środa, 3 lutego 2010

Fobia społeczna - silny lęk przed ludźmi

Autorką tekstu jest Monika Wilk.

Uczucie znane niektórym z nas. Przyspieszone bicie serca, spocone dłonie, mięśnie napięte tak, jakby ktoś chwycił nas mocną ręką za żołądek i nie chciał puścić. Gonitwa chaotycznych myśli lub zupełna pustka.

Nie dam rady. Jestem do niczego.


Prawie każdy doświadczył w swoim życiu podobnych odczuć, gdy stawał twarzą w twarz z surowym egzaminatorem lub przed ważnym spotkaniem, na którym miał zabrać głos, tuż przed rozmową, od której wiele zależało, czy też przed wejściem do sali pełnej nieznajomych. Wielu profesjonalnych aktorów i muzyków przyznaje się do odczuwania tremy przed każdym wystąpieniem. W codziennym życiu ludzi teoretycznie nie związanych ze sceną również tremy nie brakuje.

Teoretycznie. Wielu filozofów i myślicieli przedstawiało świat jako wielką scenę, na której każdy z nas odgrywa teatr swojego życia. W różnych kontekstach odgrywamy różne role, przybieramy wykwintne pozy, staramy się dobrze posługiwać rekwizytami, pięknie modulować głos, by wyraził dokładnie to, co chcemy – nie mniej i nie więcej.

W teatrze życia, jak w każdym innym, nieodłącznym elementem jest publiczność. Po co grać, skoro nikt nie patrzy. Teatr życia ma jednak tą specyficzną cechę, że każdy kto się w nim znajduje, jest jednocześnie widzem i aktorem. Obserwuje, co robią inni i wyrabia sobie na ten temat określone zdanie, klaszcze lub wygwizduje. Jednocześnie on sam jest motorem akcji i sam podlega ocenie. Nie zawsze wypadnie tak, jakby chciał, nie zawsze zdobędzie serca widzów, nie zawsze zasłuży na uznanie. To stąd rodzi się trema. Wyrasta z poczucia, że mogę nie dać rady, nie spodobać się, nie ukazać się w korzystnych świetle, że mogą mnie wygwizdać i więcej na mój spektakl nie przyjść.

W życiu codziennym, w niszowym teatrzyku ludzkiej egzystencji, trema przybiera formę lęku społecznego. Jak sama nazwa wskazuje, jest to taki rodzaj lęku, który nieodłącznie związany jest z obecnością innych ludzi, a bardziej szczegółowo – z ich tendencją do oceniania naszej osoby i naszego działania. Człowiek doświadczający lęku społecznego jest przeświadczony, że jest przez innych wnikliwie obserwowany i poddawany surowej ocenie. Jednocześnie w głębi serca wierzy, że formułowana przez nich ocena nie jest dla niego korzystna, że zawodzi oczekiwania, nie osiąga standardów, nie staje na wysokości zadania. Patrząc na siebie oczyma innych, widzi osobę nieatrakcyjną, niezgrabną, nudną i sztampową. Napełnia go to smutkiem i obawą.

Sytuacjami najczęściej generującymi lęk społeczny są publiczne wystąpienia, spotkania formalne i nieformalne, poznawanie nowych osób i konfrontowanie się z nowymi sytuacjami, w których nie do końca wiadomo, jak się zachować. Silnie lękotwórczo działają sytuacje wymagające asertywnego zachowania, jak zwrócenie do sklepu wadliwego towaru, oparcie się wpływowi nachalnego sprzedawcy, obrona własnych poglądów, szczególnie tych sprzecznych z opinią otoczenia. Ostatnią kategorią są zwykłe czynności wykonywane w obecności innych: jedzenie w restauracji, praca we wspólnym pokoju, taniec w dyskotece. Żadna z wymienionych czynności nie jest przyczyną dyskomfortu, gdy dokonuje się w samotności lub w otoczeniu najbliższych osób.

Odczuwanie lęku w większości wymienionych sytuacji wydaje się mieć swoje racjonalne podłoże. Może się przecież zdarzyć, że odczyt nie spodoba się zebranym studentom, egzaminator nie uzna naszej odpowiedzi za wystarczająco dobrą, a nowo poznane osoby przylepią nam etykietkę mało interesujących i pozbawionych poczucia humoru. Odczuwanie lęku jest zatem normalne i uzasadnione. Jednakże, sekret jak zwykle tkwi w proporcjach.

Ludzie różnią się częstotliwością i intensywnością przeżywania lęku społecznego. Różnice indywidualne zauważalne są już we wczesnym dzieciństwie, gdy to ze względu na różne czynniki środowiskowe i osobowościowe dzieci uczą się reagować lękiem w pewnych sytuacjach. Dziecięca ogólna lękliwość przenosi się w okres dorastania i dorosłości, przeradzając się często w lęk społeczny odczuwany w sposób silny i stały.

Gdy lęk przybiera postać skrajną, człowiek nieustannie przeżywa katusze w interakcjach z innymi - mówimy wówczas o fobii społecznej. Charakterystyczny dla fobii jest obezwładniający lęk przed narażeniem się na śmieszność i kompromitację, który zazwyczaj nie ma żadnych racjonalnych przyczyn. Osoby cierpiące na fobię społeczną mają błędne wyobrażenie o własnych możliwościach i oczekiwaniach innych. Wydaje im się, że otoczenie wiele od nich wymaga, a oni nie są w stanie tym wymaganiom wyjść naprzeciw. Opinii innych ludzi przypisują nadmierną wagę, choć obiektywnie może ona nie mieć żadnego wpływu na ich życie. Przekonane są, że cokolwiek robią, robią to źle i inni wyraźnie to widzą.

Napełniają ich lękiem wszelkie sytuacje towarzyskie, nie tylko te, które już zaistniały, ale również te wyobrażone, w których mogliby się znaleźć. W napięciu oczekują spotkań, wystąpień i rozmów, które mają rozegrać się w dalekiej przyszłości. Zastanawiają się, co dokładnie powiedzą, przygotowują tematy do rozmowy i całe kwestie, rozmyślają o tym, jak się będą zachowywać i jakie to wywrze wrażenie – jednym słowem – przygotowują scenariusz, który potem wyreżyserują. Nie wierzą jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Co więcej, już na etapie planowania zakładają porażkę. Samemu oczekiwaniu towarzyszą nieprzyjemne objawy fizjologiczne, charakterystyczne dla lęku: przyspieszone bicie serca, zdenerwowanie, drżenie rąk, wzmożona potliwość, ból brzucha, rumieniec, nudności. Objawy fizjologiczne znacznie przybierają na sile w konfrontacji z rzeczywistą sytuacją.

Ponieważ interakcje społeczne wywołują szereg nieprzyjemnych doznań, osoba cierpiąca na fobię będzie ich unikać. Charakterystyczne dla fobii są wyszukane i różnorodne środki ostrożności, jakie jednostka podejmuje, by uniknąć interakcji, które w jej oczach są towarzyską porażką. Może celowo wybierać zawody, w których kontakt z ludźmi jest ograniczony lub na inne sposoby racjonalizować wycofanie się z życia towarzyskiego. Osoby z fobią społeczną doświadczają trudności w nawiązywaniu bliskich kontaktów – nie są nigdy inicjatorami randek, nie rozpoczynają kontaktu i nie umieją go podtrzymać, zrzucając ciężar ożywiania rozmowy na drugą osobę. Często w ogóle nie nawiązują bliskich, intymnych związków, w tym seksualnych. Jeśli jednak to zrobią, mają wiele zahamowań – stronią od rozmów o sprawach intymnych, a kobiety cierpiące na lęk rzadko zażywają środki antykoncepcyjne, których przepisanie wymaga wizyty u lekarza. Fobia zamyka człowieka w ciasnym gronie sprawdzonych ludzi, a czasem fizycznie we własnym domu. Zdarza się, że osoby cierpiące na fobię społeczną ograniczają wyjścia z domu do niezbędnego do przeżycia minimum. Nie jest to jednak wystarczający środek zaradczy – nikt nie jest w stanie żyć w zupełnym odosobnieniu i dla nikogo na dłuższą metę nie jest to korzystne.


Unikanie interakcji zawęża możliwości rozwoju osobistego i zawodowego. Człowiek rozwija się głównie dzięki satysfakcjonującym relacjom, zawieraniu nowych znajomości, dzieleniu się doświadczeniami. Dla dobrego samopoczucia psychicznego niezbędne jest doświadczanie akceptacji i aprobaty ze strony innych. Nie można ich jednak doświadczać, gdy unika się towarzystwa. Rozwój osobisty i zawodowy zahamowany jest przez unikanie sytuacji nowych, dających szansę na zdobycie nowych umiejętności i poszerzenie zakresu wiadomości. Uczniowie cierpiący na silny lęk społeczny nie są aktywni na zajęciach, nie zabierają głosu w dyskusjach i zazwyczaj pozostają niezauważeni, zarówno przez nauczycieli, jak i kolegów. Nie ośmielają się zadać pytania, nawet jeśli zupełnie nie rozumieją, o czym jest mowa na lekcji, na czym cierpią ich wyniki szkolne. W pracy zawodowej osoby z fobią społeczną rzadko awansują, rzadko też zdobywają uznanie pracodawcy. Lęk powstrzymuje ich przed ujawnieniem swoich rzeczywistych talentów. Jeśli zdolny naukowiec nie prezentuje publicznie wyników swoich badań, nikt o nim nie usłyszy. Jeśli niezwykle utalentowana wokalistka nie jest w stanie wyjść na scenę, nie ma szans na karierę w show-biznesie. Osoba niezwykle interesująca może pozostać nielubiana, ponieważ podczas rozmowy jąka się, czerwieni i nie patrzy w oczy, a zamiast wypowiedzieć choć jedną z błyskotliwych myśli, który ma pełną kieszeń, operuje jedynie wytartymi frazesami.

Powstaje w ten sposób błędne koło – osoba ogarnięta lękiem zachowuje się w sposób sztywny, skrępowany, jest zbyt wycofana lub nerwowo narzucająca się, wywierając niekorzystne wrażenie, którego tak się obawia. Sprawia, że ludzie odczuwają nieautentyczność jej zachowania i rzeczywiście zaczynają postrzegać ją jako nieprzyjazną. Brak pozytywnych reakcji otoczenia utwierdza osobę cierpiącą na fobię w negatywnych przekonaniach na temat samej siebie.

Silny lęk w nowych sytuacjach może powodować reagowanie niekontrolowaną złością i agresją, wynikającą ze wzmożonego napięcia nerwowego. Kładzie się to cieniem na wizerunku osoby w jej własnych oczach i w oczach tych, którzy są świadkami wybuchu negatywnych emocji. Unikanie kontaktów oraz nieadekwatne reakcje mogą doprowadzić osoby cierpiące na fobię do chronicznej samotności. Rekompensatą prawdziwych relacji stają się często znajomości przez Internet. W tego rodzaju kontaktach lęk jest znacznie mniejszy, choć nie można powiedzieć, że nie występuje wcale.

Największym paradoksem osób cierpiących na fobię społeczną jest to, że pragną one kontaktu z innymi, ale nie wierzą, że są w stanie korzystnie się zaprezentować i sprawić, by inni byli z nich zadowoleni. Sami o sobie myślą niezbyt pochlebnie. Niska samoocena i brak samoakceptacji są czerwonym światłem na drodze do zdobywania nowych doświadczeń i samorealizacji. Ich sytuacja życiowa przypomina scenę, na której ustawiona jest niezbędna scenografia, gdzie czekają inni aktorzy i czeka licznie zgromadzona publiczność. Nie ma tylko aktora grającego główną rolę. Zamiast wyjść na scenę i objawić swój talent, stoi całkiem z tyłu, nie chce się pokazać. Patrzy z daleka, jak inni, którzy pokonali lęk, swobodnie operują słowami, zbierają oklaski i nie martwią się zbytnio, jaki będzie efekt końcowy, bo swoją rolę grają najlepiej jak potrafią.

Niektórzy badacze nazywają lęk społeczny chorobą cywilizacyjną. Twierdzą, że procent osób, które mają zahamowania w kontaktach z innymi jest większy niż w przeszłości. Każdego, kto się z tym nie zgodzi, zachęcam, by przyjrzał się ludziom w autobusie, w tramwaju, w metrze i spróbował policzyć, ilu z nich ma słuchawki na uszach. By zastanowił się, czy zna swoich sąsiadów i czy lubi z nimi rozmawiać.

Przede wszystkim zachęcam, by niezbyt pochopnie przyklejać etykietki tym, którzy są małomówni, odmawiają spotkań, nie kontynuują rozpoczętej rozmowy. Być może za nieprzyjazną powierzchownością kryje się coś więcej niż tylko gbur i arogant.


Autorka o sobie samej:

Cóż można o mnie napisać... :)

Niegdyś studentka anglistyki, dziś pedagogiki... Czas wypełnia mi praca z ludźmi i książkami, ale przede wszystkim odkrywanie siebie i pokonywanie własnych ograniczeń, co jest przedsięwzięciem zaplanowanym na lata...

Monika Wilk

147 komentarzy:

osa pisze...

Przeczytałam i po plecach przeszedł mi dreszcz. Mam czasem takie dni. Potem mija, ale to mimo wszystko niepokoi. Jest mi głupio za moje zachowania i mam problemy z utrzymaniem pewnych relacji, bo wstyd czasem zadzwonić, spotkać się.

Anonimowy pisze...

Bardzo dobra pointa! Powinno wypisac sie ja zlotymi literami.

- anonimus

Anonimowy pisze...

Świetny tekst, lektura obowiązkowa dla każdego.

Nic dziwnego, że o fobię społeczną, w dżungli międzyludzkiej, tak łatwo, skoro lęk jest najłatwiej warunkującym się mechanizmem naszego wnętrza.

Pio

Anonimowy pisze...

Ledwo przebrnęłam przez ten tekst, jakbym czytała o sobie. Ciekawostką jest jednak, że nie bardzo chcę się tej fobii pozbywać, nie chcę wychodzić z tego mojego bezpiecznego i sprawdzonego kokonu, to jest część mnie.

Anonimowy pisze...

i co ja mam zrobić jeśli 60% tego co jest tu napisane jest o mnie ? :D

Anonimowy pisze...

Najgorsze jest to, że fobia społeczna wiąże się z ogromnym cierpieniem. Dla mnie wyjście do sklepu osiedlowego stanowi ogramy problem. Czasem zbieram się cały dzień i nie zawsze kończy się to zakupami...;) Czasem jest bardzo ciężko. Najbliższe grono osób tego nie rozumie.

Anonimowy pisze...

jak sie tego pozbyc

Anonimowy pisze...

kurcze - uświadomiłam sobie właśnie, że ja też chyba to mam.

Anonimowy pisze...

"Najgorsze jest to, że fobia społeczna wiąże się z ogromnym cierpieniem. Dla mnie wyjście do sklepu osiedlowego stanowi ogramy problem. Czasem zbieram się cały dzień i nie zawsze kończy się to zakupami...;) Czasem jest bardzo ciężko. Najbliższe grono osób tego nie rozumie."

Mam niestety tak samo. Nie wiem co zrobić, jak sobie z tym poradzić.
Ponadto wydaje mi się, że mam również zespół niezaspokojenia emocjonalnego. Niestety.

Anonimowy pisze...

Ja mieszkam w akademiku i niestety nie mam siły się uczyć, bo nawet jak wejdzie mój współlokator to czuję paniczny lęk. Chciałbym żeby w końcu to się skończyło ale to nadal trwa. Pozdrawiam wszystkich chorych na fobię społeczną i im pomagających.

kamil pisze...

Najgorsze jest jak człowiek nie wychodzi z domu

Anonimowy pisze...

Nie ufam ludziom, nie lubię jak ktoś patrzy mi w oczy lub przygląda się z boku. Panicznie obawiam się wyśmiania, poniżania... Czuje się bezpiecznie tylko w momencie, gdy mogę być "niewidzialny", gdy nikt nie zwraca na mnie uwagi... Jeśli zostanie naruszona moja "niewidzialność" odczuwam poczucie zagrożenia, paraliżującego strachu... Jeśli ktoś "zaatakuje" mnie z agresją, potrafię w jednym momencie zgasnąć, jak za pstryknięciem i zupełnie przestaję mówić, nawet przez kilka tygodni, miesięcy (mutyzm)....
...bo wszystko się zaczęło dawno temu, we wczesnym dzieciństwie - jestem ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej.
Nie potrafię przełamać się i uwierzyć w drugiego człowieka. Paniczny lęk przed agresją i nieustające poczucie zagrożenia są częścią mojego życia.
Nie potrafię mówić, nie umiem krzyczeć, nie wiem co to znaczy normalnie żyć. Nie mogę się od tego uwolnić...

