środa, 18 marca 2009

Nie mam "rentgena" w oczach ani czarodziejskiej różdżki

Zawód psychologa cieszy się nadzwyczaj dużym zaufaniem w społeczeństwie.

Stawiając trafne diagnozy, znając mechanizmy psychologiczne i skutecznie przeprowadzając psychoterapię – psycholog-terapeuta może pomóc potrzebującemu człowiekowi pogłębiać jego wgląd, uczyć go jak nawiązywać kontakt z emocjami czy wreszcie – zaktywizować go do odnalezienia jego sensu życia.

Nie zawsze dzieje się to jednak w „try miga”, bo żaden (!!!) psycholog nie jest cudotwórcą.


Nie mam „rentgena” w oczach...

Dlatego nie jestem w stanie zaraz po przywitaniu się z nieznaną mi dotąd osobą, powiedzieć o niej cokolwiek. Wiem, że pozory często oj bardzo często mylą. Na wstępie mogę wziąć pod uwagę, jakie dana osoba wywołała na mnie wrażenie i zagłębiając się w już dość dobrze poznane mechanizmy, które regulują mój sposób widzenia świata – określić, czy takie samo wrażenie dana osoba może wywoływać na innych.

A co za tym idzie, jakie może to nieść ze sobą konsekwencje.

Podam Wam prosty przykład. Widząc na przykład osobę, powiedzmy chłopaka, z długimi włosami, żyjącego w Polsce, ubranego na metalowo, wszędzie na twarzy kolczyki, plecak porozrywany, glany, w wieku kilkunastu lat – mogę wstępnie postawić taką hipotezę i zadać takie pytania:

„Norma w tym wieku. Chłopak chce się wyróżnić. Szuka swojej drogi. A może po prostu – tak bardzo identyfikuje się z tym stylem muzycznym. Pytanie: dlaczego? Co mu to daje? Jak postrzegają go inni? Rodzice? Rówieśnicy? Nauczyciele? Buntownik z wyboru? Czy z przymusu – bo coś każe mu się wyróżniać? Co by się stało, gdyby przestał...? A może jest satanistą?”


Jak widzicie hipotez sporo, które mogą zaraz zostać obalone – już po pierwszej rozmowie. Mogę dowiedzieć się na przykład, że chłopak pochodzi z muzyczno-buntowniczej rodziny i wcale się nie wyróżnia, ubiera się podobnie do rodziców, a przy tym jest im bardzo posłuszny. I tak dalej. Nie jestem w stanie przejrzeć człowieka na wylot, bo nie mam „rentgena” w oczach.

...nie mam czarodziejskiej różdżki.

Nie mam jej ani ja, ani żaden z psychologów. Poznając już daną osobę, rozmawiając z nią i stawiając diagnozę lub wspólnie ustalając cele i dalszy przebieg terapii, psycholog – pomimo posiadanej wiedzy psychologicznej, nie jest w stanie na 100 % zagwarantować sukcesu. Powód jest prosty, powodzenie psychoterapii w dużej mierze zależy od tego, jak „dobry” jest psychologa-psychoterapeuta, który tworzy warunki i oddziaływania psychologiczne, jednak wszystko - NAJBARDZIEJ ZALEŻY od samego pacjenta. To to, czy pacjent naprawdę chce się zmienić, czy chce naprawić swoje życie, czy szuka rozwiązania – będzie miało w tym miejscu kluczową rolę.

Psycholog nie jest w stanie zmusić nikogo do wewnętrznej przemiany.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Do psychoterapeuty trafia facet. Siada i mówi:

„Moim zdaniem nic ze mną nie jest nie tak. Przyszedłem tutaj, bo kazała mi żona.”

