poniedziałek, 5 października 2009

Jak poradzić sobie z teściową?

A owszem - i tego typu sugestie tematów na bloga padają z Waszej strony.
Spróbuję zatem odpowiedzieć.

Jak poradzić sobie z teściową?


Teściowe są różne,
lepsze,
gorsze,
milsze,
mniej milsze,
pomocne,
wścibskie,
nie narzucające się
lub wyjątkowo ekspansywne.

Generalnie jednak, kiedy słyszę o problemach z teściowymi mają one podobną naturę, którą można opisać w taki sposób:

1) Teściowa chce dla nas (dla Ciebie, dla Twojej żony / lub męża, dla Twojej rodziny) jak najlepiej.

2) Teściowa zrobi wszystko, by było NAM DOBRZE (bleee).

3) Teściowa oczywiście rozumie nasze odmienne zdanie, ale mimo to delikatnie (oj jak boli!) ZASUGERUJE NAM jak powinno wyglądać życie wg Niej.

4) Teściowa strzeli focha, kiedy sprzeciwimy się jej wskazówkom.

5) Przy okazji strzeli focha nasza żona / zrobi nam awanturę mąż, że nie szanujemy zdania jej / jego Matki.

6) Jest nam źle, bo żona / mąż przestała / -ał się odzywać - a to wszystko przez... Ukochaną Teściową!


I masz chłopie / babo placek. Co tu robić.

Jak zachować zdrowie i nie żyć w świecie Made by Teściowa? Albo inaczej: jak być szczęśliwym facetem / kobietą, utrzymując dobre stosunki z Teściową?

-----
Jako, że problem ten wydaje się dotykać w większym stopniu mężczyzn (to oni najczęściej się skarżą), zacznę od rad dla panów.

Oto moje kilka rad DLA MĘŻCZYZN:

Po pierwsze: Nigdy nie obrażaj Teściowej przy Żonie (choćby Cię na maksa wkurzyła).

Po drugie: Nigdy nie mieszkaj z Teściową (a jeżeli nie da rady inaczej, to rozplanujcie mieszkanie w taki sposób, aby nie wchodzić sobie w drogę).

Po trzecie: Zawsze się z Nią zgadzaj (poprzez slowne deklaracje a nie wykonywanie jej procedur), dodając pytanie, czy nie była ostatnio u fryzjera, bo pięknie wygląda.

Po czwarte: Mów Jej, że nikt tak dobrze nie gotuje jak ona (racząc się tylko jednym kąskiem, bo już jadłeś na mieście).

Po piąte: Uważaj, by żona nie uznała, że wolisz jej Matkę od niej (awantura gwarantowana).


-----
Wbrew pozorom konflikty z teściowymi nie są jedynie domeną mężczyzn. Również panie nie mają łatwego życia. Zaproponuję zatem kilka wskazówek dla kobiet, jak radzić sobie w tej materii.


A oto kilka rad DLA KOBIET:

Po pierwsze: Nigdy przy Teściowej nie mów do swojego męża, że jest tylko Twój, nie obejmuj i nie całuj go (to w końcu synek mamusi).

Po drugie: Nigdy nie krytykuj Jej w Jej własnym mieszkaniu, bo właśnie może stać pod drzwiami (niestety trzeba się z tym pogodzić).

Po trzecie: Pamiętaj, że dla Teściowej każda kolejna kobieta to konkurencja, nawet żona (choćby zarzekała się, że jest inaczej).

Po czwarte: Nigdy nie narzekaj na swojego męża, a Jej syna, bo obrażając jego mówisz Jej, że źle go wychowała (kobiety lubią czuć się idealnymi matkami).

Po piąte i najważniejsze: Pozwól spędzić jej z nim trochę czasu i spraw by poczuła sie potrzebna i ważna a na pewno nie będziesz mieć z nią większego problemu (dopóki znów nie nadepniesz Jej na ODCISK :D).



Pamiętajcie jeszcze, że rady tu zaprezentowane należy traktować z przymrużeniem oka, bo tak naprawdę... nie ma uniwersalnej metody na Teściową !!!

A Wy jakie macie sposoby ???







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

68 komentarzy:

Holden Caulfield pisze...

Nienawidziłem swojej teściowej, a teraz, gdy już nią nie jest? UWIELBIAM SWOJĄ BYŁĄ TEŚCIOWĄ:) Naprawdę!

Hanna Spinalska pisze...

Ja mam miłą teściową, która do niczego się nie wtrąca, ponieważ mieszka 600 km ode mnie i męża:-)

Cheed pisze...

Ciekawy temat a sam post napisany z humorystyczną nutką :) Wydaje mi się jednak, że rada dla panów numer 2, jeśli już mieszkamy razem w mieszkaniu jest niewykonalna :) Ona zawsze będzie tam, gdzie nie chcemy :)

Pozdr.

yossarian. pisze...

Na szczęście moja teściowa od kilku miesięcy przebywa zagranicą. Życzę jej dużo szczęścia i żeby jej tam było baaardzo dobrze. Tęsknie bardzo, ale niech jeszcze sobie pobędzie:))))

Pani La Mome pisze...

He, he, czysta prawda, opisana natura idealnie pasuje do mojej teściowej. A myślałam, że tylko ja mam tak źle :D

Anonimowy pisze...

Modelka
A ja mam problem ze swoja mama , a nie tesciowa ehh.Moja przysla tesciowa to bardzo fajna kobieta! A co do moje mamy hmmm zawsze byla jakas inna ale umialysmy sie dogadac, a teraz odkad sie dowiedziala ze po moim slubie przeprowadzam sie do mojego meza domu i do jego rodzicow to zaczelo sie pielko ;/ moja mama jest strasznie nie mila dla mnie caly czas ma domnie pretesje i juz w cale ze soba nie rozmawiamy.Wydaje mi sie ze nie spodobala sie jej moja decyzja ze jak narazie bede mieszkala u tescow dopuki nie wybudujemy sobie wlasnego domu no ale ten dom bedzie obok tescow moich wiec tez sie to nie spodbalo mojej mamie.Ja juz nie wiem co mam robic bo do slubu jeszcze 1,5 roku a ja juz nie moge wytrzymac we wlasnym domu !POMOCY!!!

Anonimowy pisze...

Moim sposobem na teściową była wyprowadzka 230km dalej od jej domu ;)
I wiecie jak widujemy się rzadko :D
i wiecie jaka ona teraz kochana jak nas widzi dwa razy w roku :D
Nawet synowa teraz ukochana ;)

Basia

Anonimowy pisze...

ja mam straszną tesciowa,odkad z nia zamieszkalam musze wszysto robic,gotowac.prac,itd.niewiem jak ona dawała sobie rade jak mnie nie było.codziennie boli ja glowa,wymysla sobie choroby,moj maz i tesc boja sie jej,rzadzi nimi jak chce,jak ja usłysze jej głos to odrazu nerwy sie odzywaja,nienawidze jej twarzy,zabiera mi mojego 3miesiecznego synka do swojego pokoju i siedzi tam z nim a mnie wysyla do roboty,jestem juz zrezygnowana,nie chce mi sie nawet zyc a maz nic nie robi w tym kierunku zeby mi ulżyc

Anonimowy pisze...

Nie mogę sobie poradzić z moja teściową. Mieszkamy razem bo maż jest jedynakiem a ona schorowana. JAk tu zostawić chora mame samą? Mieszka na piętrze naszego (mojego i męża) domu.Nie przytulamy się na powitanie porzychodząc z pracy bo ONA już stoi w naszej kuchni i pyta jak Jemu minął dzień. Nie obgaduje jej, bo ona i tak słyszy wszystko o czym rozmawiamy, dom jest akustyczny, kanadyjczyk. Nawet rocznice ślubu spędzamy przy swiecach, ale z mama. Raz wyszliśmy do lokalu sami na 2 godziny. Raz w ciągu 10 lat małżeństwa. Wzieliśmy ją do naszego domu, bo myślałam ze man pomoże przy 3 dzieci. I się przeliczyłam. Opieka nad dziećmi, (na prośbę i max. na 3-4 godziny polega na włączeniu dzieciom bajek na dvd. Życie jest podłe.

Anonimowy pisze...

Ja tez mam fatalna tesciowa, ktora jest nadopiekuncza dla mojego meza.. wtaca sie do wszystkiego i chce czesto nas odwiedzac by kontrolowac czy odpowiednio dbam o niego. Nie moge jej sluchac, dtazni mnie jej glos i jej postac. Teraz jak przyjezdza, ja poprostu wychodze z domu by jej nie wiedziec. Juz od roku nie widuje jej ani nie odpisuje na maile. Nie mieszkam w Polsce, mieszkam w obcym kraju i nie mam tu nikogo.. w czasie naszego kryzysu, ona byla szczesliwa, ze moze wroce do Polski.. hahaha, napisala mi maila, ze lepiej dla mnie bedzie jak wroce.. nic z tego. Nie chce kobiety znac ani juz wiecej widziec na oczy. Kocham swojego meza a jej przeciez nie musze. Tesc jest OK, ale pod jej wplywem... zrobie wszystko, by juz nie miala satysfakcji ogladania mnie, bo przy wizytach lub spotkaniach obserwuje mnie tylko przez ciemne okulary. Wariatka.

Anonimowy pisze...

a ja myslalem,ze tylko ja mam przeje.... tesiowa. pozdrawiam wszystkich tych co nie lubia swojej tesciowej.

Anonimowy pisze...

moja tez jest straszna, rzadzi wszystkimi dookoła siebie, cała rodzina tanczy wokól niej na nute która im zagra, mnie nie trawi bop jako jedyna nie właze jej w dupę i nie mam zamiaru. na wszystko przytakuje, po czym ostentacyjnie z usmiechem na ustach robie swoje

Anonimowy pisze...

Ja tam lubię swoją Teściową :) Dobrze się rozumiemy. Czasem nawet mąż jest trochę zły, że za bardzo się sugeruję tym, co uważa jego Mama, ale ja powiem szczerze, że cieszę się z jej wskazówek :)

Anonimowy pisze...