Zaszczuty jak pies :-/
Pozdr. cierpiących na tą przypadłość.

Anonimowy pisze...

Bardzo dziękuję za Pani tekst. Dał mi wiele do myślenia.
Cierpię na fobię społeczną i czuję ogromną potrzebę rozpoczęcia pracy nad tym, by lepiej sobie w międzyludzkich sytuacjach radzić. Wiem jak wiele tracę.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy mają podobne problemy i cieszę się, że mogłam przeczytać Wasze komentarze.

Anonimowy pisze...

Miewam wszystkie te objawy,jest mi bardzo ciężko z tym żyć.Jedną próbę samobójczą mam już za sobą,było to bardzo dawno temu. Ale ta natrętna myśl mnie nie opuszcza.Ciągle słyszę w mojej głowie:JAK BĘDZIE BARDZO ZLE TO ZAWSZE MOŻESZ ZE SOBĄ SKOŃCZYĆ!!!Jestem mamą 3 dzieci i codziennie stawiam tej chorobie czoło,ale mam też świadomość,że życie ucieka mi między palcami.Brakuje w nim radości,zadowolenia i spełnienia.Moim marzeniem,ogromnym marzeniem jest móc powiedzieć w pełni szczerze JESTEM SZCZĘŚLIWA!!

Anonimowy pisze...

wiekszosc komentarzy opisuje to jak sie czuje !

Anonimowy pisze...

To niesamowite czytać o samym sobie! To prawda, życie staje się nie do zniesienia, proste czynności to jak zdobycie wierzchołka góry. Boję się rozmawiać z ludźmi-zaczynam się trząść i to niestety widać. Posiłek w restauracji-męki-trzęsę się jak galareta, jazda samochodem spoko ale każde zatrzymanie się powoduje trzęsienie się głowy, rąk, bo ktoś pewnie na mnie patrzy. Wiem, muszę iść do lekarza bo życie ucieka, mam 40 lat i co roku jest gorzej. Do tego dołączają się trudności z mową, chodzeniem-jestem sztywna. Najlepiej czuję się w domu-jest bezpiecznie-kochający mąż, dwoje dzieci.Ale każde wyjście z domu to stres nie do wytrzymania. Dziękuję autorce za wspaniały bo prawdziwy artykuł.

Anonimowy pisze...

Ja niestety też borykam się z tym problemem. Mam 28 lat i do zeszłego roku normalnie funkcjonowałam. Miałam wcześniej kilka przykrych incydentów jednak nie zdawałam sobie sprawy, że to mogą być jakieś pierwsze objawy fobii.
Najgorsze jest to, że jestem pracownikiem banku więc kontakt z drugim człowiekiem to dla mnie standard. Kiedyś (do zeszłego roku) moja praca sprawiała mi ogromną przyjemność, jednak teraz dla mnie to prawdziwa trauma.Największa trudność sprawia mi kontakt z osobami młodymi lub osobami z wyższej kategorii zaszeregowania(przed którymi czuję się gorsza i niewystarczająco inteligentna). W pracy cały czas siedzę zestresowana i cala drżę. Straciłam całą wiarę w siebie. Najgorsze jest to bezustanne myślenie i nakręcanie się i analizowanie swoich zachowań co pogłębia tylko mój stan. Bardzo jestem ciekawa czy komuś udało się z tego wyjść, czy są dla nas jakiś szanse by wrócić do normalnego życie:(

Anonimowy pisze...

czy ktoś wie jak się skutecznie "pozbyć" FS?

Anonimowy pisze...

również cierpię na tą chorobę. od bardzo bardzo dawna, jest mi bardzo ciężko, cierpię, wszyscy maja mnie za gbura ... nie rozumieja co dzieje się w mojej głowie. Jedyna myśl jaka mnie podtrzymuje przy życiu to myśl; że zawsze jak coś można skończyć z tym wszystkim. cały czas krązy mi to w głowie. już raz prawie przeszłam na tamten świat.cteraz przechodze najgorszy okres w moim zyciu matura, teraz dostałam się na studia, boje się cały czas jestem roztrzęsiona mimo że jeszcze 2 miesiące, boję się nie znam nikogo, będę musiała dojerzdzać tramwajami na uczelenie co bedzie dla mnie prawdziwą katorga. nie wiem czy dam rade. mam zamiar wybrac się do lekarza. juz od jakiegoś czasu biore leki uspokajace, prze tem kradłam relanium ojcu alkoholiku tak jak afobam, xanax i jeszce jakies. pomagało ale zdaje sobie sprawe ze nie moge przezyc zycia cały czas zmulona i na prochach. zbieram się od jakiegoś poł roku zeby iść do tego lekarza, boje sie ze mnie wysmieje, uzna za hipochondryka .... to dla mnie takie trudne... musze cos z tym zrobić bo to się zle skonczy, czuje to...

taka sobie zuzia pisze...

"każdy doświadczył w swoim życiu podobnych odczuć" - oczywiście, że tak; ale żeby to tak w sobie pielęgnować na codzień? żyć tym? roztrząsać w sobie? ciągle sobie wspominać i wypominać? - dla mnie niewyobrażalne!, bo po co się zatrzymywać, spoko przede mną droga...

artykuł wydawał mi się skrajnie naciągany: zakompleksienie, brak zaufania do samego siebie, brak pewności siebie, wycofanie się, traktowanie innych ludzi, ba, nawet samego siebie jako zło konieczne - i wszystko to w mega ilościach mega użalania się nad samym sobą... dla mnie abstrakcja... nie, tacy ludzie sami z siebie NIE istnieją... nie, bo nikt sam sobie takich rzeczy nie robi, nie niszczy się... to wytwór wyobraźni, ewentualnie choroby psychicznej...

ale z prawdziwym przerażeniem odkryłam treść komentarzy pod artykułem... jestem w szoku...! musicie mieć strasznie przerąbane życie sami z sobą : ((( proszę, nie wkładajcie w cudze słowa, gesty, spojrzenia, myśli, własnych interpretacji swojego ja... jest w Was tyle piękna! dlaczego go nie ujrzeć? dlaczego nie wyciągnąć na światło, by mogło rozkwitać? po co ustawiać poprzeczkę na 10m, jeśli i tak się jej nie przeskoczy?! można ją podnosić systematycznie od zera o 1cm dziennie, by którego dnia spojrzeć, że jest dużo wyżej niż poprzeczki innych ludzi : )

czy są gdzieś w internecie jakieś grupy wsparcia dla osób cierpiących na fobię społeczną? czy można gdzieś o tym szerzej poczytać? tak z życia, z doświadczenia osób chorych? jakiś blog? jak się zachowywać na ulicy? toż ja całkiem nieświadomie za depresant innym mogę robić... leczy to się jakoś? jak wyglądają objawy? kiedy można mówić o przekroczeniu normy wrodzonego charakteru / osobowości / temperamentu? jak to się w ogóle diagnozuje? jak odróżnić fobię społeczną od braku posiadania własnej wartości? jak to zauważyć u własnych dzieci, żeby je wspomóc w nie wchodzeniu do piekła?, bo mnie się ta fobia jakoś z piekłem kojarzy brrr...

nie, nie jestem przebojowa! tylko taka sobie w normie... tak, tak, wiem: Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko niedokładnie zdiagnozowani. : )))

Pozdrawiam
i życzę wiary w siebie.

Anonimowy pisze...

Witam. Od kilku m-cy moja fobia zaczęła narastać, zauważyłem przy zamiarze pójścia na wesele jako osoba towarzysząca czy jakąkolwiek impreze. Dzięki temu artykułowi uświadomiłem sobie jak bardzo się odsunąłem od ludzi, od znajomych- pozostali mi Ci najbliżsi. Teraz wiem, że zaczęło się to już w młodych latach, w podstawówce miałem problemy z konwersacjami z dziewczynami czy kimś z innej klasy. Przez 2,5 roku jak jestem z moją dziewczyną, tylko raz byłem w klubie na imprezie- było to dla mnie wielkie wyzwanie. Aktualnie borykam się z decyzją jakie rozwiązanie będzie lepsze, czy wziąć się za siebie i leczyć, czy po prostu przestać ograniczać moją dziewczynę i nie utrudniać jej życia pełną piersią. Będę starał się mimo wszystko krok po kroku zmieniać siebie. Mam nadzieje, ze wszyscy sobie poradzicie. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Również czuję się jakbym czytała o sobie:( Boję się rozmawiać z ludźmi, panicznie boje się odrzucenia, wyśmiania.Mam problemy z zatelefonowaniem gdziekolwiek . Siedzę całymi dniami w domu. Nie mam znajomych,nie mam chłopaka , nikt nie chce mnie poznac bo ludzie uważają mnie za osobę cichą i spokojną czyli nudną. Bardzo chciałabym pokonać strach i wyjśc do ludzi ale nie potrafie, strach jest silniejszy. Gdy tylko ktoś do mnie zagada serce zaczyna mi bic jak oszalałe i nie potrafię wydusić słowa.Czuję się z tym okropnie, nienawidze tej fobii . Najgorsze jest to ,że całe życie jestem taka.
Zbieram się aby iśc do psychologa, ale boje się bo nie umiem otworzyc się przed kimkolwiek .

Anonimowy pisze...

Ja tez mam podobny problem .Fobia niszczy moje zycie niewiem jak to sie stalo ,ale powoli zaczelam zamykac sie we wlasnym swiecie to pieklo nie zycie.

Anonimowy pisze...

To prawda, to piekło! nie życie:(
Ja żyję w tym piekle już 35 lat, w tym opisanym w artykule. Kto nie cierpi na fobię to nie wie co to znaczy. Każda rozmowa telefoniczna i bezpośrednia, każde jakiekolwiek wystąpienie (nawet minimalne), cokolwiek co poddaje nas jakiejkolwiek obserwacji wywołuje mętlik w głowie, okropne drżenie ciała i głosu... po prostu katastrofa. O jakiejkolwiek zmianie w swoim życiu można zapomnieć, bo strach:( strach, strach, wszechogarniający strach. I to jest właśnie moje piekło...piekło wokół mnie. Po co żyć?

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu tych wszystkich komentarzy, mam tylko nadzieję,że nie będę musiała żyć tak w kolejnych latach (zaczęłam dopuszczać ewentualność pojawienia się tych 'kolejnych lat' niedawno...). Nie wiem co robić, żeby zmienić, pozbyć się tych lęków-fobii, ale chcę tego i aktualnie to mnie popycha do wychodzenia na spacery i zaczepiania znajomych na fb

Anonimowy pisze...

Mam nadzieje,ze ktos tutaj jeszcze zaglada na to forum :)
Nie wiem czy mam fobie spoleczna czy nie,ale odkad czytam coraz wiecej na temat tych wszystkich schorzen psychicznych to sie zaczynam sama zastanawiam czy nie isc do jakiegos psychiatry.
Mam 17 lat,2 liceum,ledwo zdałam.W tym roku zmienilam szkole.Duzo sie w tym roku zmienilo.Mysle,ze od podstawowki do teraz nie sprawialam zadnych problemow dydatktycznych,siedzialam spokojnie w lawce,najczesciej sama albo skulona.Po za szkola to staram sie byc usmiechnieta i wiekszosc osob mysli,ze jestem pozytywna osoba.Jak poznaje nowe osoby to jest dobrze,gorzej kiedy widze je po 8 godzin dziennie.Kiedy mowie o tym co czuje to wtedy po prostu placze,a wiekszosc osob moze myslec,ze jestem rozpieszczonym dzieckiem albo nie wiem...bylam u psychologa w 1 liceum i stwierdzil,ze mam depresje i ze powinnam poszukac jakiegos chlopaka,zaczac myslec o czyms pozytywnym,a w najgorszym wypadku sa stosowane tabletki.Bylam chyba 2 czy 3 razy i pomoglo,pozniej juz przestalam chodzic.Pozniej sie pojawily problemy z klasa,troche sobie nagrabilam i wiekszosc osob stwierdzila,ze jestem psychiczna,nie szanuje pracy innych,ze jestem ladna,ale glupia i jeszcze niektore z tych osob mowily to kolo mnie,oczywiscie nie uzywaly mojego imienia ale bylo to po prostu widac,ze chodzi o mnie.Ja juz nie chcialam zadnych konfliktow i staralam sie jakos wytrzymac do konca roku.Nauczyciele zaczeli mnie inaczej traktowac i bylo to widac,aj tez to czulam,a ludzie zaczeli W ostatnie dni jak szalona siedzialam nad ksiazkami,uczac sie,a raczej wkuwajac bo juz raczej nie myslalam,dostalawalam biegunki od samego siedzenia nad ksiazkami.Bylam u lekarza,robiono mi usg itd nic nie wykazalo,ale pozniej jak wrocilam do szkoly to tak wiekszosc czasu juz nie chcialam rozmawiac z ludzi,przeczekiwalam przerwy w toaletach,po prostu sie zamykalam i wychodzilam,nie mialam ochoty jesc.Myslalam tylko o tym zeby przyjsc do szkoly i wyjsc jak najszybciej,a z rowiesnikami rozmawiac tylko o szkole.Tak samo jak po zmianie szkoly,chcialam wszystko zaczac od nowa,zaczelam dobrze,przedstawilam sie,bylam mila,rozmawialam z wieloma osobami,nie chcialam sie podlizywac nauczycielom,ze zmienilam szkole i musialam sie pytac co i jak,bo przeciez zmienilam szkole,iinny program nauczania itd.Jedna dziewczyna stwierdzila,ze sie popisuje i nic nie umiem,powiedziala to jeszcze za mna ale ja to po prostu zignorowalam i pozniej mialam problem z koncetracja nad zadaniem w klasie i zaczely mi sie trzasc rece.Wiem,ze nie moga mnie wszyscy lubic,bo to jest niemozliwe.Czesto po prostu unikam ludzi,a zeby z nimi nei rozmawiac.Mialam pare przypadkow gdzie zawiodlam sie na ludziach,sama tez nie bylam lepsza ale tez moze dostalam jakas nauczke za swoje wczesniejsze zachowanie ?
Staram sie byc szczera osoba,szczegolnie wobec mamy,lubie z nia rozmawiac ale tez nie chce jej zabierac prace,ma stresujaca prace,a swoje stresy tez wyladowuje na mnie czy starsza siostre.Tata twierdzi zeby nie narzekac,tylko mam sie uczyc itd ciagle mysli o problemach,mama przeciwnie,zawsze znajdzie jakies rozwiazanie,chce abysmy byli wszysyc razem.Tylko nie rozumiem jednej rzeczy jak moze z nim byc skoro zdradzal ja przez 7 lat ? rodzice ciagle sie kloca,a ja sie staram jakos to zglagodzic,ale pozniej wychodzi na to ze chyba to jeszcze pogarszam albo sama doprowadzam do takiej sytuacji.Wiekszosc czasu spedzam przy komputerze albo prostu spiac keidy jestem w domu.Kiedy cos robie po za domem to najczesciej sama.Nie chce mi sie uczyc i trudno mi sie na czym kolwiek skupic jezeli jestem po za domem.

Anonimowy pisze...

Witam po przeczytaniu artykułu, wszystkich wypowiedzi jestem pewna ze mam ten sam problem. Mam 28lat i od zawsze byłam skrytą wstydliwą dziewczyną. zawsze jak miałam jakiś problem nikomu o tym nie mówiłam po prostu uważałam ze nikogo nie interesuje to co mówię ,że nikt mnie nie słucha a jeśli już słucha to tylko po to żeby się puzniej ze mnie posmiać .... Jestem w związku a raczej byłam bo właśnie przez to że boje się rozmawiać ,otworzyć mój facet chce odejść... często próbowałam mu powiedzieć o tym co czuję czego chce ale nie mogłam, mimo tego że mu bardzo ufam że go kocham.Nie umiem rozmawiać na temat seksu z osoba najważniejszą w moim życiu chociaż naprawdę tego chce ,ale to jest silniejsze ode mnie chociaż wiele razy próbowałam.... Jeśli spotykam się ze znajomymi to raczej tylko słucham chociaż sama chciała bym wypowiedzieć sie na jakiś temat to nie moge boje sie że palnę jakąś gafę i bedzie wstyd... bardzo chce sie jeszcze uczyć iśc do szkoły bo nie mam zadnego wykształcenie bo wczesniej niemogłam a jak już mogę to boje sie bo przecież tam będą obcy ludzie będę tam sama i wiem że nie bede umiała z nimi rozmawiać.... pójście załatwienie czegokolwiek jest dla mnie straszne i robie to tylko wtedy kiedy juz naprawdę muszę . nie boje sie rozmawiac przez tel bo wiem ze osoba z która rozmawiam mnie nie widzi nie ma jej obok nie patrzy na mnie i nawet wtedy jak walne jakąś gafe nie przekmuje sie tym.chciała bym uwolnić sie od tego lęku zyc normalnie i mam nadzieje ze moze kiedyś mi sie to uda i zycze tego wszystkim ktorzy maja ten sam problem....

