FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:

Kilkudniowy „odpoczynek” od pisania

czwartek, lipiec 31, 2008 0 komentarze

W końcu przyszedł taki dzień, kiedy świadomie podejmuję decyzję i – planuję spędzić kilka dni daleko od komputera – a tym samym robię przerwę również od pisania na PSYCHICE.net.


Napisałem w tytule notki, że zapowiadam „odpoczynek” od pisania – w cudzysłowiu – ponieważ nigdy nie traktowałem pisania artykułów / notek na PSYCHIKĘ jako czegoś męczącego, a więc właściwie nie mam od czego odpoczywać;)

Planuje te kilka dni spędzić obcując z naturą, morzem, zapachem świeżego powietrza...

Dlatego - do przeczytania w przyszłym tygodniu! Na pewno będę miał Wam wiele do opowiedzenia. Już teraz kłębią mi się w głowie myśli, które aż się rwą, aby zostały spisane i opublikowane. Wrzucone do sieci, oczekujące feed backu w postaci Waszych komentarzy a może tylko zaistnienia „ot tak”. Służące pomocą cierpiącym lub gubiącym się w natłoku informacji z różnych sfer, a może czytane dla rozrywki, oderwania się od rzeczywistości – lub też głębszego jej zrozumienia. Różne są przyczyny pisania przeze mnie notek, różne są powody czytania ich przez Was. Jedno jest pewne – wracam niebawem ze świeżymi spojrzeniami na otaczającą nas obiektywną „prawdziwość tego świata” i wypełniającą mnie rzeczywistość psychiczną.



Po regeneracji sił – na łonie natury, myślę, że moje pomysły będą jeszcze bardziej zintensyfikowane i trafne.

Robię przerwę tylko od pisania.

Nie od myślenia.

Pozdrawiam wszystkich Czytelników! „Do przeczytania” w przyszłym tygodniu!

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Mądry bo smutny?

2 komentarze

Antoni Kępiński, jeden z najwybitniejszych polskich psychiatrów, zauważa, że w wielu kulturach - mądrość i smutek towarzyszą sobie nawzajem.

Człowiek smutny kojarzony jest z człowiekiem mądrym. Faktycznie coś w tym musi być, bo przecież tak wiele filozoficznych nauk mówi „zatrzymaj się”.


Ludzie stoją w miejscu świadomie, kiedy medytują, lub kiedy prowadzą styl życia, w którym jest miejsce na wyciszenie się – lub kiedy cierpią na depresję.

Chory na depresję – stoi w miejscu i często szuka siebie w świecie i ludzi w świecie czy świata we wszechświecie na przestrzeni >przeszłość – przyszłość<.

Ogarnia umysłem wieczność.

Analizuje. Dotyka sedna materii.

Odkrywa triumf ducha nad nią.

Osoba chora na depresję mimo swoich „mądrości” nie potrafi ich konstruktywnie wykorzystać, dlatego wątpliwe jest, czy oby na pewno „mądrości” te są „mądrościami”.

W jakimś sensie na pewno.

Moim jednak zdaniem Prawdziwa Mądrość to Mądrość Życia i Tworzenia.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Farby nie chcą być już tak barwne – DEPRESJA SZCZYTU

środa, lipiec 30, 2008 9 komentarze

Mój znajomy całe życie marzył o tym, żeby dostać dobrą pracę. W końcu mu się to udało. Jego zadanie polegało na tym, aby znaleźć pracę, która będzie dawała mu taki dochód, aby stać go było na mieszkanie, samochód i rodzinę (ma żonę i malutkie dziecko). Osiągnął to – pracując za granicą kraju - ale jak sam mówi mi w mailach, czy pisze na gadu-gadu „czuje, że jego życie nie ma smaku”.


Nie jestem pewien, czy rozpocząłem ten post od najtrafniejszego przykładu. Jeśli jednak wziąć pod uwagę fakt, że celem głównym mojego kolegi było znalezienie dochodowej pracy – po czym jego życie straciło smak, bo osiągnął już to, do czego ciągle dążył – to można mówić o tak zwanej DEPRESJI SZCZYTU.

Innym przykładem może być małżeństwo, w którym facet wspina się po szczeblach kariery naukowej. Powiedzmy, że chłopak – już jako student – dobrze się uczy, zdobywa stypendia, wygrywa konkursy. Jeździ za granicę na staże. Robi doktorat. Doktorat dodaje mu prestiżu. Żona, rodzina jest dumna z doktora. Ten facet jednak ciągle nie jest syty. Chce profesury. Udziela się w środowisku akademickim. Pisze, czyta, pisze, publikuje. Bada, tworzy, odkrywa. Udziela wywiadów. Organizuje konferencje. Jest zapraszany na konferencje naukowe – jako very important person. Wiedzie mu się dobrze.

Kosztem czego? Na przykład kosztem spokojnego życia.

W końcu zostaje profesorem. Zdobywa szczyt. To, czego chciał. Jest z siebie dumny. Dumna jest z niego żona, dzieci. Rodzina.

Zdobywając jednak szczyt, realizując swoje życiowe marzenie, niektórzy ludzie – zatrzymują się i „upadają na ziemię”. Zarówno ci ludzie, którzy osiągnęli szczyty, jak i ich rodziny, które podporządkowały życie ich sukcesowi. Nie wiedzą, co dalej ze sobą zrobić.

Osiągnęli już to, czego chcieli. Po co dalej mają żyć?

Ich życie przepełnione było barwami, kolorami, mieli tyle pomysłów. Teraz już – nic nie muszą, mają to, co chcieli – i stracili smak życia. Często kolorują więc sobie życie alkoholem.



Często w zawodach naukowych i artystycznych – występuje tak zwana depresja szczytu. Tacy ludzie powinni zdawać sobie sprawę, że twórczość przypływa i odpływa. Że nie jest to proces ciągły. Podobnie w innych wolnych zawodach – praca jest okresowa, czasami pracujesz 3 miesiące – kiedy jest zapotrzebowanie na Twoje usługi, żeby żyć za zarobione pieniądze – przez cały rok (i to czasami więcej jedząc, mając i wydając niż ludzie pracujący cały rok bez urlopu). Pamiętajmy, że praca twórcza nie jest pracą ciągłą – a dzięki takiej świadomości możemy uchronić się przed tak zwaną depresją szczytu.

To nie farby nie chcą już być barwne, to nie my jesteśmy bezwartościowo i już niepotrzebni – bo mamy wszystko, czego chcemy. Bo mamy tytuły i wizerunek. To po prostu – życie – jak sztuka – jak proces – nie zawsze dostarcza nam natchnienia.
Natchnienie przychodzi znienacka. I to jest naturalne. Wcale nie trzeba na nie oczekiwać.

Ono przychodzi, odchodzi. Wraca. A życie mimo tej nieregularności natchnienia twórczego, może być bezustannie kolorowe – i różnorodne.

"Włączmy się na kolorowe życie" z natchnieniem lub bez :)

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Co zrobiłbyś z pieniędzmi, gdybyś wygrał na loterii?

wtorek, lipiec 29, 2008 4 komentarze

Dzisiaj ogromna kumulacja w najpopularniejszej w Polsce grze liczbowej. To dzisiaj – skreślając odpowiednią kombinację liczb – możesz wygrać chyba coś koło trzydziestu pięciu milionów złotych.

Suma ta aż nie mieści się w głowie.



