Czy Ty też lubisz czytać blog PSYCHIKA.net?
Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na moim blogu - tak jak ponad 5.000 zapisanych już osób. Będziesz na bieżąco z tym, co nowego w psychologii.


Po wpisaniu maila przepisz kod z obrazka a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. Marcin

środa, 16 grudnia 2009

Jak wygląda terapia w zespole niezaspokojenia emocjonalnego?



Autorką artykułu jest Monika Wilk.

Odpowiadając na prośby, postaram się w kilku słowach opisać, na czym, według Anny Terruwe, odkrywczyni zespołu niezaspokojenia emocjonalnego, polega terapia tego zaburzenia.


Na początku chciałabym podkreślić, że wskazówki te odnoszą się do osób zdiagnozowanych jako cierpiący na zespół niezaspokojenia emocjonalnego. Wskazania do terapii Anna Terruwe opiera na długoletnim doświadczeniu, przytaczając historie własnych pacjentów, których leczenie zakończyło się sukcesem. Pacjenci ci zazwyczaj trafiali do niej w stanie głębokiej depresji, wyczerpani długoletnim cierpieniem i niezrozumieniem ze strony otoczenia. Niekiedy mieli za sobą próby samobójcze.

Według A. Terruwe, osoby niedojrzałe emocjonalnie nie powinny być poddawane systematycznej terapii analitycznej. Ich cierpienie nie jest spowodowane tłumieniem, nie ma ukrytych konfliktów, które należy rozwiązać. Jako że zahamowanie rozwoju emocjonalnego nastąpiło w wyniku braku odpowiedniego środowiska, terapia polega na przywróceniu – na ile to możliwe – optymalnych warunków, w których życie emocjonalne mogłoby się w pełni rozwinąć. Leczenie polega na zanurzeniu pacjenta w atmosferze akceptacji, życzliwości i przyjaźni. Terapeuta powinien stać się dla pacjenta osobą bliską, darzącą go przyjaźnią i wspierającą na drodze do zdrowia. Powinien pozwolić pacjentowi doświadczyć uczuć, których dotychczas był pozbawiony. Obdarzanie osoby niedojrzałej emocjonalnie ciepłem i akceptacją jest wypełnianiem luki, która powstała w dzieciństwie i spowodowała chorobę.

Pacjent będzie wyczuwał instynktownie, czego mu brakuje – choć czasem będzie wstydzić się pojawiających się w nim dziecięcych pragnień. Jeśli luka powstała we wczesnym stadium rozwoju, pacjenci – w szczególności kobiety – będą odczuwać potrzebę przytulania. A. Terruwe opisuje swoją pacjentkę, która już jako osoba dorosła lubiła kulić się i wciskać w róg kanapy, wyobrażając sobie przy tym, że jest niemowlęciem. W ten sposób instynktownie wskazywała, czego zabrakło na drodze rozwoju i na jakim etapie powstała luka. Mężczyźni bardziej niż przytulania potrzebowali afirmacji intelektualnej: potwierdzania ich wartości, zapewniania o akceptacji i zrozumieniu.

Większość pacjentów, w tym mężczyzn, odczuwało potrzebę posiadania pluszowego misia, choćby po to, by móc od czasu do czasu na niego popatrzeć. W trakcie trwania terapii pacjenci odczuwali potrzebę zabawy – kobiety bawiły się misiami i lalkami, mężczyźni preferowali aktywną zabawę z dziećmi (w trakcie której zachowywali się dokładnie tak, jak dzieci, czasem bijąc się i kłócąc, jak to robią mali chłopcy). Co ciekawe, żadne inne czynności nie sprawiały im tyle przyjemności, co zabawa, i żadne inne nie przynosiły tak szybkich rezultatów.

Uważny czytelnik zauważył, że wszystkie te potrzeby pojawiały się u pacjentów poddanych terapii, niekoniecznie wcześniej. Zapewne zalążki tych „dziecięcych pragnień” dawały o sobie znać wcześniej, jednak niewiele osób dorosłych – w tym ojców, matek, kapłanów i osób piastujących wysokie stanowiska – jest w stanie przyznać się do nich przed samym sobą, a tym bardziej przed otoczeniem.

Doświadczanie dziecięcych pragnień jest rzeczą dobrą i pożądaną, gdyż umożliwia zapełnienie luki rozwojowej i uczynienie kroku naprzód. Pacjenci, którzy poddawali się pragnieniom spontanicznej zabawy, wkrótce z nich wyrastali i w swoim rozwoju posuwali się naprzód.

W większości przypadków pacjenci zdają sobie sprawę, że ich zachowanie i stan psychiczny zupełnie nie pasują do schematu osoby dorosłej. Nierzadko w tym przeświadczeniu utwierdzają ich inne osoby nie rozumiejące istoty ich choroby i rzucające kłody pod nogi na drodze do wyzdrowienia. W takich przypadkach zaleca się czasowe odseparowanie pacjenta – nie mówimy tu oczywiście o porzuceniu pracy lub rodziny – od osób nadmiernie wymagających, krytycznych i nieprzychylnych. Gdy rozwój emocjonalny pójdzie naprzód, pojawi się świadomość własnej wartości i asertywność, które pozwolą obronić się przed niszczącym wpływem tych osób i wówczas zniknie konieczność unikania ich.

Dobrze jest, gdy o specyficznym charakterze zaburzenia zostanie poinformowana najbliższa rodzina pacjenta. Może to zapobiec nierealnym wymaganiom, jakie najbliższe otoczenie może żywić wobec osoby niedojrzałej emocjonalnie.

