piątek, 23 stycznia 2009

Alkoholik u dobrego psychologa - czyli o potrzebie pozytywnego wzmacniania

„Ból istnienia” towarzyszy każdemu człowiekowi, każdemu z nas. Przecież czasami, kiedy wszystko wali nam się na głowę, jest nam bardzo trudno. Podniesienie się bywa bardzo ciężkie. Załamani pytamy siebie, rodzinę, bożka czy Boga – jaki jest sens naszego życia?

To zdarza się każdemu z nas. Alkoholicy to ludzie, którzy w ciągu historii swojego życia, pomyśleli sobie „A ja znam sposób na to całe ustrojstwo! Tym sposobem – stało się picie. Jest to jednak krótka droga do popadnięcia w nałóg, bo początkowo „niewinne” picie, pierwotnie zagłuszające w nich ból związany z życiem na planecie Ziemia – przeradza się w potężny nałóg.

Alkoholik w niewoli alkoholu – umiera w znaczeniu społecznym, niszczy dobre relacje, często traci dobrą pracę, umiera w znaczeniu indywidualnym, zatrzymując się a następnie cofając w rozwoju prowadzącym do samoaktualizacji, do szczęścia.

Mimo to, alkoholik wciąż jest człowiekiem, nierzadko bardzo wrażliwym, lecz wewnętrznie skrzywdzonym.

Jak może mu pomóc dobry psycholog?



Historia picia u każdego alkoholika zaczyna się podobnie. Człowiek w takiej czy innej sytuacji, zatraca wiarę w siebie, widząc jedynie bezwględność i brutalność świata. Picie przeradza się w nałóg, z którego bardzo trudno jest mu wyjść samemu. Może jednak to zrobić z pomocą psychologa. Wystarczy, że wykrzesa w sobie resztki sił – do zmiany dotychczasowego sposobu życia, dzwoniąc do psychologa i umawiając się na terapię.

Z nałogowym piciem wiąże się szereg nieprzyjemności. Dobra praca, mnóstwo zleceń poza główną pracą – odchodzą szybko w zapomnienie, kiedy szef zauważając niedyspozycyjność pracownika, decyduje się na jego zwolnienie. Brak pracy potęguje w pijącym poczucie beznadziejności, brutalności świata – potęguje w nim nasilenie „bólu istnienia” powodując tym samym, że pije - jeszcze więcej.

Błędne koło picia zbiera wtedy swoje żniwa, niszcząc człowieka na wskroś.

Picie alkoholu jest często przyczyną sprzeczek rodzinnych, patologizowaniem społeczeństwa, łączy się często z kradzieżami, z biciem w domu, z agresją. Picie kojarzy się alkoholikowi z czymś co go niszczy, co go karze, to świat go karze, tak myśli.

To alkoholik karze sam siebie! Tylko za co?

W tym tkwi sęk pracy psychoterapeutycznej z alkoholikiem. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem na zmianę funkcjonowania alkoholika jest stosowanie tak zwanych wzmocnień pozytywnych – a nie wzmocnień negatywnych w leczeniu.

Wzmacnianie negatywne polega na tym, że alkoholik przyjmuje substancje farmakologiczne mające mu obrzydzić picie. Co się wtedy dzieje? – Alkoholik kojarzy to jako karę, karę za to, że pije. Naprawdę nie jest to wystarczający sposób, aby zmienić jego stosunek do alkoholu, bo „karanie” kogoś, kto czuje się w istocie bezradny w bezwzględnym świecie – może osłabiać go jeszcze bardziej.

Alkoholik nie może się karać za picie, musi nauczyć się nagradzać za niepicie.


Wspaniałym i budującym sposobem na zmianę funkcjonowania alkoholika jest jednak wzmacnianie pozytywne. Czyli nagradzania za wszelkie przejawy życia – bez alkoholu. Jak to zrobić? Przede wszystkim kładąc nacisk na nagradzanie chorego – chwalenie go kiedy uda mu się odstawić alkohol na bok. Alkoholik, który jest doceniany za to, że nie pije, ma spore szansę na to, aby wyjść z nałogu. Pod warunkiem jeszcze, że tego chce.

Nie jest to proste, aczkolwiek dobry psycholog, wytrawny znawca ludzkiej psychiki, będzie starał się prowadzić psychoterapię – mając na uwadze wagę wzmocnień pozytywnych.