Anonimowy pisze...

Już od jakiegoś czasu podejrzewałam że jestem posiadaczką takiej fobii. Problem robi się coraz większy, od 6 lat mam męża który jest całkowitą moją odwrotnością, biedak dostosował się do mnie, choć teraz wiem jakie to dla niego poświęcenie. Ogólnie panuje opinia, że jestem domatorką, teraz wiem, że to wina mojej fobii, dosłownie jest tylko jedna osoba zaufana, oprócz najbliższej rodziny oczywiście, której obecność mi nie przeszkadza w moim domu, gdy tylko pojawia się jakiś znajomy mojego męża dostaję białej gorączki, i gdy tylko podczas takiego spotkania mam okazję (ponieważ sama nigdy z nimi nie siedzę), mówię mu żeby już zakończył spotkanie z kolegami.
Nienawidzę spotykać swoich znajomych z dawnych lat. Nie umiem z nimi rozmawiać, chyba się wstydzę.
Tak jak napisała jedna osoba na tym forum, jadąc samochodem, stojąc na światłach bardzo rzadko patrzę na innych kierowców.
Podczas rozmowy mam wrażenie, że jestem bardzo sztuczna, mimo że teoretycznie mam świetne teksty w zanadrzu, zazwyczaj walę jakieś totalne bzdury, które jeszcze bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że rozmowę powinnam sobie odpuścić bo jestem w niej do niczego.
Jadąc samochodem przypuszczalnie kiedy mam coś załatwić, albo już po jakimś zdarzeniu obmyślam teksty które mogę, lub mogłam powiedzieć, wyobrażam sobie jak bym się zachowała, żeby czuć pełną satysfakcję. Mało tego- często tak się w to wczuwam, że nagle zaczynam mówić na głos, pomimo, że np. jadą ze mną moje dzieci i pytaja o co mi chodzi. Przy dorosłych staram się bardziej ograniczać, ale też nie zawsze wychodzi. Na moje emocje ma bardzo duży wpływ muzyka, zapewne dlatego zazwyczaj w samochodzie dochodzi do takich sytuacji, bo tam słucham swoich płyt.
Co ciekawe myślę o sobie jak o osobie wyjątkowej. Na serio, uważam że jestem mądrzejsza od innych, inteligentniejsza, bardziej błyskotliwa, samodzielniejsza, lepsza, idąc ulicą oceniam czy jestem ładniejsza od innych kobiet, oczywiście zazwyczaj jestem, więc samoocenę mam wysoką, ale pomimo tego, kiedy jakiś mężczyzna na mnie spojrzy, odwracam od niego zwrok, bo się wstydzę.
Oczywiście nie chodzi tu o flirt bo przecież mam męża, ale o zwykłą świadomość, że mogłam się komuś spodobać.
Mam już tego dość, serdecznie, kiedyś w czasie awantury mąż mi powiedział, że jestem zimną, wyrachowaną s..ą. I faktycznie sprawiam takie wrażenie, chodzę wiecznie poważna, rzedko kiedy się uśmiecham, robię taką minę lepszej, niedostępnej dla innych, nie wiem jak to wytłumaczyć ale tą miną próbuję się odgrodzić od innych. Jego kolegom jestem w stanie powiedzieć, że mają się zbierać do domu, bo impreza się skończyła itd. Co ciekawe podczas rozmowy zawsze patrzę osobie z która rozmawiam w oczy, ale chodząc po ulicy, w sklepie czy gdziekolwiek nie patrzę ludziom w oczy, i patrzę tak naprawdę niewidząc, tzn. skupiam się na czymś innym, i nie dostrzegam ludzi.
I teraz najważniejsze moje pytanie: Jak to się leczy? Bo mam dość!!! To cholerstwo niszczy moje życie, prawdopodobnie zrujnuje moje małżeństwo, a mnie samą doprowadzi do załamania nerwowego.

Anonimowy pisze...

Chciałbym to zmienić, ale nie potrafię. Boję się... ludzie są straszni. Zacząłem niedawno nową pracę i wiem, że długo tam nie wytrzymam. Rzuciłem studia, potem drugą szkołę, jedną pracę i następną. Ludzie mnie przerażają i nie wiem, jak będzie dalej. Nawet nie potrafię skończyć ze sobą. W sumie to nic mnie nie trzyma. Chciałbym żyć normalnie, mieć rodzinę, przyjaciół... Jednak nie potrafię.


Jak czytam wasze wypowiedzi. Jest tyle osób, które czują to co ja i nawet nie możemy się spotkać. Boję się odbierać telefon, dzwonić, rozmawiać z obcymi. Poznani ludzie, których lubię potrafię zostawić z dnia na dzień i zapomnieć o nich i nigdy się nie odezwać.
Wmawiam sobie, że jestem typem samotnika, że ludzie mi są niepotrzebni, że dobrze mi jest samemu. Tak nie jest. Nie jest dobrze. To boli, strasznie boli, ciężko mi pisać nawet o tym.

Anonimowy pisze...

tak jakbym czytał o sobie... ten wszechogarniający stres jest wszędzie- w domu, w pracy... znajomych mam niewielu, jestem sam, ciężko mi nawiązać nowe kontakty z obawy że palnę coś głupiego albo zachowam się (według siebie) niewłaściwie (mam 28 lat)...

uświadomiłem sobie to niedawno, dłuższy czas uświadamiałem sobie że po prostu jestem nieśmiały...
powoli zaczynam z tym walczyć, mam nadzieję że się uda, choć już teraz widzę że będzie to trudna i długa droga...

Anonimowy pisze...

Ja mam to chyba od dziecka. Chociaz mialam momenty kiedy wydawalo mi sie, ze wmawiam to sobie. Lecz teraz widze po sobie. To tak jakbym sobie zaprzeczala. Chce poznawac ludzi, ale sie ich boje. Do cholery czy to nie jest dziwne?! Mam 21 lat i jak wyjde raz na 3 miesiace, raz na pol roku to naprawde dobrze. Nie umiem sie cieszyc, kiedys potrafilam. Wiecie, ze jak wychodze na dwor, do sklepu to sie denerwuje. Najbardziej nie lubie stania przy kasie. Nie wiem gdzie mam oko zawiesic i najchetniej bym zaplacila, zabrala zakupy i w nogi i zeby to wszystko trwalo 1sek. Ja rowniez odsuwam od siebie znajomych. Kiedys jeszcze laczyla nas szkola, ale teraz...jedyne co pamietam, ze zawsze probowalam sie jakos wymigiwac. Ludzie ratujcie! Chce zyc...a juz stresuje sie nastepnym dniem...ktory sie jeszcze nie zaczal.

Anonimowy pisze...

Ten tekst to jak scenariusz mojego życia, 100% trafny! Ja już mam dość bycia cieniem własnego siebie! Tylko jak mam się tego pozbyć? jak przezwyciężyć te lęki?
W swoim otoczeniu nie mam z kim o tym porozmawiać, zresztą wstydzę się tego, to mnie paraliżuje, i tak sam w swoim hermetycznym świecie egzystuje.... Jest nas wielu z tego co widzę, chętnie z każdym porozmawiam, bo nikt tak jak my na wzajem się rozumiemy, kto ma ochotę na rozmowę zapraszam na gg:3137628. Pozdrawiam i życzę z całego serca wszystkim wytrwałości i powodzenia! Pablo 24

Anonimowy pisze...

mam to... w głębi duszy uważam, że jestem ładna i inteligentna ale w konfrontacji z innymi czuje się gorsza. Mam przwie wszystkie z wymienionych zachowań. Chciałabym wiedzieć coś o podłożu tego zjawiska tzn. co może wywołać takie zachowania. Osobiście myślę, że to przez moją mamę. Siostra ma podobne, choć "lżejsze" objawy. Walczę z tym, każdego dnia. Nie mogę liczyć na pomoc psychologa, ponieważ boję się do niego wyjść (wiem, błędne koło)Najgorsze, że wiem co jest nie tak, a nie potrafię tego zmienić. Choć i tak jest lepiej niż kiedyś, bo zmuszam się, żeby być normalna. Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, ale przynajmniej wiem, ze nie jestem sama... Dzięki za poruszenie tego wątku Moniko! Domyślam się, że Ty też... Pozdrawiam! P.

Anonimowy pisze...

zupełnie jak by to był opis mnie od kilku lat siedzę w samotni w domu pije jak debil i nie potrafie wyjść gdzie kolwiek , koncert, kino itd.:( chce kogoś poznać ale nie potrafie, nie mam znajomych o przyjaciołach czy dziewczynie nie ma co wspominać jest mi ciężko i źle jedyne źródło w jakim doznaje przez jakiś czas ukojenia na alkochol :(.

Anonimowy pisze...

A ja chciałbym się spotkać z autorką tekstu. Tak zwyczajnie. Wydaje mi się, że przy Niej mógłbym się poczuć swobodnie. Wreszcie...

Anonimowy pisze...

Świetny artykuł, wiele bym dał aby ktoś z mojego otoczenia go przeczytał, to pewnie i tak nic by nie zmieniło bo prace zacząć trzeba pewnie od siebie. W artykule natknąłem się na zwrot który kołuje mi gdzieś w głowie od jakiegoś czasu "błędne koło". Bo tylko tak mogę określić to w czym obecnie tkwię. Mam 23 lata swobodnie i normalnie zachowuję się tylko w obecności przyjaciół których znam bardzo dobrze. Jak większość osób piszących komentarze mogę tylko powiedzieć, że artykuł pisany jakby o mnie. Dokładnie tak jak pisze autorka, każde moje zachowanie jest poprzedzone wnikliwą analizą tego co mam zrobić i powiedzieć. Za dużo myślę i to przekłada się na moje relacje z ludźmi. Mimo wszystko staram się normalnie funkcjonować, ale też od zawsze miałem przekonanie, że to nie może być zwykła nieśmiałość. Dziękuje za artykuł życzę wszystkim pogody ducha, pozdrawiam 3majcie się yo

Anonimowy pisze...

Patrząc na te wszystkie komentarze zdaję sobie sprawę ze skali tego zjawiska. To przerażające, ale najgorsze jest to że tak naprawdę zrozumieć ten problem potrafi bardzo wąska grupa osób i to najczęściej dotkniętych tym problemem. Dla osób z poza tej grupy to totalna abstrakcja i bzdury. Często zastanawiałem się nad interwencją psychologa przecież to ich pracą jest leczenie naszych duszy. Ale co ludzie powiedzą? :) tak i błędne koło się zamyka. Pracujmy nad sobą, zaciśnijmy zęby i starajmy się iść dalej, skończmy analizować! i szanujmy życie, mimo wszystko to coś niewyobrażalnie wyjątkowego. Jestem z wami.

Anonimowy pisze...

w sumie to ja nie wiem, czy mam fobię czy nie. od jakiegoś roku w sumie nie boję się rozmawiać z ludźmi - teraz 1 klasa liceum, z panią wychowawczynią rozmawia mi sie bardzo dobrze, w klasie czuje sie w miarę swobodnie, sam zaczynałem pisać do lasek (chociaż bywało to trudne), luźno przyjmowałem od nich odmowy, na balu gimnazjalnym bez problemu zapraszałem inne do tańca i tam w końcu poznałem tą jedyną z którą jestem do teraz.
ale druga strona medalu jest taka że kończę bardzo często tak jak ktoś z fobią społeczną - w klasie nie dostałem nieformalnego "zaproszenia" od ludzi z klasy na sylwestra, przyjaciele mnie wykorzystują, nie mam konkretnej grupki znajomych, przez większość dni po szkole mam szkołę muzyczną, w której niemal w ogóle nie rozwijam się towarzysko a w resztą dni siedze na komputerze i edukuje się w kierunku tworzenia muzyki. tylko w weekendy widze się z dziewczyną, nasze spotkania z tygodnia na tydzień stają się coraz bardziej monotonne ale nad tym pracujemy. ona wie o moim problemie i próbuje mi pomóc, tak więc np dzisiaj dostałem zaproszenie i z nią i jej koleżanką z chłopakiem (jak sie można domyśleć, tych 2 ostatnich nie znałem) na łyżwy. Dawno nie poznawałem nowych ludzi ale wcale nie bałem się ich poznania (właśnie tego mi od dłuższego czasu brakuje). gdzieś tam w głowie jeden ze scenariuszy był tym pesymistycznym - będę tam 5 kołem u wozu i wyjdę na debila. niestety okazało się to prawdą :/ przez całą droge jazdę tramwajem dziewczyny gadały ze sobą odwrócone do mnie plecami, jakiekolwiek próby zagadania do tych ludzi kończyły sie zdawkowymi odpowiedziami i powrotem do pierwotnego stanu. gdy ta druga poszła po chłopaka moja się mnie spytała czemu się na nią obraziłem (co było bzdurą) - powiedziałem jej co mnie boli, powiedziała że powinienem był nie siedzieć cicho (SIC!)... później było jeszcze gorzej ale nie chce mi się już o tym rozpisywać. w każdym razie zamiast poznać nowych, ciekawych ludzi wyszedłem na cichego, niezdecydowanego dzieciaka (bo dziewczyna rozpruła się drugiej o moim problemie gdy już musiałem na serio wracać do domu) i siedzę teraz wkurwiony w domu próbując zrozumieć co zrobiłem źle. mógłbym wymieniać jeszcze dużo takich sytuacji.

wbrew temu, co napisałem w 1 części tekstu muszę przyznać że nie umiem wyciągać inicjatywy do ludzi. nie, nie boję się - nie umiem. jest tak dlatego, że najczęściej nie ma komu tej ręki wyciągnąć
a nawet jak ktoś mi chce pomóc to nic z tego nie wychodzi

pozdrawiam wszystkich którzy mają podobny problem bardzo gorąco

Anonimowy pisze...

Bardzo prawdziwy artykuł czuję się jakbym czytała o sobie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle jest ludzi z podobnymi problemami. Na co dzień ich nie widać przez to czuję się bardzo samotna i niezrozumiana. Jedyną osobą do której mam pełne zaufanie i mogę o wszystkim powiedzieć jest moja mama ale nie mogę jej zadręczać swoimi problemami bo ma swoje. Również podejrzewam u siebie fobię to się ciągnie latami jestem taka odkąd tylko pamiętam cicha, szara myszka. Jako dziecko nawet unikałam kontaktów z rówieśnikami może nie tyle unikałam co nie szukałam nie czułam takiej potrzeby. Miałam swój własny świat w którym się zamykałam. Otaczał mnie bardzo wąski krąg znajomych właściwie to był tylko mój kuzyn i koleżanka z sąsiedztwa która często przychodziła. Trzymałyśmy sie razem przez całą podstawówkę i gimnazjum później nasze drogi się rozeszły. W liceum było ciężko inne miasto dojazdy itp. potem matura nie wiedziałam kompletnie co chcę w życiu robić jakie przedmioty wybrać ale jakoś zdałam i obecnie studiuję filologię angielską. Wiem idiotyczny pomysł dla osoby która ma takie leki. Po prostu nauka języków nigdy nie sprawiała mi większych trudności lubiłam się uczyć słówek itp. ale teraz coraz częściej się zastanawiam czy dobrze wybrałam. Te ciągłe występy na forum grupy mnie paraliżują. Trzęsące się ręce, suchość w gardle, nieznośny ból brzucha i patrzenie w podłogę. Nie wiem czy długo to wytrzymam. Do tego te kontakty z ludźmi. Każda dłuższa rozmowa to dla mnie droga przez mękę to jest taka właśnie gonitwa myśli lub totalna pustka nie potrafię się skupić na tym co druga osoba do mnie mówi tylko myślę już o tym jak zareaguję co mam powiedzieć naprzód . Dlatego to często ta druga inicjuje rozmowę i najczęściej ja dominuje. Uważam siebie za osobę raczej nudną nie mam ciekawych doświadczeń życiowych. To naprawdę boli kiedy się widzi jak innym to przychodzi z łatwością jak śmieją się z byle czego po prostu korzystają z życia a ja zadręczam siebie tymi myślami ale to jest własnie takie błędne koło z którego bardzo trudno wyjść. Próbowałam sobie jakoś pomóc ale to jest bardzo trudne. Mam cichy głos często muszę się powtarzać żeby ludzie mnie usłyszeli. Kompletnie w siebie nie wierzę nie potrafię już się nawet dłużej cieszyć jakimś sukcesem za to nadmiernie przezywam każdą porażkę to chore. Byłam u kilku psychologów ale ciężko jest się otworzyć przed obcą osobą poza tym kiedy zaczynam o tym mówić robi mi się sucho w ustach a oczy mam pełne łez.Też właśnie jak już ktoś wspominał usiłowałam sobie wmawiać że kontakty z innymi nie są mi do szczęścia potrzebne ze jestem typem samotnika ale to nie pomaga. Ciężko jest patrzeć na innych którzy korzystają z życia cieszą się młodością. Ale mimo wszystko nie poddaję się idę do przodu i mam nadzieję że małymi kroczkami dojdę do celu. Pozdrawiam wszystkich z podobnymi problemami :)

Anonimowy pisze...

