Autorką poniższego tekstu jest studentka pedagogiki Monika Wilk, która opowie nam - o zespole niezaspokojenia emocjonalnego.
Bardzo ciekawy i oryginalnie napisany tekst specjalnie dla bloga PSYCHIKA.net! Zapraszam do lektury - Marcin:)
Cała historia zaczyna się od zbiornika. Jest nim pusty zbiornik miłości.
Rozważając rozwój emocjonalny człowieka i jego wzrost duchowy na różnych etapach życia, można powiedzieć, że człowiek przychodzi na świat z pustym zbiornikiem, w którym, na skutek interakcji z otoczeniem, a przede wszystkim z najbliższymi osobami, będzie stopniowo gromadziła się miłość. Opiekunowie dziecka, w założeniu ludzie dojrzali, będą stopniowo przelewać miłość i akceptację ze swych pełnych po brzegi zbiorników wprost do pustego zbiornika małego dziecka. W ten oto sposób zbiornik miłości napełnia się, a dziecko, doświadczając bezwarunkowej akceptacji, czułości i troski, rozwija się emocjonalnie i duchowo, aż do dnia, gdy samo wyruszy w świat w pełnym zbiornikiem i pragnieniem, by dzielić się dobrem, które otrzymało. Przestanie brać, a zacznie dawać. To przecież różni osobę dojrzałą od dziecka.
Rozważmy teraz podobną sytuację, z tą jedną różnicą, że opiekunowie dziecka już na starcie mają puste zbiorniki miłości. Na drodze swojego rozwoju nie otrzymali miłości i akceptacji, których bezwzględnie potrzebowali, wskutek czego zbiornik miłości nie został wystarczająco napełniony. Nie mają z czego przelewać, nie mogą dać dziecku tego, czego ono potrzebuje, ponieważ sami tego nie mają. Po upływie kilkunastu lat w świat rusza kolejna osoba, której zbiornik miłości świeci pustkami. Kolejna osoba, która zrodziwszy potomstwo, nie będzie umiała dać mu pokarmu koniecznego do prawidłowego rozwoju.
Metafora zbiornika miłości, którą posłużyłam się na początku tego rozważania, została zaproponowana przez wybitnych psychiatrów i psychoterapeutów Franka Minirtha i Paula Meiera, od lat zajmujących się leczeniem współuzależnienia, którego korzeni upatrują między innymi w braku miłości i akceptacji. Chciałabym posłużyć się tą metaforą do opisania innego zaburzenia, odkrytego stosunkowo niedawno, a jednak dotykającego wielu ludzi, którzy częstokroć sami nie rozumieją istoty swojej choroby i nie wiedzą, gdzie zwrócić się o pomoc.
Chodzi o zespół niezaspokojenia emocjonalnego, do niedawna nazywany nerwicą deprywacyjną, po raz pierwszy opisany przez Annę Terruwe niemal 50 lat temu.

Wyjaśniając czym jest owo zaburzenie i jak powstaje, posłużę się drugim scenariuszem ze zbiornikami miłości. W sytuacji, gdy opiekunowie dziecka nie są w stanie zaspokoić jego podstawowych potrzeb psychicznych – potrzeby miłości i akceptacji – dziecko startuje z przegranej pozycji. Najbliższe mu osoby są jedynymi, które mogą zbiornik miłości napełnić. To od nich zależy, czy w przyszłości dziecko będzie umiało kochać i być kochanym, odczuwać szczęście, prawdziwą radość i spokój, czy będzie umiało nawiązać satysfakcjonujące relacje z otoczeniem i być w pełni rozwiniętą osobą. Według badań Anny Terruwe, sam fakt, iż w dzieciństwie nie zostały zaspokojone naturalne potrzeby miłości, czułości i akceptacji wystarczy, by rozwinęła się specyficzna choroba emocjonalna, mająca ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym.
Życie uczuciowe człowieka rozwija się od wczesnego dzieciństwa do wieku dojrzałego. Przejście na kolejny etap rozwoju może dokonać się tylko wówczas, gdy na poprzednim etapie zostały zaspokojone naturalne potrzeby psychiczne: miłości, bezwarunkowej akceptacji oraz przynależności. Innymi słowy, dziecko musi czuć, że jest kochane ze względu na sam fakt swego istnienia, akceptowane ze wszystkimi niedoskonałościami, musi czuć, że jest dla rodziców cenne i wartościowe, że może liczyć na ich wsparcie w każdej sytuacji. Przede wszystkim musi czuć, że jest dla rodziców wystarczająco dobre.
Brak zaspokojenia naturalnych potrzeb psychicznych na którymkolwiek etapie rozwoju powoduje lukę, która uniemożliwia harmonijny wzrost emocjonalny i duchowy. Można powiedzieć, że następuje swoiste zatrzymanie na tym etapie rozwoju, na którym powstała luka. Choć ciało rośnie i dojrzewa, rozwijają się procesy poznawcze, rozwój emocjonalny stoi w miejscu. Pod względem uczuciowym, człowiek staje się wewnętrznie skarłowaciały. Z biegiem czasu zaburzenie rozwoju emocjonalnego staje się przyczyną coraz większego cierpienia.
Dorosłe osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego nie są w stanie stworzyć zdrowych relacji uczuciowych z otoczeniem, bez względu na to, jak bardzo się starają. Przestanie nas to dziwić, jeśli przyjrzymy się życiu emocjonalnemu dzieci. Dzieci są z zasady skoncentrowane na sobie i na zaspokajaniu własnych potrzeb. Nie potrafią wczuć się w sytuację drugiego człowieka, a w kontaktach z ludźmi kierują się własnym interesem. Szczęście innych nie jest dla nich wystarczającym powodem, by samemu czuć się szczęśliwym. Kilkuletnie dziecko tak właśnie funkcjonuje i nie ma w tym nic złego – jest to prawidłowość rozwoju.
Osoby niedojrzałe emocjonalnie wciąż tkwią w okresie dzieciństwa. Wskutek niezaspokojonych potrzeb, nigdy z dziecięcego egocentryzmu nie wyrosły. Oczekują ciągłej uwagi, zabiegają o uznanie i akceptację, a gdy inni nie poświęcają im wystarczająco dużo czasu, czują się odrzucone i niekochane. Nie rozumieją, co mają na myśli inni, mówiąc o przyjaźni i szczerej miłości, dojrzałe emocje osób dorosłych są dla nich niezrozumiałe. Ich związki z otoczeniem są powierzchowne i oparte na woli, a nie na uczuciu. Podtrzymują przyjaźnie, ponieważ uważają, że tak trzeba, a nie z potrzeby serca. Małżeństwa osób niedojrzałych emocjonalnie są zawierane ze względów praktycznych – nie rozumieją oni do końca, czym jest miłość i przekonują samych siebie, że jest ona tym, co oni „odczuwają”. Zazwyczaj związki te nie są trwałe, gdyż osoba niedojrzała wymaga ciągłej i całkowitej koncentracji na sobie, a jeśli jej nie otrzymuje, nierzadko popada w depresję lub wycofuje się z relacji. Związki te zawsze są ułomne – brakuje im psychicznej więzi, która powinna stanowić podwaliny związku między dwiema osobami. Niedojrzałość emocjonalna jest tak wielką przeszkodą w zbudowaniu zdrowej relacji, że nawet Kościół Katolicki uznał ją za przeszkodę do zawarcia małżeństwa oraz podstawę do jego unieważnienia.
