środa, 15 lipca 2009

Czy warto mieszkać razem przed ślubem?

Jak informuje psychologiczny portal Psychcentral.com, najnowsze badania naukowe dowodzą, że ryzyko rozwiedzenia się - rośnie u tych par, które zdecydowały się zamieszkać razem przed ślubem lub przed zaręczynami.

Czy więc warto mieszkać razem przed ślubem ?


Zanim przejdę do dalszej części tekstu, uzupełnię, że dodatkowo wyniki wyżej wspomnianych badań wykazały, że osoby, które najpierw zamieszkały razem - a dopiero później się pobrały, deklarowały niższy poziom satysfakcji z małżeństwa !


Dlaczego tak się dzieje ? - Trudne pytanie.


Gelena Rhoades, która kierowała tymi badaniami uważa, że pary, które mieszkają razem a które początkowo nie mają zamiaru się pobrać, w końcu robią to bo... i tak już żyją w konkubinacie.

Wnioskuję z jej wypowiedzi, że pobieranie się osób, które już mieszkają razem dzieje się - niejako automatycznie, beznamiętnie (stąd ta mniejsza satysfakcja).

Scott Stanley, psycholog, profesor z University of Denver, twierdzi, że bardzo mądre jest to, aby pary rozmawiały o swoim zaangażowaniu uczuciowym i o tym, co w związku może zmienić fakt zamieszkania razem - przed podjęciem decyzji o wspólnej chacie.

Moim zdaniem ma facet rację, bo mieszkanie razem to już nie randkowanie, w którym roi się od "ochów" i "achów". Trzeba żyć pełną parą a nie tylko od uniesienia do uniesienia.



Dlaczego niepoślubione pary decydują się na zamieszkanie razem ?


Zbadano również i tę kwestię.

Okazało się, że na pierwszym miejscu badani podając przyczynę zamieszkania razem wskazali na to, że... chcą spędzać ze sobą więcej czasu.

Też mi odkrycie ;)

Na drugim miejscu - przyczyną zamieszkania razem - była po prostu - wygoda :D

No tak , dużo wygodniej jest "mieć" partnera obok siebie niż gdzieś hen hen.

Następnie wskazywano na to, że partnerzy chcą po prostu przetestować swoją relację, sprawdzić jak to jest mieszkać razem, zanim podejmą tę ostateczną decyzję...

Hmm... Rozumiem takie podejście.

---
Jeśli chodzi o moje zdanie, to znam osobiście co najmniej kilka par [ liczę na palcach ], które już podczas studiów mieszkały razem - a teraz są szczęśliwymi małżeństwami. Czy się kiedyś rozwiodą ? - Tego nie wiem, ale póki co ich życie małżeńskie kwitnie. A zatem... Nie przemawiają do mnie te amerykańskie badania ;) !

A co Wy o tym myślicie?

Warto mieszkać razem przed ślubem, czy też nie ?







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net


Na podstawie tekstu , którego autorem jest Rick Nauert. Oryginalny tekst tutaj.

25 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ciekawy wpis, warto nad nim troszeczkę pomyśleć...Sama nie wiem czy zdecydowałabym się na wspólne stałe zamieszkanie z partnerem, może na takie pomieszkiwanie od czasu do czasu to i owszem! Jest coś takiego, że jak już się ma tą drugą osobę u boku a mieszkając razem tak właśnie jest no niestety, ale w jakimś stopniu już mniej się staramy, czar pryska, nie ma zaskoczenia, tajemnicy, wyczekiwania, które tak bardzo mocno i silnie przeżywamy podczas rozłąki z partnerem(ką). Mimo to wszystko chyba jednak zależy od osobowości, temperamentu i zaangażowania zakochanych!!! A zatem KOCHAJMY SIĘ!!! ( XII księga Pana Tadeusza A. Mickiewicz) Kochajmy się i łączmy się w pary, jak śpiewa KULT ;) miłość to piękne uczucie i niestety (albo stety, bo wtedy chyba nikt nie zawierałby małżeństwa) ale tego co bedzie w przyszłości nie da się przewidzieć czy nasze szczęśliwe życie we dwoje zakończy się rozwodem czy będzie trwało zgodnie z przysięgą na dobre i złe ;D, każdy ma swoją własną recepte na udane bardziej lub mniej życie :D pozdrawiam :D M.
PS. jak widzisz Marcinie ;) nadrabiam komentowanie twoich wpisów , Pozdrawiam :D

ja pisze...

