Lubisz czytać moje teksty o psychologii ???
Zapisz się na powiadomienia o nowych wpisach na blogu - tak jak PONAD 2.100 osób :D


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. W razie pytań odnośnie subskrybcji po prostu napisz do mnie.

środa, 3 lutego 2010

Fobia społeczna - silny lęk przed ludźmi

Autorką tekstu jest Monika Wilk.

Uczucie znane niektórym z nas. Przyspieszone bicie serca, spocone dłonie, mięśnie napięte tak, jakby ktoś chwycił nas mocną ręką za żołądek i nie chciał puścić. Gonitwa chaotycznych myśli lub zupełna pustka.

Nie dam rady. Jestem do niczego.


Prawie każdy doświadczył w swoim życiu podobnych odczuć, gdy stawał twarzą w twarz z surowym egzaminatorem lub przed ważnym spotkaniem, na którym miał zabrać głos, tuż przed rozmową, od której wiele zależało, czy też przed wejściem do sali pełnej nieznajomych. Wielu profesjonalnych aktorów i muzyków przyznaje się do odczuwania tremy przed każdym wystąpieniem. W codziennym życiu ludzi teoretycznie nie związanych ze sceną również tremy nie brakuje.

Teoretycznie. Wielu filozofów i myślicieli przedstawiało świat jako wielką scenę, na której każdy z nas odgrywa teatr swojego życia. W różnych kontekstach odgrywamy różne role, przybieramy wykwintne pozy, staramy się dobrze posługiwać rekwizytami, pięknie modulować głos, by wyraził dokładnie to, co chcemy – nie mniej i nie więcej.

W teatrze życia, jak w każdym innym, nieodłącznym elementem jest publiczność. Po co grać, skoro nikt nie patrzy. Teatr życia ma jednak tą specyficzną cechę, że każdy kto się w nim znajduje, jest jednocześnie widzem i aktorem. Obserwuje, co robią inni i wyrabia sobie na ten temat określone zdanie, klaszcze lub wygwizduje. Jednocześnie on sam jest motorem akcji i sam podlega ocenie. Nie zawsze wypadnie tak, jakby chciał, nie zawsze zdobędzie serca widzów, nie zawsze zasłuży na uznanie. To stąd rodzi się trema. Wyrasta z poczucia, że mogę nie dać rady, nie spodobać się, nie ukazać się w korzystnych świetle, że mogą mnie wygwizdać i więcej na mój spektakl nie przyjść.

W życiu codziennym, w niszowym teatrzyku ludzkiej egzystencji, trema przybiera formę lęku społecznego. Jak sama nazwa wskazuje, jest to taki rodzaj lęku, który nieodłącznie związany jest z obecnością innych ludzi, a bardziej szczegółowo – z ich tendencją do oceniania naszej osoby i naszego działania. Człowiek doświadczający lęku społecznego jest przeświadczony, że jest przez innych wnikliwie obserwowany i poddawany surowej ocenie. Jednocześnie w głębi serca wierzy, że formułowana przez nich ocena nie jest dla niego korzystna, że zawodzi oczekiwania, nie osiąga standardów, nie staje na wysokości zadania. Patrząc na siebie oczyma innych, widzi osobę nieatrakcyjną, niezgrabną, nudną i sztampową. Napełnia go to smutkiem i obawą.

Sytuacjami najczęściej generującymi lęk społeczny są publiczne wystąpienia, spotkania formalne i nieformalne, poznawanie nowych osób i konfrontowanie się z nowymi sytuacjami, w których nie do końca wiadomo, jak się zachować. Silnie lękotwórczo działają sytuacje wymagające asertywnego zachowania, jak zwrócenie do sklepu wadliwego towaru, oparcie się wpływowi nachalnego sprzedawcy, obrona własnych poglądów, szczególnie tych sprzecznych z opinią otoczenia. Ostatnią kategorią są zwykłe czynności wykonywane w obecności innych: jedzenie w restauracji, praca we wspólnym pokoju, taniec w dyskotece. Żadna z wymienionych czynności nie jest przyczyną dyskomfortu, gdy dokonuje się w samotności lub w otoczeniu najbliższych osób.

Odczuwanie lęku w większości wymienionych sytuacji wydaje się mieć swoje racjonalne podłoże. Może się przecież zdarzyć, że odczyt nie spodoba się zebranym studentom, egzaminator nie uzna naszej odpowiedzi za wystarczająco dobrą, a nowo poznane osoby przylepią nam etykietkę mało interesujących i pozbawionych poczucia humoru. Odczuwanie lęku jest zatem normalne i uzasadnione. Jednakże, sekret jak zwykle tkwi w proporcjach.

Ludzie różnią się częstotliwością i intensywnością przeżywania lęku społecznego. Różnice indywidualne zauważalne są już we wczesnym dzieciństwie, gdy to ze względu na różne czynniki środowiskowe i osobowościowe dzieci uczą się reagować lękiem w pewnych sytuacjach. Dziecięca ogólna lękliwość przenosi się w okres dorastania i dorosłości, przeradzając się często w lęk społeczny odczuwany w sposób silny i stały.

Gdy lęk przybiera postać skrajną, człowiek nieustannie przeżywa katusze w interakcjach z innymi - mówimy wówczas o fobii społecznej. Charakterystyczny dla fobii jest obezwładniający lęk przed narażeniem się na śmieszność i kompromitację, który zazwyczaj nie ma żadnych racjonalnych przyczyn. Osoby cierpiące na fobię społeczną mają błędne wyobrażenie o własnych możliwościach i oczekiwaniach innych. Wydaje im się, że otoczenie wiele od nich wymaga, a oni nie są w stanie tym wymaganiom wyjść naprzeciw. Opinii innych ludzi przypisują nadmierną wagę, choć obiektywnie może ona nie mieć żadnego wpływu na ich życie. Przekonane są, że cokolwiek robią, robią to źle i inni wyraźnie to widzą.

Napełniają ich lękiem wszelkie sytuacje towarzyskie, nie tylko te, które już zaistniały, ale również te wyobrażone, w których mogliby się znaleźć. W napięciu oczekują spotkań, wystąpień i rozmów, które mają rozegrać się w dalekiej przyszłości. Zastanawiają się, co dokładnie powiedzą, przygotowują tematy do rozmowy i całe kwestie, rozmyślają o tym, jak się będą zachowywać i jakie to wywrze wrażenie – jednym słowem – przygotowują scenariusz, który potem wyreżyserują. Nie wierzą jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Co więcej, już na etapie planowania zakładają porażkę. Samemu oczekiwaniu towarzyszą nieprzyjemne objawy fizjologiczne, charakterystyczne dla lęku: przyspieszone bicie serca, zdenerwowanie, drżenie rąk, wzmożona potliwość, ból brzucha, rumieniec, nudności. Objawy fizjologiczne znacznie przybierają na sile w konfrontacji z rzeczywistą sytuacją.