Najlepszym, co pacjent może zrobić, jest skupienie się na relacjach, które dają szansę na doświadczenie akceptacji i bliskości. W swoim otoczeniu powinien znaleźć kogoś, kto jest w stanie obdarzyć go szczerą przyjaźnią, komu będzie mógł zwierzyć się ze swoich przeżyć i rozterek i kto chętnie wysłucha bez oceniania i moralizowania. Ważne jest, by była to osoba dojrzała i godna zaufania, świadoma wpływu, jaki wywiera na osobę niedojrzałą emocjonalnie i dająca jej to, czego w danym czasie potrzebuje. Pacjent nie powinien zwierzać się osobom, które mogłyby jego przeżycia zlekceważyć lub wyśmiać. Pamiętamy, że osoby niedojrzałe emocjonalnie są szczególnie wrażliwe na krytykę. Czasem osoby pragnące pomóc posługują się komunikatami typu: „weź się w garść”, „nie jesteś wystarczająco dobry, musisz bardziej się starać”, osiągając efekt przeciwny do zamierzonego. Doszukiwanie się błędów, przypominanie porażek, wskazywanie na wady, krytykowanie, moralizowanie i nieodpowiednie żarty, są zachowaniami godzącymi w poczucie własnej wartości i odbierającymi godność. Żadną miarą nie przyniosą pozytywnych rezultatów, choć ich sprawcy mają zazwyczaj chwalebne intencje.

Ważne jest, by pacjent miał się komu „wygadać”. Potrzeba opowiadania drugiej osobie (szczególnie takiej, którą uznaje się za autorytet) o swoich przeżyciach występuje u osób niedojrzałych emocjonalnie nader często, przy czym potrafią one opowiadać dosłownie o wszystkim, co danego dnia zrobili, oczekując przy tym akceptacji dla swoich działań. Pacjent często potrzebuje porady w kwestii podejmowanych decyzji (nawet na szczeblu listy zakupów) i trzeba mu tych porad w miarę możliwości cierpliwie udzielać, pamiętając, że jest to tylko przejściowe. Osoby, którzy czynią postępy w rozwoju emocjonalnym, stają się bardziej niezależne i zdolne do samodzielnych działań.

Bliska osoba, która „zaopiekuje się” pacjentem, powinna być dla niego wsparciem i delikatnie naprowadzać go we właściwym kierunku. Można powiedzieć, że niejako przejmuje ona obowiązki rodzica, choć – rzecz jasna – rodzicem nie jest i pacjent musi być tego cały czas świadomy, by relacja zachowała zdrowy charakter. Najlepiej, jeśli całym procesem zdrowienia kieruje mądry i doświadczony terapeuta.

Podczas terapii pacjent powinien uświadomić sobie, że skupienie się na sobie nie jest niczym złym, ale jest zdrowym przejawem miłości własnej. Osoby niedojrzałe emocjonalnie zaniedbują siebie na rzecz usługiwania innym, próbując tym zdobyć ich sympatię i uznanie. Podczas terapii powinny nauczyć się, że przede wszystkim powinny zadbać o siebie i swoje sprawy, znaleźć czas na własne hobby i spełnianie własnych marzeń, nawet tych najbardziej infantylnych, o ile nie sprzeciwia się im głos rozsądku.

Ważne jest, by osobę niedojrzałą emocjonalnie utwierdzać w tym, że jest wartościowa ze względu na to, kim jest i że najlepiej wygląda bez masek, które zakłada w celu zaimponowania otoczeniu. Taką maską może być bogactwo, pozycja społeczna i zawodowa, posiadane kompetencje i tytuły. Pacjentowi należy uświadomić, że jest on ważny i lubiany bez tego wszystkiego i jako człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, cenny i zasługujący na szczęście.


Nie należy łudzić się, że zmiany nastąpią z dnia na dzień. Dojrzewanie emocjonalne jest procesem długotrwałym i w dużej mierze zależnym od warunków zewnętrznych, na które ani pacjent, ani jego terapeuta nie mają wpływu. Samopoczucie pacjenta będzie poprawiać się w miarę zdrowienia, jednak depresja może powracać, szczególnie gdy pojawią się niesprzyjające okoliczności. Należy pamiętać o tym i patrzeć na siebie z dużą dozą cierpliwości i „przymrużeniem oka”, nie obwiniając się za swoje braki. Przede wszystkim trzeba dać sobie czas i nie zmuszać się do podejmowania wyzwań, jeśli nie jest się na nie psychicznie gotowym.

Pacjenci A. Terruwe i C. Baarsa przeszli długą drogę: od bawienia się w piaskownicy i objadania dziecięcymi słodyczami, do prawdziwie dojrzałego uczucia miłości, którym byli w stanie obdarować swoich współmałżonków. Księża i zakonnice poddani terapii odczuwali pragnienie ponownego złożenia ślubów, twierdząc, że poprzednie nic dla nich nie znaczą, gdyż nie byli świadomi, co oznacza pełne miłości oddanie się na służbę Bogu i bliźniemu. Ich przykład jest świadectwem na to, że nie należy zadowalać się życiem „połowicznym”, wegetacją pełną rozterek i wewnętrznego cierpienia, które zamiast znikać z czasem, przeradza się w ból jeszcze większy.

John Donne miał rację, pisząc, że nikt nie jest samotną wyspą. Świadomość ta staje się zbawienna dla wielu z nas, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że w cierpieniu nie jesteśmy osamotnieni, że gdzieś, być może nawet całkiem niedaleko, są osoby, które czują to, co my.

Polecam lektury cytowane wcześniej, gdyż ten artykuł jest zaledwie skromnym zarysem i nie oddaje w pełni złożoności zespołu niezaspokojenia emocjonalnego oraz problemów jego leczenia.

Na koniec fragment listu dorosłej pacjentki A. Terruwe:

„Pani Doktor, wciąż pragnę, by moja mama mnie przytuliła, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Czuję, że to niedojrzałe i niewłaściwe, a poza tym ona nie chce mnie przytulić. Przychodzę do Pani, bo Pani trzyma mnie za rękę.”

Chyba nie trzeba komentować.

Monika Wilk


63 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ciekawy artykuł, w trakcie czytania.. nagle sobie przypomnialem, jak w niektorych momentach zachowalem sie niedojrzale w stosunku do osob, ktorzy potrzebowali zrozumienia i akceptacji.