Spotkałem się kiedyś z takim przekonaniem, że dobrym sposobem na wyjście alkoholika z nałogu, jest sprawienie mu samochodu. Potraktujcie to jako swego rodzaju obraz przekazu, jaki tutaj wprowadzam. Samochodu nie można prowadzić będąc pod wpływem środków odurzających, a często sama możliwość prowadzenia dobrego wozu – jest nagrodą. Frajda skojarzona zostaje z "niepiciem". Wszelkie przejawy nie-picia, wyłączanie z obrębu postrzegania rzeczywistości alkoholu – powinna stać się dla alkoholika nagrodą. Wtedy łatwiej będzie mu zrezygnować całkowicie z alkoholu.


Jeśli psychoterapia osoby uzależnionej od alkoholu będzie koncentrowała się na odnalezieniu prawdziwej przyczyny, dlaczego osoba pije – jest szansa na poznanie tej osoby dużo lepiej, jego lęków, nadziei, marzeń. To natomiast może dać podstawę do skutecznej psychoterapii.

Nie ma uniwersalnej i najlepszej psychoterapii, nie ma jednego sposobu na wyleczenie kogoś z picia. Jednakże dobry psycholog przede wszystkim dostrzeże w pijącym człowieka, i to również tego, którym był on zanim zaczął pić. Na pewno wiele iskierek, które sprawiały mu radość przed popadnięciem w nałóg da się jeszcze uratować, rozniecić i rozpalić w alkoholiku – ognisko namiętności w życiu bez alkoholu.

Alkoholikiem jest się do końca życia, jednak przestać pić można w każdej chwili. Znam wiele osób, którym się to udało – między innymi również dzięki dobrej pomocy psychologów.

Przede wszystkim jednak przestali oni pić – dzięki samym sobie.

Alkoholik pragnący zmiany, z pomocą dobrego psychologa, naprawdę może zdziałać wiele, bo... może zmienić swoje życie!







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

45 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Alkoholikowi samochód a jak nie będzie zbyt pozytywnie nastawiony to pojedzie sobie tym autkiem po butelkę a jak już wypije to zasiądzie dumny za kierownicą i dopiero wtedy może być problem

Aleandra San pisze...

Bardzo ciekawa notka, chociaż muszę przyznać, że trochę krótko o alkoholizmie napisałeś. Ale do rzeczy.
Alkoholik decyduje się na terapię dopiero wówczas, gdy zauważy, że jest chory - że społeczeństwo go nie popiera.
Powody nałogu mogą być różne - to prawda. Ja uważam, że to problemy ze sobą są powodem. I być może, w dużej liczbie przypadków jest to nie radzenie sobie z rzeczywistością. Bardzo dużo bowiem osób, które piją to osoby studiujące (!). A wiadomo, jak jest na studiach - stres itd.
Żeby zmienić swoje życie, alkoholik musi zobaczyć, uświadomić sobie przede wszystkim, że coś tu nie tak. Kiedyś przeczytałam kawałek książki o tym nałogu; autorka pisała, że miała męża alkoholika, którym się strasznie przejmowała, w końcu - zaczęła być osobą współuzależnioną... I dopiero wówczas, gdy zdała sobie sprawę, że jej cierpienie jest bezsensu, postanowiła zignorować męża i zająć się wyłącznie sobą. Ku jej ogromnemu zdziwieniu to poskutkowało - mąż zaczął zastanawiać się, co z nim jest nie tak (!). I w końcu udał się na psychoterapię.
Ale żeby przestać pić, trzeba chcieć. Trzeba sobie uświadomić, że jest się chorym - jest się alkoholikiem.
Istnieje też niebezpieczeństwo powrotu do picia - zdarza się to wielu osobom, lecz psychoterapeuta musi dbać o to, by leczona osoba trafiła do klubu AA: dzięki temu ludzie w nim taką osobę wesprą, spowodują, że może jednak się opamiętać w przypadku nawrotu choroby.
To, co napisałeś o wspieraniu pozytywnym to prawda; nic dodać, nic ująć. Natomiast wspieranie negatywne, jeśli dobrze pamiętam, wyszło już z mody (przynajmniej w Polsce), bo to była metoda bardzo mało skuteczna; oczywiście, w najtrudniejszych przypadkach jakieś tabletki mogą być środkami zaradczymi, ale...
Ale tak czy siak, podobno najlepszy oddział leczenia alkoholizmu znajduje się w Poznaniu :> i w każdym razie tam stosuje się rozmowę z osobą uzależnioną, potem się ją leczy w różny sposób, na szczęście nie jest to metoda z lat 80', gdzie się wszywało Vespal pod skórę.
Myślę, że alkoholik powinien znaleźć w psychoterapii sposób na dowartościowanie się. Być może osoba lecząca powinna być nastawiona na to, aby pomogła takiej osobie odnaleźć nową drogę życiową?
Tak czy siak, czekam na więcej informacji o alkoholizmie ;).

jagawika pisze...