Mam Tesciowa od 38lat .Zawsze bylam dla niej niczym Slyszalam tylko slow ,,,jestes brzydka nie wyszkolona i ze wsi.ona tez jest ze wsi i tez ma syna po zawodowce --drugi ma tylko podstawowke---Maz nigdy nie wzial mnie w obrone tylko glupio sie smial.przestalam do niej jezdzic po 10 latach pojechalam ---powiedziala mi ze do mnie nadaje sie parobek od [[GNOJA]]]a nie jej syn. a jej syn to dopiero brudas ktoremu tylko seks w glowie.mnie zabronila przekroczyc swoj prog .teraz chce zebym przyjechala .nie ma mowy, to ze jestem ze wsi to nie znaczy ze jestem kims gorszym .lubie ludzi ze wsi i szanuje ich.maz ze mna walczy ale nie mam zamiaru ulegac.napisalam tylko 1/100 tego co od niej znioslam .moglabym chyba napisac powiesc o moim zyciu z tesciowa.

Anonimowy pisze...

Witam,
ja jestem dopiero rok po ślubie,
na szczęscie mieszkam za granicą z mężem ale chcemy wrócić
hmm w nastepnym roku zaczynamy budowę ok 30 metrów od jej domu bo działki w polsce drogie ale boję się tego trochę
w mojej rodzinie teściowe zniszczyły dwa małżeństwa
wydaje się być miła ale jest nauczona rządzić bo jej mąż pracuje za granicą sama wychowała dzieci
ale ja jej pokaże że mną rządzić nie będzie!!!!!! pozdrawiam wszystkich co nienawidzą teściowych

Anonimowy pisze...

hm.. podobno matka wychowuje syna dla innej kobiety - tak powiedziała mi mama mojego narzeczonego. Mówi tak i próbuje się pogodzić z tym, że syn wyfrunie już niedługo z rodzinnego gniazdka - ale jednak wiem, że to jest maska i nie umie do końca tego zaakceptować. Jest osobą bardzo ekspresywną, która narzuca swoje zdanie i lubi (może nieświadomie - taki charakter) manipulować ludźmi. Nie lubię, gdy podczas pobytu w Ich domu, a wręcz oburzyło mnie to, rozpakowała moje zakupy.. - myślę, że to niekulturalne, bez mojej zgody i zapytania (tym bardziej, że były to zakupy ciuchów, bielizny) Najgorsze, że był przy tym narzeczony i nawet nie zareagował...
hmm..nosi żele, mam naturalne paznokcie i by sprawdzić czy są "moje" wygięła mi mój paznokieć tak, że bardzo zabolało.. Ile razy używała moich kosmetyków, przymierzała ciuchy, czy buty... Nie lubię również , gdy porównuje siebie do mnie. Czy ona ma syndrom "głowa siwieje, dupa szaleje"? Wydaje się być inteligentną, piękną, zadbaną kobietą, a mimo wszystko... umie wbić szpilę. Siada koło mnie porównując nasze uda. Kupiła sobie identyczną biżuterię jak moja , mówiąc że takie oryginalne nosi.. wiem, wiem tłumaczę sobie, że z jednej strony powinnam się cieszyć, być może bierze "coś" jej się we mnie podoba, ale sama nie wiem.. Nikt nie odstawia jej na boczny tor. Jestem przez nią taka drażliwa. Jestem na etapie podejmowania decyzji czy powiedzieć o tym narzeczonemu, ponieważ zaczynam się już na nim wyładowywać. Nie chcę go zranić, nie chcę by stał między swoją mamą a mną - przecież to straszne uczucie, ale sama nie umiem sobie z tym poradzić. hmmmm?

Anonimowy pisze...

ja również mam problem z teściową... najgorsze, ze ona jest dumna ze swojego zachowania... daje "złote rady" a sama nigdy nie doświadczyła zwykłego życia - zawsze realizowała swoje marzenia i cale życie liczyła się tylko ona sama - i w cale nie myślała, o swoim synu czy mężu - pomimo, że jej syn to jedynak...
nawet 200km nie jest w stanie ochronić nas przed jej mackami. jak do nas przyjeżdża ja zaczynam zachowywać się nie naturalnie i nie panuje nad tym. Trzymam za Was wszystkich kciuki!! I ni dajcie sie !

Anonimowy pisze...

Ja po prostu znienawidziłam teściową. Nie mogę patrzeć na jej wiecznie wykrzywioną twarz. Jest tylko wtedy zadowolona gdy robi się to co ona uważa za słuszne i należy mówić zawsze to co chce usłyszeć. Tylko jeden Pan Bóg wie jak ja jej nienawidzę. A niestety muszę ją znosić dzień w dzień i nie mam możliwości żeby ten stan zmienić. Wiecznie jest obrażona,nie można z nią podyskutować.Ona jest najmądrzejsza.Co za głupie grube ,babsko.

Anonimowy pisze...

Ja nie nawidzę mojej teściowej i teścia bo tylko oni mają prawo wtrącać się w moje życie, ja nie mam prawa mieć innego zdania niż oni. Swoich dzieci broni jak lwica a na cudzym dziecku wyżywa się. Mój mąż maminsynek boi się nawet z tym wścibskim babskiem porozmawiać, nigdy nie stanął po mojej stronie. Nie nawidzę ich z całego serca. Dla mnie to ta cała ich rodzinka powinna się leczyć, a na dodatek ten paszczur narzeka przede mną (czyli swoją synową) na swoją 90 - letnią teściową, która jest już schorowana i umęczona życiem. Egoistka nie umie odciąć pępowiny. Troszkę mi już lepiej jak tak się wyżaliłam.Pozdrawiam pa pa

Anonimowy pisze...

Od 3 mies. mieszkam z mężem i synkiem u teściów w domu.Teściowa to taka wredna baba!Nie trawię jej głosu-mogłaby śpiewać w chórze, nie cierpię jej panikarskiego podejścia do wychowania dzieci,nie cierpię jej niechlujnego wyglądu, żółtych zębów,mlaskania przy posiłkach,nie ma chyba nic w niej co mogłabym znieść!Pocieszające jest to,że tak szybko jak wyremontujemy własne mieszkanie, tak szybko wyprowadzimy się od niej i obym nie musiała już nigdy do niej wracać i prosić o pomoc.

Anonimowy pisze...

czytam te wypowiedzi i mam takie samo zdanie jak większość moja jest okropna zawsze powtarz że synowa to śmieć zamieszkałam znią przez mojego męża co ja mam teraz zrobić nienawidzę jej

Anonimowy pisze...

Moja tesciowa jest okropna pod karzdym wzgledem.Moj maz ma 50 lat i jakby dala rade to siadlaby na nim jak kwoka na jajku,poza tym jest nie mila dla mnie zle mnie traktuje i obraza nawet w obecnosci meza,chce zadzic naszym zyciem i zyciem naszych dzieci.Ona decyduje co mamy jesc kiedy wyjsc i nawet jakich gosci zaprosic na Chrzest dziecka.HORROR miec w rodzinie takiego potwora ktory syci sie czyims nieszczesciem i wyzywa od IMBECYLOW innych a sama nie ukonczyla nawet podstawowki

Agata pisze...

uczcie się na tych ich wadach byście kiedyś nie popełniały podobnych błędów czyli nie wtrącały się w cudze życie itd itp. a najlepiej mieszkać 800 km od teściów no ,że się ich ma bardzo fajnych.

Anonimowy pisze...

a moja jest.....i jest niefajnie

Anonimowy pisze...

Moja teściowa z teściem właśnie wyjechała. W ogóle się z nimi nie pożegnałam. Trudno, ale przedwczorajsza kłótnia to było apogeum wszystkiego. Kiedy do nas przyjechali dwa tygodnie temu (a przyjeżdżają często - zwłaszcza teściowa, gdyż leczy się tutaj)od razu zabrała się za sprzątanie. Generalnie dała mi do zrozumienia tym samym, że mój dom to chlew. Gotowanie obiadów tez ona, ja nie mam wstępu do kuchni kiedy ona jest, a nawet jak bym miała, to cóż, nie obyło by się bez zaglądania w gary i dyrygowania jak i co powinnam rozbić. Tak sobie myślę, że te teściowe, które są takie cudownie kochane i do rany przyłóż w sensie zrobienia wszystkiego, sprzątania, prania itp. po prostu drobią to wszystko tylko po to aby w czasie kiedy one mają jakąś prośbę nie można im było odmówić wywołując poczucie winy. Tak też było przdwczoraj. Mój mąż zawiózł ją do rodziny, ale zgodził się tam siedzieć 3 godziny, zapominając że ja pracowałam tego dnia 12 godzin a jestem bardzo chora (grypa), byłam zmęczona i nawet dziecku nie byłam w stanie dać jeść. Najważniejsze są jej potrzeby, nie ważne że ja się źle czułam. Wieczorem zrobiłam mojemu mężowi straszną awanturę, ale tak naprawdę chciałam nawciskać jej.

Anonimowy pisze...

Moja teściowa to istny koszmar. Od samego początku jak tylko zaczęłam spotykać się z mężem robiła sceny. Niestety jeszcze do tego musimy z nią mieszkać do czasu kiedy nie postawimy i wykończymy domu....to może potrwać do 3 lat. Codziennie słyszę jaka to ja jestem zła i nie dobra, o nic nie umiem zadbać, a jaka ona jest nieomylna, zawsze mądra i rozsądna... nie mogę już tego słuchać. Mąż dużo pracuje i długo nie ma go w domu, jak wraca, nie chcę zawracać mu głowy tymi głupotami jakie wyczynia teściowa. Ale ja powoli psychicznie sobie nie radzę z tą sytuacją. Nigdy wcześniej nie pisałam na forum o swoich problemach, a tu proszę.... może przyniesie to jakąś ulgę. Teraz siedzę w domu, nie pracuję czekając na narodziny synka, więc wyobraźcie sobie, że non stop muszę z nią przebywać, bo ta jest na emeryturze...Masakra!!! Już się boję co to będzie jak przyjdzie na świat nasze maleństwo, a ona będzie gadała te swoje mądrości i będzie udowadniała jaka to ze mnie zła matka. Nie lubię mojej teściowej! Pozdrawiam wszystkich, którzy przechodzą swój koszmar z "ukochaną" teściową.