No właśnie - gdy para nie mieszka razem, każde spotkanie jest na pewno okazją do radości, bo w końcu zobaczyło się tą naszą drugą połówkę. Gdy staje się to codziennością, cała magia pryska, no i pewnie przekłada się to na mniej magiczne małżeństwo. A z czasem wychodzą na wierzch małe "brudy" życia codziennego, np. to, że ktoś jest strasznym bałaganiarzem (/ja ;)), ktoś spędza za dużo czasu w łazience itp. Po ślubie już troszkę za późno na ewentualną korektę partnera, w dodatku świadomość, że jest się już połączonym węzłami formalnymi skłania do większej tolerancji.
To wszystko powyżej proszę otoczyć w ramkę, podpisać "gdybanie siedemnastolatka" i nie traktować jako doświadczeń życiowych ;)

triskaidekafil pisze...

OK, ale nie ma przecież podanego okresu, po jakim się takie pary rozchodzą. Z tego co rozumiem Twoi znajomi są "świeżo" po ślubie, także z takimi osądami chyba lepiej poczekać (choć oczywiście życzę im jak najlepiej!). Swoją drogą - ciekawe, czemu w jedne badania się wierzy, a w drugie niekoniecznie...

Diary mad mixer pisze...

Czesc! Pozwole sobie, podzielic sie moimi odczuciami i doswiadczeniami praktycznymi, zaobserwowanymi dotychczas. Wydaje mi sie, ze w kazdym zwiazku najwazniejszy jest zapach. Zapomnielismy, jako wyprostowane zwierzatka, ze nos pamieta w genach i po zamknieciu oczu, informuje co jest dobre ,co zle i co pomiedzy. Moglbym nie spac z moja przyszla, ale chcialbym ja bardzo dokladnie obwachac. I tyle. dj-j

Custom pisze...

Jak najbardziej pary zakochane powinny mieszkać razem, przez wiele miesięcy pod jednym dachem, najlepiej bez rodziców. To przygotuje ich w wejście w stanu małżeńskiego, gdy trzeba dbać o drugą osobę jeszcze bardziej.
Myślę, że takie rozwiązania mogą znacznie obniżać ilość rozpadających się małżeństw. Niestety, to zjawisko nigdy się nie skończy, ale te 10% można wyeliminować.

paskudaruda pisze...

W kwestii moich osobistych doświadczeń, powiem tak: ponad 5 lat razem, z czego prawie 3 lata pod jednym dachem. I nie wiem czy zdecydowałabym się na ślub (wszystko już zaplanowane ;) gdybyśmy razem nie mieszkali przez ten czas. Może dla jednych potrzeby jest "papier" by starać się i chcieć być razem mimo wszystko. Mnie ten czas wiele nauczył o miłości. Nie jest łatwo, ale warto zdecydować się na ten krok i poznać kogoś od trochę innej strony zanim złożymy przysięgę na wieki wieków amen.

Anonimowy pisze...

Sami zaliczamy się do osób które mieszkają bez ślubu - stuknęły nam 2 latka :) Bez ślubu bo nie mamy zbytnio za co go urządzić żyjemy od 10 do 10 kalendarzu, cóż taki los studenta. Chcemy być razem na zawsze, a ślub czy coś zmieni, nie sądzimy, no może poza sprawami prawnymi i spełni się marzenie małej dziewczynki o białej sukience ;) Zamieszkaliśmy ze sobą jako narzeczeństwo po 2 miesiącach znajomości i dalej płyniemy choć jest czasem ciężko, ale to normalne w każdym związku. Ja ta damska połówka uważam że mieszkanie przed ślubem to dobry pomysł pozwala poznać drugą osobę dużo lepiej niż randki. Szczęścia wszystkim :)Zakochani

Teolinek pisze...

Trudno o takich sprawach pisać na podstawie tylko własnego doświadczenia - bo życie mamy jedno, decydujemy się na coś i nie bardzo wiadomo, jakby było, gdybyśmy zdecydowali się na coś innego...