Niektórzy ludzie deklarują, że gdyby wygrali w totolotka – część pieniędzy rozdaliby rodzinie, znajomym, przyjacielowi – „który, gdyby wygrał też na pewno by się podzielił”, bratu, czy siostrze. Resztę pieniędzy przeznaczyliby na wakacje i "nicnierobienie do końca życia".

Inni moi znajomi uważają, że potrafiliby lepiej zagospodarować te pieniądze. Znaleźliby najlepszą ofertę lokaty bankowej, tam wpłaciliby pieniądze i żyli – jako rentierzy – z samych odsetek. Wydawaliby pieniądze z procentów jakie rosną od sumy wygranej (w przypadku trzydziestu pięciu milionów – po odliczeniu podatku od wygranej – byłoby to około stu tysięcy złotych miesięcznie!). W ten sposób nie wydaliby ani złotówki z wygranej kwoty – a i tak żyli ponad ich dotychczasowe wyobrażenia dostatniego życia.

Ciekawe jednak jest – po jakim czasie przy dochodach stu tysięcy złotych miesięcznie – życie i tak powszednieje, i człowiek chce jeszcze więcej. Bo wydaje „tylko” stówkę.

Niektórzy z moich znajomych, ci bardziej niespokojni duchem lub jak kto woli „odważni” - twierdzą, że gdyby wygrali trzydzieści pięć milionów w totolotka - pierwsze co by z tą kwotą zrobili to zainwestowali na giełdzie – aby pomnożyć. Tu wymieniają konkretne spółki albo surowce. Podziwiam takich ludzi.

Są też pewnie tacy, którzy wybudowaliby, czy kupiliby sobie wielki dom, kupiliby po trzydzieści samochodów – na każdy dzień miesiąca inny. Albo spędziliby całe życie w swojej willi z mnóstwem atrakcji. Bo po co mieliby się z niej ruszać – przecież mieliby wszystko co tylko dusza (i ciało) zapragnie?



Inni zwiedziliby świat wzdłuż i wszerz, poznaliby każdy zakamarek naszego globu, nawet te miejsca, gdzie „zwykły” turysta nie ma wstępu. Sami przyznacie, że z kwotą trzydziestu pięciu milionów możnaby wiele zdziałać.

Moja znajoma założyłaby hotel w Poznaniu, największy i z najlepszą obsługą, a standardem pokoi wykraczającym ponad to, co zwykło określać się „pięciogwiazdkowym”.

A może tak by polecieć w podróż kosmiczną? Myślę, że taka kwota pozwoliłaby na to. Poczuć stan nieważkości i miejsca – gdzie być może kiedyś będą kolonie człowieka.


Sami przyznacie, że w momencie, kiedy zaczynamy marzyć o tym, w jaki sposób wydalibyśmy pieniądze wygrane w totolotka, aż nas „niesie”, aby iść i kupić los! Punkt sprzedaży przecież jest tak niedaleko.


Specjaliści od reklamy doskonale wiedzą, że, aby sprzedać – jakikolwiek – produkt, warto poruszyć naszą wyobraźnię, wtedy nasza „racjonalność” zostaje na pewien czas uśpiona – w którym to czasie kupujemy produkt.

Tak samo działa reklama jogurtu – dzięki któremu to, pod warunkiem, że pijesz go codziennie - osiągniesz szczupłą sylwetkę, czy reklama wody mineralnej dostarczającej nam spokoju ducha i ciała (któż tego nie pragnie?!), czy lokaty bankowej (która da nam pewność posiadania pieniędzy i uchroni nas przed lecącą giełdą) – czy wreszcie WYGRANEJ NA LOTERII. Dzięki której będziemy mogli kupić sobie WSZYSTKO !

Lub prawie wszystko.

Póki co jednak – nie możemy kupić sobie zbyt wiele z naszych hiper extra wygórowanych marzeń – oprócz losu totolotka. Za dwa złote kupujemy sobie nadzieję – przynajmniej do momentu losowania – bo przecież jest prawdopodobieństwo, że właśnie ten los wygra! Tak naprawdę jednak prawdopodobieństwo to jest znikome.

Dużo lepszą inwestycją byłoby odkładanie pieniędzy, które mielibyśmy zamiar przeznaczyć na loterię - np. na oddzielny rachunek – a po kilkudziesięciu latach może uskładalibyśmy całkiem sporą sumkę. Pod warunkiem, że nie ruszalibyśmy za nic w świecie tych pieniędzy.

Tylko kto ma czas tak długo czekać:) Łatwiej kupić los i mieć nadzieję... ;)

A Ty – na co przeznaczyłabyś / przeznaczyłbyś pieniądze, gdybyś wygrała / wygrał na loterii?


Jeśli chodzi o mnie to jednak nie kupuję dzisiaj losu :) - mimo to wszystkim, którzy to zrobili życzę SZCZĘŚCIA :) A szczególnie mojemu kuzynowi, który kupił - aż pięć zakładów - i obiecał podzielić się ze mną ewentualną wygraną :) - co mnie cieszy :D Hahaha!


Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Więźniowie błędnego koła

poniedziałek, lipiec 28, 2008 0 komentarze

Czy zastanawiało Cię kiedyś jak to się dzieje, że ludzie, którzy na ogół dobrze sobie radzili w życiu, osiągali sukcesy w różnych sferach – po zachorowaniu na nerwicę – stają się automatycznie ludźmi bezproduktywnie marnującymi swój czas i możliwości?


Cały wszechświat bazuje na zachowaniu równowagi. Tak też jest u człowieka zdrowego, dopóki ten ma „pod stopami grunt”. Panuje w nim stan równowagi.

Kiedy zaczyna się u niego nerwica, równowaga zostaje zachwiana. Mimo czasem niewyobrażalnie dużej ilości środków zaradczych i bogactwie czynników mających właściwości pomagające zachować stabilność – RÓWNOWAGA PSYCHICZNA NIE JEST OSIĄGANA.

Człowiek cierpiący na nerwicę – zamiast rozwijać się, iść naprzód, budować – koncentruje się na tym, aby stan równowagi przywołać. Przecież kiedyś było tak pięknie. „Może warto – myśli – wrócić do tamtego stanu?” Nie jest to jednak możliwe.

Nerwica powoduje, że człowiek stawia niepewnie kroki, próbuje się czegoś chwycić – jak gdyby tonął pośrodku morza – stara się stłumić lęk – tym samym akceptując jego istnienie i idąc z nim „na układ”.

Błędne koło tworzy swoiste więzienie, z którego bardzo trudno wyjść, ponieważ jeden czynnik potęguje prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnego. Człowiek taki – mimo upływu lat – stoi w miejscu.

Jak gdyby czas się dla niego zatrzymał. Jak gdyby stał w miejscu kręcąc się tylko w kółko. W pogoni za równowagą emocjonalną. Za prawdziwymi uczuciami. Za harmonią ducha. Im bliżej – tym dalej.

Często zdarza się, że ekstremalne sytuacje życiowe – wymuszają na człowieku WYRWANIE SIĘ Z BŁĘDNEGO KOŁA, bo wtedy człowiek musi ruszyć się z miejsca.


Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Nowe szaty Psychiki

niedziela, lipiec 27, 2008 11 komentarze

Jak zapewne zauważyliście, PSYCHIKA.net zmieniła dzisiaj wygląd. Zdecydowałem się na ten krok dzisiaj, choć myślałem już o tym przez dłuższy czas - ponieważ bardzo spodobał mi się ten szablon. Wydaje mi się prosty i przejrzysty - a jednocześnie tajemniczy. Jeśli zauważycie jednak jakiekolwiek niedogodności - w Waszych przeglądarkach - proszę dajcie mi o tym znać. Obecnie jestem jeszcze w trakcie modyfikacji strony i dodawania poszczególnych elementów. Myślę, że jutro już wszystko będzie ok:) Jutro kolejna notka - a więc do przeczytania :) - już w Nowej Szacie :)


Piszcie, czy podoba Wam się nowy wygląd :)

Pozdrawiam
integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

UWAGA !!! Schizofrenizacja społeczeństwa!