Witam, ciesze sie że jest nas wielu :) Jako student informatyki musze przyznać ze jestem typowym "noł-lajfem", ograniczam kontakty z ludźmi do minimum - byle zaspokoić w jakimś tam najmniejszym stopniu potrzebe akceptacji, wyrazenia wlasnego zdania, przynaleności do społeczeństwa. Często zastanawiam sie nad tym czy to aby napewno dobrze ale jest to we mnie tak głęboko zakorzenione ze nie wiem w zasadzie jakby mogło być inaczej. CHciałbym mieć jakąś stałą "paczke" z ktorą wychodziłbym regularnie na piwo ale z drugiej strony cholernie (nie)dobrze jest kiedy jestem jak ktoryś z przedmówców wspomniał "niewidzialny" - nikt mnie nie ocenia, niczego odemnie nie chce, nie krytykuje... ale wiem ze to nie jest dokonca zdrowe i wiem ze kiedys będzie trzeba wreszcie stawić temu czoła. Pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy, powodzenia wszystkim !!! :)))

Anonimowy pisze...

Nie zamartwiajcie się nad sobą. Uczcie się na błędach, poznajcie ludzi, dowiedzcie się jacy wszyscy do siebie jesteśmy podobni. Mi to bardzo pomogło.

Anonimowy pisze...

Nie wiem... czy mogę mieć jeden obiaw podobny do fobii społecznej, ale zawsze miałam problem z rozmawianem ludźmi, ponieważ zawsze uważana byłam za inną i żyłam swoim życiem. Nie pozwalałam się wtrącać. Kiedyś byłam strasznie nieśmiała, ale wkurzało mnie że wszyscy mają fajne koleżanki, a ja stoję tylko z moimi dwoma koleżankami i coś we mnie pękło. Odtąd mój czujny zmysł zaczął po prostu zaczepiać ludzi z mojego bliskiego otoczenia. Mam inny styl życia i swoje wartości więc dla większości ludzi stałam się małym pośmiewiskiem. Robili sobie ze mnie żarty, a ja starałam po sobie tego nie pokazywać. Zawsze jednak był jakiś hamulec, żeby nie powiedzieć im coś przykrego... zawsze miałam poczucie winy, że chce zrobić komuś krzywdę. Płakało się w domu i szło jak na szpilkach do szkoły, ale mimo to trzymałam się i ciągle czekałam na każdy głupi tekst z kogoś strony. Poza tym jestem roztrzęsiona jak ktoś na mnie krzyczy. Zamykam się w sobie. Wszystko trafia do mnie nawet jeżeli bym sobie zatkała uszy. Czasami więc wolałam posiedzieć w samotności i szczerze mówiąc byłam otwarta tylko na jakiegoś przyjaciela lub przyjaciółkę. Unikałam ludzi, którzy mnie wkurzali i denerwowali. Żeby siebie zwalczyć popracowałam w markecie. A teraz zastanawiam się czy zrobiłam dobrze... pracuje od tyg jako przedstawiciel handlowy i wszystko na początku było ok... byłam gotowa zapukać do drzwi i przedstawić swoją ofertę. Im dłużej pracuje tym ze mną dzieje się coś czego nie rozumiem i nie wiem gdzie mam się zgłosić. Na początku nic mnie nie ruszyło. Pukałam do drzwi i mówiłam trochę niepewnie. Zawsze powtarzam co dziennie że dzisiaj osiągnę sukces. A teraz boję się nawet zapukać. Siadam na schodach i mam ochotę uciec do domu. Czuje się tak jakby ludzie mnie przeganiali, jakby mieli mnie dopaść. W snach śni mi się tylko że rozmawiam z nimi normalnie. Wszystko tylko żeby normalnie mieć życie, żeby zarobić na dom, na rodzinę. Nie wiem co robić... Czemu pojawił się we mnie hamulec, że mam wstręt do zapukania, do ludzi którzy mi otwierają. WIdze że patrzą na mnie gniewnie. Kręce się dziwnie w kółko, a chciłam kierować swoim życiem. Może ma ktoś pomysł co mogę zrobić żebym była taka sama jak zawsze pewna, nieugięta... i jak przełamać siebie samą...

Anonimowy pisze...

Artykuł o mnie, jeszcze 3 lata temu dusza towarzystwa, lubia, zawsze rozesmiana, zadnych problemow z wyjsciem na scene z kilkudziesiecio osobowa widownia, a teraz kazde wyjscie z domu przeradza sie w koszmar. Najgorzej jest na studiach, moj irracjonalny lek przed swiatem tak mnie przytlacza, ze nie moge utrzymac dlugopisu w trzesacej sie rece. Zyje za niewidzialnym murem, gdzie czas przestal plynac, zanych nowych twarzy,szalonych przygod... mlode lata mijaja bezpowrotnie, bez zanych nowych wspomnienien do ktorych bede mogla wracac

Anonimowy pisze...

ja chyba jak wiekszość z was czytałam poprostu o sobie....panicznie boję sie ludzi nie potrafie z nimi rozmawiac..... mam 25lat i męża z którym mogę rozmawiać owszystkim ale jesli chodzi o ludzi malozaufanych i nieznajomych nie wiem jaka siła ale blokuje mnie na maksa... xlat temu gdy bylam nastolatką problemy tego typu nie miały miejscakochałam świat ludzi i nie wiem kiedy moja fobia stała sie coraz silniejsza nim sie obejżałam moje wyhscia z domu oganiczyłam do minimum, myśl o pracy z obcymi ludzmi i samemu pokonywaniu przeszkod stało sie nie lada wyczynem...najgorsza jest pierwsza konwersacja z danaosobą, ubie gdy ktoś patrzy mi prosto w oczy podczas rozmowy wtedy mam poczucie ze owa osoba jest ze mna szczera i naprawde zaciekawiona moimi opowiastkami jednak gdy pszeszywa mnie na wylot wzrokiem bez zadnegon powodu odrazu sie wycofuje...mogłabym tu wypisac wiele przykładów ale to jest naprawde przytłaczające, nic cie nie cieszy malo sie usmiechasz mimo tego ze chcesz ale w jakis nie wyjasnion dla siebie sposob nie mozesz... bardzo chce moze nie pozbyc bo to w jakims stopniu we mnie pozostanie ale zmnimalizowac do minimum aby muc normalnie zyc obudzic sie i powiedzieć KOCHAM ZYCIE KOCHAM LUDZI A PRZEDEWSZYSTKIM SIEBIE!!! nie pomijajac męża

mag pisze...

Być może to co piszesz to fobia społeczna,choć niekoniecznie.Fobia społeczna często jest mylona z nieśmiałością.Właściwie to dużo osób kiedyś nieśmiałych obecnie cierpi na fobię społeczną.Sam kiedyś byłem nieśmiały i stopniowo to narastało,aż do momentu kiedy poczułem silny lęk i napięcie,które są tak nieprzyjemnym odczuciem,że zmuszają aby dana osoba ograniczała się w kontaktach z ludźmi.

Anonimowy pisze...

Od paru miesiecy siedze w domu nie mam za duzo znajomych mam zone i 2 dzieci , jestem bez pracy nie ufam ludziom bo za duzo przez nich wycierpialem nawet tych najblizszych, boje sie ludzi czasami nie moge odebrac telefonu , nic mi sie nie chce na nic nie mam ochoty siedze tylko przy glupim komputerze i zabijam czas, nie poswiecam sie zonie ani dzieciom , nie umie zaakceptowac samego siebie , brak mi ambicji i zaangazowania w cokolwiek, nie jestem szczesliwy mimo tego ze sie usprawiedliwiam ze inni maja gorzej, strasznie boje sie krytyki, moj stan emocjonalny upada dawniej bylem wesoly i ambitny im dalej tym gorzej, mam ciezki harakter zbyt dumny nie wiem jak sobie poradzic , uciekam i uciekam ale donikad.
Wplyw moglo miec moje dzecinstwo, jako dziecko nie mialem milosci od rodzicow , przez to terz nie umiem jej okazywac , naogladalem sie roznych starasznych rzeczy, zostawalem po nocach sam w domu.Czasami chcialbym inaczej postepowac ale to jak taka blokada w mozgu cos mi nie pozwala, bo nie dabam o dom rodzine o znajomych a takze o siebie.
Z nikim nie rozmawiam o swoich problemach od paru lat, kiedys ufalem i rozmawialem to nikt nie pomogl tylko zaszkodzil albo smiali sie za plecami, zostalem sam ze soba.

pozdrowienia

Anonimowy pisze...

Podobnie mam,jesli ktos chialby pogadac zostawiam GG 312 714 10

Anonimowy pisze...

Pojawił sie usmiech na mej twarzy bo wiem,że nie jestem sama z moimi lękami...

Anonimowy pisze...

mam 28 lat fobie spoleczną mam od dawna...nie chce juz tak zyc , w ogole zycia nie mam.Straszne to jest , siedze caly czas w domu zmarnowalem zycie , jak mysle o tym to az mi sie niedobrze robi...Sa fora o fobbi spolecznej jestescie tam zarejestrowani ?

3majcie sie

Anonimowy pisze...

A jak autor strony oceni to, że potrafię myśleć, występuje czasami i nawet lubię przed dużym audytorium liczącym nawet tysiąc osób, że inicjuję randki, że radzę sobie na trudnych studiach, że nie mam kłopotu z relacjami z innymi ludźmi.

Ale z kolei bardzo przeżywam porażki uczuciowe i to mnie wpędza w niesamowitą depresję...

Anonimowy pisze...

Mam 23 lata. Początki mojej fobii sięgają podstawówki, wioskowa szkoła w której wszyscy się znają, tylko ja muszę dojeżdżać z daleka (wioska emerytów i zero rówieśników). Prawie na wstępie zaczęli mnie z tego powodu zaczepiać 7-8 klasiści. Rówieśnicy to podłapali bo się 'kumplują' z starszakami. Poza tym nie mogłem się spotykać z 'kolegami' poza szkołą. Powód, ojciec z manią wyższości, który praktycznie nie uważał nas za rodzinę, ale mamy być pod ręką gdyby było przy czymś pomóc.
Z powodu dojazdów byłem zmuszony przebywać w towarzystwie 'kolegów' do końca gimnazjum. Podczas dalszej edukacji nie mogłem się już odnaleźć w środowisku, zawsze znajdował się jakiś 'oszołom' i obierał mnie za cel, a reszta z tego powodu mnie ignorowała.
Teraz jestem tak zamknięty w sobie, że nawet mam problemy w kontaktach z domownikami.
Wsparcie rodziny: "Nie wiemy jak ci pomóc, więc radź sobie sam.".

Albo znajdę sposób by coś zmienić, albo w niedługim czasie z sobą skończę.

Anonimowy pisze...

Witam ja mam 22 lata i właśnie dziś mogłam zdiagnozować w sobie tą chorobę. Już od dawna wiedziałam, że jest ze mną coś nie tak bo każdy egzamin, klasówka, pójście na spotkanie powodowało biegunkę i straszny ścisk w żołądku. Na dodatek nie potrafię rozmawiać z bliskimi osobami o swoich uczuciach (co wg mnie jest niedopuszczalne). Boję się wychodzić z domu, załatwiać coś; wolałabym kontaktować się z ludźmi pisemnie, bo nawet zwykłe dzwonienie do kogoś jest traumą. Teraz zaczyna się okres wakacyjny i chciałabym znaleźć sobie pracę, ale nie mogę bo boję się kontaktu z ludźmi; że nie mam odpowiednich kwalifikacji do podjęcia jakiejkolwiek pracy.
Chciałabym porozmawiać szczerze ze swoim chłopakiem, ale nie potrafię, nie umiem. Boję się każdego kolejnego dnia ... Chciałabym zmienić to, ale nie umiem. Proszę Boga codziennie o jakiś cud. Może kiedyś się spełni.

Anonimowy pisze...

Witam mam 22 lata i też cierpię na fobie społeczną. Mam problemy już od podstawówki, nigdy nie miałem znajomych zawsze byłem sam, nawet w tej chwili nie mam nikogo. Nigdy nie byłem z dziewczyną, nawet się nie całowałem. Jedyny kontakt z dziewczynami jaki kiedykolwiek miałem to krótka rozmowa lecz mógłbym policzyć na palcach ile razy takowa się odbyła. Nie mam pracy i raczej nigdy mieć nie będę bo na samom myśl o przebywaniu z kimś w jednym pomieszczeniu nachodzą mnie myśli samobójcze, zawroty głowy, ból brzucha a nawet krwotoki z nosa. Przez ostatnie dziesięć lat chyba nie było dnia abym nie myślał o samobójstwie. Mój lęk jest na tyle silny, że odczuwam go nawet w towarzystwie członków rodziny, nawet tych najbliższych.

Anonimowy pisze...

Też cierpię na fobię społeczną, do dzisiaj myślałam że tylko ja tak mam, dobrze wiedzieć, że są ludzie którzy też na to cierpią. Też jestem sama, prawie nie mam znajomych nie mówią już o chłopakach bo to to już na pewno niemożliwe. Bardzo boje się mówić nawet przez telefon najlepiej przez smsy. Pracowałam roznosząc ulotki ale masakra ciągle się ktoś na mnie gapił. Bardzo chcę się zmienić ale nie wiem jak, nie chce tak żyć.

Anonimowy pisze...

.....wynika z tego że co druga osoba ma fobie społeczną

Anonimowy pisze...

No spoko, poczytaliśmy, ponarzekaliśmy, ale CO ROBIĆ???

Anonimowy pisze...

Wszystko co bym chciał napisać to już zostało powiedziane w komenatrzach .Jak by ten artykuł był o mnie .Nawet się nigdy nie zastanawiałem czy sa inna tacy jak ja .A są .Jak się pozbyć ? nie wiem .Kiedyś chciałem się zabic ( nie wyszło ponieważ się przestraszyłem ) ( teraz znów mam te myśli ) przez to ponieważ nie mam dziewczyny i nie miałem a bardzo bym chciał sobie życie już układać 23 lata .
Jak się zbiore na odwagę to pójdę do psychologa .Jest ktoś z Inowrocławia ? jak tak to proszę o napisanie

Anonimowy pisze...

Witam. Ja też mam fobię społeczną. Kiedyś wydawało się mi że jestem normalną dziewczyną trochę nieśmiałą ale zawsze miałam znajomych, umawiałam się na randki...byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Wszystko zaczeło się gdy poszłam do pierwszej pracy. Całkowicie zmieniłam swoje myślenie o sobie. zaczełam czuć się gorsza od innych ponieważ nie potrafiłam walczyć o swoje nie byłam asertywna ludzie wchodzili mi na głowę a współpracownicy nie akceptowali mnie ponieważ każdy stres sprawiał że zamykałam się w sobie. Dziś mam 28 lat i straciłam pracę. Zauważyłam że teraz żlę czuje się w obecności jakichkolwiek ludzi. Dobrze rozmawi mi się tylko z mężem i mamą.Pozostali członkowie rodziny wywołują u mnie stres, nie mówiąć już o zupełnie obcych osobach. Przestalam spotykać się ze znajomymi. Coraz mniej wychodzę z domu. Problem sprawia mi nawet wyjście do sklepu.nie wiem co będzie...byłam na psychoterapii, przyjmuję leki ale znaczącej poprawy nie odczułam.Psycholog radził mi jeszcze kontynuować psychoterapię długoterminową ale nie mam już siły gdyż wydaję mi się że otworzyłam się przed nim do granic możliwości a moje poczucie wartości nie wzrosło. też jestem w kropce już nie wiem co robić gdybym miała broń pewnie strzeliłabym sobie w głowę...szybko i bezboleśnie

Anonimowy pisze...