Intuicyjnie myślę, że jeśli odkłada się wspólne zamieszkanie na po ślubie, to to może zmobilizować do przegadania tematu w te i wewte. Jest jakoś ważniejsze. Nie rozcieńcza się, nie da się przeoczyć.

Zamieszkiwanie razem dopiero po ślubie, jeśli nie jest wymuszone z zewnątrz, to chyba też przejaw dużej determinacji. I w sumie parcia do bycia razem: chcę być z tobą, wziąć ślub, mieszkać - nawet jeśli nie będzie idealnie. Nie muszę cię sprawdzać, chcę być z tobą, niezależnie od twoich wad, które już znam i które zapewne poznam po ślubie i wspólnym zamieszkaniu.

No. To sobie pogdybałam. Póki co mieszkamy razem, bez ślubu. Jak się dalej życie potoczy? A któż to wie. Za trudno było osobno, bo to osobno łączyło się z duuuużą odległością. Jakby było, gdyby nie ta odległość? Nie wiem, oczywiście. Na pewno inaczej, ale inaczej-jak?

P.S. Magia drugiej osoby mi w ogóle nie blaknie w codzienności. Jasne, jest inaczej, ale wcale nie bardziej "nijako"!

Anonimowy pisze...

Różnie to w moim życiu bywało, były randki i było pomieszkiwanie ze sobą, było również mieszkanie i wspólne dzielenie każdego dnia na dobre i na złe chwile.
Zawsze uważałam, że ludzie powinni ze sobą zamieszkać i poznać się dokładnie, aby podejmować decyzje dotyczącą małżeństwa w sposób absolutnie świadomy mimo iż nie uważam związek małżeński jako coś co musi trwać do końca życia.
Jeżeli komuś związek zbyt szybko spowszednieje, jeśli szybko pryśnie czar, to tylko w przypadku "niedoboru" tych dwojga,świadczy również, że to nie jest Ten związek i że należy się rozstać, bo tym dwojgu ze sobą nie po drodze i nie dlatego, że jedno z nich jest "be" (i tu ucieknę się do przenośni zapożyczonej od jednego z moich przedmówców komentujących ten temat) tylko dlatego, że tych dwojga miało okazję się "obwąchać" i że zapach jednego nie pasuje drugiemu i dotyczy to zarówno fizyczności jak i psychiki i innych ważnych czynników składających się na całość każdego z nich.

Pozdrawiam, marzmar :)

afekt pisze...

Wspólne zamieszkanie przed ślubem jest jak najbardziej wskazane. Choć może moje zdanie zabarwione jest stanowiskiem, że ślub to kwestia wiary, nie ma większego wpływu na związek. To tylko symbol.
Samo zamieszkanie razem, o to już ma pewne znaczenie, duże. Gdyż pociąga za sobą wiele konsekwencji.
Dla mnie, wspólne zamieszkanie jest jak ślub pod pewnym względem jednak. Tak samo jak głupotą jest spieszyć się do ślubu, równie wielką głupotą jest zbyt szybkie wspólne mieszkanie. Ludzie jeszcze się nie dotarli a skazują na wspólne lokum. Tak, oczywiście, że dotrą się w mieszkaniu. Ale po co takie ryzyko? Nie bądźmy ignorantami, skoro tak bardzo się kochamy, to czemu ryzykujemy (gdy zbyt szybko) zamieszkanie razem? Przecież, jeśli za wcześnie, tym większe prawdopodobieństwo, że będziemy mieć siebie dość. Niektórzy ludzie biorą niepoważnie, biorą za symbol: jak ze sobą wytrzymamy, to znaczy, że nasza miłość jest wielka i szczera.
Decyzja o wspólnym zamieszkaniu, powinna być podejmowana głową a nie sercem. Serce jest głupie i ślepe, podejmuje zwykle niepotrzebne ryzyko.
Podsumowując, z mieszkaniem powinno się poczekać aż dobrze się dwie osoby poznają i przedyskutują to. Inaczej (niespodzianka!) zadziała to wręcz na odwrót. Zabije uczucie szarą codziennością i przykrzącą się obecnością, odbierając czar.

