Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

niedziela, 14 lutego 2010

Dzieci szczęściem w małżeństwie


Czy takie równanie może być prawdziwe w świetle naukowych badań ?

ślub + dzieci = szczęście

Przekonajcie się czytając ten tekst.


Zagadnieniem tym zajmuje się dr Luis Angeles z Uniwersytetu w Glasgow w Wielkiej Brytanii.

Wcześniejsze badania naukowe na ten temat sugerowały, że większa liczba dzieci wcale nie zwiększa poczucia satysfakcji z życia a czasami wręcz im dzieci jest więcej, tym satysfakcja jest mniejsza. Wyjaśniano to w ten sposób, że wychowywanie dzieci to ciężka praca, która rzadko jest wynagradzana (ale bzdury, przecież dzieci niosą tyle radości).

Dr Angeles uznała jednak, że coś w tych badaniach musiało być nie tak (bo gdy spytała ludzi o najszczęśliwsze momenty ich życia wielu z nich wskazywało na narodzenie dziecka) i skonstruowała je na nowo, w ulepszonej wersji.

Tym razem dr Angeles postanowiła zbadać związek pomiędzy posiadaniem dzieci i satysfakcją z życia, biorąc pod uwagę takie czynniki jak: cechy jednostki, status związku, wiek, płeć, dochody i wykształcenie.

Co się okazało ?

Dla wszystkich osób (bez względu na wiek) pozostających w związkach małżeńskich, a w szczególności dla kobiet posiadanie dzieci zwiększało satysfakcję z życia. Poza tym poziom jej rósł wraz z liczbą dzieci w domu.

O negatywnych aspektach wychowywania dzieci mówili rodzice w separacji, żyjący "na kocią łapę", single lub ci, którzy nigdy się nie pobrały. Posiadanie dzieci wpływało u nich niekorzystnie na życie towarzyskie, ilość ich czasu wolnego i jego wykorzystanie.


---
W świetle powyższych badań małżeństwo i dzieci to klucz do szczęśliwego życia.

Pewnie oburzycie się mówiąc, że przecież przepis na szczęście nie może być aż tak prosty !

Autorka badań podsumowuje je jednak w taki sposób:

"Kuszące jest twierdzenie, że dzieci mają korzystny wpływ w 'odpowiednich warunkach' - to jest w okresie życia, w którym ludzie czują, że są gotowi na rodzicielstwo. Dla każdego może to nastąpić w innym czasie, ale zapowiedzią tego momentu może być zawarcie związku małżeńskiego."

I co Wy na to ?






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net


Na podstawie tekstu z ScienceDaily. Konsultacja lingwistyczna: Tomasz.Ch

12 komentarzy:

Elwira pisze...

nie dokońca się zgadzam, bo byłam w separacji czułam sie o wiele lepiej niż przez cały związek (kiedy to oczekiwałam na dziecko i kedy już się pojawiło w moim życiu).

Krzysztof Lis pisze...

Może dzieci poprawiają satysfakcję z życia, ale na pewno nie stanowią recepty na szczęście. Jeśli w związku (małżeństwie) dzieje się źle, pojawienie się dziecka nie naprawi wszystkiego (jak to się czasem zdaje kobietom), a często wręcz przeciwnie.

Holden Caulfield pisze...

nie tylko w małżeństwie, do cholery, nie tylko!!!!!!!!!
:)
Dzieci są BÓSTWEM TEGO ZŁEGO ŚWIATA
!!!!!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

@holden

:))) Piekne!

- anonimus

simon pisze...

ostatnio naszła mnie taka refleksja - może to tylko luźno powiązane z tematem ale... czasem odwiedzam grób dziadka i w tej samej alejce jest pochowany mężczyzna z mojej okolicy.

Nie znałem go, umarł parę lat wstecz. Na jego grobie nie ma nigdy liścia, brudu, choćby pyłku. Jego żona przychodzi tam codziennie, czasem dwa razy dziennie. Nawet teraz, gdy cały cmentarz jest zasypany półmetrową warstwą śniegu, jego grób jako jedyny jest odśnieżony całkowicie.

Matka mi opowiedziała o tej kobiecie. Jest teraz po 70-ce, mąż umarł, a że nie mieli dzieci - została sama. Nie wiem dlaczego nie mieli dzieci, czy nie chcieli, nie mogli - nie wnikam. Ale po prostu naszła mnie taka refleksja, że owszem narodziny dziecka i jego wychowanie to jedno, ale i na starość dzieciaki mogą pomóc. Bo po śmierci męża ta kobieta trochę straciła kontakt ze światem. A myślę, że jakby były dzieci koło niej, to by sobie lepiej ze stratą poradziła.

lavinka pisze...

"Może dzieci poprawiają satysfakcję z życia, ale na pewno nie stanowią recepty na szczęście. Jeśli w związku (małżeństwie) dzieje się źle, pojawienie się dziecka nie naprawi wszystkiego (jak to się czasem zdaje kobietom), a często wręcz przeciwnie."

O to to to.

A co do wypowiedzi Simona... znam wiele par, których dzieci nie_odwiedzają. Albo góra raz do roku, na Wigilię. Czy jest im lepiej? Nie sądzę.

mysiunia pisze...