Anonimowy pisze...

Zastanawia mnie jedno. Słowa terapia/wyleczenie są dla mnie tutaj nie dokońca zrozumiałe. Potrzeba akceptacji czy miłości u zdrowego człowieka wydają mi się czymś zupełnie naturalnym. Nie są środkiem do celu, ('lekiem' który należy podawać na czas utrzymywania się pewnych objawow), lecz celem samym w sobie. Trudna reakcja na brak miłości czy akceptacji to reakcja jaknajbardziej zdrowa. No chyba że się mylę.

- anonimus

Anonimowy pisze...

Reakcja zdrowa i zrozumiala, tylko w sytuacji juz istniejacej luki emocjonalnej, odczuwanej w doroslym zyciu, otrzymac milosc i akceptacje jest
nie latwo a nawet smiesznie, wiec podczas terapii dostac to mozna we wlasciwy sposob, nie narazajac sie na smiesznosc, zaliczyc zaniedbany etap...i
napelnic sie z powrotem miloscia:)
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Smiesznie? Dorosolosc rzeczywiscie bywa godna politowania.

- anonimus

Anonimowy pisze...

mialam na mysli, ze teoretycznie jako juz dorosly powinno sie byc pelnym zbiornikiem, a nie pustym, ktory lepi sie do kazdego po akceptacje itd. i o to zapewne chodzilo autorce artykulu:)

Anonimowy pisze...

Będąć 'pełnym zbiornikiem' sami dajemy i ubywa nam kiedy jesteśmy wyłącznie dawcacmi. Pełny zbiornik nie dostaje się raz na zawsze.

- anonimus

MYON pisze...

Cała ta terapia przywracania "pełnego zbiornika" nic nie da jeśli nie zmieni dotychczasowego otoczenia na ludzi "prawidłowo rozwiniętych"

co z tego że będzie człowiek spędzał 10h dziennie na terapii, kiedy wróci do domu a tam zasta "wampiryzm emocjonalny" ktory doprowadził do takiego stanu...

lavinka pisze...

Zgadzam się z Myon. Istotna luka tej terapii.

Anonimowy pisze...

to niesamowite, ze to moze byc choroba, z ktorej mozna sie wyleczyc... ...

Anonimowy pisze...

podobał mi się ten tekst bo to mój problem. Ja właśnie czuję teraz taką wielką potrzebę bycia przytuloną, bezinteresownej miłości i akceptacji w całości takiej jaka jestem. To jest wielka siła, tak wielka, że nie mogę pracować. Z pracy przychodzę jak poraniona i wyczerpana, chcę uciec i nie iść tam więcej. Ale skąd wziąć takiego człowieka, który przytuli, da ciepło, bedzie życzliwy, akceptujący mnie w całości? Nie mam nikogo takiego obok... czy w takim razie mam szansę żeby dorosnąć, przestać być emocjonalnie na poziomie małej dziewczynki?

Anonimowy pisze...

@Myon

Rzeczywiscie tak jest. Samo slowo terapia mi sie nawet tutaj nie podoba od samego poczatku. Jezli ktos ma normalne otoczenie to tak jakby byl na terapii 24 na dobe?

- anonimus

Anonimowy pisze...

Czytałam to i płakałam... Jakbyś pisała o mnie... Niewiem czy się odważe na terapię, szczerze mówiąc nawet nie mam odwagi się przeprowadzić-wciąż mieszkam z rodzicami, którzy są na prawde wymagający i jeszcze nigdy nie usłuszałam od żadnego z nich słów Kocham cię- przez całe życie. Mam zatem wielki problem bo z dnia na dzień jest gorzej. Czuję się zmęczona,śpie po 10 godz, sprawiają mi trudności proste,codzienne czynności. Przestaje nad sobą panować. Tak bardzo się staram i nikt tego nie widzi. A wiesz co najbardziej zabolało? Studiuję pedagogikę...Czy to oznacza że muszę z tego zrezygnować? Nie wiem jak się zabrać za swój problem...Jak???

Anonimowy pisze...

czy jezeli bawie sie z dziecmi i odczuwan pzyjemnosc "np grajac w pilke" znaczy ze jestem chory?

Anonimowy pisze...

Ja czuje ogromna potrzebe przytulenia...po roku terapii, tylko jakos brak mi odwagi aby o to poprosic.Nigdy nie bylam pzytulana przez rodzicow i nigdy mi nikt nie powiedzial ze jestem wazna lub ze mnie kocha. Smutne to wszystko. Czuje , ze jest we mnie duzo milosci i potrzeby jej dawania i otrzymywania...tylko nie ma odpowiedniej osoby na tym swiecie, ktora by mi pomogla w uwolnieniu tego

Anonimowy pisze...

Jestem w podobnej jak Ty, niestety też jestem pełen miłości ale niestety nie mam nikogo kto mógłbym mi powiedzieć dobre słowo i pomóc ;(

Szukam Terapeuty pisze...

Czy ktoś z Was wie czy w Krakowie jest jakiś terapeuta który pracuje wg tej metody?

Anonimowy pisze...

Nareszcie odkrylem swoj problem dzieki przeczytaniu tego artykulu.Moze by tak medytacja przed najswietszym sakramentem pomogla zanoszac modly o to by Jezus dal odczuc nam wszystko to czego potrzebojemy ku dojrzeniu emocjonalnemu bysmy odczuli jego milosc i akceptacje bezwarunkowa.

Anonimowy pisze...

Zdaje się, że i ja i mój partner możemy mieć ten problem.

Anonimowy pisze...

To mój poblem. Ale czy to znaczy że zmarnuję swoją trójkę dzieci? Niestety, nie mogę pozwolić sobie na terapię.

