niedziela, 22 marca 2009

Żyć, żeby kochać

Ciągle piszecie do mnie maile, ze swoimi pytaniami, psychologicznymi, filozoficznymi wątpliwościami.

Często pytacie mniej lub bardziej wprost:

- Czym właściwie jest ta cholerna miłość ???

Bo macie wrażenie, że miłość to tylko przywiązanie.

Żona przywiązuje się do męża, mąż do żony – i to nazywamy miłością.


Z pomocą w zrozumieniu istoty ludzkiej miłości przychodzą nam jednak myśli Ericha Fromma, który napisał książkę „O sztuce miłości”.

Według Fromma prawdziwa miłość człowieka do człowieka nie jest przywiązaniem, bo miłość oparta na przywiązaniu – istnieje jedynie w świecie zwierząt.

Człowiek pochodzi ze świata zwierząt - zgodnie z teorią ewolucji, stanął jednak w pewnym momencie na własnych nogach i chciał zobaczyć co jest poza światem natury.

Wychylić głowię poza instynkty.

Stworzył więc własną kulturę, stworzył religię.

Jest bytem obdarzonym samoświadomością.

Aby jednak to się mogło stać, człowiek raz na zawsze musiał powiedzieć:

„Do widzenia, zwierzęcy świecie, chcę być człowiekiem – biorąc na siebie wszelkie konsekwencje bycia istotą ludzką.”



Nie ma już tam powrotu. Świat natury został w tyle. Jesteśmy jego częścią, jednak głowę mamy już gdzie indziej, w innym świecie.

Ten świat – to poziom noosfery.

Poziom zdolności do autotranscendencji.

Dlatego kochamy – inaczej niż zwierzęta.

Kochamy – choć przywiązani do siebie na poziomie czysto biologicznym, ciepła, bliskości fizycznej, bezpieczeństwa – kochamy wychylając głowę nieco dalej, nieco wyżej – kochamy, by żyć.

Żyjemy po to, aby kochać.

Na koniec cytat Ericha Fromma, ze wspomnianej książki „O sztuce miłości”:

"Miłość jest aktywną siłą w człowieku, siłą, która przebija się przez mury oddzielające człowieka od jego bliźnich, siłą jednoczącą go z innymi; dzięki miłości człowiek przezwycięża poczucie izolacji i osamotnienia pozostając przy tym sobą, zachowując swą integralność.

W miłość urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami."







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

36 komentarzy:

eza pisze...

A ja myślę że miłość jest jednak przereklamowana, że niby nadaje sens, że żyje się aby kochać, że bez niej nie warto żyć... Może i tak - ale dotyczy to chyba tylko osobowości symbiotycznych. Czym jest miłość? Czy wszystko musi być definiowalne? Czy określenie w słowach w ogóle jest potrzebne w tym przypadku?

BlueGirl pisze...

wiesz? chciałabym sobie ten cytat zachować na swoim blogu... pozwolisz, że podlinkuję tą notkę u siebie? :)

pozdrawiam:)

Integralny pisze...

@ Eza -

Miłość nie jest przereklamowana, bo tak jak mówisz - nie da się jej ująć dosadnie w słowa.

Nie wiem jak pięknie ktoś by o niej nie mówił, to nigdy nie uda mu się oddać JEJ istoty.


@ Bluegirl -

Oczywiście możesz cytować fragmenty moich notek - podając autora i linka. Jeśli cytujesz Ericha Fromma, podajesz autora - czyli Fromma, pozycję czyli "O sztuce miłości" - i możesz podać też linka do mojej notki :)

Pozdrawiam

Cendo pisze...

Jak dal mnie miłość to przyjaźń połączona z pożądaniem ; )

I nie da się ukryć też, że miłość to przywiązanie, które najlepiej widać przy zostaniu dwóch osób, są one do siebie przyzwyczajone.

Tak na marginesie to zaciekawiłeś mnie tą książką Fromma, jutro zerknę na nią w księgarni.

