poniedziałek, 1 grudnia 2008

O schizofrenii, terapii egzystencjalnej Lainga, przyjaciołach i powrocie do rzeczywistości

Ronald Laing był psychiatrą, który interesował się szczególnie schizofrenią.

Moim zdaniem miał on bardzo ciekawe podejście do tej choroby – a mianowicie uważał, że choroba ta jest sposobem radzenia sobie człowieka ze społeczną sytuacją stresową, a także miał niesamowicie oryginalne podejście do psychoterapii osób chorych na schizofrenię.


Według Lainga przyczyna schizofrenii tkwi w czynnikach społecznych.

Każdy człowiek, każdy z nas żyje na różnych płaszczyznach. Jesteśmy zarówno indywidualnymi jednostkami, mającymi znane tylko nam doświadczenia, przeżycia z przeszłości, uwarunkowania genetyczne, wiedzę, zdrowie, fantazję i sposób postrzegania świata – a z drugiej strony jesteśmy częścią czegoś większego, częścią społeczeństwa, w którym każdy z nas „powinien” być do siebie pod jakimś względem podobny.

Aby być akceptowanym w społeczeństwie, każdy człowiek musi zatem stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie:

„Ok, jestem niepowtarzalny, ale do cholery muszę być też choć trochę podobny do innych ludzi, bo sam w świecie nie dam rady.”

Dlatego ludzie studiują, czytają książki, dlatego pracują, dlatego ludzie uważają, że studiowanie jest okej, że pracowanie jest okej – a na przykład kradzież już nie. Bo nie jest to społecznie aprobowane.

Człowiek uczy się więc życia w społeczeństwie, przyjmując swego rodzaju maskę (np. maska ucznia, maska studenta, maska rodzica, maska dyrektora firmy, maska księdza, maska stolarza, maska ochroniarza), która służy mu do tego, aby być w tym społeczeństwie w jakiejś relacji z innymi. Maska służy po to, aby coś dawać innym i aby od innych brać coś w zamian. Innej opcji nie ma.

Ta maska to tak zwane „ja-fałszywe”.

Jeśli człowiek jest zdrowy to doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pełni jakieś role w społeczeństwie.

Jeśli jednak człowiek jest bardzo wrażliwy, czuje lęk przed światem, który pojawił się u niego już w dzieciństwie – to może nie potrafić odpowiednio podejść do ”ja-fałszywego”, bo będzie się przez nie czuł zniewolony, zawładnięty. Nie będzie potrafił realizować samego siebie tak, aby jednocześnie realizować się jako cząstka ludzkości.

Człowiek chory na schizofrenię wg Lainga nie potrafi żyć w dwóch światach jednocześnie, nie potrafi być NAPRAWDĘ SOBĄ – dlatego ucieka w szaleństwo.

Poprzez ucieczkę w chorobę, człowiek buduje sobie schronienie przed ludźmi, „którzy chcą – aby on stał się taki sam jak wszyscy! Aby stał się więźniem – nie mającym własnego zdania, własnej woli, własnych marzeń i potrzeb!”

Czujecie klimat?

Choroba służy tutaj jako obrona przed depersonalizacją (utratą własnej tożsamości) i lękiem przed wchłonięciem przez SYSTEM SPOŁECZNY, o czym pisałem wyżej. Towarzyszy temu ontologiczny lęk, czyli lęk egzystencjalny.

Osoba chora na schizofrenię uważa, że izolując się od ludzi, już poprzez samą ucieczkę w chorobę, jest w stanie realizować samą siebie – tak jak tego pragnie, bo nie będzie bała się ludzi. Jest to jednak złudne, ponieważ taki sposób przeżywania siebie nie redukuje wcale lęku – a wręcz nasila lęk wynikający z samotności.

Schizofrenik jest sam w swoich wizjach, dlatego jest nieszczęśliwy i jeszcze bardziej cierpi.

Laing był zdania, że terapia ludzi chorych na schizofrenię nie powinna odbywać się w sterylnych szpitalach psychiatrycznych, gdzie kontakt psychiatry z pacjentem jest znikomy.

Terapia wg Lainga powinna polegać na przywróceniu ontologicznej pewności, bezpieczeństwa swojego bytu – podczas ekspresji samego siebie. Dlatego tak ważne według Lainga jest ciągłe towarzyszenie pacjentowi – nawet w jego psychotycznych wizjach.