Najczęściej osoby z zespołem niezaspokojenia emocjonalnego wcale nie pragną mieć potomstwa. Zdają sobie sprawę ze swej niemożności szczerego kochania oraz wzięcia odpowiedzialności za nowe życie. Gdy jednak dziecko pojawi się na świecie, nie potrafią obdarzać go czułością, traktują chłodno i poświęcają mu tylko tyle czasu, ile muszą. Choćby bez zarzutu wykonywały wszystkie czynności „higieniczne” związane z opieką, nie dostarczają dziecku tego, czego ono najbardziej potrzebuje. Dojrzałe pragnienie posiadania potomstwa pojawia się jednak u tych osób, które na drodze terapii poczyniły znaczne postępy w rozwoju emocjonalnym.
Patrząc z boku na osoby niedojrzałe emocjonalnie ocieramy się o pokusę osądzania, krytykowania i lekceważenia. Postrzegamy je jako infantylne i obarczamy winą za trzymanie się dziecięcych zachowań. Ich niedojrzałość przypisujemy złej woli. Świat wewnętrzny osoby niedojrzałej emocjonalnie wygląda jednak inaczej, niż to sobie wyobrażamy. Uczuciem, które stale towarzyszy wszystkim osobom niedojrzałym jest niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa. Ich życie emocjonalne i intelektualne nie jest zintegrowane, w związku z czym nigdy nie doświadczają pewności w tym, co robią. Podjęciu każdej decyzji towarzyszy długie wahanie, a gdy decyzja zostanie w końcu podjęta, zaczynają nękać ich różnego rodzaju wątpliwości.
Osoby niedojrzałe są nadmiernie wrażliwe na opinie innych ludzi i potrzebują ciągłego potwierdzania swojej wartości i zapewniania, że wszystko robią jak należy. Najdelikatniejsza krytyka może sprowadzić je na samo dno rozpaczy. Gdy robią coś publicznie, przeżywają silny niepokój i obawę, czy spodoba się to innym. Swe obawy rozciągają na bliskich, martwiąc się na przykład, że ktoś inny skompromituje się w ich towarzystwie, a ktoś jeszcze inny, kogo nawet nie znają, będzie z tego powodu niezadowolony. Lęk przed sprawianiem kłopotu powstrzymuje je przed poproszeniem o pomoc, kiedy tego potrzebują. Gdy jednak ktoś inny poprosi je o przysługę, nie umieją powiedzieć „nie” i często są bezpardonowo wykorzystywane.
Osoby niedojrzałe przeżywają swoje życie na beznadziejnych próbach zadowolenia wszystkich wokół. Pragnienie bycia dobrym i podobania się innym popycha ich ku zawodom związanym z pomaganiem, a często nawet ku życiu zakonnemu. Początkowy entuzjazm szybko się kończy, ustępując frustracji i wypaleniu, ponieważ pomoc i oddanie, które oferują nie są bezinteresowne. Choć mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, w zamian oczekują uznania i miłości, których jednak nie otrzymują. I tu ma miejsce największy paradoks ich „służenia” innym: zamiast przelewać z pełnych zbiorników, desperacko próbują napełnić swój własny.

Osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego cechuje silne poczucie niższości i niedoskonałości. Ponieważ nie umieją kochać, czują się puste i niewarte miłości. Czasem szukają uzasadnień, wmawiając sobie, że są brzydkie, niekompetentne, wybrakowane, co w rzeczywistości nie jest prawdą. Poczucie niższości z biegiem czasu przemienia się w poczucie winy, popychając niedojrzałą osobę do osądzania każdego swojego zachowania jako złego, fałszywego, grzesznego.
Zaskakujący jest stan fizyczny osób niedojrzałych emocjonalnie. Zazwyczaj wyglądają na młodsze niż są w rzeczywistości. Często uskarżają się na ogromne zmęczenie, które niekiedy zaprowadza ich przed drzwi gabinetu lekarskiego. Leczenie medyczne nie przynosi jednak skutku, ponieważ źródło zmęczenia tkwi w psychice – osoby niedojrzałe w niewielkim stopniu cieszą się życiem, przyjaźń i miłość nie są dla nich źródłem siły i przyjemności, rzadko odpoczywają i czują się zrelaksowane. Stale zabiegają o względy otoczenia, a całą energię życiową poświęcają na walkę z poczuciem niższości. Co ciekawe, osoby niedojrzałe zazwyczaj nie mają problemów ze snem, co może być pomocne w odróżnieniu zespołu niezaspokojenia emocjonalnego od innych zaburzeń nerwicowych, spowodowanych tłumieniem.
Zespół niezaspokojenia emocjonalnego wciąż pozostaje zaburzeniem prawie całkowicie nieznanym nie tylko ludziom o przeciętnym poziomie wiedzy psychologicznej, ale również samym psychologom, wskutek czego osoby nań cierpiące często pozostają niezrozumiane i nie uzyskują adekwatnej pomocy. Przez otoczenie traktowane jako dziecinne lub próżne, nie uzyskują tego, czego pragną najbardziej – akceptacji. Winą za infantylne zachowania i niemożność sprostania wymogom dorosłego życia obarcza się ich samych, nie rozumiejąc, że osoba niedojrzała nigdy nie będzie w stanie poczynić kolejnego kroku na drodze rozwoju o własnych siłach. Tylko cierpliwa miłość i akceptacja ze strony najbliższego otoczenia, a często również pomoc mądrego terapeuty, może sprawić, że na szarym niebie zniekształconych uczuć pojawi się wreszcie słońce nadziei.
Na koniec pragnę dodać, że zespół niezaspokojenia emocjonalnego, jeśli prawidłowo zdiagnozowany, jest leczony z wielkim powodzeniem, na co wskazuje wieloletnie doświadczenie Anny Terruwe i Conrada Baarsa.
Monika Wilk

"Cóż można o mnie napisać... :)
Niegdyś studentka anglistyki, dziś pedagogiki... Czas wypełnia mi praca z ludźmi i książkami, ale przede wszystkim odkrywanie siebie i pokonywanie własnych ograniczeń, co jest przedsięwzięciem zaplanowanym na lata..."
Monika Wilk
Warto przeczytać:
- Baars C., Terruwe A. Integracja emocjonalna. Jak uwierzyć, że jesteś kochany i potrafisz kochać. W drodze, Poznań 2004.
- Baars C., Terruwe A. Loving and Curing the Neurotic. Arlington House, New Rochelle 1972.
- Hamfelt R., Meier P., Minirth F. Miłość to wybór. O terapii współuzależnień. W drodze, Poznań 2004.
Bardzo ciekawy i oryginalnie napisany tekst specjalnie dla bloga PSYCHIKA.net! Zapraszam do lektury - Marcin:)Cała historia zaczyna się od zbiornika. Jest nim pusty zbiornik miłości.
Rozważając rozwój emocjonalny człowieka i jego wzrost duchowy na różnych etapach życia, można powiedzieć, że człowiek przychodzi na świat z pustym zbiornikiem, w którym, na skutek interakcji z otoczeniem, a przede wszystkim z najbliższymi osobami, będzie stopniowo gromadziła się miłość. Opiekunowie dziecka, w założeniu ludzie dojrzali, będą stopniowo przelewać miłość i akceptację ze swych pełnych po brzegi zbiorników wprost do pustego zbiornika małego dziecka. W ten oto sposób zbiornik miłości napełnia się, a dziecko, doświadczając bezwarunkowej akceptacji, czułości i troski, rozwija się emocjonalnie i duchowo, aż do dnia, gdy samo wyruszy w świat w pełnym zbiornikiem i pragnieniem, by dzielić się dobrem, które otrzymało. Przestanie brać, a zacznie dawać. To przecież różni osobę dojrzałą od dziecka.