Anonimowy pisze...

moja tesciowa mieszka w polsce, a my za granica ale co sie dzieje kiedy my przyjezdzamy do polski, porazka, nie mozna sie od niej odgonic, wkoncu jezeli my jedziemy na wakacje do polski to tez chcemy pobyc ze soba, odpoczac a nie byc na jej zawolanie, jest beszczelna i nienawidze kiedy ma kontakt z moim malym dzieckiem, twoerdzi ze ona nie potrzebuje synowej, byleby tylko ta synowa swoje dziecko jej zostawila, ma ponad 50 lat a myslenie ma jak 20-sto latka

Anonimowy pisze...

dodam jeszcze ze kiedy bylam w ciazy to bylam najukochnsza synowa czy corcia,jak kto woli, ale kiedy urodzilo sie dziecko(a to jej 3 wnuk) to nawet jezeli mnie nie widzi kilka miesiecy to sie ze mna nie przywita tylko odrazu leci do mojego dziecka bo on jest jej i kropka, nie raz jak do niej jechalam chocby w zimie to ledwie zaparkowalam na jej podworku to ona juz leci z domu i o maly wlos nie wydzrze mi dziecka na dworze z fotelika, jest beszczelna i nie umie sie zachowac, kiedy wyjedzalam z polski potrafila mi powiedziec zebym dziecko zostawila a ja wracala do domu zagranice, najgorsze jest to ze mamy sie budowac niedaleko jej domu, i co z tego ze ona podarowala te dzialke swojemu najukochanszemu synowi a mojemu mezowi, to wcale nie znaczy i niech sie jej nie wydaje ze ja jej bede d... lizac do konca zycia, tesciowa to nie rodzina, ja naprawde musze nauczyc sie mowic NIE ale jakos nie potrafie:(

Anonimowy pisze...

A ja nie wiem czy mam złą teściową czy może ze mną jest coś nie tak. Nie mieszkamy z teściami ale to dla niej żaden problem (raz w tygodniu szwagier jeździ do nas, a ona telefonicznie uczestniczy) Zaczęło się od tego, że ona zrobi za mnie wszystko. Podawała nam obiady, piekła placki itp, zawsze tylko słyszałam "ja to za ciebie zrobię". Czułam się jak niedorajda, która nic nie umie. Urodziłam synka, oczywiście dobre rady teściowej były cały czas obecne. Zaszłam ponownie w ciążę, blisko porodu wymyśliła sobie, że mam synka przywieźć do niej na 2-3 miesiące, a ja poświęcę ten czas córeczce. Przepłakałam kilka nocy bo takiej rozłąki sobie poprostu nie wyobrażałam, sam pobyt w szpitalu kilka dni bez NIEGO był dla mnie koszmarem. I tu pytanie może ją źle zrozumiałam, może ona chciała tylko służyć pomocą? Ostatnio też mam propozycję by przywieźć jej dzieci na 2 tygodnie ( a ja nie chcę się z nimi na tak długo rozstawać, dodam że syn ma 3 lata,córka 2) No i takie proste przykłady gdy przyjedzie do nas to wszystko to co od niej jest super, a moich starań nawet nie zauważy, no chyba że przy mężu to wtedy chwali, ale gdy go nie ma to dobrego słowa nie usłyszę. Bardzo nie lubię do niej jeździć bo się boję co znowu wymyśli. W domu mieszka z nią jedna synowa, którą przerobiła na swoje totalnie i ze mną by chciała tak samo. Jest mi z tym strasznie ciężko, wiem że swoją niechęcią do niej unieszczęśliwiam męża,ale nie potrafię inaczej. Czy ze mną jest coś nie tak?

Anonimowy pisze...

ja mysle ze wszystko jest okej z Toba, co to pomysl wogole ze ty swoje dziecko masz jej wozic na 3 miesiace, wkoncu to twoje dziecko, ty je urodzilas to co ona sobie mysli ze bedzie je wychowywac? skoro chce to niech sobie sama zrobi kolejne i bedzie miala kogo bawic.
moim zdaniem powinna ci zaproponowac pomoc typu ze przyjedzie do ciebie w czasie porodu na kilka dni czy tydzien czy ile sama sobie zyczysz, jezeli bedziesz w szpital to ona moglaby zajac sie wnukiem, posprzatac czy ugotowac obiad dla twojego meza, a nie jakies rozkazy ze ty masz jej dziecko zawozic na 3 miesiaca, to jest chore dla mnie

Anonimowy pisze...

Czytam i czytam. I zastanawiam się jaką jestem teściową - bywam bardzo rzadko, mówię kiedy pytają, zięcia lubię - to chyba nie jest najgorzej. Przyznaję, że widzę wokół, że matki wiecznie uważają, że dzieci są niedojrzałe, niezależnie od wieku. Ale też dzieci nie pokazują swojej samodzielności. Mnie postępowanie mojej córki uświadomiło gdy miała 18 lat, że życia za nią nie przeżyję. Ani szczęścia ani nieszczęścia. Mogę jedynie wspierać. Teraz tylko patrzę i nawet często z podziwem.
Myślę, że gdy sami staniecie się pewniejsi siebie to i "działalność" teściów będzie miała zupełnie inne znaczenie. Bo w sumie to i tak tylko od was zależy jak odbieracie konkretne sytuacje - jeśli sami sobie na to pozwolicie to będziecie czuć się obrażeni.
życzę więcej radości
BP.

Adam pisze...

Ja już mam tak zniszczoną psychikę przez teściową, że boję się że targnę się na swe życie, bo zgłupiałem i nie wiem już co robić. Mieszkam u niej z moją żoną, a moja zona by zawsze załagodzić sytuację, gdy mamusi coś odbije, to ją przeprasza. A teściowa hetera/dyktator chce byśmy żyli według jej reguł, o 22 mamy chodzić spać i być cicho. Nie przesadzam, boję się że mogę przez ta sytuację zrobic coś ze soba głupiego. Najgorsze jest że mieszkamy w pieknej okolicy, a jak sie od niej ewakuuję to wracam do swoich rodziców w bloku szarym.

Anonimowy pisze...

A widzicie ja mam zupełnie inny problem z teściową, dla tej kobiety jej córeczki stare panny i syn kawaler są oczkiem w gowie. Ale ja z mężem jesteśmy wrogami publicznymi. Cała ich posrana rodzinka gdy tylko znajdą możliwość znęcają się nad nami i nikt nie stanie w obronie. Zachowuje się jak rozwścieczony pittbull ze swoimi szczeniakami. Mam już wszystkiego dość. Minimim 2-3 razy dziennie są kłutnie. Mąż stracił prace wiec wielkodusznie dostał "fuche" w ich firmie. Tylko problem w tym że wogle nie płacą, wyliczają każdą złotówke jaką zarobie i na co ją wydam. Jak widze jej twarz to mi sie kojarzy tylko podły gremlin i nic wiecej żadnych pozytywnych odczuć do niej nie mam. To co sie przez nich dzieje z naszym małżenstwem nie sposób opisać tych kłutni i porąbanych teorii spiskowych wiec istnieją teściowe które poprostu z natury nienawidzą własnych dzieci i cudzych także nie wyobrazam sobie dalszego zycia, pracuje po 12 g dziennie dziś mam wolne, ale i tak marze o powrocie do wykanczajacej pracy. Każdy dzien jest dla mnie tragedia nie do opisania

Anonimowy pisze...

A moi teściowie chcieliby rozbić moje małżeństwo.Kiedyś jak ich poznałam byli do rany przyłóż,prawie jak córkę mnie traktowali.A im więcej w nas samodzielności,radości z wspólnego życia, tym większe fochy.Najpierw zaczęli urabiać mi męża tzn.drogie prezenty dla niego,pożyczanie kasy(chcieli z niego zrobić taką ofiarę że sam nie potrafi zarobić to tatuś i mamusia da)oczywiście wszystko pod otoczką to dla was uhm..Potem zaczęły się jazdy z jego bratem narkomanem i mamisynkiem.Zrobił ze mnie ladacznicę ,przed znajomymi,teściami,okradł mojego męża,a teściowie udawali że nie widzą.I jeszcze pretensje typu"synu to my dla Ciebie wszystko,a ty od brata się odwracasz?" Nie odwracał się przez 31 lat swojego życia aż wreszcie powiedział dość.I co? Brat chciał mnie zabić(to nie żart ani przesada)a teściowa się z tego śmiała.Bo to przecież moja wina,odciągam go od rodziny.Teściowie się na nas wypięli w najtrudniejszym momencie naszego życia.Po mnie to szybko spłynie bo nareszcie mam spokój psychiczny,ale mój mąż został bardzo skrzywdzony.Ja bym swoim rodzicom czegoś takiego nie wybaczyła,chyba że naprawdę zrozumieliby ogrom krzywd.Obawiam się że moi teściowie nie zrozumieją,bedą próbowali wciągnąć mi męża do tego swojego bagna.Tylko że on poznał świat bez psychicznej przemocy,gdzie liczy się miłość i zaufanie a nie pieniądze i fałszywa maska na pokaz.Mam nadzieję że nie da im się stłamsić nigdy więcej,bo to byłby koniec naszego związku i że mimo wszystko kiedyś go przeproszą.Ja po 5 latach udręki oddycham z ulgą że nie muszę oglądać ich zakazanych twarzy

Anonimowy pisze...

