poniedziałek, 1 czerwca 2009

Czy małżonkowie są szczęśliwsi niż single?

Psychologowie - badacze coraz częściej stwierdzają, że osoby, które pozostają w związkach małżeńskich czują się szczęśliwsze, wykazują się lepszym zdrowiem psychicznym i fizycznym - niż osoby samotne, owdowiałe lub pozostające w separacji.

Czy zatem małżeństwo uszczęśliwia?


Wiele sondaży wskazuje na to, że faktycznie małżeństwo uszczęśliwia. Żonaci mężczyźni i zamężne kobiety deklarują wyższy poziom poczucia szczęścia niż nieżonaci panowie i niezamężne panie.

Wyniki badań Veenhovena w 1994 roku wykazały, że osoby pozostające w małżeństwie są szczęśliwsze od osób pozostających we wszelkich innych formach życia razem (np. "żyjąc jak mąż z żoną") oraz osób we wszelkich formach życia w pojedynkę (single, owdowiali, rozwiedzeni, żyjący w separacji). Dodatkowo wyższym wskaźnikiem poczucia szczęścia - wykazali się "żyjący jak mąż z żoną" wobec żyjących samotnie. To oznacza, że najbardziej "szczęściogennym" okazuje się być na pierwszym miejscu - życie w małżeństwie a na miejscu drugim życie w tak zwanym konkubinacie (wiem, to słowo brzydko brzmi).

Zdrowie psychiczne również wydaje się być zależne od tego, czy dana osoba żyje w związku małżeńskim czy też nie. Brown i Harris w 1978 roku wykazali w swoich badaniach, że depresja wystąpiła tylko u 10 % kobiet, które doświadczyły w swoim życiu traumatycznego wydarzenia a które miały wsparcie u partnera - w porównaniu z depresją występującą aż u 41 % kobiet , które doświadczyły czegoś dla nich ciężkiego a nie miały partnera. Ciekawe...

W innych badaniach wykazano, że małżeństwo ma większy wpływ na poczucie szczęścia kobiet (autorzy badań Whood, Rhodes, Whelan), inne z kolei, że bardziej służy facetom (badania Gove'a). Komu to wierzyć :) ?

Okazuje się również (badania Glenna i Weavera), że posiadanie dzieci wpływa negatywnie na poczucie szczęścia w małżeństwie, przy czym najkorzystniej jest posiadać dwójkę lub trójkę dzieci. Mnie osobiście bardzo dziwi to, że posiadanie dzieci wpływa negatywnie, bo wydaje mi się, że z wychowywaniem swojego potomstwa łączy się - owszem wiele wyrzeczeń ale i wiele radości.


Szczęście w małżeństwie zależy również od etapu, na którym dane małżeństwo obecnie się znajduje. Walker w 1977 roku wykazał, że najszczęśliwszymi okresami dla małżonków są etapy tak zwanego okresu miodowego (hmm... można się domyślić:) ) oraz okres tak zwanego "pustego gniazda" (kiedy to "odchowane" dzieci opuszczają dom rodziców, by założyć własne rodziny). Najgorszymi okresami dla małżeństw są natomiast okresy, kiedy ich dzieci są poniżej piątego roku życia (no tak, to przecież trudny dla rodziców czas, nieprzespane noce, bo dziecko płacze itd.) oraz kiedy są nastolatkami (ach to dorastanie, te młodzieńcze bunty).

Mówiąc o związku małżeństwa z poczuciem szczęścia można by się zastanowić, co było pierwsze. To znaczy, czy małżeństwo powoduje szczęście, czy szczęście powoduje, że ludzie mają większe szansę na związek małżeński. Dane statystyczne wskazują na to, że 90 % społeczeństwa się pobiera - a więc raczej druga opcja odpada.

Dlaczego małżeństwo uszczęśliwia?