Ponieważ interakcje społeczne wywołują szereg nieprzyjemnych doznań, osoba cierpiąca na fobię będzie ich unikać. Charakterystyczne dla fobii są wyszukane i różnorodne środki ostrożności, jakie jednostka podejmuje, by uniknąć interakcji, które w jej oczach są towarzyską porażką. Może celowo wybierać zawody, w których kontakt z ludźmi jest ograniczony lub na inne sposoby racjonalizować wycofanie się z życia towarzyskiego. Osoby z fobią społeczną doświadczają trudności w nawiązywaniu bliskich kontaktów – nie są nigdy inicjatorami randek, nie rozpoczynają kontaktu i nie umieją go podtrzymać, zrzucając ciężar ożywiania rozmowy na drugą osobę. Często w ogóle nie nawiązują bliskich, intymnych związków, w tym seksualnych. Jeśli jednak to zrobią, mają wiele zahamowań – stronią od rozmów o sprawach intymnych, a kobiety cierpiące na lęk rzadko zażywają środki antykoncepcyjne, których przepisanie wymaga wizyty u lekarza. Fobia zamyka człowieka w ciasnym gronie sprawdzonych ludzi, a czasem fizycznie we własnym domu. Zdarza się, że osoby cierpiące na fobię społeczną ograniczają wyjścia z domu do niezbędnego do przeżycia minimum. Nie jest to jednak wystarczający środek zaradczy – nikt nie jest w stanie żyć w zupełnym odosobnieniu i dla nikogo na dłuższą metę nie jest to korzystne.


Unikanie interakcji zawęża możliwości rozwoju osobistego i zawodowego. Człowiek rozwija się głównie dzięki satysfakcjonującym relacjom, zawieraniu nowych znajomości, dzieleniu się doświadczeniami. Dla dobrego samopoczucia psychicznego niezbędne jest doświadczanie akceptacji i aprobaty ze strony innych. Nie można ich jednak doświadczać, gdy unika się towarzystwa. Rozwój osobisty i zawodowy zahamowany jest przez unikanie sytuacji nowych, dających szansę na zdobycie nowych umiejętności i poszerzenie zakresu wiadomości. Uczniowie cierpiący na silny lęk społeczny nie są aktywni na zajęciach, nie zabierają głosu w dyskusjach i zazwyczaj pozostają niezauważeni, zarówno przez nauczycieli, jak i kolegów. Nie ośmielają się zadać pytania, nawet jeśli zupełnie nie rozumieją, o czym jest mowa na lekcji, na czym cierpią ich wyniki szkolne. W pracy zawodowej osoby z fobią społeczną rzadko awansują, rzadko też zdobywają uznanie pracodawcy. Lęk powstrzymuje ich przed ujawnieniem swoich rzeczywistych talentów. Jeśli zdolny naukowiec nie prezentuje publicznie wyników swoich badań, nikt o nim nie usłyszy. Jeśli niezwykle utalentowana wokalistka nie jest w stanie wyjść na scenę, nie ma szans na karierę w show-biznesie. Osoba niezwykle interesująca może pozostać nielubiana, ponieważ podczas rozmowy jąka się, czerwieni i nie patrzy w oczy, a zamiast wypowiedzieć choć jedną z błyskotliwych myśli, który ma pełną kieszeń, operuje jedynie wytartymi frazesami.

Powstaje w ten sposób błędne koło – osoba ogarnięta lękiem zachowuje się w sposób sztywny, skrępowany, jest zbyt wycofana lub nerwowo narzucająca się, wywierając niekorzystne wrażenie, którego tak się obawia. Sprawia, że ludzie odczuwają nieautentyczność jej zachowania i rzeczywiście zaczynają postrzegać ją jako nieprzyjazną. Brak pozytywnych reakcji otoczenia utwierdza osobę cierpiącą na fobię w negatywnych przekonaniach na temat samej siebie.

Silny lęk w nowych sytuacjach może powodować reagowanie niekontrolowaną złością i agresją, wynikającą ze wzmożonego napięcia nerwowego. Kładzie się to cieniem na wizerunku osoby w jej własnych oczach i w oczach tych, którzy są świadkami wybuchu negatywnych emocji. Unikanie kontaktów oraz nieadekwatne reakcje mogą doprowadzić osoby cierpiące na fobię do chronicznej samotności. Rekompensatą prawdziwych relacji stają się często znajomości przez Internet. W tego rodzaju kontaktach lęk jest znacznie mniejszy, choć nie można powiedzieć, że nie występuje wcale.

Największym paradoksem osób cierpiących na fobię społeczną jest to, że pragną one kontaktu z innymi, ale nie wierzą, że są w stanie korzystnie się zaprezentować i sprawić, by inni byli z nich zadowoleni. Sami o sobie myślą niezbyt pochlebnie. Niska samoocena i brak samoakceptacji są czerwonym światłem na drodze do zdobywania nowych doświadczeń i samorealizacji. Ich sytuacja życiowa przypomina scenę, na której ustawiona jest niezbędna scenografia, gdzie czekają inni aktorzy i czeka licznie zgromadzona publiczność. Nie ma tylko aktora grającego główną rolę. Zamiast wyjść na scenę i objawić swój talent, stoi całkiem z tyłu, nie chce się pokazać. Patrzy z daleka, jak inni, którzy pokonali lęk, swobodnie operują słowami, zbierają oklaski i nie martwią się zbytnio, jaki będzie efekt końcowy, bo swoją rolę grają najlepiej jak potrafią.

Niektórzy badacze nazywają lęk społeczny chorobą cywilizacyjną. Twierdzą, że procent osób, które mają zahamowania w kontaktach z innymi jest większy niż w przeszłości. Każdego, kto się z tym nie zgodzi, zachęcam, by przyjrzał się ludziom w autobusie, w tramwaju, w metrze i spróbował policzyć, ilu z nich ma słuchawki na uszach. By zastanowił się, czy zna swoich sąsiadów i czy lubi z nimi rozmawiać.

Przede wszystkim zachęcam, by niezbyt pochopnie przyklejać etykietki tym, którzy są małomówni, odmawiają spotkań, nie kontynuują rozpoczętej rozmowy. Być może za nieprzyjazną powierzchownością kryje się coś więcej niż tylko gbur i arogant.


Autorka o sobie samej:

Cóż można o mnie napisać... :)

Niegdyś studentka anglistyki, dziś pedagogiki... Czas wypełnia mi praca z ludźmi i książkami, ale przede wszystkim odkrywanie siebie i pokonywanie własnych ograniczeń, co jest przedsięwzięciem zaplanowanym na lata...

Monika Wilk

46 komentarze:

osa pisze...

Przeczytałam i po plecach przeszedł mi dreszcz. Mam czasem takie dni. Potem mija, ale to mimo wszystko niepokoi. Jest mi głupio za moje zachowania i mam problemy z utrzymaniem pewnych relacji, bo wstyd czasem zadzwonić, spotkać się.

Anonimowy pisze...

Bardzo dobra pointa! Powinno wypisac sie ja zlotymi literami.

- anonimus

Anonimowy pisze...

Świetny tekst, lektura obowiązkowa dla każdego.

Nic dziwnego, że o fobię społeczną, w dżungli międzyludzkiej, tak łatwo, skoro lęk jest najłatwiej warunkującym się mechanizmem naszego wnętrza.

Pio

Anonimowy pisze...

Ledwo przebrnęłam przez ten tekst, jakbym czytała o sobie. Ciekawostką jest jednak, że nie bardzo chcę się tej fobii pozbywać, nie chcę wychodzić z tego mojego bezpiecznego i sprawdzonego kokonu, to jest część mnie.

Anonimowy pisze...

i co ja mam zrobić jeśli 60% tego co jest tu napisane jest o mnie ? :D

Anonimowy pisze...

Najgorsze jest to, że fobia społeczna wiąże się z ogromnym cierpieniem. Dla mnie wyjście do sklepu osiedlowego stanowi ogramy problem. Czasem zbieram się cały dzień i nie zawsze kończy się to zakupami...;) Czasem jest bardzo ciężko. Najbliższe grono osób tego nie rozumie.