Integralny pisze...

@ Cendo -

Ja mam wypożyczoną. W księgarni kosztuje jakieś dwie dyszki.

Zauważyłem, że zaczynając pisać tę notkę, miałem zamiar bazować jedynie na Frommie - a wyszła mi mieszanka Fromma z psychologią integralną.

Mimo to spodobała mi się ta notka, dlatego ją opublikowałem :)

Anonimowy pisze...

Fromm jest świetny, polecam go bardzo.

Integralny pisze...

@ Anonimowy -

Polecasz go bardzo Ty - czyli kto?

Proszę się podpisywać ;)

Zyje_sobie pisze...

Myślę, że miłość to coś więcej niż przywiązanie.

Jak ktoś tu już napisał bliżej jej do przyjaźni z pożądaniem.

Osoba nie wierząca w to uczucie... myślę, że po protsu nie "trafiło" Ciebie... ewentualnie po pewnym czasie, wasza "roślinka miłości" usychała źle pielęgnowana. ;)

Miłość jest jednym z najbardziej kruchych "stworzonek" w tym świecie ;) każdego dnia, trzeba o nią zabiegać i dbać/pielęgnować. Inaczej nim się człowiek spostrzeże, człowiek w łóżku obok stanie się obcym nam człowiekiem.

W każdym bądź razie.. należy pamiętać, że tym im jest ten drugi człowiek... zależy także od nas. W końcu to my z nim dzielimy większość czasu... jeżeli jest zasiedziały przed komputerem... to częściowo my za to odpowiadamy...

Drugi człowiek nadaje sens... uśmiech, bliskość, czułość... dobre słowo w chwilach słabości i pomocna dłoń gdy upadniemy... Zdecydowanie polecam :P

To tak trochę podgorączkowo-sennym stanem ;)

Integralny pisze...

@ Zyje_sobie -

Zgadzam się z Tobą w stu procentach, trzeba dbać o nasze uczucia.

Dziękuję za komentarz.

Anonimowy pisze...

Z miłośćią niestety wiążą się różne nieporozumienia, dwa sprawy, które przychodzą mi do głowy w tej sprawie, to po pierwsze jest to przede wszystkim czasownik, po drugie nie oznacza ona tyle umiejętności patrzenia na siebie, co w tym samym kierunku :)

Anonimus ;)

Integralny pisze...

@ Anonimus -

Ciekawy nick, lepszy taki niż "Anonimowy" ;)

Nie zrozumiałem, o co chodzi Ci z "czasownikiem".

Dzięki za komentarz.

Anonimowy pisze...

@Integralny

Słowo czasownik oznacza, że jest to czynność, a nie tylko bierny stan który na nas spada. Miłość wymaga nieustannego wysiłku z naszej strony. Czas w którym pozostajemy na tak zwanym 'haju' (przepraszam za wyrażenie), kończy się po 2 maksymalnie 3 latach, później zaczyna się prawdziwa próba tego na co nas właściwie stać i czy rzeczywiście potrafimy kochać, czy nasza miłość to wyłącznie 'zespół serotoninowy' ;) z którym niektórzy utożsamiają błędnie poczucie szczęścia/miłości, czy coś rzeczywiście głębszego, wymagającego od nas wysiłku i poświęceń.

Integralny pisze...

@ Anonimus -

Dzięki za rozwinięcie interesującej myśli :) Pozdrawiam.

lavinka pisze...

W dzisiejszym świecie miłość to mit. Jest niemożliwa, bo jet ukazywana jako idealna. Mówi się,ze miłość przenosi góry, że wszystko wybacza. A to nieprawda. Miłość przenosi tylko tyle ile zdoła unieść, tak samo z wybaczaniem. Ponieważ jednak ludzie wierzą w to pierwsze... wygodniej jest nie kochać wcale,co też czynią. I dlatego teraz tak dużo niekochających i niekochanych. Epoka romantyzmu kiełbie we łbie im zrobiła. ;)

Integralny pisze...