1 komentarze

Postęp techniczny ułatwia nam życie. Skraca myślenie. Wszystko jest prostsze i szybsze. Nie ma już znaczenia czy mieszkasz na wsi czy w mieście. Czy daleko do miejsca pracy. Możesz pracować w domu korzystając z komputera, a raporty i analizy przesyłać z domu – przez internet. Zawsze masz pod ręką też samochód, tramwaj lub autobus – efekt myśli technicznej człowieka.


Nie wiesz jak zbudować domek z kart? Szukasz instrukcji w sieci. Domek się burzy, więc badasz przyczyny a później Ty piszesz poradnik „Jak uniknąć zburzenia się domku – na podstawie mojego doświadczenia”. Ty dajesz info komuś, ktoś daje info Tobie. Łatwa wymiana.

Zarabiasz pieniądze, wydajesz je. Prosto, szybko, łatwo. Pod nogi czasami ktoś rzuca Ci kłody. Nie możesz wyjść poza linię. Nie możesz jej przekroczyć, choć bardzo chcesz. Ale za to żyjesz wygodnie. Wkręcasz się w to.

Masz wszystko, czego potrzebujesz do życia. Tlen. Wakacje. Pożywienie. Kontakty międzyludzkie.

Technika informacyjna i jej wymysły staje się przedłużeniem Twojej osobowości.

Zatracasz swoje prawdziwe „ja”. Jesteś rolami. Tak, tak – jesteś tym, kim inni Cię widzą. Społecznie zorganizowany, nawykowo wyuczony. Zunifikowany. Bo tak łatwiej.

Nagle coś się w Tobie łamie.

Nie chcesz być już więcej sama / sam. Nie chcesz czuć się wyalienowana / wyalienowany – przebywając w tłumie. Tańcząc na imprezie techno, chcesz poczuć bliskość innych ludzi – płynącą z głębi duszy – a nie z amfetaminy, która napędza ich mózgi. I Twój.



Buntujesz się przeciwko stereotypom myślowym i kulturowym ! Nie chcesz brać już pigułek zmieniających Twoją osobowość !

Wszystko ok. z tymi pigułkami? Niby tak, tylko to coś obcego. Ta siła, która miała powodować uczenie się umiejętności „zbliżania” się do innych sprawia, że jesteś od nich jeszcze dalej niż byłaś / byłeś.

Nie ma już zjaw, są ludzie i maszyny. Ci pierwsi nieludzcy, tak jak Ty sama / sam, ci drudzy starający się być ludzcy. Czujesz pustkę. Samotna / samotny w świecie technologii.

Informacja goni informację, a miłość sprzedała się w formie zakochania. Papieros stał się symbolem oralnej fiksacji, a Edyp zabił ojca, by uprawiać seks z własną matką. Jesteś sam pośrodku świata, w którym dzieje się chaos.

W którym chaos walczy z ostatkami Twojego człowieczeństwa.

Zwątpienie zawładnęło Tobą całą / całym.

Jak się okazuje – psychiatrzy pracujący z ludami tak zwanymi pierwotnymi – są zgodni co do tego, że odsetek zachorowalności na schizofrenię – jest u nich znacznie mniejszy niż w przypadku społeczeństw cywilizowanych.

Czynniki cywilizacyjne i ekonomiczne w istocie mają wpływ na tworzenie się postaw autystycznych. Już Maurycy Bornsztajn przed ponad dwudziestu laty mówił o schizofrenizacji współczesnego społeczeństwa.

Schizofrenizacja nie jest jednak schizofrenią. Schizofrenizacja jako pojęcie ukierunkowuje nas na pewne tendencje kulturowe, które przypominają w istocie objawy schizofrenii. Wiążą się one z brakiem umiejętności bliskich kontaktów międzyludzkich, deficytem emocjonalnym – czy brakiem zrozumienia.

O samej chorobie - schizofrenii - napiszę jednak w innej notce.

Marcin / integralny@gmail.com


Czytaj dalej >>

Myśli natrętne - OBCY w Umyśle

piątek, lipiec 25, 2008 3 komentarze

Jakiś czas temu pisałem na PSYCHICE.net na temat nerwicy natręctw. Mówiłem wówczas o tak zwanych objawach anankastycznych – czyli przymusowych. Mogą one występować w trzech formach – jak mówi Antoni Kępiński – mianowicie: w formie myśli natrętnych, czynności przymusowych i natrętnych lęków.


Jak rozpoznać natrętne myśli?

Zasadnicza różnica pomiędzy myślą urojoną a natrętną – polega na tym, że myśl urojona jest odbierana przez chorego jako myśl „jego”, natomiast natrętna – jako coś obcego, co mu dokucza. Myśl natrętna to jakby odbrębny byt w umyśle człowieka chorego, który co jakiś czas „kłuje” człowieka.

Kiedy się pojawiają?

Myśli natrętne występują w sytuacjach powtarzających się, rutynowych. Hydraulik mimo że naprawiał już w swoim życiu setki zaworów, po powrocie do domu z pracy, będzie zastanawiał się, czy tym razem dokręcił wszystko odpowiednio. Dziewczyna po wyjściu z mieszkania będzie zastanawiać się czy zakręciła kurki od gazu, lekarz, czy dobrze wypisał receptę itd. Mimo, że czynności te są częściowo zautomatyzowane.

Jak to wygląda?

Osoba, która została wychowana w religijnej rodzinie, która zawsze przestrzegała czystości myśli, może odczuwać, że "coś" próbuje zawładnąć jej umysłem i każe jej w myślach kląć, rzucać złe czary, wyobrażać sobie najgorsze rzeczy z osobami bliskimi w roli głównej. Mimo, że człowiek ów z natury może być bardzo spokojny, zrównoważony i skromny – to cała ta gama natrętnych myśli może przerażać kogoś najbardziej wyzwolonego. Może on na przykład – kiedy zobaczy „święty” obraz - automatycznie wyobrażać sobie akty seksualne, lub na widok ołtarza, na którym odprawiane są rytuały mszalne – „ukaże mu się w umyśle” coś jeszcze bardziej zdrożnego.




Kobieta, która kocha swoje dzieci, może co jakiś czas uświadamiać sobie, że w jej umyśle pojawiają się sceny, kiedy z nożem w ręce – rozścina wnętrzności swoich pociech. Kiedy tapla się w ich krwi.

I wcale tak nie jest, że któraś z wymienionych wyżej osób myśli o czymś w ten sposób. Natręctwo myśli pojawia się „znikąd” i atakuje jakby z zewnątrz.

Na tym polega dramat.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Co to znaczy, że coś jest dla mnie subiektywne?

czwartek, lipiec 24, 2008 0 komentarze


PSYCHIKA.net jest sposobem widzenia świata Jej Autora, czyli mojego – Integralnego.
Różne doświadczenia życiowe ukształtowały mnie tak a nie inaczej.


Krocząc życiową ścieżką, poznałem wiele teorii (i wciąż poznaję), poglądów, ludzi, opinii, postaw. One wszystkie w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na mnie. Kilka rzeczy odrzuciłem, inne przygarnąłem jako "moje". Zintegrowałem je z moim stanem ducha i ciała.

