czwartek, 17 września 2009

Gdy do związku wkrada się rutyna...

Boże, jak barwne może być życie w związku. Jak ulotne mogą to być też chwile. Przekonuję się o tym każdego dnia, czytając Wasze maile, przypatrując się znajomym, czy też ucząc się z autopsji. Kiedy opada pył zakochania, każdy związek przechodzi swego rodzaju próbę.

Życie w związku wymaga poświęceń, ale i pewnej dozy mądrego postępowania, szczególnie wtedy, gdy wkrada się doń rutyna...


Osobno, by być razem

Kojarzycie takie wyznania? Czujecie się czasami podobnie?

"Czuję się odrzucona, kiedy on woli grać w tą swoją pieprzoną symulację samolotu na komputerze, zamiast siedzieć ze mną w salonie i jeść lody."

"Kiedy ona wieczorami ogląda te beznadziejne stare polskie filmy, które mnie zupełnie nie interesują, ja czuję się jak wrzód na d... i nie wiem co ze sobą zrobić."


Namiętne przebywanie razem dwadzieścia cztery godziny na dobę może być męczące dla każdego. To nie tak, że spędzanie oddzielnie czasu jest karygodnym przestępstwem wobec relacji. Każdy człowiek ma prawo mieć swoje pasje, swoje marzenia, swój własny mały świat;) I jest to jak najbardziej normalne i w porządku.

Jeśli partner kiedykolwiek zacznie robić Ci wyrzuty, z takiego powodu, że wolisz na przykład sama lub sam chodzić na basen czy zamknąć się w pokoju z książką, poważnie z nim o tym porozmawiaj. Wspólnie ustalcie swoje potrzeby i ustalcie aktywności, które dzielicie razem (np. wyjście do kina, wspólny obiad, impreza) i te które czynicie oddzielnie (szkoła, praca, hobby).

O ile na początku znajomości, w stanie zakochania, wspólne spędzanie czasu - jest niesamowicie urocze, to później 24h przebywania razem zaczyna być męczące. To, że jesteście w związku dwojga ludzi, nie oznacza, że jesteście jak syjamskie bliźniaki.

Czasem trzeba pobyć osobno, by wciąż być razem.

Związek to nie terapia

Ludzie ładują się w związki nagminnie w celu zwiększenia poczucia własnej wartości, w celu odnalezienia "dobrego ojca", "dobrej matki", czy też, aby rozkochać kogoś w sobie, a potem go rzucić - mszcząc się w ten sposób na przykład na całym gatunku tych wrednych facetów! Olaboga, nie tędy droga.

Raz na zawsze zapamiętajcie, zapiszcie sobie i powieście nad łóżkiem, że związek to nie terapia. Związek jest czuły na wszelkie Wasze nieuświadamiane motywy wejścia w niego. Jeśli chciałaś załatwić pewną sprawę związaną z dzieciństwem, może i ją załatwisz - ale nie zbudujesz w ten sposób wielowymiarowego poczucia szczęścia, które możesz czerpać ze wspólnego życia z drugą osobą.

Jeśli nie odnajdujesz w Twoim związku kolorów, może to znak, że Twoja psychika domaga się wspomnienia pewnych kwestii o Tobie, tak o Tobie... Może warto pójść na terapię... Decyzja należy do Ciebie.

Związek nie zastąpi terapii i wszelkie osobiste nieprzepracowane konflikty prędzej czy później odbijają się na jakości, na kształcie związku miłosnego.


Seks to nie wszystko

Seks to nie wszystko, a jednak - wiele mówi o jakości relacji. To działa jednak w obydwie strony. Nieporozumienia na wymiarze dnia codziennego, odciskają swoje piętno na jakości "nocnego" życia. Jakość życia seksualnego wpływa z kolei na życie codzienne. Warto odkryć przyczynę mniej udanego pożycia, ponieważ - tylko wtedy można będzie je zmodyfikować. Jeśli mniej udane pożycie jest spowodowane konfliktami natury emocjonalnej (patrz punkt "Związek to nie terapia"), warto o tym pogadać. Związek nie zastąpi terapii, ale czasem bliskie stosunki, potrafią uwolnić masę oczyszczających emocji. A wtedy i seks może stać się lepszy.

