czyli faktyczny badany, nie miał pojęcia. Zadaniem „nauczyciela” było czytanie uczniowi listy par słów (np. "miły-dzień", "niebieska-skrzynka" itp.), a następnie sprawdzenie, jak wiele z tych par uczeń zapamiętał.

Faza sprawdzająca polegać miała na tym, że nauczyciel czyta pierwsze słowo z pary, następnie cztery słowa-propozycje, z których uczeń ma wybrać słowo prawidłowe (przyciskając jeden z czterech guzików). W przypadku nieprawidłowej odpowiedzi, zadaniem nauczyciela było wymierzenie kary („wstrząsu elektrycznego”) „uczniowi”. Wstrząsy elektryczne obejmowały zakres od 15 do 450 woltów. Poza liczbą woltów na urządzeniu widoczne były także opisy, uszeregowane od określenia „lekki wstrząs” do „niebezpieczeństwo: bardzo ciężki wstrząs”. Przed rozpoczęciem badania „nauczyciel” otrzymywał jeden próbny wstrząs elektryczny o napięciu 45 V, który był odczuwany jako dość bolesny. Eksperymentator polecił badanym, aby zwiększali napięcie wstrząsu o 15 woltów za każdym razem, gdy uczeń się pomyli, lub nie zareaguje.

Zadaniem ucznia było udawanie, że otrzymuje wstrząsy elektryczne. Jego wypowiedzi za każdym razem były takie same i dostosowane do siły wstrząsu (odtwarzano je z taśmy): 15-90 V – Auu, 120 V – Auuu! "To rzeczywiście boli", 150 V – "AAuuuu! Eksperymentatorze! Już dosyć, Proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu mam kłopoty z sercem. Serce zaczyna mi już dokuczać. Proszę mnie stąd zabrać. Serce zaczyna mi dokuczać. Odmawiam dalszego udziału w tym. Pozwólcie mi wyjść."

Przy silniejszych wstrząsach uczeń miał histerycznie i głośno krzyczeć. Od pewnego momentu przestawał reagować – w sali panowała wtedy złowroga cisza. Jeśli w pewnym momencie „nauczyciel” zwracał się do eksperymentatora z wątpliwościami co do dalszego kontynuowania wstrząsów, eksperymentator odpowiadał:

1. "Proszę kontynuować"
2. "Eksperyment wymaga aby to kontynuować"
3. "Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne"
4. "Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować"


Czy zastanawiacie się jak wielu „nauczycieli” zastosowało najsilniejszy, śmiertelny wstrząs? Wyniki tych badań do dziś szokują. Psychologowie poproszeni przez eksperymentem o oszacowanie wyniku, podawali, że wstrząs o sile 450 woltów zaaplikuje jedynie 1% „nauczycieli”. Mylili się. Okazało się, że 2/3 badanych nie odmówiło posłuszeństwa eksperymentatorowi, dochodząc do wartości 450 woltów.

Co sprawia, że normalni ludzie są zdolni do takiego okrucieństwa? Zimbardo uważa, że zło rodzi się szczególnie wtedy, gdy zaczynami spostrzegać innych ludzi jako odmieńców (skazańców, homoseksualistów, Żydów). W specyficznych okolicznościach, zaczynamy ich postrzegać jako wrogów, przedmioty, którymi możemy gardzić, a kiedy staną się dla nas robactwem, należy ich upokorzyć, zadać ból, wywołać cierpienie. Krzywda odmieńca nie wzbudza negatywnych odczuć, bo to „nie człowiek”, tylko „czarnuch”, „brudny Żyd”, „pedał”.