Poradźcie proszę co mam zrobić z przyszłą teściowa?
Wprowadziłam się do jej domu 4 mies. temu. Mieszkamy w małej wiosce, gdzie wszyscy się znają. Z moim przyszłym mężem układa nam się cudownie, ale...
NO właśnie. Jest jeszcze Ona. Teściowa nie akceptuje naszego związku, ciągle oskarża mnie o różne rzeczy. Wmawia, że nic nie potrafię zrobić w domu, że jestem flejtuch, żę całymi dniami leżę w łóżku(przeprowadzając się do narzeczonego musiałam zwolnić się z pracy ze względu na dojazd), że żle gotuję itd. A najgorsze jest to, że te wszytskie bzdury wygaduje przed sąsiadami! Uwierzcie, że boję się wychodzić z domu bo ciągle jacyś "życzliwi" sąsiedzi informują mnie o różnych nieprawdziwych rewelacjach, które teściowa na mnie wygaduje. Jestem dość nieśmiałą osobą więc te wszytskie nowinki na mój temat strasznie mnie peszą i nie wiem jak mam się zachowywać słysząc te bzdury? MOże powinnam porozmawiać z sąsiadami? Wyjaśnić? Ale kto uwierzy mnie,intruzowi, mieszkającemu zaledwie kilka miesięcy w wiosce? Powinnam to wyjaśnić czy może poczekać? Właściwie to nawet sama nie wiem na co?

Anonimowy pisze...

Moja rada:
Ty nie powinnaś nic mówić teściowej, bo odbierze to jako atak - przeciez ona chce "jak najlepiej".
To zadanie należy do Twojego męża, on powinien z nią porozmawiać,powiedzieć, że ludzie chodzą i gadają i że powinna się opanować, skoro się zgodziła Was przyjąc pod swój dach...
To dzieci tych Pań (syn, córka) powinni reagowac w takich sytuacjach...
Mój mąż tak robi i babcia jest już odpowiednio ustawiona :):)
Nie ma lekko, ale mi sie w "gary" nie wtrąca.
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Moja tesciowa to najwieksza najbardziej falszywa baba na swiecie. Do tego, jest wszechwiedzaca, jalepsza kucharak a co najlepsze tylko ona potarfi wychowywac dzieci:)))Hehehe Ja juz nie potrafie wychowac swojej córki, choc rosnie na dobra dziewcynę. Tesiowa rozwalila moje małzenstwo, bo przeciez cytuje" ona nic takiego nie mowila, ona chce najlepiej".. a aj Wam mowie nie ufajcie swoim mezom do samego konca, ja tak zrobilam i teraz jestem sama!!!A tesciowa ma spowrotem swojego ukochanego synka, ktory nie potrafi odciac pepowiny:)

Anonimowy pisze...

moja tesciowa to dewota! najmądrzejsza na całym świecie,niestety mieszkam z nią od 2 lat..:( jedzie wszystkim du.. nawet córce swojej która mieszka 40 km stąd.Zle jej życzy i ma nadzieje ze wróci i znów będzie robić wszystko za nią...całe życie tak było bo KRÓLEWNA nigdy nie pracowała tylko latała po mieście i kupowała codziennie ciuchy,chodzila na solarke,do fryzjera i kosmetyczki-jest pomarszczona jak pomarańczo:)Mnie też krytykuje że jestem złą żoną i matką! mało tego jak zaszłam w ciąże to nie chciała mnie widzieć,że przyniosłam wstyd rodzinie a męzowi kazała zrobić badania DNA czy to jego!!! Darła sie na męża że jest za młoda na babcie a ma 64 lata.Pół ciąży przez nią przepłakałam...kiedy urodziła się córeczka uciekała jak tylko mała zaczynała płakać....za to teraz wielka babcia! mała ma 2 lata leje ją po mordzie równo a ona jej każe wciąż zwraca mi uwage i pier... to samo...że mam kąpać w pokoju,ze inne spodnie,ze łożeczko za daleko i ze jesteśmy do dupy rodzicami...ona jest walnięta.Nie cierpie jej..jak słysze jej głos to mnie trzęsie...u dziecka nie mamy autorytetu bo gdy my z mężem mówimy nie to t stara krowa tak...dziecko nie wie co dobre a co złe bo stara mówi ze to jej dom i ona nim rządzi..przeciez ja w pokoju u siebie mam jej ciuchy bo u siebi w 4 meblosciankach nie może pomieścic.Ubiera sie jak nastolatka do miasta a po domu łazi w fartuchu nawet jak nic nie robi!! Wariatka,z checią ja oddam chce ktoś?

Anonimowy pisze...

Moja teściowa tez taka jest wtrąca się, za wszystkich decyduje a jak się jej uwagę zwróci to ona nie widzi problemu i twierdzi, że ona się w ogóle nie wtrąca, że myśmy sobie coś uroili.

Anonimowy pisze...

Ja jak większość z was nienawidzę swojej teściowej. W sumie to przyszłej teściowej... Chciała bym móc o niej powiedzieć tak jak mój narzeczony że ma fajną teściową chociaż troszkę zakręconą... Niestety ja tego o swojej nie mogę powiedzieć, a i jej syn nie ma o niej najlepszego zdania. Na szczęście mój facet nie jest synkiem mamusi. Nie słucha jej, potrafi skrytykować i stanąć w mojej obronie jeżeli mnie krytykuje i jeździ po mnie. Stara się on być w stosunku do mnie i do swojej matki obiektywny jeżeli ja przegnę to powie mi o tym ale nie przy niej tylko pogadamy o tym w domu. Nie wiem czy dla niego tylko ze względu na odległość 600km moja matka jest dla narzeczonego idealną teściową ale wydaje mi się że nie. Ona jest inna, ponieważ sama mieszka od ślubu ze swoją teściową i na ile to możliwe nie wtrąca się do naszego życia. Nawet jeżeli o czymś jej mówię to nie skomentuje tego dopóki się to nie wydarzy, a później tylko powie że przekonałaś się na własnej skórze to dłużej to zapamiętasz, a jak ja Ci będę tyłek truła to to olejesz. Moja teściowa istny diabeł... ostatnio nie odzywałyśmy się 1,5 miesiąca bo mnie poszarpała i wyzwała od najgorszych dlatego że jej syn miał mały wypadek o którym się dowiedziałam sama dopiero po tym jak wrócił do domu, pytałam się go czy dzwonił do domu ale on powiedział że nie ma dzisiaj na to ochoty zadzwoni jutro. No i oczywiście za to oberwało mi się że jak mogłam do niej nie zadzwonić kiedy jej dziecku się krzywda dzieje. Zwyzywała mnie od księżniczek, przez beszczelnej gówniary, przy okazji poszarpała mną i na koniec powiedziała że nie chce mnie widzieć u siebie w domu. A po drodze dowiedziałam się że to dzięki niej mieszkam z moim facetem i że powinnam jej jeszcze coś zawdzięczać ale za bardzo nie wiem co. Jak starałam się jej zapytać o co jej chodzi to nie potrafiła mi nic wyjaśnić tylko wyzywała dalej. Spytałam się mojego miśka później o co jej chodzi ale on sam nie wiedział. Dodam, że od niej niczego nie dostałam odkąd jestem z moim facetem, a to co mamy w mieszkaniu to mamy tylko dzięki swojej pracy a resztę dostałam od swojej matki. Teraz niestety się już z nią odzywam co niestety nie zawsze jest na moją korzyść. Często jak wracam od tej starej wiedzmy to płakać mi się chce. Zazdrości nam wszystkiego, myśli że mamy kupę kasy i nie chcemy jej pomóc. Fakt że nie musimy się martwić czy nam starczy do 1 ale żeby gdzieś wyjść czy żeby zjeść obiad w restauracji musimy też umieć zaoszczędzić. i jak tu żyć z kobietą, która zazdrości nawet tego że jej syn miał lepszy obiad niż ona. Eh... musiałam się wygadać ale to nie wszystko co ona w ciągu zaledwie 3 lat mi nerwów napsuła. Jak większość z was mogła bym o tym powieść napisać. Niestety ona mieszka od nas zaledwie 20 km a nie jak moja mama 600 :(Pozdrawiam wszystkich co mają beznadziejną teściową.

Anonimowy pisze...

Witam mam problem z teśćiami nie akceptują mnie a swojego syna.Traktują nas jak powietrze,jakbysmy byli nikim.Tesciu najmodrzejszy,a tesciowa flejtuch-nie myje sie czuc ją z 10km.w domu straszny bałagan i zapach nie do wytrzymania.sika gdzie popadnie na dworze w kotłowni do popiołu,na strychu gromadzi gaTki podpaski staniki buty porozwalane po całym mieszkaniu masakra.MAŁO TEGO JA JESTEM DLA NIEJ DZIEWUCHA KTORA POCHODZI Z BIEDY.DWA LATA TEMU ZASZŁAM W CIĄZE NIE ZAPYTAŁA SIE CZY COS POTRZEBA JAK SIE CZUJESZ NAWET W SZPITALU NIE BYŁA ANI NIE ZADZWONILI TERAZ MAŁY MA 2 LATA I CAŁY CZAS TESCIOWA SIE DRZE NIE RÓB NIE DOTYKAJ NIE WOLNO I PAC PRZEZ REKE A ZDROBNIALE MÓWI"TY ALFONSIKU" TA KOBIETA JEST NIENORMALNA

Anonimowy pisze...

Moja tsciowa rowniez jest porabwna jak wiekkszosc.mnie sie czepia ubliza ale ja sobie nie daje .jak mi dogryza to albo ja albo moj maz mowimy jej zeby nie przeginala glupia pizda .mam jej dosc. Przyjechalismy do niej bo szukamy pracy we wloszech i zmuszeni jestdsmy u niej mieszkac .chodz ja nie do konca zawsze moge wrocic do swoich rodzicow do polski.chcialaby dyrygowac mna moik 9 miesiecznym synkiem i moim mezem ald nie pozwalamy jej na to pieprzona franca. Toche mi lzej

Anonimowy pisze...