Związek małżeński jest znakomitym źródłem wsparcia społecznego, dużo większym niż przyjaciele i znajomi. Na to wsparcie składa się wsparcie emocjonalne, materialne oraz koleżeńskie. Tyle dobrodziejstw tkwi w małżeństwie :)

Okazuje się, że osoby pozostające w małżeństwie mają bardziej pobudzony układ odpornościowy, co wpływa pozytywnie na ich zdrowie. Zakochane młode pary czują się szczęśliwe, ponieważ w ich życiu jest wiele emocji pozytywnych. Posiadanie partnera czy partnerki łączy się też z satysfakcją z seksu, z możliwości spędzania razem wolnego czasu itd. Małżonkowie bardziej dbają o swoje zdrowie, mniej piją i palą, nawzajem "posyłają" się do lekarzy, po prostu wspierają się w kwestiach zdrowotnych.


Będąc w małżeństwie, zawsze można też do kogoś się wygadać, powierzyć współczującemu partnerowi swoje troski, podzielić się problemami, co niewątpliwie pomaga zachować równowagę emocjonalną. Badania Vanfossena wykazują, że dzięki temu, że kobiety są dużo lepszymi słuchaczami niż mężczyźni - to właśnie faceci mają większe korzyści z małżeństwa jeśli chodzi o wskaźnik zachorowalności na depresję (żonaci faceci chorują rzadziej, niż zamężne kobiety, bo kobiety słuchają o ich problemach jakościowo lepiej niż - oni o problemach kobiet).

Uff, dość tych wyników badań.

Trudno mi się jednoznacznie ustosunkować do zagadnienia, czy małżeństwo naprawdę uszczęśliwia. Małżeństwo może uszczęśliwiać, lecz też może być przyczyną wielu konfliktów.

Ogólnie jestem zdania, że faktycznie małżeństwo może uszczęśliwiać - pod warunkiem jednak, że związek ów będzie oparty na zdrowej relacji, na wzajemnym szacunku i zrozumieniu. W każdym związku czasami pojawiają się te gorsze chwile, jednak wspólne przezwyciężenie ich może prowadzić do jeszcze lepszej jakościowo, głębszej relacji. A co za tym idzie - do większego poczucia szczęścia :)

A jakie jest Wasze zdanie?







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net


Literatura: Janusz Czapiński 2004 "Psychologia pozytywna - nauka o szczęściu, zdrowiu, sile i cnotach człowieka", Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN


Jeśli jeszcze nie czytaliście, zapraszam Was również do zapoznania się z notką "Religijność uszczęśliwia?" opublikowaną nie tak dawno na blogu PSYCHIKA.net.

21 komentarzy:

stopaprocentowa pisze...

związek dwojga ludzi może wywoływać poczucie szczęścia. Różnice w procencie szczęśliwych związków małżeńskich i "konkubinatowych" mogą wynikać z tego, że małżeństwo daje też poczucie bezpieczeństwa. Złudne (ale jednak). A takie poczucie bezpieczeństwa jak widać w większości jest potrzebne, a spełnienie go daje dodatkowe poczucie szczęścia. A raczej odwrotnie - niespełnienie go daje poczucie niezaspokojenia podstawowej potrzeby czyli takie osoby nie czują się w konkubinacie z tego powodu szczęśliwe.
Ps. Ja jestem w związku (konkubinat) od ponad 11 lat i czuję się szczęśliwa a ślub uważam za całkowicie zbędny rytuał ;-).

matipl pisze...

Wydaje mi się, że sekret to wzajemne wsparcie, zawsze mamy do kogo się odezwać, co by nie było, ta pewność bycia razem na zawsze. Psychiczna i fizyczna.
Dlatego małżonkowie statystycznie są szczęśliwśi

Konrad Kokurewicz pisze...

Uszczęśliwia bycie blisko z kimś kogo się kocha i kto Ciebie kocha.

Uszczęśliwia fakt, że wieczorem przed snem zawsze można porozmawiać i się poprzytulać.

Uszczęśliwia to, że gdy połówka upada, to druga połówka pomaga się podnieść.

Bycie w bliskim, zażyłym związku z drugą osobą pomaga odnaleźć swoje miejsce na ziemi.

A gdy te osoby dodatkowo połączone są sakramentem małżeństwa to i wiara i ufność w ten związek są większe, no i są dodatkowe bonusy...