Anonimowy pisze...

oczywiście, że dobre jest mieszkanie ze sobą przed ślubem. to tak jak przedślubny seks. lepiej się poznać z każdej strony przed ostateczną decyzją o tym, że do końca życia będziemy z jedną osobą. chociaż z drugiej strony... kiedyś słyszałam fajną sentencję, że dwa razy w życiu wyłazi z człowieka to co najgorsze. przy pogrzebie i przy ślubie :) ja mieszkam z chłopakiem już 1,5 roku :) i jest nam ze sobą bardzo dobrze, mimo tego, że zamieszkaliśmy razem po 4 miesiącach znajomości. więc tak naprawdę na takie szczęście nie ma reguły. zależy to tylko i wyłącznie od tej dwójki ludzi, którzy się na to decydują.

Sandrita

P.S. Pozdrowienia Integralny! :)

matipl pisze...

Przytoczone badania potwierdzają moje osobiste obserwacje.

Poza tym wyniki bardzo logiczne,ponieważ...
Jeśli mieszkamy razem przed ślubem, i się nagle decydujemy to wierzymy, że to coś zmieni, mamy nie wiadomo jakie wyobrażenia, a jest...Tak samo jak przed, zwykła codzienność...

Gdy decydujemy się na ślub z pomyślunkiem, przygotowaniem, że nie będzie łatwo, to takie związki nijako są lepiej przygotowane do wspólnego mieszkania, niż pary które podejmują decyzję bo chcą spędzać ot, więcej czasu ze sobą...
A po pewnym czasie uważają, że partner się zmienił, bo przed było tak super, a tutaj nie umyte naczynia, nagle jest zmęczony itp.

agnieszka pisze...

My mieszkamy ze sobą od roku bez ślubu. Każde z nas ma swoje obowiązki. Gdyby do tego wszystkiego dodać czas na zmianę ubranek na śliczne i pachnące po pracy, prysznic, dojazd i powrót do domu widywalibyśmy się pewnie godzinkę dziennie. Nie wyobrażam sobie przy czymś takim decyzji o ślubie. Oboje jesteśmy bardzo zadowoleni ze wspólnego mieszkania. Znamy swoje wady i świadomie (nie przymuszeni węzłem małżeńskim, który nie bez przyczyny ma taką nazwę) decydujemy się na wspólne życie. Ślub nic nie zmieni. Prawdopodobnie go weźmiemy prędzej czy później, ale bez względu na niego jesteśmy ze sobą na dobre i złe.

cassia pisze...

Wspólne mieszkanie staje się pewnego rodzaju testem, z nasuwającym się pytaniem: czy damy radę żyć ze sobą? Czegoś tu nie rozumiem. Każdy człowiek ma inny temperament, ale spotykając się, przebywając często z drugą osobą, trochę się do niej upodabniamy. Korygujemy swoje złe przyzwyczajenia, wady by przypodobać się drugiej osobie. Można poznać człowieka nie mieszkając z nim. Spytacie: jak? Spędzając z nim dużo czasu, lecz nie 24/24 Ważne by co kilka tygodni przeprowadzić "poważną" rozmowę i powiedziec sobie o zaletach i o tych trudnych wadach. Nie można niektórych rzeczy przemilczeć, bo po ślubie może wyjść szydło z worka. W trakcie studiów lepiej zająć się nauką, bo całe życie przed nami by cieszyć się sobą. Analiza zachowań w związku jest tak ważna jak śniadanie, bez tego ani rusz. Myślę, że to jest lepszym miernikiem niż wspólne mieszkanie. Ci ,którzy są ze sobą od wielu lat a nie mieszkają razem, to czekają ślubu, by móc zamieszkać i jeszcze bardziej cieszyć się sobą. Radość ze spotkania, nie odbierajmy jej sobie tak szybko. Wyczekiwanie to oznak miłośći, zaangażowania i próby. Z drugiej strony Ci, którzy przebywają ze sobą non stop przyzwyczajają się do swojego widoku i nie myślą o ślubie, bo tak im dobrze. Czy nie za dobrze? Nie muszą się ze sobą umawiać, bo przecież widują się codziennie. Czekamy ślubu,

Anonimowy pisze...

mi się tam bardzo podoba ten wpis :) zgadzam się z nim w 100%
skoro para przed ślubem współżyła, to dlaczego nie współżyć z kimś INNYM po ślubie? i tu bardzo blisko do rozwodu..
poza tym, to kwestia wiary. wiara chrześcijańska tego zabrania z czystej miłości do ludzi, bo zamieszkując razem przed ślubem, po prostu się niszczą i topią się w tym bagnie, uważając to wszytsko za normalne.