Prosze was ja to bym tego potwora falszywego zaklamanego i zlodziejke w dodtaku na stosie spalila...nienawidze jej, tesia alkoholika z urojeniami psychicznymi tez...to sa pusci glupi do imamentu chorzy na glowe wulgarni materialisci bez ani szczypty wrazliwosci ludzkiej nie maja zadnych wrtosci procz pieniedzy zadnych zasad...im to juz chyba nawet egzorcysta nie pomoze. teraz juz sobie daje z tymi smieciami rade ale mailam dlugo takiego dolka ze jadro ziemii bylo moim sasiadem pozdrawiam i zycze powodzenia

Anonimowy pisze...

Tylko Wy wszysscy też będziecie teściami i teściowymi! ;)
Pytanie! Jakimi!?

Anonimowy pisze...

Moja teściowa przed ślubem była doskonała,bardzo miła i bardzo.....jakby to powiedzieć wyluzowana.Krytykowała inne teściowe za to,że wtrącają się w życie młodych.Dlatego pokochałam ja jak własna matke i nie miałam oporów,żeby po ślubie wprowadzić się do domu rodzinnego męża.Niestety po ślubie wszystko się niestety zmieniło.Teściowa nadal w rozmowach twierdziła,że nieładnie się wtrącać,ale niestety mówiła jedno a robi zupełnie odwrotnie.Wtrąca się do wszystkiego nawet głupiego wieszaka w łazience który z mężem powiesiliśmy jako nasz,ona miała inny pomysł na umiejscowienie go.Wtrącała się również do tego jak mamy mieć umeblowany pokój który nam odstapili rodzice męża.Na wszystko ma inne pomysły włącznie z gotowaniem potraw.Musze robić tak jak ona chce, nawet jeść razem z nią o jednej porze,jesli nie to potrafi stanąć rano nam pod drzwiami i krzyknąć:"śniadanie".Zero prywatności.Jest osobą chora więc rozmowa z nią nie ma sensu bo potem wszystko odbija się na jej zdrowiu, chociaż sama prowokuje nerwowe sytuacje.Jestem w ciąży i przez cała ciążę byłam ciągle zestresowana,ale liczy się tylko jej zdrowie.Wiadomo,że w ciąży potzeba więcej snu zwłaszcza jak wstaję w nocy na "siusiu" bardzo często i nie moge potem zasnąć.To chciałabym rano,ale nie bo jak do 9 nie wstanę to zostanę obudzona wszelkimi sposobami,bo za ścianą naszego pokoju jest kuchnia w której jest sporo urządzeń którymi mozna skutecznie hałasować.Jak sie dowiedziała,że mamy w planach na przyszłość wyprowadzić sie od nich i bez nich,stosuje szantaż moralny,że wtedy z teściem trafią pod most.Bardzo żałuje,że zgodziłam sie tu zamieszkać, gdybym wcześniej zauważyła tą fałszywa dobroć,której podstawą było tylko to,żebym zgodziła się tu zamieszkać i nie zabierać synka to nigdy bym tego nie zrobiła.

Ostrzegam wszystkie dziewczyny przed fałszywymi przyszłymi teściowymi!!!Nie zgadzajcie sie na zamieszkanie razem bo sielanka poślubna skończy się szybciej niż wam sie wydaje!!! Od mojego ślubu minęło 9 m-cy i nigdy się z mężem jeszcze nie pokłociłam o "nasze" sprawy tylko własnie o szanowną mamusię.

Anonimowy pisze...

Hej:) Mam niestety podobnie do Was. Moja teściowa jest straszną manipulantką i wszystko wie lepiej. Nie mam problemu z postawieniem na swoim w sposób asertywny, ale okropnie mi z tym, że o każdą rzecz trzeba tak walczyć. Teściowa wzięła na siebie kredyt na mieszkanie dla mnie i mojego narzeczonego. Będziemy go spłacać we trójkę. Sytuacja jest więc nierówna, bo teściowa uważa, że kupiła sobie możliwość kontrolowania naszego życia. W najdrobniejszych sprawach (a właśnie zabieramy się za remont mieszkania) ma dla nas jakieś "rady", zawsze wie lepiej, tak, jakbyśmy mieli po 15 lat (a mamy po dwa razy tyle;). Rozmowy z nią staram się ograniczać do minimum, na szczęście mój facet wziął większość na siebie, ale i tak jakiś kontakt jest. Stosuję metodę "zdartej płyty", czyli w nieskończoność powtarzam swoje zdanie, np. "Rozumiem, ale zdecydowaliśmy się mieć kabinę prysznicową." Ona swoje, że wanna. "Tak, ale będziemy mieć kabinę". -No tak, ale nie może być łazienka bez wanny. "Pomyślimy o tym, ale tymczasem kupujemy kabinę." I tak w kółko. Jak wspomniałam tą metodą i spokojem zawsze stawiamy na swoim. Jestem jednak już potwornie zmęczona tym kontaktem, a ten spokój w rozmowie bardzo dużo mnie kosztuje. Jestem chora na dzień przed i dzień po spotkaniu. Dosłownie- mam bóle brzucha, głowy, biegunkę, mdłości itp:/ Mimo, że mój facet walczy o "nasze", stara się mnie chronić i oboje jesteśmy skuteczni, to te kontakty mnie bardzo osłabiają, zaczynam mieć poczucie, że nic już do mnie nie należy, nawet boję się mieć dzieci...

Anonimowy pisze...

Witam
Mówiąc mam podobnie jak wy dziewczyny. Tyle że jeszcze mieszkam u swoich rodziców, których naprawdę cenie bo oni tam nic się nie czepiają do spraw naszych jak i do męża. Co mi powiedzą to na tym się kończy bo wiedzą że stanę za nim bo go Kocham. Tyle że niestety teściowa jest stuknięta. Ona to wyobraża sobie siebie za boginię wszystko wiedzącą. Mówiąc czasami doprowadza mnie do psychicznego szału. Niestety to nie jest plusem dla naszego małżeństwa które ma zaledwie 7 miesięcy.. i uważam że jak tak dalej się będzie działo to nieprzetrwa bo ona je rozwali bo chyba do tego dąży. Tym bardziej ze ona się buduje od 14 lat i jeszcze dach nie powstał i nagle dziwnym trafem teraz mamy wziąć kredyt i wybudować by się wprowadzić. Oni mają połowę my połowę. szczerze mówiąc strasznie nie chcę bo jej zachowanie pokazuje jakie będę mieć życie. tylko że mój mąż jest jedynakiem i ona nie powiem umie go przekabacić. mówiąc już to robi bo właśnie ostatnio zaczęła brać od niego papierki o kredyt o których dowiedziałam się z przypadku.. I to najgorsze ze mówiąc on miał wziąć kredyt ze mną a teraz okazuje się że ma wziąć kredyt z tatą swoim.. wychodzi ze ja nic nie umię i nie mam zdania. Mówiąc niecierpie tej baby . mąż byłby inny gdyby nie ona. I tak pozwolić się widywać czasami mu z rodzicami. To życie jest do niczego. Człowiek chce dobrze dawać innym radość a ktoś by normalnie zjadł.

Anonimowy pisze...

No właśnie! To jest to rodzice którzy nie potrafią spod swoich skrzydeł wypuścić dzieci! Zmora wszechczasów! Przecież podczas ślubu pada zdanie" biorę sobie Ciebie... za męża..." a nie "Ciebie" i twoich rodziców. Matki wtrącającej się,wszystkowiedzącej,nadskakującej synkowi(bo ona wie lepiej jaki śyn jest i co lubi) i ojca ktory te nie pogodził się z tym,że syn dorósł i założył własną rodzinę.Mieszkając z teściami wszystko dla nich i męża zostaje tak samo jak wczesniej z jednym tylko wyjątkiem jestesmy jescze my żony synków, gdzies z boku praktycznie nie wiadomo czy pasujące do idealnej rodziny. A gorzej jest jesli ktoś jest tak niesmiały jak ja, kto nie potrafi sie odezwac,zeby kogos nie urazić a samemu cierpi w milczeniu. Takie małżeństwo ma mała szanse przetrwac próbe czasu, gdzie jeszcze jest dziecko do ktorego wychowania i w ogóle zajmowania sie nim teściowie sie wtracaja i chca zeby było tak jak oni chce. Maja silne charaktery i potrafia manipuowac. Po kilkakrotnym powtarzaniu słowa NIE ktore nie dociera poddaje sie i maja to co chcieli. Chyba juz mnie rozgryźli i wiedza,ze w koncu ulegne. Co robić by być silna a nie wiecznie płaczaca i użalajaca sie nad sobą kobietą. W koncu przede mna ważna rola, rola matki.Jak mam wychowac dziecko na silne, radzaca sobie w zyciu kiedy sama kiepsko sobie radze w obecnej sytuacji. Chce mieszkac osobno z dala od nich,ale moj mąż uwaza inaczej.Nawrt stwierdził,że stawiam mu warunki kiedy tylko o to poprosiłam. Co robic???

Anonimowy pisze...

Witam wszystkich. No ja mam taki problem,że Moja przyszła,niedoszła jeszcze teściowa nic nie robi, siedzi na tyłku, nawet gotować jej się niechce , poprostu nic i chce zeby kazdy koło niej chodził i dawał jej pieniądze,mało tego ona nie pracuje,trzyma pieniadze męża a on nawet biedny za swoje zarobione pieniądze nawe piwa sobie nie kupi, prosi żone "Kochnie daj na piwo", dzieci to niby trzyma jak w klatce, ani nie poprosi tylko z pyskiem że duże rachunki i że ''składke "na rachunki robi . Ja już się nawet z nią nieodzywam bo ona jest psychiczna.

Anonimowy pisze...