Np. można wziąć kredyt via rodzina na swoim, co w pewnym stopniu uszczęśliwa także.

zimbabwe pisze...

Zostałam sama zaproszona na ślub znajomych - widzę że z każdym dniem przybliżającym ten dzień są coraz szczęśliwsi :) Pozdrawiam :)

Agata pisze...

Tak, bycie w małżeństwie i iść przez życie razem na pewno sprawia,że czujemy się lepiej.Czujemy,że jesteśmy potrzebni,że ta druga strona potrzebuje nas a my jej.Jednak fajnie jest,gdy małżeństwo buduje się na zdrowych fundamentach,razem ludzie dojrzewają ,ewoluują widzą w sobie zmiany w miarę upływu czasu.....i cieszy ich to,że dana była im taka przygoda!!Znacznie gorzej jest jednak gdy małżeństwo jest toxyczne,wielu ludzi jest ze sobą bo prostu uwielbiają zatruwać sobie życie ,a nie stać ich na rozsądny krok by się uwolnić ,rozstać i odetchnąć w końcu pełną piersią.Czasem mam wrażenie,że czerpią z tego niebywałą satysfakcję,że mają pod ręką kogoś na kim można wyładować swoje frustracje!!W tej sytuacji chyba wolała bym być singlem...Lecz pomijając już te małżeństwa na "krawędzi",to oczywiście nawet udowodnione jest naukowo,że tacy ludzie kiedy są razem i spędzają dużo czasu ze sobą,uprawiają sex z tym jedynym partnerem żyją dłużej!!!Natomiast ludzie którzy często zmieniają partnerów mają mniejsze szanse dożyć póznej starości....Naprawdę czytałam taki artykuł,lecz nie pamiętam tytułu gazety,wiem,że była to gazeta badań psychologicznych...
Pisało tam jeszcze ,że energia w nas krążąca właśnie nawiązuje z tą drugą osobą nienamacalną więz,na planie duchowym!!Dlatego jak jest dwoje kochających się ludzi,to wyrasta między nimi taka więz,pępowina niewidzialna jak by...Przez która są ze sobą połączeni i tędy płynie miłość i wszelkie emocje....Dlatego małżonkowie tak świetnie się znają,bo wystarczy wzrok,spojrzenie czy mina i od razu wiadomo o co chodzi!!Natomiast ludzie stale zmieniający partnerów nie wytwarzają tej niewidzialnej pępowiny i są troszkę odcięci od zródła miłości w sensie do drugiego człowieka!!Nie chcę tutaj oceniać czy to zle czy dobrze,ktoś może lubić być wolnym,singlem i prowadzić sobie właśnie takie wolne życie,jednak może być osobą niezwykle uduchowioną,jedno nie wyklucza drugiego.Tylko,nie wykształci się w nim,taka potrzeba opiekowania się kimś bliskim ,swoją połóweczką,by cieszyć się jej radościami,smutkami ,by wspierać ją i być przy niej na co dzień w złych i dobrych chwilach!!!Osobiście wolę być z ukochaną osobą ,nawet kiedy pożera masę mej energii,lecz pózniej znów świeci słońce!!!!

Elżbieta Kalinowska pisze...

Też jestem zdania, że małżeństwo to dobra rzecz, choć czasem można mieć go dość :-)

W każdym związku pojawiają się tarcia i kryzysy, ale jeśli małżonkowie traktują małżeństwo jako relację nierozerwalną ("w zdrowiu i w chorobie"), to te kryzysy łatwiej przejść.

Gdy dopuszczamy możliwość rozstania, większe konflikty mogą powodować, że część energii, która by mogłabyć włożona w rozwiązywanie trudności, jest wydatkowana na decyzję, czy to "jest już moment, w którym mamy się rozstać".

Jeśli uznajemy nierozwerwalność związku, wówczas decyzja ta jest juz podjęta i pozostaje tylko kwestia tego jak rozwiązać konflikt (a nie czy, w ogóle być razem).

