sobota, 16 maja 2009

Chwała śmiertelności!

Tak, dobrze przeczytaliście. Chwała śmiertelności. Chwała skończoności świata, chwała przemijaniu.

Świadomość, że wszystko przemija
- może stać się dla nas bowiem niezłym bodźcem, żeby starać się teraz, tak właśnie teraz, żyć pełnią życia. Przecież tak krótko ono trwa...


Budzisz się rano, słońce zagląda w okno.
Budzik w komórce jeszcze śpiewa do bólu znienawidzoną melodię na wstawanie.
Przecierasz oczy.
Zwieszasz z łóżka jedną nogę, drugą.

Dzień...

Obudziłeś się i wstałeś z łóżka.
Ale czy przebudziłeś na tyle swój umysł, aby głęboko chłonąć to, co niesie dla Ciebie życie?

Ludzie często dążą do tego, aby uzyskać w życiu pewną stabilizację, która będzie trwała wiecznie. Słucham ludzi, którzy mówią:

"Chciałabym raz na zawsze nauczyć się jak osiągać seksualne zadowolenie. "

"Chciałabym mieć w końcu dobrą stałą pracę a nie zmieniać ją co chwilę i męczyć się na rozmowach kwalifikacyjnych ! "

"Chciałbym przestać już skakać z kwiatka na kwiatek i w końcu się ożenić, by żyć sobie spokojnie z tą jedyną kobietą... "

"Chciałabym wygrać w totolotka i mieć gdzieś mojego szefa, który ciągle zleca mi najtrudniejsze zadania ! "

"Chciałabym być wiecznie zdrowa. "

"Chciałbym uzyskać niezależność finansową, powiedz mi Integralny, jak mam zainwestować pieniądze, żeby żyć z procentów ? "

"Chciałbym kupić sobie telewizor, który nigdy nie będzie się psuł, jaką wybrać markę? "

"Marzę o leku na nieśmiertelność... "


Słucham ludzi i myślę sobie, tęsknota za uchwyceniem na zawsze chwili w ręku - jest w nas przeogromna. Nawet takie strzelanie fotek to tu to tam może być oznaką chęci zatrzymania czasu. A mnóstwo ludzi tak robi.
Medycyna ostro pracuje, aby przedłużać życie człowieka i faktycznie żyjemy coraz dłużej. Zawsze jednak będziemy śmiertelni.

Uświadomienie sobie, że jesteśmy śmiertelni, moim zdaniem, może być zbawienne w skutkach. Nie chodzi mi o powierzchowną wiedzę, bo teoretycznie każdy zdrowy człowiek wie, że życie się kiedyś kończy. Tylko co z tego, jak nie łączy tej wiedzy z tym, co mieszka w nim głęboko, co de facto kształtuje jego sposób życia?
Niektórzy ludzie nawet umierając, nie mogą się pogodzić z faktem, że śmierć istnieje! Umierają nieszczęśliwi, obrażeni na świat, którego tak bardzo pożądali...


Przemijanie nie jest słowem, którego znaczenie Ciebie nie dotyka.

Dynamika życia polega na tym, że wszystko czy to pojedyncze myśli czy zaawansowane konstrukty jest w nieustannym ruchu.
To, co wczoraj nazywałeś czymś "dobrym" okazuje się dla Ciebie dziś czymś "złym".
To, co wydawało się być dla Ciebie ratunkiem, dziś jest więzieniem i na odwrót.
Kiedyś marzyłeś, aby uciec od cierpienia poprzez nabycie umiejętności maksymalnego zbliżenie się do niego rozumem, dziś jak szalony pędzisz za racjonalnym wyjaśnieniem cierpienia, czując, że im szybciej biegniesz tym tak naprawdę mniej rozumiesz i jeszcze bardziej cierpisz.


