sobota, 6 grudnia 2008

Czym skorupka za młodu nasiąknie... – czyli czym jest socjalizacja?

Prezentuję dzisiaj tekst Justynides - stałej Czytelniczki PSYCHIKI.net, pogodnej duchem dziewczyny i... studentki socjologii. To nie jest jej pierwszy tekst na tym blogu, poruszała już kilka tematów dotyczących psychiki człowieka. Tym razem Justynides opowie Wam o procesie socjalizacji. Posłuchajcie :) Zapraszam. Integralny


Człowiek rodzi się jako tabula rasa, czysta, niezapisana karta, która zapełnia się stopniowo przez całe życie - wraz ze zdobywanymi doświadczeniami. Dziecko przychodzi na świat i staje się członkiem określonego społeczeństwa. Uczy się posługiwać językiem, gestem, rozpoznawać i interpretować zachowania innych ludzi. Przejmuje jego system wartości, normy i wzory postępowania, dostosowuje się do stawianych mu wymogów. Staje się takim, jakim chce go widzieć otoczenie społeczne, po to, aby mógł w nim funkcjonować.


Socjalizacja, bo o niej mowa, jest wielostronnym procesem poznawania i przyswajania rzeczywistości, dzięki któremu człowiek, istota biologiczna, staje się istotą społeczną, reprezentantem określonej kultury. Kształtuje swoją osobowość i określa własną tożsamość. Uczy się odgrywać zadane mu role.

Socjalizacja trwa przez całe życie, jednak nie zawsze przebiega tak samo. Wyróżnia się dwa jej podstawowe rodzaje:

SOCJALIZACJA PIERWOTNA, mająca miejsce w dzieciństwie i będąca najważniejszą w życiu jednostki, bo właśnie wtedy kształtuje się charakterystyczna dla danej kultury osobowość podstawowa. Przebiega w atmosferze nasyconej uczuciami. Najważniejszym wzorem do naśladowania dla małego człowieka są jego rodzice - przekazują mu wiedzę o świecie i o jego regułach, niejednokrotnie nie do końca będąc świadomymi tego, że dzieci wręcz automatycznie przejmują ich wartości, postawy i wzory zachowań.

Ten świat w początkowej fazie życia jest jedynym istniejącym i jedynym możliwym światem. Brak świadomości istnienia „innych światów” sprawia, że chcąc nie chcąc, żyjemy w tym zdefiniowanym przez naszych rodziców.

Socjalizacja pierwotna kończy się w momencie odkrycia „uogólnionego innego”- z czasem okazuje się, że inne mamy również proszą o umycie rąk przed obiadem, inni tatusiowie także krzyczą, gdy wskoczymy w brudnych butach do łóżka, a innym babciom i dziadkom też listonosz co miesiąc przynosi pieniążki, cudze ciocie co roku urządzają imieniny, a cudzy wujkowie chodzą oglądać mecze do pubów. W życie wkrada się istnienie ogólnospołecznych reguł i tak oto wkraczamy w…


SOCJALIZACJĘ WTÓRNĄ, która uczy jak posługiwać się abecadłem życia społecznego wyniesionego z socjalizacji poprzedniej. Ważna część tej nauki zdobywana jest w szkole. Na zachowanie wpływa już nie tylko rodzina, ale także grupa rówieśnicza, wyznaniowa, grono przyjaciół, miejsca w których przebywamy, to, co czytamy, oglądamy, słuchamy.

W tej fazie człowiek zdobywa wiedzę niezbędną do poprawnego wykonywania ról społecznych. Uczy się jak być uczniem, studentem, przyjacielem, matką, ojcem, piekarzem czy piłkarzem narodowej reprezentacji. Poznaje zarówno „inne światy” jak i różne ich interpretacje, które może przyjmować, odrzucać lub dopasowywać do wcześniej zinternalizowanych. Na wybory te ogromny wpływ ma socjalizacja pierwotna, nad którą socjalizacja wtórna jest nadbudowywana. Ma ona duże znaczenie o tyle, o ile w pewnym zakresie determinuje sposób odbioru treści, z którymi mamy do czynienia w dalszym etapie życia. Najczęściej teraźniejszość interpretowana jest przez człowieka tak, aby była w zgodzie z przeszłością.

W socjalizacji wtórnej nierzadko świadomie dąży się do naśladowania mechanizmów socjalizacji pierwotnej i stosuje techniki pozwalające zabarwić ją emocjonalnie, tak, aby nabyte treści były trwalsze.

