niedziela, 14 czerwca 2009

Prywatność w związku

Witajcie:) Zapraszam Was serdecznie do lektury tekstu o życiu w związku nadesłanego przez Sandrę Miszczak - Czytelniczkę PSYCHIKI.net. Integralny:)

Związek nie powinien być oparty na indywidualnym interesie osób, które go tworzą. Jego podstawa powinna zawierać sumiennie wytyczone granice prywatności.


Gdy zakochujemy się, chcemy wpuścić do całego swojego świata, drugą osobę. Zależy nam na częstych spotkaniach, wspólnych posiłkach i uzupełnianiu sobą każdej wolnej chwili. Z czasem wspólne życie determinuje udział ukochanego w naszym dniu i nocy. Wytyczenie granic prywatności w związku jest ciężką i długotrwałą pracą. Zbliża do siebie dwoje ludzi, ale też potrafi zakończyć nawet najbardziej udany związek.

Osobno, ale razem

W świecie par coraz częściej dominuje tendencja do tworzenia związku na zasadzie: jesteśmy razem, ale jednak osobno. Osobno mieszkamy, osobno pracujemy, osobno jemy, mamy osobnych przyjaciół. Dla siebie i partnera zostawiamy weekendy, lub co drugi wieczór połączony z przyjemną nocą. To dobry sposób na wspólne życie. – mówi Karolina, studentka polonistyki – Z Darkiem spotykam się dwa, trzy razy w tygodniu. Czasem wychodzimy do knajpki, czasami spędzimy razem noc. Żyjąc w ten sposób, zostawiamy sobie wolną rękę. Jest to bardzo wygodne, ponieważ ja mogę wyjść kiedy chcę i z kim chcę, a on dalej wychodzi na piwko z kumplami. Czy jednak warto dla „wygody” rezygnować z nauki kompromisu, która potrzebna jest w związku, ale na innych polach życia? Można zadać sobie pytanie czy taki związek, to faktycznie związek? Relacja dwojga ludzi, dzielących ze sobą życie? Narzucanie się partnerowi ze swoimi problemami, to jedno. Wspólne rozwiązywanie ich to podstawa wzajemnych relacji. Skoro Karolina wraz z Darkiem unikają tego typu zachowań, stanowią bardziej parę znajomych od czasu do czasu spotykających się i uprawiających seks. Tendencje do tworzenia związków na odległość, powodują również to, że więcej decyzji musimy podjąć idąc na kompromis. Podobnie, jak żyjąc ze sobą codziennie. Kiedy się spotkać? Co zjeść? Czy spotkać się po pracy, czy dopiero wieczorem? To również może być przyczyna rozpadu związku. Często w partnerach budzi złość, postawa drugiej osoby: chcę, ale znów nie mogę. Wygoda, nie zawsze podsuwa najlepsze rozwiązanie. Brak wspólnych spraw, pomniejsza szanse na bliskość.


To moje, to Twoje, a to jest nasze – wspólne

Związek nie powinien być oparty na indywidualnym interesie osób, które go tworzą. Jego podstawa powinna zawierać sumiennie wytyczone granice, przestrzegane przez partnerów, żyjących razem. Wyraźne powiedzenie sobie, co stanowi wspólnotę, a co zostaje odrębne to klucz do stworzenia pozytywnych relacji i szansa na udany związek. Od razu mówię, że łazienka moja! – śmieje się Anna, pracująca na jako zastępca dyrektora szkoły muzycznej. – Do rozstania z moim byłym partnerem doszło właśnie przez łazienkę. Nie mógł znieść moich perfum czy innych drobiazgów zajmujących większą jej część. Gdy zamieszkałam z Arturem, podjęliśmy decyzje o tym, co wspólne, a co osobne już na samym początku. Jedną z naszych decyzji było to, że nie będzie on narzekał na moją ilość kosmetyków w łazience i kobiecą dominację w tym obszarze domu. Pomogło to nam zachować trzeźwość myślenia w gorszych chwilach (śmiech). I do teraz mogę mieć łazienkę całą dla siebie... A on jest panem na kuchennych włościach. Zaczynając od takich granic jak Anna łatwiej później dojść do porozumienia w innych sferach życia. Zarówno pytania o czas powrotu do domu, jak i decyzja, kto dzisiaj kupuje masło, nie będą sprawiać trudności. Podział na moje – twoje – nasze, to złoty środek wspólnego życia. Każda para powinna oficjalnie ustalić granice swojej prywatności, nie ograniczając się tylko do sfery duchowej, cielesnej czy domowej, ale zahaczając też o swoje finanse i czas spędzany osobno (żebyśmy mogli za sobą zatęsknić).