Dlatego gorąco zachęcam Was do wyzbycia się skłonności do rozrywania życia na czasowe strzępy - a zamiast tego do nauczenia się patrzenia na nie całościowo. Tak jakby Wasze życie było spójną historią, w której każdy element pasuje do siebie (mimo że na pierwszy rzut oka jeden rozdział życia wydaje się być zaprzeczeniem kolejnego).
Zachęcam Was do zajrzenia w głąb siebie i ujrzenia Waszej indywidualnej życiowej historii, którą moglibyście opowiadać godzinami. Moglibyście też opowiedzieć ją jednym tchem.

Chwała śmiertelności, bo to dzięki niej oddychamy... Dzięki niej rodzimy się, dorastamy i kształtujemy nasze życie - a poprzez to mamy szansę na stworzenie czegoś wspaniałego, przeżycia naszego własnego doświadczenia, które kiedyś się skończy.

Pamiętajcie, że póki żyjemy, cały czas mamy szansę uświadomić sobie i zaakceptować fakt, że wszystko przemija i kiedyś umrzemy. I dzięki temu właśnie dzisiaj możemy żyć pełnią życia.

Czy to nie jest piękne?







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

27 komentarzy:

eza pisze...

Przeczytałam notkę i tak mi się skojarzył pewien cytat z Coelho:
"Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie, by zyskać pieniądze, a potem tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszość ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."

Fasolka pisze...

"raz się żyje" - takie powszechne powiedzenie a jakże treściwe. Generalnie uzmysłowienie sobie, że nic nie trwa wiecznie, jest bardzo dobrym sposobem na przetrwanie. Po pierwsze budzi się w nas "wena" do korzystania z życia, a po drugie pomaga pogodzić się z faktem, że sporo rzeczy przemija. Tak musi być... można pielęgnować i "trzymać" pewne momenty, ale nigdy nie będą one takie same jak te wcześniejsze. Grunt to umieć w nich szukać tego czegoś dobrego dla siebie:)

ChrisApril pisze...

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" Cieszmy się życiem, bo ono zaraz zniknie...

Anonimowy pisze...

Dzisiejszego dnia jak dla mnie mogłoby zniknąć... Przytłacza mnie i zniechęca.

Budyń

Integralny pisze...

@ Eza -

Chwytamy się tego co aktualnie uważamy za źródło nieskończonego szczęścia, po czym przekonujemy się, że nawet to źródło wysycha...

A sedno szczęścia tkwi właśnie w jego ulotności.

Dziękuję za napisanie komentarza z Twoim skojarzeniem.


@ Fasolka -

Ludzie często mówią "raz się żyje" albo jak ryzykują (na przykład kupując drogi los na loterii) albo kiedy zamierzają zrobić coś szalonego (na przykład kupując bilet na lot balonem albo skok na bungee). Przeżycia są ważne, jednak ulotność chwili można dostrzec również w takich najzwyklejszych momentach naszego życia (czytanie książki, bieganie, impreza urodzinowa koleżanki itd).

Dziękuję za Twój komentarz :)

@ Chrisapril -

Cieszę się, że odniosłeś ulotność życia do potrzeby kochania ludzi, cytując księdza Jana Twardowskiego.

@ Budyń -

Nawet ten przytłaczający Ciebie dzień nie trwa wiecznie:)

Pozdrawiam i dziękuję za Twoją wypowiedź.

esflores pisze...

Oglądałam dziś "Senność" M. Piekorz, a potem przeczytałam Twoją notkę. Jakoś tak mi się powiązało. I fargment dialogu z tego filmu o śmierci:
"-w końcu to będzie moje ostatnie wielkie przeżycie.
-Wydarzenie. Śmierci się nie przeżywa."

Swoją drogą film godny polecenia:).

Integralny pisze...

@ Esflores -

Nie oglądałem jeszcze tego filmu. Dzięki za polecenie i Twój komentarz.

Anonimowy pisze...

Nic mocniej i głębiej nie nadaje życiu sens, jak świadomość jego przemijalności. Kto nie ma szacunku dla śmierci, nie ma szacunku dla życia.