Anonimowy pisze...

jak sie tego pozbyc

Anonimowy pisze...

kurcze - uświadomiłam sobie właśnie, że ja też chyba to mam.

Anonimowy pisze...

"Najgorsze jest to, że fobia społeczna wiąże się z ogromnym cierpieniem. Dla mnie wyjście do sklepu osiedlowego stanowi ogramy problem. Czasem zbieram się cały dzień i nie zawsze kończy się to zakupami...;) Czasem jest bardzo ciężko. Najbliższe grono osób tego nie rozumie."

Mam niestety tak samo. Nie wiem co zrobić, jak sobie z tym poradzić.
Ponadto wydaje mi się, że mam również zespół niezaspokojenia emocjonalnego. Niestety.

Anonimowy pisze...

Ja mieszkam w akademiku i niestety nie mam siły się uczyć, bo nawet jak wejdzie mój współlokator to czuję paniczny lęk. Chciałbym żeby w końcu to się skończyło ale to nadal trwa. Pozdrawiam wszystkich chorych na fobię społeczną i im pomagających.

kamil pisze...

Najgorsze jest jak człowiek nie wychodzi z domu

Anonimowy pisze...

Nie ufam ludziom, nie lubię jak ktoś patrzy mi w oczy lub przygląda się z boku. Panicznie obawiam się wyśmiania, poniżania... Czuje się bezpiecznie tylko w momencie, gdy mogę być "niewidzialny", gdy nikt nie zwraca na mnie uwagi... Jeśli zostanie naruszona moja "niewidzialność" odczuwam poczucie zagrożenia, paraliżującego strachu... Jeśli ktoś "zaatakuje" mnie z agresją, potrafię w jednym momencie zgasnąć, jak za pstryknięciem i zupełnie przestaję mówić, nawet przez kilka tygodni, miesięcy (mutyzm)....
...bo wszystko się zaczęło dawno temu, we wczesnym dzieciństwie - jestem ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej.
Nie potrafię przełamać się i uwierzyć w drugiego człowieka. Paniczny lęk przed agresją i nieustające poczucie zagrożenia są częścią mojego życia.
Nie potrafię mówić, nie umiem krzyczeć, nie wiem co to znaczy normalnie żyć. Nie mogę się od tego uwolnić...

Zaszczuty jak pies :-/
Pozdr. cierpiących na tą przypadłość.

Anonimowy pisze...

Bardzo dziękuję za Pani tekst. Dał mi wiele do myślenia.
Cierpię na fobię społeczną i czuję ogromną potrzebę rozpoczęcia pracy nad tym, by lepiej sobie w międzyludzkich sytuacjach radzić. Wiem jak wiele tracę.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy mają podobne problemy i cieszę się, że mogłam przeczytać Wasze komentarze.

Anonimowy pisze...

Miewam wszystkie te objawy,jest mi bardzo ciężko z tym żyć.Jedną próbę samobójczą mam już za sobą,było to bardzo dawno temu. Ale ta natrętna myśl mnie nie opuszcza.Ciągle słyszę w mojej głowie:JAK BĘDZIE BARDZO ZLE TO ZAWSZE MOŻESZ ZE SOBĄ SKOŃCZYĆ!!!Jestem mamą 3 dzieci i codziennie stawiam tej chorobie czoło,ale mam też świadomość,że życie ucieka mi między palcami.Brakuje w nim radości,zadowolenia i spełnienia.Moim marzeniem,ogromnym marzeniem jest móc powiedzieć w pełni szczerze JESTEM SZCZĘŚLIWA!!

Anonimowy pisze...

wiekszosc komentarzy opisuje to jak sie czuje !

Anonimowy pisze...

To niesamowite czytać o samym sobie! To prawda, życie staje się nie do zniesienia, proste czynności to jak zdobycie wierzchołka góry. Boję się rozmawiać z ludźmi-zaczynam się trząść i to niestety widać. Posiłek w restauracji-męki-trzęsę się jak galareta, jazda samochodem spoko ale każde zatrzymanie się powoduje trzęsienie się głowy, rąk, bo ktoś pewnie na mnie patrzy. Wiem, muszę iść do lekarza bo życie ucieka, mam 40 lat i co roku jest gorzej. Do tego dołączają się trudności z mową, chodzeniem-jestem sztywna. Najlepiej czuję się w domu-jest bezpiecznie-kochający mąż, dwoje dzieci.Ale każde wyjście z domu to stres nie do wytrzymania. Dziękuję autorce za wspaniały bo prawdziwy artykuł.

Anonimowy pisze...

Ja niestety też borykam się z tym problemem. Mam 28 lat i do zeszłego roku normalnie funkcjonowałam. Miałam wcześniej kilka przykrych incydentów jednak nie zdawałam sobie sprawy, że to mogą być jakieś pierwsze objawy fobii.
Najgorsze jest to, że jestem pracownikiem banku więc kontakt z drugim człowiekiem to dla mnie standard. Kiedyś (do zeszłego roku) moja praca sprawiała mi ogromną przyjemność, jednak teraz dla mnie to prawdziwa trauma.Największa trudność sprawia mi kontakt z osobami młodymi lub osobami z wyższej kategorii zaszeregowania(przed którymi czuję się gorsza i niewystarczająco inteligentna). W pracy cały czas siedzę zestresowana i cala drżę. Straciłam całą wiarę w siebie. Najgorsze jest to bezustanne myślenie i nakręcanie się i analizowanie swoich zachowań co pogłębia tylko mój stan. Bardzo jestem ciekawa czy komuś udało się z tego wyjść, czy są dla nas jakiś szanse by wrócić do normalnego życie:(

Anonimowy pisze...

czy ktoś wie jak się skutecznie "pozbyć" FS?

Anonimowy pisze...

również cierpię na tą chorobę. od bardzo bardzo dawna, jest mi bardzo ciężko, cierpię, wszyscy maja mnie za gbura ... nie rozumieja co dzieje się w mojej głowie. Jedyna myśl jaka mnie podtrzymuje przy życiu to myśl; że zawsze jak coś można skończyć z tym wszystkim. cały czas krązy mi to w głowie. już raz prawie przeszłam na tamten świat.cteraz przechodze najgorszy okres w moim zyciu matura, teraz dostałam się na studia, boje się cały czas jestem roztrzęsiona mimo że jeszcze 2 miesiące, boję się nie znam nikogo, będę musiała dojerzdzać tramwajami na uczelenie co bedzie dla mnie prawdziwą katorga. nie wiem czy dam rade. mam zamiar wybrac się do lekarza. juz od jakiegoś czasu biore leki uspokajace, prze tem kradłam relanium ojcu alkoholiku tak jak afobam, xanax i jeszce jakies. pomagało ale zdaje sobie sprawe ze nie moge przezyc zycia cały czas zmulona i na prochach. zbieram się od jakiegoś poł roku zeby iść do tego lekarza, boje sie ze mnie wysmieje, uzna za hipochondryka .... to dla mnie takie trudne... musze cos z tym zrobić bo to się zle skonczy, czuje to...

taka sobie zuzia pisze...

