Fobia społeczna - silny lęk przed ludźmi
środa, 3 lutego 2010 Tematycznie monika wilk pisze, nerwice, zaburzenia 5 komentarzeAutorką tekstu jest Monika Wilk.
Uczucie znane niektórym z nas. Przyspieszone bicie serca, spocone dłonie, mięśnie napięte tak, jakby ktoś chwycił nas mocną ręką za żołądek i nie chciał puścić. Gonitwa chaotycznych myśli lub zupełna pustka.
Nie dam rady. Jestem do niczego.
Prawie każdy doświadczył w swoim życiu podobnych odczuć, gdy stawał twarzą w twarz z surowym egzaminatorem lub przed ważnym spotkaniem, na którym miał zabrać głos, tuż przed rozmową, od której wiele zależało, czy też przed wejściem do sali pełnej nieznajomych. Wielu profesjonalnych aktorów i muzyków przyznaje się do odczuwania tremy przed każdym wystąpieniem. W codziennym życiu ludzi teoretycznie nie związanych ze sceną również tremy nie brakuje.
Teoretycznie. Wielu filozofów i myślicieli przedstawiało świat jako wielką scenę, na której każdy z nas odgrywa teatr swojego życia. W różnych kontekstach odgrywamy różne role, przybieramy wykwintne pozy, staramy się dobrze posługiwać rekwizytami, pięknie modulować głos, by wyraził dokładnie to, co chcemy – nie mniej i nie więcej.
W teatrze życia, jak w każdym innym, nieodłącznym elementem jest publiczność. Po co grać, skoro nikt nie patrzy. Teatr życia ma jednak tą specyficzną cechę, że każdy kto się w nim znajduje, jest jednocześnie widzem i aktorem. Obserwuje, co robią inni i wyrabia sobie na ten temat określone zdanie, klaszcze lub wygwizduje. Jednocześnie on sam jest motorem akcji i sam podlega ocenie. Nie zawsze wypadnie tak, jakby chciał, nie zawsze zdobędzie serca widzów, nie zawsze zasłuży na uznanie. To stąd rodzi się trema. Wyrasta z poczucia, że mogę nie dać rady, nie spodobać się, nie ukazać się w korzystnych świetle, że mogą mnie wygwizdać i więcej na mój spektakl nie przyjść.
W życiu codziennym, w niszowym teatrzyku ludzkiej egzystencji, trema przybiera formę lęku społecznego. Jak sama nazwa wskazuje, jest to taki rodzaj lęku, który nieodłącznie związany jest z obecnością innych ludzi, a bardziej szczegółowo – z ich tendencją do oceniania naszej osoby i naszego działania. Człowiek doświadczający lęku społecznego jest przeświadczony, że jest przez innych wnikliwie obserwowany i poddawany surowej ocenie. Jednocześnie w głębi serca wierzy, że formułowana przez nich ocena nie jest dla niego korzystna, że zawodzi oczekiwania, nie osiąga standardów, nie staje na wysokości zadania. Patrząc na siebie oczyma innych, widzi osobę nieatrakcyjną, niezgrabną, nudną i sztampową. Napełnia go to smutkiem i obawą.
Sytuacjami najczęściej generującymi lęk społeczny są publiczne wystąpienia, spotkania formalne i nieformalne, poznawanie nowych osób i konfrontowanie się z nowymi sytuacjami, w których nie do końca wiadomo, jak się zachować. Silnie lękotwórczo działają sytuacje wymagające asertywnego zachowania, jak zwrócenie do sklepu wadliwego towaru, oparcie się wpływowi nachalnego sprzedawcy, obrona własnych poglądów, szczególnie tych sprzecznych z opinią otoczenia. Ostatnią kategorią są zwykłe czynności wykonywane w obecności innych: jedzenie w restauracji, praca we wspólnym pokoju, taniec w dyskotece. Żadna z wymienionych czynności nie jest przyczyną dyskomfortu, gdy dokonuje się w samotności lub w otoczeniu najbliższych osób.
Odczuwanie lęku w większości wymienionych sytuacji wydaje się mieć swoje racjonalne podłoże. Może się przecież zdarzyć, że odczyt nie spodoba się zebranym studentom, egzaminator nie uzna naszej odpowiedzi za wystarczająco dobrą, a nowo poznane osoby przylepią nam etykietkę mało interesujących i pozbawionych poczucia humoru. Odczuwanie lęku jest zatem normalne i uzasadnione. Jednakże, sekret jak zwykle tkwi w proporcjach.
Ludzie różnią się częstotliwością i intensywnością przeżywania lęku społecznego. Różnice indywidualne zauważalne są już we wczesnym dzieciństwie, gdy to ze względu na różne czynniki środowiskowe i osobowościowe dzieci uczą się reagować lękiem w pewnych sytuacjach. Dziecięca ogólna lękliwość przenosi się w okres dorastania i dorosłości, przeradzając się często w lęk społeczny odczuwany w sposób silny i stały.
