sobota, 20 czerwca 2009

Randka z samoświadomością

"Żyj chwilą" - znacie ten slogan? Na bank.

Hasło to powtarzane jest niemal na wszystkie możliwe sposoby, serwowane w najprzeróżniejszych formach, mniej lub bardziej zmodyfikowane wtykane między wersy piosenek, przekazy reklamowe, powtarzane przez media, które nieudolnie starają się wyznaczać trendy. Kto głośniej, kto dosadniej przekaże odbiorcom, że warto żyć chwilą. Dobre hasło, dobrze sprzedaje, kto by właściwie zastanawiał się co ono znaczy.

Co tak naprawdę oznacza żyć chwilą?


Często zastanawiam się nad rolą mediów kształtujących świadomość Polaków. Wielu ludzi nie widzi świata poza tym, co serwuje im telewizja, czy ich ulubione radio. Kloc plastiku z kineskopem albo mały tranzystorek staje się dla wielu jedynym oknem na świat, z którego należy, powinno się czerpać wiedzę. A raczej: niewiedzę.

Życie chwilą kojarzy się zatem wielu osobom z życiem na wysokich obrotach, napędzaniem mózgu kofeiną, nikotyną, czy alkoholem (a nawet twardymi dragami typu amfetamina, czy LSD), z szaleństwem w sklepach (wydawaniem ponad stan, zadłużaniem się na kartach kredytowych, kupowaniem bo akurat tylko teraz promocja).

Życie chwilą wielu osobom kojarzy się z szaleństwem w dyskotece kiedy to nowopoznany chłopak ("Naprawdę niezłe ciacho!") po postawieniu drinka zaprasza na przenocowanie u siebie ("A co mi tam! Raz się żyje!").

Życie chwilą wielu kojarzy się z tym, że wszystko co robimy, robimy raz w życiu - co oznacza, że należy na polskich jezdniach zasuwać 120h na godzinę i nie zważać na to, że może zaskoczy nas zakręt, którego nie zdążymy wyrobić. ("Wciskam gaz do dechy! Niech żyje młodość!!" a może: "niech żyje śmierć"?).

To nie tak, moi Drodzy. Moim zdaniem życie chwilą jest zupełnie czymś innym.


Życie chwilą jest w moim mniemaniu czymś na kształt przypominającym buddyjskie wyzbycie się swojego ego. Traktuje o tym tak zwana buddyjska Mała Droga.

Życie chwilą jest dla mnie czymś na kształt przypomnającym transgresję Kozieleckiego (kiedy wychodzimy ponad to, co serwuje nam kultura, zastany porządek czasów i obszarów a także indywidualne ograniczenia).

Życie chwilą jest zmianą dokonującą się wewnątrz nas, na najgłębszym poziomie. To jak wędrówka za samym sobą, którą doskonale Carl Gustav Jung streszcza w słowie indywiduacja.

Randka z samoświadomością jest dla mnie zawsze wydarzeniem, z którego czerpię energię na to, co przynosi dzisiaj. Tak - dzisiaj.

Wielu ludzi uważa bowiem, że skoro nie ćpają, nie szaleją ponad stan, nie nadużywają społecznie ustalonych norm - żyją właśnie chwilą. Przecież negują oni te wszystkie przykłady, które wymieniłem wyżej.

Bardzo sprytnie, ale to jeszcze nie to, Kochani.

Życie chwilą to tak naprawdę całkowite uwolnienie się z kajdan poczucia winy, żalu i gniewu, w które zakuła nas nasza przeszłość, lęku i niepewności tego, co nastąpi, w które wciąż próbuje zakuć nas nasza przyszłość. Aby całkowicie wyzbyć się z niszczących wpływów przeszłości i przyszłości, należy każdego dnia starać się z tym, co wczoraj i jutro - paradoksalnie zintegrować. Nie uciekać. Nie lękać się. Nie szperać jak w starej szufladzie tylko po to, aby uczucia nazwać i zostawić tak jak były - a przeżyć raz jeszcze, zaakceptować i pokochać.


Można dokonać tego z pomocą psychoterapeutycznych sesji lub próbując na własną rękę (co będzie o wiele bardziej trudne) - budować wizerunek samego siebie najbardziej prawdziwie, jak to tylko jest możliwe.

Prawda o nas samych (ta niepożądana) często boli, lecz i ból czasami jest konieczny, by wygrać walkę o własne szczęście.