"każdy doświadczył w swoim życiu podobnych odczuć" - oczywiście, że tak; ale żeby to tak w sobie pielęgnować na codzień? żyć tym? roztrząsać w sobie? ciągle sobie wspominać i wypominać? - dla mnie niewyobrażalne!, bo po co się zatrzymywać, spoko przede mną droga...

artykuł wydawał mi się skrajnie naciągany: zakompleksienie, brak zaufania do samego siebie, brak pewności siebie, wycofanie się, traktowanie innych ludzi, ba, nawet samego siebie jako zło konieczne - i wszystko to w mega ilościach mega użalania się nad samym sobą... dla mnie abstrakcja... nie, tacy ludzie sami z siebie NIE istnieją... nie, bo nikt sam sobie takich rzeczy nie robi, nie niszczy się... to wytwór wyobraźni, ewentualnie choroby psychicznej...

ale z prawdziwym przerażeniem odkryłam treść komentarzy pod artykułem... jestem w szoku...! musicie mieć strasznie przerąbane życie sami z sobą : ((( proszę, nie wkładajcie w cudze słowa, gesty, spojrzenia, myśli, własnych interpretacji swojego ja... jest w Was tyle piękna! dlaczego go nie ujrzeć? dlaczego nie wyciągnąć na światło, by mogło rozkwitać? po co ustawiać poprzeczkę na 10m, jeśli i tak się jej nie przeskoczy?! można ją podnosić systematycznie od zera o 1cm dziennie, by którego dnia spojrzeć, że jest dużo wyżej niż poprzeczki innych ludzi : )

czy są gdzieś w internecie jakieś grupy wsparcia dla osób cierpiących na fobię społeczną? czy można gdzieś o tym szerzej poczytać? tak z życia, z doświadczenia osób chorych? jakiś blog? jak się zachowywać na ulicy? toż ja całkiem nieświadomie za depresant innym mogę robić... leczy to się jakoś? jak wyglądają objawy? kiedy można mówić o przekroczeniu normy wrodzonego charakteru / osobowości / temperamentu? jak to się w ogóle diagnozuje? jak odróżnić fobię społeczną od braku posiadania własnej wartości? jak to zauważyć u własnych dzieci, żeby je wspomóc w nie wchodzeniu do piekła?, bo mnie się ta fobia jakoś z piekłem kojarzy brrr...

nie, nie jestem przebojowa! tylko taka sobie w normie... tak, tak, wiem: Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko niedokładnie zdiagnozowani. : )))

Pozdrawiam
i życzę wiary w siebie.

Anonimowy pisze...

Witam. Od kilku m-cy moja fobia zaczęła narastać, zauważyłem przy zamiarze pójścia na wesele jako osoba towarzysząca czy jakąkolwiek impreze. Dzięki temu artykułowi uświadomiłem sobie jak bardzo się odsunąłem od ludzi, od znajomych- pozostali mi Ci najbliżsi. Teraz wiem, że zaczęło się to już w młodych latach, w podstawówce miałem problemy z konwersacjami z dziewczynami czy kimś z innej klasy. Przez 2,5 roku jak jestem z moją dziewczyną, tylko raz byłem w klubie na imprezie- było to dla mnie wielkie wyzwanie. Aktualnie borykam się z decyzją jakie rozwiązanie będzie lepsze, czy wziąć się za siebie i leczyć, czy po prostu przestać ograniczać moją dziewczynę i nie utrudniać jej życia pełną piersią. Będę starał się mimo wszystko krok po kroku zmieniać siebie. Mam nadzieje, ze wszyscy sobie poradzicie. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Również czuję się jakbym czytała o sobie:( Boję się rozmawiać z ludźmi, panicznie boje się odrzucenia, wyśmiania.Mam problemy z zatelefonowaniem gdziekolwiek . Siedzę całymi dniami w domu. Nie mam znajomych,nie mam chłopaka , nikt nie chce mnie poznac bo ludzie uważają mnie za osobę cichą i spokojną czyli nudną. Bardzo chciałabym pokonać strach i wyjśc do ludzi ale nie potrafie, strach jest silniejszy. Gdy tylko ktoś do mnie zagada serce zaczyna mi bic jak oszalałe i nie potrafię wydusić słowa.Czuję się z tym okropnie, nienawidze tej fobii . Najgorsze jest to ,że całe życie jestem taka.
Zbieram się aby iśc do psychologa, ale boje się bo nie umiem otworzyc się przed kimkolwiek .

Anonimowy pisze...

Ja tez mam podobny problem .Fobia niszczy moje zycie niewiem jak to sie stalo ,ale powoli zaczelam zamykac sie we wlasnym swiecie to pieklo nie zycie.

Anonimowy pisze...

To prawda, to piekło! nie życie:(
Ja żyję w tym piekle już 35 lat, w tym opisanym w artykule. Kto nie cierpi na fobię to nie wie co to znaczy. Każda rozmowa telefoniczna i bezpośrednia, każde jakiekolwiek wystąpienie (nawet minimalne), cokolwiek co poddaje nas jakiejkolwiek obserwacji wywołuje mętlik w głowie, okropne drżenie ciała i głosu... po prostu katastrofa. O jakiejkolwiek zmianie w swoim życiu można zapomnieć, bo strach:( strach, strach, wszechogarniający strach. I to jest właśnie moje piekło...piekło wokół mnie. Po co żyć?

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu tych wszystkich komentarzy, mam tylko nadzieję,że nie będę musiała żyć tak w kolejnych latach (zaczęłam dopuszczać ewentualność pojawienia się tych 'kolejnych lat' niedawno...). Nie wiem co robić, żeby zmienić, pozbyć się tych lęków-fobii, ale chcę tego i aktualnie to mnie popycha do wychodzenia na spacery i zaczepiania znajomych na fb

Anonimowy pisze...