"Historia picia u każdego alkoholika zaczyna się podobnie. Człowiek w takiej czy innej sytuacji, zatraca wiarę w siebie, widząc jedynie bezwzględność i brutalność świata"
Znam przypadek który można podciągnąć do tego co piszesz o powodzie rozpoczęcia picia. Znam przypadek człowieka brutala( geny z dziada pradziada) który "wzmacniał się alkoholem", dla usprawiedliwienia swojej agresji. Był świadomy, że to co nie ujdzie mu na trzeźwo, zawsze ujdzie po pijanemu i zwali na alkohol. Jeśli chodzi o psychologa, to ten może być pewny dobrych intencji i wrażliwości pijaka, jeśli delikwent sam dobrowolnie, zgłosi się do gabinetu. Wtedy pomoc jest możliwa. Nigdy nie powinno się namawiać rodziny alkoholika żeby ta z kolei namawiała alkoholika, żeby zgłosił się po pomoc. Jest duże ryzyko że nałogowiec bardzo szybko pociągnie za sznureczki i z premedytacją będzie wodził za nos maltretowaną rodzinę swoją chorobą, ku jej zgubie. Nawet jeśli wyrachowany pijak pójdzie się "leczyć" to tylko po to żeby dalej móc bezkarnie używać przemocy i jak najdłużej zatrzymać przy sobie ofiary. Cała sprawa jest kwestią wywiadu i intuicji psychologa, czy psychiatry. Są na świecie ludzie którym sprawia przyjemność wyżywanie się nad innymi( mają to w genach),ale chcąc jakoś się zakamuflować i mieć nad kim się pastwić, stwarzają sobie wizerunek pijaka "normalnego" alkoholika a nawet chorego" to nie ja to wódeczka sprawiła". Bycie nałogowcem stwarza dla nich maskę, jest zasłoną dymną dla bycia tym kim naprawdę są wewnątrz własnej istoty.

Anonimowy pisze...

potrzebóje pomocy znowu piję

Anonimowy pisze...

zgubiłam telefon nie znam się na internecie proszę o pomoc jestem cały czas w domu już nie pije mieszkam sama chcę sie leczyć mam synka który tak we mnie wierzył tym bardziej ze jego ojciec zgin

Anonimowy pisze...

prosze mi pomóc dla tego dziecka ale już chyba się nie da,nic nie pamiętam z ostatnich 6 dni chyba jestem pobnita nie wiem nic nie pamiętam nie mam tel też nie wiem czemu leczyłam sie w otwocku przez rok było ok a od 2 miesiecy znowu jestem sama bez nikogo bez dziecka to dno już za póżno na pomoc

Anonimowy pisze...

witaj, posluchaj nic nie jest stracone bo masz ciagle dla kogo zyć, ludzie wychodza z uzalezenien ,naprwde się da wiec wstan, ubierz sie, wyjdz z domu idz do osrodka pomocy leczenia uzaleznien, jesli nie to skieruj sie do najblizszego psychologa. pamietaj sama nie dasz rady potrzebujesz pomocy specjalisty, to naprwde ludzi ktorzy wiedza jak pomoc, nie jednemu już pomogli, moga i Tobie tylko musisz pojsc i poprosic o pomoc. to bedzie juz drugi krok, pierwszy to przyznanie sie do problemu a Ty juz to zrobilas, wiec teraz pozostalo Ci to latwiejsze, wyjsc i poprosic o pomoc. i pamietaj POTRAFISZ Z TEGO WYJSC! przesyłam Ci duzo siły i pozytywnych emocji, wierze ze dasz rade !

Anonimowy pisze...

uwierz w siebie żyj dla siebie, ratuj siebie dla siebie, nie bój sie prosić o pomoc potrzebujesz tego. Są ludzie któży Ci pomogą i wszystko powoli, bardzo powoli sie ułoży. Daj czas czasowi

Nie Pije pisze...

Zapraszam współuzależnionych i uzależnionych na forum pomocowe, powstało dość nie dawno, ale są tam ludzie z dużym doświadczeniem.

http://www.niepije.net

Pozdrawiam

Kasia pisze...