I tak - moje "ja" wciąż integruje napływające informacje i bodźce. W każdej chwili.

Jestem jaki jestem i myślę tak – jak myślę. Widzę i odbieram świat z mojej perspektywy.

Studia psychologiczne pomagają mi dostrzegać niektóre sprawy inaczej. Może też dochodzi tutaj kwestia doświadczeń życiowych (latka lecą) wraz ze studiami. Przystępując do rozstrzygnięcia jakiejkolwiek kwestii – zdaję sobie sprawę, że nie ma jednego rozwiązania. Może być ich kilka. Różnych.

Subiektywnie wybieram te najlepsze. Te moje.

Subiektywnie – czyli „po mojemu”.

Właśnie taki jest mój blog.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

"JESTEM GEJEM - i chcę iść do psychologa z matką"

środa, lipiec 23, 2008 4 komentarze

Kilka dni temu dostałem takiego maila od Czytelnika, który zgodził się na jego publikację na PSYCHICE.net. Zachowałem oryginalną treść i pisownię maila.



Cześć Integralny!

Nie będę owijał w bawełnę, chodzi o moją matkę. Ona po prostu nie może zaakceptować tego, że jestem gejem. Ja sam już dawno się z tym pogodziłem, chociaż nie mogę znaleźć sobie partnera na dłużej. Matka chce, żebym miał normalną rodzinę, żonę i dzieci. A ja już nie mogę tego słuchać. Przez matkę zawaliłem rok studiów, bo mi wszystkiego ciągle zakazywała i popadłem w depresję. Ona załatwia teraz dla mnie znajomego psychologa, ale ja boję się tam iść. Trochę tak głupio iść do psychologa, który zna moją matkę, ja mu będę opowiadał o sobie a ten wszystko wypapla matce. Nie chcę tak. Myślę, że powinienem iść do psychologa razem z matką, bo to w sumie o nas oboje chodzi a nie tylko o mnie. Ona sama ma problemy z własnym życiem, nie może znaleźć sobie faceta, trafia na samych fagasów a ciągle wpieprza się w moje sprawy.

Jeśli znajdziesz czas, napisz co o tym myślisz, możesz też zamieścić mój list na blogu, i tak jestem anonimowy a może ktoś z Czytelników też ma to samo co ja. Pozdrawiam i życzę dalszej owocnej pracy ze stronką.

Sebastian


Drogi Sebastianie,

czytając Twojego maila odniosłem wrażenie, że jesteś bardzo przywiązany do Matki a ściślej mówiąc do jej sposobu widzenia Twojej osoby. Mam wrażenie, że troszeczkę zbyt bardzo przeglądasz się w tym lustrze – jakim jest Twoja Matka. Kiedy Ty zaglądasz w nie i szukasz akceptacji swojej osoby, swojej tożsamości – Lustro mówi ci „ja nie chcę Cię takiego”. Zastanów się proszę, czy warto żyć w ten sposób.

Widzenie samego siebie przez pryzmat jakiejkolwiek osoby – w stopniu zbyt nadmiernym – może prowadzić do niebezpiecznego uzależnienia się od tej osoby.
Jesteś Sebastianie, indywidualną jednostką, i żyjesz swoim życiem – nie Matki. Dlatego broń swojego poglądu, że to Ty jesteś Panem swojego życia. Owszem, respektujesz co mówi Twoja Matka, rozumiesz jej zawód, że nie spełnisz jej oczekiwań związanych z założeniem przez Ciebie rodziny, jednak - tak samo masz prawo oczekiwać od niej, że ona zrozumie Twoją sytuację, że zaakceptuje Ciebie takiego – jakim jesteś.

Jeśli nie zrozumie – może nie warto się tak bardzo przejmować Jej uwagami?

Ty i Matka – tworzycie bez wątpienia pewien system, jednak nie zalecałbym w tym momencie wspólnej terapii. Jesteś dorosłym człowiekiem Sebastianie i sam decydujesz o swoim życiu. Podobnie jak Twoja Mama.

Myślę, że każde z Was – Ty i Matka powinniście podjąć terapię indywidualną, oczywiście nie na siłę. Nie uważam też, aby dobrym pomysłem było udanie się do psychologa, który byłby znajomym Twojej Mamy. W mniejszym lub większym stopniu mógłby on bowiem nieświadomie wpływać na proces terapii – choć generalnie nie powinien.

Jest tylu innych psychologów. Powiedz swojej Mamie, że nie potrzebujesz jej pomocy, że jeśli będziesz chciał sam udasz się – do wybranego przez Ciebie samego psychologa. Będzie to również komunikat dla niej, że jesteś w pełni samodzielny i nie musisz przeglądać się w Jej Lustrze, w jej opiniach i sugestiach. Że nie jesteś od niej zależny.

Jeśli Twoja Matka nie potrafi zaakceptować Ciebie - jako geja - to jej problem. Jeśli natomiast - Ty nie potrafisz oderwać się od aprobaty Matki - wtedy problem jest Twój. Myślę, że w Twoim przypadku może tak właśnie być, że tkwisz uwięziony w świecie marzeń i aspiracji Twojej Matki. Mogę oczywiście się mylić, ponieważ nie znam dobrze sytuacji.

Jeśli zaakceptowałeś swoją orientację seksualną, konsekwentnie broń swojej tożsamości – także w znaczeniu odrębności i komplementarności w świecie. To znaczy jesteś sobą, Sebastianem, masz swoją orientację, swoje życie, kochasz Matkę, ale nie zawsze się z nią zgadzasz. I to jest OK.



Weź los w swoje ręce i odkrywaj siebie – będąc wolnym od wszelkich sugestii. Masz prawo czuć się szczęśliwy – czując pociąg seksualny do osoby tej samej płci i wiążąc się z nią. Akceptując istnienie różnych poglądów w świecie, masz prawo – otrzymywać od świata również akceptację swojej osoby.

Każdy z nas bowiem ma prawo być szczęśliwy.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Jak się odprężyć? 21 sposobów

wtorek, lipiec 22, 2008 3 komentarze

Czasami obowiązki dnia codziennego stają się dla nas bardzo męczące. Nie potrafimy radośnie żyć w ciągłym stresie, rutynowo wykonując swoją pracę i obowiązki. Zwykle nie mamy czasu lub po prostu nie potrafimy dobrze wypocząć.


Jeśli czujesz się kiepsko, gdy zbliża się weekend – bo nie idziesz wtedy do pracy – prawdopodobnie są to u Ciebie pierwsze oznaki pracoholizmu.

Warto więc dobrze wypoczywać. Warto nauczyć się relaksować. Poniżej prezentuję 21 sposobów na to, jak oderwać się od zgiełku dnia codziennego. Jak regenerować siły. Możecie też dopisywać swoje pomysły.