Rozważmy teraz podobną sytuację, z tą jedną różnicą, że opiekunowie dziecka już na starcie mają puste zbiorniki miłości. Na drodze swojego rozwoju nie otrzymali miłości i akceptacji, których bezwzględnie potrzebowali, wskutek czego zbiornik miłości nie został wystarczająco napełniony. Nie mają z czego przelewać, nie mogą dać dziecku tego, czego ono potrzebuje, ponieważ sami tego nie mają. Po upływie kilkunastu lat w świat rusza kolejna osoba, której zbiornik miłości świeci pustkami. Kolejna osoba, która zrodziwszy potomstwo, nie będzie umiała dać mu pokarmu koniecznego do prawidłowego rozwoju.
Metafora zbiornika miłości, którą posłużyłam się na początku tego rozważania, została zaproponowana przez wybitnych psychiatrów i psychoterapeutów Franka Minirtha i Paula Meiera, od lat zajmujących się leczeniem współuzależnienia, którego korzeni upatrują między innymi w braku miłości i akceptacji. Chciałabym posłużyć się tą metaforą do opisania innego zaburzenia, odkrytego stosunkowo niedawno, a jednak dotykającego wielu ludzi, którzy częstokroć sami nie rozumieją istoty swojej choroby i nie wiedzą, gdzie zwrócić się o pomoc.
Chodzi o zespół niezaspokojenia emocjonalnego, do niedawna nazywany nerwicą deprywacyjną, po raz pierwszy opisany przez Annę Terruwe niemal 50 lat temu.

Wyjaśniając czym jest owo zaburzenie i jak powstaje, posłużę się drugim scenariuszem ze zbiornikami miłości. W sytuacji, gdy opiekunowie dziecka nie są w stanie zaspokoić jego podstawowych potrzeb psychicznych – potrzeby miłości i akceptacji – dziecko startuje z przegranej pozycji. Najbliższe mu osoby są jedynymi, które mogą zbiornik miłości napełnić. To od nich zależy, czy w przyszłości dziecko będzie umiało kochać i być kochanym, odczuwać szczęście, prawdziwą radość i spokój, czy będzie umiało nawiązać satysfakcjonujące relacje z otoczeniem i być w pełni rozwiniętą osobą. Według badań Anny Terruwe, sam fakt, iż w dzieciństwie nie zostały zaspokojone naturalne potrzeby miłości, czułości i akceptacji wystarczy, by rozwinęła się specyficzna choroba emocjonalna, mająca ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym.
Życie uczuciowe człowieka rozwija się od wczesnego dzieciństwa do wieku dojrzałego. Przejście na kolejny etap rozwoju może dokonać się tylko wówczas, gdy na poprzednim etapie zostały zaspokojone naturalne potrzeby psychiczne: miłości, bezwarunkowej akceptacji oraz przynależności. Innymi słowy, dziecko musi czuć, że jest kochane ze względu na sam fakt swego istnienia, akceptowane ze wszystkimi niedoskonałościami, musi czuć, że jest dla rodziców cenne i wartościowe, że może liczyć na ich wsparcie w każdej sytuacji. Przede wszystkim musi czuć, że jest dla rodziców wystarczająco dobre.
Brak zaspokojenia naturalnych potrzeb psychicznych na którymkolwiek etapie rozwoju powoduje lukę, która uniemożliwia harmonijny wzrost emocjonalny i duchowy. Można powiedzieć, że następuje swoiste zatrzymanie na tym etapie rozwoju, na którym powstała luka. Choć ciało rośnie i dojrzewa, rozwijają się procesy poznawcze, rozwój emocjonalny stoi w miejscu. Pod względem uczuciowym, człowiek staje się wewnętrznie skarłowaciały. Z biegiem czasu zaburzenie rozwoju emocjonalnego staje się przyczyną coraz większego cierpienia. Dorosłe osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego nie są w stanie stworzyć zdrowych relacji uczuciowych z otoczeniem, bez względu na to, jak bardzo się starają. Przestanie nas to dziwić, jeśli przyjrzymy się życiu emocjonalnemu dzieci. Dzieci są z zasady skoncentrowane na sobie i na zaspokajaniu własnych potrzeb. Nie potrafią wczuć się w sytuację drugiego człowieka, a w kontaktach z ludźmi kierują się własnym interesem. Szczęście innych nie jest dla nich wystarczającym powodem, by samemu czuć się szczęśliwym. Kilkuletnie dziecko tak właśnie funkcjonuje i nie ma w tym nic złego – jest to prawidłowość rozwoju.
Osoby niedojrzałe emocjonalnie wciąż tkwią w okresie dzieciństwa. Wskutek niezaspokojonych potrzeb, nigdy z dziecięcego egocentryzmu nie wyrosły. Oczekują ciągłej uwagi, zabiegają o uznanie i akceptację, a gdy inni nie poświęcają im wystarczająco dużo czasu, czują się odrzucone i niekochane. Nie rozumieją, co mają na myśli inni, mówiąc o przyjaźni i szczerej miłości, dojrzałe emocje osób dorosłych są dla nich niezrozumiałe. Ich związki z otoczeniem są powierzchowne i oparte na woli, a nie na uczuciu. Podtrzymują przyjaźnie, ponieważ uważają, że tak trzeba, a nie z potrzeby serca. Małżeństwa osób niedojrzałych emocjonalnie są zawierane ze względów praktycznych – nie rozumieją oni do końca, czym jest miłość i przekonują samych siebie, że jest ona tym, co oni „odczuwają”. Zazwyczaj związki te nie są trwałe, gdyż osoba niedojrzała wymaga ciągłej i całkowitej koncentracji na sobie, a jeśli jej nie otrzymuje, nierzadko popada w depresję lub wycofuje się z relacji. Związki te zawsze są ułomne – brakuje im psychicznej więzi, która powinna stanowić podwaliny związku między dwiema osobami. Niedojrzałość emocjonalna jest tak wielką przeszkodą w zbudowaniu zdrowej relacji, że nawet Kościół Katolicki uznał ją za przeszkodę do zawarcia małżeństwa oraz podstawę do jego unieważnienia.
Najczęściej osoby z zespołem niezaspokojenia emocjonalnego wcale nie pragną mieć potomstwa. Zdają sobie sprawę ze swej niemożności szczerego kochania oraz wzięcia odpowiedzialności za nowe życie. Gdy jednak dziecko pojawi się na świecie, nie potrafią obdarzać go czułością, traktują chłodno i poświęcają mu tylko tyle czasu, ile muszą. Choćby bez zarzutu wykonywały wszystkie czynności „higieniczne” związane z opieką, nie dostarczają dziecku tego, czego ono najbardziej potrzebuje. Dojrzałe pragnienie posiadania potomstwa pojawia się jednak u tych osób, które na drodze terapii poczyniły znaczne postępy w rozwoju emocjonalnym.