Sunny pisze...

Zabrakło jeszcze powodów finansowych ;)

Ja mieszkam z chłopakiem i jest nam fantastycznie! To też próba charakteru - czy umiecie się dogadać.

Anonimowy pisze...

Uważam te badania za bardzo wiarygodne.
Myślę, że to kwestia podjęcia odpowiedzialności za osobę, którą się kocha, za siebie i za dzieci, które czy się chce czy nie, mogą się z takiego "wspólnego zamieszkiwania" począć. Dążenie do mieszkania razem i jednoczesna niechęć do ślubu to komunikat wysyłany do partnera "będę z tobą tylko dopóki będę miał na to ochotę". Nic więc dziwnego, że związki oparte na tak egoistycznym założeniu dają mniejszą satysfakcję i częściej się rozpadają.
Poza tym małżeństwo sprawdziło się przez tysiące lat istnienia cywilizacji i żadna namiastka go nie zastąpi.
Piszę to nie tylko na podstawie własnych doświadczeń, ale też na podstawie codziennych obserwacji życia innych rodzin "od kuchni", co się wiąże z moją pracą zawodową.

Anonimowy pisze...

Mieszkanie przed ślubem to kiepski interes dla kobiety. Dla faceta to idealna sprawa. Ślub to jakieś zobowiązanie. Facet nie lubi zobowiązań. Chce mieć seks bez obowiązków. Kobieta z reguły wolałaby ślub a potem mieszkanie i seks ale nie stawia wymagań facetowi, bo się boi że odejdzie do innej, która takich wymagań nie ma. Po roku kobieta dopytuje się o ślub, ale facet ma mieszkanie i seks więc do ślubu mu nie śpieszno. Jak facetowi zależy na kobiecie to w przypadku zdecydowanej odmowy życia przed ślubem poczeka. Jak mu nie zależy to pójdzie do innej. Braz seksu i zamieszkania przed ślubem to test. Warto taki test przejść i sprawdzić się, czy potrafimy wytrzymać. Potem w życiu są różne sytuacje - wyjazdy w delegacje, ciąża, kiedy nie można współżyć. Nie wiem jak facet, który miesiąc nie potrafi wytrzymać bez seksu wytrzyma kilka miesięcy po porodzie dziecka, kiedy nie da rady współżyć. Często w takiej sytuacji zdradzi partnerkę.
Ja świadomie nie zamieszkałem z żoną przed ślubem i nie nalegałem na seks. Zresztą większość moich kolegów też nie mieszkała przed ślubem. Do dzisiaj nikt się nie rozwiódł, a każde małżeństwo ma po kilka lat stażu. Z tych co znam i żyli przed ślubem to około 50% już się rozwiodło

Anonimowy pisze...

Można z badań wysnuć daleko idący wniosek, że badacze proponują aby w celu zwiększenia satysfakcji z małżeństwa, nie mieszkać razem przed ślubem... Ale to skończyłoby się ogromną falą rozwodów :). Zwyczajnie nie można związać się małżeństwem z osobą, z którą się nie mieszkało. Tak, jest to ogromny test dla związku.. jak i dla każdej relacji. Wielokrotnie przyjaciele przestają być przyjaciółmi, gdy mieszkając razem odkrywają inne strony swojej osobowości. A co dopiero w związku?

Anonimowy pisze...

