piątek, 13 marca 2009

Jak rozwija się małżeństwo?

Każde małżeństwo jest inne. To wiadomo.

Każde małżeństwo to związek dwóch niepowtarzalnych jednostek – wytwarzających między sobą niepowtarzalną, unikalną relację.

Istnieją jednak pewne etapy małżeństwa (czy też „stabilnego związku” niekoniecznie zalegalizowanego), które są wspólne wielu parom.

Przekonajcie się dzisiaj jak rozwija się małżeństwo.



Opiszę Wam etapy rozwoju małżeństwa, zaproponowane przez Juerga Willi’ego. Etapów tych jest cztery.

1. Tworzenie stabilności pary


Kiedy kobieta i mężczyzna wchodzą w związek, szybko przekonują się, że ich życie podlega pewnej modyfikacji. Nie są już bowiem odrębnymi, niezależnymi jednostkami, które spędzają czas – jak chcą, z kim chcą, kiedy chcą, robiąc to, na co mają ochotę. Teraz ich życie nabiera zupełnie innych kształtów – a to znaczy, że ich psychika powinna zaadoptować się do zupełnie nowych warunków.

Kobieta na przykład szybko uświadamia sobie, że kilkugodzinne rozmowy przez telefon z koleżankami, lub całodniowe siedzenie na internecie – musi odejść w niepamięć, przynajmniej częściowo. Bo to nie służy związkowi – w którym na przykład jej facet woli spędzać czas na świeżym powietrzu. Kobieta czy chce czy nie – do pewnego stopnia zmienia swoje nawyki.

Mężczyzna – kolejny przykład – szybko dowiaduje się, że jego małżonka nie jest w stanie tolerować częstotliwości jego gry w brydża z kolegami, przez co biedaczysko będzie musiał znacząco ograniczyć tę przyjemność. Powiedzmy już nie co drugi dzień, a co dwa tygodnie będzie wychodził na całą noc dzikiego karcianego szaleństwa .

Bardzo powierzchowne przykłady, ale mam nadzieję, że zrozumieliście sedno. Aby para zgrała się ze sobą, aby nie doszło do kryzysu związku – para musi utworzyć na początku pewną stabilność. A to wymaga kompromisów.

Jeśli stabilność zostanie utworzona, małżeństwo wchodzi w druga fazę.

2. Faza rozbudowy i prokreatywności małżeństwa


Kiedy para w mniejszym lub większym stopniu pomyślnie przechodzi pierwszą fazę, zazwyczaj decyduje się na rodzinę. W tym celu stara się o dziecko.

Pojawienie się dziecka rozpoczyna nowy etap małżeństwa, a mianowicie utworzenie rodziny – a fakt ten nie przechodzi bez echa na żonie i mężu. Teraz stają się rodzicami. W ten sposób wcielić się muszą w zupełnie nowe, nieznane im role. Czy wyobrażacie sobie, jakie to ważne? Dodatkowe przyjęte role, na które kobieta i mężczyzna w końcu sami się zgodzili – wymagają od nich zupełnie nowych deklaracji co do związku, podejmują się nowych zadań.

Para nie może już dbać tylko o to, aby między nimi było dobrze, musi dbać o dziecko. A to może wzbudzić w związku zawirowania, jakieś sprzeczki, związane ze stresem, zagubieniem tożsamości itd. Rodzina musi ustalić bowiem wspólne cele, podzielić między jej członków obowiązki, określić oczekiwania.


Pomyślne przejście tego etapu, dostosowanie się do nowych życiowych zadań – otwiera przed małżeństwem następny rozdział.

3. Faza wieku średniego

W chwili kiedy dzieci dorastają i opuszczają dom – rodzice zaczynają przeżywać tak zwany „syndrom pustego gniazda”. Nie jest im łatwo, bo krąg rodziny trochę się zmniejszył. Mąż i żona czy chcą czy nie chcą – muszą znowu się do siebie zbliżyć, dzieci już nie ma, mają tylko siebie. Jest to jeden z bardziej intymnych etapów każdego małżeństwa. Często pary przeżywają wówczas swoją „drugą młodość” – na nowo eksperymentując w różnego rodzaju intymnych obszarach damsko-męskich. Namiętność może bowiem wtedy rozkwitnąć ze zdwojoną siłą.

Może, ale nie musi.

Jeśli małżeństwo nie będzie potrafiło odnaleźć się w nowej sytuacji, kiedy para jest sama w domu, może dochodzić do konfliktów. Czasami potrzeba czasu, zanim małżeństwo odnajdzie na powrót swoją tożsamość, integralność, stabilność.