Byle nie zatracić się w sobie

Zbytnie narzucanie się i zatracanie w partnerze, może prowadzić do rozpadu związku tak samo jak życie na odległość. Jedną z najczęstszych przyczyn, niemożności wypuszczenia partnera z rąk, jest zazdrość. To zazwyczaj ona powoduje przekraczanie granic prywatności partnera. Jest też przyczyną rozpadu wielu związków. Jednak gdy zbytnio przyzwyczaimy się do obecności drugiej osoby, i przestaniemy zauważać ją i jej potrzeby, oznacza to tak samo koniec bliskości. Bycie blisko siebie, nie musi być równoznaczne z rezygnowaniem ze swoich potrzeb, czy przyzwyczajeń. Nie bez powodu związek nazywamy często sztuką kompromisu. Kiedy chcę wyjść, zawsze umawiam się z mężem, że będę pod telefonem, że ma na mnie nie czekać. Ale mamy umowę, że zawsze wiemy, z kim wychodzimy i gdzie najprawdopodobniej będziemy. Takie rozwiązanie jest korzystne dla obu stron, które nie czują się osaczone. Podjęcie decyzji o kształtowaniu we wspólnym życiu, osobnego życia towarzyskiego pomaga zachować trzeźwość w związku. Ważne przecież jest racjonalne podejście do wszystkich, wspólnych, aspektów życia. Zbyt dużo wspólnych spraw, może także powodować wycofanie się i rozpad związku. Przez zaniknięcie sfer intymnych, osobistych, ludzie odsuwają się od siebie, odpychają coś, co ich ogranicza. Odbierają sobie tym samym szanse na zdroworozsądkową bliskość.


Mimo licznych problemów, zachowanie granic prywatności na różnych obszarach związku, pomaga wzmacniać go. Partnerzy darzą się większym zaufaniem i szacunkiem. Przy tym obydwoje zachowują poczucie niezależności, czy to uczuciowej, czy finansowej. Wtedy łatwiej jest racjonalnie podejść do wielu spraw. Życie w związku opiera się na empatii i otwartości. Robimy razem wiele rzeczy, wiele z nich musimy przejść osobno. Ale bycie ze sobą polega właśnie na konstruowaniu wspólnej rzeczywistości, w której żadna ze stron nie musi rezygnować z siebie.

Sandra Miszczak

Autorka artykułu (na zdjęciu) tak mówi o sobie:

Nazywam się Sandra:) Studiuję na wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, w DSW we Wrocławiu, na specjalności media cyfrowe i komunikacja elektroniczna. Interesuję się webdesignem, badaniami internetu, i coraz bardziej zajmują mnie social media. Psychologią zajęłam się już w liceum, ponieważ lubię rozmawiać z ludźmi i poznawać różne zakamarki ludzkiego umysłu.

11 komentarzy:

psychologicznie pisze...

Ciekawy artykuł,
najgorsze jest, gdy druga osoba jest egoistycznie nastawiona, a w związku dba tylko o swoje potrzeby, wypominając, gdy nie są zaspokajane.

ChrisApril pisze...

Kiedyś słyszałem następujące zdanie: "Związek nie polega na patrzeniu się na siebie nawzajem, lecz na wpatrywaniu się w wspólny cel" Myślę, że ten cytat tu pasuje ;)

matipl pisze...

bardzo rzeczowy artykuł, oby więcej takich :)

bobiko pisze...