- anonimus

Integralny pisze...

@ Anonimus -

świetna myśl !

Marcin pisze...

Bardzo ciekawy tekst, ale mam kilka pytań.

"Świadomość, że wszystko przemija - może stać się dla nas bowiem niezłym bodźcem, żeby starać się teraz, tak właśnie teraz, żyć pełnią życia. Przecież tak krótko ono trwa..." - z tego fragmentu wynika, że uważasz, że gdybyśmy żyli dłużej (np. dwa lub trzy razy dłużej) nie byłoby tego bodźca? Ludzie teraz żyją jakby mieli nigdy nie umrzeć, nie żyją pełnią życia. Osobiście mnie przemijanie również w żaden sposób nie motywuje, nie działa na mnie motywacja negatywna (korzystaj z życia, bo niedługo umrzesz). Gdybyś mógł żyć kilka razy dłużej niż przeciętny człowiek, to nie żyłbyś pełnią życia?

"I dzięki temu właśnie dzisiaj możemy żyć pełnią życia" - a co powiesz o starych, opuszczonych, schorowanych ludziach?

Integralny pisze...

@ Marcin -

Dawno, dawno temu człowiek żył max 30 lat. Teraz żyje trzy razy dłużej. Mimo to - życie przemija.

Przemijania nie należy się obawiać, tylko zaakceptować, pokochać :)

Nawet schorowani, starzy ludzie - jeśli zaakceptują bliskość swojej śmierci wcale nie muszą czuć się nieszczęśliwi. Pełnia życia nie będzie dla nich tak intensywna jak dla ludzi młodych, ale jednak... :)

Marcin pisze...

"Nawet schorowani, starzy ludzie - jeśli zaakceptują bliskość swojej śmierci wcale nie muszą czuć się nieszczęśliwi" - niestety, ale mnie to nie przekonuje. Jak widzę na co dzień ledwo chodzących, zgarbionych, skwaszonych i zmęczonych starych ludzi to nie mogę "pokochać przemijania". Moi dziadkowie całe dnie spędzają na oglądaniu telewizji. To jest pełnia życia? Ja nie mam zamiaru tak wyglądać jak będę stary, ale jak widzisz to wcale nie jest takie łatwe dla osób starszych.

Agata pisze...

Odwieczny temat rozmów,dyskusji...PRZEMIJANIE,ZYCIE,SMIERC....Pamiętam jak budziła się we mnie świadomość,przeżyłam bardzo boleśnie ten etap.
Ponieważ gdy jesteśmy dziećmi,wszystko wydaje nam się takie oczywiste,proste i niesie ze sobą wiele możliwości.Potem dojrzewamy i musimy przetrawić raz jeszcze ,wszystkie myśli które kłębią się w naszej głowie,odpowiedzieć sobie na masę pytań które powstają i mnożą się jak niechciane mole w naszej szafie!:-)
Często wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi...
Jednak każdy musi obrać sobie jakąś drogę,uwierzyć w jakąś własną bajkę by móc przebrnąć przez życie i pokonać przeszkody umysłu.
Ważne jest sobie chyba uświadomić ,że wszystko przemija i każdy człowiek,stworzenie przeminie to jest nawet sprawiedliwe!!
Ważne jest też ,by pomyśleć sobie,że nie jesteśmy ani swoim ciałem,ani umysłem....To narzędzia pomocne ,jedynie pomagają nam w zrozumieniu i nazwaniu otaczającej nas rzeczywistości!
Dlatego zaakceptowanie wszystkich przejawów życia,nawet tych nie chcianych jest nam potrzebne do ewolucji!!Transformacja jest po prostu czymś pięknym,niepowtarzalnym...
Uważam,że śmierć też jest wielkim wydarzeniem ,w naszym życiu.Tak samo jak i nasze narodziny!!
Całe nasze życie w pewnym sensie przygotowuje nas do śmierci....
Pokazuje nam,ze tak naprawdę to co materialne,w jakiś sposób uznawane przez nas za wartościowe,naprawdę nie ma większego znaczenia,liczy się praca wewnątrz każdego z nas....
Bo im bardziej jesteśmy wewnątrz ,tym mniej na zewnątrz i odwrotnie.

jaga pisze...