Oczywiście są sytuacje, w których małżonkowie, nie chcą rozwiązywać konfliktów, bo np. jedno uważa, że odpowiedzialność za sytuacje ponosi wyłącznie to drugie.
Wtedy się męczą razem strasznie, a każde z nich mówi "nie zrobię nic, dopóki Ty nic nie zrobisz" i nie robią, trwaj a w konflikcie czasem latami, raniąc się bardzo.
Takie małżeństwo raczej nie uszczęśliwia.

Integralny pisze...

@ Stopaprocentowa -

Jasne, związek małżeński może dawać to poczucie bezpieczeństwa, o którym mówisz. Te badanie mówiły o nieco mniejszym poczuciu szczęścia osób żyjących jak mąż z żoną -od osób poślubionych. Trzeba pamiętać jednak, że to tylko statystyka :)
Cieszę się, że jesteś szczęśliwa w swoim związku. Dziękuję za komentarz :)

PS. Ciekawy nick ;)


@ Matipl -

Dokładnie. Ogólnie rzecz biorąc posiadanie wsparcia społecznego (rodzina, przyjaciele, znajomi) wpływa na poczucie szczęścia, a małżonkowie mogą być sobie szczególnie bliscy. Dzięki.

@ Konrad Kokurewicz -

Ciekawie to podsumowałeś. Tak poetycko a zarazem wskazałeś korzyści finansowe wynikające z zawarcia ślubu. Dzięki !

@ Zimbabwe -

Również niedługo wybieram się na ślub znajomych. Ślub to swego rodzaju symbol jedności z drugim człowiekiem do końca życia. Jest to na pewno emocjonujące wydarzenie dla każdego.

Tak troszkę nie na temat może, słyszałem, że sama organizacja ślubu / wesela trwa podobno dziś bardzo długo - nawet 2 lata. Planujesz ślub / wesele za 2 lata - ale dziś musisz rezerwować lokal itd.

@ Agata -

Każda miłość ma swoje tajemnice. Ważne jest aby poza elementami wspólnymi związku, mieć obszary tylko dla siebie. Dzięki temu partnerzy mogą pogodzić poczucie intymności z poczuciem własnej niezależności. Dziękuję serdecznie za Twoje refleksje.

@ Elżbieta Kalinowska -

...Aczkolwiek może to być całkiem dobrze funkcjonująca i trwała koluzja :)

Dziękuję za wypowiedź :)

po stronie rzeczy pisze...

Nawiązując do rodzicielstwa: jest bardzo ciężko być 24 h z małym człowiekiem (przerywany sen, czas wolny tylko w porach drzemki dziecka i późnym wieczorem, którego lepiej nie zarywać..., odpowiedzialność, coś na kształt samotności, jeśli brak wsparcia z zewnątrz, a partner pracuje itp.). Być może w badaniu chodziło o porównanie okresu beztroski zanim na świat przyszło dziecko, okresu oczekiwania na dziecko (kiedy jeszcze nie wiadomo jak to będzie :)) z okresem po narodzinach, czyli ciężkiej harówki :P Stąd spadek poczucia szczęścia.

Anonimowy pisze...

Bierzesz slub, bo wiesz ze kochasz i jestes kochany, masz wspaniałą prace dzieki ktorej spełniasz sie zawodowo, jestes zadowolony z comiesiecznej wypłaty bo dzieki niej mozesz wybrać sie na wymarzoną wycieczke.
Rodzi wam sie syn, jestes szczesliwym ojcem, ona szczesliwą matką.
Ponownie zostajesz ojcem, tym razem juz nie jest tak wesoło bo nie planowaliście tego, a wiekszosc waszych wydatkow związanych jest z dziecmi i musisz odpuścic sobie następną wymarzoną podróż.
Po porodzie nie przyjmują zony z powrotem do pracy, (za duzo urlopu, a komu potrzebny taki pracownik co siedzi na macierzyńskim non stop?) cięzko jej znaleźc cokolwiek. Ty harujesz jak wół od switu do nocy. Dzieci nie dają spac, jestes nerwowy ale starasz sie.
Mija 5-6 lat. Firma upada i Ty tracisz prace. Odłożone pieniądze nie wystarczą na długo. Masz rodzine na glowie wiec nie mozesz pozwolic sobie na prace w supermarkecie za grosze bo z tego sie nie utrzymacie. Niestety nikt nie docenił Twojego doświadczenia. Jesteś bezrobotny. Sytuacja zmusza Cie do wyjazdu za granice, łapiąc okazje - jedziesz. Ratuje Cie tylko znajomość języka. Pierwszy miesiąc było cięzko ale juz wyszedłes na prostą. Wysyłasz żonie pieniądze. Widzicie sie tylko raz na 2 miesiące bo szef nie daje Ci wiecej urlopu.
Ty tu, ona tam.. Ona teskni z dziećmi, tobie tu dorze. Inny klimat, inni znajomi, nie martwisz sie co dzisiaj na obiad bo jesz na miescie, nawet nie wiesz, ze Twoj syn złamał dzisiaj noge...
Czy tak wyglądają szęśliwi małżonkowie?

