poniedziałek, 29 grudnia 2008

Dzikie Dzieci - czyli o dzieciach wychowywanych przez zwierzęta

Czy istota człowieczeństwa tkwi w naszej naturze, czy może kulturze? A może w obu tych sferach? Jeśli tak, to w jakich proporcjach?

Próby udzielenia odpowiedzi na te pytania dokonuje dzisiaj Justynides, fanka PSYCHIKI.net. Justynides jest studentką socjologii, a prywatnie optymistycznie nastawioną do świata dziewczyną o wszechstronnych zainteresowaniach.

Przeczytajcie notkę o dzikich dzieciach - czyli dzieciach wychowywanych przez zwierzęta!

Integralny



Pamiętacie historię Remusa i Romulusa?

Przypomnę pokrótce za ciocią Wikipedią:)

„Według rzymskich historyków, przede wszystkim Tytusa Liwiusza, bracia byli wnukami króla miasta Alba Longa (dziś Castel Gandolfo), Numitora. Brat Numitora Amulius dokonał zamachu stanu, króla uwięził, a jego córce Rei Sylwii (łac. Rhea Silvia) nakazał zostać westalką i żyć w celibacie. Rea Sylwia zaszła jednak w ciążę i powiła bliźnięta, dwóch chłopców, których nazwano Romulus i Remus. Ich ojcem miał być nie kto inny, tylko bóg Mars. Jako że westalkom zakazane były stosunki płciowe, zakopano ją żywcem. Amuliusz rozkazał dzieci utopić w rzece. Wrzucony jednak do wody koszyk z nimi popłynął z prądem i utknął w jednej z zatoczek. Płacz dzieci usłyszała wilczyca, która w efekcie zaczęła regularnie odwiedzać zatoczkę, by karmić dzieci własnym mlekiem. Wilczycę wyśledził pasterz królewski, znalazł koszyk z dziećmi i zaadoptował je. Po osiągnięciu dorosłości Romulus i Remus dowiedzieli się o swoim pochodzeniu i dokonali zamachu stanu i przywrócili na tron prawowitego władcę Numitora. Po czym odeszli wraz z grupą młodzieży szukać nowej siedziby. Znaleźli ją nad Tybrem, gdzie było siedem wzgórz. Na jednym z nich postanowili założyć miasto…”

Czy historia założycieli Rzymu mogła wydarzyć się w rzeczywistości? Ile prawdy tkwi w starożytnej legendzie?

Przychodzimy na świat z predyspozycjami do człowieczeństwa, które wymagają odpowiednich warunków, aby mogły się rozwinąć. Potrzebny do tego jest kontakt z innymi ludźmi, dzięki któremu może dokonać się proces uspołecznienia-socjalizacji.

Istnieje wiele autentycznych, udokumentowanych przypadków dzieci wychowywanych przez zwierzęta, „dzieci dzikich”, „wilczych”.

W 1341 roku myśliwi schwytali chłopca, który uciekał przed nimi na czworakach razem ze stadem wilków. Od miejsca jego schwytania nazwano go w ówczesnych kronikach „Chłopcem Heskim”. Mimo podejmowanych prób przystosowania chłopca do życia w środowisku ludzi i panującej kultury, zmarł on wkrótce po odnalezieniu.

Istnieją również historie tego typu z czasów współczesnych, jak chociażby słynna sprawa Kaspra Hausera, urodzonego w 1812 roku na Węgrzech, który z powodu tego, że był więziony, przez 16 lat nie widział ludzkiej twarzy, nawet oblicza tego, który go dokarmiał. Nie trudno zgadnąć, iż chłopiec kompletnie nie był świadom kulturowych reguł obyczajowych, ani norm panujących w społeczeństwie. Obca była mu ludzka mowa, gesty i środowisko innych osób.