Patrząc z boku na osoby niedojrzałe emocjonalnie ocieramy się o pokusę osądzania, krytykowania i lekceważenia. Postrzegamy je jako infantylne i obarczamy winą za trzymanie się dziecięcych zachowań. Ich niedojrzałość przypisujemy złej woli. Świat wewnętrzny osoby niedojrzałej emocjonalnie wygląda jednak inaczej, niż to sobie wyobrażamy. Uczuciem, które stale towarzyszy wszystkim osobom niedojrzałym jest niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa. Ich życie emocjonalne i intelektualne nie jest zintegrowane, w związku z czym nigdy nie doświadczają pewności w tym, co robią. Podjęciu każdej decyzji towarzyszy długie wahanie, a gdy decyzja zostanie w końcu podjęta, zaczynają nękać ich różnego rodzaju wątpliwości.
Osoby niedojrzałe są nadmiernie wrażliwe na opinie innych ludzi i potrzebują ciągłego potwierdzania swojej wartości i zapewniania, że wszystko robią jak należy. Najdelikatniejsza krytyka może sprowadzić je na samo dno rozpaczy. Gdy robią coś publicznie, przeżywają silny niepokój i obawę, czy spodoba się to innym. Swe obawy rozciągają na bliskich, martwiąc się na przykład, że ktoś inny skompromituje się w ich towarzystwie, a ktoś jeszcze inny, kogo nawet nie znają, będzie z tego powodu niezadowolony. Lęk przed sprawianiem kłopotu powstrzymuje je przed poproszeniem o pomoc, kiedy tego potrzebują. Gdy jednak ktoś inny poprosi je o przysługę, nie umieją powiedzieć „nie” i często są bezpardonowo wykorzystywane.
Osoby niedojrzałe przeżywają swoje życie na beznadziejnych próbach zadowolenia wszystkich wokół. Pragnienie bycia dobrym i podobania się innym popycha ich ku zawodom związanym z pomaganiem, a często nawet ku życiu zakonnemu. Początkowy entuzjazm szybko się kończy, ustępując frustracji i wypaleniu, ponieważ pomoc i oddanie, które oferują nie są bezinteresowne. Choć mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, w zamian oczekują uznania i miłości, których jednak nie otrzymują. I tu ma miejsce największy paradoks ich „służenia” innym: zamiast przelewać z pełnych zbiorników, desperacko próbują napełnić swój własny.

Osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego cechuje silne poczucie niższości i niedoskonałości. Ponieważ nie umieją kochać, czują się puste i niewarte miłości. Czasem szukają uzasadnień, wmawiając sobie, że są brzydkie, niekompetentne, wybrakowane, co w rzeczywistości nie jest prawdą. Poczucie niższości z biegiem czasu przemienia się w poczucie winy, popychając niedojrzałą osobę do osądzania każdego swojego zachowania jako złego, fałszywego, grzesznego.
Zaskakujący jest stan fizyczny osób niedojrzałych emocjonalnie. Zazwyczaj wyglądają na młodsze niż są w rzeczywistości. Często uskarżają się na ogromne zmęczenie, które niekiedy zaprowadza ich przed drzwi gabinetu lekarskiego. Leczenie medyczne nie przynosi jednak skutku, ponieważ źródło zmęczenia tkwi w psychice – osoby niedojrzałe w niewielkim stopniu cieszą się życiem, przyjaźń i miłość nie są dla nich źródłem siły i przyjemności, rzadko odpoczywają i czują się zrelaksowane. Stale zabiegają o względy otoczenia, a całą energię życiową poświęcają na walkę z poczuciem niższości. Co ciekawe, osoby niedojrzałe zazwyczaj nie mają problemów ze snem, co może być pomocne w odróżnieniu zespołu niezaspokojenia emocjonalnego od innych zaburzeń nerwicowych, spowodowanych tłumieniem.
Zespół niezaspokojenia emocjonalnego wciąż pozostaje zaburzeniem prawie całkowicie nieznanym nie tylko ludziom o przeciętnym poziomie wiedzy psychologicznej, ale również samym psychologom, wskutek czego osoby nań cierpiące często pozostają niezrozumiane i nie uzyskują adekwatnej pomocy. Przez otoczenie traktowane jako dziecinne lub próżne, nie uzyskują tego, czego pragną najbardziej – akceptacji. Winą za infantylne zachowania i niemożność sprostania wymogom dorosłego życia obarcza się ich samych, nie rozumiejąc, że osoba niedojrzała nigdy nie będzie w stanie poczynić kolejnego kroku na drodze rozwoju o własnych siłach. Tylko cierpliwa miłość i akceptacja ze strony najbliższego otoczenia, a często również pomoc mądrego terapeuty, może sprawić, że na szarym niebie zniekształconych uczuć pojawi się wreszcie słońce nadziei.
Na koniec pragnę dodać, że zespół niezaspokojenia emocjonalnego, jeśli prawidłowo zdiagnozowany, jest leczony z wielkim powodzeniem, na co wskazuje wieloletnie doświadczenie Anny Terruwe i Conrada Baarsa.
Monika Wilk

"Cóż można o mnie napisać... :)
Niegdyś studentka anglistyki, dziś pedagogiki... Czas wypełnia mi praca z ludźmi i książkami, ale przede wszystkim odkrywanie siebie i pokonywanie własnych ograniczeń, co jest przedsięwzięciem zaplanowanym na lata..."
Monika Wilk
Warto przeczytać:
- Baars C., Terruwe A. Integracja emocjonalna. Jak uwierzyć, że jesteś kochany i potrafisz kochać. W drodze, Poznań 2004.
- Baars C., Terruwe A. Loving and Curing the Neurotic. Arlington House, New Rochelle 1972.
- Hamfelt R., Meier P., Minirth F. Miłość to wybór. O terapii współuzależnień. W drodze, Poznań 2004.
65 komentarze:
Dzięki za artykuł, otwierają mi się oczy i rozumiem już skąd poczucie niezadowolenia, rozpaczy i załamania. Jak dojrzeć bez pomocy terapety? I czy to możliwe?
-holoholo-
Artykuł bardzo dobrze napisany. Jestem DDA i objawy wydaja sie byc bardzo podobne.
rzeczywisce dobry artykul
Świetny post!
- anonimus
I nawet ja napiszę, że artykuł bardzo dobry. Wielki szacunek dla autorki.
Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, choć może nie ze wszystkimi się zgadzam
Bez pomocy terapeuty można dojrzeć, pomoc fachowa nie jest bezwzględnie potrzebna, ale bardzo pomocna. Trzeba wiele świadomej pracy nad sobą, ale gdzie jest pragnienie wyzdrowienia, tam nie ma rzeczy niemożliwych:) polecam lektury zamieszczone pod artykułem, niesamowicie przydatne w życiu:) Dziękuję za komentarze i pozdrawiam serdecznie. Monika
Tak ,zgadzam sie w pelni z tym artykulem ,gdyz znam dwie takie osoby ,a jedna jes bardzo bliska ,jest starsza osoba wiec o leczeniu niema mowy bo to (glupota ,lub niemadrosc)te zle relacje przelewaja sie na cala moja rodzine a szczegulnie dzieci .Wiem ,ze tego sie nie da zmienic ,bo caly czas trzeba byloby poswiecic tej osobie a trzeba byc czujnym by nie popasc w taka wlasnie rutyne i odebrac te same nawyki co ona .Dziekuje za komentarz :)
Bardzo ciekawy artykuł. Jakbym czytał o sobie.
Czyli wynika, że niebawem będziemy mieć tylko osby z takimi problemami. Bo chyba coraz mniej osób jest z tzw. "pełnymi zbiornikami", a z pokolenia na pokolenie zbiorniki przekazywane będą coraz mniejsze....