Moim zdaniem nie!
Single są szczęśliwsi. Nic im nie stoi na drodze, mają pełną swobode działania i to oni decydują co chcą robić, gdzie i z kim iść.
Mając męża, dzieci trzeba o nich myśleć w każdej sytuacji. Bycie egoistą w małżenstwie nie wróży nic dobrego. Partner czuje sie niedoceniany, odrzucony. Dzieci z czasem tez odczują brak miłości i szczęścia.
Singiel nie ma takiego problemu ;]

Ale to tylko moje skromne zdanie.

>A.K.<

zimbabwe pisze...

Marcinie oni nic nie rezerwują - cały budynek zboru w ten dzień będzie nasz - gości i nowożeńców :)

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z tezą, że ludzie w związkach są szcześliwsi ( choć trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy a większość). Takie aspekty życia w związku jak: wsparcie, bezpieczeństwo, ciepło drugiej oosoby, są niewątpliwie podstawą tej szczęśliwości. Ja jednak uważam za punkt odniesienia do tej tezy leży w ludzkiej naturze. Człowiek podświadomie dąży do odnalezienia osoby płci przeciwnej z którą chce wygenerować (chyba nie najlepsze określenie :) ) potomstwo, i co za tym idzie spędzić z nią życie. Takie uwarunkowanie ludzkiego umysłu już na starcie określa zasadność tezy o człowieku który jest szcześliwszy w związku. Czuje wewnętrze spełnienie poparte miłością zwaną potocznie "chemią", która powoduje wydzielanie w umyśle uczucie szczęścia. Natomiast biorąc na warsztat dziesiejszych "singli", uważam że także szczęście jest możliwe ale to specyficzny rodzaj szczęścia i często przypisany ludziom o egoistycznych cechach. Dodać trzeba też zmieniający się świat, który kreuje nowe postawy społeczne (coraz bardziej libaralne), i w związku z tym zadać sobie pytanie, w jakim stopniu bycie singlem jest prawdziwym szczęściem a na ile maską współczesnego świata ?

G@c3k

Anonimowy pisze...

Tak naprawde nie wiadmomo ile ludzi jest szczesliwych w związkach. W badaniach nie uczestniczy caly swiat żeby mozna bylo powiedziec ogolnie o wszystkich lecz tylko grupa ludzi i to na ich podstawie podawane są statystyki, ktore w ogole nie są prawdziwe. Pomijam juz tych ludzi, ktorzy klamią podczas takich badań i staraja sie zatuszowac prawde o sobie.

Napotkalam rownież w internecie wyniki z badan statystycznych, ktore mowiły że na swiecie przybywa singli. Ludzie niechętnie biorą ślub, ponieważ cenią sobie niezależność i swobode.
Więc można powiedzieć ze ludzie nie czują sie szczesliwi w związkach i myslą, że związek nie da im szczescia i nie zapewni tego co mają będąc singlem.

>A.K.<

Anonimowy pisze...