Gdy lęk przybiera postać skrajną, człowiek nieustannie przeżywa katusze w interakcjach z innymi - mówimy wówczas o fobii społecznej. Charakterystyczny dla fobii jest obezwładniający lęk przed narażeniem się na śmieszność i kompromitację, który zazwyczaj nie ma żadnych racjonalnych przyczyn. Osoby cierpiące na fobię społeczną mają błędne wyobrażenie o własnych możliwościach i oczekiwaniach innych. Wydaje im się, że otoczenie wiele od nich wymaga, a oni nie są w stanie tym wymaganiom wyjść naprzeciw. Opinii innych ludzi przypisują nadmierną wagę, choć obiektywnie może ona nie mieć żadnego wpływu na ich życie. Przekonane są, że cokolwiek robią, robią to źle i inni wyraźnie to widzą.
Napełniają ich lękiem wszelkie sytuacje towarzyskie, nie tylko te, które już zaistniały, ale również te wyobrażone, w których mogliby się znaleźć. W napięciu oczekują spotkań, wystąpień i rozmów, które mają rozegrać się w dalekiej przyszłości. Zastanawiają się, co dokładnie powiedzą, przygotowują tematy do rozmowy i całe kwestie, rozmyślają o tym, jak się będą zachowywać i jakie to wywrze wrażenie – jednym słowem – przygotowują scenariusz, który potem wyreżyserują. Nie wierzą jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Co więcej, już na etapie planowania zakładają porażkę. Samemu oczekiwaniu towarzyszą nieprzyjemne objawy fizjologiczne, charakterystyczne dla lęku: przyspieszone bicie serca, zdenerwowanie, drżenie rąk, wzmożona potliwość, ból brzucha, rumieniec, nudności. Objawy fizjologiczne znacznie przybierają na sile w konfrontacji z rzeczywistą sytuacją.
Ponieważ interakcje społeczne wywołują szereg nieprzyjemnych doznań, osoba cierpiąca na fobię będzie ich unikać. Charakterystyczne dla fobii są wyszukane i różnorodne środki ostrożności, jakie jednostka podejmuje, by uniknąć interakcji, które w jej oczach są towarzyską porażką. Może celowo wybierać zawody, w których kontakt z ludźmi jest ograniczony lub na inne sposoby racjonalizować wycofanie się z życia towarzyskiego. Osoby z fobią społeczną doświadczają trudności w nawiązywaniu bliskich kontaktów – nie są nigdy inicjatorami randek, nie rozpoczynają kontaktu i nie umieją go podtrzymać, zrzucając ciężar ożywiania rozmowy na drugą osobę. Często w ogóle nie nawiązują bliskich, intymnych związków, w tym seksualnych. Jeśli jednak to zrobią, mają wiele zahamowań – stronią od rozmów o sprawach intymnych, a kobiety cierpiące na lęk rzadko zażywają środki antykoncepcyjne, których przepisanie wymaga wizyty u lekarza. Fobia zamyka człowieka w ciasnym gronie sprawdzonych ludzi, a czasem fizycznie we własnym domu. Zdarza się, że osoby cierpiące na fobię społeczną ograniczają wyjścia z domu do niezbędnego do przeżycia minimum. Nie jest to jednak wystarczający środek zaradczy – nikt nie jest w stanie żyć w zupełnym odosobnieniu i dla nikogo na dłuższą metę nie jest to korzystne.
Unikanie interakcji zawęża możliwości rozwoju osobistego i zawodowego. Człowiek rozwija się głównie dzięki satysfakcjonującym relacjom, zawieraniu nowych znajomości, dzieleniu się doświadczeniami. Dla dobrego samopoczucia psychicznego niezbędne jest doświadczanie akceptacji i aprobaty ze strony innych. Nie można ich jednak doświadczać, gdy unika się towarzystwa. Rozwój osobisty i zawodowy zahamowany jest przez unikanie sytuacji nowych, dających szansę na zdobycie nowych umiejętności i poszerzenie zakresu wiadomości. Uczniowie cierpiący na silny lęk społeczny nie są aktywni na zajęciach, nie zabierają głosu w dyskusjach i zazwyczaj pozostają niezauważeni, zarówno przez nauczycieli, jak i kolegów. Nie ośmielają się zadać pytania, nawet jeśli zupełnie nie rozumieją, o czym jest mowa na lekcji, na czym cierpią ich wyniki szkolne. W pracy zawodowej osoby z fobią społeczną rzadko awansują, rzadko też zdobywają uznanie pracodawcy. Lęk powstrzymuje ich przed ujawnieniem swoich rzeczywistych talentów. Jeśli zdolny naukowiec nie prezentuje publicznie wyników swoich badań, nikt o nim nie usłyszy. Jeśli niezwykle utalentowana wokalistka nie jest w stanie wyjść na scenę, nie ma szans na karierę w show-biznesie. Osoba niezwykle interesująca może pozostać nielubiana, ponieważ podczas rozmowy jąka się, czerwieni i nie patrzy w oczy, a zamiast wypowiedzieć choć jedną z błyskotliwych myśli, który ma pełną kieszeń, operuje jedynie wytartymi frazesami.