Jak samemu uzupełnić zbiornik ? :(
@anonimowy
Wydaje mi sie to bardzo trudne, ale pewnie można przez rozwój świadomości duchowej.
- anonimus
Jak wypełnić pusty zbiornik podpowiada autorka "Integracji emocjonalnej" (choć sama nie używa tego terminu, ale o to przecież chodzi w leczeniu zespołu). Odsyłam do tej książki, jestem pewna, że pomoże wiele osobom. Zainteresowanych bardziej szczegółowymi informacjami zachęcam do kontaktu mailowego: monika.wilkk@gmail.com
Pozdrawiam:) Monika
Moniko, czy mogłabyś napisać tutaj, co mówi autorka tej książki?
ja uwazam ze artykul jest przesadzony w takim razie co drugi czlowiek nie potrafi kochac i robi dobre rzeczy tylko po to zeby wszyscy widzieli i go za to niby kochali...wiele rzeczy trafione ale ogolnie sadze ze tez do przesady napisane bo takie osoby bardzo kochaja ludzi i nie robia dobrego z tego powodu zeby sie pokazac bo jak nie dostali dobra to jak moga je dawac nie mozna tego udawac....i tak samo jest z tym ze takie osoby nie beda dobrym rodzicem wcale nie wlasnie dadza to czego w domu nie mialy...ladnie napisane ale bardzo w negatywnych barwach stawiasz takie osoby bo one potrafia byc dobre i kochac
Bdb artykuł, mam wrazenie ze moje dziecko może tak mieć. Staram się jak najlepiej uzupełnić ten tak zwany zbiornik ale moj byly partner czyli ojciec mojego dziecka twierdzac ze bardzo kocha coreczke niedaje milosci juz jej tyle co wczesniej, nie ma dla niej czasu bo jest juz inna partnerka w jego zyciu a moje dziecko bardzo cierpi. :(((( A mnie to bardzo boli:(((
ja bym prosił Panią Monikę o kolejny artykuł o tym, jak sie leczyć
Błąd nastąpił w interpretacji artykułu przez jedną z osób. Nie chodzi o to, że każdy, kto nie był w dzieciństwie akceptowany będzie cierpiał na takie zaburzenie. Jest coś takiego jak "sprężystość emocjonalna", dobra cecha, która pozwala rozwijać się prawidlowo mimo różnych przeciwności. Wydaje mi się, że wiele osób taką cechę posiada, powinnam to była napisać w artykule, żeby nie zostawiać takich niedomówień:) moje niedopatrzenie:) Zespół n.e. jest zaburzeniem, które rozwija się tylko u niektórych osób, ale jest na tyle przykry, że powoduje prawdziwe cierpienie, czase prowadzi do głębokiej depresji i generalnie paraliżuje całe życie cierpiących na niego osób. Jeszcze raz powtórze: Nie każdy, kto w dzieciństwie nie był kochany i akceptowany będzie miał coś takiego - tylko niektórzy, ale dla tych niektórych napisałam te kilka słów:) postaram się odpowiedzieć na prośby o artykuł na temat terapii. Pozdrawiam i dziękuje za komentarze. Monika
Bardzo ciekawie i przystępnie napisane. Zobaczę co tam jeszcze ciekawego masz na blogu :)
P.S. Szamarzewo? :)
@Monika
Dopisuje sie Pani Moniko do powyzszych prosb.
- anonimus
Pani Moniko, z przyjemnością opublikuję Pani kolejny artykuł :) Czekamy z niecierpliwością :) Pozdrawiam serdecznie.
Bardzo ciekawy tekst, wreszcie wnosi coś nowego. Rzeczywiście, nie słyszałam nigdy o takim zaburzeniu.
I tu się nie do końca zgodzę(choć generalnie popieram tę odnogę teorii wpływu dzieciństwa na dorosłe życie). Znam wiele osób posiadających naprawdę fajnych kochających rodziców-a są one maksymalnymi egoistami,gdzie tam im do dawania i bezinteresowności.
Nie mylmy pojęć.
Miłość jest potrzebna do ukształtowania jednostki zdrowej psychicznie,bez nerwic,zboczeń i innych schorzeń tej natury. W skrócie: do umiejącej cieszyć się z życia i czerpać z tego życia korzyści,bez popadania w uzależnienia na przykład.
Bezinteresowność nie wyrasta na nawozie miłości.
Paradoksalnie, im więcej dostał człowiek po dupie za młodu(od życia,niekoniecznie od rodziców) tym większą,mam wrażenie, ma skłonność do pomagania innym. Jakby chciał dać innym to,czego zabrakło w jego życiu. Na tym "złym" nawozie często wyrasta nadopiekuńcość matek,które niedobór miłości za młodu - odbijają sobie przelewając miłość swoją na dziecko(często odbierając mu szansę na samodzielne życie). Robią to bezinteresownie,ale jest to dramat dla nich samych.Dziecko nie zastąpi niekochających rodziców.
Reszta robi to("pomaga") na pokaz, albo by pokryć wyrzuty sumienia (ignorancja na co dzień, datek na szczytny cel od święta).
Najlepszy art na blogu...
jak juz jest napisane nie wszyscy na to zachorują... ja to mam, ale jeśli jest sie swiadomym "tego" mozna sobie jakos poradzic, nie popadać w skrajnosci... Najważniejsze to być świadomym że "cos" jest nie tak...
trudne dziecinstwo, rodzice ktorzy nie pomagają,
do tego dochodzi moczenie nocne, dodatkowe obciażenie dla psychiki, zaburzone relacje z rowiesnikami i mamy gotowe niezaspokojenie emocjonalne...
Sporo w tym prawdy,niestety;(
witam serdecznie, jakis czas temu odkrylam w sobie problemy z ktorymi nie daje sobie sama rady... niezaspokojenie emocjonalne w wielu punktach sie zgadza z moim stanem, ale w wielu punktach tez nie...przedewszystkim sen... a wlasciwie bezsennosc... mam trudnosci z przespaniem calej nocy a mam zaledwie 28 lat!!!! to koszmar i najczesciej konczy sie tabletkami nasennymi... w tekscie znalazlam zdanie, ze to moze wykluczac niezaspokojenie emocjonalne... jesli tak to ... gdzie szukac odpowiedzi.. z niecierpliwoscia czekam na porade...
Brawo Monika. Toż samo napisał Benedyktt XVI w Encyklice Deus Caritas est w punkcie 7 (DCe 7) jeśli nie zaczerpniesz ze źródła miłości - jak samarytanka przy studni - nie będziesz mógł rozlewać miłości...
Niby takie proste. czerpać i poić i wylewać...a jednak wciąż tyle nieporadności w logice miłości
BeeS
@bartlomiej
Ja bym powiedzial raczej brawo Benedykt XVI
- anonimus
Czy mogę prosić o podanie bibliografii? Artykuł wydaje się być nierzetelny i oparty na częściowych danych, przytoczone argumenty są pokrętne, postawione tezy dałoby się udowodnić znacznie prościej, sposób argumentacji sugeruje brak wiedzy Autorki na temat poruszanych zagadnień
@ Anna -
Autorka podaje bibliografię pod tekstem.
doga anno jestes taka inteligentna i oczytana prawdziwy zespol natretstwa zwanego doskonaloscia ktora nie wychodzi poza scisle granice nauki bedac tak wszystko wiedzaca o jednej skromnej rzeczy zapomnialas ze prawdziwa modrosc z serca pochodzi a moze i tam znajdziesz jakis argument pokretny ktory daloby sie udowodnic?artykol pani moniki przywrocil mi zycie i wiare w siebie sama....