Anonimowy pisze...

wszyscy chcą byc kochani i przytulani, ale ile z tych osob potrafi bezinteresownie dawac i kochac?
wciąz szukam kogos, komu mogę powiedziec o sobie wszystko i ten ktos nadal będzie mnie lubił.
brak wsparcia i miłosci rodzicielskiej rani duszę bardziej niz nam się wydaje. to pocieszajace, ze mozna ją uleczyc...

Maga

Anonimowy pisze...

Czy zwykły psycholog (nie prywatny) będzie w stanie pomóc osobom z takimi problemami?
Czy mogę udać się do zwykłego psychologa jakich wielu w każdym mieście, opowiedzieć o swoim problemie i uzyskać odpowiednią pomoc?

Anne.

Anonimowy pisze...

niestety to też mój problem...i mam złą wiadomość...Bardzo intensywnie szukam terapeuty pracującego wg.tej metody i obawiam się że w Polsce nie ma kogoś takiego. Niestety nie znam angielskiego więc nie mogę też napisać do terapeutów z Holandii, którzy się tym zajmują ale podam stronę jeśli ktoś znajdzie takiego terapeutę w Polsce proszę niech da znać.www.conradbaars.com i e mail, który tam znalazłam:information@conradbaars.com chętnie porozmawiałabym z osobami, które mają podobny problem...Skoro nie ma takiego terapeuty w Polsce to przecież musi być jakiś inny sposób, czy mamy skazać się na wieczne cierpienie, nie wiem może wspólnymi siłami znajdziemy jakieś rozwiązanie...Desperacko poszukuję rozwiązania. Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza tych niedojrzałych.

Anonimowy pisze...

Właśnie weszłam na tę stronę, szukając jakichś informacji o zne Kiedy zaczęłam czytać książkę A.Terruwe i C.Baars "Integracja emocjonalna", z każda stroną bardziej czułam, że czytam o sobie. Wreszcie znalazłam zwerbalizowanie tego wszystkiego, co czuję, czego często się boję (np. w relacjach z innymi ludźmi) i potwierdzenie wielu moich przemyśleń i intuicji co do tego - dlaczego w ciele i umyśle dojrzałej kobiety wciąż mieszka emocjonalne dziecko, dlaczego życie jest takie trudne a bliskie relacje z ludźmi niemal niemożliwe. Nie mam środowiska, jakie sugeruje autorka, by móc poczuć się bezpiecznie akceptowaną (a może mam, lecz go nie dostrzegam? wewnętrznie czuję się malutkim dzieckiem, pozostawionym samemu sobie). Zastanawiam się, czy i gdzie można znaleźć terapeutę, który ma pojęcie o tym zespole. Mam za sobą kontakt, nawet wieloletni, z psychologiem i z życzliwym psychiatrą, z tzw. live-coutch'em i.... nic. Cały czas miałam wrażenie, że mówimy różnymi językami. Ta książka obudziła we mnie nadzieję, że można spróbować raz jeszcze wydorośleć...

Anonimowy pisze...

Tak samo szukam terapeuty z tego kierunku psychologii i rozmawiałem z osobą, która napisała do pani Bonnie Shayne (najbliższej współpracowniczki i kontynuatorki dzieła sp.C.W.Baarsa.) i odpowiedź była negatywna tzn. nie była w stanie wskazać nikogo w Polsce, kto profesjonalnie by sie tym zajmował.
Ja osonbiście jestem za tym byśmy utrzymywali kontakt w jakiś sposób, bo w tej sytuacji ja zrozumiem ciebie a ty mnie:))))

Anonimowy pisze...

Jestem za utrzymywaniem takiego kontaktu to coś jak grupa wsparcia myślę, że bardzo pomocna. To zła wiadomość niestety ale mam też lepszą. Znalazłam terapeutów którzy być może się tym zajmują tzn. napisałam do nich i odpisali że znają problem i pracują w tych kierunkach więc zamierzam to sprawdzić osobiście na sobie. podaję stronę www.gajdy.pl

Anonimowy pisze...

Super. Myślę, że razem śledzimy sytuację, bo dokładnie dzisiaj "blaze" z innego bloga przekazał mi tą samą wiadomość:)))
Myślę, że może dobrze byłoby założyć grupę na GL pod nazwą ZNE i tam moglibyśmy się poruszać z początku?
pozdrawiam was serdecznie

Anonimowy pisze...

Właśnie rozpoczęłam terapię u psychoterapeuty, bo od wielu już lat nie radzę sobie z emocjami. Najgorsze jest to, że jest coraz gorze, często wpadam w złość i krzywdzę tym bliskich. Na początek dowiedziałam się, że problemem nie są osoby które teraz w życiu dorosłym mnie skrzywdziły, ale właśnie to co działo się ze mną w dzieciństwie, że ojciec nie okazywał mi miłości, której bardzo potrzebowałam. Czuję się niekochana, nieakceptowana, niezaradna wręcz brzydka. Typowy ZNE. Wierzę jednak w to, że terapia mi pomoże, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to daleka droga. Myślę jednak, że warto.

Anonimowy pisze...

Trzymam kciuki:)))

Anonimowy pisze...