Jeśli jednak przyczyną mniej udanego pożycia seksualnego są zaburzenia natury organicznej, najlepiej udać się do seksuologa, który przepisuje leki. To żaden wstyd iść do seksuologa, bo on jest od tego, żeby w takich sprawach pomagać.

Wspólne zaangażowanie

Kiedy do związku wkrada się rutyna, można ją odgonić na wiele sposobów - zależnie od preferencji danej pary. Jeśli jesteście domatorami, warto pomyśleć o zwiększeniu częstotliwości wypadów na miasto, czy organizowania wspólnych wycieczek. Jeśli żyć nie możecie bez imprezy co drugi dzień, może warto spróbować bardziej spokojnego wspólnego sposobu życia. Nie róbcie jednak niczego na siłę. Do szczęścia w związku potrzebne jest zaangażowanie obu stron, jednak zaangażowanie nie równa się - katuszom. To dobrowolna decyzja o rozpoczęciu reperowania relacji:)

---
Kiedy jechałem niedawno pociągiem, byłem świadkiem rozmowy starszych pań, a raczej badziej monologu jednej z nich na temat życia w związku. Przytaczam z pamięci:

- Mojej córce nie wyszedł związek, trafiła na paskudnego faceta, choć początkowo była zakochana po uczy. Rozwiodła się z nim niedawno.

Ja zawsze to powtarzałam, że dopiero jak związek przetrwa pięć lat, to można mówić o tym, że jest w miarę udany. Pięć lat ludzie się "docierają" a później już jakoś idzie. Wcześniej nie ma co mówić w ogóle, czy to udana para czy nie, bo jeszcze wszystko może się wydarzyć.

- Ja jestem z moim mężem już pięćdziesiąt pięć lat - wtrąca dotychczasowa słuchaczka.

- A widzi Pani i pewnie nie zawsze było różowo !

- Oj, nie było - kręci głową tamta.

- A jednak jesteście już Państwo tak długo razem, musiało Państwo dobrze się "dotrzeć" !



Czyżby ta pani utożsamiała "docieranie się" partnerów z ich umiejętnym radzeniem sobie z rutyną w związku? Jak myślicie?

Wyraźcie proszę Wasz zdanie na temat rutyny w związkach w komentarzach poniżej.






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Zgadza się związek to nie terapia, tracąc kogoś można być nieszczęsliwym, ale nie mając nikogo nieszczęsliwym raczej lepiej nie być ;)

- anonimus

casicta pisze...

złości mnie czasem to co piszesz. złości mnie dlatego, że to prawda. Prawda, która ociera się o aspekty prywatności.
i owszem to nie terapia, choć czasem usilnie próbujemy wmówić sobie, że tak jest.

lavinka pisze...

Myślę sobie,że wielu ludzi zbyt wiele się po związku spodziewa. Są nieszczęśliwi, czują się mało wartościowi i myślą,że to z powodu swojej samotności. Na forach "brzydkich" słyszę od miesięcy te same teksty. Że jakby byli piękniejsi to by znaleźli partnera i byli szczęśliwi. Próbuję wytłumaczyć,że to nie tędy droga,ale mam wrażenie że mówię do ściany.
Z czego to wynika?
Nacisk społeczny, wychowanie, co tam chcesz.
Ludziom wydaje się,że "inni" mają lepiej i ich naśladują, nierzadko ze szkodą dla samych siebie. Bo nie każdemu po drodze jest z kapustą.

Co do rutyny.

Ktoś o dużym temperamencie rutynę może uważać za coś okropnego, bo żyje żywiołowo.Ale też może traktować związek jako spokojną przystań po całym dniu nerwów. Dla jednego rutyna będzie nudna, dla innego będzie ukojeniem na koniec stresującego dnia.

Różnie bywa.

Integralny pisze...

