środa, 1 lipca 2009

Nie zamykajmy się na cierpienie

Różnorodność emocji i uczuć ludzkich jest jak wachlarz kolorów tęczy, które to łatwo i lekko przechodzą z jednej barwy w kolejną.

Dlatego zamykanie się na cierpienie - może zabrać nam również to, co w życiu najpiękniejsze.


Radość.

Gniew.

Tkliwość.

Wstyd.

Zachwyt.

Obrzydzenie.

Przyjemność.

Smutek.

Czułość.

Wściekłość.

Strach.

Zazdrość.

Zadowolenie.

Rozdrażnienie.

Ekstaza.

Miłość.

Zwątpienie.

Szczęście.

Lęk.

Zawiść.

Ulga.

Wstręt.

Duma.

Współczucie.

Poczucie winy.

Rozkosz...


Tyle emocji i każda jest w życiu potrzebna.


Wszystkie emocje są przejawem naszego ustosunkowywania się do świata - nawet te, które są dla nas nieprzyjemne. Choćbyśmy nie wiem jak tłumili to, co siedzi w nas w środku, to nie oszukamy naszego ciała. Może pamiętacie, kiedyś napisałem notkę o tym, że psychika i ciało tworzą jedność. To oznacza, że wszystkie wypierane przez nas złe uczucia, nie dopuszczane do świadomości - znajdują swoje ujście w najprzeróżniejszych chorobach fizycznych. Podam Wam taki przykład.


Kobieta z wizytą u lekarza.

- I co u Pani słychać? Jak się Pani czuje? - pyta lekarz.
- Wszystko w porządku, panie doktorze, życie mam poukładane, dzieci robią kariery, w mojej pracy też awans za awansem, z mężem się dogadujemy, ale - ciągle coś tak jakby kłuło mnie o tu w sercu...



Jest bardzo możliwe, że ta kobieta wcale nie miała "poukładanego życia", to znaczy życia, w którym mogłaby realizować potencjały we wszystkich życiowych sferach - i zamiast przestać wciąż oszukiwać samą siebie, z dumą żyła tak, jakby jej życie było jedynie pasmem osobistych sukcesów i szczęśliwych chwil, zapominając o swoich najgłębszych potrzebach.

Chciałaby, by jej życie było doskonałe, a może wręcz czuła taką powinność jak w nerwicy - a jej serducho nie mogło dłużej już tego znieść !!!

Wiele naszych dolegliwości - jest właśnie natury psychosomatycznej: bóle głowy, alergie, problemy sercowe. A jakiekolwiek leczenie tych dolegliwości farmaceutykami jest leczeniem jedynie tego, co widać na powierzchni, a nie tego, co tę dolegliwość wywołało.


Leczenie chorób psychosomatycznych jedynie farmaceutykami jest tak naprawdę leczeniem na krótką metę, jest "zaleczaniem", które nie prowadzi do ogólnego zdrowia. Tutaj potrzebne byłyby bowiem konsultacje z psychologiem, psychoterapia.

Nie zamykajmy się na psychiczne cierpienie - jeśli cierpimy, bo prędzej czy później i tak coś w nas w końcu pęknie i wtedy dopiero będzie po ptakach. Uwierzcie, że łatwiej jest zapobiegać niż leczyć.

Warto uświadamiać sobie wszystkie emocje nawet te o tak zwanym znaku ujemnym i nie traktować ich NEGATYWNIE jako czegoś złego, niedobrego i w ogóle. Każda nasza emocja coś nam mówi o nas samych, bo to my ją wytworzyliśmy. Emocje nie pojawiają się jak grom z jasnego nieba, nie pochodzą z zewnątrz - one są nasze. Dbajmy o nie.

Odcinając się od emocji negatywnych, stawiamy mur dla emocji w ogóle, dla wszystkich: dla tych "bleee" i dla tych "ojej:)" - czyli pozytywnych. A odcinanie się od emocji stwarza nie tylko smakowitą pożywkę dla choróbsk fizycznych, ono - zabiera nam z życia szczęście.