Podobnie jak i w poprzednim artykule dodałam swój komentarz, tak i tu to zrobię. O rany. Wasze poszukiwania psychologa pracującego "tą" metodą, to już raczej wynik niezrozumienia złożoności psychiki ludzkiej, a nie niedojrzałości. Ważne, żeby znaleźć dobrego psycholog, tzn. takiego, który posiada konkretne doświadczenie, jest pod supewizją i ma odp. wykształcenie. Dla mnie osobiście ważne też było, żeby był podany nr bezpośrednio do tej osoby, a nie telefonowanie przez instytucje. Każdy dobry psycholog pomoże Wam z tymi problemami. Tu jest to ładnie i zwięźle opisane, ale terapeuta po postu pomaga zrozumieć siebie, jest takim lustrem i działa to nie tylko w wybranej metodzie. Terapeuci zazwyczaj łączą różne nurty psychologii w swojej pracy. Ja osobiście bardzo lubię podejście Ericksonowskie, jeśli komuś to może coś powiedzieć lub Terapii zorientowanej na proces (POP). Nie marnujecie więc czasu na biadolenie, że nikogo w PL nie ma. Odwagi! Na koniec - nie ma ludzi wychowanych idealnie, nie ma normalnie i nienormalnie dojrzałych. Jest cała skala szarości pomiędzy tym. Poczucie bycia "innym" i odnajdywanie się tylko na forach internetowych wynika z tego, że na co dzień ludzie nie dzielą się problemami o swoim niedowartościowaniu, lęku i samotności. A jest ich wokół was bardzo wielu. Jedni przybierają bardziej skuteczne maski, inni nie.
Każda rodzina ma jakieś problemy. Nie można ich porównywać, bo każdy ma swoją wrażliwość i indywidualnie je odbiera. Każdy też ma indywidualny potencjał do zmiany. To jest najważniejsze i to decyduje o sukcesie. Chęć i potrzeba zmiany jeszcz zanim stoczymy się na dno. Odwagi!

Anonimowy pisze...

Myślę, że jestem niedojrzały emocjonalnie i tak się właśnie zastanawiam co z tym robić... Wypadałoby pójść na terapię. Taka była dziwna sytuacja w naszym domu (mieszkam z rodzicami), że od kilku ostatnich lat atmosfera uległa gruntownej poprawie. Natomiast wtedy, kiedy byliśmy małymi dziećmi (mam młodszego brata) sytuacja w domu była dość nieciekawa, bo dziadek, który z nami mieszkał pił dużo i robił awantury rodzicom, którzy przez to nie mieli już ani chęci ani cierpliwości, aby obdarzyć nas chociaż odrobiną miłości. Wypowiadali na nasz temat bardzo brzydkie słowa (w naszej obecności) i nie darzyli przywiązaniem i radością. Kiedy zostawaliśmy sami z pijanym dziadkiem, wtedy on "wyżywał się" na nas. Poprawa sytuacji nastąpiła wtedy, kiedy dziadek przestał tak dużo pić, chociaż rodzice, chyba przyzwyczajeni do tego, że nasza rodzina nie darzy siebie szacunkiem, byli dla mnie i dla brata niemili i raczej szkodzili nam, niż pomagali w osiąganiu różnych życiowych celów. Ogromna zmiana nastąpiła wtedy, kiedy zacząłem studiować pedagogikę i zacząłem nieco "kumać" z tego, co się w naszym domu dzieje. Zacząłem wtedy rozmawiać z matką, ona z ojcem, kupowałem odpowiednie książki, które czytałem, zaczęła je czytać również moja matka. To był przełom w życiu naszej rodziny. Teraz, kiedy sobie przypomnę, co to było, nie mogę uwierzyć, że to w ogóle było możliwe. Ale jest coś, czego nie mogę zrozumieć - ja i brat zostaliśmy wychowani w tych samych warunkach, mój brat jednak założył już rodzinę (chociaż nie zazdroszczę mu żony, są w rodzinie przez nią same konflikty), ja natomiast jestem całkiem inny, nie dość, że kiedy miałem dziewczynę, to nie zależało mi na szybkiej "żeniaczce", to już dość długo nie będąc z związku teraz, nie umiem nawiązać z nikim bliskich relacji, na których można by było zbudować związek. Najbardziej zaskakujące dla mnie jest to, że w tych samych warunkach każdy człowiek wyrasta na kogoś innego... Nie mogę tego właśnie zrozumieć... Pozdrawiam :)

taka sobie zuzia pisze...

"Najbardziej zaskakujące dla mnie jest to, że w tych samych warunkach każdy człowiek wyrasta na kogoś innego..."

jest takie powiedzenie: z jednego ojca, z jednej matki, dzieci w kratki

zauważ, że im więcej dzieci w domu, tym mniej 'dobrych rad' i 'złotych myśli' płynących od ich rodziców w stronę innych rodziców; a im mniej dzieci w domu, tym więcej 'wymądrzania' się i 'jedynych słusznych wzorców postępowania'

Twój Brat jest innym Człowiekiem, a Ty innym
On uciekł z domu, ale, z tego co piszesz, nie sam od siebie
Ty, nie dość, że mężnie stawiłeś czoło problemom, to jeszcze wziąłeś się za uzdrawianie domu rodzinnego wtłaczając w niego to, czego to on Ciebie powinien nauczyć; poniekąd okazałeś się silniejszy od Rodziców - to ciężka praca! wyczerpująca! daj sobie czas odpocząć...

Pozdrawiam : )

Anonimowy pisze...

Długo szukałam w myśli co mi jest, nie umiałam sprecyzować i nazwać tego. Zarzucałam sobie ze łzami w oczach dlaczego nie umiem szczerz kochać dzieci i męża.Z zazdrością patrzyłam na innych którzy opwiadali o swoich dzieciach i mężu z iskierkami w oczach.Jestem już dojrzałą kobietą a dopiero teraz zdiagnozowałam u siebie problem.Pragnienie być akceptowaną i przytulaną jes tak ogromne ,że chce się wyć.Irenka

Anonimowy pisze...

Polecam wszystkim znerwicowanym rekolekcje z terapią "Jezus wzruszył się głęboko" prowadzone przez Marcina i Monikę Gajdów. Byłam na nich w lipcu i są DOBRE pod każdym względem. Wiele możnha zrozumieć odnośnie podłoża różnych rodzajów nerwic w tym także nerwicy deprywacyjnej zwanej ZNE. Następne rekolekcje będą w styczniu więc trzeba śledzić to na stronie internetowej.

Anonimowy pisze...