Powstaje w ten sposób błędne koło – osoba ogarnięta lękiem zachowuje się w sposób sztywny, skrępowany, jest zbyt wycofana lub nerwowo narzucająca się, wywierając niekorzystne wrażenie, którego tak się obawia. Sprawia, że ludzie odczuwają nieautentyczność jej zachowania i rzeczywiście zaczynają postrzegać ją jako nieprzyjazną. Brak pozytywnych reakcji otoczenia utwierdza osobę cierpiącą na fobię w negatywnych przekonaniach na temat samej siebie.
Silny lęk w nowych sytuacjach może powodować reagowanie niekontrolowaną złością i agresją, wynikającą ze wzmożonego napięcia nerwowego. Kładzie się to cieniem na wizerunku osoby w jej własnych oczach i w oczach tych, którzy są świadkami wybuchu negatywnych emocji. Unikanie kontaktów oraz nieadekwatne reakcje mogą doprowadzić osoby cierpiące na fobię do chronicznej samotności. Rekompensatą prawdziwych relacji stają się często znajomości przez Internet. W tego rodzaju kontaktach lęk jest znacznie mniejszy, choć nie można powiedzieć, że nie występuje wcale.
Największym paradoksem osób cierpiących na fobię społeczną jest to, że pragną one kontaktu z innymi, ale nie wierzą, że są w stanie korzystnie się zaprezentować i sprawić, by inni byli z nich zadowoleni. Sami o sobie myślą niezbyt pochlebnie. Niska samoocena i brak samoakceptacji są czerwonym światłem na drodze do zdobywania nowych doświadczeń i samorealizacji. Ich sytuacja życiowa przypomina scenę, na której ustawiona jest niezbędna scenografia, gdzie czekają inni aktorzy i czeka licznie zgromadzona publiczność. Nie ma tylko aktora grającego główną rolę. Zamiast wyjść na scenę i objawić swój talent, stoi całkiem z tyłu, nie chce się pokazać. Patrzy z daleka, jak inni, którzy pokonali lęk, swobodnie operują słowami, zbierają oklaski i nie martwią się zbytnio, jaki będzie efekt końcowy, bo swoją rolę grają najlepiej jak potrafią.
Niektórzy badacze nazywają lęk społeczny chorobą cywilizacyjną. Twierdzą, że procent osób, które mają zahamowania w kontaktach z innymi jest większy niż w przeszłości. Każdego, kto się z tym nie zgodzi, zachęcam, by przyjrzał się ludziom w autobusie, w tramwaju, w metrze i spróbował policzyć, ilu z nich ma słuchawki na uszach. By zastanowił się, czy zna swoich sąsiadów i czy lubi z nimi rozmawiać.
Przede wszystkim zachęcam, by niezbyt pochopnie przyklejać etykietki tym, którzy są małomówni, odmawiają spotkań, nie kontynuują rozpoczętej rozmowy. Być może za nieprzyjazną powierzchownością kryje się coś więcej niż tylko gbur i arogant.
Autorka o sobie samej:
Cóż można o mnie napisać... :)
Niegdyś studentka anglistyki, dziś pedagogiki... Czas wypełnia mi praca z ludźmi i książkami, ale przede wszystkim odkrywanie siebie i pokonywanie własnych ograniczeń, co jest przedsięwzięciem zaplanowanym na lata...
Monika Wilk

Przeczytałam i po plecach przeszedł mi dreszcz. Mam czasem takie dni. Potem mija, ale to mimo wszystko niepokoi. Jest mi głupio za moje zachowania i mam problemy z utrzymaniem pewnych relacji, bo wstyd czasem zadzwonić, spotkać się.
Bardzo dobra pointa! Powinno wypisac sie ja zlotymi literami.
- anonimus
Świetny tekst, lektura obowiązkowa dla każdego.
Nic dziwnego, że o fobię społeczną, w dżungli międzyludzkiej, tak łatwo, skoro lęk jest najłatwiej warunkującym się mechanizmem naszego wnętrza.
Pio
Ledwo przebrnęłam przez ten tekst, jakbym czytała o sobie. Ciekawostką jest jednak, że nie bardzo chcę się tej fobii pozbywać, nie chcę wychodzić z tego mojego bezpiecznego i sprawdzonego kokonu, to jest część mnie.
i co ja mam zrobić jeśli 60% tego co jest tu napisane jest o mnie ? :D