Cienka jest linia pomiędzy "zwyczajnym" piciem a alkoholizmem. Wg różnych testów i opracowań jesetm nim i ja. Dlaczego? Bo piję raz czy dwa razy w miesiącu, bo lubię piwo, bo lubię winko.Czy odbywa sie to systematycznie? Tak.W weekend, bo w tygodniu nie mogę przeciez. No i jestem alkoholikiem. Wypijam i to systematycznie. :-)
Tak wiec linia jest cienka. Mnie się wydaje ze moment przejścia na ciemną stronę jest niezauważalny.

comedros pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Wlaśnie wychodzę z kolejnego 11 dniowego ciągu.W ciągu tych 11 dni picia zdążyłam stracić pracę zaufanie męża nie odbierałam od niego telefonów a jest zagranicą nie wiedział co się ze mną działo teraz tłumaczenia nic nie dają do pracy poprostu nie poszłam nie miałam siły córka nie może na mnie patrzeć Miałam wszystko dziś nie mam nic wystarczyła lampka wina aby życie legło w gruzach nie jest to pierwszy raz Parę razy już upadałam podnosiłam się i zaczynałam wszystko od nowa Tym razem już pewnie nie uda mi się ....do psychologa wstydzę się iść wstydzę się przyznać do tego że jestem alkoholiczką a doskonale zdaję sobie z tego sprawę ......

Anonimowy pisze...

Dziewczyno ogarnij sie , wyjdz do psychologa ,a wstyd schowaj w kieszen. Póki jeszcze na dobre nie stracilas córki ,widac że mężowi tez zależy, bo dzwonil... Zyczę Ci dużo sily!!!!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

Czy moze mi ktos poradzic dobrego pysychologa z Poznania badz okolic, ktory pomoze mojemu narzyczonemu wyjsc z nalogu picia? Prosze o kontakt darin@wp.pl

Anonimowy pisze...

Sama możesz mu pomóc przecież.

Anonimowy pisze...

moj chlopak pije codziennie piwo ,sporadycznie bywa dzien ze nie wypije przynajmiej 5 razy w miesiacu jest nawalony ja uwazam to za alkocholizm ale on sie tlumaczy ze tylko piwem moze ugasic pragnienie.czy mi sie tylko tak wydaje ze jest alkocholikiem?

Anonimowy pisze...

comedros...Ty może lepiej nic nie pisz...

Anonimowy pisze...

Alkoholikiem jestem.Chciałbym móc dużo pisać na temat alkoholu i jego spożywania,lecz czytając Wasze komentarze myślę,że tak naprawdę(przynajmniej co niektórzy)nie mieliście z nim do czynienia w sposób "tragiczny".Znam lub znałem wiele osób,które opowiadały to samo,jest ciężko,bardzo,zgadzam się z tymi którzy twierdzą,że alkoholicy nie powinni być sami podczas odstawiania alkoholu,z własnego życia jestem tego pewien.Takie rzeczy czy sprawy odnośnie kupna samochodu cz y np. skutera jest też dobrym wyjściem,oczywiście pod jednym warunkiem-stop z alkoholem.Ja jestem alkoholikiem trzeżwiejącym od ośmiu lat ale nigdy nie zapomnę swych lęków,bólu,cierpienia i tym bardziej zawdzięczam WYJŚCIE swej żonie,bo to była i jest osobą która mogła mnie przytulić,w czasie jakiegoś delirium,po prostu ONA na mnie nie krzyczała,za jej miłość którą mi okazała rzuciłem alkohol,ale nigdy nie obiecywałem że nigdy nie wypiję...Jeszcze tylko chciałbym mocno pozdrowić te osoby które dały radę po swoich indywidualnych przejściach...

Anonimowy pisze...

Jestem córką alkoholika... i jak mam go przekonać żeby podjął leczenie :( czy jest cos takiego jak przymusowe leczenie? jak można to załatwić... mam 23 lata studiuje.. waracam do domu i czuje sie jak mała dziewczynka gdy widzę ojca znowu pijanego jak wraca z pracy nie mam siły sie juz nim kłócić.. jedynie rycze w samotności... a on tym ze pije niszczy zdrowie nasze a co gorsze mojej mamy... którą kocham najbardziej na swiecie , a bierze leki na nadciśnienie i tez nie może sie tyle denerwować..... Moją mame kocham najbardziej na swiecie i gdyby nie ona.. to nie wiem co z nami by było.. :( Dzięki niej mogłam miec normalne dzieciństwo..
...
ja kiedyś go zabije.. bo nie mogę tego wytrzymać .. jestem spokojną osobą.. a jak widzę jego pijacką mordę to wyzwala wemnie agresję .... Nienawidze go wtedy!!!! moj ojciec na dodatek jest cukrzykiem... i chyba wystraszył się tego ..bo przez 2 lata potrafił nie pić... i wtedy miałam prawdziwego tate... ale niestety od 4 lat koszmar wrócił :((( nie mam sił...

Anonimowy pisze...

mojego męża pochłonął alkochol w wieku 43lat[*]

Anonimowy pisze...