W sondażach przedwyborczych też nie uczestniczą wszyscy obywatele, a jednak wyniki wyborów nie odbiegają znacznie od przedstawionych przez instytucje zajmujące się badaniem opinii społecznej. Statystyka jest nauką i na podstawie matematycznych wzorów potrafi przedtawić wiarygodny obraz społecznych zagadnień jak np: szcześliwość ludzi w związkach. Oczywiście nie da się uniknąć błędu statystycznego (chociażby wspomniane przez >A.K< kłamstwo ), ale i tak badania są na tyle wiarygodne że mozna zarzucić zakres błedu ( określony procent ) ale nie to że dają fałszywy obraz rzeczywistości.
Prawdą jest że przybywa singli, to niepodważalne stwierdzenie, które widać gołym okiem. Tylko że to zjawisko zachodzi w krajach rozwiniętych, gdzie coraz większą wagę przykłada się do dobrobytu i wygodnego stylu życia. Nie da się ukryć, że jedną ze sztandarowych cech nowoczesnego singla jest hedonizm. Na pewno część ludzi ceniących sobie niezalężność, swobodę, brak obowiązków, jest szczęśliwa wiodąc takie życie. Jest to jednak mniejszość, gdyż póki co ludzkie wartości opierają się na uczuciach a nie na mechanicznej egzystencji. Ja jestem singlem i doceniając zalety tego stanu uważam, że nieporównywalnie więcej zalet ma życie w związku.
Dzisiaj mówimy singiel (kiedyś stary kawaler, stara panna), na ile to wybór a na ile słabość takiej osoby, która nie potrafi zbudować szczęśliwego związku ( a to prawdziwa sztuka w przeciwieństwie do bycia singlem ). Zapewne są single z wyboru i single z musu, które też mogą udawać szcześliwych. Ile jest singli którzy kłamią, że są szcześliwi ? . Założę się, że znacznie więcej niż tych kłamiących w związkach.A dlaczego ?
A dlatego że nawet wysuwając kilka marnych argumentów po stronie singli, nie da się podważyć praw natury.

G@c3k

Anonimowy pisze...

Gdyby wzory matematyczne były tak dobre i w miare dokładnie przedstawiałyby np. obraz społecznych zagadnien to na codzien powinnismy mowic za pomocą liczb, wzorow i roznych matematycznych formulek. Dzieki temu moglibysmy uniknąc błędów językowych...

A co do praw natury, to powiem tyle, ze nie od natury zalezy co wybierzemy. Każdy czlowiek ma mozg i kazdy normalny wie do czego sluzy. Jezeli np ja uwazam ze nie potrzebuje drugiej osoby zeby być szczesliwy to nie bede robil na przekor sobie i zagorzale szukał panny młodej bo na psychika.net pisze, że ludzie w związkach są szczęsliwsi. Wystarczą mi przyjaciele, znajomi z ktorymi czesto sie spotykam i rozmawiam o wszystkim. Na starość sam tez nie zostane bo mam 4 rodzenstwa wiec bede mial kogo odwiedzac ;]

jestem singlem z wyboru, na razie nie czuje potrzeby bycia z kims. Wiem ze moge robic to na co mam ochote i z kim mam ochote. Zycie jest jedno i chce miec troche z niego. A nie martwic sie czy moja żona ma wystarczającą ilość butow.

>A.K.<

Anonimowy pisze...

bylam w zwiazku nie bylo wiekszych klopotow ale tesknilo mi sie za samotnoscia wtedy bardziej soba jestem . rozstalam sie i czuje sie wreczz uskrzydlona . mam przyjaciol ale partner nie jest mi zbyt potrzebny ;)

Anonimowy pisze...

"czy małżeństwo powoduje szczęście, czy szczęście powoduje, że ludzie mają większe szansę na związek małżeński. Dane statystyczne wskazują na to, że 90 % społeczeństwa się pobiera - a więc raczej druga opcja odpada"

Dlaczego druga opcja odpada? Bo nie bardzo rozumiem skąd taki wniosek. Tak jakby pobierali się sami nieszczęśliwi.