Moj problem zacza sie gdy podjalem prace w pewnej firmie.Na porzadku dziennym bylo nasmiewanie sie jak komus cos nie wyszlo, wyzwiska przelozonych, wtedu czulem straszny wstyd na dodatek inni sie smieli.Pracowalem w tej firmie razem ze swoja dziewczyna i ona tego wszystkiego byla swiadkiem.W takiej sytuacji robilem sie czerwony, do oczu naplywaly mi lzy i robilem przerazona mine.Panicznie balem sie ze ktos to zauwazy.Musialem zrezygnowac z pracy ,ale niestety leki nie minely.Co prawda nieraz mam dni znosne.Najbardziej sie boje ze zrobie ta przerazona mine i sie osmiesze.Stalem sie niesmialy unikam kontaktow z ludzmi,nie chodze do sklepow, nie spotykam sie ze znajomymi.Jedyna ulge przynosi mi alkohol,wtedy sie czuje jak rowny z rownym.Najbardziej sie boje jak sie mam z kims spotkac, boje sie tej nienaturalnej miny i takowa czesro mam wtedy nie wiem co zrobic najlepiej bym sie pod ziemie zapadl.

Anonimowy pisze...

cierpie na fobie spoleczną , nie daje juz osbie rady z samotnoscią depresja , lękami...jestem nikim.Zmarnowalem zyciieee , strasznie sie boje.Czy jest ktos z dolnego slaska ? najlepiej z okolic legnicy

Unknown pisze...

Kolego nade mną,
Mam bardzo podobnie z postrzeganiem swojej miny, z tym że ja mam przekonanie, że jestem smutny albo wkurzony na przemian. Najlepsze jest to jak ktoś ktoś Ci mówi "czemu jesteś taki smutny/zły?" a ja akurat w tym momencie czuję się dobrze i w życiu nie sądziłbym, że takie mogę sprawiać wrażenie, że mogę mieć taką ekspresję.
Ogólnie to mogę powiedzieć, że Anglicy są dużo bardziej pozytywnie do ludzi nastawieni i takie wyśmiewanie gdy coś tam źle zrobiłeś na pewno nie miałoby miejsca.

Anonimowy pisze...

zamiast pisać o sobie to muszę powiedzieć podziwiam Was. to co opisujecie brzmi bardzo znajomo ale często dużo bardziej poważnie od tego co mi się przytrafia. dziękuję że to opisaliście. nawet jeśli piszecie że też myślicie o samobójstwie (podobnie jak u kogoś powyżej jest to moja myśl - ulga) to i tak otuchy mi dodaje fakt że mimo że mieliście trudniej, jeszcze tu jesteście. i mam nadzieję że zostaniecie. zawsze jak już mam "wyjść" przypominam sobie pewną radę: poczekaj 24 godziny i wtedy zdecyduj. zazwyczaj okazuje się że już nie jest aż tak źle. a gdy jest jeszcze gorzej to postanawiam że nie zaszkodzi jeszcze raz zastosować tą zasadę-gdzie mi się spieszy. nie działa tylko w depresji, która się nam niestety też przydarza. wtedy już doradzam psychotropy, bo fobia i depresja to na bazie moich doświadczeń może być już nieco za dużo.

jeszcze raz dziękuję wszystkim powyżej za podzielenie się swoimi doświadczeniami. przy niektórych historiach ryczałam.trzymam za Was kciuki.

Anonimowy pisze...

Możeby tak stworzyć forum dla nas, którzy zmagamy się z tym problemem? Możnaby zaprosić też jakiegoś psychologa albo po prostu podzielić się nawzajem uwagami, spostrzeżeniami itd. Jeśli są chętni to proszę o zgłoszenie: darth0@onet.pl

Anonimowy pisze...

Kiedy czytam ten tekst i Wasze komentarze, to tak jakbym czytał o sobie... Mam 26 lat, mieszkam w Łodzi. Mimo swojego problemu potrafiłem skończyć szkołę średnią, studia, jakoś radzę sobie w pracy. Jednakże takie życie nie daje człowiekowi szczęścia. Moje życie towarzyskie nie istnieje. Unikam imprez, nawet tych rodzinnych, nie mam dziewczyny, z którą mógłbym zbudować przyszłość. Wyjście na zakupy, do fryzjera, do kina stanowi wielkie wyzwanie. Pomyślałem, że jakbym spotkał dziewczynę z takim samym problemem, to moglibyśmy sobie nawzajem pomóc, wspierać się i dzięki temu życ normalnie. Podaję mój numer gadu-gadu: 3510260. Chciałbym, żeby ktoś do mnie napisał, ktoś z podobnymi problemami, z kim można o tym porozmawiać i wzajemnie się wspierać.

Anonimowy pisze...

czesc, nie jest latwo mowic o fobii spolecznej, ani sie jej przeciwstawic, sa rozne techniki walki ze stresem, strachem, np. wizualizacja, techniki programowania neuro- lingwistycznego, kotwiczenie stanow emocjonalnych, panorama spoleczna, technika emocjonalnej wolnosci, wejscie w stan koherencji fizjologicznej. Ale podstawa to uwierzyc, nie trzeba odrazu w siebie jesli ma sie obecnie poczucie wlasnej niskiej samooceny, ale po prostu uwierzyc, poniewaz Bog nie otacza nas rzeczami, z ktorymi nie moglibysmy sobie poradzic.

Anonimowy pisze...

FANTASTYCZNY ARTYKUŁ!!!

Do tej pory nie umiałam nazwać swojego problemu i doszukiwałam się Bóg wie czego..., a tu proszę: czarno na białym! Teraz będę szukała sposobu rozwiązania go.

BARDZO DZIĘKUJĘ :)

Anonimowy pisze...

Witam mam podobny problem i nie umie sobie z tym poradzić chciałabym aby ktoś z was napisał jak sobie z tym radzi pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Witam, niestety ta choroba paraliżuje nasze życie, przez co kręcimy sie w kółko. Dobrą metodą jest wypisanie i uzmysłowienie sobie na kartce papieru swoich SILNYCH STRON, swoich ZALET. Doda nam to wewnętrznej siły i otuchy. Ja mam 32 lata, męża, wspaniałego syna, ale i tak męczę się strasznie każdego dnia. Często mam problem ze wstaniem do pracy, gdzie niestety trzeba walczyć o swoje ja. Najlepszą metodą walki z fobią dla mnie jest zmuszanie się do tego co naszym zdaniem jest bez sensu, np. do wyjścia ze znajomymi, zrobienia sobie przyjemności, poplotkowania z sąsiadką o "pierdołach" itp, bo człowiek jest zwierzęciem stadnym i do zycia jak ryba wody potrzebuje kontaktu i akceptacji drugiego człowieka. Łamcie swoje bariery- celowo, świadomie i z ODWAGĄ, tego WAM i sobie życzę!!!

Anonimowy pisze...

Ja mam podobny problem. Od wielu lat unikam ludzi, spotkań, jakichkolwiek wyjść. Zamknęłam się w domu przed ludźmi. Działo się to stopniowo, małymi krokami. Najpierw rezygnacja ze spotakń ze znajomymi, później rezygnacja ze wszystkiego. Obecnie siedzę w domu i nie wychodzę nigdzie. Codzienny dzień to koszmar. Pokryty lękiem i beznadzieją. A najgorsze jest to że leki nie pomagają. I nie wiadomo jak przetrwać życie :(

Anonimowy pisze...

Ludzie, potrzebuje pomocy, najlepiej kogoś kto jest psychologiem. Jestem klinicznym przykładem opisanym przez autorkę, niedługo mam wesele, rozgrywam już w głowie scenariusze mojej porażki, kiedy oczy wszystkich skupią się na mnie. Podczas stresu czoło oblewa mi pot, co jest naprawdę deprymujące gdy co chwila chusteczkę zbieram z siebie strugi wody przy tym popadając w coraz większe zdenerwowanie. Właśnie tego najbardziej się obawiam, jestem przekonany, że tak się wydarzy i po prostu zżera mnie strach. Błagam o jakąś radę, są jakieś techniki, które pozwalają zapanować nad emocjami, ciągłym samoocenianiem siebie? Zacząłem brać ziołowe tabletki na uspokojenie, kupiłem tabletki przeciw poceniu, mam nawet podkoszulek za 250 złotych, który chłodzi ciało ale to i tak się na nic zda w obliczu sytuacji gdy wszyscy będą na mnie patrzeć, już o składaniu życzeń nie wspomnę bo wtedy to będzie kompromitacja. Jeszcze raz błagam o jakąś radę. Gdyby to nie była taka uroczystość, to był się wyciszył kilkoma kieliszkami wódki, ale to niestety nie wchodzi w grę.

Anonimowy pisze...

Wiele osob zapytalo jak sobie z tym poradzic, gdzie szukac pomocy, jak zaczac pracowac nad swoim lekiem. Wszystkim bardzo polecam ksiazke Susan Jeffers pt. 'Nie boj sie bac'. Ta ksiazka uczy i pokazuje jak krok po kroku dzieja sie cuda :) Sama na sobie sprawdzilam. Pozdr. A

Anonimowy pisze...

Ładnie napisane

Anonimowy pisze...

Cała ja. :(

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się że niestety czuję się podobnie ale trzeba walczyć...

Anonimowy pisze...

to co przeczytałam,to tak jak bym czytała o sobie,ale pragne z tym walczyc i leczyć fobie,bo mam już dość siedzenia w domu i unikania ludzi,czuje sie szmotna.

Anonimowy pisze...

wszyscy opisują jak się czują ale czy może ktoś powiedzieć co robić? chodziłam przez dłuższy czas do psychologa, niestety nie pomogło, w tabletki nie wierzę bo może pomogą ale na krótką metę, jak żyć, co robić, help..

Anonimowy pisze...

pomóżcie, nie umiem już z tym żyć :(

Anonimowy pisze...

Także mam problemy z kontaktami z ludźmi. Próbowałam zmieniać relacje z nimi na wiele sposobów. Nie pomogło czytanie artykułów na ten temat , ani poszukiwanie przyczyn lęku w sobie. W tej chwili próbuję małymi kroczkami polepszać relacje z ludźmi. Usiłuję poznawać nowych ludzi i rozmawiać z nimi. Być może kiedyś uda się nawiązać prawdziwe kontakty ;)

Anonimowy pisze...

Mam 24 lata ,MASAKRA mam to samo ,leczę się i bez zmian :(

Anonimowy pisze...

Też cierpię na fobie społeczną i jest mi z tym bardzo źle. Praktycznie tylko z żoną i dzieckiem rozmawia mi się swobodnie, w pracy z kolegami niby rozmawiam ale też jest cięzko cały czas mam w sobie lęk jak powiedzieć jak się zachować, później w tym leku nic sensownego nie mogę powiedzieć, krępuje się, wstydzę. Nie nawiązuje nowych kontaktów , na ulicy cały czas mam wrażenie że wszyscy się na mnie gapią jakbym był jakimś wynalazkiem, nawet ze znajomymi zauważyłem że boję się rozmawiać bo mam lęk przed tym o czym z nimi rozmawiać po prostu masakra. Jak z tym sobie dać radę ? pomóżcie

Anonimowy pisze...

Witajcie, mam 26 lat i podobne życie do waszych , ostatnio doznałem

wielkiego plaskacza otrzeźwiającego od życia i znalazłem przyczynę

wszystkich problemów . Problemem jest jakaś toksyczna osoba przez

którą to wszystko się dzieje, w moim przypadku jest to jeden z

rodziców , jak siegam teraz pamięcią to wszystkie zachowania

zostały jakoś wytresowane przez tą osobę i z wiekiem się nasiliły.

W stresujących sytuacjach kieruje nami wstyd . Jak dowiedzieć się

która osoba ma na nas toksyczny wplyw ? jeżeli potrafi cię

doprowadzić to białej gorączki , wpadasz w niespotykaną furię , gdy

przebywasz w jej obecności większość dni i następuje jakiś czas

rozłąki to wtedy zaczynasz się wyciszać i uspokajać (zauważysz to

napewno wystarczy przypomnieć sobie) , łatwo dojść do tego

przypominając sobie kto był i jest naszym podświadomym autorytetem

kiedy byliśmy mali , a może ktoś na kim nam zależy obecnie

(chlopak/dziewczyna ktoś kto ma jakiś kontakt z nami i moze miec

wplyw na nas). Ja przekonalem sie o tym na wlasnej skórze

wyjechałem z domu na 3 tygodnie i jak ręką odjoł przestałem mieć

jakieś dziwne myśli co sobie ludzie pomyślą jak coś powiem nie tak

, zaczołem normalnie płynnie prowadzić rozmowy z losowymi osobami ,

przy dziewczynach zaczołem się czuć swobodniej i pewniej , potem

wruciłem i znowu się zaczeło (nie mówię że wtedy znikło wszystko

ale jak sobie przypominam to była różnica). Dodam że przez ten

wstyd wewnętrzny i nieśmiałosć to jestem sam i nie miałem

dziewczyny ani nawet sie nie całowałem do dnia dzisiejszego, każde

zbliżenie i rozmowa z dziewczyną to katorga , coś tam kiedyś dawno w szkole

zaczynałem do pewnej kolezanki ale pamietam ze w tedy przez ten

wstyd wszystko spaprałem i zapadłem sie pod ziemie.
Mam problemy z napisaniem zrozumiale tekstu , pisze i rozmawiam

haotycznie , a także mam problem z przekazem jakiś informacji

wiadomosci do innych ludzi w rozmowie czasami mam wrazenie ze mnie

trudno zrozumieć i mnie nikt nie słucha , albo w ogóle źle mnie się

rozumie dlatego jeżeli tej wiadomosci nie zrozumiecie to proszę

zebyscie wpisali w goglach
: Wstyd , dorosłe dzieci dysfunkcyjne ,

toksyczne związki , toksyczni rodzice , SYNDROM DYSFUNKCYJNEGO

DZIECIŃSTWA, DOROSŁE DZIECI Z RODZIN DYSFUNKCYJNYCH,
zwracajcie szczególnie uwagę na wpisy z forum , komentarze artykułów jestem pewny ze to wszystko bedzie do was pasować.
Na koniec dodam , że jestem na etapie samo ulecznie i sam rozliczam się z sobą nie potrzebuje żadnego psychiatry ani zadnych leków , najważniejsze to robić to co się lubi trzeba mnogą ilość ścieżek którymi mozemy podążać w ciężkich chwilach (a są i to bardzo wiele) najtrudniej jest gdy nasze problemy ingerują w kontakt z drugą osobą i jestesmy skazani na samotność wtedy tzeba znaleźć sobie jakieś zajęcie które daj nam frajde nie wazne co wazne zeby sprawialo przyjemność i nie kolidowało z rozwiązywaniem pierwotnych problemów.

Alicja Kiljan pisze...

Witam, również zmagam się z fobią społeczną, od dziecka. Kiedyś ta fobia była silniejsza, a w pokonaniu wielu trudnosci związanych z tą chorobą "pomógł" mi alkohol... Niestety nie prowadził on do niczego dobrego, na szczęście udało mi się z tym powalczyć i nie piję już tak dużo, jak kiedyś.
NAJGORSZE jest to, że otoczenie tego nie rozumie, wyśmiewa i uznaje za użalanie się nad sobą, lenistwo i tym podobne. Niestety to powoduje jeszcze większy lęk przed nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem, napawa niechęcią i obrzydzeniem do siebie samego. To prowadzi do depresji, nerwicy i chorób związanych na przykład z żołądkiem. To straszne, jak wiele osób na to cierpi i spotyka się z niezrozumieniem tych "silniejszych". Powinno się więcej mówić o tej chorobie, nagłaśniać ten problem i jakoś wyjść z pomocą do takich ludzi, którzy przecież sami zbyt się boją prosić o pomoc - kółko się zamyka. Proszę o większe zrozumienie dla takich osób, sama zmagam się z tym koszmarem!
Pozdrawiam,
Ala

Anonimowy pisze...