Czy możliwe jest posiadanie zespołu niezaspokojenia emocjonalnego w momencie gdy tylko matka obdarzała dziecko miłością? Z ojcem zawsze miałem suche, puste relacje m.in. ze względu na to jak traktował matkę (awantury, podejście materialne, wyniszczanie psychiczne).
I jeszcze jedno. Skoro daną osobe może uleczyć inna osobą która daje jej miłość (myśle o związku) to dlaczego Kościół uznał ten zespół za przyczyne rozwodu a nie robi się nic by spróbować uleczyć ten związek. Przecież osoba z zaburzeniami wie, że nie jest zdrowa i napewno w wielu przypadkach chce się leczyć. Nie można uratować takiego związku?
Po przeczytaniu tego artykułu mam chyba w końcu odpowiedź na swoje dziwne życiowe zachowanie. Jakby nie patrzeć wszystko się zgadza, wszystkie objawy do mnie pasują nawet ten SEN, uwielbiam spać, nawet wtedy gdy jest mi źle wolę się położyć i zasnąć. Bez sensu pomagam innym i oczekuję tego samego od nich, ale nigdy nie kończy się to dwustronną współpracą. Boję się brać odpowiedzialność za różnego rodzaju projekty, myśl o dzieciach mnie przeraża, a i nigdy nie stworzyłam związku, bo boję się. Często mam takie stany "depresyjne". Bardzo nisko się oceniam co wszyscy zauważają. Skupiam się na tym, żeby wszystko doprowadzać do perfekcji, a minimalna krytyka i zła ocena mojej osoby powoduje totalne załamanie. Co gorsza z niezaspokojeniem emocjonalnym w parze idzie erytrofobia. Co ja mam zrobić? Nie stać mnie na specjalistyczną pomoc. Kończę 20 lat i moim jedynym marzeniem jest to aby cieszyły mnie zwykłe rzeczy, które wywołują uśmiech na twarzy wszystkich ludzi, których spotykam na ulicy. Nie chcę być naczyniem wypełnionym strachem przed brakiem akceptacji i powodzenia życiowego. Mam dość stanu przygnębienia i niezadowolenia z życia.
Niestety ja także cierpię na zespół niezaspokojenia emocjonalnego...W moim domu nigdy nie było czułości, zawsze awantury, zawiść...Ruszam z tym pustym zbiornikiem w świat, chociaż czasem wątpię, czy uda mi się. Zastanawiam się, czy jest coś poza nienawiścią i zazdrością? Czy jest na świecie człowiek, który mnie nie oszuka, a da mi bezwarunkową miłość? W sumie to nie wiem, czy na nią zasługuję...
To bardzo dziwne uczucie zrozumieć w końcu że własnie to całe zycie mi dolegało...jakby dotrzeć na szczyt góry coś odnaleźć tajemnice o sobie...wrecz mistyczne poczucie. Ta wiedza uratuje moje szczescie i otworzy oczy - bo gdy dusza jest spieta i oczy zamkniete
Mam ową cudowną przypadłość i nie zgadzam się z tym artykułem w tym sensie, że za bardzo skupia się on na "niedojrzałości emocjonalnej" takich osób. Choćby w warstwie leksykalnej - "osoby niedojrzałe" jako podmiot pojawia się zdecydowanie częściej niż "osoby z zespołem...". Artykuł skupia się na niedojrzałości - często przesadnie, mało uwagi poświęca zaś wewnętrznemu cierpieniu i możliwym "powikłaniom". Dużo się tu mówi o tym, jak odbierana jest taka osoba, jak "źle" zachowuje się w stosunku do otoczenia... a jak w stosunku do siebie samej? Jeszcze gorzej. Dodać należy też, że osoba z tym zespołem może też zapewne mieć wrodzone cechy charakteru, które niwelują jakoś skutki choroby. Pisze się tu o niemożności odczytania uczuć innych ludzi i egoizmie - cóż, ja znów cierpię na nadmiar empatii. To może się też łączyć z chęcią "nie stwarzania problemów", ale nie do końca. W swoim życiu zauważam, że jestem wręcz bardziej wyczulona na problemy innych, rozpoznaję emocje których oni nie chcą pokazywać, wyczuwam smutek czy zdenerwowanie, które próbują ukryć. Znam też inną osobę z tym zespołem i jest to również człowiek pełen empatii i czujny obserwator ludzkich emocji. Zdaje się więc, że jesli osoba - jak pisze autorka - "niedojrzała" ma choć pół mózgu i przyzwoity iloraz inteligencji, to nie będzie zachowywać się jak rozwydrzony dzieciak, choćby nie wiem jak pozbawiona była ciepła w dzieciństwie. Nie potrafię sobie poradzić z krytyką, przeżywam mocno uszczypliwości, panicznie boję się upokorzenia, czuję wstyd i smutek nawet oglądając komedię, w której ktoś robi z siebie idiotę. Boję się zbliżać do ludzi, nie chcę mieć dzieci bo wiem że byłabym kiepska matką, boję się że nie potrafię stworzyć związku, nie umiem podejmować decyzji itd. Ale nie czuję się "niedojrzała", conajwyżej niedostosowana do realiów tego świata, bo ciągle mi się obrwa.. a od kogo? Ano od infantylnych, egocentrycznych, pozbawionych empatii, zakochanych w sobie ROZPIESZCZONYCH "dużych dzieci", które nigdy nie dorosną.
Od Autorki: wow, chyba rzeczywiście artykuł nie oddał tego, co chciałam na ten temat powiedzieć. Mimo najlepszych chęci zawsze pozostanie jakieś niedopowiedzenie. Za to przepraszam. Nigdy nie można patrzeć na człowieka przez pryzmat "zespołu", "syndromu" czy czegokolwiek innego, co u niego zdiagnozowano. Człowiek poza tym ma tę cudowną cechę, że posiada nieograniczoną zdolność zmiany, rozwoju i dążenia do doskonałości. Pamiętam, ze mnie samej bardzo nie podobało się określenie "osoba niedojrzała emocjonalnie", ale być może go użyłam. Jest to etykietka, a etykietek nie znoszę. Przepraszam przedmówczynię: masz całkowitą rację, cierpienie wewnętrzne jest ogromne, choć często niezauważalne dla otoczenia. Co do tych infantylnych, dużych dzieci, o których piszesz... myślę, że często tak jest, ze osoby, które nigdy nie doświadczyły w życiu żadnej deprywacji, żadnego cierpienia, nie potrafią dać z siebie tyle, ile ktoś, kto miał pod górkę. Każda trudność motywuje do rozwoju. Wiedzą o tym ci, którzy sobie poradzili, lub radzą sobie ciągle, z ciężkim życiowym bagażem. Pozdrawiam
chodzę na terapię 2 razy w tygodniu, powiem mojej psycholog o tym, może zmienimy rodzaj terapii i stanie się bardziej efektowna, dziękuje za pełny artykół, bo więszkość jest dosyć pobieżnie pisana i trudno dostrzec konkrety
jakbym czytała o sobie..
nie umiem sobie z tym poradzic:(
Witam
Czy jakieś osoby/ośrodki w Polsce prowadzą terapię opartą na założeniach o których pisze Autorka?