Mój mąż ma 42 lata, a ja dziś uświadomiłam sobie, że mamy poważny problem. Alkohol lubił zawsze. Pił tak jak większość okazjonalnie, potem szukał okazji. Później piątek i sobota stały się okazją do zrelaksowania przy drinku. Od jakiegoś czasu zauważyłam takie zachowanie w lodówce stoi przez kilka tygodni zaczęta butelka wódki. Stoi nikt jej nie rusza a mój mąż chodzi co jakiś czas na lekkim rauszu.Co popija po kątach? Oczywiście alkohol. Więc ja szukam go i znajduję w torbie z pracy przelany w butelkę po wodzie, po soku, w butelkach w garażu. Jak z nim próbuję rozmawiać na ten temat wybucha awantura i kończy się na tym,że to mam problem bo szukam dziury w całym. Nie wiem co dalej. Pomocy!!!!!!!

Anonimowy pisze...

wszystko ok ale nie ma nic jak przekonać alkoholika do leczenia jak nakłonić kogoś kto twierdzi że jest mu wszystko jedno może się już nie obudzić wie że krzywdzi innych ale nie chce się leczyć ,jest młodym człowiekiem boi się śmierci a i tak woli się napić nisz się leczyć

Anonimowy pisze...

Jak czytam wypowiedź kobiety, której mąż jest alkoholikiem i córki alkoholika, to tak jakbym czytała o swoim życiu i rodzinie. Jestem na granicy wytrzymałości i myślę już tylko o rozwodzie. Chciałabym pomóc jednak mojemu mężowi, który ma 47 lat, jest cukrzykiem, a który jest dobrym człowiekiem, gdy nie pije. Szukam bardzo dobrego psychologa w poznaniu, który naprawdę zna się na tych problemach i nie patrzy tylko na zegarek i ile skasuje za 1 h sesji. Może ktoś z Was mógłby mi pomóc???!!!

Anonimowy pisze...

jak przekonac alkoholika do leczenia,ktory twierdzi ze zycie jest zbyt krotkie zeby odmawiac sobie przyjemnosci.ktory twierdzi ze nic zlego nie robi bo przeciez mnie nie bije.jestem corka alkoholika i po dziesieciu latach malzenstwa okazuje sie ze maz tez jest alkoholikiem.nigdy nie stronil od alkoholu ale nie naduzywal go az tak zeby budzilo to we mnie niepokuj.od pol roku pije czesto a od dwoch miesiecy prawie codziennie.szkoda mi mojego szescioletniego synka ktory czeka na niego codziennie godzinami tak jak ja czekalam kiedys na swojego tate.i chcialabym pomoc mezowi ale zastanawiam sie czy znajde w sobie tyle sily zeby jeszcze raz przezywac to, co przezywalam kiedys bedac jeszcze dzieckiem bo na ta obecna chwile czuje wielki zal i zlosc.

Anonimowy pisze...

Hala pisze...jestem żona alkoholika od 25 lat,na początku naszego związku nie wyglądało tak najgorzej na tle picia mojego ojca alkoholika który pił,bił awanturował się i rozstawiał rodzinę po kątach. Coraz więcej czytałam o chorobie alkoholowej coraz lepiej ją poznawałam ojciec umarł na marskość wątroby . A mój mąż pił coraz więcej próbował 4 razy terapii ambulatoryjnej ,nigdy nie dokończył a teraz jest w oddziale szpitalnym 3ci tydzień z 8 .Jest tu bardzo nieszczęśliwy ale obiecał że skończy.Przekonaliśmy go do tego razem ,najbliżsi jednym głosem.Musisz poznać sposoby interwencji ja się tego nauczyłam na terapii indywidualnej osób współuzależnionych.Zobaczymy czy się uda

Meszuge pisze...

Ten pomysł z samochodem i innymi wzmocnieniami... Jeśli o czymś świadczy, to chyba tylko o tym, jak niewielkie ma Pan pojęcie na temat choroby alkoholowej.
Z równym powodzeniem może Pan dawać gruźlikowi po 100 złotych za każdy dzień, w którym nie prątkuje.

Zabrakło mi też odpowiedzi, albo przynajmniej próby znalezienia odpowiedzi na pytania: Skąd się biorą alkoholicy? Czym się różni alkoholik od pijaka? Czemu jedni pijacy zostają alkoholikami, a inni nie?

Zgrabnie napisany tekst, ale po prawdzie zupełnie nic z niego nie wynika.

Anonimowy pisze...