@ Lavinka -

Niedługo opublikuję notkę na temat rzekomej "idealności" miłości - i jestem pewien, że ci co tak myślą przejrzą na oczy:) Nie będę jednak zdradzał szczegółów.

Dziękuję Tobie za opinię i za regularne odwiedzanie mojego bloga:)

Anonimowy pisze...

To nie epoka romantyzmu i ideałów zrobiła ludziom kiełbie we łbie, tylko rewolucja przemysłowa ;)

- anonimus

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=4Fjy2L8llXo

;]

Anonimowy pisze...

@ Anonimowy
Uwielbiam te piosenke! Czasem pare zwyklych slow w odpowiednim szyku potrafi zaskakujaco duzo dac do myslenia.. Dzieki temu wyplatalam sie z dosc nieciekawej historii - owszem bylo milo, ale tylko gdy wszystko sie pomyslnie ukladalo. Gdy bylo zle - jak obuchem w glowe - on nie rozumial nic i nie umial pomoc, bylam sama. Dzieki temu zmienilam sie. I docenilam madrosc czlowieka, ktory byl zawsze tuz obok, wczesniej niezauwazalny. ;-)
Wiesz co, wdaje mi sie, ze milosc to przede wszystkim porozumienie - namietnosc sie zmienia jak sinusoida, zmeczenie po pracy poszarza piekno i swiezosc, za zabawe nie zawsze jest ochota - jednak jesli sa porzadne fundamenty, wyjatkowe zrozumienie w wiekszosci sytuacji, to zwiazek przetrwa.

A druga rzecz - wszyscy mowia, ze milosc jest trudna, ze trzeba o nia dbac kazdego dnia, starac sie, uwazac... Nie zgadzam sie z tym! Milosc powinna przychodzic zupelnie naturalnie i bez wysilku! Akceptacja i szacunek no i to porozumienie wystarcza! Wczesniej staralam sie i pielegnowalam milosc - i co? - i po 2-3 latach bylam zupelnie wyczerpana. Teraz sie tak bardzo nie staram, nie kontroluje siebie, nie robie i nie mowie niczego wbrew sobie, nie postepuje tak-jak-wszyscy-mowia-ze-trzeba - jestem soba, a bycie razem przychodzi latwo. O to chyba chodzi, nieprawdaz?
Junotka
PS Interesujace forum! Do nastepnego razu!

Anonimowy pisze...

@Junotka

W tej kwestii obie strony muszą chcieć wówczas powstaje świetna synergia. Nasz wszechświat jest niestety tak zbudowany, że każdy układ pozostawiony samemu sobie ulega powolnej entropii i tutaj nie ma na to 'bata' ;)

- anonimus

Anonimowy pisze...

@Anonimus

Zgadza sie, z entropia nie mozna wygrac, heh, nawet nie mozna zrezygnowac z gry. Ale chodzi tu o ilosc wydatkowanej energii - niektore rzeczy przychodza latwiej - jak na przklad napisanie 'posta', inne trudniej - jak na przyklad napisanie powiesci. Jesli cos kosztuje nas zbyt duzo, predzej czy pozniej damy sobie spokoj.

A to w sumie tez ciekawa sprawa - cz warto sie bardzo mocno starac, by byc przez chwile w raju, a potem zaplacic miesiacami depresji, czy moze lepiej pozostac w ziemskich realiach, w spokoju przez dlugie lata..?

Junotka

Anonimowy pisze...

@Junotka

Od czarnej dziury ktora pochlania wszystko co dajesz zdecydowanie, trzeba trzeba uciekac, bo nic do Ciebie nie wroci, a skonczyc sie to moze bardzo nie wesolo, chociazby drenazem neurotransmiterow mowiac juz bardzo technicznie, a to stan bardzo nie ciekawy jest.

- anonimus

Anonimowy pisze...