Randka z samoświadomością niech stanie się Waszym sposobem na życie, by każdego dnia dodawała Wam energii ta siła, która drzemie właśnie w Was.

Uświadamiać sobie siebie - to bardzo trudne, nieustające zadanie. Jeśli chcecie nauczyć się tego dokonywać każdego dnia, nie musicie czytać żadnych poradników. Aby udać się na randkę z samoświadomością, nie musicie wcale czytać bloga PSYCHIKA.net. A jeśli już czytacie mojego bloga pamiętajcie o tym, że refleksje, które rodzą się we mnie i które w postaci cyfrowej trafiają do Was są jedynie mapą mojej osobistej wędrówki, ścieżki, po której stąpam...

Mapa może Wam pomóc eksplorować obszar, ale jedynie jej czytanie nie da Wam tych wrażeń, które z wędrówki czerpie sam Odkrywca...


Może zatem już dziś czas powiedzieć "Witaj Przygodo", udając się na własną randkę z samoświadomością ?







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z tym, że gniew, żal, lęk nie pozwalają w pełni żyć chwilą. Fajna myśli :)
Napisałeś:
"Życie chwilą jest ZMIANĄ dokonującą się wewnątrz nas (...)"
Zmianą...? tego za bardzo nie rozumiem. Pojęcie "życie chwilą" zdaje się sugerować umiejętność czerpania z teraźniejszości. Umiejętność życia chwilą była by zatem podłożem do zmian a nie zmianą samą w sobie. W końcu przecież, jak sam napisałeś życie chwilą jest związane z "uświadamianiem sobie siebie". Jeżeli więc "żyję chwilą" czyli na bieżąco wiem co z tym (np.Piotrkiem-czyli mną), to dopiero wtedy mogę się zmieniać. Bez wiedzy o sobie przypadkowe zmiany były by skutkiem błądzenia po omacku. A najprędzej to tych zmian w ogóle by nie było. Czy tak? :)

Pio

Integralny pisze...

@ Piotrku,

dziękuję za Twoje pytanie.

Życie chwilą nie jest w moim przekonaniu budulcem, jak cegła, czy drewno

- lecz jest ono niemalże tożsame z samym procesem indywiduacji, którego kryterium obok dotykania celu, sensowności życia i psychicznej pełni - jest ciągłe dojrzewanie osobowości.

To dojrzewanie osobowości jest dla mnie w tym wypadku właśnie tą dziejącą się zmianą, o którą zapytałeś.

Anonimowy pisze...

Już Ciebie nieco lepiej rozumiem :) Dzięki !! By jednak jeszcze lepiej pojąć Twoją ideę "życia chwilą" podpytam dalej...

Napisałeś:
a) Życie chwilą jest w moim mniemaniu czymś na kształt przypominającym buddyjskie wyzbycie się swojego ego.
b) Życie chwilą jest (...) jak wędrówka za samym sobą, którą doskonale Carl Gustav Jung streszcza w słowie indywiduacja.

Jak pogodzić ukute przez Junga pojęcie indywiduacji z wyzbyciem się swojego ego?
Do tej pory rozumiałem indywiduację jako proces w którym jak najbardziej "zatrudniamy" ego.

Pio

Integralny pisze...

@ Piotrku,

'hinajana' czyli inaczej buddyjska Mała Droga jest jednym z poziomów buddyjskich nauk uczących, że wszystko w świecie ma swoją przyczynę i skutek, a także o tym, co uwypukliłem w tym wpisie, że nasze "ego" jest zniewalającym nas złudzeniem. To właśnie ono sprawia, że cierpimy na naszą przeszłość i lękamy się o nasze jutro.

Indywiduacja jako proces samourzeczywistniania się "ukuty" - jak to określiłeś - przez Junga, jednego z moich najbardziej ulubionych badaczy ludzkiej psychiki, polega na nawiązaniu i pogłębianiu relacji z najgłębszym, najpełniejszym, oddychającym nieskończoną mądrością archetypem, drzemiących w nieświadomości zbiorowej - a mianowicie z Jaźnią.

Oba zjawiska mają odmienne założenia, wzrosły na zupełnie odmiennych kulturowych gruntach - a jednak oba mają swoje znaczeniowe ujście w kontakcie z tym co ponad nami, z Absolutem, z Bogiem lub jak kto woli z Naturą.