Mam syna alkoholika który stracił swoją rodzinę,cztery lata nie pracuje na stałe,tylko łapie jakieś dorywcze roboty,wyjężdża za granicę.Tam dostaje pierwsze pieniądze i wylatuje z pracy.Dwa lata temu zgłosiła go na leczenie.Skutek taki że ze mną nie rozmawia.Ja mu płacę czynsz za mieszkanie,gaż,światło.Ale zaprzestałam bo widzę że to nic nie daje.Jutro odetną mu gaz,za chwilę światło a on sprzedał komputer i od tygodnia pije.Jak każdy alkoholik tak też on został sam bo każdego z członków rodziny wyzywał,mieszał błotem.Ja jestem u kresu wytrzymałości,poddaję się,no trudno zapija się na śmierć.Nie mam żadnych argumentów,wszystkie zawodzą,leczyć się nie chce.Co jeszcze mogę zrobić.Proszę,błagam podpowiedzcie.matka

Anonimowy pisze...

Szukam pomocy!Mój narzeczony ma problem z alkoholem. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, że wystarczy sama jego silna wola, ale każdy wolny dzień (weekend) kończył się tak samo, awanturą i obrażaniem. Nie wiem co mam robic, bo na codzień jest dobrym człowiekiem. Ma dosyc impulsywną naturę, nad którą na trzeźwo potrafi panowac. Jednak kiedy wypije robi się agresywny, traktuje mnie jak wroga. Ostatnio nawet doszło do rękoczynu:( Mam ojca alkoholika, który potafił pic non stop. W porównaniu do niego, narzeczony nie pije aż tak dużo, nie wpada w tygodniowe ciągi, bo ma też odpowiedzialną pracę. Ale wystarczy jedno spotkanie z kolegami przy wódce, wyjście do pubu, a piątek, sobota i niedziela zamieniają się w piekło. Później przez resztę tygodnia przeprasza mnie za swoje zachowanie, albo wogóle nie widzi problemu:( Czuję się jak w błędnym kole. Co mam robic? do kogo sie zwrócic, gdzie najpierw isc? powiedziec jego rodzinie? Jak mam z nim rozmawiac żeby chciał działac???

Anonimowy pisze...

to i tak jest bez sęsu.alkocholik mysli w obcym języku

Anonimowy pisze...

najgorszy jest"strach",jak będę się czuć jak nic nie wypiję??A im bardziej każdego ranka człowiek mówi sobie:od dziś KONIEC,tym szybciej biegnie do sklepu....

Anonimowy pisze...

to jest straszne,kiedyś było tylko okazjonalnie,a teraz trzeba coś łyknąć, żeby trzęsawek nie było,biedna wątroba,to nie jest smieszne:(

Anonimowy pisze...

mój mąż pije prawie codziennie potrafi nawet prowadzić po alkoholu nie wiem jak go nakłonić do leczenia. Proszę pomóżcie!!!

Anonimowy pisze...

Nikt i nic nie zmusi alkoholika do leczenia. Jestem jednym z nich i próbuję uporać się z tym co mnie dotknęło już ładnych kilka lat. Wiem, że do tego potrzebny jest inny alkoholik lub dobry terapeuta. Problem tkwi we mnie, mimo wiedzy, jaką już posiadłem, nie potrafię się otworzyć, to mnie przerasta. Wiem jaki może być mój koniec, jednak przymus picia całkiem mną zawładnął.

Anonimowy pisze...

mam do czynienia z alkoholikiem, do którego próbuje dotrzeć już od kilku miesięcy i udało mi się go namówić na wizytę u psychologa...wizyta jest w przyszłym tygodniu jednak on dalej pije, już sama nie wiem co robić... to tragedia codziennie patrzeć na kogoś jak się upija i zasypia... łzy mi się same cisną do oczu...dzisiaj powiedział, ze napił się bo ma dość słuchania jak mowie o problemach i powtarzam ciągle to samo w kolo, znowu mnie obwinia...tragedia jest w tym ze przez jakiś okres po alkoholu zachowywał się strasznie...policja, izba wytrzeźwień, policja... i w kolo... teraz są tego konsekwencje prawne i finansowe, jednak on dalej nie może zrozumieć ze to było spowodowane alkoholem...wierze, że rozmowy z psychologiem pomogą... jestem z nim w ciąży i coraz bardziej martwię się, że będę musiała sam wychowywać dziecko... bardzo go kocham bo znam go trzeźwego i wiem jakim jest człowiekiem zdrowym...to straszne jak widzę jak niszczy swoje i moje życie....

Anonimowy pisze...