Włos mi się jeży na głowie !!! Ja mam również pod górkę z moją teściową, ale na troszkę innej zasadzie. On jest strasznie toksyczną osobą, ale ma ładny płaszczyk. Wiecie o co mi chodzi - jest fałszywa, słodkopierdząca, ale dookoła szpile wbija, a potem, jakby co, to się wycofuje, że niby ona tylko w dobrej wierze, tylko chciała poradzić. Jej porady są takie, żeby zawsze z człowieka głupka zrobić. Siebie za to wywyższa. Tak przesiąkniętej pychą osoby jeszcze nie poznałam. Jak wejdzie na temat swojej cudowności, to może gadać i z 2 godziny, poważnie! Aż się niedobrze robi, takie przechwałki jak dziecko w przedszkolu. Jak przyjeżdża to wszystko wytyka, kwiatkom do doniczek zagląda i stwierdza, który ma sucho, że niby co, polecę po konewkę i podleję na jej oczach. Niedoczekanie!

Ja stosuję technikę potakiwania i robienia swego, ewentualnie mówię "dziękuję za poradę" i nie ciągnę tematu tylko powtarzam, "ach, dziękuję za poradę". Nie podejmuję z nią dyskusji, naprawdę to działa, spróbujcie. Na jej wywody, jak powinnam smażyć kotleta, robię duże oczy i uśmiech idiotki i odpowiadam "tak???", "naprawdę?", "nieee?", "naprawdę?".... Mówię Wam, to jest jakiś sposób na takie babsko, tylko czasem już mi też nerwy siadają po jej wizycie, zwłaszcza, że na męża nie mogę liczyć, on jest z tych, co to nie widzą problemów i uciekają od konfrontacji, przecież to mama, mamie się nie zwraca uwagi itp. Jestem sama na polu walki i mi z tym ciężko.

Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Ja tez nienawidze tesciowej,przez nia moja zona niezrobiła prawka na starych zasadach bo namówiła ja zeby przyjechała na wakacje " odpoczac psychicznie" głupia wiedzma!

Anonimowy pisze...

hehe.moja ukochana teściowa przez 8 lat chodzenia z jej synkiem NIGDY nie zaprosiła mnie do domu. po ślubie chciała nam układać życie bo uważała że tego nie potrafimy. a najlepsze było to jak mi powiedziała że muszę sobie wychować męża bo on ma trudny charakter i jak ja się z nim dogadam. a ja jej na to ze ja się z moim mężem świetnie dogaduje i nie mamy najmniejszych kłopotów i że to w jej domu panuje ciężka atmosfera i niech się przestanie wtrącać. potem powiedziałam jej żeby przestała się go wreszcie czepiać. i najlepsze zachowałam na koniec. dowaliłam jej tak JA PRZEZ 8 LAT TU NIE PRZYCHODZIŁAM (nasze domy rodzinne dzieliło 10 minut drogi) I TERAZ TEŻ NIE MUSZĘ. wyszłam do swojego rodzinnego domu a mąż oczywiście za mną. po tygodniu teściowa wymiękła i zadzwoniła a ja twardo się nie pokazywałam i miałam to w du***. w końcu teściowa przeprosiła ale i tak zaglądamy do niej raz na miesiąc na krótką herbate i tyle. miszkamy już 300 km od naszej miejscowość i każdy urlop spędzamy u moich rodziców a teściówka usycha z tesknoty za swoim synkiem i zielenieje ze złości jak widzi że jesteśmy u moich rodziców a u niej już wogóle nie chcemy nocować. HEHE a ludzie jacy ciekawi czemu śpimy tylko u mnie. ja mam aż dwie rady na teściową. po pierwsze OLAĆ SPRAWĘ, w końcu z teściową w łóżku nie śpisz nawet jeżeli jest za ścianą. a po drugie jeżeli ona jest szczera wobec ciebie powiedz jej tak MAMO, ZAWSZE BYŁAŚ SZCZERA WIĘC JA TEŻ TERAZ BĘDĘ SZCZERA ... i wyrzuć z siebie co cię boli lub irytuje. teściowa też człowiek, niech ją śćiśnie mocniej w piersiach;-)

Anonimowy pisze...

A moja teściowa obiad wczoraj podawała. Paluszki oblizane, każdy kotlecik obśliniony.
I kominek chce, żeby jej synek zrobił.
A jaka radosna UŚMIECHNIĘTA PERLIŚCIE DZIERLATKA.
Nic tylko dupcię synkowi nadstawić. I miałabym z głowy. I teścióweczkę i męża.

Anonimowy pisze...

Moja przyszła tesciowa na samym początku była miła odrazu na pierwszym spotkaniu powiedziała, ze bedzie miał jej kto pomagac. Jestesmy ze sabą juz 3 lata, w planach mamy przyszły slub ale mam wiele watpliwości co do mnie chociaz od 3 lat nie mielismy wakacji bo pomagaliśmy jej w prowadzeniu sklepu i domu weselnego. Ostatnio dowiedziałam się ze nie podobam sie jej jako synowa wolała by inna. Tesciowa na duze problemy ze swoim męzem ciegle sie kłoca i potrafią sie nie odzywac po kilka miesięcy, to jest jej drugi juz mąż, czasami myślę sobie ze i ten z nia nie wytrzyma. Mam wrażenie ze toleruje tylko dzieci ze swojego pierwszego małżeństwa i swoje wczesnieja synowa bo uwaza ja za królowa a mojego przyszłego meża ma gdzies i troche mnie to boli, ze przez wszystkie jej zachowania on ja znienawidzi w koncu, zrobiła duzo złego ciegle powtarzam mu ze to jednak jego matka. Sama teraz nie przepadam za nia, nie można odmowić jej w czym kolwiek bo robi karczemne awantury. nie wiem co robić jak z nia porozmawiać kiedy zadne argumenty do niej nie docieraja, nie da sobie nic powiedzieć...kompletnie nic..

Mała pisze...

Moja teściowa początkowo wydawała mi się być w porządku, zwłaszcza, że mąż powtarzał, że ma fajnych rodziców. Ale niewiele czasu upłynęło, bym mogła odkryć w jakim jest błędzie. Jego matka jest tzw. toksycznym rodzicem: 1. nadal traktuje męża jak małe dziecko 2. wiele jego życiowych decyzji zależało od jej akceptacji (m.in.szkoła, po kt. mąż nie ma szans na pracę) 3. mąż doświadcza intensywnych emocjonalnych reakcji po spotkaniu lub przed planowanym spotkaniem z nią (boi się nawet odebrać od niej telefon) 4. obawia się jej sprzeciwić 5. matka manipuluje nim poprzez groźby i straszliwe wpędzenia go w poczucie winy 6. matka manipuluje nim za pomocą pieniędzy ("będziesz posłuszny to dostaniesz", a mąż jest pazerny na kasę co też wynika z tego, że i matka jest materialistką) 7. mąż czuje się odpowiedzialny za jej odczucia, kiedy matka jest nieszczęśliwa, on czuje, że to przez niego 8. cokolwiek mąż zrobi, i tak nigdy nie będzie to wystarczająco dobre dla matki.
Jego matka to perfekcjonistka nie dająca mu prawa do błędu, ma potrzebę poczucia całkowitej kontroli nad nim, robi to za pomocą manipulacji. Manipulacja jest bardziej subtelna i zakamuflowana niż kontrola bezpośrednia, ale jest w każdym calu równie niszcząca. Manipulacją zyskuje to, czego chce, bez konieczności proszenia o to, bez konieczności ponoszenia ryzyka odrzucenia w przypadku otwartego manifestowania swoich pragnień. Manipulacja staje się narzędziem nieustannej kontroli. Ponieważ manipulując umiejętnie skrywa swe prawdziwe motywy działania, mąż żyje w świecie chaosu. Typem toksycznych manipulantów jest „pomocnik”. Właśnie tak robi jego matka. Zamiast zostawić go w spokoju, stwarza sytuacje, w których jawi się jako „potrzebna mu w jego dorosłym życiu, co często przybiera formę pozornie bezinteresownej pomocy.

Mała pisze...

Moja teściowa początkowo wydawała mi się być w porządku, zwłaszcza, że mąż powtarzał, że ma fajnych rodziców. Ale niewiele czasu upłynęło, bym mogła odkryć w jakim jest błędzie. Jego matka jest tzw. toksycznym rodzicem: 1. nadal traktuje męża jak małe dziecko 2. wiele jego życiowych decyzji zależało od jej akceptacji (m.in.szkoła, po kt. mąż nie ma szans na pracę) 3. mąż doświadcza intensywnych emocjonalnych reakcji po spotkaniu lub przed planowanym spotkaniem z nią (boi się nawet odebrać od niej telefon) 4. obawia się jej sprzeciwić 5. matka manipuluje nim poprzez groźby i straszliwe wpędzenia go w poczucie winy 6. matka manipuluje nim za pomocą pieniędzy ("będziesz posłuszny to dostaniesz", a mąż jest pazerny na kasę co też wynika z tego, że i matka jest materialistką) 7. mąż czuje się odpowiedzialny za jej odczucia, kiedy matka jest nieszczęśliwa, on czuje, że to przez niego 8. cokolwiek mąż zrobi, i tak nigdy nie będzie to wystarczająco dobre dla matki.
Jego matka to perfekcjonistka nie dająca mu prawa do błędu, ma potrzebę poczucia całkowitej kontroli nad nim, robi to za pomocą manipulacji. Manipulacja jest bardziej subtelna i zakamuflowana niż kontrola bezpośrednia, ale jest w każdym calu równie niszcząca. Manipulacją zyskuje to, czego chce, bez konieczności proszenia o to, bez koniecznnści ponoszenia ryzyka odrzucenia w przypadku otwartego manifestowania swoich pragnień. Manipulacja staje się narzędziem nieustannej kontroli. Ponieważ manipulując umiejętnie skrywa swe prawdziwe motywy działania, mąż żyje w świecie chaosu. Typem toksycznych manipulantów jest „pomocnik”. Właśnie tak robi jego matka. Zamiast zostawić go w spokoju, stwarza sytuacje, w których jawi się jako „potrzebna mu w jego dorosłym życiu, co często przybiera formę pozornie bezinteresownej pomocy. Mąż jest zagubiony, z jednej strony jest b. wymagająca, a z drugiej na każdym kroku chce mu udowodnić, że bez niej nie da sobie rady. Porównuje męża do córek, bądź kolegów, którzy jej zdaniem są idealni, stąd mąż nie ma żadnego kontaktu z siostrami, po prostu zablokowała rozwój zdrowych więzów między rodzeństwem. Rezultaty jej postępowania są dalekosiężne. Negatywne porównania niszczą w nim dobry obraz samego siebie, a ponadto wywołują urazy i zawiść między rodzeństwem, co może położyć się cieniem na relacjach między nimi na całe życie.
Dla mnie ta kobieta jest chora i powinna pójść na terapię, jednak jest to nierealne. Rodzice, którzy akceptują samych siebie, nie muszą kontrolować swoich dorosłych dzieci. Ale toksyczni rodzice, działają pod wpływem głębokiego poczucia braku satysfakcji z własnego życia i lęku przed odrzuceniem. Matka męża np. żyje praktycznie sama, bo teść pracuje za granicą na zachcianki córek, dlatego jego nieobecność przez wiele lat kompensowała sobie synem. Mąż nie ma wzorca ojca w rodzinie, bo wychowała go matka. Niezależność syna jest dla niej jak utrata ręki.

