środa, 2 września 2009

"Przyszłam do Pana dla świętego spokoju"

Nawet najbardziej doświadczony, czy superinteligentny psychoterapeuta nie jest w stanie zmusić pacjenta do tego, aby ten zechciał zmienić swoje życie.

Psychoterapia ma sens jedynie wtedy, kiedy człowiek uczestniczy w niej z własnej, nieprzymuszonej woli.

I sam zadecyduje o tym, żeby zmienić swoje życie.



Tymczasem różnie jest z pacjentami. Na psychoterapię przychodzą naprawdę z róznych powodów.

"A bo żona mi kazała"

"A bo podobno źle się uczę i jestem nerwowa"

"Bo podobno nie mam ochoty na mojego męża i mówię Panu szczerze: nie mam kochanka"


Pierwszy i podstawowy wymóg każdej psychoterapii, leżący u jej podłoża, jest równocześnie pierwszym krokiem zawierania kontraktu psychoterapeutycznego wg Johna Enrighta (pisałem o tym w tej notce).

Pacjent musi uznać, że decyzja o udaniu się na psychoterapię - jest jego świadomym wyborem.

Co to oznacza?

Najkrócej mówiąc:

jeśli pacjent został wysłany na psychoterapię - przez kogoś innego (obojętnie czy to będzie żona, rodzic , czy pracodawca) i jest niejako pod przymusem uczestniczenia w niej - to cała ta psychoterapia nie ma najmniejszego sensu!

Co innego jeśli sugestia kogoś postronnego stała się bodźcem do osobistej refleksji i została jedynie wzięta pod uwagę - podczas decyzji o udaniu się na psychoterapię.

Jeśli psychoterapeuta będzie przekonany jednak, że pacjent nie jest tu z własnej woli - nie powinien z nim pracować, no chyba, że będzie mu zależało na tym, aby oskubać go z hajsu (a niestety zdarzają się i tacy).


Uwierzcie, że:

Nie pomoże ogromna wiedza psychoterapeuty (znajomość technik psychoterapeutycznych i mechanizmów psychologicznych),

nie pomoże jego osobowość,

nie pomoże doświadczenie -

jeśli człowiek "z problemem" nie uzna, że problem jest jego problemem (a nie żony, nie rodzica) i że chce go rozwiązać własnymi siłami.

Psychoterapia będzie wtedy tylko stratą czasu i pieniędzy (prywatnych lub podatników).


Bo nawet jak się niektórym wydaje ten "wszystkowiedzący" czy "wszystkopotrafiący" psycholog (hehe brzmi jak z reklamy telefonów Plusa) nie pomoże człowiekowi, który na dzień dobry powie terapeucie:

- Nie wiem, czego oni ode mnie chcą, mówią, że jestem dziwna i naciskali na mnie, żebym poszła się leczyć.

A więc przyszłam do Pana dla świętego spokoju.


Pacjent musi uznać, że NAPRAWDĘ TO ON ma problem i że chce go rozwiązać. Bez tego ani rusz.

Rozumiecie?









Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

8 komentarzy:

Monika pisze...

A może jednak wystarczą umiejętności psychologa. Zeby pomóc mu zdać sobie sprawę z tego,że pomocy potrzebuje...

nie-bieska pisze...

wiem doskonale o czym piszesz, gdyż mam za sobą kilka terpaii, rozmów, psychoterapii, terapii zajęciowej...
nawiasem mówiąc - to fajna rzecz, jeśli się CHCE! a nie że, KTOŚ proponuje, lub zmusza...

pozdrawiam:)

Sophers pisze...

Nie do końca się zgadzam. To, że ktoś przyszedł na terapię to już duży krok, a nawet jeśli motywacja pochodzi od osób trzecich to przecież siłą nikt nikogo do gabinetu nie wepchnął (pomijam szpitale psychiatryczne i przymusowe w nich leczenie). Dla mnie, argumenty jakie podajesz to świetny wstęp do rozmowy. Ba, nawet mniej zagrażające i użyteczniejsze jest czasami rozmawianie o oczekiwaniach osób z zewnątrz i ich sposobach widzenia problemu.

lavinka pisze...

Ba. Powiedz to rodzinom, żonom mężów, rodzicom, komu tam chcesz. Czasem ludzie zjawiają się na terapiach niemal pod wpływem szantażu typu: "Rozwiodę się z Tobą jak się nie zaczniesz leczyć".Oczywiście to nawet może zadziałać, ale ten zewnętrzny przymus z pewnością utrudnia terapię o ile czyni ja możliwą.

Inna sprawa,że czasem psycholodzy szukają problemu, gdzie go nie ma.No,ale człowiek jest tylko człowiekiem i psycholog może się mylić.

Anonimowy pisze...

Nie jestem psychologiem, ale zdanie "Pacjent musi uznać, że NAPRAWDĘ TO ON ma problem" mnie nie przekonuje. Może problem jest właśnie w otoczeniu pacjenta. Skąd wiadomo od początku, że od razu w pacjencie? To jakieś dziwne.

Anonimowy pisze...

Stąd, że skoro pojawił się w gabinecie, to na pewno ma poważny problem;) Przecież gdyby go nie miał, nie przychodziłby, to chyba jasne:/

Kłosu pisze...

To po co pracodawcy/rodzice itp. wysyłają kogoś na siłę do psychoterapeuty? To im trzeba tłumaczyć, że to nic nie da, a nie wmawiać "pacjentom" żeby się otworzyli.
Pozdrawiam! :)

Mauro pisze...

@anonimowy - zgadzam się, że niekiedy to nie pacjent ma problem, ale problem jest w otoczeniu. Lecz niektóre problemy są zbyt złożone i lepiej jednostkę zestroić do reszty niż resztę do jednostki. Jednak to margines przypadków.

Jeżeli pacjent nie podejmie świadomej decyzji o chęci zwalczenia czegoś, to mu się nie uda. By jednak podjąć zmagania musi wpierw krytycznie spojrzeć na swoją sytuację z punktu widzenia innych, sprawdzić, czy obserwacje innych mają podstawy. A właśnie na tym etapie są trudności, bo człowiek będzie wierzył w to co myśli. Stąd nie będzie skłonny myśleć źle o sobie czy swoim stanie. Ale od tego powstały w XX w. zastępy fachowców, którzy mają swoje metody i JĘZYK za pomocą, którego rozmawiają z pacjentem.

Inna sprawa to co kiedy pacjent przyjmie, że jest z nim źle i wymaga leczenia? Tzn. czy istnieje ryzyko, że kiedy ktoś o wątłej wytrzymałości psychicznej zacznie myśleć, że faktycznie ma problem, to czy nie pogorszy swego stanu rozczarowaniem czy załamaniem się po poznaniu prawdy o sobie?

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...