Kiedy „syndrom pustego gniazda” i inne możliwe przyczyny momentów wrażliwych na utrzymanie stabilności związku – zostaną pomyślnie rozwiązane, para przechodzi w ostatni etap rozwoju związku.

4. Faza starości


Nikt z nas nie żyje wiecznie. W tym etapie, małżeństwo musi uporać się z tym, co niesie ze sobą wiek starczy. Zarówno kobieta jak i mężczyzna mogą zacząć chorować, będą musieli uporać się ze swoją niedołężnością, a także – z niedołężnością partnera / partnerki. To może rodzić frustracje, ale też może być wspaniałą szansą na zbudowanie zupełnie innej jakości - bliskości.

Partnerzy, idąc ze sobą przez całe życie, w tym etapie małżeństwa – zaczynają dostrzegać na własnej skórze, jak bardzo życie ludzkie jest kruche, jak przemijające. Zadaniem rozwojowym jest zatem akceptacja własnej i partnera / partnerki ograniczoności, fizycznej a czasem i umysłowej niedoskonałości. Ten etap może być również bardzo piękny. Nie raz byłem świadkiem, jak to para staruszków siedziała sobie na ławeczce w parku, uśmiechając się do siebie. Mimo, że śmierć zbliża się nieuchronnie, to jednak można ten fakt zaakceptować i cieszyć się choćby jedną chwilą spędzoną razem...


Jak to fajnie jest móc cieszyć się szczęściem będąc z druga osobą, przeżywać chwile radości związane z zakochaniem, z dziećmi, z wiekiem średnim a nawet ze starością. Życie nie jest łatwe, jak widzicie, w każdym wieku może pojawić się kryzys w małżeństwie spowodowany normalnym rozwojem związku – jednak ja wierzę, że prawdziwa miłość jest w stanie pomóc nam przetrwać najtrudniejsze chwile.

By być ze sobą na dobre i na złe. Do końca.







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

12 komentarzy:

lavinka pisze...

To ja chyba jednak wolę pojedynczość. Ile to życiowych kryzysów mniej ;)

Psychika.net pisze...

@ Lavinka -

Nie byłbym taki pewien czy mniej;) Ale to fakt, coraz więcej młodych ludzi decyduje się na spędzenie życia w pojedynkę, lub o - wiele później niż na przykład ich rodzice - zakładają rodziny. Myślę, że to taki znak czasu. Pozdrawiam:)

justynides pisze...

Co masz na myśli pisząc "znak czasu"?:)

Psychika.net pisze...

@ Justynides -

Kultura w jakiej żyjemy akceptuje i wynagradza styl życia - singla. Więcej czasu na karierę, więcej czasu na zajmowanie się tylko sobą (a nie partnerem/partnerką).

Anonimowy pisze...

Kryzysy są jak najbardziej w porządku pchają do przodu, o ile mówimy o ludziach którzy potrafią je razem przepracować, z jaknajlepszą korzyścią dla siebie. Można czekać do piędziesiątki na księcia lub księżniczkę z bajki, ale szkoda czasu, bo po tym czasie czekają nas dwie smutne prawdy. Pierwsza to ta, że kogoś takiego nie ma, a druga to to, że do jakichkolwiek pozytywnych zmian w nie jesteśmy zdolni i nawet żaden kryzys nam nie pomoże.

Psychika.net pisze...

@ Anonimowy -

Słowo "kryzys" ma negatywne zabarwienie, jednak oznacza ono - coś przełomowego.

Kryzys to nie porażka, to punkt, w którym musimy na chwilkę przystopować i pomyśleć:

"Cholera, trzeba coś zrobić!"

To prawda, kryzys pcha nas do przodu - a to dlatego, że nagle budzimy się i widzimy, że tak jak było do tej pory dalej być nie może, bo warunki się zmieniły.

I albo im sprostamy albo nie.

Anonimowy pisze...

@Psychika.net

Tak jest.

Traktując relację między ludzkie niczym gotowy towar z póki zmuszeni jesteśmy nieustannie wpadać w to samo bagno. Nieustanny przekaz kultury masowej robi niestety swoje.

raq78 pisze...