Mam nadzieje,ze ktos tutaj jeszcze zaglada na to forum :)
Nie wiem czy mam fobie spoleczna czy nie,ale odkad czytam coraz wiecej na temat tych wszystkich schorzen psychicznych to sie zaczynam sama zastanawiam czy nie isc do jakiegos psychiatry.
Mam 17 lat,2 liceum,ledwo zdałam.W tym roku zmienilam szkole.Duzo sie w tym roku zmienilo.Mysle,ze od podstawowki do teraz nie sprawialam zadnych problemow dydatktycznych,siedzialam spokojnie w lawce,najczesciej sama albo skulona.Po za szkola to staram sie byc usmiechnieta i wiekszosc osob mysli,ze jestem pozytywna osoba.Jak poznaje nowe osoby to jest dobrze,gorzej kiedy widze je po 8 godzin dziennie.Kiedy mowie o tym co czuje to wtedy po prostu placze,a wiekszosc osob moze myslec,ze jestem rozpieszczonym dzieckiem albo nie wiem...bylam u psychologa w 1 liceum i stwierdzil,ze mam depresje i ze powinnam poszukac jakiegos chlopaka,zaczac myslec o czyms pozytywnym,a w najgorszym wypadku sa stosowane tabletki.Bylam chyba 2 czy 3 razy i pomoglo,pozniej juz przestalam chodzic.Pozniej sie pojawily problemy z klasa,troche sobie nagrabilam i wiekszosc osob stwierdzila,ze jestem psychiczna,nie szanuje pracy innych,ze jestem ladna,ale glupia i jeszcze niektore z tych osob mowily to kolo mnie,oczywiscie nie uzywaly mojego imienia ale bylo to po prostu widac,ze chodzi o mnie.Ja juz nie chcialam zadnych konfliktow i staralam sie jakos wytrzymac do konca roku.Nauczyciele zaczeli mnie inaczej traktowac i bylo to widac,aj tez to czulam,a ludzie zaczeli W ostatnie dni jak szalona siedzialam nad ksiazkami,uczac sie,a raczej wkuwajac bo juz raczej nie myslalam,dostalawalam biegunki od samego siedzenia nad ksiazkami.Bylam u lekarza,robiono mi usg itd nic nie wykazalo,ale pozniej jak wrocilam do szkoly to tak wiekszosc czasu juz nie chcialam rozmawiac z ludzi,przeczekiwalam przerwy w toaletach,po prostu sie zamykalam i wychodzilam,nie mialam ochoty jesc.Myslalam tylko o tym zeby przyjsc do szkoly i wyjsc jak najszybciej,a z rowiesnikami rozmawiac tylko o szkole.Tak samo jak po zmianie szkoly,chcialam wszystko zaczac od nowa,zaczelam dobrze,przedstawilam sie,bylam mila,rozmawialam z wieloma osobami,nie chcialam sie podlizywac nauczycielom,ze zmienilam szkole i musialam sie pytac co i jak,bo przeciez zmienilam szkole,iinny program nauczania itd.Jedna dziewczyna stwierdzila,ze sie popisuje i nic nie umiem,powiedziala to jeszcze za mna ale ja to po prostu zignorowalam i pozniej mialam problem z koncetracja nad zadaniem w klasie i zaczely mi sie trzasc rece.Wiem,ze nie moga mnie wszyscy lubic,bo to jest niemozliwe.Czesto po prostu unikam ludzi,a zeby z nimi nei rozmawiac.Mialam pare przypadkow gdzie zawiodlam sie na ludziach,sama tez nie bylam lepsza ale tez moze dostalam jakas nauczke za swoje wczesniejsze zachowanie ?
Staram sie byc szczera osoba,szczegolnie wobec mamy,lubie z nia rozmawiac ale tez nie chce jej zabierac prace,ma stresujaca prace,a swoje stresy tez wyladowuje na mnie czy starsza siostre.Tata twierdzi zeby nie narzekac,tylko mam sie uczyc itd ciagle mysli o problemach,mama przeciwnie,zawsze znajdzie jakies rozwiazanie,chce abysmy byli wszysyc razem.Tylko nie rozumiem jednej rzeczy jak moze z nim byc skoro zdradzal ja przez 7 lat ? rodzice ciagle sie kloca,a ja sie staram jakos to zglagodzic,ale pozniej wychodzi na to ze chyba to jeszcze pogarszam albo sama doprowadzam do takiej sytuacji.Wiekszosc czasu spedzam przy komputerze albo prostu spiac keidy jestem w domu.Kiedy cos robie po za domem to najczesciej sama.Nie chce mi sie uczyc i trudno mi sie na czym kolwiek skupic jezeli jestem po za domem.

Anonimowy pisze...

Witam po przeczytaniu artykułu, wszystkich wypowiedzi jestem pewna ze mam ten sam problem. Mam 28lat i od zawsze byłam skrytą wstydliwą dziewczyną. zawsze jak miałam jakiś problem nikomu o tym nie mówiłam po prostu uważałam ze nikogo nie interesuje to co mówię ,że nikt mnie nie słucha a jeśli już słucha to tylko po to żeby się puzniej ze mnie posmiać .... Jestem w związku a raczej byłam bo właśnie przez to że boje się rozmawiać ,otworzyć mój facet chce odejść... często próbowałam mu powiedzieć o tym co czuję czego chce ale nie mogłam, mimo tego że mu bardzo ufam że go kocham.Nie umiem rozmawiać na temat seksu z osoba najważniejszą w moim życiu chociaż naprawdę tego chce ,ale to jest silniejsze ode mnie chociaż wiele razy próbowałam.... Jeśli spotykam się ze znajomymi to raczej tylko słucham chociaż sama chciała bym wypowiedzieć sie na jakiś temat to nie moge boje sie że palnę jakąś gafę i bedzie wstyd... bardzo chce sie jeszcze uczyć iśc do szkoły bo nie mam zadnego wykształcenie bo wczesniej niemogłam a jak już mogę to boje sie bo przecież tam będą obcy ludzie będę tam sama i wiem że nie bede umiała z nimi rozmawiać.... pójście załatwienie czegokolwiek jest dla mnie straszne i robie to tylko wtedy kiedy juz naprawdę muszę . nie boje sie rozmawiac przez tel bo wiem ze osoba z która rozmawiam mnie nie widzi nie ma jej obok nie patrzy na mnie i nawet wtedy jak walne jakąś gafe nie przekmuje sie tym.chciała bym uwolnić sie od tego lęku zyc normalnie i mam nadzieje ze moze kiedyś mi sie to uda i zycze tego wszystkim ktorzy maja ten sam problem....

Anonimowy pisze...

Już od jakiegoś czasu podejrzewałam że jestem posiadaczką takiej fobii. Problem robi się coraz większy, od 6 lat mam męża który jest całkowitą moją odwrotnością, biedak dostosował się do mnie, choć teraz wiem jakie to dla niego poświęcenie. Ogólnie panuje opinia, że jestem domatorką, teraz wiem, że to wina mojej fobii, dosłownie jest tylko jedna osoba zaufana, oprócz najbliższej rodziny oczywiście, której obecność mi nie przeszkadza w moim domu, gdy tylko pojawia się jakiś znajomy mojego męża dostaję białej gorączki, i gdy tylko podczas takiego spotkania mam okazję (ponieważ sama nigdy z nimi nie siedzę), mówię mu żeby już zakończył spotkanie z kolegami.
Nienawidzę spotykać swoich znajomych z dawnych lat. Nie umiem z nimi rozmawiać, chyba się wstydzę.
Tak jak napisała jedna osoba na tym forum, jadąc samochodem, stojąc na światłach bardzo rzadko patrzę na innych kierowców.
Podczas rozmowy mam wrażenie, że jestem bardzo sztuczna, mimo że teoretycznie mam świetne teksty w zanadrzu, zazwyczaj walę jakieś totalne bzdury, które jeszcze bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że rozmowę powinnam sobie odpuścić bo jestem w niej do niczego.
Jadąc samochodem przypuszczalnie kiedy mam coś załatwić, albo już po jakimś zdarzeniu obmyślam teksty które mogę, lub mogłam powiedzieć, wyobrażam sobie jak bym się zachowała, żeby czuć pełną satysfakcję. Mało tego- często tak się w to wczuwam, że nagle zaczynam mówić na głos, pomimo, że np. jadą ze mną moje dzieci i pytaja o co mi chodzi. Przy dorosłych staram się bardziej ograniczać, ale też nie zawsze wychodzi. Na moje emocje ma bardzo duży wpływ muzyka, zapewne dlatego zazwyczaj w samochodzie dochodzi do takich sytuacji, bo tam słucham swoich płyt.
Co ciekawe myślę o sobie jak o osobie wyjątkowej. Na serio, uważam że jestem mądrzejsza od innych, inteligentniejsza, bardziej błyskotliwa, samodzielniejsza, lepsza, idąc ulicą oceniam czy jestem ładniejsza od innych kobiet, oczywiście zazwyczaj jestem, więc samoocenę mam wysoką, ale pomimo tego, kiedy jakiś mężczyzna na mnie spojrzy, odwracam od niego zwrok, bo się wstydzę.
Oczywiście nie chodzi tu o flirt bo przecież mam męża, ale o zwykłą świadomość, że mogłam się komuś spodobać.
Mam już tego dość, serdecznie, kiedyś w czasie awantury mąż mi powiedział, że jestem zimną, wyrachowaną s..ą. I faktycznie sprawiam takie wrażenie, chodzę wiecznie poważna, rzedko kiedy się uśmiecham, robię taką minę lepszej, niedostępnej dla innych, nie wiem jak to wytłumaczyć ale tą miną próbuję się odgrodzić od innych. Jego kolegom jestem w stanie powiedzieć, że mają się zbierać do domu, bo impreza się skończyła itd. Co ciekawe podczas rozmowy zawsze patrzę osobie z która rozmawiam w oczy, ale chodząc po ulicy, w sklepie czy gdziekolwiek nie patrzę ludziom w oczy, i patrzę tak naprawdę niewidząc, tzn. skupiam się na czymś innym, i nie dostrzegam ludzi.
I teraz najważniejsze moje pytanie: Jak to się leczy? Bo mam dość!!! To cholerstwo niszczy moje życie, prawdopodobnie zrujnuje moje małżeństwo, a mnie samą doprowadzi do załamania nerwowego.