A ja jestem ężątkąponad rok i nie mieszkaliśmy razem przed ślubem ani nie było seksu. I teraz jest super w każdej sferze. A Parki które decydują sie na zamieszkanie razem aby sie sprawdzić są śmieszne (sorrki ;) )Piszą tu tak jakby myślały że małeństwo to bajeczka :) Ale życie nei jest bajeczką, bedą i brudne skarpety, i codzienne problemy, obowiązki, tylko że na ile jest miłość - na tyle da się wszystko przejść. Nie trzeba razem mieszkać zeby się poznać, po co mi poznawać faceta jako mężą jesli jest teraz chłopakiem lub narzeczonym.Na wszystko przyjdzie czas. A czas chodzenia i narzeczeństwa jest bezcenny. Pary które to omijają pakując sie odrazu komuśdo domu (i łóżka) duuuuużo tracą. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Współczuję jeśli ktoś ma wyobrażenie o małżeństwie jako "paśmie nieszczęść, udręk, codziennych problemów" i "brudnych skarpet". Ja mieszkałam razem z moim mężczyzną 4 lata przed ślubem, teraz jesteśmy 8 lat po (zaznaczam, że wtedy mieszkanie na kocią łapę było w ogóle "dziwne i nowe").Nadal mam sielankę w domu! Problemów wyraźnych brak, wspaniała 6-letnia córka, doskonały mąż, który jest ze mną jakby od zawsze. Nie kłóciliśmy się zanadto przed ślubem jak i nie kłócimy się teraz. Grunt to prawdziwe dopasowanie, nieskończona miłość i tolerancja, a także pośrednio dobre zarobki zapewniające psychiczne bezpieczeństwo i świetny seks. Gdybym miała cofnąć się w czasie to akurat w ramach związku nie dokonałabym żadnych zmian.

Anonimowy pisze...

Cyt. "Grunt to prawdziwe dopasowanie, nieskończona miłość i tolerancja, a także pośrednio dobre zarobki zapewniające psychiczne bezpieczeństwo i świetny seks". Gratuluję wypowiedzi, która przytaczam powyżej. Jeżeli to są argumenty gwarantujące udane życie to gratuluję. Słowo tolerancja to nie jest pozytywne słowo, wprost przeciwnie oznacza. z łac. przecierpieć znosić!

Anonimowy pisze...

zależy mi bardzo na kimś i każdą wolną chwilę chciałabym z nim spędzać, znamy się trzy miesiące, ze sobą jesteśmy od dwóch tygodni, pewnie kiedyś zamieszkamy razem, myslę o tym i on pewnie też ale ma takich rozmów, za wcześnie na nie;-) zastanawiam się kiedy pary powinny zamieszkać razem, czytałam że po czterech miesiącach ktoś zamieszkał już. Nie śpimy ze sobą , smiejemy się ze dopiero po ślubie, on myślę ze by wytrzymał, gorzej ze mną;-)

Anonimowy pisze...

wspolne mieszkanie przed zabija cały czar.Podchody ,tesknoty, wycie z tesknoty do ksiezyca juz sie nie przytrafi nawet. Nie ma czekania pod fontanna tuz po 17 i zastanawainia sie jaka od dzis wlozy koszule i czy pamietał ze obiecał cos przyniesc. Nie ma juz randek ,całego czaru.Ale za to jest proza zycia czyli kłotnia kto ma myc patelnie albo zamiast kłotni mycie patelni za kogos (7 raz w tym tygodniu) pranie bileizny ,porzadki zmeczenie .czyli to co w tym magicznym okresie przedslubnym nie powinno miec miejsca.

Anonimowy pisze...

Hej! Powiem za siebie i mojego chłopaka, z którym razem przeczytaliśmy tą zastanawiająca notkę. Mieszkamy razem, żyjemy razem, dzielimy się finansami... Nie mamy ślubu, ba nawet go nie planujemy w najbliższym czasie. Nie liczymy też czasu, który ze sobą spędzamy. Dlaczego? Bo nie ma to większego sensu. Jeśli dwójka ludzi się kocha, to czy mają ślub czy nie, nie gra roli... Ważne, żeby podsycać uczucie. Jak? Przypomnijcie sobie początki waszych związków a znajdziecie odpowiedź ;)
Ślub i tak będzie dla nas ogromnym przeżyciem. Czemu? Bo zależy jak kto do niego podchodzi. Jeśli ma być to potwierdzenie uczucia, ukoronowanie gestem to sądzę, że kwestia mieszkania razem nie zagra tu żadnej, nawet najmniejszej roli ;)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...