Czym różni się osoba niedojrzałe emocjonalnie od aleksytymika? Czy są jakieś różnice? Bardzo proszę o odpowiedź.
Jestem dzieckiem osoby chorej na schizofrenie, mając 3 lata znalazłam się w domu dziecka-koszmar. Jak ja tęskniłam zwłaszcza że ojciec zabierał nas na wakacje do domu. Jestem niestety niedojrzała emocjonalnie. Jestem inna - i jest mi z tym bardzo zle,
Niestety, dużo ze stanów emocjonalnych opisanych w artykule doświadczam. :( To niesamowite, że całe życie kręci się wokół poszukiwania akceptacji i człowiek nie umie znaleźć czy sprecyzować sensu. Jak węgorz wijący się w piasku - szuka wody i nie może jej znaleźć. :/
Powrót do swego wewnętrznego domu - John Bradshaw To jest książka o tym jak można sobie samemu pomóc w takim zespole cech psychicznych. Osobiście uważam że trudno to zastosować ale może komuś sie uda.
Hejka , nie wiem nie znam sie ;p ale jakos obserwujac zycie i adektwtnie do artykulu tu zamieszczonego , chcialem jakos tak zwrocic uwage na pewien "motyw" ;p Mowi sie dziecku o milosci uczy przekonuje i tak bardzo optymistycznie w tym kierunku je nastawia ,jest mlody rosnie sobie ma juz 20 iles tam latek i np kiedy wchodzi w samodzielne zycie i interakcje z rzeczywistoscia jego nastawienia moga sie niezgadzac z faktami comoze powodowac perturbacje ogromne depresje frustracje itp ,bo moze sie okazac ze wcale nie ma takiego nieba ;p i nie wiem czy to jest takie sluszne do konca ;p
Bardzo ciekawe pozdrawiam , ja sobie krocze przez zycie trzymajac sie prostej swojej wlasnej teorii , staram sie unikac emocji negatywnych niedopuszczac do nich , a rozwijac pozytywne . Oki nie ma tu nic wielkiego ale zastanawialem sie nad emocjami ktore lubimy sobie szlifowac czyli "milosnymi" do jakiej kategorii ja zaliczyc , czy szkodliwej dla zdrowia czy pozytywnej ,ciezko powiedziec ale na dzien dzisiejszy uwazam ze jest posrednim czyms , i nalezy uwazac na tego rodzaju wyzwalanie u siebie owej emocji , bo ma 2 kierunki kiedy jest realizowana przez dwoje ludzi pielegnowana jest pozytywna , ale moze byc niesamowicie szkodliwa ,np kiedy sobie chcesz brnąć przez zycie z checia realizacji , a nie mozesz tego urzeczywistnic , wiec dlatego akorat ten rodzaj emocji uwazam za ryzykowny i raczej nienalezy go wyzwalac jak sie nie jest pewnym ze niezaszkodzi ; )
Powstała nowa strona http://www.niedojrzali.pl/
Sam cierpię na owy zespół nie zapokojenia emocjonalnego i dlatego stworzyłem tą stronę ny szukać, łączyć i pomagać takim ludzion jak ja.
Ja osobiście mam podobny problem . Szukam porady > marcin
bardzo fajnie napisane!!! z wiekszoscia sie zgadzam ale nie ze wszystkim, ja mam ten sam problem i zaczynam wkoncu nad nim pracowac:)mam nadzieje ze uda mi sie z tego wyjsc!
Jak nazywa się ten kierunek psychologii zajmujacy się terapią zespołu niezaspokojenia emocjonalnego, by mozna zgłosić się do odpowiedniego specjalisty?
Jest nadzieja. Są terapeuci, którzy prawdopodobnie się tym zajmują ale to nic pewnego w 100 proc. ale myslę, że warto spróbować. Podaję stronę
www.gajdy.pl
Bardzo proszę o namiary na terapeutę zajmującego się tym schorzeniem.
Obojętnie gdzie w Polsce, jestem skłonna nawet jeździć na drugi koniec Polski na terapię byle tylko być szczęśliwą.
To nie choroba moi drodzy, to rzeczywistość.
Nie rozumie dlaczego wmawia się tym dzieciom, że są chore. To ich doświadczenia, każdy ma inne. Nie każdy musi byś miluśny i kochający i tacy jak wy "zdrowi". Kto wam pozwolił na definiowanie "normalności"? I dyktowanie innym co mają i ile czuć? Lepiej skupcie się na waszym problemie ciągłego dopatrzania się "inności" i "nienormalności" w innych i braku tolerancji.
Dołączam swój komentarz i konotację. Trafiłam tu szukając informacji o niedojrzałości emocjonalnej. Kilka dni temu rozstaliśmy się z moim chłopakiem. Nie ma znaczenia tu przebieg tej relacji, tylko to, co zaczęłam dostrzegać. Wypisałam sobie na kartce wszystkich moich facetów, łącznie z krótkimi uniesieniami miłosnymi. Potrzebowałam i nadal potrzebuję wzniosków, zauważenia schematu, który jest. Żaden ze związków (5) nie trwał więcej niż 9 miesięcy i większość tych najwspanialszych związków dotyczyła facetów(chłopaków) ze znacznymi cechami tzw. Piotrusia Pana. Na początku jednak, to ja byłam raczej Piotrusiem Panem i raniłam nie potrafiąc się zaangażować. Jestem po 2letniej terapii (rozwód rodziców itd.) i zauważam, że teraz role się odwróciły. Terapia dużo mi dała i czuję się bardziej stabilna emocjonalnie, ale jednak(podswiadomie, jak widzę) szukam niedojrzałych chłopców i staram się ich "wydoroślić" bazując na tym, czego sama się nauczyłam. Stając się przy tym swego rodzaju mamusią (jeden z rodziców jest lekarzem, a ja od zawsze byłam związana z pomaganiem przez wolontariat, więc to dodatkowo potęguję te cechy). Mimo to, nauczyłam się nie zmieniać, ale pomagać dojrzeć problemy swoim partnerom, którzy zazwyczaj mają silne braki emocjonalne. W tym całym kole, właśnie kilka dni temu, dotarło do mnie, że być może jestem stabilniejsza, ale wciąż mam sama problem ze swoją dojrzałością. Boję się dojrzałych mężczyzn. Może słowo "boję się" nie jest najcelniejsze, ale czuję się niepewnie, odpycham od siebie myśl, nawet jak widzę mężczyzn, którzy wykazują cechy świadczące o dojrzałości. To z własnego podwórka.
A teraz chciałam dodać coś do komentarzy. Nie próbujcie włożyć siebie w foremkę jakiegokolwiek syndromu bez diagnozy z zewnątrz. Może na potrzebę chwili, żeby poczuć ulgę, że to nie wy tak do końca jesteście winni swoim problemom ma to sens, ale nie na dłużej. Terapia, terapia, terapia. Człowiek to nie syndrom. Różnorodności zaburzeń i ich relacji jest mnóstwo i zależy to nie tylko od doświadczeń z dzieciństwa, ale też od genetycznej budowy mózgu, który odpowiada za każdą czynność, proces myślowy i emocje. Jeśli mówimy powszchnie o zmianie podejścia, to mówimy o zmianie, która musi zajść w mózgu, jest to cały proces. Ktoś może mieć problem ze snem i być niedojrzały, ktoś może mieć skłonności bardziej empatyczne i także być niedojrzały. Schemat powstaje na potrzebę nomenklatury i klasyfikacji, ale nie na potrzebę autodiagnozy. Życzę wszystkim odwagi do terapii, która jest tylko i aż rozmową.