Wielu z Was pewnie pomyśli sobie – przyszedł z przymusu, więc się nie zmieni. Owszem może tak być. Przecież w małżeństwach mogą pojawić się kłótnie do tego stopnia silne, że jeden z partnerów może postawić ulitmatum - albo „leczenie albo ja”. Pytanie tylko, na ile to wewnętrzne przekonanie partnerki o potrzebie terapii współmałżonka – będzie wpływało na jego OSOBISTĄ motywację do zmiany. Może po prostu, chce być z żoną, boi się samotności "na stare lata" lub z innych powodów nie chce rozwodu z żoną i dla świętego spokoju, chodzi, siedzi – wreszcie płaci za terapię. A żona oczekuje cudu.


Tak, dobrze napisałem – żona. Bo jeśli przyszedł tu tylko dla świętego spokoju żony, nie ma szans na powodzenie tej terapii. Może jednak zdarzyć się tak, że ów facet zastanowi się, dlaczego żona wysyła go do terapeuty, zbada, czy naprawdę jest mu potrzebna, i wtedy siadając na fotelu powie:

„Myślałem, że nic ze mną nie jest nie tak przez wiele lat. Mam jednak teraz problem, który polega na tym, że nie potrafię utrzymać z żoną dobrego kontaktu.”


Rozumiecie? Teraz jest inaczej. On ma problem – nie żona! Żona mogła mu tylko wstępnie zasugerować. Kiedy pacjent ma wewnętrzną motywację do przemiany, psychoterapia jest o wiele lepiej rokująca.

Osoba potrzebująca pomocy mówi psychologowi-terapeucie o sobie tylko tyle, ile chce. Terapeuta może wysuwać wstępne wnioski, jednak z reguły nigdy się ich kurczowo nie trzyma – traktując je bardziej jako ewentualną wskazówkę do pracy z pacjentem a nie coś, co jest pewne na sto procent. Psycholog-terapeuta może pomóc osobie cierpiącej tylko wtedy, kiedy wykazuje ona wewnętrzne, osobiste pragnienie zmiany. Mimo, że dany klient przyszedł na psychoterapię, nie musi zakończyć jej z wynikiem zmiany swojego życia na lepsze.

Pamiętajcie o tym, że żadna psychoterapia nie zmieni nikogo życia, jeśli ten ktoś nie będzie angażował się w nią – całym sobą. To nie psycholog zmienia potrzebujących, to potrzebujący zmieniają siebie. Psycholog dysponując wiedzą, doświadczeniem, osobistymi przemyśleniami, jedynie towarzyszy potrzebującym w ICH osobistej wewnętrznej przemianie...







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

20 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Owszem, psychoterapia jest po to by pokazać nam drogę do samouleczenia i by towarzyszyć nam na tej drodze.

justynides pisze...

Cała prawda o psychoterapii:
"Dwaj starzy przyjaciele spotykają się po długim czasie.
- Co słychać? - pyta pierwszy.
- A, nic dobrego - odpowiada drugi - Cierpię na moczenie nocne i nie wiem, co z tym zrobić.
- Wiesz co, tu niedaleko mieszka dobry psychoterapeuta. Spróbuj, może on znajdzie sposób.
Przyjaciele spotykają się po kilku miesiącach.
- No i co, byłeś u tego psychoterapeuty?
- Byłem i jestem Ci bardzo wdzięczny.
- Już się nie moczysz?
- Moczę, ale teraz jestem z tego dumny!"

;)

Integralny pisze...

@ Anonimowy -

Otóż to.

Zachęcam do podpisywania się pod komentarzami anonimowymi :) - lub korzystania z opcji zalogowania :)

@ Justynides -

Hehe, niezłe :) Może założyć kącik "dowcipy o psychologach" ? :)

justynides pisze...

Może założyć:)
Ale nie wiem, czy będzie ich na tyle, żeby go zapelnić :P

Integralny pisze...

@ Justynides -

Przypomniał mi się taki dowcip:



Wchodzi psycholog do windy a tam drugi psycholog:

- Dzień dobry - mówi psycholog

"Co on też chciał przez to powiedzieć?" - pomyślał ten drugi.

justynides pisze...

Taaaak,
"Wchodzi facet do windy a tam schody" ;)
jak to zinterpretujesz?;)

Integralny pisze...