Rok 1920, Midnapore, Indie. Miejscowy misjonarz, Joseph Singh, odnajduje w lesie dwie dziewczynki (w wieku ok. 1,5 i 8 lat) żyjące i wychowujące się razem z wilkami. Jakiś czas później dzieci złapano i umieszczono w sierocińcu, młodszej nadając imię Amala, a starszej Kamala i powzięto za cel ich uczłowieczenie i przywrócenie do życia społecznego. Dziewczynki biegały na czworakach, wyły, w dzień siedziały przestraszone w kącie, nie jadły nic poza surowym mięsem. Miały wyostrzone zmysły wzroku, słuchu i zapachu. Odseparowano je od grupki innych dzieci po tym, jak jedna z nich zaatakowała któregoś z podopiecznych. Amala zmarła po roku. Nie nauczyła się ani chodzić, ani mówić. Kamala dożyła 16 lat. Przyswoiła 30 podstawowych słów, udało jej się przyjąć wyprostowaną postawę i w ten sposób poruszać. Zasmakowała także w gotowanych potrawach.

Kolejne doniesienie o "dzikim dziecku" również pochodzi z Indii. Chłopca wychowała niedźwiedzica w jamie w stanie Uttar Pradesh. W maju 1972 r. schwytał go myśliwy, który zobaczył malca przed niedźwiedzią gawrą, zajętego zabawą z małym wilczkiem. Chłopcem zaopiekowały się zakonnice z ośrodka dla bezdomnych i śmiertelnie chorych. Nazwano go Pascal. Zmarł w lutym 1985 r. na skręt kiszek. Miał wówczas 17 lat.

W połowie stycznia 2007 roku odnaleziono kobietę, która zaginęła jako dziecko kilkanaście lat temu w kambodżańskiej dżungli. Złapano ją, gdy wyszła z dżungli na pole, by pożywić się ziarnami ryżu. Wówczas to wpadła w pułapkę zastawioną przez miejscowych wieśniaków. Według opisu świadków była naga, brudna, miała czerwone oczy, zaś jej ruchy przypominały bardziej ruchy małpy niż człowieka. Mimo opieki i usilnych starań rodziców, nie udało się jej wypowiedzieć żadnego słowa, była wystraszona i nie pojmowała realiów sytuacji, w której się znalazła.

„Dzikie dzieci” to również te przetrzymywane w zamknięciu przez swoich opiekunów, izolowane i pozbawione kontaktu z innymi ludźmi.

W roku 1938 w USA odnaleziono dwie dziewczynki pochodzące ze związków pozamałżeńskich i trzymane przez ojców matek w odosobnieniu. Anna chowana była na poddaszu budynku farmerskiego. Izabela w ciemnym pomieszczeniu wraz ze swoją głuchoniemą matką. Miały około 6 lat, gdy je odnaleziono. Były brudne, zaniedbane, nie reagowały na otoczenie. Nie potrafiły ani mówić, ani chodzić. Nie rozumiały żadnych poleceń. Anna umarła na żółtaczkę po czterech latach od chwili znalezienia. Opanowała kilka podstawowych czynności i słów. Izabela z pomocą lekarzy oraz psychologów po mniej więcej dwóch latach osiągnęła poziom rozwoju umysłowego i psychicznego dziecka w jej wieku. Poszła nawet do szkoły. Do dziś dnia nie wyjaśniono, co zadecydowało o lepszych rezultatach przywracania do życia społecznego Izabeli.

Istnieje pewna granica, tzw. okres krytyczny, po przekroczeniu której nauka pewnych czynności staje się niemożliwa lub bardzo trudna. Dotyczy to przede wszystkim nabywania umiejętności posługiwania się mową. Hipotezę tą wysnuł Lenneberg, który jako pierwszy zauważył, że okres na przyswojenie języka kończy się definitywnie około wieku 12 lat. Stwierdził również, że jeśli nie nastąpi on przed upływem tego terminu, nigdy nie będzie możliwe jego przyswojenie w pełni funkcjonalnej formie.

Opisane powyżej przypadki dzieci wychowanych w środowisku zwierząt, dowodzą, że brak społecznych bodźców w ich rozwoju (fizycznym, intelektualnym, moralnym) wpłynął znacznie na jego upośledzenie. Zatrzymały się one na poziomie zwierząt i zdane same na siebie nauczyły się radzić sobie w życiu ich metodami-by przetrwać. Nie mogąc sprostać ludzkim warunkom-umierały.

Nasuwa się pytanie:

na ile człowieczeństwo jest wpisane w naszą naturę? I czy na pewno jest…?