Nie ukrywam mojego zadowolenia z pojawienia sie takiego artykułu.

Wiele rzeczy mnie wśród znajomych par irytowały, na tyle, ze zwątpiłem w ich miłość, pasję etc. Wiem, nie powinno mnie obchodzić, jakie są między nimi relacje, ale nie sposób je zauważyć.
Sam jestem singlem, niekoniecznie z wyboru i żyję sobie m.in obserwując otoczenie. I faktycznie jest tak, że większość się spotyka, bawi się i imprezuje, finał znajduje sie w łózkach. I wcale się nie przejmują konsekwencjami takiego zachowania. Często też zapominają, czym tak naprawdę jest związek - oczywiście, seks to cudowny dodatek (najwazniejszy) w każdym udanym związku, ale gdzieś musi być miejsce na zaufanie, troskę i tęsknotę, a przede wszystkim swobodę działania (mam tu na myśli realizacja własnych marzeń, hobby, gdzie liczy się przede wszystkim akceptacja drugiej osoby).

Liczę na jeszcze większą ilość podobnych zagadnień. :)

pozdrawiam, Kuba

Integralny pisze...

Chłopaki, mam dobrą wiadomość :)

Sandra może napisze coś jeszcze na PSYCHICE.net, jak pozdaje wszystkie egzaminy na studiach :)

A zatem - trzymamy kciuki, Sandro :)

afekt pisze...

Tak, Sandra dobrze to ujęła.
Jest to dobrze napisany ogólny przepis na zdroworozsądkowe spojrzenie na wspólne życie. Ta umowa jest chyba naprawdę, przysłowiowym złotym środkiem w wspólnym życiu. Choć przykład pary spotykającej się dwa, trzy razy w tygodniu jest również pewnym wyjściem. Choć bardziej według mnie etapem wstępnym. Z uwagi na niedojrzałość, obowiązki, uczelnię to może może być najlepsze wyjście. Z czasem albo się rozpadnie, albo przekształci w coś więcej. Tak, czy inaczej uważam to również za zdroworozsądkowy wcześniejszy etap.
Bardzo ważne jest również uważanie na to zatracenie. To jak gdyby drugie ekstremum. Tutaj zaczynamy żyć życiem drugiej osoby, w skrajnym przypadkach wręcz utożsamiamy się i kontrolujemy drugą stronę. A zazdrość, to siła napędowa.
Tak jak wiele razy to powtarzałem, moim zdaniem związek powinien być oparty nie na samym uczuciu, lecz rozumie. Bez niego, bez tych jasnych, wyraźnych granic, nie powstanie nic trwałego.
Nadal zastanawiam się nad sumującą definicją związku, ideałem (tego będę zawsze bronił jako absolutnego ideału) byłoby całkowite dzielenie się, zatracenie w sobie nawzajem, wspólne połączone życie. Ale to taka utopia, należy zejść na ziemie i skroić ideał na własną miarę, własnych możliwości. I tu wchodzi rozum, który pozwoli nam osiągnąć porozumienie, wytyczyć granicę, jak i drogę wspólnej przyszłości. Dialog, dialog i jeszcze raz dialog. Jeśli nie potrafimy rozmawiać (stopniowo o coraz większej ilości rzeczy), to cóż nie zajdziemy zbyt daleko, albo zatrzymamy się w miejscu (niektórzy się na to decydują).

Anonimowy pisze...

Ideałem wcale nie jest zatracenie się w sobie na wzajem. To 'wtopienie się' w kogoś, 'zlanie się' z kimś to jest dążenie regresywne. Taki stan ma miejsce tylko w łonie matki. Poszukiwanie jedności w kimś jedności myśli, podobieństw, ideału harmonii to jest tęsknota za matką.
Artykuł świetnie streszcza zdrowe oczekiwania co do związku. Symbiotyczne, 'wtapiające się' w siebie pary... są zwykle o krok od katastrofy....

Anonimowy pisze...