@Anonimus
Drenaz jak drenaz, czasem pewne odswiezenie przynosi i nawet moze do jakiejs odkrywczej mysli doprowadzic. Dla kogos, kto wciaz powtarza ten sam schemat - to szansa na wyzwolenie. Poki emocje sa - serce (wzgorze?) zyje. Wg mnie gorsza jest utrata wrazliwosci, ze sie rowniez technicznie wyraze, receptorow, obnizenie ekspresji co poniektorych ekscytujacych substancji, tudziez duzy ich wychwyt zwrotny.
Heh, uwielbiam rozmowy na temat chemii uczuc ;-) A o psychologie ewolucyjna tez zahaczymy..? Zahaczymy...? ;-D
serdecznie pozdrawiam
Junotka

Anonimowy pisze...

A takie pytanie jeszcze mam:
Czy chcielibyscie przezyc taka milosc jak Romeo i Julia? (oczywiscie, gdy oboje jeszcze zywi byli i nadzieje mieli?) I jak wygladalby taki zwiazek po 2 latach..?
Junotka

Anonimowy pisze...

@Junotka

Zgadza się Junotka.
Brak satysfakcjonujących więzi nie da się rozwiązać/naprawić wykluczeniem ich potrzeby w sobie w sposób o którym mowisz. To jest cul-de-sac. Oszukiwanie siebie, jakiś straszny kanał.

Chemia to tylko reakcja, nie przyczyna, jest w serduchu :)

- anonimus

Anonimowy pisze...

(przyczyna) jest w serduchu

- anonimus

Anonimowy pisze...

Psychologia ewolucyjna była by bardzo ciekawym tematem, szczególnie jak potraktowalibyśmy duchowość jako bardzo ważny i szczególny etap rozwoju samoświadomości człowieka :).

- anonimus

Anonimowy pisze...

Bez Miłości życie byłoby nie do przeżycia.

;]

trendyforyou pisze...

miłość...jest istotną częścią życia...i nawet gdy jej nie odnajdziemy zawsze pozostaje nadzieja,że gdzieś ,kiedyś ,ktoś pokocha ...nas tak jak tego pragniemy:)
dla mnie istnieje i życzę każdemu by ją odnalazł...

Izabell pisze...

Nalezymy do swiata zwierzat i nadal tkwimy w ich instynktach chocby podswiadomie. Nie odzielilismy sie calkowicie od tego swiata. Nie jestesmy nikim innym czy lepszym. Mamy samoswiadomosc ale o sobie mamy tylko tyle ze zyjemy. Czy to duzo? wiecej niz zwierzeta ale swiat jest roznorodny. zreszta nie wiemy co zwierzeta wiedza.

Milosc jest przywiazaniem, jest jak wszystko do czego nasze emocje sie przykleily jednak o roznej sile naporu. Milosc jest przywiazaniem hormonow, chemii ktore jakos podswiadomie u drugiej osobie rozpoznajemy. Fromm opisal to pieknie, ale filozoficznie bardziej.

Nastepna teoria - kochamy by sie rozmnazac. kochanie jest celem do innego celu. cel jest taki jak zwierzat. tylko stworzylismy jeszcze wiele innych drog do tego celu.

Sorry za brak poetyzmu :)

pozdrawiam serdecznie.

raq78 pisze...