Paradoks? Nazwijcie to jak chcecie, ale uważam, że szczęście w życiu polega na dostrzeganiu wielości jego odcieni, tonów, nasyceń, nawet tych niechcianych, nie uchodzących na pozór za przejawy szczęśliwego życia. A zwieńczeniem nauki takiego stosunku jest elastyczna, ale pewna siebie, w pełni akceptująca postawa - wobec TAK BARDZO pragnącej być szczęśliwą manifestacji naszej Natury...






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

czyli to znaczy, że ten ogromny odsetek osób cierpiących na np. alergię ma problemy psychologiczne kwalifikujące się na terapię? a co z osobami od urodzenia chorymi na wymienione choroby psychosomatyczne?

Integralny pisze...

@ Anonimowy -

Choroby, które wymieniłem mają naturę psychosomatyczną, co znaczy, że zarówno czynniki psychologiczne jak i konstytucjonalne mają swój wkład w ich pojawienie się.

Alergia jest również taką chorobą, bo jej przyczyna może tkwić w sferze psychologicznej, która świetnie się zgrała z niższą odpornością organizmu.

Osoba, która ma problemy z sercem czy cierpi na migreny na pewno skorzysta z uczestniczenia w terapii, na której może nauczyć się, jak radzić sobie z nałogami lub też jak kontaktować się z ludźmi, jak wyrażać swoje emocje i uczucia.

To, że ktoś jest na przykład profesorem biologii i wie wszystko na temat najrzadszych gatunków owadów nie musi oznaczać, że jest również specem od życia społecznego, życie rodzinnego, czy wreszcie - że ma dobry wgląd i żyje samoświadomie.

zimbabwe pisze...

Integralny wybacz, ale odpowiem z pozycji mnie jako osoby nawróconej a to co powiem będzie kontrowersyjne.
Psychosomatyka jest po prostu wymysłem. Na dodatek niepotwierdzonym naukowo. No i pomijam fakt że zupełnie nie zgadzającym się z podstawami mojej wiary... Ciekawe co powiesz na to, że jeden z moich znajomych psychologów nie potwierdza Twojej tezy? Taką właśnie tezę popierała sekta w której byłam wiesz ile mnie kosztowało to cierpień emocjonalnych i duchowych? Dlatego psychosomatykę będę zwalczać jak Dawkins religię :)

Integralny pisze...

@ Zimbabwe -

Pamiętam, jak opowiadałaś, że wyrwałaś się z sekty. Podziwiam i gratuluję.

Nie znam szczegółów Twojego wyznania, jednak wydaje mi się, że ogólnie chrześcijaństwo nie widzi konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a pojmowaniem człowieka całościowo - jako duszy i ciała, dwóch sfer, które nawzajem na siebie wpływają.

Gdybyś mogła przybliżyć mi Twoje stanowisko byłbym bardzo wdzięczny.

zimbabwe pisze...

Tylko że widzisz, gdybyś sięgnął trochę głębiej, to wiedziałbyś, iż psychosomatyka ma swoje źródła w dawnej astrologii. A astrologia jest grzechem. Poza tym nie wiem czy znasz ten werset: "I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże" Ewangelia Jana 9, 2-3. Poza tym psychosomatyka była szczególnie popularna w latach 30-50 XX wieku i została dawno obalona. Nie ma na nią żadnych naukowych podstaw.

Anonimowy pisze...