Witam, moj problem polega na tym że bardzo boje sie kontaktow z innymi osobami chodzi tu na przyklad o załatwienie najprostszych spraw, pójscie do kogos i zapytanie o cos , czy chociazby wizyta u lekarza. To strasznie zmienia moje zycie ponieważ boje sie isc gdziekolwiek, bo nie wiem co powiedziec , kogo zapytac i w ogóle , możecie jakos mi pomóc?

Anonimowy pisze...

Cześć, ja z kolei strach przed ludźmi mam od kiedy pamiętam. Mam 23 lata i jak do tej pory nigdy nie miałem przyjaciół o dziewczynie nie wspomnę- żadnych intymnych kontaktów totalne zero. Strach był i jest do tej pory zawsze silniejszy. Próbowałem się z kimś skontaktować choćby przez internet ale nawet to mnie przerasta. Gdy już życie mnie zmusza do rozmowy z kimś to od razu pojawia się totalna pustka w głowie, tak jakby ktoś wszystko wykasował z mojej głowy. Boję się ludzi ale jednocześnie ich potrzebuję (taki paradoks). Najprostsze sprawy choćby zakupy to prawdziwa męczarnia.

Anonimowy pisze...

gdzie i jakiej pomocy szukać? mozna to wyleczyć?

Anonimowy pisze...

Witam,z lękiem przed ludźmi(zwłaszcza obcymi) walczę od dzieciństwa,w domu byłam nieznośna a wśród obcych wycofana i milcząca.Rodzice zawsze wypominali mi że w domu o wszystko się kłócę a do obcych ludzi nic nie mówię.Po latach dowiedziałam się że to jest zaburzenie psychiczne, o którym mało się mówi a nazywa się fachowo mutyzm wybiórczy.W szkole, potem w pracy to moje "nie mówienie" nie pozwalało mi być sobą.Był to przeogromny strach przed obcymi ludźmi, który mnie paraliżował, zwykłe czynności związane z funkcjonowaniem społecznym to ogromna walka samej ze sobą. To oczywiście przerodziło się w fobię społeczną, niskie poczucie własnej wartości, chociaż nauczyłam się z tym żyć to jednak nadal "w środku" mnie to bardzo męczy.Myślę, że pomocna na FS byłaby terapia grupowa, której nigdy nie zaczęłam "ze strachu"że nic nie będę umiała na ten temat powiedzieć.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam wszystkie komentarze i mam wrażenie jakbym czytała swój życiorys. Z fobią męczę się już od kilku lat mimo że mam dopiero 16. Ciężko jest z tym żyć. Codziennie robię z siebie idiotkę, unikam spotkań rodzinnych, nie odbieram telefonów, nie otwieram drzwi, czerwienię się przy obcych, boje sie odzywac w wiekszym gronie, bo sie wstydze, a jak juz jestem zmuszona cos powiedziec, to sie z wejscia sie buracze i gadam bzdury, w szkole siedzę jak na szpilkach cała zestresowana, łapy mokre i broń Boże żeby ktoś się do mnie odezwał na forum całej klasy.. Można by było tak wymieniać i wymieniać. Mam już tego dosyć. Chcę się uporać z tym paskudztwem, bo tak sie nie da żyć. Jeszcze całe życie przede mną, a ja sie zamykam przed ludzmi w czterech scianach i potrafie calutki dzien przelezec na lozku i uzalac sie nad sobą.. Boję się komukolwiek o tym powiedzieć, bo się wstydzę i obawiam, że ten ktoś mnie wysmieje. Czesto mam mysli samobojcze, ale wiem, ze to jest tylko oznaka mojej slabosci,a jesli chce sie podniesc musze walczyc, tylko czesto brakuje mi na to sil i latwo sie poddaje.. Jedyne co mnie pociesza, to że nie jestem z tym wszystkim sama, ze na swiecie istnieją ludzie, którzy cierpią na tą samą chorobę..

Anonimowy pisze...

Od lat zmagam się fobia społeczną ale teraz jeszcze bardziej mnie przerosło to że podczas rozmowy z ludźmi robi mi się niedobrze i nie mogę dalej mówić często już chce uciekać mówiąc spieszę się. Nie mogę bywać w towarzystwie bo źle się czuję, strach ,mdłości ,lek to straszne nie chce tak dalej żyć. Pomóżcie jak z tym walczyć
Piszcie dzola.spoko@onet.pl

Anonimowy pisze...

Chciałabym wiedzieć czy autorka artykułu zna problem z autopsji.Czy udało jej się wyleczyć z fobii,a jeśli tak to w jaki sposób?

Anonimowy pisze...

Fobia społeczna całkowicie zrujnowała mi życie. Kilka lat terapii, w wyniku której wiem dlaczego mam takie problemy, wiem skąd się wzięły. Tyle. Objawy pozostały. Terapię kontynuuję dalej, choć nie wiem jak długo jeszcze. Spróbuję być może jeszcze ponownie farmakoterapii, która kiedyś na mnie słabo działała, skupię się na ćwiczeniach pokonywania lęku, które też kiedyś nie przynosiły rezultatu. O motywację nie ukrywam trudno.
Nie zniechęcam innych do terapii a wręcz przeciwnie bo u każdego przyczyny mogą być inne. U tych najcięższych przypadków, całkowicie wyizolowanych przyczyny często są poważne i głębokie a objawy mocno utrwalone, stanowiące silną obronę przed tym czego człowiek na prawdę się boi. Nawet jak odkryję się przyczynę tego lęku to bardzo trudno zmienić przekonanie, uwierzyć, że to już nam nie zagraża. To tak jakby się doznało ciężkiego urazu w przeszłości i trauma pozostaje tak głęboka, że trudno się od tego uwolnić. Pozdrawiam wszystkich cierpiących i życzę wytrwałości mimo wszystko.

Anonimowy pisze...

Nie moge się pogodzić z tym że całkowicie odrzuciłem rodzinę i najbliższych. Ostatnio jest chyba gorzej. Żeby nie alkohol to nie wiem jak bym wytrzymał. Czasem tak bardzo chciałbym wykrzyczeć to z siebie. Zastanawiałem sie nad sobą i wiem że żonie nigdy o sobie nie powiem a ona ma mnie za dziwaka,gbura,samoluba. Fakt że miałem pare epizodów z nożem po alkoholu i ta myśl siedi we mnie. Jak bedzie bardzo żle to .....

Anonimowy pisze...

Ja też to mam ,dorobiłam sie fobii przy okazji gdy dostałam nerwicy natręctw...Wiem ,że najgorsze co można z tym zrobić to bać się tego ,wstydzić się tego ...ja zabrnełam w ślepy zaułek ,ale cały czas staram się stamtąd wykaraskać ,chce żyć szczęśliwie nie jak wrak nikomu niepotrzebny ...

Anonimowy pisze...

Witam .
Z mojego Doświadczenia wynika ,że fobia społeczna ma także podłoże Duchowe !
Jeśli pogodzisz się z nią i będziesz ofiarował to cierpienie Bogu będziesz się rozwijał będziesz sie zmieniał na lepsze jeśli będziesz z nią walczył zniszczy Cię .
Może nie w każdym przypadku tak jest ........Ale tez próbowałem sie leczyć i leki nic nie pomagały a wręcz jest jeszcze gorzej niz przed braniem leków .
Oczy otworzyła mi ksiązki napisane przez Swietego Jana od Krzyża ( Ciemna Noc :) i Sw Katarzyny ( Twierdz Wewnętrzna )
Są to ksiązki o rozwoju duchowym i jego etapach które trzeba przejść . Napewno wielu z was to otworzy oczy i da nadzieje :)
Pozdrawiam .

Anonimowy pisze...

witam, ja uwazam ze to jest powazny problem, ten problem moze sie juz przejawiac w okresie dzieciecym, dojrzewania w podstawuwce.Najgorsze jest to ze jak ktos jest spokojny, malomowny, zamkniety to zostawia sie go w spokoju, ze on taki juz jest a to nie prawda.Powinno sie mu pomoc bo sam sie z tym boryka a samemu to ciezko i jeszze bardziej sie to poglebia co zawaza na jego zyciu doroslym. Nauczyciele, rodzice to oni jako pierwsi powinni spostrzec i dopomoc prawidlowo rozwijac osobowosc a nie chowac glowe w piasek! bo to nie moj problem!!

Anonimowy pisze...

Witajcie super artykuł ale tez przeszly mnie ciarki bo poniekąd czulam się jakbym czytała swoja biografie...a tak do końca nie jest, tak czasami tak mam ta cala fobie społeczna dotknela tez mnie zwłaszcza w gimnazjum teraz jestem po studiach mam 26lat i wiecie co Wam napisze: w sumie to tylko z grubsza tyle ze byłam taka dziewczyna która wszystkich unikała nawet nauczycieli ktorzy chcieli mi jakoś pomoc a ja traktowała ich jak wrogów bo myslalam sobie wtedy ze oni nie chcą mojego dobra tylko tak się ciągle bez sensu pytają..bardzo byłam samotna... Nie mialam wsparcia w moim rodzeństwie czy czasem rodziców (zwłaszcza taty) z mama do dziś mam lepszy kontakt :) i chce dodać na podsumowanie ze nie jestem arogancka egoistka czy i tym podobne określenia wręcz przeciwnie mogę się pochwalić tym ze po latach nauczylam się głośniej wyrażać to co czuje i nie pozwalam juz sobie " w kasze dmuchac" jestem silniejsza o te doświadczenia z gimnazjum i to jest tylko moje nikt mi tego nie zabierze a ja dzięki tym zlym i rzadko dobrym wspomnieniom czuje dopiero teraz ze mam dla kogo żyć o co walczyć wiecie o co....??? O Siebie i dla Siebie powodzenia życzę takim osobom

Anonimowy pisze...

Mam 30 lat i jak mam być szczera to myślałam, że ten problem FS nie dotyczy tak dużej grupy ludzi, ale to pewnie przez to,że tez sama go mam i to do takiego stopnia,że nawet pisanie w internecie jest dla mnie jak skok milowy i to że odważyłam się napisać tu na tej stronie komentarz to jestem sama w szoku,ale to może dlatego,że dopiero dotarło to do mnie,tak naprawdę, że nie jestem sama z tym problemem(i nie żeby mnie cieszyło to ,że ci wszyscy ludzie mają tak silne lęki)i przepraszam za to co teraz napisze,ale dodało mi to siły, aby stawiać czoła ty wszystkim fobią przed ludźmi i ich spojrzeniami.DZIĘKUJE za te wszystkie komentarze, bo dzięki przeczytaniu ich czuję się silniejsza, bo wiem,że nie tylko ja walczę ze swoimi demonami na co dzień;-) Przez bardzo długi czas walczyłam i walczę sama z tymi wszystkimi lękami związanymi z FS, że zapomniałam jak się cieszyć z prostych rzeczy,choć nie przeczę ,że są i takie dni w których czuje je jest lepiej i staram się z tych chwil,momentów korzystać jak tylko potrafię ,choć nie zawsze w 100%,ale to robię.Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i będę trzymać kciuki za was wszystkich,bo sama wiem, jak jest ciężko zwalczać tą cholerną FOBIE SPOŁECZNĄ!!!

Anonimowy pisze...

Też znam ten problem z własnego doświadczenia i dzielę się tym co zaobserwowałem.

Oto kilka sposobów umysłowych:
- podsumowanie po czymś co zrobiłem: "całkiem całkiem", "nawet Ci się udało", "nawet mi wyszło", "no no", "może być", "brawo", "całkiem nieźle", "udało się" "wykonałem", "to jest to", "nawet mi sie podoba";

- zachęty do działania: "Przyłóż się, a będą efekty.", "Przekonaj się", "Śmiało", "Odważ się", "co Ci szkodzi?",

- uspakajanie siebie: "wyluzuj", "daj sobie luz", "jakoś to będzie", "powinno się ułożyć", "nie ma co martwić się na zapas", "ułoży się", "jeszcze nie wiem jak ale się ułoży", "powinno byc Ok",
czasem gdy się bardzo męczę umysłowo, myślowo mówię sobie: "oddaję" (wyobrażam sobie wtedy, że ściągam cały brud z siebie i wyrzucam go)

- pytania, zrozumienie: czego się boję?, co wiem o sobie?, co lubię?, co cenię?, czego nie lubię?, Co podziwiam?, co mnie interesuje?, Co mnie boli?, czego chcę?,
czego mi trzeba? itd

- docenianie czegokolwiek, innych, świata, siebie: "Podoba mi się", "fajne","super", "co za pomysł", "co za wykonanie", "piękne", "wspaniałe", "znakomite", "podziwiam", "cenię"

- postaw na swoim: "idę", "koniec", "wystarczy", "dość", "wychodzę", "chodź ze mną"; chodź, mów - jak? zdecydowanie, bardzo zdecydowanie

- ciekawe przysłowia, mądrość ludowa:
"Nie taki diabeł straszny jak go malują.", ''Strach ma wielkie oczy'', "Nie rób z igły widły", "Po burzy zawsze wychodzi słońce", "Co sie stało to się nie odstanie.",
"Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem", "Do odważnych świat należy", "Nie ma co piłować wiórów", "Każdy orze jak może", "O człowieku mówi się dobrze lub wcale",
"Każdy jest mądry - jeden przed, a drugi po.", "Nie szata zdobi człowieka", "Nie sądź po pozorach", "Nie myli się ten, kto nic nie robi" (błędów nawet nie ma - są tylko nowe doświadczenia, lekcje, nauka, testy, badania, próbowanie, sprawdzanie),
"Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia", „Proszę”, „przepraszam”, „dziękuję” – pomaga, a nic nie kosztuje."

- gdy ktoś na nas męczy swoją paplaniną: "zmieńmy temat/możemy zmienić temat?" (można go tez zmienić bez pytania), "nic mi do tego", nic nie skutkuje to wychodzę (np. na chwilę) i zajmuję się sobą

- jeśli widzisz, że się nie zgadzasz: "Tak zgadza się", "Dobrze", "Słusznie". Każdy ma rację według siebie. Nikt nie lubi gdy mu się zaprzecza. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy, cenny.


Wypoczynek fizyczny też ma wpływ na stan umysłu, odpoczynek umysłowy. Jeśli tylko możesz to zjedz lekki, mały wieczorny posiłek i to jak najwcześniej. Zaleca się 12 godzin przerwy - między kolacja, a śniadaniem. Osoby, które objadają się na noc nie mogą wypocząć czasem przez bardzo długi czas.

Warto o siebie zadbać, zmienić dietę (więcej, dużo roślin), ćwiczyć.

Zachęcam też do spotykania się, poznawania, doświadczania, nowego, odmiany.

Jeśli ktoś chce pogadać - sertio(tu znak małpki i bez nawiasów)o2.pl - Śląsk, Bytom

Anonimowy pisze...

Przypomniało mi się jeszcze to:

- oddech: "weź głęboki oddech" (głębokie oddychanie przeponą, brzuszne, regularne to dobre ćwiczenie na każdy dzień),"oddycham głęboko, liczę do 7 i mówię sobie
jestem już spokojny", "wstrzymuję oddech" (dobre ćwiczenie - nie tylko dla nurków, tez dobre na każdy dzień), "uśmiechnij się" (zmiana następuje i w oddechu; wiadomo mi, że np. budda uśmiechał się medytując)

- wyobrażenie: "widownia to klauny" (takie śmieszne wyobrażenie), "dzieciaki - pomyśl: czy dorośli to aby nie są poważne, duże dzieciaki, które uważają się za duże, dorosłe, ważne, lepsze od innych, mądre i bawią się też zabawkami (nawet zbrojnymi) - czy te dzieciaki, dzieci boże są takie złe, straszne, okrutne (tylko i wyłącznie)?"

- rozluźnienie: "rozluźniam się", "wrzuc na luz", "rozluźniam oczy i szczękę, napinam pośladki, oddycham", "napinam całe ciało, wstrzymuję oddech i rozluźniam się", "ochłoń - weź przysznic (sugeruje się zimny prysznic)"

- nastawienie do ludzi: "lubię Cię","podziwiam Cię", "witaj przyjacielu", "cieszy mnie Twój widok", "fajnie, że jesteś" (warto to stosowac codzień do każdego - może być w myślach)

- po wykonanej pracy: "poradziłem sobie", "dałem radę"

- nie bąź zbyt poważniy(a): "ależ to straszne":-*(cmok), "jakie to okropne" :-)~(aż ślinka cieknie), "teraz to się chyba Bóg obrazi";)(oczko), :P(język), bleeee, ;)

- kilka ciekawych przysłów: "Raz na wozie, raz pod wozem.", "Dużo, dużo śmiechu wisi w powietrzu", "Strzeżonego Pan Bóg strzeże", "Nie spieszy się ten, kto chce osiągnąć cel", "Nie wyobrażaj sobie od razu Bóg wie co"

To co przybliżyłem pomaga by siebie zaakceptować. To taka modlitwa, koncentracja na tym co jest.