Wyważony artykuł :)
Zastanawia mnie pojęcie prywatności w związku. Szczerze mówiąc nie podoba mi się słówko "prywatność". Tchnie to prywatą... :) Myślę, że w związku nie należy tworzyć obszarów tabu na które druga strona nie ma wpływu. Zdrowsza wydaje mi się sytuacja w której obie strony, w mniejszym bądź większym stopniu, pozwalają sobie wpływać na siebie nawzajem. A kiedy między ludźmi pojawi się prawdziwa miłość, to uczucie to nie pozwoli by osoba którą kochamy zatraciła w sobie indywidualność.

To mój pierwszy komentarz. Nieco nieśmiało i mam nadzieje, że niezbyt kontrowersyjnie chciałbym powyższym wpisem się przywitać.
Hello ludziki :)

P.S główne hello dla Marcina oczywiście ;P

Pio

Anonimowy pisze...

przede wszystkim w naszej kulturze uwielbiamy oddzielac pojęcia i segregowac na

zasadzie binarnych opozycji, przez co sztucznie niszczymy zalezności między nimi.

idealizujemy przez topojecia i wpadamy w pułapkę. w każdym pieknie jest brzydota

(nie ma idealnie symerycznych twarzy i ludzi którzy każdą część ciała mają piekną

i zawsze wyglądają tak samo pieknie i mają też piekny charakter, ani nie każdemu

się podobają), w każdym mędrcu jest głupiec, w każdym byciu razem jest

samotność, w każdej kreacji zawiera się demon zniszczenia, w życiu śmierć, w

miłości nienawiść, w bezinteresowności interesownosć, w uwadze nieuwaga. kiedy

przestaniemy rozdzielać te pojecia, wtedy dostrzeżemy ich prawdziwą naturę i

będziemy mogli lepiej je wykorzystywac i lepiej kierować sobą.

Anonimowy pisze...

zgadzam się z pio, decydowac wspólnie nie oznacza robić wszystko razem i wydzwaniać do siebie opowiadajaąc sobie co zjedlismy na śniadanie!zgadzam się także z anonimowym, że poszukiwanie kogoś kto będzie myslał tak samo i trwał z nami w idealnej harmonii jest regresywnym poszukiwaniem łona matki (znam taką osobę i dalej mieszka z rodzicami, mimo ukończonych 34 lat auu, jego wszystkie związki zakańczają się fiaskiem tuż po fazie zakochania, kiedy okazuje się, że partnerka nie jest idealna,a motyle w brzuchu nie trwają cały czas, wtedy rozumie to jako miłość nieprawdziwą i odchodzi,szuka partnerki, w którą chciałby się wtopić, która by go naprawiła. matka załatwia jego wszystkie sprawy i pogania-to jest świetny przykład na to co mówisz, powiedziałam tej osobie to samo), zgadzam się również z afektem, że związek powinien być oparty nie na samym uczuciu lecz i na rozumie, na zastanowieniu się jak nasze życie będzie wyglądało z tym partnerem, czy będzie wolał naprawić kran czy grać w gry komputerowe czy bawić się z kumplami, czy słucha potrzeb drugiego, czy jest w stanie zapewnic godny byt rodzinie. uczucie niestety powstaje głównie podczas zafascynowania (najczęściej; o jaki on/ona jest fajny/a, jak podobnie mysli jak ja, o jaki mądry/a-potem okazuje się,że się różnimy,że ten ktoś nie jest taki mądry,ładny itd.,bo patrzymy nie na to co trzeba) i hormonów wydzielanych podczas stosunku,pomaga nam to się łazczyć w pary ale utrudnia prawdziwy ogląd. miłość to stan ducha, a nie faza ekscytacji.

Anonimowy pisze...

Związek to ZAUFANIE , szacunek , nie pilnowanie partnera co robił 5 min, temu czemu nie odbierał telef, bo to zniewolenie .... odrobina prywatności każdemu z nas jest potrzebna , ale wszystko ma swoje granice ... czemu bycie we dwoje jest takie trudne ? dawanie jest o wiele przyjemniejsze

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...