W eksperymencie Milgrama badani wpadli w kilka pułapek, które w naturalnych warunkach, miałyby niestety tragiczne konsekwencje. „Nauczyciel” miał przekonanie, że nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za ból jakiego doznaje „uczeń”. Bierze przecież udział w profesjonalnie przygotowanym badaniu i ma do czynienia z badaczem, który z całą pewnością „wie co robi”. Taka sytuacja stwarza okazję do zrzeczenia się odpowiedzialności za konsekwencje naszych działań. Na początku autorytet wydaje się sprawiedliwy i rozsądny, „przecież 15 woltów to niewiele”- zdają się myśleć badani. Jednak stopniowo podnosi się próg wymagań, eksperymentator staje się coraz bardziej wymagający, co prowadzi do dezorientacji i bezmyślnego posłuszeństwa, a psychologiczne koszty zrezygnowania z eksperymentu wydają się dość wysokie („zobowiązałem się”, „przeze mnie eksperyment się nie uda”). Badani protestują, dzięki czemu zachowują dobre mniemanie o sobie.

Dzisiaj wiemy już, że w kulturze istnieją czynniki, które przygotowują nas do „wypełniania rozkazów” i to niezależnie od tego jak absurdalne nam się one mogą wydawać, z reguły-spełniamy je. Zwłaszcza wtedy, gdy „zwierzchnik” dysponuje niekwestionowaną władzą i autorytetem. Niewątpliwie posłuszeństwo jest gwarantem społecznego ładu, lecz należy mieć także świadomość nadużyć , których może być przyczyną. Obydwa eksperymenty pokazują bezsprzecznie, jak łatwo można zastawić złe pułapki na dobrych ludzi oraz to, jak mało o sobie wiemy.

Aleksandra Jóźwik

(Dla zainteresowanych: film „Cicha furia. Stanfordzki eksperyment więzienny”)

Bibliografia:

1. Aronson, E., Alert, R.M., Wilson, T.D.(1997). Psychologia społeczna. Serce i umysł. Poznań, Zysk i S-ka
2. Bruner, S.J. (2008). W imię posłuszeństwa. Charaktery, nr 3
3. Zimbardo, P. (2008). Sytuacje, które prowokują zło. Charaktery, nr 7
4. Zimbardo, P. (2002). Psychologia i życie. Warszawa, PWN

13 komentarzy:

Larofan pisze...

super artykul - o tym wieziennym eksperymencie slyszalem juz jakis czas temu. fascynujace... moze to jakis stary mechanizm obronny z czasow gdy ludzie byli w 'stadach' ? nalezalo wyzbyc sie poczucia winy przy ataku na inne stado, bo gdybysmy nie byli w stanie ustalic w glowach 'my' i 'oni' i nie doszli do "oczywistego" wniosku ze 'my' jest lepsze niz 'oni' to poddawalibysmie probie szanse na przetrwanie

Anonimowy pisze...

czytałam o tych eksperymentach na wikipedii i przyznam, że przeżyłam szok. Przyczyną nie była reakcja ludzi, na których przeprowadzano badania, ale ten, który badał. Nie wiem, jak można robić coś takiego. Myślę, że warto by przeanalizować psychikę tych doktorów...

Patrycja Antonina pisze...

To, że mamy w sobie zło to nie jest nowe odkrycie, ale eksperymenty ciekawe. Chciałam glównie zwrócić uwagę na literówkę: doktor ze Stanfordu (później został żoną Zimbardo) - chyba powinno być została. Zawsze masz takie idealne artykuły, że aż szok taki błędzik ;) pozdrawiam

lavinka pisze...

"Wbrew pozorom" duzo wiecej ludzi jest psychopatami, niz myslimy.

Anonimowy pisze...

Powstał nawet film nawiązujący do pierwszego eksperymentu: http://www.filmweb.pl/f32268/Eksperyment,2001/opisy

zimbabwe pisze...

To nic nowego... Ludzka natura jest zła. I tyle. Więcej w każdym z nas chęci do czynienia zła niż dobra. A kto wie, może taki "psychopata" i zboczeniec jest lepszy niż ludzie którzy rzekomo na co dzień są "porządni" ale w ich wnętrzach jest masa złości, przeklinania swoich bliskich i zazdrości (oj, ale mi się zrymowało!). Pozdrawiam :)

Andrzej G. pisze...