Można zdecydować o sobie zmieniając swój umysł.

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawy tekst Jakbym czytała o sobie. Najgorsze jest to że ja gdzieś tam w środku chce się zmienić ale ten strach jest tak wielki że moje plany ze zmianą gdzieś znikają i rośnie we mnie gniew do samej siebie. Że tak naprawdę chciałabym gdzięś wyjść ale z kim gdzie? jak ktoś mnie zaprasza z pracy to wykręcam się jak mogę. Później żałuję i dziwie się dlaczego omijają mnie nie które rzeczy. Fobia niszczy mi życie nie tylko życie prywatne ale też zawodowę rodzinne - niszczy mnie samą.

Anonimowy pisze...

Czy są gdzieś organizowane jakieś spotkania dla ludzi dotkniętych fobią społeczną?
Może warto byłoby się spotkać wymienić doświadczeniami i wspólnie spróbować zawalczyć jakoś z tą ' chorobą'.

Anonimowy pisze...

Muszę z kimś pogadać moje gg 15849241 :(

Anonimowy pisze...

Witam wszystkich

Ten artykul to tak jakby byl o mnie ,od 3 lat swiadomie walcze z fobia spoleczna. Bylem u psychiarty ,zazywam leki ale od poczatki roku jest zle fobie powrocily z wieksza sila i czasami mam problemy aby wyjsc do ludzi aby isc do pracy ,krepuje sie jezdzc autem ,wsytdze sie siebie i swojego zdania. Moja samoocena jest strasznie niska czuje sie jak wrak dla nikogo niepotrzebny i bezwartosciwy. Dodam ze jak wiekszosc tutaj nie mam znajomych,od dziecinstwa stronilem od ludzi ,jedyne co mam to dobry kontakt z rodzina .
Mam 30 lat mieszkam w Wielkiej Brytani,jesli ktos ma ochote pogadac to zapraszam do korespondencji ,moj email to paul65286@yahoo.co.uk

Anonimowy pisze...

Jestem tuż przed wyjazdem na uczelnię, gdzie będę musiał mówić publicznie, na forum grupy, bez przygotowania wcześniej tematu. Zgadnijcie, jak się czuję.

Staram się zachować pozytywne myślenie, ale najczęściej kiepsko mi to wychodzi. Dobrze jest wiedzieć, że w byciu "freakiem" nie jest się odosobnionym - przynajmniej tyle...

Anonimowy pisze...

Ja od siedmiu lat nie mam znajomych (prawdziwych), bo przez trzy ostatnie lata zadawałem się z dupkami którzy nie traktowali mnie poważnie z powodu tego ze nie miałem silnej osobowości, która może się przeciwstawić. Ogólnie to zaczęło się od złych doświadczeń w szkole, gdy zadymiłem do jakiegoś kumpla z klasy, jak mi dokuczał to później wszyscy obracali się przeciwko mnie i nawet zagadanie o pierdołach spotykało się z niechęcią z ich strony.Jednym słowem moja pozycja podupadała. Próbowałem zatem gadać na siłę co też nie jest dobre i to spowodowało cały ten lęk przed kontaktem. Teraz boję się nawiązywać relacji bo boje się ze nie będę miał o czym gadać i po jakimś czasie znowu mnie znienawidzą. Jeśli ktoś wie co począć w takiej sytuacji niech się wypowie.
Wiem jednak, że nie jestem na tyle pop****, żeby bać się wyjść z domu. Mój problem wiąże się z trudnością utrzymania stałych relacji koleżeńskich.
I jeszcze jedno: da mi ktoś wskazówkę żeby wychodzić z sytuacji konfliktowych " Z twarzą "?

Anonimowy pisze...

Nie do końca byłem przekonany, że mogę na to cierpieć, ale w sumie niektóre objawy się pokrywają. Niepokoi mnie to bardzo, zwłaszcza, że nie pozwala normalnie funkcjonować. Są dni, kiedy o tym staram się zapomnieć i naprawdę wtedy nawet funkcjonuję jak normalny człowiek. No ale na dłuższą metę nie idzie... Masakra jakaś.

Anonimowy pisze...

To strasznie smutne, że tak bardzo wiele osób ma do czynienia z fobią społeczną. Nigdy bym się nie spodziewała, że aż tak wiele. Chciałabym Wam wszystkim jakoś pomóc, ale sama też mam z tym problem. Zawsze byłam bardzo nieśmiałą osobą, w liceum zaczęłam coś z tym robić, bardzo ważne było środowisko, poszłam do dość elitarnej szkoły. Niedługo idę na studia i boję się, od kilku miesięcy próbuję zadzwonić do psychologa i nie potrafię. Trzymajcie się, każdy człowiek, naprawdę każdy potrzebuje pomocy, może akurat właśnie Twojej?

Anonimowy pisze...

To wszystko o mnie....boje się nawet napisać czegoś o mnie jak moi poprzednicy....powiem tylko, że kiedyś ktoś mi zwrócił uwagę jak się zarumieniłam i strasznie ale to tak strasznie się tego obawiam, że to mnie ciągle teraz hamuje...inne dziewczyny mają ładne jasne cery a ja się czasem rumienie i no boję się że ktoś mnie nazwie "burak" :/ nie umiem rozmawiać o sobie....z czego wynika ten komentarz. Tylko błagam o pomoc...ja ledwo co mówie 'dzieńdobry' np nauczycielowi w szkole...://

Anonimowy pisze...

witam wszystkich!! tez to mam.Świetnie napisany tekst, powinno być tez kilka rad jak sobie z tym radzić, kazdy z nas ma jakieś kompleksy na podstawie ktorych tez rodzą sie fobie ze ktoś np to zauważy, wiec rada w miarę możliwości pozbyć sie kompleksu na przykład ja schudłam....mam tez wiele innych ale ten byl główny i co ? zauważyłam zmiane jestem pewniejsza siebie nie boje sie juz tak bardzo jak przedtem...po 2 budować pozytywne myslenie o sobie...nie przejmować sie porażkami nie rozpamiętywać ich to podstawa nie przywoływać w myślach złych sytuacji odciac sie od tego ...słuchać pozytywnej muzyki, po 3 pokochać siebie - zaopiekować sie sobą i dbać o siebie bo nikt tego za nas nie zrobi, nikt!!! nikt nas nie zna jak my sami siebie...życzę powodzenia i polecam Pawlikowska do czytania, jest mnóstwo książek, szukać cos dla siebie....pozdrawiam wszystkich...trzymajcie sie...

Anonimowy pisze...

Ja chodzę do psychologa. Nie wiem czy są jakieś sesje, nie bardzo mi one odpowiadają. Spotkania ze specjalistą mi pomagają. Jak wiem, że będę się musiała spotkać z duzą grupą ludzi to kilka dni wcześniej biorę ziołowe tabletki nervomix albo coś z melisą, żeby fizycznie tak nie reagować na stres.

Anonimowy pisze...

Tez to niestety mam. Wiem skąd i wiem jak to leczyć. Jednak niepotrafię sobie z tym poradzić w mojej głowie. Mam przyjaciół, rodzinę. Rozmawiam z ludźmi. Jednak podczas nowych kontaktów boje się oceny ze strony innych ludzi.lęk szczególnie objawia się kiedy przebywam na dzielnicy w której mieszkam. Boje się ze inne osoby np na placu zabaw czy w sklepie, sąsiedzi będą mnie oceniać, krytykować, w okolicy mieszka wiele plotkar które jak tylko na mnie spojrza to mam wrażenie ze mnie obgaduja. Idąc poza moja dzielnice lęk jest mały a czasami wcale nie występuje. W chwili obecnej nie mogę brać leków wiec czekam na wrzesień lub październik. Najlepiej się czuje zima, jesienią i w deszczowa pogodę.wtedy na mojej dzielnicy jest mniej ludzi. Kiedy świeci słońce mam straszne opory żeby wyjść z domu na plac czy do sklepu. Chce z tym walczyć a nie mogę. Jestem świadoma problemu a w głowie bariera..
Leczę się już od 6 lat z prawie dwu letnia przerwa i teraz z prawie roczna. Pierwszy raz gdy poczułam ze jest dobrze przerwałam terapię, potem ciąża i lęk i depresja wróciły mocniejsze.. Kolejne leczenie i przerwa z powodu ciąży. Trzymam kciuki za wszystkich aby się trzymali. Ciężko jest rozmawiać o swoich problemach z przyjaciółmi czy rodzina bo nie potrafią tego zrozumieć.
Gdyby ktoś chciał pogadać. Gda8@wp.pl

Anonimowy pisze...

Mi spotkania z psychologiem z początku ( w liceum) pomogły. Pani psycholog kazała mi mówić, zdarzało się ze po kilka razy to samo ale słuchała, radziła i to pomogło. Wizyty u innej pani( kiedy przestałam się leczyć bo było ok i byłam pełnoletnia wiec nie mogłam iść do tej samej) nie pomogły bo pani ta nie chciała, lub nie umiała słuchać ani pomóc. W dodatku wizyty w liceum były dwa razy w tygodniu a u tej drugiej raz na dwa tygodnie z braku miejsc.
Gda8@wp.pl

Anonimowy pisze...

jeśli szukacie pomocy w walce z fobią to polecam klinikę psychomedic.pl w warszawie.

Anonimowy pisze...

Doskonale rozumiem osoby które tego doświadczają sam mam ten sam problem nie raz próbowałem coś z tym zrobić ale to jest taka blokada której samemu nie da się przeskoczyć. Ciężko mi nawiązywać nowe znajomości zawsze jest ten głupi strach co o mnie pomyślą itd.. najgorsze jest to ze nie mam z kim o tym porozmawiać obawiam się tego że mnie nie zrozumieją, tak że nie lubię o tym gadać. I tak jak to było napisane w artykule ''powstaje błędne koło''.

Annkaa pisze...

Gorąco polecam harmonizatory od Creatos, są skuteczne i naprawdę pomagają człowiekowi z fobią i depresją stanąć na nogi. :)

Anonimowy pisze...

mam 36 lat i ciagle z tym walcze nawet wsrod bliskich znajomych czuje stres ciezko mi sie otworzyc i byc sobą

Anonimowy pisze...

to chyba o mnie, w sumie nie bez powodu wpisałam to zapytanie w neta. pracuję nad sobą i wychodzę ze strefy komfortu, radzę to wam wszystkim, bo jak już się przełamie i zacznie spotykać z ludźmi i spędzać dobrze czas, to nie chce się przestać :)

Anonimowy pisze...

Mam tak samo!! TO gorsze niż wszystkie inne choroby.
mam 26 lat i część życia już zniszczone przez ten syf.Będe walczył ile dam rade a potem widzę tylko jeden krok
ktoś chce pogadać podaje @ dejavu@interia.pl

Anonimowy pisze...

Na fobię cierpię od dłuższego czasu (mam 25 lat), ale dopiero niedawno poszłam do specjalisty i zaczęłam brać lekarstwa.
Przez ponad rok chodziłam do psychologa (mój błąd, że nie wybrałam psychoterapeuty), ale beż żadnych długofalowych skutków.
Gdyby ktoś tu jeszcze wchodził i chciał porozmawiać mój nr gg 11299189.

Trzymajcie się, B.

Anonimowy pisze...

Mialam fobie spoleczna. Panicznie balam sie ludzi odkad panietam (4 latka). W szkole tortury z powodu mojego leku przed wystepami, wypowiedziami. Potem doszly miejsca takie jak chodzenie do kosciola-tlumy, dworce autobusowe, ulice. To bylo tak uciazliwe i mnie wykanczalo emocjonalnie i fizycznie. Ale odkad sie wzielam do roboty i postanowilam cos z tym zrobic. Napisze na moim przykladzie, chociaz zdaje sobie sprawe, ze przyczyny moga byc rozne. A wiec u mnie podstawa do rozwiniecia sie leku i 'fobii spolecznej' to brak poczucia wlasnej wartosci. Podkreslam BRAK. Zniszczony doszczetnie przez ojca alkoholika. Jesli ktokolwiek Wam powiedzial albo dal do zrozumienia, ze jestescie zerem, nic nie warci, do niczego nie dojdziecie w zyciu- to wlasnie to!! Odbudowa poczucia wlasnej wartosci jest powolna. Musi byc tez systematyczna i polega na dawaniu sobie samemu/samej duuzo Milosci w postaci Samoakceptacji, czyli codzienne powtarzanie sobbie, ze sie kocha lubi i szanuje. Jesli jest jakas rzecz, kt sie nie lubi, np. niech to bedzie nos. To mowie sobie: akceptuje swoj nos mimo, ze go nie lubie. Albo nawet: akceptuje to, ze nie lubie swojego nosa. Cuda zaczynaja sie dziac!! :) A jesli sie boje, to juz nie probuje pozbyc sie swojego leku ale tez go akceptuje! Mowie sobie: 'o wlasnie badam glebie swojego leku'. Czuje co sie ze mna dzieje nie tylko w glowie ale zwracam uwage na reakcje calego ciala: dlonie, stopy i mowie sobie w myslach co czuje. Licze oddechy i wydechy, ktore tez obserwuje- doslownie chlod powietrza w nozdrzach. To da sie wycwiczyc=nauczyc! Nie ma sensu zyc w porzeswiadczeniu, ze do konca zycia bedzie sie wiezniem wlasnego strachu! Mozna strach zamienic w Milosc :) Jak to Anthony de Mello powiedzial: 'Na swiecie sa tylko 2 rzeczy: strach i milosc'. Wybor nalezy do ludzi. Tylko trzeba byc swiadomym i miec dosyc zycia w cierpieniu. Wiadomo nie kazdy jest gotowy na taki wybor.

p.S Marcin, czemu nie ma nowych artykulow i wpisow na Psychice.net?

Anonimowy pisze...

Nie uwierzycie pewnie mi czym wyleczylem swoja fobie spoleczna ktora trwala kilka lat oczywiscie nie polecam bo nie kazdemu moze pomoc i nie kazdy moze to zdobyc lecz jesli ktos ma dostep do narkotykow nie bede sie rozpisywal ale wciagnelem kilka kresek i po kilku minutach nie moglem wytrzymac wyszedlem do ludzi poprostu zniknela fobia po tym jak sie nacpalem jak bylem w tym stanie pomyslalem skorzytam wyjde na dwor bo pusci mnie i fobia wroci ale nie nastepnego dnia bylem zjechany ale nie moglem uwierzyc nie mialem zadnych lekow dziwnych nastojow nic poprostu wyleczylem sie w jeden dzien a meczylem sie kilka lat :)

Anonimowy pisze...

ps. wyleczylem fobie tylko teraz mam kilka innych problemow to gowno zniknelo a ja zostalem bez wyksztalcenia dacie wiare ze nie skonczylem nawet gimnazjum przez 2 lata ukrywalem sie u rodziny przed osrodkiem do 18 lat ale tak to jest i nikt mnie nie rozumial na sama mysl ze mam isc do szkoly lub gdzie kolwiek porozmawiac z ludzmi zlewalem sie potem

Anonimowy pisze...

nie wierze poprostu nie wierze dlaczego kurwa ja mam chory leb

Anonimowy pisze...

Ten artykul jest naturalnie polaczony z innym na temat Zespolu Niezaspokojenia Emocjonalnego. Tutaj trzeba szukac przyczyn i skutkow w postaci leku przed ludzmi. Rana zadana przez niedojrzalych emocjonalnie (z roznych powodow) rodzicow, np. przez krytyke, ciagle porownywanie z innymi, nadmierne wymagania typu masz przynosic same 5 i 6 bo jak nie to nie dostaniesz tego i tego, przezywanie, bicie, Ale tez przez samo to, ze dziecko obserwuje relacje miedzy rodzicami i uczy sie na nich relacji z innymi ludzmi. W koncu samo zaczyna obarczac sie za zachowania doroslych. Rodzi sie toksyczny wstyd, lek, Sprawa sie bardziej komplikuje gdy sfera uczuc i emocji odzwierciedla sie w zachowaniu- a zawsze tak jest. Powstaja zmiany w biologii i fizjologii mozgu i ukladu nerwowego. Ja tym sposobem doszlam od ZNE do kompleksowej traumy. I tu dopiero zaczyna sie jazda!