Więcej:

http://www.feralchildren.com
http://bsocz.blox.pl/2007/02/Dzikie-dzieci.html

http://www.eioba.pl/a70859/dzikie_dzieci

Autorka tekstu: Justynides
Inne teksty Justynides dostępne są tutaj.

17 komentarzy:

zimbabwe pisze...

Ponoć w Rosji coraz częściej zdarzają się wypadki porzucania dzieci. Kiedyś odnaleziono chłopca w psiej budzie - żywił się i zachowywał jak pies. A tak w ogóle wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Elzbieta pisze...

"Na ile czlowieczenstwo wpisane jest w nasza nature? I czy na pewno jest...?
Jestem przekonana, ze czlowieczenstwo jest w nas. To zas na ile jestesmy czlowiekiem zalezy od tego w jakim srodowisku wzrastamy i na ile chcemy sie rozwijac. Jesli dobrze zrozumialam najwiekszy wplyw na rozwoj czlowieka i to kim bedziemy w przyszlosci ma pierwsze 5 czy 12 lat zycia. W tym okresie wazne jest rowniez srodowisko, w ktorym wzrastamy, jakie wartosci i wzorce wychowawcze otrzymujemy. Cale nasze zycie, bycie czlowiekiem to nieustajacy proces doskonalenia i poznawania siebie. Rozwijania w sobie osobistych cech i zdolnosci bycia czlowiekiem, umiejetnego wyrazania zachowan,takich jak: milosc, tesknota smutek, radosc, szczescie, zadowolenie czy wspolczucie.
To na ile bedziemy "czlowieczy" i ile czlowieczenstwa w nas bedzie, zalezy przede wszystkim od nas samych.

lavinka pisze...

To jest coś związanego z językiem(umiejetnosc uczenia się go). Tylko do określonego wieku(bodajże 9-12lat)jesteśmy w stanie nauczyć się mówić. Potem już nie. Jeśli odosobnienie przypada na ten okres, niemożliwe jest całkowite ucywilizowanie człowieka w późniejszym czasie.

eminesia pisze...

Wiadomo, że człowiek to istota społeczna, czyli do jakiegokolwiek rozwoju potrzebuje drugiego człowieka. A więc - jeżeli nie będzie "wychowywana" w społeczeństwie, pośród innych ludzi, to nie ma szans na jakikolwiek rozwój moralny czy nawet intelektualny. Jeśli jakaś istota ludzka nie wychowuje się wśród innych ludzi, to trzeba się poważnie zastanowić, czy nazwać ją "człowiekiem" czy tylko po prostu "istotą ludzką".
Co do istoty człowieczeństwa, to myślę, że każdy nowonarodzony człowiek ma w sobie odrobinę człowieczeństwa, którą później się rozwija [przy normalnym wychowywaniu] lub niszczy ["wychowanie", a może "odchowanie" poza społeczeństwem przez zwierzę].

areqw pisze...

Bardzo ciekawy tekst. Daje powód do refleksji. Ale to prawda, człowiek to istota społeczna i przecież od dawna wiadomo że dzieci uczą się obserwując swoich rodziców.

Jacenty pisze...

Bardzo interesujący tekst. Zetknąłem się z tym problemem już wiele lat temu, w trakcie studiów, jak autorka socjologicznych :) Głębsze rozpoznanie znaczenia okresów wrażliwych wydaje się być bardzo istotnym elementem w psychoterapii. Czy istotnie po ich upływie istnieje jeszcze możliwość zmian? To bardzo ciekawy temat także z punktu widzenia neuropsychologii. "Wilcze dzieci" ukazują nam jeszcze coś bardzo istotnego,to, że jako istoty ludzkie powinniśmy z większa wrażliwością i empatia podchodzić do naszych zwierzęcych kuzynów, nasz ludzka "dusza" wydaje się być czymś wyjątkowym, ale jednocześnie bardzo kruchym.

matipl pisze...

Brawo dla autorki!
Niesamowicie artykuł podkreśla jak ważny jest rozwój dziecka w pierwszych miesiącach, latach życia.
Rodzice niestety nie zawsze zdają sobie z tego sprawę, i to zaniedbują.

justynides pisze...

