wtorek, 1 września 2009

1. dzień szkoły - z perspektywy nauczyciela

Pierwszy września, pierwszy dzień szkoły - to nie lada wydarzenie i dla dzieci i dla ich rodziców i dla... nauczycieli !

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda pierwszy dzień szkoły - z perspektywy nauczyciela ? Bo ja tak. Dlatego poprosiłem o napisanie tekstu na ten temat pewną nauczycielkę (która nawiasem mówiąc też bloguje).

Zapraszam do lektury tekstu prawdziwej nauczycielki o jej pierwszym dniu szkoły.



INTEGRALNY: Jesteś nauczycielką. Chciałbym zapytać Ciebie, jak właściwie wygląda pierwszy września z perspektywy nauczyciela?

Czym jest dla Ciebie osobiście pierwszy dzień szkoły - oprócz końca wakacji ?


1. września niezmiennie jest dla mnie dniem niesamowitym. Ani dobrym, ani złym, po prostu niesamowitym. Przede wszystkim jest to początek roku. Nie tylko szkolnego. Dla niektórych początkiem roku jest pierwszy stycznia, jak to w kalendarzu, a dla nauczycieli to 1 września.

Wtedy właśnie wyciągamy nowe kalendarze, widzimy uczniów po wakacjach, oceniamy, czy się zmienili, czy niekoniecznie. Wtedy patrzymy na naszych wychowanków i z wyrazu twarzy staramy się ocenić, jak to będzie w tym roku. Jest tyle możliwości, czeka nas tyle niespodzianek, będziemy poznawać się od nowa. Dlatego właśnie pierwszy wrzesień to początek pod wieloma względami.

Pamiętam początek roku dwa lata temu. Było dziwnie, bo to był mój początek w tej szkole (doświadczeniem nie powalam, ale wcześniej pracowałam w kilku innych). Patrzyłam na te dzieci, jak na potencjalnych wrogów. Dlaczego? Bo wolałam przygotować się na najgorsze. Zawsze liczę na najlepsze, ale spodziewam się najgorszego, wtedy trudniej się zawieść.

Nie miałam wtedy jeszcze wychowawstwa, więc też było inaczej. Nie musiałam przerabiać całej tej makulatury, która jest każdemu wychowawcy tak miła. Rok temu patrzyłam w twarze „swoich” uczniów, „swoich” dzieci (koleżanki mówią, żeby tak o dzieciech nie myśleć, bo można schizofrenii dostać, ale ja nie umiem inaczej).


Kilka stron notatek, bo wszystko trzeba powiedzieć, wszystko przedstawić. Dzieci znudzone, ja wykończona, dłonie całe spocone, w oczach obłęd. Ale udało się. Po roku mogę powiedzieć - lubię te dzieciaki, jakie by nie były. A teraz mi je zabierają (bom w ciąży). Szkoda. Przyzwyczaiłam się. Muszę spojrzeć im w twarz i powiedzieć, że się żegnamy na ten rok. Oczywiście nadal będę ich uczyć, ale już nie wychowywać. Ma to dobre strony, a mianowicie brak rodziców.

Cóż mogę powiedzieć, rodzice bywają różni i brak z nimi kontaktu czasami wychodzi nauczycielowi na dobre. A jednak brak tego wychowawstwa mnie smuci. Nie będę tęsknić za papierkami, o nie! Po prostu chciałam wierzyć, że te dzieciaki mi ufają, że lubią, że chociaż trochę szanują (może jestem naiwna…). A teraz koniec.

Jak wyglądał Twój pierwszy dzień szkoły - dzisiaj ?

I w końcu TEN dzień. Najpierw krótkie (na szczęście) przedstawienie wraz z hymnem. Oczywiście nikt nie śpiewał. Dobrze, jeśli w ogóle ktoś stał spokojnie zamiast gadać. Potem do klas. Spodziewałam się choć małego jęku zawodu przy pożegnaniu. Zawiodłam się, dzieciaki nie wyglądały na smutne, praktycznie mnie nie słuchały (jakaś nowość?), wyszłam szybko. Kurczę, chyba jednak cieszę się, że nie będę wychowawczynią, choć nie myślałam, że to powiem. Potem… nie, nie wyjście ze szkoły, nie dla nauczycieli. My mamy jeszcze papierki, które trzeba pouzupełniać, świadectwa z poprawkami do wydrukowania, dzienniki do założenia, plany do pobrania. Jakieś co najmniej dwie godziny roboty i dopiero można iść do domu.

Rok szkolny 2009/2010 uważam za otwarty!

Życzę powodzenia ! I dziękuję za rozmowę:)

Autorka tego tekstu napisanego specjalnie dla PSYCHIKI.net jest blogującą nauczycielką z dużego polskiego miasta. Jej pozostałe teksty o nauczycielskich perypetiach możecie przeczytać na jej blogu bloggingskylark.blogspot.com

Czy spodziewaliście się takich wypowiedzi nauczycielki? A jak Wy wspominacie Wasz pierwszy dzień (lub pierwsze dni) szkoły ?

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

hmmm
Nie wpadłoby mi do głowy, że 1 września to może być dla nauczyciela "nowy rok", a to faktycznie jest dość logiczne.
Pojęcie "moi uczniowie"
hmmm
Tak to już jest, że w pracy nie powinniśmy się "angażować", że dystans jest ważny, ale z drugiej strony cóż warta jest praca bez naszego zaangażowania, poza tym pięknie jest gdy my - uczniowie kochamy nauczyciela (pamiętamy go do końca życia) i piękne jest kiedy nauczyciel kocha swoich uczniów ... :)

pozdrawiam , marzmar

eminesia pisze...

Mam wrażenie, że nauczycielka ta uczy w szkole podstawowej. ;-)

casicta pisze...

sama o mało nie przyjełam posady nauczyciela i wtedy obiecałam sobie, że nie będę zaniżać poziomu będę typową panią S. młoda, po studiach z prawdą nr 1: dzień bez szmaty dniem straconym :]
to było pół żartem.

blogging.skylark pisze...

No cóż, pomyłka, eminesia. Uczę w gimnazjum :) Z pewnością jest to zupełnie inne i trudniejsze od uczenia w podstawówce, bo dzieci nie da się tak łatwo kształtować, ale z tej pracy też można czerpać swego rodzaju satysfakcję. Poszczegóły zapraszam na mojego bloga :)

Aleksandra pisze...

No tak... Nauczyciele się z nami męczą ;-)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...