Anonimowy pisze...

Chciałbym to zmienić, ale nie potrafię. Boję się... ludzie są straszni. Zacząłem niedawno nową pracę i wiem, że długo tam nie wytrzymam. Rzuciłem studia, potem drugą szkołę, jedną pracę i następną. Ludzie mnie przerażają i nie wiem, jak będzie dalej. Nawet nie potrafię skończyć ze sobą. W sumie to nic mnie nie trzyma. Chciałbym żyć normalnie, mieć rodzinę, przyjaciół... Jednak nie potrafię.


Jak czytam wasze wypowiedzi. Jest tyle osób, które czują to co ja i nawet nie możemy się spotkać. Boję się odbierać telefon, dzwonić, rozmawiać z obcymi. Poznani ludzie, których lubię potrafię zostawić z dnia na dzień i zapomnieć o nich i nigdy się nie odezwać.
Wmawiam sobie, że jestem typem samotnika, że ludzie mi są niepotrzebni, że dobrze mi jest samemu. Tak nie jest. Nie jest dobrze. To boli, strasznie boli, ciężko mi pisać nawet o tym.

Anonimowy pisze...

tak jakbym czytał o sobie... ten wszechogarniający stres jest wszędzie- w domu, w pracy... znajomych mam niewielu, jestem sam, ciężko mi nawiązać nowe kontakty z obawy że palnę coś głupiego albo zachowam się (według siebie) niewłaściwie (mam 28 lat)...

uświadomiłem sobie to niedawno, dłuższy czas uświadamiałem sobie że po prostu jestem nieśmiały...
powoli zaczynam z tym walczyć, mam nadzieję że się uda, choć już teraz widzę że będzie to trudna i długa droga...

Anonimowy pisze...

Ja mam to chyba od dziecka. Chociaz mialam momenty kiedy wydawalo mi sie, ze wmawiam to sobie. Lecz teraz widze po sobie. To tak jakbym sobie zaprzeczala. Chce poznawac ludzi, ale sie ich boje. Do cholery czy to nie jest dziwne?! Mam 21 lat i jak wyjde raz na 3 miesiace, raz na pol roku to naprawde dobrze. Nie umiem sie cieszyc, kiedys potrafilam. Wiecie, ze jak wychodze na dwor, do sklepu to sie denerwuje. Najbardziej nie lubie stania przy kasie. Nie wiem gdzie mam oko zawiesic i najchetniej bym zaplacila, zabrala zakupy i w nogi i zeby to wszystko trwalo 1sek. Ja rowniez odsuwam od siebie znajomych. Kiedys jeszcze laczyla nas szkola, ale teraz...jedyne co pamietam, ze zawsze probowalam sie jakos wymigiwac. Ludzie ratujcie! Chce zyc...a juz stresuje sie nastepnym dniem...ktory sie jeszcze nie zaczal.

Anonimowy pisze...

Ten tekst to jak scenariusz mojego życia, 100% trafny! Ja już mam dość bycia cieniem własnego siebie! Tylko jak mam się tego pozbyć? jak przezwyciężyć te lęki?
W swoim otoczeniu nie mam z kim o tym porozmawiać, zresztą wstydzę się tego, to mnie paraliżuje, i tak sam w swoim hermetycznym świecie egzystuje.... Jest nas wielu z tego co widzę, chętnie z każdym porozmawiam, bo nikt tak jak my na wzajem się rozumiemy, kto ma ochotę na rozmowę zapraszam na gg:3137628. Pozdrawiam i życzę z całego serca wszystkim wytrwałości i powodzenia! Pablo 24

Anonimowy pisze...

mam to... w głębi duszy uważam, że jestem ładna i inteligentna ale w konfrontacji z innymi czuje się gorsza. Mam przwie wszystkie z wymienionych zachowań. Chciałabym wiedzieć coś o podłożu tego zjawiska tzn. co może wywołać takie zachowania. Osobiście myślę, że to przez moją mamę. Siostra ma podobne, choć "lżejsze" objawy. Walczę z tym, każdego dnia. Nie mogę liczyć na pomoc psychologa, ponieważ boję się do niego wyjść (wiem, błędne koło)Najgorsze, że wiem co jest nie tak, a nie potrafię tego zmienić. Choć i tak jest lepiej niż kiedyś, bo zmuszam się, żeby być normalna. Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, ale przynajmniej wiem, ze nie jestem sama... Dzięki za poruszenie tego wątku Moniko! Domyślam się, że Ty też... Pozdrawiam! P.

Anonimowy pisze...

zupełnie jak by to był opis mnie od kilku lat siedzę w samotni w domu pije jak debil i nie potrafie wyjść gdzie kolwiek , koncert, kino itd.:( chce kogoś poznać ale nie potrafie, nie mam znajomych o przyjaciołach czy dziewczynie nie ma co wspominać jest mi ciężko i źle jedyne źródło w jakim doznaje przez jakiś czas ukojenia na alkochol :(.

Anonimowy pisze...

A ja chciałbym się spotkać z autorką tekstu. Tak zwyczajnie. Wydaje mi się, że przy Niej mógłbym się poczuć swobodnie. Wreszcie...

Anonimowy pisze...

Świetny artykuł, wiele bym dał aby ktoś z mojego otoczenia go przeczytał, to pewnie i tak nic by nie zmieniło bo prace zacząć trzeba pewnie od siebie. W artykule natknąłem się na zwrot który kołuje mi gdzieś w głowie od jakiegoś czasu "błędne koło". Bo tylko tak mogę określić to w czym obecnie tkwię. Mam 23 lata swobodnie i normalnie zachowuję się tylko w obecności przyjaciół których znam bardzo dobrze. Jak większość osób piszących komentarze mogę tylko powiedzieć, że artykuł pisany jakby o mnie. Dokładnie tak jak pisze autorka, każde moje zachowanie jest poprzedzone wnikliwą analizą tego co mam zrobić i powiedzieć. Za dużo myślę i to przekłada się na moje relacje z ludźmi. Mimo wszystko staram się normalnie funkcjonować, ale też od zawsze miałem przekonanie, że to nie może być zwykła nieśmiałość. Dziękuje za artykuł życzę wszystkim pogody ducha, pozdrawiam 3majcie się yo

Anonimowy pisze...

Patrząc na te wszystkie komentarze zdaję sobie sprawę ze skali tego zjawiska. To przerażające, ale najgorsze jest to że tak naprawdę zrozumieć ten problem potrafi bardzo wąska grupa osób i to najczęściej dotkniętych tym problemem. Dla osób z poza tej grupy to totalna abstrakcja i bzdury. Często zastanawiałem się nad interwencją psychologa przecież to ich pracą jest leczenie naszych duszy. Ale co ludzie powiedzą? :) tak i błędne koło się zamyka. Pracujmy nad sobą, zaciśnijmy zęby i starajmy się iść dalej, skończmy analizować! i szanujmy życie, mimo wszystko to coś niewyobrażalnie wyjątkowego. Jestem z wami.