Anonimowy pisze...

@Marcinie,

Egkh.... trochę to trudne do ogarnięcia. Ale jak sobie w głowie ten temat poukładam radość będzie większa :)

Ja "ego" rozumiem jako wewnętrznego doradcę mówiącego jak żyć. Ten doradca posiada:
a)subiektywną wiedzę o sobie [zbiór opinii na swój własny temat (wszystko co mogę powiedzieć o swoich potrzebach o swoim systemie wartości, postępowaniu)
b)subiektywną wiedzą o środowisku w którym przyjdzie działać.
Doradca ten "znając" siebie i okoliczności podpowiada: zrób tak a tak poczuj to a to.
Jeżeli moje zrozumienie tego czym jest ego jest poprawne to :

1) buddyjskie podejście do wyzbycia się ego celem ucieczki przed cierpieniem przypomina mi trochę ucieczkę przed samym sobą. Prawdę mówiąc nie wiem jak filozofia buddyjska w praktyce uwalnia od cierpień i lęków. Czy chodzi o medytację. Czy to jest sposób na "życie chwilą"?
Napisałeś, że sposobem na wyzbycie się niszczących wpływów przeszłości i przyszłości nie jest ucieczka. Lepiej jest nauczyć się akceptacji tego co się wydarzyło. Lepiej przepracować niektóre sytuacje z psychologiem. Te myśli wydają się dla mnie rozsądne i praktyczne. Myślę, że zastosowanie się do tych rad można określić jako reperację wewnętrznego doradcy -"ego". Z nareperowanym doradcą można już samemu sprawnie działać :)
A więc uciekać z "ego" czy je reperować?

2) podejście Junga do indywiduacji to, jeżeli dobrze Ciebie zrozumiałem:
krystalizacja zdrowych punków odniesienia w oparciu o które człowiek mógłby prowadzić satysfakcjonujące życie. Innymi słowy np. Bóg byłby dla osoby przechodzącej indywiduację... hmm no właśnie kim by był?
Napisałeś o indywiduacji:
"To jak wędrówka za samym sobą..."
Czy w takim razie według Junga relacja z Bogiem to relacja z osobistym wyobrażeniem tego kim Bóg jest? I jak taki kontakt z Absolutem miałby wpływać na "zmianę dokonującą się wewnątrz nas"?

Pio

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawa notka z głęboką treścią. Daje do myślenia. Sama lepiej bym tego nie ujęła ;-).

Konrad pisze...

@Marcinie, dla takich wpisów czytam Psychikę - jeden z najlepszych odkąd zacząłem. (prawie rok temu)

@Piotrze, podejść jest tyle, ilu jest ludzi. W Buddyzmie, jak w życiu, każda linia, każdy nauczyciel może przedstawić zagadnienia i wnioski we własny sposób, bo są one wypadkową jego wiedzy i przeżyć. Buddyzm jest drogą przez indywidualne doświadczenie i *zrozumienie* "natury rzeczy". Czy z tego punktu twierdzenie, że buddyjskim podejściem jest ucieczka od czegokolwiek, jest słuszne?
Buddyjską drogą jest zrozumienie i pokochanie każdej rzeczy i każdego zjawiska. W pięknym filmie "Why Did Bodhi-Dharma Left for the East?" pada zdanie:
I became a hermit to free myself from the dust and the dirt of the world, looking for perfection. But I realized that it was impossible without loving the garbage and the dust of the world, even life's passions. One has to embrace all manner of things.
Myślę, że w ładny sposób odpowiada ono na Twoje pytanie i zamyka mój skromny komentarz :)

pozdrawiam,
Konrad

Integralny pisze...

@ Piotrku, bardzo się cieszę, że fascynuje Ciebie psychika człowieka.

Wyzbycie się własnego ego w znaczeniu buddyjskim wcale nie oznacza ucieczki przed samym sobą, mało tego: powiedziałbym, że doświadczanie autoranscendencji jest zbliżaniem się do prawdziwości samego siebie.

Buddyści używając słowa ego nie do końca mają na myśli to, co za ego uważają psychologowie; ktoś kiedyś powiedział, że buddyzm zaczyna się tam, gdzie kończy się psychologia.