Po tytule tej notki spodziewałam się wpisu troszeczkę innego, w innym kierunku, myślałam, że opiszesz sytuację osób cierpiących z powodu chorób i jednostek, które widząc cierpienie innych zamykają się na nie z powodu różnych obaw (np. nie wiedzą w jaki sposób rozmawić z osobą chorą) Tymczasem piszesz o cierpieniu jednostki, codziennym..., o zmaganiach z naszymi uczuciami, które słusznie- i z tym się zgadzam -nazywasz wachlarzem barw(różnorodność emocji). Owszem poprzez uświadomienie sobie własnych uczuć, emocji możemy być szczęsliwsi,ponieważ możemy zacząć zmieniać swoje życie, negatywnym uczuciom należy dać upust, nie można ich tłumić (i nie mam tu na myśli jakiś huligańskich wybryków- wystarczy popłakać, żeby złe emocje uszły a świat wydał się kolorowy) nt psychosomatyki nie wypowiem się gdyż nie posiadam wystarczającej wiedzy ;) jedno co jest dla mnie pewne to świadomość własnych emocji a znając swoje emocję i ich przyczynę mogę coś zmieniać i dążyć do ich udoskonalenia ;D (chociaż ideałów nie ma) bywa też tak, że czasami wystarczy zwykła przyjacielska rozmowa, nie koniecznie psychoterapia odrazu jak piszesz i faszerowanie swojego orgazizmu różnymi pastylkami (którym jestem przeciwna) ale na naszą palete barw emocji ma też ogromne znaczenie otoczenie w którym żyjemy, ludzie z którymi spotykamy się na codzień, przebywamy.ich zachowanie wobec nas może mieć charakter dodatni lub ujemny. Mam na myśli to czy nas motywują, doceniają, akceptują, kochają,itd. czy też cały czas swoim zachowaniem utwierdzają daną jednostkę w przekonaniu jej beznadziejności, (braku akceptacji)...Pozdrawiam ;) M.

Anonimowy pisze...

@Marcinie

Napisałeś:
"odcinanie się od emocji stwarza nie tylko smakowitą pożywkę dla choróbsk fizycznych, ono - zabiera nam z życia szczęście"

Przypomniał mi się kolega. Kiedyś opowiadał o zmianach w swojej firmie które stresująco wpłynęły na pracowników. "Po mnie spłynęło to jak woda po kaczce, martwię się tylko jak inni dadzą sobie radę..." - powiedział. A widać było jak na dłoni, że jest kłębkiem nerwów. Minęło parę tygodni a on ciągle nie jest tym samym człowiekiem...

@ Zimbabwe

Zaintrygowałaś mnie. Nie przypuszczał bym, że psychosomatyka może mieć swoje źródło w astrologii... Może to jakaś forma astrosomatyki :)
Jak rozumiem psychosomatyka zakłada, że nasza psychika ma wpływ na ciało. Astrosomatyka mogła by zakładać, że gwiazdy mają wpływ na nasze ciało. Z tym, że na psychikę mamy wpływ a na gwiazdy tak nie bardzo :))
A tak na poważnie...
Cytowałaś fragment Pisma. Znam go :) Do tej pory wydawał mi się jasny... Jezus tłumaczył: to że ktoś jest chory nie oznacza, że z niego czy jego rodziny są jacyś straszni grzesznicy. Doskonały to nikt nie jest, wiadomo ale żeby tak nagrzeszyć by stracić wzrok to już musiało by być nie byle co. Jezus prostuje sprawę. Parafrazując mógłby On powiedzieć: choroba tego człowieka nie wynika z grzesznych czynów/myśli kogokolwiek. Zastanawiałem się jak grzeszność może się mieć do psychosomatyki. Hmm... chyba tak:
człowiek zły (szczególna grzesznoość) <-> zaburzenia psychiczne <-> choroba ciała.
Jednak by obalić Pismem psychosomatyzm należało by na jego podstawie wykazać tezę: nie istnieją zaburzenie psychiczne determinujące(wywołujące) chorobę ciała. Czy Jana9,2-3 to argument na taką tezę...?

@ Zimbabwe + Marcin = ... :))
By powiązać psychikę z ciałem obmyśliłem następującą sytuację:
ktoś żyje w ciągłym stresie (np. jest często publicznie poniżany/wyśmiewany że gruby czy nieporadny)
jak stres to i np. hormon kortyzol. Wpływa on na ciało, w końcu od tego jest :) Jak dużo i długo stresu => depresja (z badań wynika, że u osób w depresji poziom kortyzolu jest znacznie wyższy niż u bez depresyjnych)
Różni ludzie różnie radzą sobie ze stresem. Różne organizmy(biologia) różnie na stres reagują. A że może być tak różnie to nie ma co się spierać jak jest uniwersalnie konkretnie. Bo jest różnie choć w konkretnym przypadku złożenio-konkretnie.
Zgodzicie się ? :))

Pio

Anonimowy pisze...