1. Wyjdź na spacer, wybierając drogę, którą zwykle nie chodzisz.

2. Ugotuj coś dobrego.

3. Zabierz swoją Ukochaną na wycieczkę za miasto.

4. Przeczytaj ciekawą książkę, którą zawsze chciałaś / chciałeś przeczytać.

5. Zwołaj całą rodzinę i oznajmij uroczyście, że zabierasz ją na lody.

6. Stań na rękach, zrób „gwiazdę” lub fikołka.

7. Zaśpiewaj piosenkę dla Twojej Drugiej Połowy grając na gitarze.

8. Pogap się kilkanaście minut w błękit nieba – nie myśląc o niczym.

9. Poobserwuj przez lornetkę ptaki.

10. Zrób pranie lub pozmywaj naczynia – jeśli zwykle tego nie robisz.

11. Sklej sobie model samolotu.

12. Wybierz się na rower sam lub zorganizuj wycieczkę ze znajomymi.

13. Idź na basen.

14. Posłuchaj muzyki, która Cię odpręża.

15. Przygotuj kąpiel i kolację dla Dwojga.

16. Wybierz się z aparatem fotograficznym w plener.

17. Przestrasz żonę – pokazując jej pająka (oczywiście w granicach rozsądku).

18. Zrób zupę zmieniając proporcje przypraw.

19. Idź do fryzjera.

20. Załóż się z kolegami, kto „dłużej wytrzyma” stojąc na jednej nodze.

21. Wejdź na drzewo i poczuj z góry zapach świeżego powietrza.



Dopisujcie swoje pomysły w komentarzach:)

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz wypromować go na Wykop.pl - klikając tutaj.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Przede wszystkim - partnerstwo, następnie - rodzicielstwo

piątek, lipiec 18, 2008 3 komentarze

Wiele osób pyta mnie w mailach, jak uzdrowić swój związek, jak sprawić, by pomiędzy ludźmi działo się lepiej. Przecież oni tak się starają. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że tak naprawdę, dla tych osób cierpiących z powodu niesatysfakcjonującego związku seksualnego (czyli kobiety i mężczyzny) – jest coś ważniejszego niż ich związek. Czego oni w ogóle nie dostrzegają lub umniejszają znaczenie tej kwestii.

O czym mowa?

O całkowitej koncentracji na dziecku.


Dbasz o dziecko, starasz się, aby miało wszystko co najlepsze? Przecież nie każde dziecko może chodzić do angielsko języcznego przedszkola, czy nie każdego stać na posyłanie dziecka na jazdę konną. Nie każdy ma też czas na to, aby usiąść z dzieckiem do odrabiania lekcji, odpowiadać na każde pytanie. Tłumaczyć. Czytać. Ekslorować wspólnie. Uczyć korzystania z internetu. Bawić się. Grać w piłkę.

Dbasz o dziecko. Jednym słowem.

Chcesz, aby Twoje dziecko było szczęśliwe.

Może Twoje dziecko dzięki Twoim staraniom będzie miało lepszy start w życiu, może zacznie szybciej się rozwijać intelektualnie, może zacznie przynosić same piątki, może stworzy coś niepowtarzalnego. Może odniesie sukces. Przygotowujesz je na to.

A co sam czujesz? Dumę – bo jesteś dobrym rodzicem.

"Twoje dziecko ma matkę i ojca. To bardzo ważne."

Dziecko, dziecko, dziecko.

Coraz częściej zdarza się, że dwoje ludzi – tych którzy poznali się po to, aby być razem, którzy zdecydowali się na związek – gubią się nawzajem w momencie kiedy stają się rodzicami. Staje się dla nich ważniejsze bycie dobrym ojcem czy dobrą matką – niż bycie partnerem czy partnerką dla swojej ukochanej osoby.

Bert Hellinger, twórca terapii rodzinnej, wykorzystujący tak zwaną technikę „ustawień rodzinnych” w swojej pracy psychoterapeuty koncentruje się na uzdrawianiu procesu relacji jaki zachodzi w rodzinie – poprzez zmianę zachowania poszczególnych członków tego „systemu”. W swojej książce „Miłość Szczęśliwa” uważa, że partnerzy, którzy mają dzieci – powinni przede wszystkim być wobec siebie dobrymi partnerami – a dopiero później rodzicami. Bert Hellinger jest zdania, że każde dziecko w momencie kiedy widzi, że jego rodzice się kochają – bardzo dobrze się rozwija. Samo eksploruje. Samo czuje się szczęśliwe. Wówczas uczy się też pozytywnych wzorców relacji z ludźmi. Nie musisz starać się być dobrym rodzicem, bądź dobrym partnerem dla swojego ukochanego / ukochanej – a Twoje dziecko będzie najszczęśliwsze.

Miłość szczęśliwa – to przed wszystkim bycie partnerem a dopiero później rodzicem – a nie na odwrót.

Jeśli kochasz swojego partnera / partnerkę – jeśli jesteś wobec niego / niej szczery, akceptujesz jego / jej wady, kochasz jego / ją całą / całym sobą – będziesz kochał również dziecko, które jest również jego / jej częścią. Tylko wtedy kiedy prawdziwie pokochasz swojego partnera / partnerkę – pokochasz swoje dziecko. I będzie to najlepsze co możesz dziecku dać.

Nie liczą się materialne gratyfikacje, bo to wszystko przeminie. Dziecko odnoszące jakieś sukcesy w jakiejś dziedzinie – prawdopodobnie porzuci te zajęcia w dorosłym życiu – bo nie wybrało ich samo. To Twoje marzenia, nie dziecka, aby było najlepszym tenisistą. Dziecko może chcieć grać w golfa albo zechce zostać pisarzem. Nie musisz tak bardzo koncentrować się na „dobru” dziecka.
Oczywiście może się pojawić również pasja, którą Ty w dziecku zasiejesz. Może to zaowocować sukcesem zawodowym dziecka itd.

Jednak dużo ważniejsza jest – miłość.



Jak kochać swoje dziecko? Przede wszystkim kochaj swojego partnera / partnerkę.

Wtedy dasz swojemu dziecku najlepszy z możliwych prezentów, jaki mogłabyś / mógłbyś mu kiedykolwiek ofiarować.


Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Jaki jest Twój sens życia?

czwartek, lipiec 17, 2008 2 komentarze

To podstawowe pytanie, na które próbuje odpowiedzieć sobie każdy, kto choć przez chwilę błądził w gąszczu życiowych ścieżek. Kto stawał przed dylematem. Komu niebo zwaliło się na głowę. Kto nie dość, że upadł na ziemie – to został jeszcze skopany.



Nieszczęścia chodzą parami – tak mówi przysłowie. Mądrość zbiorowości. Kiedy spotyka Cię coś złego, osłabia Cię, jesteś wówczas narażony na kolejny cios od życia.
Dlatego nie dość, że dostałeś mocno – dostajesz raz kolejny.

Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Jak odnaleźć siły, kiedy już ich zupełnie brak?
Jak powrócić na drogę samoaktualizacji – jakby to powiedzieli psychologowie humanistyczni?

Przede wszystkim powiedzieliby, że tym, co powoduje, że chcemy żyć – jest odnalezienie swojego sensu.

Sens życia to coś, co nie pozwala nam poddać się, kiedy już leżymy.

Sens życia to coś, co mówi nam „Otwórz oczy! Dasz radę!” kiedy brakuje nam już tchu.

Sens życia czasami każe nam też niestety zejść z obecnej sceny – wymaga od nas zmiany. Reorganizacji życia. A to jest trudne.

Lubimy bowiem nasze myślenie. Lubimy tkwić po uszy – w tym co bezpieczne, sprawdzone, wygodne. Tym, co niezmienne.

Sens życia domaga się od nas jednak przede wszystkim – życia.

W końcu to sens życia. Każdy z nas jeśli głęboko poszuka w sobie – odnajdzie go.
Może nie od razu, może nie w tej chwili. Może dopiero jutro a może za rok. Ważne jest jednak to, że prędzej czy później możemy dostrzec – po co żyjemy, dla kogo pracujemy, po co tworzymy i myślimy. Po co wstajemy rano i kładziemy się wieczorem spać. Po co radujemy się i po co cierpimy. Słowa są tutaj zbyteczne, sens życia objawia się w inny sposób.