Mała pisze...

ciąg dalszy....
Kiedy mąż postanowił poszukać pracy w moim mieście wpadła w szał, później próbowała zatrzymać go płaczem "na zawołanie", straszne po prostu, jeszcze bardziej istotne stało się wtedy dla niej pociąganie sznureczkami, które utrzymywały go w zależności. Rezultat: mąż ma niewyraźne poczucie własnej tożsamości, ma problemy z patrzeniem na siebie jako na istotę oddzieloną od niej, nie potrafi odróżnić własnych potrzeb, czuje się bezradny, nie jest w stanie sam podjąć działań, gdy pojawia się problem, oczekuje jej aprobaty. Wydaje mi się, że najlepsze co mógł zrobić to właśnie wyprowadzić się od niej i powolnymi kroczkami stawać się samodzielnym człowiekiem i uczyć się wszystkiego. Byłam zszokowana, kiedy pierwszy raz kazałam mu: rozwiesić pranie, kupić wędlinę, złożyć koszulkę, zrobić cokolwiek, a on odpowiadał: nie umiem, nie potrafię i nawet nie miał motywacji, by czegokolwiek się nauczyć, by podjąć jakiekolwiek działanie. Matka uzależniła go całkowicie od siebie, odcięła go od znajomych, mąż nie potrafi mówić o swoich uczuciach. A największy paradoks jest taki, że ta kobieta jest pedagogiem, obecnie nauczycielką w przedszkolu. Jest święcie przekonana, że działa na korzyść naszego małżeństwa, nawet, gdy dzwoni codziennie i wymusza, żeby mąż opowiadał jej o naszym pożyciu małżeńskim, tylko po to, by zaraz mogła skrytykować i powiedzieć, że źle robimy i strzelić swoje kazanie i po raz kolejny wpędzić go w poczucie winy. Po prostu ma tak wielką potrzebę mieć poczucie, że ma kontrolę nad naszym życiem, że to silniejsze od niej. Najgorsze jest to, że generuje w nas straszny lęk, o wszystko, o zdrowie zwłaszcza, tracimy przez to radość życia, myślę, że może wpędzić nas to w choroby. Próbowała mnie urabiać na jej stronę, wymuszała na mnie, bym wpływała na męża, by postępował tak, jak ona chce. Chciała dzwonić potajemnie do mnie podczas gdy on był w pracy i chciała uczyć mnie jak mam z nim postępować. Kiedy powiedziałam jej otwarcie: "nie, nic za jego plecami, on jest moim mężem, z nim muszę być szczera i z nim trzymać", ubodło ją to bardzo, od tej pory zmieniła stosunek do mnie, teraz jestem najgorsza, ale mam to gdzieś, mam swoją rodzinę, która traktuje mnie poważnie i dorośle. Cieszy mnie to, że ograniczyłam stosunki z tą chorą kobietą, ale to dopiero początek. Im bardziej próbuję męża od niej odciąć tym ona bardziej próbuje go przyciągnąć. Gdy nie odbiera od niej tel. potrafi nakrzyczeć na niego. A on nie potrafi postawić jej granicy, boi się jej powiedzieć otwarcie, by dała mu spokój, bo znowu się uniesie. Ale jego zachowanie to osobny temat. Nasze małżeństwo jest wystawione na wielką próbę i nie mam pewności, że przetrwa, mimo tego, że ta kobieta mieszka 150 km od nas, to jednak potrafi nas skłócić. Myślę, że cała ich rodzinka, powinna poddać się terapii. Ale jej zdaniem to z moją jest coś nie tak, skoro nie dzwonią codziennie po kilka razy i nie interesują się, ale ta kobieta nie jest w stanie zrozumieć, że moja rodzina ma do mnie zaufanie i nie musi mnie pilnować. Jeśli ktoś ma ochotę niech napisze co o tym sądzi, mam świadomość tego, że często działam pod wpływem emocji i nie jestem do końca obiektywna więc wszelkie wskazówki będą cenne. Pozdrawiam wszystkich cieplutko:)

Anonimowy pisze...

A moja teściowa zniszczyła mi małżeństwo po 20stu latach.

Anonimowy pisze...

Witam. A ja mam teściową, terrorystkę emocjonalną. Otóż po 40 latach rozwiodła się z teściem albo on z nią... Teściowa od tego czasu tj. od ok. 4 lat wiecznie samotna, biedna i nieszczęśliwa a przy tym najmądrzejsza, najzgrabniejsza, najmodniejsza itp... Zaangażowała się we wszystkie możliwe ruchy religijne i tylko ona jest jak twierdzi blisko Boga a wszyscy jej nie rozumieją. Ja cały czas słyszę jaka to jestem wspaniała i mądra ( z nutą cynizmu) ale nie bez powodu, ponieważ każdy weekend od soboty do poniedziałku moja teściowa jest u nas. A wspaniała synowa przywozi ją, robi zakupy, gotuje, podaje, posprząta i tak od 4 lat. Moja "biedna teściowa nie ma na obiad ale do Grecji na wczasy ma, przy czym ja mam na utrzymaniu 3 dzieci w tym studenta. Teściowa ma emeryturę, alimenty i jeszcze swój prywatny zakład. Opłaty ją nie interesują, bo pomimo rozwodu teść opłaca wszystko. A synowa 2 etaty, opłaty dzieci i ... teściowa. Oczywiście jak coś potrzebuje to dzwoni i zaczyna rozmowę jaka to ja jestem wspaniała, dobra i na pewno jej nie odmówię. Jak jej mówię, że w weekend nas nie ma to ona na to: to nic to ja będę u was sama, żeby tylko w domu nie siedzieć. A wtedy mam każdy kąt prze lustrowany i szydercze uwagi w stylu: no poukładałam ci w półce. Po za tym stosuje takie chwyty w stylu: no laska jesteś i świetnie wyglądasz, chociaż wie, że od kilku lat mam jedne buty i spódnicę a ona ikona mody. Mąż ma w nosie i nie reaguje a ja się spalam. Co robić

send22 pisze...

Drodzy Państwo - większość z Was być może szybciej niż się tego spodziewacie zostanie "Teściowymi" lub "Teściami" a jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Moim zdaniem problem nie tkwi w fakcie kim jesteśmy ale jacy jesteśmy - czyli w kulturze wszystkich zainteresowanych stron.
Żaden związek, nawet ten oparty na wielkiej fascynacji damsko-męskiej, nie jest łatwy i wymaga pewnego wysiłku, żeby miał rację bytu. Jeśli nie chcemy żeby było dobrze, to nie będzie, a z pewnością nie będzie, jeśli starania są jednostronne.
Wiele wymaga się od "Teściowej" - najlepiej, żeby była wielofunkcyjnym robotem bez prawa głosu - tymczasem niestety Ona mówi i czuje, a w dodatku nie jest bezwolnym stworem lecz ma swoje zdanie, co już w ogóle jest niedopuszczalne! Teściowa nie ma prawa myśleć, a jeśli już musi to powinna pozostać niemową.
Zaznaczam, że nie rozpatruję przypadków skrajnych czyli zachowań świadczących o bezmózgowiu Teściowych, Synowych czy Zięciów, lecz zajmuję się przeciętnymi stadłami.
Szanowni Młodzi Gniewni
Po pierwsze - jeśli wchodzicie w związek małżeński to wydaje się, że jesteście dorośli więc wiecie już mniej więcej czego chcecie a czego nie, jak również macie świadomość własnej wartości - jeśli nie macie, to lepiej uporać się z tym problemem przed zawarciem związku, bo może to przysporzyć wiele kłopotów i Wam, i partnerowi. Ktoś, kto jest zakompleksiony i nie szanuje sam siebie w każdym zdaniu wypowiedzianym pod swoim adresem dopatruje się podtekstu i jeśli tylko może obraca przeciwko sobie.
Po drugie - jeśli wiemy, że postępujemy słusznie, to uwagi typu: może tak byłoby zrobić lepiej nie traktuje się jako zamachu na siebie lecz jako rozmowę dwojga dorosłych ludzi, jeśli coś nam nie odpowiada można usiąść przy kawie i porozmawiać o tym na spokojnie i zobaczyć jakie będą efekty - ważne aby były to konkrety a nie uwagi typu: bo ty zawsze....
Po trzecie - czy chcecie czy nie, żyjecie w pędzie, musicie pracować, żeby utrzymać się, rozwijacie się zawodowo a jednocześnie nie rezygnujecie z powiększenia rodziny, więc ktoś te Wasze pociechy musi chować, nieprawdaż?
Czy uważacie, że można wychować dziecko spędzając z nim godzinę rano pomiędzy łóżkiem a drzwiami i góra dwie godziny w tym samym tempie wieczorem?
Niestety coś za coś Kochani, Niania kosztuje pomijając już fakt, że znalezienie kogoś odpowiedzialnego graniczy z cudem, nie mówiąc o zaangażowaniu, jak jest w żłobkach wiadomo a przecież kochacie swoje dzieci, więc ważniejsze jest ich dobro, czy Wasze ambicje i uprzedzenia? No ale żeby nie było: Ty tu rządzisz.
Po czwarte - chociaż to się Wam bardzo nie spodoba, ale Teściowa to Matka Waszego Partnera (OLABOGA) - to Ona Go/Ją wychowała i widocznie zrobiła to nie najgorzej jeśli zdecydowaliście się z tą osobą związać.