Dziękuję, bardzo interesujący artykuł.
Pozdrawiam
Mateusz
Sporo racji w tym artykule. Jednak mnie osobiście, jako osobę o tym a może o podobnym schorzeniu, dołuje wgryzanie się w te tematykę. Mam świadomość swej "ułomności", ale nie ma się co łamać, bowiem ludzkie życie wykracza poza sferę psychiczno- emocjonalną, stąd uważam, że najważniejszy jest duch, a dokładniej moje, nazwijmy to "głębokie ja". Skoro tak, to najlepszym lekarzem w ulecczaniu ran ducha jest Pan Bóg- Eucharystia- Msze, Rekolekcje o uzdrowienie. Bo czy jakikolwiek, choćby najlepszy psycholog na świecie wie, co nam doskwiera lepiej, niż sam nasz Stwórca? Dlatego przede wszystkim polecam oddać swe cierpienia Jezusowi a potem innym ludziom. "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". ...bo każdy z nas dźwiga swój własny Krzyż...
a ja polecam także lekture i filmy eckharta tolle i katie byron
Zgadzam się z teorią o braku miłości w dziecińswie i akceptacji, a zachowaniem w dorosłym życiu.Taka osoba jest krytycznie nastawiona do całego świata, złe relacje z rodzicami przelewa na rodziców obecnego męża.Takie życie to koszmar dla całej rodziny, a szczególnie rodziców męża, którzy swojego syna nadal bardzo kochają i zawsze mu pomogą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoba z takim zaburzeniem z dzieciństwa przelewa te złe emocje na swojego męża, buntując go przeciwko swoim i jego rodzicom.Muszę nadmienić, że mąż jej zawsze był w dobrych relacjach z rodzicami, którzy poświęcili mu całe swoje życie .Jest to tragiczne i żałosne.
Witam i pozdrawiam
Bardzo dobry artykuł, jeszcze nigdy takiego nie czytałam. Zgadzam się z teorią o napełnionym zbiorniku. Chciałabym się jednak odnieść do mojej przedmówczyni, która pisze o osobie, która doświadczyła braku miłości i akcetacji w dzieciństwie, a co zaowocowało zaburzeniem emocjonalnym w dorosłym życiu. Taka osoba powinna najpierw zacząć leczenie, a dopiero póżniej myśleć o małżeństwie. Szkoda mi tego męża i jego rodziców, ponieważ ona raczej powinna brać z tej rodziny przykład z ich relacji.Jeżeli by naprawdę go kochała, to by zrobiła wszystko, żeby nadal była zgoda w tej rodzinie, a jak wiemy zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Powinna być dumna i wdzięczna, że weszła do takiej rodziny i może właśnie ona powinna być inicjatorką zmian w relacjach ze swoimi rodzicami.Domyślam się, że w rodzinie tej dziewczyny były relacje pokoleniowe na zasadzie domina. Widać wyrażnie jaka rysa z dzieciństwa odcisnęła piętno na jej psychice w dorosłym życiu.
Witam
Super artykuł, jest perfekcyjnie napisany. Może teraz otworzą się oczy wielu osobom, które doznały braku miłości i akceptacji w dzieciństwie. Dopiero teraz do nich dotrze dlaczego są zawsze smutni, nie potrfią się cieszyć tak jak inne osoby, nie mają dobrego kontaktu z otoczeniem, są małomówni i zamknięci w relacjach z innymi. Jeżeli chcą żyć tak jak inne osoby, które nie mają zaburzeń emocjonalnych niestety muszą skorzystać z leczenia.
ten artykul jest prawda -wiem to sama po sobie ,moi rodzice nie potrafili okazac mi takiej milosci jak powinni abym byla dojrzala w pozniejszym zyciu,kiedys czytalam ze niektorzy ludzie dokonuja zawsze zlych wyborow okreslanych jako emocjonalna katastrofa tzn;nie ta praca zly facet nie ci znajomi lub ich brak,ja walcze i walcze ale czy moge sobie jakos sama poradzic ,nawet do psychologow chodzilam ,czuje ze jestem skazana na wieczne niepowodzenie w mym zyciu
chcialabym jeszcze dodac ,bo napisalam juz tu raz ,ze ja faktycznie wygladam duzo mlodziec niz moje 40 lat i nie mam problemow ze snem,to mnie zawsze dziwilo i innych tez ,moglabym pisac tu i pisac o tym -nina
jestem starsza juz osoba całe zycie moje jest takie jak opisane w artykule--beznadzieja kompletna jak jestescie mlodzi walczcie bo szkoda zycia-bardzo smutnego i pelnego porazek i pytaniem dlaczego mnie to spotyka,faktycznie zawsze wygladalam b mlodo z dziecinnymi cechami,zycze powodzenia wszystkim i zwyciestwa nad choroba
Ja podłączam się pod post osoby mówiącej o pomocy Boga- naszego Ojca. Jego pomoc jest nieoceniona jeśli ma się z Nim lub z Jego Boskim Synem -Jezusem (najlepiej z obydwoma choć Bóg jest jeden)bardzo bliskie , zażyłe relacje, chodzi się do Komuni w intencjach m.in. pomocy w swoich problemach, jeśli człowiek dużo się modli i prosi Tatusia o pomoc, często z Nim rozmawia ( np. w myślach)i ogólnie oprócz bliskich relacji z Nim(i) stara się poprawiać jak chodzi o słabości i stara się żyć zgodnie z dekalogiem i przykazaniami i tym czego Tatuś oczekuje od nas dla naszego dobra ALE najpierw do tak bliskich relacji trzeba poczuć miłość do Boga Ojca. U mnie ona zrodziła się niespodziewanie, tak poprostu bardzo się ucieszyłam z czegoś co wydawało się mi trudne do osiągnięcia i stwierdziłam że to tylko dzięki pomocy Taty udało mi się to i nagle poczułam do niego miłość i dziękowałam mu za to ze łzami że mi pomógł w tej sprawie. To początek mojej głębszej religijności, która daje korzyści i pomaga psychicznie. Wam kochani radzę proście Boga o to aby pojawiła się u was miłość do Boga i abyście poczuli Jego miłość do was .To będzie dobry początek bliskich relacji z Nim, które bardzo owocują bo Tatuś chce Was uszczęśliwiać i chce abyście pokonywali swoje problemy emocjonalne.
Tak, też mam pewne objawy z tekstu powyżej ale ufam że Tatuś pomoże Ostatnio czuje w sobie taki niespotykany dotąd wewnętrzny spokój ( nie jeszcze całkowity spokój w sferze uczuć ale bardzo wyraźny) a jestem dosyć wrażliwa, pamiętliwa itd zatem to dowód że Bóg działa ! :-)
Idac za artykulem sieganlem koncu po ksiazke
Miłość to wybór. O terapii współuzależnień.
Bardzo nie chcialo mi sie bo to nie dla mnie ale sie zmusilem...i oniemialem. Bardzo mi pomogla. Przyznalem sie przed soba przed wieloma problemami i zobaczylem w koncu moje dzicinstwo w bardziej prawdziwym zwierciadle.
Serdecznie polecam naet jezeli Twoja rodzina nie ma nic spolnego z alkoholizmem.
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.
Dziękuję i zapraszam ponownie.