Jeśli chodzi natomiast o indywiduacyjną ścieżkę Junga, jest ona powiązana z doświadczaniem kontaktu z Jaźnią, którego symbolami w kulturze i sztuce są na przykład Krzyż (Chrystusa) lub (buddyjska) Mandala. Jung nie wierzył w Boga, on wiedział, że Bóg istnieje - a mieszka w naszej psychice, która przecież jest rzeczywista, choć nie do zbadania empirycznie.

Polecam Ci serdecznie lektury Carla Gustava Junga oraz pozycje na temat filozofii/religii jaką jest buddyzm. Choć jestem katolikiem, uważam, że wciąż mało jest chrześcijańskiej literatury na temat mistycznych doświadczeń.

Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć Tobie na podstawowe dręczące Cię pytania, a jeśli nie, to na kolejne odpowiem chętnie w formie wpisów, daj mi proszę jednak czas, bo obecnie przygotowuję się do obrony pracy magisterskiej na zupełnie inny temat :)

Pozdrawiam serdecznie:)


@ Anonimowa,

Super, cieszę się, że wpis Ci się podoba.


@ Konradzie,

To bardzo przyjemne móc dowiedzieć się, że w Twojej opinii ten wpis jest jednym z najlepszych w historii bloga. Jak dobrze rozumiem interesuje Cię tematyka mistycyzmu oraz filozofia buddyjska.

Jest w tym sporo prawdy, buddyzm ma wielu nauczycieli, którzy koncentrują na różnych poziomach samorozwoju. Wielość nauczycieli związana jest również z rozłamem podyktowanym spornymi kwestiami dotyczącymi inkarnacji Karmapów.

Nie mniej jednak, jest to jedna z najpiękniejszych filozofii, jakie dotychczas udało mi się poznać i jak mówisz, Konradzie, filozofia ta uczy jak postrzegać „rzeczy takimi jakimi są” - co też zawiera się w sanskryckim słowie „dharma”.

Dziękuję wszystkim za komentarze.

Anonimowy pisze...

Artykuł ciekawy, ponieważ nigdy nie patrzyłam na "życie chwilą" w sposób, w jaki Ty to zrobiłeś. Dla mnie "życie chwilą" to bardziej przeżywanie chwili, zapamiętywanie przyjemności jaką czerpię w danym momencie, żebym później kojarzyła coś lub kogoś z czymś dla mnie naprawde ważnym i mającym sens.

Zgadzam się też z myślą, że takie momenty kształtują osobowość. Ale też uwrażliwiają na świat.

Jedyn z takich momentów "życia chwilą" jest dla mnie np. zachwycenie się ulotnym pięknem przyrody: jak księżyc w pełni, czy kwitnące kwiaty. Często też po tym poznaję człowieka. Jeśli widzę, że nie jest wrażliwy na otaczające go piękno świata, dłużej się do takiego kogoś przekonuję, a czasami ciężko jest mi znaleźć z nim wspólny język.

Sandrita :)

Integralny pisze...

@ Sandrito,

bardzo dziękuję za Twoją wypowiedź.

Definicja "życia chwilą" jaką podajesz jest w moim mniemaniu raczej opisem "kolekcjonowania dobrych chwil". Mówisz o zapamiętywaniu chwil, zapamiętywaniu przyjemności, jaką czerpiesz w danym momencie - co sugerować może, że chodzi Tobie o kolekcjonowanie wrażeń.

Moim zdaniem można żyć TU i TERAZ - nawet wtedy, kiedy niekoniecznie mamy okazję znajdować się akurat teraz w ciepły letni wieczór nad jeziorem, leżąc na plecach na mostku a nad sobą mieć wachlarz nieba gwiazd... Można żyć TU i TERAZ będąc otoczonym betonowym osiedlem, czy tak zwaną przez niektórych "szarą rzeczywistością":) i nie chodzi mi wcale o przywoływanie fajnych wrażeń na przykład z wakacji.

W swoim komentarzu poruszasz również bardzo ważną dla Ciebie kwestię - a mianowicie cechę ludzi, jaką jest wrażliwość na piękno, zmysł estetyki.

Wytworzenie w sobie wrażliwości na sztukę, jest moim zdaniem również bardzo ważnym elementem osobowości człowieka, niezbędnym do wkroczenia na ścieżkę indywiduacji.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie:)

Anonimowy pisze...