Tak sobie myślę czasami, czy rzeczywiście jesteśmy aż tak bardzo wyjątkowi jako ludzie?
Ptaki potrafią latać, salamandry się regenerować a człowiek dostał w prezencie grubszą korę mózgową...cóż, każdemu coś, żeby mógł przetrwać.
Zresztą, może coś więcej na ten temat w następnym artykule:)

Anonimowy pisze...

justynides,
od zwierząt mamy wiele więcej :)
tzn. duszę.
i jesteśmy istotami rozumnymi.

justynides pisze...

Jesteśmy istotami rozumnymi bo mamy grubszą korę mózgową i tylko dlatego.
Mamy dusze? Udowodnij :P

eminesia pisze...

mamy coś a'la sumienie i potrfimy wydawać artykułowane dźwięki - mówić :)

justynides pisze...

Coś a'la sumienie nabywamy przez uspołecznienie (dzikie dzieci zapewne nie posiadały), więc jest nabyte.
Artykułowane dźwięki-ewolucja.
;)

Anonimowy pisze...

Justynides szkoda, że jako studentka socjologii pisząc tekst zapomniałaś o przypisach. Przy zaczerpywaniu informacji z innych źródeł, jak ma to miejsce w tej pracy, wypada zrobić przypis skąd to jest i kto jest autorem orginału, tak się składa, że pół dnia siedzę dzisiaj w tym temacie i przejżałam sporo tekstów o "dzikich dzieciach" w internecie, stąd widzę, że Twój tekst jest składanką pozbieranych informacji jakie można znaleźć w internecie. Owszem jest tu przedstawiony Twój punkt widzenia, ale nie zapominaj, że bazując na czyjejś pracy wypada zrobić przypis :D pozdrawiam. Studentka resocjalizacji :]

justynides pisze...

Jasne, że pisałam na podstawie wyszperanych materiałów, trudno żeby samemu tworzyć coś, o czym w sumie chyba wszystko zostało powiedziane. Tekst jest napisany moimi słowami, nie wklepany ctrl+c, ctrl+v. No fakt, przypisy trochę poległy. Jak znalazłaś coś ciekawego w tym temacie, to dorzuć:).

Mido pisze...

thank you

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawe ;) <3

Joanna Bura pisze...

Witam! Tematyka poruszona jest bardzo ciekawa i porusza wiele aspektów z życia człowieka i zwierząt . Przypomina mi się książka, w której zetknięcie się człowieczka ze zwierzętami ma zakończenie szczęśliwe ! Ale jest to bajka, bajka o Mikołaju. ,,Pewnego, mroźnego dnia renifery przechadzały się w głębi lasu i nagle przykuł ich uwagę krzyk dziecka. Pobiegły w kierunku, z którego dobiegał, i obok jednego świerku znalazły maleństwo. Zaraz się uspokoiło i nawet zaczęło uśmiechać się do rogatych stworzeń. Renifery nie wiedziały, co począć z dzieckiem, i w końcu zawezwały leśnego opiekuna drzew, znanego z dobrego serca Dąba. Dąb, wzruszony, zrozumiał, że odnalezienie rodziców malca będzie niemożliwe, zdecydował więc, że zaniesie dziecko do króla nieśmiertelnych, Cyryla. Kiedy dotarł do króla nieśmiertelnych, ten zwrócił się do niego słowami: ,, Witaj Dąbie, opiekunie drzew! Jakim prawem ośmielasz się przyprowadzać tutaj tego małego śmiertelnika?". ,,Mam obowiązek uratować życie temu oto dziecku, bo znalazłem je w lesie- odparł szlachetny Dąb. - Pozwól m zaopiekować się tym niewinnym dzieckiem. Postaram się je wychować najlepiej, jak potrafię". Wtedy zjawiła się księżniczka Kalina i zaoferowała swoja pomoc. Król nieśmiertelnych w końcu zgodził się, ale pod warunkiem, że jak maluszek osiągnie dojrzałość, opuści królestwo i wróci do świata śmiertelników". To oczywiście fragment bajki z książki: ,,Od wiosny do jesieni" J.M.B, ale z wielu bajek można wysnuć jakiś morał. W wielu bajkach zawarta jest istota człowieczeństwa, stosunek do drugiego, nierzadko słabszego stworzenia. Z niektórych opowiastek, bajek można się czegoś nawet nauczyć. Pozdrawiam

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...