@ Anonimowy, @ Casicta -

Związek to nie terapia, powtarzam po raz kolejny, że aby odnaleźć szczęście w związku, najpierw należy nauczyć się być szczęśliwym - będąc singlem :)

@ Lavinka -

Cieszę się, że starasz się przekazać społecznościom, w których życiu uczestniczysz, że najważniejsze jest to, by być sobą, indywidualną osobą i nie szukać na siłę "drugiej połówki".

Podoba mi się również Twoja refleksja na temat różnego podejścia do rutyny :)

Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Rutyna będzie zawsze, bez znaczenia czy to Twój pierwszy czy jedenasty związek, związek jak wiele innych rzeczy na ziemi dojrzewa, przechodzi swoje fazy, pytanie tylko czy warto w takim związku pozostać, czy zmieniać partnerów do końca życia, czy szukać jakiegoś ideału, gdzie na rutynę nie będzie miejsca?? Każdy ma swoje podejście, ważne żeby nie zakłócać swojego funkcjonowania, nie zatracać swojej osobowości...łatwo mi mówić, gorzej z wykonaniem. Fajny tekst :) Miło się czyta :) pozdrawiam serdecznie

Jagodowa pisze...

Świetny artykuł, jakbym czytała o swoim dawnym związku ;) Rutyna naprawdę psuje relacje w związku, chcąc - nie chcąc. I tak jak wyżej zostało to napisane, nawet kiedy partnerzy starają się ów rutynę zlikwidować, tak naprawdę ją maskują. Po jakimś czasie wszystko przybiera inny kształt, wydaje się bardziej szare. Ważne w związku jest to, by rozumieć drugą połówkę i od czasu do czasu pozwolić jej na grę w te "beznadziejne samoloty" czy oglądanie starych filmów. Czasem nawet warto zainteresować się grą, czy wyżej wymienionym filmem, a nóż znajdziemy w zainteresowaniach drugiej osoby coś dla siebie.
Co do części "Związek to nie terapia" rzuciłam się na ówczesnego faceta z pragnieniem zaręczyn i małżeństwa. Chłopak był tym przerażony! Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że moje zachowanie wynika z doświadczeń, które wyniosłam ze związku rodziców. Im nie wyszło, dlatego ja za wszelką cenę chciałam naprawić wszystkie ich błędy. Dlatego zdecydowanie zgadzam się z podtytułem "Związek to nie terapia".
Bardzo dobry artykuł ;) Pozdrawiam

JuliaCezaria pisze...

gdy tak sobie czytam, jeszcze bardziej utwierdzam się w swej aspołecznej postawie

Mauro pisze...

Dużo w tym racji, choć temat rzeka. Można byłoby jeszcze pisać i pisać ;)

Generalnie zawsze należy zacząć od stawiania pytań fundamentalnych. Jak pojmujemy swoją rolę w związku? Bo historia jest nauczycielką życia, która uczy tego, że nikt jej nie słucha - problemy mamy nie nowe, realia tylko inne. Uwarunkowania mogą dodawać innego odcienia problemom. W rzeczywistości terapia jakiej człowiek potrzebuje, to rozliczenie ile ego mamy tam, gdzie powinna pojawić się druga osoba.

Anonimowy pisze...

Dobry wpis, trafny! Powiem, że to strzał w 10! Zgadzam się z Tobą, że życie w związku z drugą osobą nie powinno przekreślać naszego dotychczasowego sposobu życia, wszelkich pasji, zainteresowań a już tymbardziej zaniedbywać znajomych :) fenomalne jest to zdanie:,,To, że jesteście w związku dwojga ludzi, nie oznacza, że jesteście jak syjamskie bliźniaki.'' Tak, właśnie nie można zrezygnować z całego życia, odciąć się tak poprostu od niego. Co do rutyny - każdy z pewnością ma swój własny sposób na jej pokonanie ;) wystarczy uaktywnić szare komórki i wachlarz pomysłów. Pozdrawiam :) M.

Guanta pisze...