@ Konradzie

W ujęciu filozofii buddyjskiej które zaprezentowałeś na pewno nie ma "ucieczki przed czymkolwiek". Moje wątpliwości budziło jedynie to co miał na myśli Marcin pisząc o buddyjskim wyzbyciu się ego

@ Marcinie,

Dzięki! Z odpowiedziami wstrzeliłeś się w sedno moich pytań. Dalsze poszerzanie tematu wykraczało by poza ramy wpisu który komentuję więc cierpliwie[albo niecierpliwie :)] poczekam na kolejne notki.
Doceniam też to, że na bieżąco odpisywałeś mimo finiszu z magisterką. :)

Oby więc "życie chwilą" studenta kończącego magisterkę/uczelnię okazało się całkiem przyjemną randką z samoświadomością :)

Pio

Anonimowy pisze...

@Integralny

Nie uważasz Marcinie, że buddyjskie postulaty kłócą się z duchem rywalizacji cywlizacji Zachodu i jej specyficznymi realiami? Zachód został zbudowany według zupełnie innego paradygmatu.

- anonimus

Anonimowy pisze...

PS. Dodam, że filozfia jaką reprezentuje między innymi Buddyzm jest mi bardzo bliska

- anonimus

Konrad Kokurewicz pisze...

W nawiązaniu do treści posta gorąco polecam lekturę "Cudu uważności" Thich Nhat Hanh`a.

Niewielka książeczka, w której kultywowanie teraźniejszości jest opisane z mocą.

Pozdrawiam zdrowo!
Konrad Kokurewicz

Anika pisze...

Tak, tak... prawie 'tak'. Nie zgadzam się z "wyzbywaniem się ego" i w ogóle wyzbywaniem się czegokolwiek. Nie zgadzam się z "całkowitym uwalnianiem się" od czegokolwiek.

Być może czepiam się semantyki, i tylko mi sie wydaje, i tylko odnoszę wrażenie, ale... opisujesz tu jakiś stan nirvany. Poczucie harmonii constant. Dążenie do tego, to jest właśnie ucieczka.

Bo tak naprawdę wszystkie uczucia są dobre. I żal i lęk i gniew i szaleństwo... i radość, i miłość i spokój. One wszystkie są jakby na jednej linii i blokowanie któregoś z nich uniemożliwia dostęp do reszty.

Życie chwilą jest zatrzymaniem się. Zawieszeniem w jakimś stanie odlotu. Przewartościowujesz tylko sposób w jaki doprowadzasz się do tego stanu. Piszesz: telewizja, narkotyki, seks na jedną noc - ble, ALE: odrzucenie gniewu, żalu, ego, lęku - OK.

Życie chwilą, to nie życie.

Myon pisze...

Ten tekst naprawde daje do myślenia... nie wiedziałem że w taki sposób można postrzegać rzeczywistość... niby błache a tyle zmienia...

BlindedByTheLights pisze...

Pięknie przekazane. Wiem, że przede mną bardzo długa droga, aby to osiągnąć, jednakże pragnę być Odkrywcą. Dziękuję za uświadomienie.

Dorota pisze...

"Aby całkowicie wyzbyć się z niszczących wpływów przeszłości i przyszłości, należy każdego dnia starać się z tym, co wczoraj i jutro - paradoksalnie zintegrować" genialne...
najwiekszą trudnoscią i sztuką jest zrozumiec i pozwolic przeplynac tym trudnym uczuciom, przepracowac w sobie a nie mielic je, niestety szczegolnie mocne uczucia, te nie daja sie tak latwo zintegrowac, szczegolnie gdy sa w sprzecznosci z naszymi wartosciami ... nie mniej jednak jest to praca, ktora daje ogromna satysfakcje, i duza wygraną, mamy do wygrania siebie.

Aleksandra pisze...

Pamiętam czasy, gdy czytałam OSHO, czasy fascynacji samym pojęciem EGO, z filozoficznego punktu widzenia każda świadomość jest intencjonalna - zawsze musimy się ustosunkować względem naszego świata wewnętrznego jak i zewnętrznego. Nie ma możliwości ucieczki... Ucieczka byłaby czystym, jałowym eskapizmem... Istnieje wschodnie pojęcie poczucia BEZJAŹNIOWOŚCI...Nie wierzę, że istnieje na tym świecie ktoś, kto potrafiłby oczyścić swój umysł nie zostawiając nowych smóg...

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...