W zasadzie nic innego nam śmiertelnikom nie pozostaje, jak cieszyć się każdym momentem. W zasadzie to nie sam Bóg jest tajemnicą, co pytanie kim byśmy byli żyjąc wiecznie ?. Niestety nie pamiętamy naszych narodzin, żeby móc je przeżywać jako wielkie wydarzenie i śmierci nie będziemy pamiętać, bo jej nie przeżyjemy. Nie bardzo się zgodzę z tym pięknym wielkim wydarzeniem jakim jest śmierć. Jeśli tak by było to każdy skazaniec powinien ze śpiewem na ustach, albo przynajmniej z uśmiechem na twarzy wspinać się na stryczek. To samo tyczy się młodych beznadziejnie chorych ludzi, bez szans na życie. Dobre pocieszanie gdy się jest zdrowym, albo ma 20-30 lat i nawet więcej, ale nie wtedy gdy przekracza się pewną granicę, gdy coraz mniej sił, coraz więcej bólu, samotności i wyczerpania organizmu. Wtedy jest już inaczej, karetka pogotowia się do nas nie spieszy, lekarz również i wiemy że zaraz po badaniach kontrolnych nie wrócimy do domu, do znajomych zapachów, widoku z okna, tego co kochamy. Afirmacja życia to piękna fikcja, która z powodzeniem może być stosowana do jakiegoś wieku, potem następuje samooszukiwanie, po to żeby nie dołować bliskich, albo nie trafić przypadkiem do domu starców, za złe zachowanie.
A co gdyby nagle medycyna znalazła sposób na odwracanie starości i ze staruszki, dzień w dzień robiła by się coraz młodsza ? A co gdyby na ziemi nie było zim, tylko wieczny maj ? A co gdybyśmy nie musieli zabijać żeby jeść i umierać żeby służyć za pokarm ? To może byłby raj, a może dla niektórych piekło i totalna nuda, no bo ileż można przyglądać się kwiatom, słońcu i radości, trzeba coś stracić żeby potem na nowo cieszyć się "zabawką".

Agata pisze...

Ależ my żyjemy wiecznie :-).Sęk w tym,że przychodząc na ziemię zapominamy skąd przybyliśmy,skoro już tak jaga puściłaś wodze fantazji...
To poczytaj ROZMOWY Z BOGIEM....może bardziej optymistycznie spojrzysz na temat życia i śmierci.

Anonimowy pisze...

"Choć przychodzimy i odchodzimy nigdy nie opuszczamy domu"

Chociażby atomy, z których jestesmy zbudowani wracają do przyrody dając początek nowemu życiu :)

- anonimus

Anonimowy pisze...

Samo życie zawiera w sobie przemijanie. Przemijanie nie musi oznaczać śmierci. Pozostaje po nas historia. A My tracimy nieustannie możliwość jej kształtowania. Teraźniejszość pozostawia skutek w przeszłości co jest wystarczającym motywem do aktywnego życia. Śmierć odbiera nam dar tworzenia, budowy i degustacji świata oraz możliwość nadawania znaczenia swojemu życiu. Czy to jest pocieszające? Czy to jest piękne?

Integralny- Dla mnie piękne jest samo życie. Zaakceptować śmierć to cieszyć się z straty. Świadomość śmierci przytłacza i powoduje umartwianie się spotęgowane bólem, strachem i słabością konającego. Myślę, że umierający zawsze cierpi, chyba że ma nadzieję na życie pośmiertne dzięki religii(ale wtedy nie do końca odczuwa śmierć). Mam nadzieję, że nie zawsze będziemy śmiertelni i nie sądzę by ludzkość się z tego powodu załamała psychicznie.