Chętnie przeczytalabym cos o idealizowaniu partnera w zwiazku.. Potem czesto przychodzi mega rozczarowanie. Dobry tekst. Nie warto rezygnowac z siebie tylko dlatego, ze mamy kogos. Popelnilam kiedys ten blad, ale udalo sie go naprawic. Pozdrawiam. Pola. http://paulicjada.blogspot.com/

Fermina pisze...

ja osobiście czuję niedosyt po artykule, ale cóż, jak ktoś wyżej napisał- temat rzeczka i można rozmawiać godzinami, ale udany :)

a co do związków i rutyny, myślę, ze bardzo fajnie określa to jedno zdanie wypowiedziane przez Mignona MacLaughlina: "Udany związek wymaga wielokrotnego zakochiwania się - ciągle w tej samej osobie".
Pozdrawiam :)

Sunny pisze...

Doświadczyłam rutyny nie raz, niefajne uczucie. Jak do tej pory okazywało się, ze to po prostu nie ten.

Ale powiem wiecej czasem rutyna ma swój urok. Nie powiem jaki, to każdy powinien odkrć sam

Anonimowy pisze...

Masz rację: w związku nie można się ograniczać:)każdy powinien mieć trochę swobody- w końcu nie jest się ze sobą z obowiązku, ale dlatego, bo coś nas połączyło:) Jeśli czuje się, że związek zaczyna być klatką bez wyjścia, to znaczy, że coś jest nie tak:) uniezależnianie się od drugiej osoby prowadzi do zmniejszenia zaufania...o ile to zaufanie jest przy przebywaniu ze sobą 24h na dobę:) I zgadzam się z tym, że związek nie jest terapią, wręcz nie powinien nią być:) Pozdrawiam luckygirl:)

P.S. fajny blog;) masz dużo racji;)

Anonimowy pisze...

O! logo inne! Zobaczcie, tam w gorze! ;)

- anonimus

agato.art pisze...

każdy ma własne pasje...przyzwyczajenia... i naprawdę trzeba kogoś poznać aby się z nim związać na całe życie,aby później nie być rozczarowanym.Ja jestem wściekła ,jak słyszę,że moje koleżanki,koledzy się rozwodzą,kilka miesięcy po ślubie i zastanawiam się,gdzie znajdował się rozum ,gdy brali ślub??
w związku mamy dobre i złe chwile,na które musimy być przygotowani,nie wiadomo kiedy życie nas zaskoczy i nie zawsze jest tak kolorowo jak nam się wydaje...banalne ,a takie proste.Temat rzeka ...po raz czwarty...

Anonimowy pisze...

Hi hi, podoba mi sie najnowsza ankieta ;)))


- anonimus

piotrmanps pisze...

Rutyna zabija. Wiem to z autopsji. Każdy ma swój świat, swoją ucieczkę od rzeczywistości. I nie powiem, ale jest coś w tych 5 latach, oj jest. IMHO dotarcie się wymaga szczerych rozmów na temat związku, swoich celów/marzeń, sposobu postępowania w kryzysowych sytuacjach i inne. Czasami trzeba spojrzeć z boku na związek - chwila refleksji. Ale wielu osobom sprawia to duży kłopot, za który może przyjść zapłacić...

michasia pisze...

Bardzo przepraszam będąc singlem byłam szczęśliwsza niż teraz po piętnastu latach małżeństwa. Dopiero teraz wiem, że ten związek nie miał żadnych szans przetrwania.Tu nie chodzi o terapię, a o chemię...Niczego nie widziałam w swoim mężu złego, był ideałem. Jak to możliwe, że jest głupi (choć był mądrym), arogancki(kiedyś do rany przyłóż),cham (milutki),nieobowiązkowy (obowiązek przede wszystkim),itd. Jestem gotowa podjąć trud ratowania związku, ale jak wiadomo do tanga trzeba dwojga...

Anonimowy pisze...

a ja to sobie mysle ze cala ta "prywatnosc" i swoj swiat ma najwiekszy zwiazek z zaufaniem, bo jesli pozwalamy bliskiej osobie tworzyc taka odrebnosc to musimy pogodzic sie z tym ze bez nas on/ona swietnie sobie radzi i moze wtedy przyjdzie jej do glowy ze nie jestesmy juz potrzebni. Poza tym wszedzie, gdzie bedzie sama moze kogos poznac itd. Czyli oprocz zaufania poczucie wlasnej wartosci.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...