Anonimowy pisze...

zawsze myslałam,że dzieci uszczęśliwiaja małżeństwo, a tu ???Osobiście mam ich 4 i to własnie z nich jestem bardziej dumna niz z męża i gdyby nie one to nie wiem czy nasze małżeństwo trwało by prawie 35 lat!

kasia kata pisze...

jesteśmy stworzeniami stadnymi, więc cieszy nas towarzystwo innych ludzi w różnej postaci-partnera, rodziny, przyjaciół...dlatego niektóre relacje łączą się z małżeństwem i apropos tego tematu to sama wychodzę za mąż w sierpniu i jest to dla mnie przeżycie międzygalaktyczne:-) już teraz czuję magię nadchodzących wydarzeń. do dnia ślubu będziemy żyli w "konkubinacie" (jakkolwiek fatalnie i dziwolągowato "toto" brzmi;), więc zycie "jak mąż z żoną" znamy już bardzo dobrze, jednak mimo tego, że w naszym codziennym życiu (już po ślubie)za wiele się nie zmieni, to jednak gdy o tym myślę, już dziś czuję ogromny przełom mentalny, taki pełen metafizyki i powagi.Fizycznie niewiele ulegnie zmianie, ale światopoglądowo będę o wiele dalej i to jest dla mnie najwieksza metamorfoza, która w efekcie daje kupę radości i frajdy w życiu we dwoje!!!

Anonimowy pisze...

Tylko i wyłącznie,jesli jesteśmy z odpowiednim człowiekiem.Małżeństwo,to najgorsza rzecz w życiu,jaka mi się przytrafiła(z własnej głupoty),więc nie mieszczę się w statystykach.Mam nadzieję,że tym razem uda mi się z tego wyjśc trwale.w 15tu latach mojego małżeństwa,mogę zawrzec 15 typów związków.Jestem zmęczona,chcę zając się sobą i odkryc,jaki diabeł,nie pozwala mi się cieszyc życiem.Malwina

Anonimowy pisze...

Do 35 roku życia byłam singielką z wyboru i byłam z tym szczęśliwa, od roku jestem niezadowoloną, zgorzkniałą mężatką, do konca małżeństwo nie było wolnym wyborem, wywarta była presja że tak trzeba, ruszyły przygotowania do ślubu, były wątpliwości, taka machina się wytworzyła, że nie dało rady się wycofać i teraz tego żałuję. Druga osoba, posiadanie mężczyzny u swego boku nie wypełni najgłębszych pragnien kobiecego serca, tą tęsknotą, tą luką serca jest pragnienie Boga. To ludzie wmawiają bzdurę, że druga połówka potrzebna do szczęścia, że życie płciowe to coś fajnego. Tak naprawdę jest coś inaczej, ja tego żałuję, życie płciowe wiąże się z ponoszeniem konsekwnencji bolesnej w skutkach i bólem i żalem w sercu. Nie potrzebny mi do szczęscia mąż, rodzina, dzieci, lecz tęsknoty serca kierują się ku temu co dobre, piękne, ku Jezusowi, ku pragnieniom duchowym, również ku potrzebie kontaktu społecznego, by powiedzieć komus co leży na sercu, ale małżeństwo tych pragnien nie zaspokoi a tylko jest udręką i narzuceniem jakiegoś trudnego do wypełnienia prawa moralnego, ale to przerażająco brzmi zwiazanie węzłem małżeńskim tego się żałuje. Singiel to osoba szczęśliwa, bo może spotykać się z ludźmi, miec szerokie horyzonty, robić różne wypady na łono przyrody, mężatka to osoba nieszczęśliwa bo presja społeczna zmusza ją do zamknięcia w klatce, zmusza do seksu i do rodzenia dzieci.

Anonimowy pisze...

Przepraszam, ale to sa jakies kompletne bzdury. Na oko przeciez widac, ze najmniej szczesliwe, najbardziej rozbite psychicznie i zrezygnowane sa osoby zyjace w malzenstwach. Sam wiele bym dal za to, by moc cofnac czas i sie nie ozenic. Trudno mi wiec po prostu pojac ten rozdzwiek pomiedzy wynikami badan a rzeczywistoscia... Wydaje mi sie, ze to manipulacja badajacych lub zaklamanie badanych. W kazdym razie wyniki sa absurdalne!

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...