Pacjent może wyzdrowieć w warunkach, kiedy będzie czuł się bezpiecznie – opowiadając o swoich czasami bardzo wyimaginowanych przeżyciach, nienaturalnych obrazach, czasami bardzo przerażających. Bardzo ważne jest zatem przebywanie z pacjentem i stwarzanie mu takich warunków, w których czuje się akceptowany.

Laing uważał, że leczenie schizofrenii powinno odbywać się w naturalnych warunkach, na przykład w hostelach (tak zrodziła się idea Domu pod Fontanną), gdzie terapeuta towarzyszy choremu w sprawach dnia codziennego. Społeczność jaka w takich warunkach się tworzy, również działa terapeutycznie, ponieważ chory stopniowo nabiera uczucia pewności, że „CI LUDZIE MNIE AKCEPTUJĄ – JESTEM OK. I NIE MUSZĘ SIĘ NIKOGO BAĆ”.

„Rzeczywistość jest okej, bo czuję się w niej bezpiecznie.”

Takie podejście do leczenia chorych na schizofrenię bardzo mi się podoba. A co Wy o tym sądzicie?






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

27 komentarzy:

Anonimowy pisze...

To bardzo współczesny i nowoczesny, bo skuteczniejszy od innych sposób przywracania ludzi do świata rzeczywistego. Izolacja zwykle tylko pogarsza relacje.
Dobry tekst.
Pozdrwawiam
Piotr

Aleandra San pisze...

Być może nie wiem dużo o schizofrenikach, ale mam za sobą wizytę - w ramach studiów - w poznańskim przedstawicielu Domu pod Fontanną, jeśli dobrze pamiętam, toteż nie mogłam się powstrzymać od komentarza tutaj :).
Z tego co piszesz, to Laing mógł mieć rację - człowiek żyje w takim społeczeństwie, w którym konieczne jest rozdwojenie się... Co prawda rozdwojenie jaźni to niekoniecznie schizofrenia, ale właśnie w schizofrenii też może się pojawić kilka bytów (jeśli dobrze kojarzę fakty), więc... Dwutorowość naszego życia...
Nie wiem, czy Laing miał rację, ale ponoć "Dom pod Fontanną" ma bardzo dobre wyniki i wysoką frekwencję - że się tak wyrażę - powrotu do zdrowia. A to z kolei powoduje, że coś w tym jest, iż człowiek zestresowany, bez akceptacji popaść może łatwo w chorobę psychiczną...
Bardzo mi się podoba pomysł Lainga i Fontanny. Świetny wpis. Pozdrawiam ;).

marszu pisze...

Świetny tekst! Oczywiście codziennie zakładamy po kilka masek, rano w pracy - wzorowego pracownika, po pracy nakładamy maskę przykładnego męża i ojca z kolei na wieczorne spotkania z kumplami mamy już przygotowaną następną. W sumie nie dziwota, że są ludzie, którym w pewnym momencie "maski" mogą się pomieszać...

Elzbieta pisze...

To jest bardzo ciekawy artykul. Uciekanie w chorobe jest bardzo czestym zjawiskiem. Nie znam sie na schizofrenii, ale metoda Lainga wyadje mi sie bardzo ciekawa i humanitarna.
Waznym jest umiec byc poprostu soba. To jest bardzo trudne zadanie, poniewaz ludzie przyzwyczajaja sie do swoich masek, np. "maski menadzera, dyrektora, czy tez VIP-a". Bywa tak, ze nie potrafia bez nich egzystowac. Umiec byc soba to znaczy umiec cieszyc sie zyciem takim jakie ono jest i akceptowac swiat takim jakim jest. Zyc, kochac i byc kochanym, akceptowac i byc akceptowanym takim jakim jestem. To najtrudniejsza rola w zyciu, umiec byc soba i nie nosic maski, nie uciekac i nie bac sie. Po prostu BYC soba. Przypomina mi sie pewna historia jak na jednym z amerykanskich uniwersytetow pewien profesor na egazminach zadawal pytanie swoim studentom, "Kim jestem?" zeby napisali conajmnie trzy zdania o sobie, pomijajac swoje imie i nazwiska, plec i wyksztalcenie. To byl najtrudniejszy egzamin i najwiecej studentow oblewalo go.

eminesia pisze...