Może więc biorąc to wszystko pod uwagę - jak również fakt, że zawierając małżeństwo przynajmniej teoretycznie związaliście się na dobrych wiele lat z Partnerem - warto zadać sobie odrobinę wysiłku i popracować nad nawiązaniem dobrych kontaktów z Teściową.
Może zaproponować wspólnym wypad do kawiarni, czy restauracji, pogadać o życiu, zainteresować się co jest dla Niej ważne i dlaczego, wymienić poglądy - potraktować ją jak człowieka a nie jak zło konieczne. Boimy się tego czego nie znamy.
Czy rozwiąże to wszystkie problemy? Pewnie nie, bo to niemożliwe, ale sprawi, że staniecie się Rodziną nie na papierku ale praktycznie, że nie będziecie patrzeć na siebie wilkiem, a jeśli którejś ze stron "powinie się noga" potraktujecie się nawzajem z większą tolerancją i wyrozumiałością.
Przykro jest czytać wypowiedzi typu: nienawidzę Matki mojego Męża, Babci moich Dzieci, Matki moich Wnuków - nawet zwierzęta potrafią okazywać sobie szacunek i ustalają hierarchę w stadzie a My przecież z taką dumą nazywamy siebie HOMO SAPIENS - czyli człowiek rozumny więc zasłużmy na to określenie.
Serdecznie pozdrawiam Wszystkie Synowe, Zięciów i Teściów jeśli mieli odwagę tutaj zajrzeć.

Send Veto

Ewa pisze...

Witam Send Veto
To bardzo mądre rady, mądre jeśli jest się dorosłym ukształtowanym znającym swoje wady i zalety człowiekiem. Niestety- to co ładnie się czyta, nad czym można pokiwać głową z uznaniem (i westchnieniem: och, jakże byłoby dobrze, takie wzajemne zrozumienie i tolerancja) w realnym życiu często nie zdaje egzaminu. Nie zdaje egzaminu ponieważ jesteśmy zbudowani z emocji, które w większym lub mniejszym stopniu potrafimy kontrolować.
Moja historia: jestem po rozwodzie. Mówi się- człowiek na błędach się uczy. Po paru latach poznałam fajnego mężczyznę. Jest dobry, ciepły, opiekuńczy. Ma też swoje wady ale któż ich nie ma? Pobraliśmy się. Mieszkamy u niego. Hmmm... nie u niego- u jego matki. Całe rodzeństwo wyprowadziło się tylko on pozostał. Opiekuje się nią a ona, jak to matka- widzi w nim wszystko. Wszystko czyli "jest i będzie mój" a także- jak to bywa z tymi co pozostają na miejscu- jest pierwszy do "bicia". Mimo to- to jego matka, on ją szanuje choć potrafi się postawić.
A teraz ja- moja osoba... wciąż słyszę, że oni byli jak stare małżeństwo, nierozłączni. Jak idę do kuchni choćby zaparzyć herbatę ona już tam jest. Ot taka kontrola. Zresztą- inni mają jak widzę podobnie- przeczytałam wszystkie posty. Co robię? No właśnie to co Szanowny Send Veto zaproponował choć kosztuje mnie to sporo energii. Większość czasu jest relatywnie spokojnie ale gdy przychodzi "godzina zero" muszę ciężko pracować nad tym aby pamiętać, że jest to starsza schorowana kobieta. Żyje tak już od roku, daję radę i innym życzę podobnie choć naprawdę CZASAMI TRZEBA PRZYGRYŹĆ ZĘBY

send22 pisze...

Do Ewy
Mieszkanie pod jednym dachem z kimkolwiek poza sobą samym zawsze stwarza problemy - czasami z sobą trudno wytrzymać a co dopiero z innymi :-)
Nie ma znaczenia, czy to będą rodzice, mąż, dzieci, teściowie, czy całkiem obce osoby - po prostu wspólne bytowanie i tolerowanie siebie nawzajem wymaga dyplomacji, kultury i wielkiego wysiłku.
Są osoby, którym wychodzi to lepiej, bo z natury są wysoce tolerancyjne, łatwo adaptujące się i nawiązujące kontakty, są też takie, którym zaakceptowanie drugiej osoby przychodzi z większym trudem,
Drażnią nas niektóre cechy innych - to całkiem naturalne, ale pomyślmy o tym, że ich również my drażnimy, że im również jest często bardzo trudno zaakceptować nasze zachowanie, że być może niechcący, nieświadomie i bez złych intencji ale potrafimy sprawić przykrość, ugodzić w czuły punkt.
Poza tym każda z nas zazwyczaj jest lub będzie matką, synową, teściową tylko tak to jest, że dopiero wkraczając w daną "fazę" życia zaczynamy lepiej pewne sprawy rozumieć i zdawać sobie sprawę jak trudno znaleźć się w każdej z tych życiowych ról.
Wracając do Twojej sytuacji Ewo - wspólne mieszkanie to najgorsze co może być dla każdej ze stron - już lepiej mieszkać blisko ale oddzielnie, no ale jak wiemy nie każdy może sobie na to pozwolić. Wszyscy chcemy czuć się swobodnie we własnym domu a dom synowej lub teściowej a nawet naszych ukochanych rodziców zawsze pozostanie domem jednej ze stron.
Ty czujesz się skrępowana i "śledzona" robiąc herbatę a Twoja Teściowa być może czuje się samotna i "chodząc" za Tobą stara się nawiązać kontakt w ten swoisty sposób. Nie znam sytuacji więc trudno powiedzieć, ale jeśli macie własny pokój i w nim przebywacie, to być może teściowa czuje się jak piąte koło u wozu, które zawadza i jest niepotrzebne, i nie ma to nic wspólnego z okazywanym jej lub nie szacunkiem, lecz ze zwyczajnym poczuciem przynależności do Rodziny i pragnieniem uczestnictwa w Jej życiu, Kiedy nasze życie rozsypuje się lub jest z powodów zależnych lub niezależnych od nas "jałowe" wtedy zaczynamy żyć życiem tych których kochamy nie mając często świadomości, że "obciążamy" ich tą swoją miłością.
Co do zwrotu, że Twój mąż "jest i będzie Twojej teściowej" - droga Ewo łatwiej będzie Ci żyć jeśli potraktujesz to stwierdzenie żartobliwie a jednocześnie uznasz, że jest w tym sporo prawdy - otóż dziecko nawet ten "stary pryk" zawsze pozostanie dzieckiem matki, dopóki żyje jedna i druga strona. Nie wiem czy masz dzieci, ale jeśli je masz lub jak będziesz je miała Twoje dzieci również są i będą Twoje bez względu na Ich związki emocjonalne z innymi ludźmi. Następna sprawa - Twój Mąż nigdy nie będzie darzył Ciebie taką miłością jak swoją Matkę - ani Jej taką miłością jak darzy Ciebie - nie masz być o co zazdrosna i nie masz się czego obawiać. Zawsze wkurzały mnie pytania typu: kogo bardziej kochasz Mamusię czy Tatusia? Każda miłość jest piękna, najważniejsza, najsilniejsza ale zarazem całkiem inna więc nie rywalizujmy bo nie ma o co.
Matka powinna być jedną z najważniejszych osób w życiu każdego z nas, powinnyśmy darzyć ją szacunkiem, liczyć się z jej uczuciami i jej zdaniem, co nie znaczy, że mamy robić to co ona chce, lub ignorować naszego partnera. Jeśli jednak będziemy lekceważyć naszych Rodziców (nie tylko Matki) to wcześniej czy później tak samo będziemy traktować naszych partnerów a nasze dzieci będą w taki sam sposób traktować nas...
Send Veto

send22 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
send22 pisze...

Droga Ewo - zbyt mało miejsca na tak trudną dyskusję tym bardziej, że jak sama zauważyłaś każdy przypadek jest inny, bo i ludzie są tak różni - najważniejsze jednak, żeby nie ranić swoich uczuć, żeby zdać sobie sprawę z faktu, że jeśli wejdziemy z butami między dwie osoby które są sobie bliskie i będziemy starali się zniszczyć tę więź nic nie zyskamy - możemy tylko stracić i poranić wszystkie zainteresowane strony. Spróbuj spojrzeć na swoją Teściową oczami swojego męża - ja jako teściowa tak staram się patrzeć na moją Synową i tak moja Teściowa patrzyła na mnie a ja na Nią, przez pryzmat miłości do tego kogo kochamy, wtedy otwierają się oczy i miękną serca, zwiększa się tolerancja i odnajdujemy drogę do wzajemnego porozumienia,
Twój mąż z pewnością nie jest święty ale jeśli masz mu coś do zarzucenia - nie mów tego przy Jego Matce, bo nawet jeśli przyzna Ci w duchu rację, to zranisz Ją - podobnie On może zranić Ciebie jeśli będzie omawiał Wasze problemy i Twoje "niedociągnięcia" przy Niej. Kiedy mieszka się wspólnie to trudne, ale jeśli nie da się inaczej idźcie na spacer, albo do samochodu i porządnie sobie nawtykajcie jeśli musicie - byle nie w domu :-)

Send Veto

send22 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Jeśli doczekam śmierci teściowej - to będzie jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu:-)

Anonimowy pisze...

a moja teściowa własnie rozwaliła moje małżeństwo.....

Anonimowy pisze...

Do piachu starą żmiję, do piachu, d piachu i jeszcze raz do piachu, albo żeby ją wściekłe psy rozszarpały.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...