Witajcie

Jestem siostrą pijaka, tak nie boję się tego stwierdzić, ponieważ picie brata trwa już kilkanaście lat. Brat ma 34 lata, jest po rozwodzie, ma siedmioletniego syna, stracił już pracę za pijaństwo. Razem z Mama zastanawiamy się dlaczego on pije, co jest powodem? Brat twierdzi, że ma doła bo jego była żona ma innego faceta. Czy to jest faktycznie powód do picia?, a może to tylko wymówka. Uważam, że niektórzy ludzie mają bardziej skomplikowane problemy rodzinne i nie zaglądają do kieliszka. Brat mieszka sam, ma nową pracę,ale jak długo ją utrzyma to niewiadomo. Brat ma fazy picia, jak zacznie to nie może przestac. Mama stała się osobą współuzależnioną, kontroluje go, szuka w domu butelek z wódką, a jak znajduje wylewa, zabiera mu resztę pieniędzy, żeby nie wydawał na wódkę,czeka na przystanku i obserwuje czy on wyjdzie z domu po alkohol, po czym biegnie za nim, aby wyrwać mu butelkę wódki. To jest straszne mieć w rodzinie alkoholika, cała rodzina jest rozdrażniona. Na dodatek mama płaci za brata wszystkie rachunki, kredyty. Najbardziej szkoda mi mojej Mamy, w jej postępowaniu do brata widać matczyną miłość i ból, który zadaje brat, gdy pije. Brat nie poczuwa się, żeby być odpowiedzialny. Jak wspomniałam brat ma syna, zamiast jechać do niego, pobawić się z synem to brat widzi tylko wódeczkę. Nic do niego nie trafia, gadanie typu weź się w garść, idź do psychologa nic nie daje. Swego czasu brat zaliczył Izbę Wytrzeźwień, nic nie dało bo po wyjściu pierwsze kroki skierował do sklepu kupić alkohol i dalej pił. Brat twierdzi, że nie potrzebuje pomocy, chce, żeby zostawić go samego, a po co, bo chce dalej pić. Już mamy Nowy Rok 2012 a brat pije już 6 dzień, przy tym nic nie je, tylko pije. Zastanawiamy się wszyscy w rodzinie jak mu pomóc, jeśli on sam nie chce. Pijaka nie można zmusić, bo on sam musi powiedzieć, że chce się leczyć. Czy brat jest przypadkiem osoby, która zapije się na śmierć? To tylko po krótce opisałam, bo dużo by pisać. Proszę o pomoc!!!

Anonimowy pisze...

ok z innej beczki jestem alkoholikiem i chce z tym skończyć ale szukam szukam i wszystko płatne, pomóżcie, jestem z poznania jestem jedynym żywicielem rodziny jak to zaczać żeby rodzina miała dalej zarobek a ja mógłbym sie leczyć?

Anonimowy pisze...

no wlasnie jak to zaczac? Ja pije juz 17 lat.A mam 39 lat. Mam zone i 2 dzieci i jest jeszcze dobrze bo ich nie stracilem , mam prace... Mieszkam w Niemczech na stale co wprowadza mnie w stres i uciekajac od niego siegam po butelke..Wrocic do Polski nie moge bo nic tam nie mam , dzieci i zona nie chca wracac... Nie wiedza ze pije nalogowo, ja juz nie moge sie upic. Wypaijam pol litra wodki w pol godziny i czuje sie jak po piwie... po 4 dniach jestem bardzo slaby fizycznie , wtedy przestaje pic i zaczyna sie horror .. bol w klatce piersiowej , bessenne noce, nerwy , serce bije jak dzwon... Nie mam odwagi sie przyznac swiatu ze jestem alkoholikiem, boje sie isc do lekarza bo lekarze w Niemczech zaraz daja znac w szkole i do urzedu ... Piszac to mam moze 3.5 promila a po mnie nawet tego nie widac.. Tak sobie mysle ze jak nie przestane pic to pewnie umre na serce bo cisnienie krwi mam bardzo duze jak przestane pic.. I z jednej strony bym chcial a z drugiej to rodzina , zona , dzieci ktorych bardzo kocham..Sprobuje jeszcze raz sam nie pic , tylko nie wiem czy dam rade bez tabletek na sen i na cisnienie i bol glowy i nerwy... Jak nie to sprobuje isc do lekarza moze w Polsce. Nie wiem po co to wszystko pisze , bo przeciez to ja sam musze sie przelamac i leczyc.. Chetnie bym sie z kims zapoznal tak nawet droga mailowa , zebysmy sobie pisali o problemach i nawzajem wspierali i informowali sie ze juz nastepny dzien nie pije.. Jak ktos ma ochote to bedzie mi milo. to moj adres mail bosss@bossmail.de . Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia.

Anonimowy pisze...

W Poznaniu w zakresie uzależnień wiele się dzieje, coraz więcej jest placówek wyspecjalisozwnych w pomocy osobą z tym problemem w ramach NFZ. Szkoda że nie ma stron które weryfikują te placówki, oddzielając je od tych co leczą wszytko i wszytkich byle tylko zarobić. W tym roku powstała m.in nowa placówla w Swarzędzu, Poradnia Ipsis, z oddziałem dziennym leczenia uzależnienia od alkoholu i poradnią ambulatoryjną, na piątkowie na chrobrego pradnia termedica i inne działąjące na nfz, który akurat w zakresie uzależnień jest pewna formą gwarancji jesli chodzi o poziom wykształcenia ludzi tam pracująych.