Strasznie "rajcuje" mnie schizofrenia, dlatego lubię, jak o niej piszesz.
Postrzegam schizofreników podobnie jak Laing - to ludzie, którzy nie poradzili sobie ze stresem i naciskiem ze strony społeczeństwa. Moim zdaniem to właśnie oni są normalni, a my wszyscy "zdrowi" jesteśmy nienormalni, bo próbujemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy, zakładamy rożne maski, gramy w życiu dziwne role, które czasem tak naprawdę w ogóle nie odzwierciedlają nas samych.
Idea "Domu..." jest bardzo dobra. Tacy ludzie potrzebują bezpieczeństwa. Tylko co, jeśli już ktoś wyzdrowieje i ze świata, w którym wszyscy mówili, że go akceptują, wejdzie w świat, gdzie wszyscy okazują mu swoją nieakceptację?

Zaara pisze...

Ja niestety się nie zgodzę...to znaczy podejście Lainga jest bardzo interesujące i na swój sposób podtrzymujące na duchu,że człowiek odczuwający lęk przed światem ucieka w chorobę.Niestety czytając artykuły,książki,oglądając filmy naukowe oraz rozmawiając z klinicystami-schizofrenia,to mój temat pracy mgr-prawda jest niestety przykra.Ze względu na nieprawidłowości w mózgu chorego,czy on tego chce czy nie po prostu występują objawy, co prowadzi do epizodów bądź zaawansowanej choroby.Ci ludzie nie mają na to wpływu.Gdyby każdy człowiek pod wpływem stresu,lęku chorował na schizofrenię ponad połową populacji określano by jako schizofreników.Trzeba dodać,iż przede wszystkim są to schizofrenie.Tak?To zbiór wielu zaburzeń psychicznych zebranych w jednym umyśle.Ważne jest to,że codziennie mijamy dziwnych ludzi,którzy uśmiechają się do siebie,szepczą,a nawet dziwacznie się ubierają,a czy to oznacza schizofrenię?NIE MAMY WPŁYWU NA SWÓJ UMYSŁ.

Anonimowy pisze...

zaara - tłumaczenie schizofrenii tylko czynnikami neurofunkcjonalnymi - zakrawa chyba na lekki redukcjonizm; obecnie więkoszość badaczy stoi na stanowisku poligenicznej etiologii tego zaburzenia.
Poza tym, nauczmy się nie stygmatyzować osób chorych i nie określać ich poprzez pryzmat ich choroby nazywając ich "schizofrnikami". Należy pamiętać że są oni przede wszystkim ludźmi, którym tak samo jak innym przynależy godność i szacunek. myślenie wyraża się poprzez język, odwrotna zależność pewnie też ma miejsce, dlatego używanie zwrotu "osoba ze Sch" może choć w niewielkim (ale zawsze jakimś) stopniu wpłynie na przychylniejsze spojrzenia na te osoby!!

Anonimowy pisze...

Przeczytałem ten artykuł z zainteresowaniem a jednocześnie ze strachem. Od kilku lat mam zaburzenia lękowe. Od jakiegos roku doszedł do tego paniczny lęk przed schizofrenią. Ciągle kontroluję swoje myśli, emocje, zachowania, często wbrew sobie wyobrazam sobie rozne sytuacjie i wizje (powraca to do mnie na zasadzie mysli natretnych) żeby potem trząść się ze strachu że już zachorowałem. Czuję się niedopasowany do tego świata, nie radzę sobię z własnymi myślami, wszystkiego się boję. Według tekstu wynikałoby że już wkrótce choroba mnie dopadnie. I co w takiej sytuacji zrobić?

Anonimowy pisze...

hmmm,,,zaczełam czytac na ten temat poniewaz ja boje sie...moja mama ze zachorowala na schizofrenie jakies 19 lat temu i nie leczy sie nie jestem w stanie jej pomoc ,nie musze chyba nikomu mowic co sie zdarzylo przez te 19 lat jakie byly konsekwencje tej choroby jak to odbilo sie na zyciu i zdrowiu innych ...w tej chwili sytuacja jest taka ze nie ma pomocy z nikad ,nie moze nigdzie podjac pracy wszedzie jest szykanowana,kazdy sie odsunął itd ja sama wychowuje synka i rowniez nie mam pomocy z nikad nie jestem w stanie jej pomoc a i sobie juz nie potrafie poza tym zaczyna mi brakowac sil i checi do dalszego zycia ...wiec zaczelam szukac cos na ten temat czy ta choroba jest dziedziczna ...najsmieszniejsze jest to ze nie moglam i nie moge oddac jej na leczenie bo nie stanowi zagrozenia zycia dla osob trzecich ...moze bezposredniego nie ...ale moj ojciec nie wytrzymal i 3 lata temu sie powiesił.Czy mi pozostaje to samo?!