Wiem,że całe nasze życie to cykl,podlegamy pewnym cyklicznym prawom.Tak samo właśnie jest w związku dwojga ludzi,przeżywają ciągle te same problemy dopóki się z nimi nie uporają.Jeśli są w stanie,przechodzą na inny "poziom".Niekoniecznie lepszy czy gorszy,po prostu stają przed nowymi wyzwaniami i znów muszą szukać drogi wzajemnego porozumienia....
Ciągle jest coś do zrobienia :-),pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

W przedstawionym przez Ciebie poście rozwój małżeństwa nie chcę powiedzieć, że jest przesłodzony bo chciałabym, żeby życie każdego człowieka opierało się na pozytywnym patrzeniu na świat, bliskości drugiej osoby, miłości, wspólnym wychowaniu, pokonywaniu przeszkód ale nie odzwierciedla rzeczywistości. Owszem jest ustalony pewien schemat, ale mnie boli to co dzieje się w związkach. Czytając ten post odnoszę wrażenie że życie w małżeństwie jest sielanką i adaptacja w nowych okolicznościach jest łatwa bądź poprzedzona kryzysem, z którego nie problem wyjść. Ten świat jest podręcznikowy. A gdzie tu miejsce na uczucie rodziców, na ich burzę uczuć, romantyzm, miłość. Czemu dziecko stoi pomiędzy partnerami stanowiącym często mur odgradzający ich od siebie. To uczucie niby jest, a jednak gdzieś krąży w przestworzach. Obserwując małżeństwa widzę brak zrozumienia między partnerami, monotonię, stagnację, brak tej iskierki, która podjudza uczucia. Te dwie połówki po jakimś czasie wyglądają jak zgniłe jabłko. Coraz mniej jest tych typowych radosnych staruszków cieszących się życiem, a więcej schorowanych i wyniszczonych życiem i otoczeniem ludzi. Ja wierzę w to, że będąc starą babcią będę chodziła za rączkę z moim Ukochanym. Chcę wierzyć w to, że ludzie są szczęśliwi i że dążą do prawdziwego szczęścia nie wykreowanego przez media. Życzę każdemu, żeby tak jak w tym poście związek pięknie ewoluował i czas uszlachetniał to uczucie chroniąc od marazmu.
Serdecznie pozdrawiam ;)

Elwira pisze...

chciałabym przeżyć te wszystkie etapy i to "coś" tak jak tu jest napisane "(...) para staruszków siedziała sobie na ławeczce w parku, uśmiechając się do siebie(...)"

Anonimowy pisze...

Jestem żoną od 9 lat i moje małżeństwo nie przechodziło żadnego z tego etapu na początku chciałam być wzorową żoną i matką gotowałam prałam i.t.d niestety mój oczarowanie szybko minęło ciągłe uwagi teściowej i brak oparcia w mężu, którego nigdy nie było gdyż musiał pomagać swojej rodzinie na wsi ( to było podziękowanie za wychowanie bez ojca) , nie miał pracy gdyż każdą chwile spędzał u rodziny oczywiste że w takiej sytuacji nie miałam co liczy na mieszkanie . Wytrzymałam dwa lata wyprowadziłam się do rodziców rozpoczął się wielki kryzys ze zdradą krzykami awanturami odchodzeniem i powrotami trwało to jakieś trzy lata do kupna mieszkania. Od dwóch lat mieszkamy razem uczymy się żyć ze sobą , wybaczać i tolerować ale jest ciężko. Mam nadzieje że będę szczęśliwa i będę mogła zaufać mężowi. I przechodzić kolejne fazy małżeństwa w spokoju.

Anonimowy pisze...

To jest chyba marzenie kazdej pary ktorzy sa zakochani zebys spedzic razem zycie i na starost lat siedzec na lawecke albo spacerowac razem i przytulac sie!
niestety, wszystko sie zmienia, i my same i okolicnosti obok nas, ktorzy wymagaja od nas innych rekcij, podejmowania decyzyj. czasem mysle ze to w jaky sposob widze zwiazek juz ne jest podobne do tego jak myslalam kiedysz. przyszed taky moment kiedy widze ze jak chesz spokoju to Musisz zaakceptowac wszystkie wady drugiej osoby,ne zwracac uwagi na drobiazgi, starac sie miec wspolne hobby tematy ale tez ne narzucac(i lepiej robic osobne kazdy swoje niz miec kutni ze mez znowu che ogladac pilke)...
mysle ze , ne pomagaja nam takie kobiety ktorzy stracily szacunek do siebie, ktorych tak latwo jest zakrecic wszedzie- w pube, dyskotece,a nawet w prace i td.Sa takie kobiety ktorzy maja dzieci, meza i wiadomo ne zawsze 100% wszystko uda sie robic na tip top. ale faceci wtedy kusza sie na wlasnie takych kobiet, ktorzy ne wiedza co to jest rodzina, pokazuja ten inny swiat gdzie jest lekko i bez obowiazkow, ....ale tak naprawde bez zastanowienia ze moze akkurat ktosz z dzieciakow niedlugo straci ojca, ktory porzuci dom i rodzine?? ne myslimy o tym , nie.dopoki blizej ne spotkay z tym.kazdy czlowek jest inny i to jest piekne.tylko bylo by tak mile zebys laczyly nas pryorytety i cennosci , bylo by tak milo :)
Pozdrawiam i zycze Milosci!

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...