W doświadczaniu naszego istnienia.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Jak stworzyć udany związek?

środa, lipiec 16, 2008 5 komentarze

Wielu z nas pewnie zadaje sobie to pytanie i chciałoby znać na nie odpowiedź. W życiu jest różnie. Czasami musimy wiele przejść, aby w końcu odnaleźć szczęście z ukochaną osobą – a czasami dzieje się to naturalnie od samego początku.


Kiedy zakochujemy się w drugiej osobie bierzemy pod uwagę różne aspekty tej osoby: wiadomo, że najpierw zwracamy uwagę na wygląd. Druga osoba nie musi być jednak superprzystojnym facetem czy kobietą-modelką. Po prostu musi odpowiadać naszym standardom piękna – a nie obiektywnym. Wygląd przyciąga nas do tej osoby, po czym chcemy poznać jej wnętrze. Stan zakochania sprawia, że idealizujemy drugą osobę, wszystkie piękne chwile, miłe chwile spędzone razem – są przez nas potęgowane i bardzo mocno przeżywane. Cechy charakteru, które nam się by nie podobały – nie będąc zakochanym – są przez nas jakby przykrywane, nie zwracamy na nie uwagi. Widzimy drugą osobę w jak najbardziej pozytywnym świetle. Dlatego mówi się czasem, że miłość jest ślepa.

Kiedy jednak stan zakochania mija – a wiąże się to z tak przyziemną kwestią jaką jest spowolnienie wydzielania przez mózg neuroprzekaźników – dostrzegamy drugą osobę „bardziej obiektywnie”, nie widzimy już jej jako idealną, idealnie piękną, idealnie dobrą itd. A wiecie dlaczego? Bo ideały istnieją tylko w naszej psychice. Ideały są myślami.

Każdy człowiek ma zalety i wady. Każda kobieta potrafi być bardzo miła a czasem bardzo nieznośna. Każdy facet pomimo swoich wielu zalet potrafi czasami wkurzyć kobietę.

Jak jednak być z drugą osobą w udanym związku?

Po pierwsze zastanów się, co jest dla Ciebie ważne.
Myślę, że najważniejszą kwestią w byciu razem jest poczucie bezpieczeństwa. Często rozmawiajcie ze sobą, co was gryzie, jak się czujecie ze sobą. Opowiadajcie sobie o najdrobniejszych szczegółach z Waszego życia – które budzą w Was mniej lub bardziej intensywne emocje. Powiesz, że nie warto rozmawiać o czymś co wzbudza jedynie poczucie obojętności? Rozmawiajmy o tym poczuciu. Jest dla Ciebie ważne, kto odniesie sukces podczas mistrzostw w piłce nożnej? – Nie musisz „dręczyć” partnerki szczegółami na ten temat – ale powiedz jej to jeśli np. o tym zamyślisz się będąc z nią. Martwi Cię, że masz na studiach zaległości – a chcesz być dobrą studentką, chcesz zdobyć wiedzę, mimo braku czasu? Powiedz o tym partnerowi. Najważniejsze jest to, aby rozmawiać.

Rozmowa rozwieje Wasze wątpliwości co do stanu emocjonalnego drugiej osoby. Czasami źle interpretujemy zachowanie drugiej osoby, ponieważ widzimy coś z innej perspektywy. Rozmowa pomoże nam wyklaryfikować daną sprawę. Przywrócić stan poczucia bezpieczeństwa – podczas bycia z drugą osobą.

Niektórzy twierdzą, że problemy w związku zaczynają się od kwestii łóżkowych. To znaczy nieudane życie seksualne powoduje, że związek się rozpada. Moim zdaniem coś w tym jest, jednak – należy wziąć tu pod uwagę długi ciąg przyczynowo-skutkowy. Tak samo jak nieudane życie seksualne może powodować narastające napięcie pomiędzy partnerami, tak samo napięcie pomiędzy partnerami – o zupełnie innej przyczynie – może wpływać na jakość kontaktów seksualnych. Zawsze należy szukać przyczyn – dalej niż nam się wydaje.

Czasami kłócicie się o byle co. Zastanówcie się wspólnie – dlaczego pomimo, że się kłócicie – jesteście razem. Może kłótnia Wam coś daje? Co? Może to, że zwracacie na siebie uwagę? Że angażujecie się w kontakt?

Często kobiety mówią:
„Mój mąż kiedy wraca do domu z pracy, siada przed TV i w ogóle ze mną nie rozmawia. Albo wychodzi z domu na cały wieczór.”

Faceci z kolei mówią:
„Kiedy wracam do domu z pracy, moja żona zaczyna suszyć mi głowę o byle co więc - siadam przed TV i się do niej nie odzywam albo wychodzę z domu.”

O co w tym chodzi? Moim zdaniem o potrzebę kontaktu.
Jeśli dwoje ludzi nie jest w stanie rozmawiać ze sobą inaczej, prowokują do sprzeczki, co wcale nie musi być patologiczne – jeśli będzie występowały w umiarkowanym stopniu. Jeśli jednak sprzeczka, kłótnia stanie się jedynym rozwiązaniem – nawiązywania bliskości, należy poważnie zastanowić się nad zmianą wzorców zachowania.

Tej parze poleciłbym przyjrzenie się swoim typowym reakcjom i spróbowanie zmienienia ich. Chodzi o to, aby wyjść z tego błędnego koła „On nie rozmawia ze mną, więc suszę mu głowę – Ona suszy mi głowę, więc nie rozmawiam”.

Spróbujcie wytworzyć w sobie nawyk pozytywnego myślenia o drugiej osobie. Tak, aby zawsze kiedy pomyślicie o Niej / o Nim pojawiały się Was pozytywne emocje. Oczywiście życie nie jest zawsze usłane różami. Możecie jednak starać się, aby takie było.

Czasem drobny komplement, lub prezent potrafi przywrócić dobry nastrój na całą resztę dnia.



Ważnym czynnikiem w budowaniu udanego związku jest szczerość. Od samego początku – do końca.

Moja znajoma twierdzi, że najważniejsze dla przetrwania związku jest to, aby facet był uległy, aby zawsze przytakiwał – nawet jak myśli inaczej. Może coś w tym jest. Może to działa w związku mojej znajomej. Ona jest "zaspokojona", że partner ją wysłuchał, partner "ma spokój", że ona jest "zaspokojona". Jednak i tak żyją "po swojemu".

Jeśli partnerzy są świadomi takiej „gry” – to jest to ok.

Ja staram się w związku w nic nie grać, żyć prawdziwie, świadomie.

Naturalnie.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Idealny związek? już niebawem na Psychice!

wtorek, lipiec 15, 2008 0 komentarze

Będzie to próba odnalezienia powodów, dla których związki istnieją, dla których trwają.


Będzie to również próba odpowiedzi na pytanie, jak stworzyć udany związek.

integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Kupując pod dywidendę - też ryzykujesz !!!

0 komentarze



Dzisiaj kolejny artykuł z cyklu „Jak wygrać na giełdzie?”
Jeśli choć trochę interesujesz się rynkiem akcji – wiesz już, że:

Jeśli JAN kupił 1000 akcji po 5 zł i sprzedał je po 6 zł – to zarobił 1 zł na akcji - czyli 1000 zł (minus prowizja maklerska i podatek)

Jeśli JAK kupił 1000 akcji po 5 zł i sprzedał je po 4,5 zł – to stracił 50 gr na akcji – czyli jest „do tyłu” o 500 zł (i prowizję)

Co Ty na to, jeśli teraz zaprezentuję Tobie taki przykład i powiem, że jest on prawdziwy?