Nie ma żadnej teorii na temat MIłOśCI!!
Bo miłość nie jest czymś co się wartościuje,ocenia......
Miłość to nasz naturalny dar,jaki ma każdy człowiek od maleńkości...
Wszystko co żyje ,rośnie,rozwija się,czerpie siłę z uniwersalnej energii życia jaką jest miłość.
Miłość pozwala nam by coraz doskonalszymi,rozwijać się zarówno jako jednostka jak i ogólna świadomość zbiorowa wszystkich istot na ziemi!!
Wiem,że gdy by wszystkie zaciemnienia umysłu typu:złość,zazdrość,strach.....utraciły swoją moc ,to moglibyśmy w końcu zobaczyć nasze dziedzictwo ,naszą prawdziwą naturę i podstawę wszelkiego życia na planecie!!
Jednak droga ewolucji,wymaga od nas akceptacji nawet bardzo negatywnych emocji,ponieważ w skutek rozrostu samoświadomości,przekształcamy je właśnie w energię pozytywną.!!
A one tracą swoją moc nad nami.
Dzięki MIłOśCI wszystko żyje na tej planecie,a ziemia kręci sie dając nam pole,czas,miejsce do tego by wzrastać i uczyć się MIłOśCI,we wszystkich jej aspektach!!!

casicta pisze...

żyjemy po to aby kochać. a gdy nie kochamy? gdy nikt nas nie kocha? wtedy nie żyjemy?....

olenka.arch pisze...

apropos czarnej dziury-wydaje mi się że ta piosenka coś o tym mówi:
http://www.youtube.com/watch?v=KONQcrU9LnI

i jeszcze mam pytanie-czy myślicie że w jakiś sposób da się rozpoznać taką czarną dziurę?

Dorota pisze...

a ja ciagle nie wiem what love is:)) i ciagle sie ucze, to, jak nigdy nie dopowiedziana historia... ale zgadzam sie z jednym, ze trzeba pielegnowac ta roslinke i byc soba...

Anonimowy pisze...

Niema zycia bez miłości i miłosci bez zycia to jest ciągle aktualne

Anonimowy pisze...

Miłość nadaje sens życiu człowieka, wynika z bogactwa, jesteśmy tak bogatymi bytami, że chcemy się dzielić. miłość mówi: dobrze, że jesteś, chcę żebyś istniał. Miłość wyrażamy poprzez troskę o drugą osobę itd.itd. Pokochałam kobietę, trudno ją kochać, bo jest "pokręcona", zbudowała mur wokół siebie, ma trudonści z wyrażaniem pozytywnych emocji, ukrywa się pod maską twardzielki. chciałam jej pokazać, że miłość jest możliwa, żeby nie bała się komuś zaufać, chciałam się nią zaopiekować, wyobrażałam sobie, że będę jej matką, przyjaciółką, lekarstwem, ale na skutek różnych okoliczności nie mogłysmy się "spotkać". Szkoda, że ona nie wie ile mogłam jej dać. a może wcale by tego nie chciała? jedyne co mi pozostało to- modlić się o szczęście dla niej. Pewnie to śmieszne, ale chciałam być jej aniołem stróżem. R.M.

Anonimowy pisze...

Bardzo zaciekawiły mnie komentarze i ich różnorodność - to jak różnie ludzie postrzegają miłość. Ja myślę że miłość jest nieustanną pracą nad związkiem. Wymaga zaangażowania, które jest świadomą decyzją. Dotychczas byłam tylko zakochana, myślę że to inny stan niż kochanie kogoś. I może nie wiem i moja opinia nie jest rzetelna, skoro nie kochałam, ale wydaje mi się że byłam raz blisko miłości. I chcę wierzyć i wierze w to że miłość "cierpliwa jest, łaskawa. Nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza bezwstydu. Wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję, nigdy nie ustaje." Bardzo możliwe że coś pominęłam, lub pomyliłam kolejność, więc przepraszam, bo pisałam z pamięci.
Miłość to chyba przede wszystkim chcieć z całych sił szczęścia tej drugiej osoby, nieustanny kompromis, budowanie czegoś razem.

Ale niestety, w moim przypadku było tak, że choć wydaje mi się że kochałam to moja miłość nie zdołała wszystkiemu przetrzymać. Jest granica dawania komuś szansy kolejnej i kolejnej.
Ale wierzę że ta prawdziwa miłość - ta którą opisują słowa które zacytowałam - jeszcze przede mną. :)

Pozdrawiam wszystkich,

mmia7

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...