Anonimowy pisze...

w sumie to ja nie wiem, czy mam fobię czy nie. od jakiegoś roku w sumie nie boję się rozmawiać z ludźmi - teraz 1 klasa liceum, z panią wychowawczynią rozmawia mi sie bardzo dobrze, w klasie czuje sie w miarę swobodnie, sam zaczynałem pisać do lasek (chociaż bywało to trudne), luźno przyjmowałem od nich odmowy, na balu gimnazjalnym bez problemu zapraszałem inne do tańca i tam w końcu poznałem tą jedyną z którą jestem do teraz.
ale druga strona medalu jest taka że kończę bardzo często tak jak ktoś z fobią społeczną - w klasie nie dostałem nieformalnego "zaproszenia" od ludzi z klasy na sylwestra, przyjaciele mnie wykorzystują, nie mam konkretnej grupki znajomych, przez większość dni po szkole mam szkołę muzyczną, w której niemal w ogóle nie rozwijam się towarzysko a w resztą dni siedze na komputerze i edukuje się w kierunku tworzenia muzyki. tylko w weekendy widze się z dziewczyną, nasze spotkania z tygodnia na tydzień stają się coraz bardziej monotonne ale nad tym pracujemy. ona wie o moim problemie i próbuje mi pomóc, tak więc np dzisiaj dostałem zaproszenie i z nią i jej koleżanką z chłopakiem (jak sie można domyśleć, tych 2 ostatnich nie znałem) na łyżwy. Dawno nie poznawałem nowych ludzi ale wcale nie bałem się ich poznania (właśnie tego mi od dłuższego czasu brakuje). gdzieś tam w głowie jeden ze scenariuszy był tym pesymistycznym - będę tam 5 kołem u wozu i wyjdę na debila. niestety okazało się to prawdą :/ przez całą droge jazdę tramwajem dziewczyny gadały ze sobą odwrócone do mnie plecami, jakiekolwiek próby zagadania do tych ludzi kończyły sie zdawkowymi odpowiedziami i powrotem do pierwotnego stanu. gdy ta druga poszła po chłopaka moja się mnie spytała czemu się na nią obraziłem (co było bzdurą) - powiedziałem jej co mnie boli, powiedziała że powinienem był nie siedzieć cicho (SIC!)... później było jeszcze gorzej ale nie chce mi się już o tym rozpisywać. w każdym razie zamiast poznać nowych, ciekawych ludzi wyszedłem na cichego, niezdecydowanego dzieciaka (bo dziewczyna rozpruła się drugiej o moim problemie gdy już musiałem na serio wracać do domu) i siedzę teraz wkurwiony w domu próbując zrozumieć co zrobiłem źle. mógłbym wymieniać jeszcze dużo takich sytuacji.

wbrew temu, co napisałem w 1 części tekstu muszę przyznać że nie umiem wyciągać inicjatywy do ludzi. nie, nie boję się - nie umiem. jest tak dlatego, że najczęściej nie ma komu tej ręki wyciągnąć
a nawet jak ktoś mi chce pomóc to nic z tego nie wychodzi

pozdrawiam wszystkich którzy mają podobny problem bardzo gorąco

Anonimowy pisze...

Bardzo prawdziwy artykuł czuję się jakbym czytała o sobie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle jest ludzi z podobnymi problemami. Na co dzień ich nie widać przez to czuję się bardzo samotna i niezrozumiana. Jedyną osobą do której mam pełne zaufanie i mogę o wszystkim powiedzieć jest moja mama ale nie mogę jej zadręczać swoimi problemami bo ma swoje. Również podejrzewam u siebie fobię to się ciągnie latami jestem taka odkąd tylko pamiętam cicha, szara myszka. Jako dziecko nawet unikałam kontaktów z rówieśnikami może nie tyle unikałam co nie szukałam nie czułam takiej potrzeby. Miałam swój własny świat w którym się zamykałam. Otaczał mnie bardzo wąski krąg znajomych właściwie to był tylko mój kuzyn i koleżanka z sąsiedztwa która często przychodziła. Trzymałyśmy sie razem przez całą podstawówkę i gimnazjum później nasze drogi się rozeszły. W liceum było ciężko inne miasto dojazdy itp. potem matura nie wiedziałam kompletnie co chcę w życiu robić jakie przedmioty wybrać ale jakoś zdałam i obecnie studiuję filologię angielską. Wiem idiotyczny pomysł dla osoby która ma takie leki. Po prostu nauka języków nigdy nie sprawiała mi większych trudności lubiłam się uczyć słówek itp. ale teraz coraz częściej się zastanawiam czy dobrze wybrałam. Te ciągłe występy na forum grupy mnie paraliżują. Trzęsące się ręce, suchość w gardle, nieznośny ból brzucha i patrzenie w podłogę. Nie wiem czy długo to wytrzymam. Do tego te kontakty z ludźmi. Każda dłuższa rozmowa to dla mnie droga przez mękę to jest taka właśnie gonitwa myśli lub totalna pustka nie potrafię się skupić na tym co druga osoba do mnie mówi tylko myślę już o tym jak zareaguję co mam powiedzieć naprzód . Dlatego to często ta druga inicjuje rozmowę i najczęściej ja dominuje. Uważam siebie za osobę raczej nudną nie mam ciekawych doświadczeń życiowych. To naprawdę boli kiedy się widzi jak innym to przychodzi z łatwością jak śmieją się z byle czego po prostu korzystają z życia a ja zadręczam siebie tymi myślami ale to jest własnie takie błędne koło z którego bardzo trudno wyjść. Próbowałam sobie jakoś pomóc ale to jest bardzo trudne. Mam cichy głos często muszę się powtarzać żeby ludzie mnie usłyszeli. Kompletnie w siebie nie wierzę nie potrafię już się nawet dłużej cieszyć jakimś sukcesem za to nadmiernie przezywam każdą porażkę to chore. Byłam u kilku psychologów ale ciężko jest się otworzyć przed obcą osobą poza tym kiedy zaczynam o tym mówić robi mi się sucho w ustach a oczy mam pełne łez.Też właśnie jak już ktoś wspominał usiłowałam sobie wmawiać że kontakty z innymi nie są mi do szczęścia potrzebne ze jestem typem samotnika ale to nie pomaga. Ciężko jest patrzeć na innych którzy korzystają z życia cieszą się młodością. Ale mimo wszystko nie poddaję się idę do przodu i mam nadzieję że małymi kroczkami dojdę do celu. Pozdrawiam wszystkich z podobnymi problemami :)

Anonimowy pisze...

Witam, ciesze sie że jest nas wielu :) Jako student informatyki musze przyznać ze jestem typowym "noł-lajfem", ograniczam kontakty z ludźmi do minimum - byle zaspokoić w jakimś tam najmniejszym stopniu potrzebe akceptacji, wyrazenia wlasnego zdania, przynaleności do społeczeństwa. Często zastanawiam sie nad tym czy to aby napewno dobrze ale jest to we mnie tak głęboko zakorzenione ze nie wiem w zasadzie jakby mogło być inaczej. CHciałbym mieć jakąś stałą "paczke" z ktorą wychodziłbym regularnie na piwo ale z drugiej strony cholernie (nie)dobrze jest kiedy jestem jak ktoryś z przedmówców wspomniał "niewidzialny" - nikt mnie nie ocenia, niczego odemnie nie chce, nie krytykuje... ale wiem ze to nie jest dokonca zdrowe i wiem ze kiedys będzie trzeba wreszcie stawić temu czoła. Pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy, powodzenia wszystkim !!! :)))

Anonimowy pisze...