Anonimowy pisze...

Zaara
Terapia bez leków w atmosferze akceptacji - to absolutnie jedyna droga do "wyzdrowienia" ze schizofrenii, pod warunkiem nie brania leków i opieką.
Z takiej schizy wychodzi sie całkowicie i na zawsze.
Jezeli jestem tylko elektrochemicznym procesem zachodzącym w umyśle - to Ty też. Kiedyś bedziesz mieć dzieci i bedziesz je kochać ale wiesz co? To sie da wyleczyć! Mówie poważnie to da sie wyleczyć psychotropami. Mozna nimi wyleczyć sie z człowieczeństwa całkowicie! Podoba sie?
To studiuj dalej. Nie mamy kontroli nad umysłem? Zwierzęta nie mają - jesteś zwierzęciem? Gratuluje. Jestem czlowiekiem, mam wpływ na swoj umysł i moge go poznawać co odróżnia mnie od psa czy muchy. Nie potrafisz sie z tym pogodzic trudno.
Jesteś zwykłym racjonalnym robotem, albo filozoficznym zerem. Nie mam Ci za złe, niektórzy ludzie po prostu nie są zdolni do samodzielnego myślenia. Ktos cos ci powiedział, gdzies cos przeczytałaś i traktujesz to jak absolutną prawde! Masz racje - Ty nie masz kontroli nad swoim umysłem - to inni mają kontrole nad Twoim umysłem. I tutaj sie róznimy. Ludzki mózg to najbardziej skomplikowana rzecz na naszej planecie. Nigdy nie był poznany i nigdy nie bedzie poznany. Nie rozumiesz tego i tego nie zrozumiesz. Ty moze kiedys o tym przeczytasz. I na tym kończy sie Twoja rola. Wiec bardzo Cie prosze nie skłaniaj ludzi do rezygnacji z czegoś tak wspaniałego jak pobyt w podobnym ośrodku swoim zidiociałym racjonalnym, ubogim podejsciem do istoty ludzkiej. Jestes zbyt głupia zeby wyrazac swoje zdanie na podobne tematy poniewaz - Ty nie masz swojego zdania. Ty masz czyjes zdanie. Ten ktos miał czyjeś a na samym poczatku był jakis arcydureń ktory wymyslił neuroleptyki, skazał ludzi na mase mase usprawiedliwionego cierpienia. Pojecia nie masz kim jesteś i mi Cie zal. Ty pisałaś magisterke ze schizofrenii? Nędzna, egoistyczna, mała maszyno! Nie masz pojęcia o czym pisałaś!

Anonimowy pisze...

Ludzie wrażliwi??? okey, ale wszyscy jesteśmy w jakiś sposób wrażliwi. Ja też często ubowlewam nad światem, też miałam trudne dzieciństwo, też chce aby było lepiej w moim życiu,,, i robię wszystko... nikt nade mną nie płacze... a mam w rodzinie osoby, które w zetknięciu się z okrutnym światem... ( są po 30-stce) i okazało się ,że mają schizofrenię. Miałam do czuynienia z taką osobą bardzo długo i blisko. i niestety mam wątpliwości. Ja jej pomagałam wcześniej jak mogłam, inni byli jej wrogami. W czasie choroby to tylko ja byłam jej największym wrogiem, włącznie z tym że mnie zaatakowała w obecności lekarzy... Więc????

Anonimowy pisze...