Ma to szczególne znaczenie w procesie RESOCJALIZACJI, której celem jest całkowite przekształcenie dotychczasowego obrazu świata oraz siebie samego, przebudowa osobowości i zmiana tożsamości. Aby resocjalizacja była skuteczna, tak jak w socjalizacji pierwotnej muszą dokonywać jej osoby, z którymi możliwe jest wytworzenie silnej identyfikacji emocjonalnej. Maleńkie dziecko to karta niezapisana. Osobnik resocjalizowany to karta zapisana, którą należy wymazać i zrobić miejsce dla nowych treści. Teraźniejszość decyduje o przeszłości, dlatego też przyswojenie nowych zasad wymaga odrzucenia tych, w których się dorastało, nowego spojrzenia na to, co było i oceny zgodnie z przyjętymi wartościami.

Socjalizacja dotyczy każdego z nas. Bliższe przyjrzenie się naszemu otoczeniu, zarówno temu, w którym spędziliśmy dzieciństwo, jak i temu, w którym przebywamy obecnie, może zaprowadzić nas do ciekawych wniosków na temat samego siebie. Czy warto? Oceńcie sami:)

Justynides


---
Tekst w oparciu o literaturę:
Barbara Szacka "Wprowadzenie do socjologii"

7 komentarzy:

rysielec pisze...

No ale mogło być coś więcej, bardziej problematycznie, bo to co tu jest napisane to jest nawet w mojej książce od WOSu :)

lavinka pisze...

Nie jetem zwolenniczką teorii "czystej karty". Wiele naszych zachowań, również społecznych - dziedziczymy w genach. Ponoć jest taki gen(allel)(niedawno odkryty), który uniemożliwia nawiązywanie prawidłowych reakcji społecznych u mężczyzn, a dokładniej zbudowanie związku z drugim człowiekiem, takim jak np. małżeństwo.
Także uszkodzenie mózgu wpływa na nasze zachowanie w społeczeństwie (np. uszkodzenie płata czołowego, częste u alkoholików, powoduje zanik tzw. "uczuć wyższych", czyli współczucia, miłości i empatii - a wiemy jak ważne są w relacjach z innymi ludźmi).
Kolejna rzecz to hormony. Choroby tarczycy, częste ostatnio (Czarnobyl) mają duży wpływ na nasze zachowanie, tym samym chorując możemy być uznawani za jednostki aspołeczne i wyrzucane poza nawias. Weźmy na przykład nadczynność tarczycy, która sprawia że człowiek często miewa huśtawki nastrojów i nagle wybucha gniewem bez powodu, mimo że wcześniej się tak nie zachowywał (niby był dobrze wychowany a tu o o).
Dla mnie człowiek współczesny jest wynikiem dziedzictwa genetycznego przodków oraz wychowania w społeczeństwie. Czyli to o czym pisze autorka tekstu to tylko jedna strona medalu. Warto ten temat rozwinąć.

justynides pisze...

Spoko, spoko, będzie więcej:) Uznałam, że lepiej opisać kilka tematów łączących się ze sobą z osobna niż przynudzać w jednym:)

justynides pisze...

Aha, i jeszcze jedno:
O wpływie genów i innych czynników na społeczne zachowania kompetentnie mógłby się wypowiedzieć biolog, ja opisałam sprawę z socjologicznego punktu widzenia, bo takie miałam założenie dysponując jakąś tam wiedzą na ten temat.
Tak więc tabula rasa w tym kontekście jest jak najbardziej uzasadniona:)
Pozdrawiam

liamsaleh pisze...

Rola genów często jest dogmatyzowana. Geny określają, to jakie tablica ma wymiary i jakiego jest koloru, a nie to co jest lub bedzie na niej zapisane. Inaczej określa próg naszych możliwości, a czy się w ogóle do nich zbliżymy zależy wyłącznie od naszej własnej pracy.

Anonimowy pisze...

Myślę, że geny określają to kim jesteśmy i jakie mamy możliwości, czyli predyspozycje, więc "tabula rasa" jest miejscem na wpisanie tzw. "oprogramowania" jak do komputera ;-)
Pozdrawiam autorkę i dyskutujących, a temat naprawdę ciekawy.
Piotr

Anonimowy pisze...

Nie istnieje coś takiego jak "tabula rasa". Geny nie tylko kształtują ciało, ale psychikę. Ostatnio mówi się wpływie 50% geny i 50% środowisko. Dogmatyzuje to często psychologia społeczna, upierając się że tylko kultura, wychowania i więcej nic się nie liczy.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...