JAN kupił 1000 akcji po 5 zł i sprzedał je po 5 zł – ZAROBIŁ NA TYM 500 ZŁ

Zdziwiony? Przecież to nielogiczne?


Logiczne – jeśli w międzyczasie JAN stał się uprawniony do pobrania dywidendy.

Otóż oprócz normalnego obrotu akcji na giełdzie i możliwości zarobku – spółka może uchwalić „specjalny bonus” dla akcjonariuszy.

Oblicza zysk jaki spółka wypracowała przez rok i część tego zysku chce dalej zainwestować w firmę – a część chce wypłacić akcjonariuszom – w formie dywidendy.

Wysokość dywidendy, dzień prawa do dywidendy i jej wypłata – zostaje ustalony podczas Walnego Zgromadzenia. Przypominam, że jeśli masz nawet 1 akcję jakiejś spółki masz prawo zabrać głos podczas Walnego Zgromadzenia. Niestety wielu drobnych inwestorów w Polsce zapomina o tym, przez co losami spółki de facto rządzą „najgrubsi”. A wcale tak być nie musi.





JAN kupując akcje spółki po tej samej cenie, po której sprzedaje – wychodzi na 0 ale zarabia na dywidendzie. Oczywiście zaraz po dniu przyznania dywidendy kurs zostaje „obcięty” o wysokość dywidendy – jednak w przypadku perspektywicznych spółek w kilka dni znowu rośnie.

W ten sposób chcąc zainwestować w dobrą, stabilną spółkę, która wypłaca w niedługim czasie dywidendę – możesz ją kupić tuż przed dniem prawa do dywidendy i sprzedać w momencie „wyrównania” kursu lub dzień po „odcięciu” i trzymać do „wyrównania”.

Szanse na zysk są bardzo prawdopodobne. Co nie oznacza, że nic nie ryzykujesz!

Pamiętaj, że tak naprawdę liczy się to „za ile kupiłeś akcje – za ile sprzedałeś - jaką dywidendę ewentualnie uzyskałeś - czy zarobiłeś czy straciłeś”.

I nic więcej.

Jeśli interesujesz się giełdą w praktyce, życzę Tobie wielu sukcesów na parkiecie.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

„Lepiej nie stracić niż - zarobić”

poniedziałek, lipiec 14, 2008 0 komentarze

Taka zasada wydaje się nieracjonalna, nielogiczna – dla tych, którzy świadomie przecież podejmują jakieś ryzyko. A jednak ! – większość graczy obojętnie w jakiej grze – dwa razy dotkliwiej odczuwa porażkę, stratę niż cieszyłoby się z zysku o takiej samej wielkości.


Badania potwierdzające przewodnią myśl tego wpisu – przeprowadzili Kahneman i Tvorsky.

Załóżmy, że masz okazję kupić samochód za 10 000 zł. Samochód jest w dobrym stanie, dlatego traktujesz okazję kupna – jako coś atrakcyjnego finansowo.

Nie masz wolnej gotówki na ten cel. Masz jednak dwa papiery. Na jednym z nich 5 000 zł straty, na drugim 20 000 zł zysku. Co wtedy zrobisz? Który z nich sprzedasz?

Większość z ludzi sprzedałaby papier, który przyniósł zysk, co z punktu widzenia „pobocznego” obserwatora – wydałoby się bezsensowne. Po co sprzedawać „kurę znoszącą złote jajka”? Kahneman i Tvorsky uważają, że po to – aby nie realizować straty na pierwszym papierze, ponieważ strata bardziej boli.

Nasza awersja do straty powstrzymuje nas od zamknięcia pozycji ze stratą, chociaż czasami byłaby to dużo rozsądniejsza decyzja. Oczywiście papier, który cały czas rósł może zacząć od razu spadać, a ten, który spadał zacznie rosnąć. Jednak prawdopodobieństwo jest tutaj mniejsze. Podobnie rzecz się ma z kwestią podatkową. Kiedy zamykasz pozycję na stracie i masz świadomość, że na innej pozycji zarobiłeś – tym samym Twoja „strata” pomniejsza zysk do opodatkowania. Czyli kolejny argument za tym, że bardziej opłaca się zamknąć pozycję ze stratą. Jednak ogólnie rzecz biorąc - ludzie czynią inaczej.

Nikt z nas nie lubi tracić.


Jest to prawdopodobnie uwarunkowane genetycznie. Proces ewolucji nauczył nas tego, że należy zdobywać pożywienie, schronienie, tereny – aby przetrwać. Strata boli, bo przyzwyczajamy się do posiadania.

Jeśli czasami stajesz przed podobnymi dylematami, że potrzebujesz gotówki (obojętnie na co, może na inną spółkę?) zastanów się, czy czasami nie lepiej jest sprzedać spółki, która spada.

Sam zamykałem często pozycję ze stratą i znam ten ból, jednak uważam, że na dłuższą metę warto nauczyć się „z zaciśniętymi zębami” zamykać przegrane pozycje i trzymać te, które przynoszą długotrwałe zyski.

Doświadczenie, doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie – to najbardziej uczący nas czynnik, jak wygrywać na giełdzie. Aby jednak móc się rozwijać – potrzebny jest wkład pieniężny a ten bardzo łatwo stracić – kiedy decydujemy się trzymać lecącą pozycję.

Ostateczna decyzja należy jednak do każdego z Was.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

Turecka panna młoda z importu

niedziela, lipiec 13, 2008 0 komentarze

W środowisku emigrantów tureckich w Europie, a przede wszystkim w Niemczech rozwija się współczesna wersja niewolnictwa. Rodziny sprowadzają dla swoich synów żony z tureckich prowincji.


Typowa panna młoda z importu ma 18 lat, by małżeństwo było legalne z punktu widzenia prawa kraju, do którego się ją sprowadza. Pochodzi z prowincji i najczęściej jest spokrewniona z rodziną swojego przyszłego męża. Nie jest ona wykształcona. Wesele odbywa się zgodnie z muzułmańska tradycja w rodzinnej miejscowości panny młodej, potem mąż zabiera ją do obcego kraju.

Gdy już przybędzie do swojej „nowej ojczyzny” będzie całkowicie zależna od swojej rodziny oraz męża. Będzie musiała skrupulatnie wypełniać ich polecenia, ponieważ gdyby przyszło jej do głowy się zbuntować, mąż ma prawo odesłać ją do domu rodzinnego, co by oznaczało jej śmierć, w sensie społecznym i także w dosłownym, ponieważ splamiła by tym honor swojej rodziny.

Panna młoda z importu nie będzie chodzić do pracy ani uczyć się języka tubylców. Nie będzie prawie w ogóle wychodzić z domu, chyba, ze do szkoły koranicznej. Będzie nosić muzułmańskie stroje.

Tuż po ślubie zajdzie w ciążę i dzieci na kilka lat przywiążą ją do domu
. Będzie do nich mówiła po turecku i przekaże im wszystkie wartości islamu. Da im do zabawy muzułmańskie zabawki lub specjalną wersję Lalki Barbie dla muzułmanów, która nazywa się Fulla.