@ Justyndes -

Nie wiem jak to zinterpretować, ale przypomniał mi się kolejny dowcip:


Zdyszany psycholog biegnie na tramwaj. A ten jak na złość odjechał mu wprost sprzed nosa:

- Kurczę, spóźniłem się na tramwaj!

Podchodzi do niego drugi psycholog:

- Może chcesz o tym porozmawiać?

justynides pisze...

-Ilu klasycznych psychoanalityków trzeba, żeby wkręcić żarówkę?
-Dwóch. Jeden wkręca, a drugi trzyma mu penisa... Nie! Matkę!... Tfu, drabinę!!

Szpital psychiatryczny. Do gabinetu lekarskiego wbiega pielęgniarka:
- Panie doktorze, ten symulant z pokoju 123 przed chwila umarł...
- No, to tym razem przesadził!

Dwóch psychologów stoi na przystanku tramwajowym:
- O, jedzie dwunastka.
- Chcesz o tym porozmawiać?

Spotyka się dwóch psychologów:
- Witaj, u Ciebie wszystko w porządku, a u mnie?

Proszę bardzo, do kącika;)

Integralny pisze...

@ Justynides -


Hahaha! Dobre :)

Chyba nieoficjalnie tu powstał ten kącik z dowcipami o psychologach :)

Anonimowy pisze...

@Justynides

Jeżeli komuś w windzie zaczynają się schody, to z pewnością ma klaustrofobie ;)

Integralny pisze...

@ Anonimowy -

Całkiem możliwe ;)

justynides pisze...

Znałam windę, na drzwiach której było (a raczej na drzwiach do niej na każdym piętrze) naklejone ostrzeżenie: "Przed otwarciem drzwi do windy sprawdź, czy winda jest na piętrze". Ktoś dopisał: "Ale jak???" i kilka dni potem po klatce schodowej roznosił się smród jakiegoś alkoholowego zmywacza - po nalepkach nie było śladu;)

justynides pisze...

PS. Winda nie miała żadnych okienek ani nic innego, co by choć w minimalny stopniu pozwoliło stwierdzić, że winda jest na piętrze :P
Pozdrawiam Marcinie:)

Integralny pisze...

@ Justynides -

No właśnie:) Zazwyczaj windy mają podłużne okienka i można stwierdzić czy jest winda.

Pozdrawiam Justyno:)

justynides pisze...

No więc sam widzisz, że było to dosyć absurdalne;). Niemal tak, jak gdyby były tam schody;).

Integralny pisze...

@ Justynides -

Teraz już chyba zgubiłem wątek;)

Pozdrawiam

justynides pisze...

Przychodzi baba do lekarza (psychologa:p):
- Cały czas boję się , że moje dziecko wypadnie w nocy z łóżeczka a ja nie usłyszę.
- Pani dywan zwinie...

:P

justynides pisze...

Podczas wizyty w szpitalu psychiatrycznym gość pyta ordynatora jakie kryteria stosują, aby zdecydować czy ktoś powinien zostać zamknięty w zakładzie czy nie.
Ordynator odpowiedział:
- Napełniamy wannę, a potem dajemy tej osobie łyżeczkę do herbaty, kubek i wiadro i prosimy, aby opróżnił wannę.
- Aha, rozumiem - powiedział gość - normalna osoba użyje wiadra, bo jest większe niż łyżeczka czy kubek.
- Nie - powiedział ordynator- normalna osoba pociągnęłaby za korek. Chce pan pokój z widokiem czy bez?

Anonimowy pisze...

A jeśli ktoś dysponuje sam wiedzą, to oznacza, że sam może sobie pomóc? Jeśli psycholog jest tylko po to, żeby wskazać drogę, osoba która ma taką samą wiedzę może wskazać ją sobie sama. "To nie psycholog zmienia potrzebujących, to potrzebujący zmieniają siebie."

Anonimowy pisze...

Bardzo pomocne. Sama ,,mecze'' sie na terapii od roku i czasami mam duuze watpliwosci co do jej skutecznosci, ale zazwyczaj obarczam wina siebie i sie jeszcze bardziew wkurzam :)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...