Myślę, że ludzka naturę nie da się jednoznacznie określić, jako dobrą, czy złą, wpływ na nią ma na pewno wiele czynników: geny, wychowanie, środowisko, własne wybory. To tworzy dosyć skomplikowaną strukturę zazębiających się trybików. Na pewno mamy osobisty duży wpływ na to kim jesteśmy i ostatecznie o tym, kim jesteśmy i kim się stajemy decydujemy my sami dokonując codziennych moralnych wyborów.

zimbabwe pisze...

Andrzeju, ma Pan zapewne trochę racji, ale czy wszystko można tłumaczyć genami i wychowaniem? Moim zdaniem nie. Jak wytłumaczyć to, że małe, może nawet słodkie, dobrze wychowane i urocze dzieciątko podbiega do psa i go kopie albo wyzywa rówieśnika chociaż ten nic mu nie zrobił? Albo że w rodzinie inteligenckiej od może nawet i pokoleń - młody człowiek zostaje narkomanem i złodziejem? Niestety, ale moim zdaniem więcej w każdym z nas jest zła niż dobra i znacznie częściej ludzie wybierają zło.

Anonimowy pisze...

Strach przed człowiekiem, przetrącony/niewykrystalizowany kręgosłup moralny. Moim zdaniem takie czynniki wpłynęły na zachowanie okrutnych uczestników eksperymentu.
Z tych eksperymentów zdaje się wynikać, że zło jest zaraźliwe. Potrafi panoszyć się jak gangrena... Myślę, że podobnie zaraźliwe jest i dobro =) Wierzę,że nawet bardziej...

Pio

Anonimowy pisze...

super artykuł,odświeżyło mi to myślenie na wiele rzeczy, te przedstawione w artykule dostrzega się też w życiu codziennym.

Krzysztof pisze...

Zgadzam się z Andrzejem, że mamy bardzo duży wpływ na to kim chcemy być i jacy jesteśmy. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem Zimbabwe, że natura
ludzka jest zła. Szybciej zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że naturalnym/biologicznym dążeniem człowieka jest przetrwać i czuć się
dobrze. Być może poniżenie kogoś jest jedną z dróg, która pozwala poczuć się lepszym czy ważniejszym w swojej własnej ocenie. Ale są przecież i inne drogi aby osiągnąć ten cel. Piszę oczywiście o sytuacjach gdy na nasze decyzje nie ma nacisku autorytetu.
W eksperymencie z prądem pojawia się autorytet, który przekonuje o
słuszności działań. Ludzie zapewne kalkulują, że korzyści znacząco
przekroczą ewentualne skutki, a odpowiedzialny jest przecież badacz.
Poza tym wydaje mi się, że istnieje przekonanie, że w tego typu
badaniach ("wpływ kary na naukę") nie może istnieć zagrożenie życia lub zdrowia, więc nawet 450V nie może zrobić trwałej krzywdy. Badacz na pewno wie ile jest bezpieczne. Boli, ale na pewno nic się nie stanie.
Urocze dziecko kopiące psa lub wyzywające rówieśnika - może to po prostu wynika z ciekawości i chęci odkrywania świata? "Ciekawe co pies zrobi? Ciekawe czy jego boli tak samo jak mnie? Ciekawe czy będzie zły, czy się obrazi, czy będzie się bał?" Przecież to jest urocze dziecko, a nie rozzłoszczone dziecko.

lavinka pisze...

Dzięki kopice psy.... podejrzewam,że były bite w domu dość często... albo poniżane. Bo uderzyć można nie tylko ręką... także słowem. bardzo uprzejmym.

Anonimowy pisze...

Witam. Dla mnie ten eksperyment był potworny (to, jak zmieniali się jego uczestnicy).
Znając już naszą "ludzką, normalną" naturę możemy w świadomy sposób ją kształtować, tak by stać się "człowiekiem" a nie cichym drapieżcą reagującym jedynie na bicz konsekwencji prawnych.
Sytuacje w których człowiek może czuć się bezkarny- jak powiedział prowadzący eksperyment, są zawsze i wszędzie...wg mnie nic nie usprawiedliwia okrucieństwa i znęcania się.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...