Z mojego doświadczenia wynika, że z tym problemem (ZNE) można pracować nie tylko metodą afirmacyjną. Sam jestem tego przykładem. Dobry psychoterapeuta jest nieoceniony. Ponadto praca ze swoim wewnętrznym dzieckiem jest tutaj niewątpliwie kluczem. Polecam dwie naprawdę wartościowe książki:
John Bradshaw - "Powrót do swego wewnętrznego domu - jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko",
John Bradshaw - "Toksyczny wstyd".
Jest w tobie to małe wewnętrzne dziecko, które na jakimś etapie życia było mocno zrozpaczone i zranione. Jeśli nie zdawałeś sobie dotąd sprawy z jego istnienia i widzisz u siebie symptomy ZNE, to jest tu sporo do pracy. Przemiana w pracy z wewnętrznym dzieckiem jest ogromna. Pozdrawiam:)))

Anonimowy pisze...

Jestem po lekturze "Integracji emocjonalnej"i niestety jestem mocno rozczarowana.Wprawdzie rozpoznaję siebie i niemal identyfikuje się z niektórymi pacjentami, ale nic dobrego dla mnie z tego nie wynika.Wręcz przeciwnie. Jestem załamana, bo w naszym kraju naprawdę nie widzę żadnych możliwości leczenia tej choroby.Z lektury tej jasno wynika,że jedyną metodą leczenia jest np pełen miłości dotyk i czułość i jeszcze, że to musi być szczere i prawdziwe.No konia z rzędem temu kto poleci mi takiego psychoterapeutę.W momencie kiedy uwierzę, że terapeuta pokocha mnie szczerze i czule jak własne dziecko, nie będzie mi już potrzebne leczenie.Tak więc cała ta terapia i ta książka to takie bla,bla,bla...

Anonimowy pisze...

Jestem na terapii indywidualnej i pani psycholog twierdzi że tłumie pewne rzeczy , jednak sam szukam rozwiązania w książankach i wiem dzięki tej stronie że mam ten zespół

Anonimowy pisze...

dla tych co szukają a jeszcze nie znaleźli rozwiązania problemu chorych emocji polecam to co mi pomogło uzdrowić moje chore emocje http://www.wroclaw.odnowa.org/index.php?option=com_content&view=article&id=223%3A2013-02-06-do-10-rekolekcje-uzdrowienia-wewnetrznego&catid=63&Itemid=157

Agnieszka pisze...

Mam dopiero 24 lata. Mieszkam już sama z chłopakiem z dala od mojej rodziny. Dopiero przy wczorajszej naszej kolejnej kłótni doszło do mnie co jest nie tak. Czytając ten artykuł widzę, że idealnie to wszystko do mnie pasuje. Ale nadal nie wiem jak mam sobie pomóc. Nie mam możliwość uczestnictwa w terapiach. Mieszkam poza granicami kraju. Tutaj na pewno łatwiej o dobrych lekarzy, ale nie znam na tyle języka, żeby z nimi rozmawiać swobodnie o moich problemach. Pierwszy raz proszę POMOCY

Monika Zalewska pisze...

witam, od jakiegos czasu szukam psychologa po Irlandii, ale POlskiego bo również nie znam na tyle jezyka by moc sie oddac w rece obcokrajowc. Raczej mnie dotyczy równiez niedojrzalośc emocjonalna, rozchwianie , do tego stres no i powracajaca depresja (rozpoznana jakis czas temu , leczona farmakologicznie, ale ze wzgledu na zmiane miejsca zamieszkania przerwana. BYla cicho jakis czas, a potem dala o sobie znac ze zdwojona silą).
Potrzebuje pomocy i wiedzialam o tym świadomie od dawna, nie sadzilam tylko ze dochodzi do tego niedojrzalosc emocjonalna,tego nie wykryto hahha. Może faktycznie mam w glebi uczucia choć ja nie czuje ich w sobie,typu zazdrość, złośliwość czynienie pod górke ludziom, tak mi mówią, i wtedy ja sie bardzo dziwie , co oni do mnie mowią.
I niestety to co artukół przedstawił odnosi sie do mnie równiez, z naciskiem na czynienie dobra dla innych i chyba chce by to doceniali, chociaz ja mam radosc gdy widze ze pomoglam, ale to moze byc moja maska, nie potrafie sie zorganizowac, jestem chaotyczna, choc mnie sie wydje ze mam metode w tym szalenstwie. zatem , potrezbuje dobrego odmóżdzacza ;) psychologa w Irlandii, bo jak do tej pory , zaglebiam sie zdja mi sie w moja otchlań i wiruje w koło jak pies za wlasnym ogonem, a czas leeeeeciii.

pozdrawiam rozechwianych MZ

Monika Zalewska pisze...

witam, od jakiegos czasu szukam psychologa po Irlandii, ale POlskiego bo również nie znam na tyle jezyka by moc sie oddac w rece obcokrajowc. Raczej mnie dotyczy równiez niedojrzalośc emocjonalna, rozchwianie , do tego stres no i powracajaca depresja (rozpoznana jakis czas temu , leczona farmakologicznie, ale ze wzgledu na zmiane miejsca zamieszkania przerwana. BYla cicho jakis czas, a potem dala o sobie znac ze zdwojona silą).
Potrzebuje pomocy i wiedzialam o tym świadomie od dawna, nie sadzilam tylko ze dochodzi do tego niedojrzalosc emocjonalna,tego nie wykryto hahha. Może faktycznie mam w glebi uczucia choć ja nie czuje ich w sobie,typu zazdrość, złośliwość czynienie pod górke ludziom, tak mi mówią, i wtedy ja sie bardzo dziwie , co oni do mnie mowią.
I niestety to co artukół przedstawił odnosi sie do mnie równiez, z naciskiem na czynienie dobra dla innych i chyba chce by to doceniali, chociaz ja mam radosc gdy widze ze pomoglam, ale to moze byc moja maska, nie potrafie sie zorganizowac, jestem chaotyczna, choc mnie sie wydje ze mam metode w tym szalenstwie. zatem , potrezbuje dobrego odmóżdzacza ;) psychologa w Irlandii, bo jak do tej pory , zaglebiam sie zdja mi sie w moja otchlań i wiruje w koło jak pies za wlasnym ogonem, a czas leeeeeciii.