Nie zamartwiajcie się nad sobą. Uczcie się na błędach, poznajcie ludzi, dowiedzcie się jacy wszyscy do siebie jesteśmy podobni. Mi to bardzo pomogło.

Anonimowy pisze...

Nie wiem... czy mogę mieć jeden obiaw podobny do fobii społecznej, ale zawsze miałam problem z rozmawianem ludźmi, ponieważ zawsze uważana byłam za inną i żyłam swoim życiem. Nie pozwalałam się wtrącać. Kiedyś byłam strasznie nieśmiała, ale wkurzało mnie że wszyscy mają fajne koleżanki, a ja stoję tylko z moimi dwoma koleżankami i coś we mnie pękło. Odtąd mój czujny zmysł zaczął po prostu zaczepiać ludzi z mojego bliskiego otoczenia. Mam inny styl życia i swoje wartości więc dla większości ludzi stałam się małym pośmiewiskiem. Robili sobie ze mnie żarty, a ja starałam po sobie tego nie pokazywać. Zawsze jednak był jakiś hamulec, żeby nie powiedzieć im coś przykrego... zawsze miałam poczucie winy, że chce zrobić komuś krzywdę. Płakało się w domu i szło jak na szpilkach do szkoły, ale mimo to trzymałam się i ciągle czekałam na każdy głupi tekst z kogoś strony. Poza tym jestem roztrzęsiona jak ktoś na mnie krzyczy. Zamykam się w sobie. Wszystko trafia do mnie nawet jeżeli bym sobie zatkała uszy. Czasami więc wolałam posiedzieć w samotności i szczerze mówiąc byłam otwarta tylko na jakiegoś przyjaciela lub przyjaciółkę. Unikałam ludzi, którzy mnie wkurzali i denerwowali. Żeby siebie zwalczyć popracowałam w markecie. A teraz zastanawiam się czy zrobiłam dobrze... pracuje od tyg jako przedstawiciel handlowy i wszystko na początku było ok... byłam gotowa zapukać do drzwi i przedstawić swoją ofertę. Im dłużej pracuje tym ze mną dzieje się coś czego nie rozumiem i nie wiem gdzie mam się zgłosić. Na początku nic mnie nie ruszyło. Pukałam do drzwi i mówiłam trochę niepewnie. Zawsze powtarzam co dziennie że dzisiaj osiągnę sukces. A teraz boję się nawet zapukać. Siadam na schodach i mam ochotę uciec do domu. Czuje się tak jakby ludzie mnie przeganiali, jakby mieli mnie dopaść. W snach śni mi się tylko że rozmawiam z nimi normalnie. Wszystko tylko żeby normalnie mieć życie, żeby zarobić na dom, na rodzinę. Nie wiem co robić... Czemu pojawił się we mnie hamulec, że mam wstręt do zapukania, do ludzi którzy mi otwierają. WIdze że patrzą na mnie gniewnie. Kręce się dziwnie w kółko, a chciłam kierować swoim życiem. Może ma ktoś pomysł co mogę zrobić żebym była taka sama jak zawsze pewna, nieugięta... i jak przełamać siebie samą...

Anonimowy pisze...

Artykuł o mnie, jeszcze 3 lata temu dusza towarzystwa, lubia, zawsze rozesmiana, zadnych problemow z wyjsciem na scene z kilkudziesiecio osobowa widownia, a teraz kazde wyjscie z domu przeradza sie w koszmar. Najgorzej jest na studiach, moj irracjonalny lek przed swiatem tak mnie przytlacza, ze nie moge utrzymac dlugopisu w trzesacej sie rece. Zyje za niewidzialnym murem, gdzie czas przestal plynac, zanych nowych twarzy,szalonych przygod... mlode lata mijaja bezpowrotnie, bez zanych nowych wspomnienien do ktorych bede mogla wracac

Anonimowy pisze...

ja chyba jak wiekszość z was czytałam poprostu o sobie....panicznie boję sie ludzi nie potrafie z nimi rozmawiac..... mam 25lat i męża z którym mogę rozmawiać owszystkim ale jesli chodzi o ludzi malozaufanych i nieznajomych nie wiem jaka siła ale blokuje mnie na maksa... xlat temu gdy bylam nastolatką problemy tego typu nie miały miejscakochałam świat ludzi i nie wiem kiedy moja fobia stała sie coraz silniejsza nim sie obejżałam moje wyhscia z domu oganiczyłam do minimum, myśl o pracy z obcymi ludzmi i samemu pokonywaniu przeszkod stało sie nie lada wyczynem...najgorsza jest pierwsza konwersacja z danaosobą, ubie gdy ktoś patrzy mi prosto w oczy podczas rozmowy wtedy mam poczucie ze owa osoba jest ze mna szczera i naprawde zaciekawiona moimi opowiastkami jednak gdy pszeszywa mnie na wylot wzrokiem bez zadnegon powodu odrazu sie wycofuje...mogłabym tu wypisac wiele przykładów ale to jest naprawde przytłaczające, nic cie nie cieszy malo sie usmiechasz mimo tego ze chcesz ale w jakis nie wyjasnion dla siebie sposob nie mozesz... bardzo chce moze nie pozbyc bo to w jakims stopniu we mnie pozostanie ale zmnimalizowac do minimum aby muc normalnie zyc obudzic sie i powiedzieć KOCHAM ZYCIE KOCHAM LUDZI A PRZEDEWSZYSTKIM SIEBIE!!! nie pomijajac męża

mag pisze...

Być może to co piszesz to fobia społeczna,choć niekoniecznie.Fobia społeczna często jest mylona z nieśmiałością.Właściwie to dużo osób kiedyś nieśmiałych obecnie cierpi na fobię społeczną.Sam kiedyś byłem nieśmiały i stopniowo to narastało,aż do momentu kiedy poczułem silny lęk i napięcie,które są tak nieprzyjemnym odczuciem,że zmuszają aby dana osoba ograniczała się w kontaktach z ludźmi.

Anonimowy pisze...

Od paru miesiecy siedze w domu nie mam za duzo znajomych mam zone i 2 dzieci , jestem bez pracy nie ufam ludziom bo za duzo przez nich wycierpialem nawet tych najblizszych, boje sie ludzi czasami nie moge odebrac telefonu , nic mi sie nie chce na nic nie mam ochoty siedze tylko przy glupim komputerze i zabijam czas, nie poswiecam sie zonie ani dzieciom , nie umie zaakceptowac samego siebie , brak mi ambicji i zaangazowania w cokolwiek, nie jestem szczesliwy mimo tego ze sie usprawiedliwiam ze inni maja gorzej, strasznie boje sie krytyki, moj stan emocjonalny upada dawniej bylem wesoly i ambitny im dalej tym gorzej, mam ciezki harakter zbyt dumny nie wiem jak sobie poradzic , uciekam i uciekam ale donikad.
Wplyw moglo miec moje dzecinstwo, jako dziecko nie mialem milosci od rodzicow , przez to terz nie umiem jej okazywac , naogladalem sie roznych starasznych rzeczy, zostawalem po nocach sam w domu.Czasami chcialbym inaczej postepowac ale to jak taka blokada w mozgu cos mi nie pozwala, bo nie dabam o dom rodzine o znajomych a takze o siebie.
Z nikim nie rozmawiam o swoich problemach od paru lat, kiedys ufalem i rozmawialem to nikt nie pomogl tylko zaszkodzil albo smiali sie za plecami, zostalem sam ze soba.

pozdrowienia

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts with Thumbnails