Bardzo ciekawi mnie potrzeba stabilizacji o której wspomniałeś. Czy mógłbyś poszerzyć ten temat? Myślę, że wiąże się ona z bezpieczeństwem i chęcią poczucia pewności, że to co pragniemy uczynić ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli że nasze decyzje odnoszą spodziewany skutek. Nie napisałeś jasno jak Ty odnosisz się do owej stabilizacji. Czy przez całościowe spojrzenie na życie rozumiesz dążenie do poczucia łączności wszystkich chwil i dążeń oraz ustabilizowania i posegregowania życia?

Agata- życie przygotowaniem do śmierci? Czyli żyjemy po to by zginąć, a nic co materialne (co rzeczywiście tworzy życie) nie jest ważne. Nie chcę przesadzić, ale takie myślenie zachęca chyba do samobójstwa.

Jaga- masz rację. Ale bez śmierci i tak coś nieustannie tracimy. Czy można powiedzieć, że gdy nie myślimy o śmierci, nie zauważamy jej to jest zawsze tragicznie nudno i bezcelowo?

Nixur

Agata pisze...

Nixur-pisząc,że cale życie jest w pewnym sensie przygotowaniem do śmierci wcale nie mam na myśli zbiorowego samobojstwa.
Chodzi mi o to,że życie jest w pewnym sensie egzaminem,każdego z nas indywidualnie jak i ogolnie nas rasy ludzkiej. W miarę naszego wzrastania,rozwoju świadomości oswajamy się z faktem przemijania.
Dlatego żyć świadomie to,akceptacja wszystkich przejawow życia,począwszy od milości,radości,smutkow........po nasz kres.Niektórzy ludzie nawet przez jedna chwile w swym życiu nie porafią skoncentrować się na pięknie choćby maleńkiego zielonego listka.Ktory z pączka staje się listkiem,spelnia swe przeznaczenie w przyrodzie i gdy nadchodzi jesień pięknieje paletą barw a potem wraca w obieg przyrody....to koło życia.
Bo tak naprawdę gdy nie akceptujesz śmierci,nie akceptujesz życia ;-].

jaga pisze...

Droga @Agato a skąd przekonanie że ja mam kiepski nastrój, nie mam jestem pogodzona z nieuchronnym. Wyraziłam tylko opinię i swoje zdanie na temat pochwały śmiertelności. A propos "Rozmów z Bogiem" , widziałaś albo słyszałaś tę rozmowę, żeby ją uznać za fakt godny nadziei?. Chyba że polecasz mi tę książkę jako bajkę na poprawę humoru ? Jestem zdania że każdy może napisać swoją rozmowę z bogiem, tylko nie wiem czy druga pozycja innego autora, zarobi na tym taką fortunę ile pierwszego autora, zresztą tytuł pewnie też jest zastrzeżony - fakt miał facet super pomysł i wstrzelił się w temat :) W tych czasach ludziom już nie wystarczy sama modlitwa bez odpowiedzi, każdy chce usłyszeć głos Boga - odpowiedź , albo przynajmniej przeczytać bożego bloga i dlatego to fenomenalny pomysł napisać taką "rozmowę" dla dzisiejszego zagubionego człowieka i lepsza pozycja od oklepanej niezrozumiałej Biblii, przystępnie napisana :)
Pozdrawiam Agato i życzę ci tej nadziei na cale życie, a szczególnie przy ostatecznych pożegnaniach z bliskimi, mam nadzieję że Rozmowy z Bogiem i wiara - wystarczą .

Agata pisze...