Zgadzam się co do tego, że nasza psychika i ogólnie to co przeżywamy, ma odzwierciedlenie w naszym ciele (sama nieraz doświadczam tego na własnej skórze). Również wiele osób z mojego otoczenia cierpi na różne przypadłości (bóle głowy, ataki duszności, omdlenia, itp.) i to często z powodu silnego stresu. Lekarze w takich przypadkach zwykle nie potrafią powiedzieć nic konkretnego, przepisują leki, które mają złagodzić objawy, ale istota problemu nadal pozostaje. Jednakże nie zawsze jest tak, że to psychika wpływa na rozwój konkretnej choroby somatycznej (np. ktoś może być naprawdę szczęśliwym człowiekiem i cierpieć na astmę), prawda? Oczywiście jednak stresująca sytuacja może wpłynąć na to, że atak astmy w danym momencie się pojawi.
A tak na marginesie, odnosząc się do komentarza Zimbabwe, z całym szacunkiem dla Twoich poglądów ale nie rozumiem co (uznawana przez wielu specjalistów i wykładana na uczelniach) psychosomatyka ma wspólnego z astrologią i magią? A przytoczony cytat z ewangelii w jakim niby sensie neguje istnienie tego zjawiska? Na moje to Jezus mówi w nim tylko, że choroba nie jest karą za czyjeś grzechy, jak w tych czasach powszechnie uważano.

Emilia pisze...

Moja mama cierpi na psychosomatyczne dolegliwości bólowe. Jak tylko coś ją zaboli od razu leci do lekarza rodzinnego, a diagnoza lekarska zawsze ta sama: "Jest Pani zbyt podenerwowana i przeżywa dużo stresu". Wypisuje ziółka.
To samo z głośną ostatnio sprawą śmierci Michaela Jacksona. Uzależnienie od leków wynikało, wydaje mi się, w dużej mierze bardziej z natury psychologicznej niż fizycznej. Żal mi go, był wielkim artystą, a do tego moim idolem z dzieciństwa ;(.

Anika pisze...

Mojej przyjaciółce po śmierci ojca zaczęła drętwieć lewa strona ciała. Dziewczyna generalnie jest z tych, co w kaszę dmuchać sobie nie dają, a płacze tylko wtedy gdy nikt nie widzi. Jakiś mądry fizjoterapeuta zasugerował jej w końcu wizytę u psychologa. w każdym razie drętwienie minęło.

Jestem po 2 latach terapii i nauczyłam się, że ciało daje komunikaty jeżeli coś dzieje się z nami nie tak w sferze duszy. Nie należy tego demonizować bo ani w tym nie ma nic nadprzyrodzonego, ani nawiedzonego. To jest najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Osobiście mam idiotyczny, niezidentyfikowany ból palca lewej stopy w chwilach stresu. RTG i inne cuda miałam robione bo ból przypominał nasileniem złamanie. Ból łapie mnie w momencie kiedy idę na rozmowę kwalifikacyjną, załatwić jakąś sprawę urzędową... mam wrażenie, że poprostu moje nogi wolałby zostać w domu i nigdzie się nie ruszać, żeby uniknąć konfrontacji.

Anonimowy pisze...

no dobra Zimbabwe, ale czy zawsze NAUKOWO są wyjaśnianie np nagłe uzdrowienia? Dlaczego pacjentów np kiedy są poważnie chorzy stara się wprowadzać w dobry nastrój raczej? Osobiście uważam, że jeśli to nikomu nie szkodzi, a może tylko pomóc to nie należy tego zwalczać tylko dlatego, że coś jest niezgodne z religią -,-.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...