Ludzie kochani,Ronald David Laing już udowodnił że można inaczej z chorymi,i powinno się,a nie szprycować ich neurotoksynami których każdy psychiatra nie podałby własnemu psu,bo szkoda zwieżęcia.Jeżeli te"leki"nawet pomagają,to tylko na krótką mete.Na dłuższą zawsze chorobe pogłębiają,i już coś złego się dzieje nie tylko z przyczyny psychologicznej,ale i fizycznej,bo ta toksyczna chemia wręcz potrafi fizycznie mózg uszkodzić.Tak się szydzi z Antypsychiatrii,ale kto ma racje,jeżeli porównamy mózg do komputera?Psychiatria,która uparcie twierdzi że wszysktie choroby psychiczne są wynikiem wady komputera,na co nie ma kompletnie żadnych dowodów,czy Antypsychiatria,która twierdzi że to nie z komputerem jest coś złego,bo nie ma na to żadnych dowodów,ale bo leci w nim zły program.Laing to udowodnił!Przeczytajcie choćby"Podzielone ja"tego człowieka.I wiedzcie że w szpitalach psychiatrycznych dzieją się straszne rzeczy!Wiem,bo sam się"leczyłem",i nawet ludzi uśmiercają!Ja jestem za tym by szpitale psychiatryczne były monitorowane przez kogoś.To są państwowe placówki,za pieniądze podatników,a nie ich prywatne lochy tortur,laboratoria frankeinsteinowskie,gdzie im wolno na wszystko za co tylko firmy farmaceutyczne dają w łapę,i nic za to nie grozi,bo pacjent psychiatryczny ma mniej głosu,niż dziecko.Media muszą kiedyś przeprowadzić wywiad z pielęgniarkami szpitali psychiatrycznych propo co ci"lekarze"po przysiędze hipokratesowej robią tym ludziom którzy przychodzą tam po pomoc,a nie by ich krzywdzono dla kasy od firm farmaceutycznych,skoro nam pacjentom nie chcecie wierzyć,bo jesteśmy wam pomyleni,bo tak nas nazwała pseudomedycyna która sama jest chora na urojenie że schizofrenia się bierze z jakiegoś braku równowagi chemicznej w mózgu,czy mutacji tkanki mózgowej,i cholera wie jakie duperele jeszcze,co nie istnieje,ale dzięki temu farmaceutyka zarabia kokosy.-Torturowany w opolskim szpitalu psychiatrycznym

sway77 pisze...

Zgadzam się, te leki to jakiś koszmar. Ja na szczęście miałam tylko (aż) mlekotok. To mi zmienili na lek, którego nie pozwoliłam już sobie zmienić (chcieli mi dać jeszcze inny). Mlekotok się skończył, ale przy dużej dawce nie byłam w stanie zebrać myśli, a miałam wracać do życia i zacząć jakąś pracę. Odstawiam teraz ten lek na spokojnie bez wiedzy mojej doktor. Ci lekarze w ogóle nie słuchają. Spróbuję sama sobie z tym poradzić. Teraz inaczej na to patrzę. I nigdy więcej nie chcę znaleźć się w psychiatryku. Tam się zmusza ludzi! Ciekawe kto mi pomoże, jak dostanę parkinsona po tym świństwie.

sway77 pisze...

A i jeszcze trzeba wspomnieć o elektrowstrząsach, które nadal się stosuje... Wystąpił złośliwy zespół neuroleptyczny.. trzeba jeszcze porazić prądem!

Anonimowy pisze...

sway77,
gdyby nie stosowali żelu w miejscach gdzie te elektrody są przykładane do elektro-wstrząs"terapii",po przeciętnej(nie maksymalnej)dawce na skórze pozostawałyby autentyczne ślady popażeniowe!Jeżeli 1 dawka ścina białko skóry,to co dopiero muszą robić z mózgiem od 15 do 20 dawek?!Podobno nie jeden psychiatra zmienił zawód po obejrzeniu takiego mózgu na własne oczy.I jeżeli"lekarz"prowadzący Ci to zaleci,kompletnie NIKT obecnie w Polsce nie jest w stanie Cię przed tym uchronić!Żaden opiekun,mama,tata,mąż,NIKT!A poprawiają prądem po takich rzeczach jak złośliwy zespół neuroleptyczny,by pacjent o niczym nie pamiętał,bo taki jest główny efekt tej chorej praktyki.Ludzie,za przeproszeniem,ale przestańcie pier...olić farmazonów,jeżeli sami nigdy nie byliście pacjentami psychiatrycznymi!Ta"medycyna"jest największą mistyfikacją świata.Psychiatra jest bardziej chorym zwyrodnialcem niż pedofil,bo to co oni nam robią nie dorównuje się ŻADNYM fizycznym mękom,i robią to dla kasy,czy wczasów od firm farmaceutycznych,a my pacjenci na to wszystko mamy mniej głosu niż dziecko!Kiedy to się skończy?!Drogi Panie Marcinie,niech Pan się postara o wywiad mediów z pielęgniarkami szpitali psychiatrycznych,bo my pacjenci,o których tu chodzi,nie mamy żadnego głosu.I coś jeszcze o tych"lekach".Proszę Państwa,gdyby te specyfiki(które Wy nazywacie lekami na chorobe która nie istnieje,wg rozumowania psychiatrii),były dołączane do paszy dla kurcząt,to czy Unia pozwalałaby na sprzedaż tego mięsa?!Sama Olanzapina powoduje Cukrzyce aż u 80% pacjantów!Żaden psychiatra o takich rzeczach pacjentowi nigdy nie powie.Można o tym przeczytać tylko na stronach Antypsychiatrycznych,jakie chaotyczne by nie były,bo tych sfrustrowanych bezsilnością ludzi tak samo krew zalewa,jak nas wszystkich.-Torturowany w szpitalu psychiatrycznym W OPOLU

Anonimowy pisze...