Droga Jago, każdy ma to w co wierzy!!RZB-książka nie tyle indywidualna co o zasięgu globalnym!!Czytałaś,że odkładasz ją na półkę z bajkami????Bo gdybyś czytała,wiedziała byś,że tak ,to prawda każdy z nas może właśnie takie rozmowy śmiało uskuteczniać!!
I to jest piękne!!Jak może być fakt godny nadziei?Fakt to fakt sytuacja zaistniała,nadzieja to coś więcej to prawie jak wiara!!
Jago nie zawsze poza niewiernego Tomasza jest pomocna,...błogosławieni Ci którzy uwierzyli.....pozdrawiam.:-)Zyczę miłego wieczorku.

Maciej pisze...

Fantastyczny post. Idę przytulić moją lepszą połowę :) Już teraz

Anonimowy pisze...

co chwilę widzę kolejny tekst mówiący o tym, jak to widmo śmierci daje nam kopa do życia. i że bez śmierci nie byłoby motywacji do robienia różnych rzeczy. ładne są. takie głębokie i motywujące.

a teraz szczerze:

ręka do góry, kto na propozycję "nigdy nie umrzesz, ale za to przez tą wieczność będziesz się nudzić" - powiedziałby "no sorry, ja poproszę tą 70 i pod ziemię" :P

ja tam kategorycznie wolałabym się nudzić. dowolnie bardzo nudzić. marzę o stagnacji, nudzie, braku zmian, staniu w miejscu - pod warunkiem gwarancji, że to tak na wieczność :>

Anonimowy pisze...

Mmmm owszem , to jest piekne :)

... tylko ze tego typu stwierdzenia , "rady" co na wstepie, pisza ludzie w chwili gdy sa szczesliwi :) Pomaga to tez glownie tym, ktorzy czytajac to, nie sa akurat w dolku. Osoba z depresja zapewne zdoluje sie jeszcze bardziej , w mysl zasady, ze wtedy wszystko odbiera sie na NIE .

Anonimowy pisze...

Dlatego polecam zadbac o swoj dobry nastroj. Bez rozdrabniania sie co nam dolega , depresja czy rak skory ;) ostatnio powazniej zaczynam to traktowac - naukowcy udowodnili ze dobry nastroj pomaga przezwyciezyc kazda chorobe ! :) moze za X lat to co dzis nazywamy cudem uzdrowienia, bedzie powszechnie znanym zjawiskiem :)

glowa do gory, pozdrawiam !

Anonimowy pisze...

witam , ja uważam , iż negatywne, traumatyczne przeżycia i ciężkie dla nas doświadczenia "pomagają" nam w stawaniu się bardziej człowiekiem, uszlachetniają nas i sprawiają , że dostrzegamy osoby , sytuacje, których nigdy wcześniej nie dostrzegaliśmy. Ból z czasem łagodnieje i chodzi o to żeby wraz z tym czasem nie przemijała nasza delikatność i otwartość na drugiego człowieka, często potrzebującego pomocy , dotyki naszej dłoni czy też chwilowego zatrzymania wzroku z wyraźnym zrozumieniem... pozdrawiam wszystkich :) ewelina

Zdzichu pisze...

Wszystko można uzasadniać emocjonalnie pozytywnie, negatywnie albo neutralnie. Ludzie zwłaszcza bliscy śmierci często szukają dla niej uzasadnienia, chcą się z nią pogodzić bo inaczej by umierali w bólach emocjonalnych że chcą jeszcze żyć a tu ich kostucha zabiera.

Sam jako jeszcze młody człowiek nie cieszę się z przemijania w życiu bo się w nim popełnia błędy i próbuje różnych rzeczy. Nie spróbuje się jednak wszystkiego (mam na myśli np. podróżowanie czy poznawanie nowych ciekawych ludzi) ani nie naprawi wszystkich błędów i choćby dlatego będzie mi żal umierać, poprzez te wszystkie plany jakie mam i mogę mieć a których nie zdążę zrealizować...

Anonimowy pisze...

Dlaczego nie zdążysz zrealizować? Kostucha już do Ciebie puka? Chyba że kultura/społeczeństwo nałożyło obostrzenia na wiek metrykalny, no to rozumiem :(

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...