pozdrawiam rozechwianych MZ

Anonimowy pisze...

hmm ja sie tez rozpisalamale mnie 'ucieło'

mam ten problem, do tego pare innych w tym zdiagnozowana depresje

potrezbuje odmóżdzacza w irlandii, ale jak do tej pory nie znalazlam nikogo z polskim jezykiem kto bylby w stanie mi pomoc , a ja wg ludzi staje sie nie do zniesienia...

zaczynam wierzyc powoli w to co mowia , chociaz uczucia zazdrosci zlosliwosci czynienia zla z premedytacja , nie czuje w sobie, ale skoro tak twierdzi ogól to albo jestem zla do szpiku kości albo mam cos z deklem,
psychologa jakiegos w irlandii prosze

podrawiam reszte 'zaklopotanych'
MZ

Anonimowy pisze...

czyli jak się jest odbieranym jako osoba złośliwa, mimo że samemu nie ma się takich intencji, to to też może być objaw zne?

Anonimowy pisze...

Witajcie, nie zgadzam się z opinią, że każdy dobry psycholog sobie z tym zespołem poradzi. Od długiego czasu byłam w procesie terapii, zmieniałam kolejnych psychologów i to tylko takich z polecenia itd. Żaden nie potrafił rozwiązać moich problemów. Myślę, że zostaje praca własna, kontakt z innymi osobami i wsparcie bliskich.

Anonimowy pisze...

Witam, jestem zdiagnozowanym "przypadkiem" ZNE. Książka "Integracja emocjonalna" w pewnym czasie stała się moją biblią. czytałem i płakałem ( ze szczęścia że znalazłem diagnozę i z bólu że tak późno). Nie chcę pobić nikomu reklamy, ale jest kilku lekarzy w Polsce którzy zajmują się zne. Ja chodziłem do p. Marcina Gajdy do Szczecina, który na pierwsze wizycie zdiagnozował zne i polecił przeczytać książkę, później zaczeła sie terapia. www.terapia-szczecin.pl

Anonimowy pisze...

To niezaspokojenie emocjonalne bardzo pasuje do Dwójki (Dawcy) w systemie Enneagramu...

Anonimowy pisze...

Witam od kilku lat podejrzewałam ze jest cos nie tak ze mną,ze jakas niedojrzałosc emocjonalna ale po przeczytaniu tych artykołow i Waszych tekstów jeste pewna ze mam ta chorobe.Kiedy do mnie to dotarło zalałam sie łzami i nie wiem co mam z tym zrobic.Mam 33 lata,sama wychowuje syna i nie widze mojej przyszłosci w jasnych barwach.Przez kilka lat leczyłam sie na depresje ale to nie rozwiązało moich problemów,teraz juz wiem dlaczego...

Anonimowy pisze...

Też się popłakałam. Mam 34 lata - całe życie na wariackich papierach. Uważam się za osobę inteligentną i utalentowaną jednak nigdy nie dawałam sobie rady z ludźmi... zawsze czułam się gorsza, brzydsza, nijaka, wyśmiewana, opluwana - dlaczego? może właśnie dlatego o czym tu jest napisane....

Anonimowy pisze...

Pierwszy raz jestem na forum, na którym mam ochotę i odwagę się odezwać. Czuję, że nikt nie zaprzeczy moim emocjom. Kocham Was wszystkich!
ZNE

Anonimowy pisze...

Witam, czy ktoś tu jeszcze zagląda? :)

Anonimowy pisze...

Tak ja :)
Świetny artykuł, wiele spraw w nim poruszonych zostało ładnie wytłumaczonych jednak oczekuje rozwinięcia :D. Czas na wspomnianą literaturę.

Anonimowy pisze...

Czytałam tę książkę, ale ona tylko uświadamia a nie leczy. Co do psychologów. Od lat chodzę na różne terapię i NIC. Nikt nigdy nie zdiagnozowal tego u mnie ani do końca nie uświadomił. Zdecydowanie więcej dowiedziałam się z książek niż od psychologów. Teraz jestem na terapii grupowej,ale też czarno to widzę bo jednak ten rodzaj terapii nie wygląda tak jak tutaj opisano. Moze nie czuję potrzeby zabawy ale ciągłego chwalenia i utwierdzania mnie, że mam rację aż do bólu a na terapia, których byłam i jestem nie zawsze to jest. Czasem jest bolesna prawda, której jestem świadoma i nie potrzebuję aby mi ktoś jeszcze dokopywal. Z jednej strony się ucieszyłam, że znalazłam diagnozę z drugiej strony zdołowałam brakiem szansy na wyleczenie, bo od męża chcę odejść właśnie na totalny brak akceptacji.

Roses Blue pisze...

Witajcie i tutaj

Terapia...jutro zaczynam. Tylko jak uwierzyć komuś z otoczenia ,że kocha szczerze...POMOCY

Anonimowy pisze...

Trafiłam dziś na artykuł. Na terapię bym nie poszła, jeśli kochać i akceptować to tylko szczerze.

Anonimowy pisze...