Zaara,
Tylko 10% ludzkości ma ponadprzeciętny IQ.90% nie ma,i tak naprawdę nie jest zdolna do samodzielnego myślenia.I właśnie tacy ludzie mogą nie mieć wpływu na swóje umysły,jak podajesz,i dzięki temu inni mają wpływ na ich umysły,jak Hitler,Lenin,oj.Rydzyk,itd,itd.Natomiast aż blisko 90% schizofreników ma ponadprzeciętny IQ.Wiem że mozecie mieć kompleksy na naszym tle,zwłaszcza Wy straszni mądrale"PO STUDIACH!!!"gdy nas bliżej poznacie,ale radźcie sobie z tymi kompleksami inaczej,niż wciskać sobie i innym jakieś urojenia na temat przyczyn odmienności psychicznych,bo jakiś idiota(psychiatra),z którego studenci innych wydziałów medycyny śmiali się całe studia medyczne że studiuje wudu,szarlatanerie,a nie medycyne opartą na naukowych dowodach,też sobie tym sposobem radzi z faktem że ani on,ani jego dzieci,itd,nie będą tak inteligentni i twórcze,jak jego przeciętny"czubek".-Torturowany

Anonimowy pisze...

Spytajcie byle weterana psychiatrii czy choć raz nie widział w szpitalu takiej sceny,że jednego dnia przywozi się człowieka zdrowego jak byk,tylko że w katatonii,by w ciągu tygodnia-dwóch wywieść zwłoki.Naprawdę ten człowiek nie miał kiedy indziej umrzeć naturalną śmiercią,i to będąc pod opieką szpitala?Nie wiecie o czym piszecie,jeżeli sami nigdy nie byliście pacjentami tego oszustwa.Lepiej przeczytajcie coś o projekcie Soteria,i co się z takimi rzeczami robi bo są sprzeczne z interesami farmaceutyki.

Anonimowy pisze...

jestem chora na schizofrenie ,skończyła m studia ,pracuje jestem nizależna.zakochanan,zaręczona,wychodze wkrótece za mąz i planuej miec dzieci. mam zasady moralalne.Rdze sobie z żuciem lepiej niz moje zdrwoe kolezanki ,a napewno nie gorzej.Mój nazeczony wie z jestem chora,ale oficjalnie sie do tego nie przyzanej ,społeczęństwo jest nietolerancyjne.Ludzie chorzy na schizofrenie zajmuja stanowsk akieriwnicze,śą lekarzmii,ratowniami medycznymi, fizjoterapetamii..społeczęnstweo nie zdaje sobie z tego sprawy.to są ambini ludzie mający takie samo prawo do szczęscia jak wszyscy,i psychiatrzy powinni mocno o t walczć.śmis misie chce jak w pracy mówią : strach z taką osoba pracować,oczwiście nie wiedzą że jestem chora ostatnia przyszłam do zespołu ale wszyscy licza na moja pomoc,i op pomoc gdzy nie wiedza pytaja zawsze mnie.nie poweidziała o choroir bo wiem z e relacje miezy nami barzdo by sie znieiły niestey niektórzy z nich nie śa szczeszy. Nie mówie o chorobie bo ni epotzrebuje ich łaski i wielkoduszności jaka musieliby wykazac w stosunku do mnie.Myśle z e spotało by mnie duż przykrości i cierpienia,a tego mi już wystarczy

Anonimowy pisze...