Krystian Kot pisze...

Ja tez mam fobie spoleczna boje sie dzwieku domofonu i telefonu duzo siedze w domu nie lubie jak siedze u kogos z rodziny i ktos przyjdzie to ide do drugieo pokoju zeby mnie nie widzial ani gadal ze mna.boje sie wystepow publicznych biore psychotropy bylem 3 razy w szpitalu psychiatrycznym.i nic nie pomagaja lepiej bylo jak ich nie bralem.ale musze brac niestety ;( ale jest jedna dobra nowina niebawem wyjde z tego :)) jest to pewnik i bede znow funkcjonowal normalnie jak wtedy jak bylem dzieckiem :) Pozdrawiam i pocieszam was wszyskich wy tez z tego wyjdziecie.

Anonimowy pisze...

Mam na imię Kaśka. Właśnie podjęłam nową pracę,i znowu jest tak samo 😡 Lęk przed współpracownikami,mam wrażenie że cokolwiek mówię to jestem oceniana negatywnie,wręcz patrzą na mnie jak na dziwoląga. Fakt że bardzo żadko się odzywam,najczęsciej na konkretne tematy związane z praca,i to wtedy kiedy muszę. Obawa przed brakiem akceptacji i negatywnej opinii o mnie doprowadza do tego że znowu myślę o zrezygnowaniem z pracy 😢 To jest koszmarne uczucie i nie wiem co mam zrobić 😢

Anonimowy pisze...

Nie zapominajcie tylko, że w tych czasach jest wiele niekonwencjonalnych metod walki z depresją. Nie trzeba wykupywać połowy apteki! Poczytajcie sobie chociażby o harmonizatorach bio info 7. Czym są, co dają, jak działają. Trzeba iść do przodu i korzystać z nowych metod, skoro są takie możliwości.

Anonimowy pisze...

Czytam jakby o sobie,mam 20 lat,a problem ciągnie się za mną praktycznie całe życie.Mam ku temu skłonności rodzinne,cierpiał na to ojciec,niestety popełnił samobójstwo.Wszystko zaczeło się jak miałam 4 lata,mama poszła na studia,ja zostałam sama z babcią i niepełnosprawną siostrą
babcia mówiła,że mama nie wróci,miała na pewno wypadek i kazała mi się modlić
podobno od wtedy pojawiły się moje lęki.Zdałam maturę,niedawno zdałam prawko,zawsze mówiłam sobie,ze tego nie osiągne.Poszłam na studia,na szybko,bo muszę coś robić,wybrałam pielęgniarstwo i to noe był dobry wybór.Studiuje 2 rok,strasznie męczą mnie te studia,mam wrazenie,że jestem ciągle obgadywana i wszystko robię zle.

Anonimowy pisze...

Też cierpię na lęki . Zamknąłem się na ludzi już bardzo dawno . Nie pamiętam kiedy to się stało ale w szkołach miałem problem z rozmową z ludźmi , byłem często wyśmiewany i poniżany z tego względu. Gimnazjum , liceum - zero przyjaciół, nie umiałem rozmawiać. Problemem dla mnie było nawet podejście do dziewczyny która mnie podrywała. Przykładów można by mnożyć. Różne imprezy gdzie miałem z kimś gadać z kimś rozmawiać wywoływały i nadal wywołują u mnie paniczne lęki. Mam świadomość jak bardzo przez to ogranicza się moje życie. Przez moje lęki zniszczyłem swój związek który długo trwał aż dwa lata. Boje się wychodzić do ludzi, bo boję się krytyki, boje się ze nie będę miał tematów do rozmów. I gdy przychodzi moment kiedy mam z kimś gadać , serce mnie ściska i zaczyna mnie boleć żołądek , pocę się i nie mogę zebrać myśli, złożyć zdania. Zaczyna mi się język plątać, wzrok zaczyna błędnie we wszystkie strony chodzić, ręce zaczynają mi drgać, czuję się zdenerwowany. Gdy jestem sam na sam ze sobą uspokajam się i wyciszam. Czasami po przebyciu takiej "rozmowy" z kimś , wiem że ludzie są niezadowoleni z mojej rozmowy jednozdaniowej. Czuję się po tym okropnie. I cały czas się boję.. mam lęki

Blacky pisze...

Witajcie. W Internecie jestem w miarę lubiana, w realu niezbyt. Panicznie boję się prawie wszystkiego, ale ludzi najbardziej. W gimnazjum byłam prześladowana przez...większość szkoły. Po tylu latach nie udało mi się pozbierać. Nie mam też za bardzo wsparcia w rodzinie. Nie udało mi się też trafić na naprawdę dobrego specjalistę. Wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę i przeżywam prawdziwe katusze chwilę wcześniej.

Anonimowy pisze...

Fobie spoleczne wynikaja ze stachu, strach z niepewnosci co do wlasnej osoby. Czesto fobie zaszywa nam otocznie w dziecinstwie czesto rodzice robia to nieswiadomie, potem potrzeba naprawde mnostwo samoswiadomosci aby polaczyc skutek i przyczyne, gdyz czesto sa to poszczegolne krotkie sytuacje ktore nam sie zdarzyly.
Ale nie dajcie sie wciagac w gleboka analize tego co bylo, kwestionujcie zasadnosc swoich zachowac, obserwujcie swoje zachowania i wyciagajcie wnioski. Poproszenie kogos o pomoc to zaden wstyd, tak jak pojscie do internisty z bolem gardla, po prostu inny lekarz na inna przypadlosc.

Anonimowy pisze...

Spróbujcie medytacji, przyjaciele. Efekty - nie natychmiastowe, żeby była jasność - na pewno Was zaskoczą. Determinacja, włożony czas i wysiłek w wyrobienie nawyku codziennego medytowania to niewielka ofiara w porównaniu ze stabilnością umysłu, która zaczyna się przejawiać. Ale każdy musi sprawdzić to sam. Powodzenia. Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Cześć, czytając wiele postów to widzę siebie samego jakieś 20 lat temu dlatego napiszę
co mi pomogło i nadal pomaga, może w jakimś stopniu będę mógł komuś pomóc. A więc najważniejsze dla mnie było odważenie się i wizyta u psychiatry (na szczęście
w dużym mieście można zachować anonimowość), który trafnie zdiagnozował zaburzenie lękowo-depresyjne plus fobię społeczną.
Miałem różne leki i dawki (różne leki działają różnie na każdego z nas, a ich właściwe dobranie może zająć lekarzowi trochę czasu także trzeba być cierpliwym)
ale najważniejsze że okazały się skuteczne i bardzo odmieniły na plus moje relacje z otoczeniem, postrzeganie samego siebie i generalnie ustabilizowały nastrój.
I z perspektywy czasu żałuję że nie zacząłem leczenia wcześniej, jeszcze na studiach, ale wtedy, w pierwszej połowie lat 90-tych świadomość tego typu problemów nie była jeszcze niestety rozpowszechniona. Co mi zawsze także bardzo pomagało to uczestnictwo w nabożeństwach w akademickich kościołach,gdzie obecność równolatków i mądre kazania zawsze podbudowywały mnie na duchu. Życie mi się później dobrze ułożyło, założyłem rodzinę, w końcu mam też pracę którą lubię. Także szczerze polecam, zróbcie ten pierwszy krok i idźcie do specjalisty. Powodzenia!

Anonimowy pisze...

Ten tekst to dokładnie to samo, słowo w słowo, jakbym czytał o samym sobie. Jestem młodym człowiekiem, i przez 20 lat swojego istnienia nie zdawałem sobie sprawę, że mogę cierpieć na coś takiego, ba gdy to czytałem to zaprzeczałem sobie wprost "to nie mogę być ja". Nigdy nie jadłem w szkolę na przerwach ani nie korzystałem z telefonu, byłem cichym uczniem, samotnie zawsze stojącym na przerwie, oczekującym aż w końcu zacznie się lekcja. Nie lubiłem, bałem się być obserwowanym przez osoby. Przed wejściem do szkoły zawsze rozbolewał mnie brzuch. Brałem środki uspokajające przez całą szkołę średnią. Nienawidziłem czekać w kolejkach, ręce i nogi drżały z lęku, a w brzuchu mnie aż skręcało przed głupim wyjściem do lekarza! Najlepiej czułem się w domu. Zawsze chciałem mieć przyjaciół, i miałem ich dużo, gdy byłem dzieckiem, dopóki nie zaczął się okres dojrzewania. Poczułem jakbym w jeden dzień stracił ich wszystkich. Z dnia na dzień ta bańka "pękła". Zamknąłem się i to już na dobre w sobie, a dodatkowo popadłem w nałóg komputerowy. Nie zdawałem sobie sprawę, ile ja tracę. Nadal widzę te osoby z lat dzieciństwa, spotykam je na ulicy, ale tylko już naprawdę nieliczni mówią "cześć", bo większość społeczeństwa uznała mnie za osobę nieprzyjazną, arogancką, zbyt pewną siebie, a tak wcale nie jest, wręcz odwrotnie. Myślę, że przyczyną rozwinięcia się fobii społecznej była trauma z dzieciństwa, którą przeszedłem zarówno w przedszkolu, jak i w domu. Zamknąłem się na wszystkich. Na cały świat. Żyłem we własnym wymyślonym świecie. To wszystko się zmieniło dopóki nie odwiedziłem (całkiem przypadkowo!) specjalistę, powiedziałem kilka słów za dużo i uświadomiłem sobie że przez te młodociane lata żyłem w jakiejś błędnej psychice myślenia. Biorę szereg tabletek. Nie mogę powiedzieć, że ta fobia mi przeszła, ale z nią walczę, i walczę też z inną chorobą i mam nadzieję, że kiedyś z nimi wygram i w końcu powiem "jestem szczęśliwy". Nie jest lekko, ale najważniejsze to zrobić ten pierwszy krok i nie poddawać się. Nie należy się przejmować opinią ludzi, że do psychiatry chodzą sami wariaci i jacyś czubkowie. To taki sam lekarz jak wszyscy. A choroby są po to by z nimi walczyć. Nie podawałem zbyt szczegółowych informacji, bo nie chcę żeby żadna osoba, która mnie zna rozpoznała mnie. Ubolewam nad jedną rzeczą, że tak mało ludzi jest świadomych o tej chorobie i nie wiedzą czym ona tak naprawdę jest. To trzeba przeżyć, tego nie da się opisać...

Anonimowy pisze...

jak nie miec nerwicy jesli ludzie z otoczenia zachowuja sie jak ostatnie chamy, u mnie w pracy codziennie wytyka sie nawzajem bledy z dzika satysfakcja, licza sie tylko wladza i pieniadze ,wyscig szczurow zadnych innych wartosci, zero wpolpracy, empatii , szacunku dla drugiej osoby ...czarna rozpacz po prostu , to mlode osoby, czesto rodzice badz przyszli rodzice dzieci, ktore beda wedlug takich wlasnie wartosci wychowywac, taka przykladowa sytuacja mialam angine,jak zadzwonilam do kolezanki z pracy zeby dac jej znac ze niestety nie dam rady przyjsc, wykrzyczala mi tylko przeklenstwa do sluchawki i jak ja smiem w ogole brac l4, dwa tygodnie pozniej ona byla chora.

Anonimowy pisze...

Kate - Myślę że na świecie jest po prostu zbyt dużo wagę przykłada się do schematycznych wartości jak piękno i sposobu zachowania - dużo jest wymogów, człowiekowi trudno się w tym odnaleźć. Teraz jest duży nacisk na edukację i konkurencję zawodową.

Anonimowy pisze...

Kate- druga sprawa że na świecie ludzi jest aż 7 miliardów.

Anonimowy pisze...

Najgorsze jest to że osoby z fobią społeczną pragną kontaktu z innymi ale z drugiej strony boją się tego. Mnie generalnie dotyczy problem małomówności w większej grupie. Im mniej ludzi dookoła tym łatwiej się odblokować :)

Anonimowy pisze...

już nie mam siły a najgorsze jest to,że najbliższa mi osoba nic nie rozumie,mam się zachowywać jak zwykle i iść do pracy a ja wymiotuję na samą myśl o niej,boję się ludzi i nie chcę nikogo widywać

Anonimowy pisze...

Ja niestety mam ten sam problem. Nikt z mojego otoczenia nie potrafi tego zrozumieć. Moze byłaby chętna osoba która chciałaby popisać o swoich problemach? Miloby by było popisać z osoba ktora dokładnie rozumie przez co przechodzimy. Pozdrawiam mój email nena258@onet.pl

Anonimowy pisze...

mam prawie 37 lat i też z tym walcze, zapraszam www.fobicy.pl

Anonimowy pisze...

LĘK ECH ten lęk

Anonimowy pisze...

Też się stresuję i wewnętrznie spinam, czerwienię się i czuję, że gadam głupoty. Ale przełamuję się i wystawiam na sytuacje wymagające otwierania się i interakcji z innymi. I o dziwo, za każdym razem kiedy myślę, że znowu pewnie zrobiłam z siebie infantylną idiotkę (a mam 40 lat) to mam zupełnie akceptującą informację zwrotną od innych. No cóż, zdarza się, że ktoś za mną nie przepada, ale to jego wybór. Nie da się być lubianym przez wszystkich tak samo jak ja nie muszę lubić każdego. W każdym razie podejmujcie wyzwania, nawet jeśli wiąże się to z silnym stresem. To podbudowuje mimo wszystko, każde kolejne spotkanie kiedy czujemy się akceptowani daje motywacje do kolejnego przełamywania siebie i do tworzenia pozytywnych relacji. I co jeszcze, w grupie możemy dostrzec, że wiele osób obawia się oceny, tak więc jesteśmy w większości do siebie podobni. Ja za każdym razem przekonuję samą siebie, że będzie dobrze, dam radę, a jak nie to najwyżej powiem coś głupiego, ktoś mnie skrytykuje, no cóż, ale nie umrę od tego. I co mi jeszcze pomaga, myślę o tym, w czym jestem dobra, czy robię coś ważnego dla siebie, takie podbudowywanie się ;)

Monika pisze...

Bardzo wartościowy wpis, daje wiele do myślenia. Dzięki wielkie za niego

Anonimowy pisze...

Po skończeniu szkoły ten problem mi się tak nasilił że od 5 lat wychodzę tylko z domu jak trzeba iść do urzędu pracy i sporadycznie do sklepu. Nie radze sobie z tym. Szkoda że nie ma eutanazji na nfz

Nie mam chęci do nauki czegokolwiek, siedzę przed komputerem cały dzień i nie robie nic konstruktywnego. Nie potrafię tego czasu spędzonego na oglądaniu gówna i pierdół w internecie, zamienić coś konstruktywnego. Nie mam żadnych znajomych. Jak ten stan zmienić, jak ja się boję wyjść z domu ?

Psychoterapeuta mi nie pomógł. Zapłać a ci spróbujemy pomóc można sobie w dupę wsadzić. Nie mam nikogo takiego kto mógłby mi jakoś pomóc

Anonimowy pisze...

Cześć Mam to samo co wy.
Może jest ktoś z okolic Rzeszowa chciałby się spotkać pogadać ?

Anonimowy pisze...

Hej, również cierpię na fobię społeczną, mam 22 lata. Fobia zaczęła się u mnie rozwijać od 16 r.ż, ale to właśnie teraz najbardziej ją odczuwam. Nikt z mojego otoczenia się nie boryka z tym problemem więc tak naprawdę jestem z tym sama, czuję, że nikt mnie rozumie. Pomyślałam, że może ktoś, kto sam zmaga się z fobią, chciałby tak po prostu o tym pogadać, wyżalić się...mnie to by na pewno pomogło. Mój email: angiee4995@gmail.com

Anonimowy pisze...

Hej, jestem Ania i mam 22 lata. Niestety rowniez choruję na fobię społeczną. Zaczęła się ona u mnie rozwijać od 16 r.ż, ale to teraz najbardziej ją odczuwam w codziennym życiu. Nikt z mojego otoczenia nie boryka się z tym problemem, dlatego jestem z tym sama, czuję że nikt mnie nie rozumie. Pomyślałam, że może ktoś z Was, kto ma fobię, chciałby tak po prostu o tym pogadać, wyżalić się.. jeśli tak to zostawiam mój email:angiee4995@gmail.com

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...