Witam. Ja również byłam i na terapiach indywidualnych i grupowych, i aż do dziś nie zdawałam sobie sprawy, że i mnie dotyczy problem emocjonalnego niezaspokojenia. Po przeczytaniu artykułu uświadomiłam sobie, że wszystkie moje działania jak : wybór zawodu (pomagam ludziom i czerpię z tego satysfakcję), wybór męża (który na początku chwalił mnie nawet za ugotowaną przeze mnie, niesmaczną zupę, jednak moje reakcje niestety szybko go ostudziły w chwaleniu i teraz mam do niego pretensje, że wszystko przyjmuje tak jakby mu się należało - a to przecież ja sama do tego doprowadziłam - tyle, że nieświadomie), wybór terapii u psychoterapeutów i psychiatrów, wybór terapii grupowych dla uzależnionych, z których wychodziłam z płaczem i postanowieniem - już nigdy więcej na nic takiego nie pójdę (a jednak szłam, bo czułam, że chociaż bardzo boli - pomoże), a nawet intuicyjny wybór odpowiednich książek - że wszystko to prowadziło mnie cały czas, krok po kroku ku uzdrowieniu emocji ... Po raz pierwszy bardzo się cieszę, że nie mogłam w nocy spać i "przypadkowo" trafiłam na ten artykuł, bo biłam się już z myślami czy nie rozwieźć się z mężem. Zatem utwierdziłam się, że nie ma "przypadków" i że intuicyjnie wybieram właściwą dla siebie, choć bolesną i bardzo trudną drogę. Powiem dziś mężowi, że Go kocham takim jakim jest i pokażę Mu jak bardzo się cieszę, że jest przy mnie mimo, że obwiniałam go za swoją niedojrzałość emocjonalną. Widzę, że jeszcze długa droga przede mną, ale już wiem co końcu tej drogi, a to dodaje mi sił. Pozdrawiam wszystkich ZNE

Anonimowy pisze...

Wspaniały artykuł czytam jakby o sobie chodzę do psychologa bo borykam się z problemami psychicznymi pani ps ostatnio postawiła mi diagnozę zne na szczęście mam kochającego męża który pomimo moich problemów dalej mnie przekonujemy o swojej miłości do mnie i to mi naprawdę pomaga

Sagittarius pisze...

Witam. Przeczytałam artykuł i kilka komentarzy. Ktoś zaproponował by osoby z opisanym tu problemem "zintegrowały się". Czy ta inicjatywa jest nadal aktualna?

Anonimowy pisze...

a mnie bardzo pomogła książka M i M Gajdów pt."Rozwój,jak współpracować z łaską'

Katarzyna Ficoń pisze...

Wiele znalazłam tu o sobie.
Ja mam to szczęście że od niedawna znalazłam specjalistę który zajmuje się ZNE - jeden "z ludzi" Gajdów. Gajdowie mają ekipę któa jest porozrzucana po całej Polsce. Nie jest ich wielu ale SĄ!! Jeśli jest ktoś zainteresowany może napisać do mnie meila ficonkatarzyna@gmail.com lub zadzwonić do Gajdów. Numer do nich znajdziecie w internecie. Ja właśnie zadzwoniłam do P.Gajdy i podał mi namiary na wspaniałego człowieka. To dopiero początek mojej drogi ale w końcu to On zdiagnozował u mnie ZNE i pomaga mi uporać się z tym. Wielkim plusem jest to że pracuje On również poprzez Skype (bo ciężko byłoby mi dojeżdżać co tydzień 80km na terapię. Wygląda to tak że co tydzień spotykamy się na Skype (ok 1-1,5godz) a raz na miesiąc lub dwa jadę na spotkanie w realu któe trwa ok 2godz. Cenowo Skype ok 70zł-100zł (spotkanie) , spotkanie w realu 2godz - 200zł z tym że nie jest to sztywna stawka, jeśli kogoś nie stać, uważam że jest otwarty i nie robi tego typowo dla kasy.
Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Jedno mnie zastanawia. Skąd Wy u licha bierzecie tych mężów i żony?! Przecież z tym zaburzeniem się nie da! Nikt nie przyjdzie by mnie tak po prostu wysłuchać i przytulić, zaakceptować, a potem zostać że mną na resztę życia. Ludziom się trzeba zareklamować, umieć się sprzedać, mieć osiągnięcia (uzyskane w pojedynkę), mieć w sobie siłę, by pokazać ile jest się wartym. Żeby kogoś poznać, nie można być słabym, bezbronnym, zależnym człowiekiem. Więc jak to jest?

Anonimowy pisze...

O tym samym myślę. Jak osobom z ZNE udaje się wejść w związki małżeńskie?! Czyżby były one zawierane na fali zakochania lub też pożądania, które przecież bardzo zaślepia. Hmm.. Mnie się nie udało zawrzeć związku, choć byłem blisko. Lęk był zbyt silny.

Anonimowy pisze...

Strasznie potrzebuję do wspólnego spędzenia życia dziewczyny z osobowością jaka jest tutaj przedstawiona. W zamian oferuję siebie. Poza tym, że nie mam ochoty turlać się po podłodze ani bawić zabawkami, czuję j/w. Mógłbym być w niejednym związku z wartościową osobą "normalną" ale nie chcę być samotny (samotny w związku) do końca życia, wydaje mi się, że zasługuje na kogoś wrażliwego. Pod słowami anonima z "niedziela, lipca 30, 2017 11:24:00 AM" podpisuję się. Mimo wieloletniej depresji mam osiągnięcia zawodowo-finansowe, liczę 34 lata, jestem b. wysoki, demiseksualny. Jeśli jesteś taką idealistką napisz do mnie albo zostaw adres email, nie mamy nic do stracenia oprócz czasu który i tak tracimy. Oto mój: niezycie@gmail.com

inny anonim pisze...

Strasznie potrzebuję mieć kogoś takiego, dziewczynę, z osobowością jaka jest tutaj przedstawiona. Do spędzenia życia... W zamian oferuję siebie. Poza tym, że nie mam ochoty turlać się po podłodze ani bawić zabawkami, czuję j/w. Mógłbym być w niejednym związku z wartościową osobą "normalną" ale nie chcę być samotny (samotny w związku) do końca życia, wydaje mi się, że zasługuje na kogoś wrażliwego. Pod słowami anonima z "niedziela, lipca 30, 2017 11:24:00 AM" podpisuję się. Mimo wieloletniej depresji mam jakieś osiągnięcia zawodowo-finansowe, liczę 34 lata, demiseksualny, b. wysoki. niezycie@gmail.com

Oko Maroko pisze...

Szukam psychoterapeuty, który mnie poprowadzi w ten sposób. Mieszkam we Wrocławiu i mam zespół niezaspokojenia emocjonalnego. Wykańcza mnie to.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...