Zauważcie że chorzy psychicznie zawsze byli gorzej traktowani,niż nawet osoby niedorozwinięte umysłowo,bo jakoś im nigdy w historii się fizycznie nie uszkadzało mózgów lobotomią,by tylko mieć spokój z nimi,jak to się robiło na masową skale ze schizofrenikami(i nadal się robi nawet w takich krajach jak USA!).I weżcie pod uwagę zrodzenie się elektrowstrząsów.Pewien psychiatra wpadł na pomysł by na ludziach to wypróbować,podniecając się widokiem świń prądem pacyfikowanych w masarni przed zarżnięciem.Zastanówcie się czy ten psychiatra w ogóle zostałby wpuszczony na studia medyczne,gdyby się tylko go samego wpierw zbadało psychicznie czy czasem sam ma wszystkie klepeczki pod suficikiem?Moim zdaniem,zaraz po takich badaniach by go samego wzięto w kaftan bezpieczeństwa,bo jest to psychopata!Zaś co do tego"leczenia"psychotropami,to jest takim samym"leczeniem",co lobotomia,tylko że jest to farmakologiczna lobotomia.Jak coś takiego może ludzi wyleczyć z problemów?!I jest tak faktycznie,że zwłaszcza gdy mieszkasz w małej mieścinie,a co dopiero wsi,musisz to trzymać w tajemnicy,i żyć w ciągłym strachu by twoja tajemnica nie wyszła na jaw,bo będziesz mieć to samo,co zdemaskowany kolega od wielu lat ma,że dzieci wytykają paluchami"czubek!dureń!czubek!",i się śmieją jak głupki do sera.Do pracy też już nikt cię nie przyjmie,znajomi się odwracają,nawet własna rodzina,zadna kobieta nie zechce,bo"A nie stać cię na więcej?!"itp.,i nic ci nie pozostaje niż tylko robić sobie tą lobotomie farmakologiczną by jakoś faktycznie z tego wszystkiego nie zwariować,lub się zabić.Nawet nie wiecie jakim trzeba być twardym psychicznie,by być chorym psychicznie!

Anonimowy pisze...

W oddziale psychiatrycznym w Brzegu(opolskie)już długo odbierają pacjentom telefony komurkowe na okres ich pobytu na oddziale od kąd pewien pacjent nagrał komurką bardzo niemiłą gadke pielęgniarek do pacjentów,i puścił to w internet.Zamiast te wredne krowy na miejscu wywalić na bruk,zaczeli odbierać pacjentom telefony.Czy takie coś byłoby możliwe gdziekolwiek indziej,niż tylko w psychiatrii?Tak dba o nasze samopoczucie i zdrowie medycyna dla nas stworzona,że mamy być poniżani jak śmiecie,i nie mamy mieć prawa o tym pisnąć.
Serdecznie zapraszam każdego dziennikarza do ostrego wzięcia się za te hermetycznie szczelne konserwy środowisk psychiatrycznych.Jeżeli chcecie nagrody dziennikarskie,macie je jak w szwajcarskim banku,biorąc się za psychiatrie!

Anonimowy pisze...

Ciekawy artykuł. Martwi mnie trochę opinia Zarra, który to chyba ma być psychiatrą i "leczyć?" ludzi. Nie chodzi tyle o jego poglądy, ale o taki wywyższający stosunek do ludzi chorych, których to będzie "leczyć?". Tak na zasadzie "ja wiem lepiej niż wy bo ja studiowałem psychologię, więc się zamknijcie".

A co psychiatria wie w ogóle o schizofrenii, o przyczynach?
OK, mówią oni, że mózg pracuje nieprawidłowo, że brakuje tam jakichś enzymów czy czegoś tam(nie znam się na biologii). Więc trzeba je zaaplikować w postaci tabletek. Ale czy brak tych enzymów to jest tak naprawdę przyczyna, czy może efekt? Ja myślę że to drugie. A co takiego się stało że nagle zabrakło tych enzymów w mózgu?
Otóż sporo ludzi mówi, że schizofrenia pojawiła się u nich po jakimś traumatycznym wydarzeniu, np. śmierć bliskiej osoby. Że wtedy pojawiły się objawy.
Zatem wygląda na to że wydarzenia których doświadczamy mają wpływ na nasz umysł i na nieprawidłowości się tam pojawiają i na produkcję pewnych substancji w mózgu. Najwyraźniej mają.

Zatem czy możliwa jest sytuacja odwrotna. Skoro oddziaływania na nasz umysł za pomocą bodźców zewnętrznych, typu bolesne wydarzenia, mogą powodować zaburzenia w pracy mózgu, to czy inne oddziaływania zewnętrzne(np. psychoterapia) mogą powodować pozytywne zmiany w nim? Myślę, że również mogą.

A mówienie, że leki to jedyna wyjście jest tak naprawdę pójściem na łatwiznę i co tu dużo mówić - lekceważeniem problemu i tych chorych ludzi.