Alkoholik pisze...

Witam
Jestem alkoholikiem. Po 18 latach chlania - w wieku 35 lat ( 4 lata temu) osiągnąłem swoje dno. Od tego czasu trzeźwieję. Terapia zamknięta, potem terapia pogłębiona, od 3 lat wyłącznie program wspólnoty AA. I .. jestem dzisiaj szczęśliwym człowiekiem.
Mam wspaniałą żonę, dwójkę cudownych dzieci, wielkie gron przyjaciół i znajomych, dobrą pracę... Mam wszystko o czym marzyłem. Ale osiągnąłem to tylko dlatego że się poddałem, puściłem kierownicę swojego życia i z pasją szaleńca ( na początku) zapragnąłem trzeźwości. Dzisiaj pomagam sam wielu przyjaciołom na początku drogi.
Nie jest łatwo - mechanizmy nałogu , wiele lat życia w zakłamaniu, manipulowaniu i kłamstwie, odrzucenie wszelkich wartości i zasad moralnych, egoizm, brak szacunku dla drugiego człowieka itd itd pozostawiają w nas głęboką rysę. Abym mógł zmienić swoje życie musiałem wiele w sobie zmienić. Zaczynając od poddania się, postawienia celów, poznania siebie - swoich wad i zalet, pogodzenia się z przeszłością, odnalezienia swojej siły wyższej itd itd.. To proces który mam nadzieję będę kontynuował do końca swego życia. Jednakże jestem dowodem ( jakich wiele wokoło ) że można z tym zerwać. Po kilku latach nieprzerwalnego ciągu wróciłem do życia. I powiem, że nie zamienił bym najgorszego z dzisiejszych dni na najlepszy z tamtych czasów.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wiele pogody ducha.
Anonimowy - jak zaczniesz działać i naprawdę zapragniesz szczęśliwego życia - dasz radę. I gwarantuję że już wtedy nigdy nie będziesz sam...
Jerzy

Anonimowy pisze...

Potrzebuje pomocy. Mam problem alkoholowy. Interesuję mnie pomoc psychologiczna we Wrocławiu. Czy macie jakieś dobre namiary?

Anonimowy pisze...

Jaki to wielki problem... ALKOHOL-- gdy w narzeczeństwie pije ... zostaw go. Ja tak miałam i po 20-tu latach zmarł po wódce. Zał , samotność ... sama wychowywałam dzieci .. dzis mam 64 lata jestem sama od 24 lat i ciągle mam go w pamięci bo był przystojny, urodziwy( przystojniejszy jak Gregory Peck) ... ja nie mogłam mu pomóc.. modlę się ___ Ale dziewczyny jesli widzicie ze pije przed ślubem zostawcie go. .................... ALE czasem miłośc jest silniejsza

Anonimowy pisze...

Co dalej z tymi co nie piją od wielu lat i nic nie robią z tym.Stan ich się pogarsza nie chodzą na mitingi i grupy wsparcia .JAk do nich dotrzeć

Anonimowy pisze...

ośrodek leczenie uzależnień uratował mi życie! mąż mnie zostawił z ogromnym kredytem do spłacenia na początku myślałam że sobie poradzę , ale wieczorami zaczęłam pić, byłam sama w domu nikt nie widział i w ten sposób szybciej zasypiałam i czułam się mniej samotna... niestety było coraz gorzej aż w końcu znalazła mnie mama w domu po kilkudniowym cugu, to było straszne:(

Fabs pisze...

Dobry psycholog to moim zdaniem połowa sukcesu. Drugą połowa jest chęć wyleczenia. Byłem na terapii w ośrodku Wsparcie w Koszalinie, gdzie poznałem odpowiednich ludzi. Terapia pomogła mi inaczej spojrzeć na wszystko, co mnie spotykało w życiu. Po wyjściu zmieniłem wszystko całkowicie. Odnalazłem cel w życiu i potrafie się cieszyc z tego, co mnie spotyka. Bez profesjonalnej pomocy nie dałbym rady.

suska pisze...

Mi wyjście z nałogu zajęło wiele lat. Mityngi AA nie przynosiły skutku, próby leczenia na własną rękę działały nie dłużej niż miesiąc. Zawsze brakowało mi motywacji. Dużo dała mi terapia w ośrodku Wiosenna, gdzie udało mi się wyciszyć. Nie piję od roku i nie zamierzam do tego wracać.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...