Zgadzam sie z wypowiedzią LAVINKA moze nie do końca .Ja mając dwójke synów nie wyobrazam sobie jak by to było gdym ich nie miała ,one dały mi wkośc ale ile radosci ,i przerzyc doznawałam jak z wiekiem dorastały , obecnie jestem dumna z nich .co prawda sa juz dorosli i niekiedy nie maja czasu dla mnie ,zyja swoim zyciem ale dali mi cos cenengo wnuki a to jest jeszcze cudowniejsze uczucie kochac takie małe skarby.Tak wiec dzieci są wielkim darem .Tak sadze.

soniasonik pisze...

To bardzo skomplikowane zagadnienie. Trzy lata temu opuściła mnie, z dnia na dzień, ukochana córka. Syn kilka lat wczesńiej, kiedy poznał swoją obecną żonę. Poświęciłam im całe swoje życie. Wpadłam w ciężką depresję. Były dla mnie wszystkim! A teraz zostałam całkiem sama i nie potrafię ułożyć sobie życia z nikim. To co, że jestem jeszcze młoda...

Anonimowy pisze...

Nie wiem w jaki sposób badano ten "poziom szczęścia" wysuwając takie wnioski. Spójrzmy globalnie: najwięcej dzieci rodzi się w Afryce (im biedniejszy kraj tym wyższy przyrost naturalny) czyli tam logicznie myśląc powinni mieszkać najszczęśliwsi ludzie na świecie. To samo w pojedynczych rodzinach - zawsze biedni ludzie mieli najwięcej dzieci. Nie wiem, czy posiadając np. 10 dzieci i nie mając przy tym pieniedzy nawet na jedno można czuć się szczęśliwym i nie mieć wyrzutów sumienia. Ja bym przynajmniej zle się z tym czuła. Zatem twierdzenie "im więcej dzieci tym więcej szczęścia" jest absurdalne. Ciekawe co na to same dzieci "wychowywane" w tak licznych, często biednych rodzinach. Większość takich rodzin, które znam, jest patologiczna, dzieci juz od najmłodszych lat uczyły się krasc by mieć co jeść, część z nich żebrze. A rodzice to często alkoholicy, którzy są utrzymywani przez te dzieci.
Uwazam, że to my powinnismy byc dla dzieci, zapewnic im godne życie (nie chodzi o żadne luksusy), a nie dzieci dla nas. Często egoistycznie myślimy, że dziecko naprawi nasz związek (co jest bzdurą) lub coś tam innego w nas zmieni na lepsze. Zatem ktos nieszczęsliwy (z powodu np. złej sytuacji materialnej lub nieszczęsliwego związku) czytając, że "dziecko uczyni cie szczesliwym, im więcej dzieci tym bedziesz bardziej szczęśliwy" może się tylko rozczarowac.
Oczywiscie, jesli kogos stac na większą grupkę dzeci to nie jest w tym nic złego i w takim przypadku faktycznie dzieci mogą podnieść poziom szczęścia.
Marlena

Anonimowy pisze...

Jezeli chodzi to czy dzieci daja szczescie w malzenstwie to :uwazam ,ze tak nie widze malzenstwa ,ktore sie pobiera i kochajac sie bardzo nie pragna miec owocu tej milosci .Sory ,jerzeli kogos uraze ,ale szczescie daja takie dzieci ,ktore odza sie z milosci obojga ludzi ,a nie ze seksu przedmalzenskiego dla tego ,ze nie oczekuja na ten owoc tylko mysla o wspolnym wspolzyciu .To tak jak z tym ciaskiem .To dzecko ktore rodzi sie po slubie jest tak oczekiwane ,ze nawet jest to 2, 3, czy 4 rodzice zawsze powiedza ,ze to ich najwieksze szczescie ,bo przelali na nie cala swoja milosc,i mimo ,ze jestch ich duzo one to odczuja i zawsze znajdzie sie jakies ,ktore pomoze w starosci rodzicom ,bo to dzieci blogoslawione a nie (planowane czy wpadkowe itp .).
Pozatym mysle ,ze modzi ludzie przez telewizje i internet inaczej postrzegaja zycie ,mysla ,ze to film i gdy sie cos nie uda to mozna wyciac to z zycia a tak nie jest .
Dlatego uwazam ,ze najwieksze szczescie w zyciu to to gdy znajdujemy odpowiednia osobe by umiec zyc z nia do konca .
Wierzcie mi w takim zwiazku nie ma ciezkich chwil z :dziecmi ,a zawsze sa ,czy finansowe bo to prawdziwa milosc do drugiego czlowieka ma taka sile i moc ,ze pokona wszystko .

joy pisze...

1. Błędna interpretacja wyników: "W świetle powyższych badań małżeństwo i dzieci to klucz do szczęśliwego życia." Właściwa interpretacja : w świetle tych badań, JEŚLI ktoś już się ożeni/wyjdzie za mąż, to WTEDY kluczem do jego szczęścia są dzieci. Badania te nie sprawdziły, czy dla singli/rozwodników ślub jest "kluczem do szczęścia" (udowodniły też, że drugi element - dzieci - nie są), nie można więc wyciągać wniosku, że dzieci I(!) ślub są owym kluczem.

Anonimowy pisze...

ślub + dzieci = szczęście?
Ja bym zwrócił uwagę na to zastrzeżenie "szczególnie dla kobiet". Przed dzieckiem był seks, wyjazdy zaangażowanie istna sielanka. Dziecko wszystko zmieniło. Moja żona przeniosła na syna uczucia, nie wyobrażała sobie chwili bez niego. Seks przestał ja zupełnie interesować. Przez parę lat byłem w małżeństwie ale na boku i odrzucony w roli bankomatu, Dla niej było to szczęście i promieniała, ja marniałem i było to bardzo bolesne.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...