I jeszcze jedno pytanie do Zarry:
- dla jakiego koncernu farmaceutycznego będziesz pracować, bo wyglada na to, że będziesz mieć z tego duże korzyści? - To oczywiście lekki żart, nie bierz tego so siebie.

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

niesamowite, co tu czytam. Dla dobra nas wszystkich, powinno się przeciwstawić różnym złym praktykom w podejściu i 'leczeniu' chorych na sch. Przede wszystkim moralny obowiazek spoczywa na samych lekarzach psychiatrach i psychologach. Juz dawno temu słyszałem o destrukcyjnym wpływie rujnującym i tak juz nadszarpnięte zdrowie jaki mają silne psychotropy, nie mówiąc juz o elektrowstrząsach. Nieprawdopodobne, że nadal się stosuje te pradawne 'metody'. Zabieranie telefonów komórkowych, jest forma przemocy instytucjonalnej i zniewolenia. Życzę tu wszystkim nabrania sił i pomyślności, równowagi, szczęścia.

Anonimowy pisze...

Zdecydowanie cos w tym jest, zachorowałam na schizofrenie 2 lata temu, i tez zauwazyłam u siebie lęk przed wyrazaniem własnego zdania czy opinii,chocby na fejsie, potem myślę sobie co powiedzą w pracy, jak inni zareaguja, wtedy do mojej głowy cisną się wszystkie mozliwe interpretacje tego co powiedziałam, a potem okazuje się, ze nic sie nie dzieje,ludzie reaguja zwyczajnie,dlatego staram sie wyrazac te opinie i siebie jak najczęsciej i trzymac sie tylko jednej wersji tego co powiedziałam - swojej, oczywiscie, to ma swoje głebsze przyczyny, nie jest to zwykła nieśmiałosc czy niepewnosc, jest to zwiazane z jakas tam izolacją, słabym ego itd.,ale nie bede sie rozpisywac, bo nie jestem ekspertem,ale taki problem u schizofreników ewidentnie wystepuje.. pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Witam. Na schizofrenię choruje.od 5 lat w tym lecze sie od 3. Moj problem zaczal sie kiedy zacząłem nałogowo palic marihuane. Natychmiast po wyjsciu ze szpitala podjalem sie pracy. Na początku byla to praca na budowie w tej chwili jestem kucharzem. W stopniu niepelnosprawnosci wystawili mi ze choruje od 16 roku zycia (od czasu kiedy zacząłem palic) jednak nikt nie zauważył , że w miedzy czasie sluzylem w zasadniczej służbie wojskowej. Chcial bym zaznaczyc , ze doskonale radze sobie w zyciu. Akty agresji u mnie nie wystepuja (uzycie sily respektuje tylko wtedy kiedy jest to niezbędne czyli obrona wlasna) po wojsku zacząłem interesowac sie survivalem. Teraz bardzo interesuja mnie programy cejrowskiego. Czy ktos kiedys probowal przeprowadzic taka terapie u osob chorych? Moim zdaniem wzbudza to pierwotny instynkt przetrwania czlowieka. Odciecie sie od sztucznie przekazywanych nam informacji w telewizji radio czy prasie. Niekiedy terzeba dac odczuć tym ludzia potrzeby współpracy w trudnych warunkach tudzież kontaktu z osoba obok. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A ja z doświadczenia na swoim przkładzie wiem że schizofremia może jest uznana za chorobę ale według mnie to przede wszystkim brak witaminy b12 , ale nie tej z apteki która jest syntetykiem.Potrzeba nam witamin których brak powoduje różne choroby.dodatkowo przyznam że poznanie fajnych osób i trzymanie z nimi dobrego kontaktu to podstawa.Przyjaciel jest niesamowitą tabletką na każde nie powodzenie.pozdrawiam

Olga Kowalska pisze...

eminesia bardzo dobre słowa !

Olga Kowalska pisze...

anonimowy bardzo dobre słowa. Ludzie chorujący na schizofrenię są bardzo inteligentni. Ja myślę, że to nie jest choroba. Za ludzi niby chorych uważają tych ktorzy widzą wiecej niż "zdrowy " człowiek. Ludzie ze schizifrenią mają niesamowity instynkt, intuicję, bardzo dobrze widzą różne rzeczy. Nie wiem jak diagnozują takich ludzi ale myślę, że powinni używać innych metod na badanie mózgu człowieka bo nie dokońca to może być akurat choroba ! Mogą to byc ludzie z nadprzyrodzonymi zdolnościami.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...