Będzie żyła w kraju, którego języka i kultury nigdy nie zrozumie i co najgorsze nigdy nie pozna. Nie będzie rozmawiała z tubylcami tylko z członkami swojej społeczności. Nie będzie wiedziała o istnieniu instytucji i ludzi, którzy mogliby jej pomóc. Nie będzie znała prawa swojej nowej ojczyzny. Nigdy się nie zintegruje. Dla nikogo nie będzie istotna i warta zainteresowania. Prawda jest taka, że stworzy sobie swoją małą Turcję w swoim małym mieszkaniu i będzie się tak zachowywała jak ją wychowali rodzice – będzie do końca uległa mężowi i jego rodzinie. Nigdy nie pomyśli o sobie i swoim szczęściu, ponieważ nikt nie nauczył jej tak myśleć.

Są oczywiście kobiety, które otrzymują pomoc. W Niemczech działają instytucje, które pomagają maltretowanym muzułmankom. Organizują im mieszkania i współprace z psychologami i oczywiście policją. Miejsce pobytu takich kobiet jest tajne, ponieważ rodziny nie spoczną dopóki nie schwytają takich kobiet – ucieczka od męża jest uznawana za splamienie honoru rodziny. Nie liczy się to, że były bite do nieprzytomności, gwałcone, poniewierane, głodzone, czasem podpalane przez swoich mężów. Wina zawsze jest po stronie kobiet. Choć Koran nie nawołuje do przemocy, kodeksy honorowe i ich wartości są mocno zakorzenione w mentalności muzułmanów.

O historii morderstw z honoru będzie można przeczytać w moim kolejnym artykule.

Hanna Sąsiada

- specjalnie dla PSYCHIKI.net

Czytaj dalej >>

Zbrodnie w obronie honoru

piątek, lipiec 11, 2008 7 komentarze

Co roku w krajach muzułmańskich z rąk swoich krewnych, głównie mężczyzn, ginie około 5000 kobiet.


Przyczyną takiej zbrodni jest uznanie przez rodzinę dziewczyny, że źle się prowadzi – ma na przykład nieodpowiedniego narzeczonego (innej wiary niż muzułmańska). W społeczeństwach patriarchalnych jest nie do pomyślenia, by kobiety same decydowały o wyborze męża i o czymkolwiek. Kobiety w krajach oraz enklawach muzułmańskich w Europie są marionetkami w rękach swoich rodzin. Zabrania się im kształcić (przecież i tak wcześnie wyjdą za mąż), żyć po swojemu, pracować, decydować o swoim stroju....

Zbrodnie z honoru zaczynają być coraz większym problemem na terenie Unii Europejskiej, zważywszy na ilość muzułmańskich emigrantów, którzy się tam osiedlają. Najwięcej takich przypadków zanotowano w Holandii, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii. Jednakże nie są znane dokładne dane dotyczące ofiar zbrodni honorowych, ponieważ w zabójstwa lub ich próby zamieszane są rodziny ofiar, rzadziej płatni mordercy.

Rodziny najczęściej nie rejestrują kobiet w urzędach, nie mają one swoich paszportów, dowodów osobistych (głowa domu - ojciec jest najczęściej posiadaczem tak zwanej książeczki rodzinnej i to on musi zezwolić na to, by kobiecie z jego rodziny można było wyrobić dokumenty) – są niewidzialne. Kiedy już „zhańbiona” kobieta zostanie zabita, a ujma na honorze rodziny wymazana, wtedy powiadamia się policje, o tym, że dziewczyna wyjechała do swojej ojczyzny by wziąć ślub i ze już nie wróci, lub nic się nie mówi. Często rodzina ofiary pozoruje samobójstwo.



Zbrodnie w obronie honoru stają się problemem globalnym. Prawo, pełne luk, póki co sprzyja muzułmanom, którzy czują się bezkarni. Szybko powinno się to zmienić, ponieważ najbardziej cierpią na tym kobiety.

Hanna Sąsiada

- specjalnie dla PSYCHIKI.net

Autorka tym wpisem rozpoczyna cykl tekstów dotyczących problemów krajów muzułmańskich.

Czytaj dalej >>

NERWICA NATRĘCTW - przymusowe czynności jako cena za ukojenie ducha

czwartek, lipiec 10, 2008 4 komentarze

Czy to magia?


Ludzie, którzy cierpią na nerwicę natręctw – łagodzą swój lęk poprzez wykonywanie określonych czynności. Czynią coś przymusowo – co nazywa się „objawami anankastycznymi”. Samo słowo „ananke” pochodzące z języka greckiego a oznaczające przymus, konieczność, przeznaczenie, fatum – może pomóc nam wyobrazić sobie jak to wszystko wygląda.

Nie wiem, czy oglądaliście film „Dzień Świra”. Tam nerwica natręctw była doskonale zobrazowana – aż czasem do przesady. Bohater musiał wykonywać konkretne czynności (a właściwie czuł taki przymus a nie musiał), liczył coś, od początku do końca, od końca do początku, mył zęby w określony sposób itd.

Jakiekolwiek odstępstwa od ustalonych przez samych siebie norm – rodzą bowiem w osobie z nerwicą natręctw - lęk. A ściślej mówiąc nie tyle rodzą, co nasilają lęk – który istniał w chorym już wcześniej.

Najbardziej powszechnym objawem nerwicy natręctw – jest lęk związany z poczuciem braku bezpieczeństwa. Nawet u ludzi „normalnych” zdarzają się takie sytuacje, że wracają do domu sprawdzić „czy żelazko jest wyłączone”, czy kurki od gazu są dobrze dokręcone, czy dobrze zamknęli drzwi. Jest to ok., o ile takie epizody zdarzają się sporadycznie.

U osób chorych na nerwicę – te pierwotne lęki o zachowanie bezpieczeństwa (domu, czy ich samych) nasilają się do olbrzymich rozmiarów. Dziewczyna chora na nerwicę natręctw nie będzie mogła skupić się na pracy, bo będzie myślała czy dobrze zamknęła dom. Chłopak chory na tę nerwicę „zapadnie się w sobie”, nie będzie mógł się skoncentrować na prostym zadaniu – bo coś jakimś trafem przeszkodziło mu w dojściu do pracy – ustaloną z góry drogą. Tak, tak, ci ludzie najczęściej chodzą drogami, które są dla nich „magiczne”. Czasami nie mogą nadepnąć na dziurę w chodniku albo styk płyt chodnikowych – bo wiązać się to będzie ze strasznymi katuszami. Przymus jaki sobie sami narzucili – ani na chwilę ich nie opuszcza.



Zasada jest taka – im większy lęk, tym większy przymus wykonania rutynowej czynności. Za każdym razem w momencie jak ta czynność zostaje wykonana – człowiek doznaje ulgi. W ten sposób kojarzy, uczy się tego, że wykonanie konkretnej czynności uśmierza lęk. Mimo, że wie, że to nie jest racjonalne – to dlaczego miałby tego nie zrobić, skoro jest to TAK SKUTECZNE?

W świecie społecznym również mamy do czynienia z rytuałami: praktyki religijne, dyplomacja, wojsko. Czasem ludzie tak bardzo przywiązują się do stereotypowych czynności, że będą czuli poczucie winy – podczas naruszenia form współżycia społecznego – nawet większe - niż krzywdząc drugiego człowieka przy zachowaniu tych form.

Przestrzeganie rytuału dostarcza człowiekowi poczucia bezpieczeństwa, iluzji „uporządkowanego” świata, władzy nad światem, panowania nad losem. Przypomina to trochę magię / zaklęcia magiczne / obrzędy – i dokładnie takie znaczenie psychologiczne ma dla osoby chorej na nerwicę natręctw.

Marcin / integralny@gmail.com

Czytaj dalej >>

"Inwazja Nieświadomości" - czyli inaczej PSYCHOZA u Junga

środa, lipiec 09, 2008 8 komentarze